sobota, 15 lipca 2017

Czy będzie piękne samobójstwo K’15?

Życie polityczne RP ver. 3.5 tego lata gwałtownie przyspieszyło, bowiem  Napolion uznał, że czas rozpocząć akcję usuwania kamieni kałowych z wymiaru niesprawiedliwości – ostatniej instytucyjnej twierdzy WSIoków, czerstwych komuchów, targowiczan na żołdzie Sorosa lub Makreli i POmniejszej kanalii. Pierwszym etapem tej lewatywy jest oczywiście przygotowanie odpowiedniego irygatora, czyli ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym.
Gdy po wyborach 2015 co bardziej krewcy kibole PiS z radości skakali już na głowę do basenu, do którego jeszcze nie napuszczono wody, we wpisie z 28 października zwróciliśmy uwagę na dwie wielkie przeszkody, bez anihilacji których jakiekolwiek działania sanacyjne będą niemożliwe. Rzecz jasna mieliśmy na myśli Trybunalską Konstytutkę Rzeplińskiego, lokaja Przestępczości Organizowanej, a zarazem żałosnego nieuka w zakresie prawa konstytucyjnego, którego elementarza prawa musiała swego czasu uczyć  pani Eliza Kurkowska, sędzia sądu rejonowego. Bez wyrwania zębów jadowych tej gadzinie, rząd pani premier Szydło miał stuprocentową gwarancję iż gang „Rzepy” każdą ustawę uzna za niekonstytucyjną. Oraz drugi gang w togach, tzw. „łańcuchowych”, wypuszczających przestępców a skazujących ludzi uczciwych, a na każde gwizdnięcie pana reagujących niczym Milewski czy Łączewski. Z takimi „drukarzami” rozliczenie którejkolwiek z trzydziestu kilku herbowych afer PO byłoby niewykonalne.
Po homeryckich bojach TK udało się w roku 2016 zneutralizować. Tyle tylko że było to zrobione skandalicznie nieudolnie przy pomocy wielu ustaw, zamiast jednej ale porządnej. Zaś w trakcie tej bitwy „Rzepa” mógł dać PiSowi mata w dwóch posunięciach, na szczęście jego tępota plus arogancja to uniemożliwiły.
W krytycznej fazie bitwy w skład TK wchodziło 9 cyngli PO, trzech sędziów PiS dopuszczanych przez prezia do pracy oraz trzech ludzi PiS, których „Rzepa” uznał za „trefnych” i do orzekania nie dopuszczał. I wtedy jakiś papuga PiS wypichciła arcydzieło, w myśl którego TK mógł odrzucić ustawę regulującą jego funkcjonowanie jedynie większością co najmniej 2/3 gosów, orzekając w „pełnym”, czyli co najmniej trzynastoosobowym składzie. Ustawa zadziałała, bo wobec domniemania jej konstytucyjności, niegolony tłumok na własne życzenie nie był w stanie jej obalić. Potem poszło już łatwo i dzięki kolejnej ustawie napisanej specjalnie i imiennie pod panią sędzię Julię Przyłębską, to ona miłościwie zapanowała po „Rzepie”, który na do widzenia okradł Polaków na ponad 100 tys. zł.
A przecież wystarczyło by buc „odmroził" choć jednego sędziego PiS (w ostateczności nawet wszystkich trzech). Byłaby trzynastka a 9 głosów z 13 za uwaleniem ustawy to ok. 69.2%, czyli ponad 2/3. Pani premier nie miałaby pretekstu do odmowy publikacji tego i kolejnych wyroków, pani Przyłębska mogłaby o prezesurze zapomnieć. Bo pan prezydent musiałby „wybierać” między Rymarem a Zubikiem.
Najwybitniejszy polski brydżysta Piotr Gawryś, złoty medalista olimpijski i mistrz świata, mawiał przy stoliku, że na kompletne skretynienie przeciwnika gra tylko wtedy, gdy nie ma nawet znikomej obiektywnej szansy na wygranie tego rozdania. A tu można było tę ustawę spłodzić tak, by możliwość jej odrzucenia była matematycznie wykluczona.
Wielką wtopą była skierowana do sejmu pierwsza wersja ustawy o handlu „wielkopowierzchniowym”. Okazała się tak bezdennie głupia, że szkodziła polskim właścicielom sklepów i ci (oczywiście właściciele, a nie sklepy) demonstrowali przed sejmem przeciwko takiej „pomocy”. A pan Cezary Kaźmierczak, prezes ZPiP, zaoferował pomoc swoich prawników, skoro ci rządowi są zbyt tępi.
Pewien znany Staremu Niedźwiedziowi bardzo porządny starszy pan, wywodzący się z narodu wybranego, podsumował to następująco. Powiedział że w II RP ani minister Ziobro, ani żaden z pisowskich „legislatorów" nie załapaliby się nawet na posadę szamesa. I wyjaśnił że słowo to oznacza woźnego i zarazem gońca w urzędzie rabinackim.
Piszemy o tym, bowiem 12 lipca sejm przegłosował otawę zmieniającą zasady funkcjonowania KRS. Na myśli mamy Krajową Radę Sądownictwa a nie Krajowy Rejestr Skazanych, choć nie mielibyśmy nic przeciwko temu, by co poniektóre łobuzy z tej pierwszej trafiły na listę tego drugiego. Ustawa ledwo przeszła, bowiem 10 posłów PiS było nieobecnych a „totalni” nie wzięli udziału w głosowaniu by zabrakło kworum. Ustawa przeszła bo głosy oddało 232 posłów – dwie ciamajdy z PO zapomniały wyjąć swoich kart do głosowania z czytników.
I tu czas na bardzo gorzką refleksję.
Z dostępnej na witrynie sejmu imiennej listy głosujących wynika, że w głosowaniu nie wziął udziału cały klub Kukiz’15 oraz niegdyś doń należący Robert Winnicki, obecnie robiący za wolnego strzelca. Do tego jeszcze, o ile „wpolityce.pl” pisze prawdę:

https://wpolityce.pl/polityka/348731-po-i-kukiz15-lacza-sily-przeciw-reformie-sn-budka-i-jakubiak-bedziemy-chcieli-doprowadzic-do-tego-by-to-glosowanie-sie-nie-odbylo

Marek Jakubiak zadeklarował, że K’15 jest też przeciwny złożonemu przez posłów PiS projektowi ustawy o Sądzie Najwyższym. I tak jak PO, będzie starał się uniemożliwić jej głosowanie. Cała różnica polega na tym, że K’15 nie wzywa do ulicznych burd.

Panie pośle Jakubiak! Nie raz chwaliliśmy Pana za spokojne, rzeczowe i mądre wypowiedzi, zwłaszcza na tematy gospodarcze. Ale jeśli w tym linku napisano prawdę, właśnie dokonujecie samozaorania master class, jak mawiają studenci Starego Niedźwiedzia.
Narzekał Pan wiele razy na polskie sądy. To dlaczego gdy jest okazja przeciąć ten karbunkuł na sempiternie, Pan i Pańscy koledzy zachowujecie się jak banda naburmuszonych gówniarzy? Przecież gdyby nie te dwie pierdoły z PO, w głosowaniu nie wzięłaby udziału wymagana ponad połowa ustawowej liczby posłów. I wybór nowych sędziów nadal odbywałby się na zasadzie sztafety pokoleń: peerelowskie czy targowickie szmaty wybierałyby godnych następców, czyli młode szmaty. A sędzia złodziej, aferzysta czy dziwka na telefon, po wpadce orzekałby dalej w najlepsze, bo sąd dyscyplinarny ślimaczyłby sprawę aż do jej przedawnienia się.
Głosowanie (lub jego sabotowanie) broniące szajki niejakiej Gersdorf dokończy dzieło zniszczenia tak obiecującej inicjatywy jak klub parlamentarny  K'15. Trzeba będzie się pożegnać z marzeniem o reprezentowaniu w sejmie koalicji narodowców, wolnorynkowców i konserwatystów. I przyznać rację panu Kornelowi Morawieckiemu, który najszybciej przejrzał was na wylot. A w roku 2019 zagłosować na pobożnych socjalistów, po uprzednim zażyciu aviomarinu, by nie zanieczyścić lokalu wyborczego. Lub demonstracyjnie zagłosować na porządnego człowieka, takiego jak choćby Grzegorz Braun, Krzysztof Bosak czy Marian Kowalski, wszelako bez realnych szans na jego wejście do parlamentu.
A Pan będzie mógł przekazać Pawłowi Kukizowi od jego byłych wyborców: miałeś chamie złoty róg!

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce
Refael 72

czwartek, 13 lipca 2017

Paliwo +

Jak już nie raz się zdarzyło, plany redakcji zostały skorygowane przez polityczną rzeczywistość Rzeczypospolitej Polskiej o numerze chyba trzy i pół , jako że od tej rzekomo trzeciej, czyli tworu o nazwie Tusk, Kopacz i Kamieni Kupa, niezbyt się oddaliliśmy.
„Totalnego” Shitynę można uważać za użytecznego idiotę Napoliona, bowiem dla każdego myślącego Polaka jego „program polityczny” jest oczywisty. Trzeba odsunąć PiS od władzy, żeby było tak, jak było. A to większości rodaków na szczęście już nie odpowiada. Zaś debila Rycha VI, który 10 lipca wraz ze swoim „maderacem” i Szajbus-Wielgus dołączył do grona uczestników miesięcznicy, zamiast zgodnie z planem do bandy UBwateli, Frasyniuka, Cwelińskiego i POmniejszej swołoczy, nikt w Polsce mający IQ większy od numeru obuwia nie traktuje już serio.
Ale z drugiej strony, totalni też mają swojego kreta w obozie rządowym. Tu jego identyfikacja jest trudniejsza i należy jej dokonać metodą negatywnej selekcji. Rzecz jasna w kontekście tak samobójczego posunięcia jak nałożenie na paliwa dodatkowego podatku w wysokości 20 gr netto za litr.
Sam Napolion, jako ekonomiczny analfabeta, raczej by tego nie wymyślił. Bo na szczęście dla rodaków, zdaje sobie ze swoich wysokich kwalifikacji sprawę. Więc nie rozgłasza żadnych ekonomicznych bzdur, na miarę „polityki jagiellońskiej” czy swojej patologicznej banderofilii (czyli de facto sorosofilii).
Drugim podejrzanym teoretycznie mógłby być wszechwładny nadminister Antek Policmajster, pieszczoch „Gazety Polskiej”.. Ale tylko sporadycznie dotyka się on kwestii gospodarczych, ostatni znany nam przypadek to zablokowanie budowy w Łodzi „suchego portu kolejowego”, arcyważnego elementu Drugiego Jedwabnego Szlaku. Dlatego za najbardziej prawdopodobną przyczynę uważamy rozkaz  jego USraelskich przełożonych. W przypadku paliwa+ taka przyczyna nie wchodzi w grę.
Pani premier Szydło, która wcześniej obiecała premierowi Chin poparcie tej inwestycji, wyszła przy okazji tegoż suchego portu na osobę niepoważną. I po raz drugi przekonała się, że w przypadku konfrontacji z wszechwładnym Antkiem, w rzekomo swoim rządzie nie ma nic do gadania. Jako że tak naprawdę pełni w nim jedynie funkcję ministra d/s komunikowania się z Polakami. Bo do Geniusia Żoliborza szczęśliwie dotarło, że większość chimer zaprzątających jego mózgownicę rodacy mają poniżej pleców, a do tego bardzo głęboko. Zatem naszym zdaniem to nie pani Szydło tę bzdurę wymyśliła.
Tak więc po dokonaniu tej eliminacji, jedynym podejrzanym jest wyrób kwiatkowskopodobny i kuglarz Power Pointa, czyli wicepremier Mateusz Morawiecki.
Tłumaczenie że podwyżka ceny litra paliwa o 20 gr netto, czyli o 25 gr brutto, nie jest podatkiem, bo ma na celu sfinansowanie Funduszu Dróg Samorządowych, zaprezentował  poseł PiS Bogdan Rzońca:

https://wpolityce.pl/polityka/348410-rzonca-oplata-paliwowa-nie-jest-wprowadzaniem-nowego-podatku-wszystkie-srodki-z-tego-funduszu-trafia-tylko-i-wylacznie-na-drogi

referujący ten rzekomo poselski a nie rządowy projekt (krótsza ścieżka legislacyjna). Brednie te można zabić śmiechem. Staremu Niedźwiedziowi przypomina to łgarstwa komunistycznej propagandy z czasów Gierka, że podwyżka ceny jakiegoś artykułu pierwszej potrzeby tak naprawdę nie jest żadną podwyżką, bo robiona jest w żywotnym interesie każdego obywatela, wyłącznie po to, by mu nieba przychylić.
Marszałek senatu Stanisław Karczewski też tryska partyjnym optymizmem:

https://wpolityce.pl/polityka/348425-karczewski-pozytywnie-o-projekcie-funduszu-drog-samorzadowych-to-swietny-pomysl-mam-nadzieje-ze-kierowcy-nie-odczuja-bardzo-tej-oplaty

a przy okazji wyraża „nadzieję graniczącą z pewnością”, że nie będzie istotnych różnic w cenie paliwa. Jak widać znajomość arytmetyki jest obca nie tylko „psorowi” Andrzejowi Rzońcy, nadwornemu ekonomowi Przestępczości Organizowanej. Który nie odróżniając procentów od punktów procentowych udowodnił, że w Szkole Głównej Handlowej habilitować może się każdy nieuk.
Tę kompletnie niespójną propagandę sukcesu rozsmarował niezawodny pan poseł Marek Jakubiak:

https://wpolityce.pl/polityka/348422-nasz-wywiad-jakubiak-o-funduszu-drog-samorzadowych-skoro-sa-w-budzecie-pieniadze-to-po-co-nastepny-podatek

Przypomniał o istnieniu funduszu paliwowego, z którego przynajmniej w teorii winny być finansowane remonty i budowa dróg. I zwrócił uwagę na to, iż rzekome oszałamiające sukcesy budżetu (niektórzy prorokują nawet BRAK DEFICYTU za pierwsze półrocze 2017) pozostają w rażącej sprzeczności ze smutną prawdą, czyli  koniecznością stworzenia nowego podatku.
Na podkreślenie zasługuje postawa pana Łukasza Rzepeckiego, posła PiS, który tak jak i opozycja, głosował za odrzuceniem tego projektu w pierwszym czytaniu.

https://wpolityce.pl/polityka/348452-nasz-wywiad-lukasz-rzepecki-komentuje-swoj-sprzeciw-wobec-podwyzszenia-oplaty-paliwowej-realizuje-program-pis

Pan poseł przypomniał, że oficjalny program jego partii, ogłoszony podczas kampanii wyborczej, wykluczał podwyżkę podatków. A skoro on został wybrany posłem, po prostu za swój obowiązek uważa jego realizowanie. A nie zdzieranie z Polaków dodatkowo ok. 5 miliardów złotych rocznie. Plus podwyżkę kosztów utrzymania na skutek wzrostu cen dóbr przewożonych transportem kołowym, czyli praktycznie wszystkich artykułów pierwszej potrzeby. Panu Łukaszowi redakcja składa wyrazy uznania. Bowiem nie robi z gęby cholewy wzorem pewnego Sarmaty z koziego podogonia. Który na łeb włożył jarmułkę a za pas słucki zatknął tryzub. A do tego lekką rączką wetknął na UPAinie w ręce sorosowych złodziei ciężkie miliardy. A teraz wpycha łapę do kieszeni Polaków.
Nawet Jacek Karnowski, którego nie sposób posądzać o niechęć do PiS, w swoim felietonie:

https://wpolityce.pl/polityka/348435-oplata-paliwowa-bedzie-ciosem-w-cala-opowiesc-rzadzacych-o-dzisiejszej-polsce-pieniedzy-na-drogi-trzeba-szukac-patrzac-wyzej

wypunktował bezsens tego projektu i jego wizerunkową szkodliwość. Udowadniając, że jeszcze jest dziennikarzem, a nie pisowskim Michnikiem.
Ale najciekawsza, choć nie potwierdzona w pełni informacja, mówi o udziale własnym samorządów w koszcie budowy czy remontu drogi. Rzekomo około 50%. Czyli samorządy znowu będą musiały brać kredyty.
Swego czasu czcigodny Tie Fighter opisał mechanizm dobrodziejstwa unijnych dopłat do inwestycji w Polsce. Których immanentnym elementem było zadłużanie się polskich podmiotów w bankach z krajów „starej” Unii. A jeśli ktoś powie że przecież sektor bankowy jest zrepolonizowany, bo polski kapitał wykupił aż trzydzieści kilka procent PeKaO SA, odpowiedź redakcji jest prosta. Takie pierdoły to niech Mateusz Morawiecki opowiada na „niezależnej.pl”. Bo już na  „prawym.pl” czy na „kresach.pl” tę pisowską agitkę czytelnicy śmiechem zabiją.
I ostatnia sprawa. Dotychczasowy wzrost gospodarczy wynikał przede wszystkim ze wzrostu konsumpcji, wynikającej między innymi z 500+. Nieuchronny po podwyżce cen paliwa wzrost cen wszystkiego będzie temu wzrostowi konsumpcji przeciwdziałać. Czyli jeśli to paliwo+ przejdzie, kuglarz Morawiecki może te prezentacje burzliwego wzrostu gospodarczego w roku 2018 i kolejnych wydrukować. A następnie się nimi podetrzeć.

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce
Refael 72

niedziela, 9 lipca 2017

Dwie "katastrofy" – cz. 2

O tym, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 w pobliżu wojskowego lotniska Smoleńsk-Siewiernyj, wiedzą w Polsce wszyscy. Rzecz jasna w tym sensie, że o ziemię uderzył tam samolot Tu-154, wiozący na obchody rocznicy mordu katyńskiego delegację, w skład której wchodzili prezydent RP prof. Lech Kaczyński, jego małżonka oraz elita polskiego życia politycznego i generalicji Wojska Polskiego. Nikt z delegacji oraz załogi samolotu tego wydarzenia (słowo wypadek byłoby bezczelnym kłamstwem) nie przeżył.
Zgraja kaszubskiego volksdeutscha z najwyższym trudem ukrywała swoją radość i dołożyła wszelkich możliwych starań aby przyczyna nigdy nie została wyjaśniona. Chyży Rój scedował dochodzenie na stronę rosyjską a o iście komunistycznym zbydlęceniu przy wkładaniu ciał ofiar wie cała Polska dopiero od niedawna. Tak jak i o wiarygodności Kopacz Na Metr Głęboko. Której nie nazwiemy załganą do szpiku kości suką, bowiem każda przedstawicielka gatunku Canis familiaris za tak straszną obelgę miałaby święte prawo solidnie pogryźć oszczercę.
Tzw. Raport Komisji Millera był niezdarnie przetłumaczonym na polski rosyjską kupą bredni (ze zdecydowaną przewagą kupy), wyprodukowaną pod wodzą rosyjskiej generalicy Anodiny. Za technicznego guru teamu Millera robił niejaki dr Maciej Lasek, który udowodnił, że wśród absolwentów uczelni technicznych też można znaleźć prostytutkę, która „za dopłatą” napisze wszystko, czego tylko klient sobie zażyczy. Nawet za cenę kompletnej zawodowej utraty twarzy, bowiem wymiociny te były zaprzeczeniem zasady zachowania pędu i zasady zachowania energii, i to na poziomie niezbędnym do zdania matury z fizyki. W nagrodę Chyży Rój w 2012 zrobił go szefem Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, z której to posady w 2016 pani premier Szydło, rzecz jasna  najsłuszniej w świecie, wylała kłamcę na zbitą mordę.
Jeszcze za (nie)rządu PO-PSL powołana została z inicjatywy PiS konkurencyjna komisja, mająca za zadanie wyjaśnienie przyczyny zniszczenia samolotu. Pomysł dobry, ale jak wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach. A w tym przypadku owym diabłem jest nawiedzony Antek Policmajster.
Jeszcze za sejmu poprzedniej kadencji, nie czekając na wyniki ekspertyz tej komisji, dzielny Antek strzelał przyczynami tego zniszczenia samolotu niczym karabin maszynowy. Po pierwszych kilku idiotyzmach (mgła etc.), dorównujących swą bezdenną głupotą łajdackim łgarstwom GW no Prawda o rzekomym sterroryzowaniu pilotów przez ś.p. pana generała Błasika, przestaliśmy nawet rejestrować w pamięci antkowe brednie. Największym osiągnięciem tej paplaniny było zobojętnienie ludzi, którzy zaczęli mieć tego tematu dosyć. Bo obawiali się że po otworzeniu lodówki znajdą w niej Antka podającego wersję nr 58 całkowicie pewnej przyczyny zniszczenia samolotu. A że kompletnie inną od obowiązującej jeszcze tydzień wcześniej wersji nr 57, to już nieistotny drobiazg.
Już po wyborach do pieca dołożył dr Berczyński, członek tejże komisji. Przechwalając się, że to on storpedował finalizację POmiotowo – airbusowego złodziejstwa, czyli zakupu „caracali” za dwukrotność ich rynkowej ceny. Oczywiście totalni opozycjoniści, którym Się Moniaki wściekły, i to na pewno większe niż utarg z Amber Gold, rzuciły się na te przechwałki durnia niczym sępy na padlinę.
Redakcji w pozytywnym świetle utkwiła w pamięci jedynie konferencja prasowa szefa maciarewiczowej komisji sprzed wielu miesięcy. Na której poinformowano, że drzwi samolotu były tak głęboko wbite w ziemię, iż oderwać je od kadłuba musiał silny wybuch. A niewielkie fragmenty aluminiowej blachy, którą pokryty był kadłub, znalezione na drzewach kilkaset metrów przed miejscem uderzenia samolotu w ziemię, bezspornie dowodzą jednego. A mianowicie tego, że musiały odrywać się jeszcze podczas lotu, czyli kadłub zaczął się rozpadać w powietrzu, przed uderzeniem w ziemię.
Na którymś z propisowskich portali internetowych podano też, że rosyjski świadek widział ten samolot palący się w powietrzu, podczas zniżania się do lądowania. Jeśli to prawda, nie postawilibyśmy nawet złamanego grosza na to, że w chwili gdy piszemy niniejszy tekst, ten człowiek w Rosji Putasa jeszcze żyje.
Zastanówmy się, jakie teoretyczne autorstwo i uwarunkowania  zamachu nie dadzą się logicznie wykluczyć. W tym celu przypomnijmy kilka wydarzeń sprzed lat.
W sierpniu 2008, gdy wojska rosyjskie posuwały się w kierunku Tbilisi, do stolicy Gruzji przyleciał Lech Kaczyński, wraz z prezydentami Ukrainy, Litwy, Łotwy i Estonii. Ta akcja zwróciła uwagę Europy na wyczyny bandyty z Kremla i Putas pod międzynarodową presją wycofał się. Ale rzecz jasna tej porażki nie zapomniał.
W 2009 rozpoczęła się pierwsza kadencja szalonego lewaka Buraka Obambo, zbyt tępego by w czasach „Przeminęło z wiatrem” na plantacji bawełny dochrapać się stanowiska karbowego. Rozpoczął ją od idiotyzmu życia czyli sławetnego „resetu” stosunków z Rosją, Dopiero w lutym 2014, czyli po aneksji Krymu, dotarła do niego smutna prawda, że Putas potraktował go jak tępego czarnucha, czyli przejrzał na wylot i bezbłędnie ocenił. A potem  przecwelił i kopnął w tyłek.
Pierwszy wariant to całkowicie samodzielny zamach rosyjski, bez dokonywania jakichkolwiek uzgodnień z kimkolwiek. Skoro samolot ten był serwisowany w Samarze, umieszczenie w nim zdalnie odpalanego ładunku wybuchowego nie przedstawiało cienia problemu. Tak jak i ewentualne wstawienie go później w Polsce. W końcu skoro w czasach kon-Donka oficerowie GRU szwendali się po polskim ośrodku wywiadu wojskowego jak po burdelu, lotniska wojskowe też nie były dla nich niedostępne. Przecież zawsze mogli skorzystać z pomocy jakiegoś WSIoka, a potem rzecz jasna wysłać go do Krainy Wiecznych Szwindli. Rzecz nie do wykrycia, a już na pewno nie do udowodnienia. Choćby dlatego, że Antek czy Vito San Escobar prędzej zobaczą własne uszy bez lustra, niż ten wrak.
Drugi wariant jest bardziej sensacyjny.
Jeszcze w roku 2009 i 2010 Putas stwarzał pozory, że traktuje Obambo  serio. Jest zatem bardzo wysoce prawdopodobne, że zwrócił jego uwagę na to, że w takim małym kraju między Rosją a Niemcami (Niemcy na globusie zapewne Burak potrafił wskazać, więc takie wyjaśnienie mu wystarczyło) jest taki prezydent o trudnym nazwisku Kaczinsky. Który mimo że jest człowiekiem USraela, bardzo nie lubi Rosji i nie przepuści żadnej okazji, by Putasowi napluć do talerza. A w 2008 wręcz tam napaskudził. Więc skoro reset naprawdę ma być resetem, coś z tym fantem trzeba zrobić. Na co Obambo, w swej tępocie wierząc w to, że wespół w zespół z Putasem zbuduje lepszy świat, mógł udzielić odpowiedzi „róbta co chceta”. Jeśli istotnie tak było, to zgodnie z podaną w poprzednim odcinku nieodłączną cechą poważnego państwa, Stany na 100% tej swojej milczącej zgody nie ujawnią. Do końca świata i jeszcze o jeden dzień dłużej, skoro sięgamy po owsikowe grepsy.
Teoretycznie w grę wchodzi i trzeci wariant.
Jak wiadomo, Amerykanie są nieuleczalnymi szajbusami na punkcie propagowania gry w baseball oraz demokracji. W tej pierwszej konkurencji nikt i nic nie jest w stanie ich zniechęcić. Nawet to, że na zasponsorowany przez ich ambasadę w jakimś kraju mecz, poza personelem tej ambasady przyjdzie jedynie garstka miejscowych cwelebrytów. Którzy i tak nie mają pojęcia, dokąd i po jaką cholerę zawodnicy biegają po tym boisku o dziwnym kształcie, jeśli jeden z nich trafi drewnianą pałą w rzuconą piłeczkę.
Z tą demokracją jest jeszcze głupiej. Wszyscy pamiętamy rozwalenie w drobny mak Afryki Północnej, czyli tzw. „Arabską Wiosnę”, będącą dziełem właśnie tego z wierzchu czarnego a w środku czerwonego durnia. Znacznie mniej osób przypomina sobie sprawę nakręcenia przez CIA spisku generałów, którzy zamordowali 2 listopada 1963 prezydenta Wietnamu Południowego Ngô Đình Diệma.
Diem był prezydentem zamordystą, tym nie mniej cieszył się autentycznym poparciem sporej części ludności kraju i stwarzał realną szansę odparcia komunistycznej agresji. Nie miało to najmniejszego znaczenia dla żałosnego nieuka i dziwkarza Johna F. Kennedy’ego (wkrótce weźmiemy go na warsztat). Leberalny dureń wymyślił sobie, że po usunięciu „tyrana” i „zaprowadzeniu demokracji” Wietnam Południowy sam się obroni. Amerykanie będą mogli wycofać swoich żołnierzy (wówczas jeszcze tylko ok. 20 tys.) i ograniczyć się do wsparcia finansowego.
Ten wyczyn dziwkarza (w jego przypadku słowo babiarz jest skandalicznym niedoszacowaniem) był ostatnim ogniwem w łańcuchu niszczących Stany Zjednoczone jego szaleństw. Jakieś ciało nieformalne doszło do wniosku, że tak dłużej być nie może i 22 listopada 1963 w Dallas szkodnik został zastrzelony.
Biorąc pod uwagę, do jakich brewerii jest zdolny każdy bardziej postępowy od czwartego stadium kiły prezydent amerykański, nie można zatem wykluczyć, że Obambo uznał Lecha Kaczyńskiego za przeszkodę w budowaniu wspaniałego, sprawiedliwego i szczęśliwego nowego świata ramię w ramię ze swym nowym przyjacielem, szlachetnym altruistą Wołodią Putasem. Ale jeśli tak było, prawdopodobieństwo że ta sprawa się nie wyda do końca świata, wynosi co najmniej 300%.

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce
Refael 72

wtorek, 4 lipca 2017

Dwie „katastrofy” - cz. 1

4 lipca 1943 o godzinie 23:07, kilkanaście sekund po starcie z lotniska w Gibraltarze, do morza wpadł samolot B-24 „Liberator”, którym wraz ze swoim sztabem wracał do Londynu z podróży inspekcyjnej na Bliski Wschód Władysław Sikorski, premier rządu emigracyjnego i wódz naczelny. „Katastrofę” tę oficjalnie przeżył jedynie czeski pilot bombowca Eduard Prchal, którego późniejsze zeznania oraz wypowiedzi, wygłoszone już po wojnie, były bardzo niespójne, oględnie to nazywając.. A oficjalny raport za przyczynę katastrofy uznał zablokowanie steru wysokości.
Sprawie gibraltarskiej poświęcił trzy publikacje politolog dr Tadeusz Kisielewski, z którym arcyciekawy wywiad zamieścił dodatek historyczny „Uwarzam Rze”:

http://www.historia.uwazamrze.pl/artykul/873060

Problem polega na tym, że piloci latający samolotami B-24 nie przypominają sobie przypadku, aby w tym modelu ster wysokości się zablokował. Hipotezę tę ostatecznie obalił  w roku 1992 prof. Jerzy Maryniak z Politechniki Warszawskiej. Który wykazał, że takie zablokowanie, mające rzekomo nastąpić natychmiast po tym, jak samolot oderwał się od pasa startowego i wzbił w powietrze, jest wykluczone. Obliczenia wykonane przez profesora wykazują, że było to w pełni świadome, choć ryzykowne wodowanie. Dające szansę na wyjście cało jedynie pilotom, znajdującym się w wysoko usytuowanej kabinie i przypiętym bardzo solidnymi pasami do foteli, gdy samolot zetknie się z wodą, poruszając się z prędkością ok. 240 km/h. Pasażerowie nie zapinający pasów, znajdujący się w przestrzeni przerobionej z bombowej na pasażerską, takiej szansy nie mieli. Dodatkowo wiadome było, że generał Sikorski i jego sztab nie mieli zwyczaju zapinać pasów podczas startu czy lądowania. Nieuchronne obrażenia wykluczały możliwość szybkiego wydostania się stamtąd, czyli gwarantowały śmierć po utonięciu samolotu. Zdaniem autora Prchal był jedynie słupem, podczas tego zamachu również znajdującym się w kabinie pilotów. Ale tego kaskaderskiego manewru dokonał tajemniczy drugi pilot, inny niż ten, który przyleciał z Prchalem z Kairu do Gibraltaru. Który po wykonaniu swojego zadania rozpłynął się w niebycie.
Autor porusza też wątek zaginięcia Zofii Leśniowskiej, córki generała. Jej ciało nie zostało odnalezione, a z relacji osób będących w tym czasie na lotnisku, po prostu nie wsiadła ona do samolotu. Autor sugeruje, że została przekazana sowieckiemu ambasadorowi Majskiemu, lecącemu w tym samym czasie z Londynu do Moskwy przez Gibraltar i Kair. Samolot Majskiego znajdował się na lotnisku podczas startu „Liberatora” Sikorskiego.
Niektórzy publicyści czy histerycy (nie mylić z historykami) czym prędzej wysnuli wersję iż w tym samolocie Majskiego znajdowała się ekipa killerów, która wtargnęła na pokład samolotu Sikorskiego, wymordowała wszystkich, po czym odleciała wraz z ambasadorem. Redakcji Antysocjala nikt nie może zarzucić nawet krzty sympatii do Sowietów, bo za samą taką sugestię męska część naszego zespołu od razu wali w mordę. Ale te nasze "ciepłe" uczucia nie przechodzą w antysowieckie/antyrosyjskie skretynienie. Jest rzeczą oczywistą, że Stalin z dziką radością pozbyłby się generała Sikorskiego, w stosunku do którego łajdak z cygarem i syfilityk na wózku formalnie mieli jakieś tam zobowiązania. A po jego śmierci nakłonienie tej dwójki do uznania za legalny rząd polski kanalii skupionych wokół niejakiej Wasilewskiej byłoby łatwiejsze. Ale nawet pamiętając o tym, że działalnością brytyjskich tajnych służb w tym rejonie kierował sowiecki agent Kim Philby, techniczno-logistyczne możliwości przeprowadzenia zamachu były niewielkie. Co przypomina stary dowcip. Arcyzłodzieja Janusza Lewandowskiego spytano, dlaczego jego prywatyzacje zuchwałe są tak siermiężne w porównaniu z aferą Kanału Panamskiego. Na co on odpowiedział, że fachowców w Kongresie Liberalno-Demokratycznym nie brakuje, ale niestety w Polsce nie ma takiego kanału.
Doktor Kisielewski w linkowanym wywiadzie odrzuca wariant brytyjskiego autorstwa zamachu. Co dowodzi niestety tego, że nie potrafi ułożyć elementów układanki w całość.
Gdy 13 kwietnia 1943 Niemcy ogłosili o odkryciu grobów polskich oficerów w Katyniu, a gen. Sikorski wystąpił o zbadanie sprawy przez komisję Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, Stalin już 26 kwietnia zerwał stosunki z polskim rządem na uchodźstwie i nakazał Wasilewskiej sklecić szajkę „Związku Patriotów Polskich”. Jedynym pozytywem flirtu z diabłem okazało się wyprowadzenie przez pana generała Władysława Andersa z ziemi nieludzkiej dwóch dywizji piechoty plus ok. 30 tys. cywili, których w ten sposób ocalił od śmierci głodowej. Mając we właściwym miejscu Sikorskiego i otaczającą go bandę kreatur i idiotów oraz wykorzystując po mistrzowsku chwilową koniunkturę, gdy Brytyjczycy akurat potrzebowali wojska w Persji i w Iraku.
Sikorski był zatem w stanie desperacji, bo dotarło do niego, że jako polityk został przeżuty, strawiony i wydalony. Podczas tej inspekcji w armii generała Andersa, mógł wejść w posiadanie twardych dowodów sowieckiego autorstwa katyńskiej zbrodni. I chcieć, korzystając z kanałów mediów polonijnych, ogłosić to w Stanach, na rok przed planowanymi w listopadzie 1944 wyborami prezydenckimi. By uzmysłowić Amerykanom, że tak uwielbiany przez przymierzającego się do czwartej kadencji syfilityka na wózku „uncle Joe” to odrażający skurwysyn, nie mniejszy od Hitlera. Wieści o niemieckich obozach śmierci  nie były wówczas mieszkańcom Stanów znane, bowiem Kongres Żydów Amerykańskich stanął na głowie, by to utajnić. Żeby na pomoc współplemieńcom nie musieć wysupłać nawet złamanego centa.
Plan ten zapewne przeciekł do amerykańskiej administracji. Ponieważ taka dywersja mogła poważnie zaszkodzić syfilitykowi, ten oczywiście poprosił Churchilla o przysługę, której oddania ten ostatni nie mógł odmówić. W roku 1943 Wielka Brytania była już bankrutem, wyprzedaż przysłowiowych sreber rodowych szła w najlepsze, dla ekonomistów nieuchronność wielkiej dewaluacji funta, jedynie z przyczyn propagandowych odkładanej do zakończenia wojny, była rzeczą oczywistą. A bez dostaw sprzętu wojskowego czy paliw, kończące się imperium po prostu by padło.
Zatem Churchill nie miał problemu z dokonaniem wyboru.
W publicystyce, nierzadko z pogranicza fantastyki, natrafialiśmy na różne wersje, Często powtarzała się hipoteza, że zabójstwa dokonano w pałacu gubernatora, a na pokład samolotu przed jego startem dostarczono zwłoki. Dokonana na początku bieżącego stulecia ekshumacja zwłok Władysława Sikorskiego i szczegółowe badania z zakresu medycyny sądowej ponoć wykluczyły zadanie śmierci poprzez zastrzelenie, uduszenie, otrucie lub zadanie ran bronią białą. Za to stwierdzono liczne obrażenia, typowe dla katastrof komunikacyjnych.
Z braku wiedzy fachowej nie wypowiadamy się w tych kwestiach, bowiem nie jesteśmy odrażającym pederastą, który uroił sobie, że zna się na wszystkim bez wyjątku. I swego czasu próbował paskudzić na naszym blogu. Wyrażamy jedynie wątpliwość, czy każda substancja może być wykryta w zwłokach 60 lat po śmierci. Sprawa „łowców skór” i pavulonu takiemu kategorycznemu wnioskowi przeczy.
Sikorski miał wśród Polaków przebywających w Anglii wielu wrogów. Głównie wśród piłsudczyków, których przetrzymywał w obozie karnym na wyspie Bute, póki brytyjski poseł do Izby Gmin tego nie wykrył i nie ukrócił tej podłości ludzika tak małego formatu, że w opinii Józefa Piłsudskiego przy braku lepszej  widowni, gotów był się wdzięczyć przed własnym ordynansem. Ale ta opozycja nie miała technicznej możliwości przeprowadzenia zamachu, którego integralnym elementem było to kaskaderskie wodowanie.
W naszej opinii pozostają zatem Brytyjczycy. Kolejne utajnianie raportu w tej sprawie na kolejne lata, dokonane 70 lat od tej „katastrofy”, w naszym przekonaniu też jest praktycznie dowodem. Bo żadne poważne państwo nie przyzna się do zbrodni, popełnione przez jego rząd nawet wiele lat temu, jeśli jest szansa ukrycia tego. Ekshibicjonizm w tej kwestii, bądź rzucanie nie udowodnionych należycie oskarżeń pod adresem władz innych państw jest domeną politycznych bantustanów. Lub nawiedzonych błaznów, którzy garnitur powinni zamienić na spódniczkę z trawy, dzidę i kółko w nosie. Przykład takiego błazna wszyscy mamy przed oczyma, więc nie chcąc obrazić inteligencji szanownych Czytelników, nie będziemy wskazywać go palcem.

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce
Refael 72