sobota, 21 stycznia 2017

Chaj żywe Zakon i Spawedliwyst’ – cz.2

W listopadzie ubiegłego roku Flavia pisała o wyrzuceniu w błoto 300 mln. zł na „budowę dróg” na UPAinie. Wszystkim obrońcom tej „inwestycji” musimy przypomnieć że kierować tym przedsięwzięciem będzie nowy obywatel tego kraju, znany wcześniej z budowy w Kamieni Kupie tak zwanych tuskostrad. Który po swojej ucieczce na Sicz w memach występuje pod ksywą Sławomyr Zegarenko. A gdy słyszymy teksty iż te pieniądze były już wcześniej obiecane przez POmiot, przypominamy wydarzenie z ostatniego piątku. Jeszcze w Białym Domu smród po Buraku Obambo nie wywietrzał, gdy prezydent Donald Trump już podpisał dekret o wygaszeniu „obambocare”. Ale on kieruje się zasadą „America first” a Geniuś Żoliborza chyba ma za dewizę „Poland last”.
Kolejnym tego dowodem są ostatnie wieści:
 
Z podanych tam informacji wynika że Polska ma się szeroko otworzyć na imigrantów. 

„Nowa polityka migracyjna ma być nastawiona głównie na Ukraińców. To oni mają być receptą na demograficzne kłopoty Polski. - Interesuje nas wpisanie polityki migracyjnej w strategię rozwoju gospodarczego w celu uzupełniania niedoborów na rynku pracy, a nie kwestia uchodźców czy azylantów - powiedział dziennikowi (mowa o „Dzienniku Gazecie Prawnej”) wiceszef resoru rozwoju, Jerzy Kwieciński.”
 

Przewidywane też są zezwolenia na pobyt stały dla rodzin pracowników oraz objęcie ich dzieci programem 500+.
Taka jest teoria. A jaka praktyka? Stary Niedźwiedź przez ostatnie trzy lata zetknął się na swoim wydziale z około dwudziestoma studentkami i studentami z Ukrainy. Na ich plus trzeba powiedzieć że na ogół przykładają się do nauki. Oczywiście wszyscy są stypendystami polskiego rządu. Natomiast tak się dziwnie składa że do tej pory SN nie zetknął się w pracy dydaktycznej od czterdziestu lat z ANI JEDNYM studentem będącym Polakiem z Litwy czy którejś z byłych republik radzieckich. Skoro Targowiczan Napolion nazwał (notabene całkiem słusznie) gorszym sortem, to wychodzi na to, że ci biedacy z Kresów lub przysłowiowego Kazachstanu są dla niego sortem najgorszym.
UPAfilia drobnej zmiany ujawnia się w całej krasie. Do tej pory mieliśmy w Polsce enklawy banderowskiego bydła, przesiedlonego w takie miejsca jak Mazury czy Pomorze Zachodnie w wyniku akcji „Wisła”. Oczywiście w tej kwestii panuje POrozumienie POnad POdziałami, bowiem jeszcze POmiot w poprzedniej kadencji sejmu swoim posłem uczynił nie kryjącego się ze swoją nienawiścią do Polski niejakiego Mirona Sycza, syna banderowskiego mordercy. Bydlę przepadło w ostatnich wyborach parlamentarnych ale będąca na wylocie Kopara zdążyła jeszcze uczynić go wicemarszałkiem województwa warmińsko-mazurskiego.
Aż tak widowiskowych wtop PiS unika. W końcu Kresowiacy nań głosowali ale nie są bezkrytyczni i po aż tak bezczelnym numerze mogliby Napolionowi napluć w pysk.
Redagowane przez niejakiego Piotra Tymę, inną postbanderowską kanalię i dotowane z pieniędzy polskich podatników „Nasze słowo” śmieje się Polakom w nos i broni UPA i jego hersztów.
Czyli kłopotów mamy za mało więc nie wystarczy milion Ukraińców pracujących bądź uczących się w Polsce (tak mówią szacunki), potrzebujemy kilku milionów.
Z wielu źródeł docierają wieści że te oczka w głowie Napoliona często po wódeczce mówią „Jeszcze Polska nie zginęła, ale wkrótce zginie”. W końcu zostali przez Geniusia ostatecznie upewnieni że Polakom można nie tylko pluć w twarz, ale i napaskudzić na głowę. Ostatnio uznali za persona non grata Roberta Chomę, prezydenta Przemyśla, zakazując mu wstępu na Ukrainę przez najbliższe pięć lat. Dyplomatołek Dupa Wołowa wielce się dziwuje:
 
i oczekuje wyjaśnień. Redakcja Antysocjala  przewiduje że skończy się jak w anegdocie z czasów wczesnego Gomułki, kiedy opublikowano fragment autentycznego raportu milicjanta, który podczas patrolu w parku przyłapał w krzakach jakąś parkę in flagranti.
„Wezwałem ich do rozejścia się, na co mężczyzna powiedział mi żebym się odpierdolił. Co też niezwłocznie uczyniłem.”
Nie wątpimy w to że Dupa Wołowa postąpi podobnie. W końcu zawsze tak robi, gdy tak mu rozkaże jakiś banderowiec lub boćwinek. Natomiast w to że Geniuś stuknie się tryzubem w swój "jagielloński" łeb i zacznie w polityce wschodniej kierować się polską racją stanu, kompletnie nie wierzymy.

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce


PS
Czcigodny Zygmunt, miły gość i stały komentator "Antysocjala", przysłał bardzo ciekawy link:

http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/banderstadt-i-symbole-ukrainskich-neonazistow-na-ulicach-slupska-foto


Policja musi wreszcie zacząć ścigać "czerwono-czarnych ludzików" w gronie oczka w głowie Geniusia czyli UPAińskich stypendystów. A złapanym zdejmować odciski palców (w końcu to przestępcy) i wydalać z Polski na zbitą mordę z dożywotnim zakazem wjazdu. A jak się czcicielom Bandery w UPAińskich władzach nie podoba, niech się obrażą i nie biorą więcej "pożyczek" na wieczne nieoddanie.
Pozostaje żałować że ksiądz Tadeusz Isakowicz - Zaleski nie prowadzi działalności politycznej. Z entuzjazmem poparlibyśmy jego kndydaturę w wyborach prezydenckich lub parlamentrnych. Bo gdy widzimy na kierunku ukraińskim pisowską UPAfilię i czytamy w sieci wypociny popierających to bez zastrzeżeń rozhisteryzowanych cweli, zbiera nam się na wymioty.

SN
FdL
 

czwartek, 19 stycznia 2017

Kundel a sprawa polska

Ostatnie dziesięć lat udowodniło że statystyczny Polak łatwo daje się nabrać na plewy a jedynym bodźcem będącym w stanie uruchomić proces myślenia w sferze polityki jest obicie tyłka. Ale takie porządne, kilka klapsów nie wystarczy.
Gdyby w jakimś kraju, zamieszkałym przez ludzi bardziej wyrobionych, kandydat na polityka powiedział że na przykład czeskość, brytyjskość czy fińskość to nienormalność, mógłby sobie do końca życia darować wszelkie myśli o karierze na tym polu. Ale nie w Polsce gdzie osobnik zwący się nomen omen kundel (takie jest znaczenie słowa tusk w gwarze kaszubskiej) potrafił dwa razy z rzędu wygrać wybory i prawie przez dwie kadencje, bo aż do chwili swojej ucieczki z tonącej łajby o oryginalnej nazwie „Ch.. dupa i kamieni kupa”,  być premierem. W kraju ludzi trzeźwo myślących góra po wyborach z roku 2011 z POmiotu nawet smród by nie został. U nas dopiero kradzież składek z OFE, systematyczne pogarszanie się warunków życia plus „spisek kelnerów”, wobec którego BOR okazało się bezradne, obiły rodakom tyłki do krwi i skłoniły do pokazania czerwonej kartki PO i PSL.
Jeśli mężczyzna porzuca żonę i trójkę swoich dzieci, jest to w najwyższym stopniu podejrzane. Jeśli mając zawód poszukiwany na rynku pracy i będąc zdrowym człowiekiem nie płaci alimentów a mając ponad 100 tys. zaległości z tego tytułu nie trafia do mamra, świadczy to o dwóch rzeczach. Po pierwsze, jest to bydlę. A po drugie, skoro „wysoki” (niczym najniższy Pigmej) sąd go nie zapuszkował, ktoś za nim stoi i na pewno nie jest to kółko różańcowe. No i wreszcie publiczne przyznanie się że mogąc znaleźć pracę jest się na utrzymaniu konkubiny, w oczach każdego konserwatysty czyni z niego ostatnią moralną szmatę bez miligrama honoru.
Tym nie mniej Kijowy został wyciągnięty przez służby z niebytu, niczym królik z cylindra przez jarmarcznego kuglarza, i postawiony na czele kodomitów ZANIM jeszcze PiS rozpoczął wojnę z Trybunalską Konstytutką. A na jego manify chodzili i do puszek takiego moralnego śmiecia pieniądze wrzucali nie tylko emerytowani ubole.
Powtórka z „Majdanu” zaplanowana w połowie grudnia przez WSIoków a realizowana przez ich pachołków z POmiotu, Nowotworowej oraz przez kodomitów okazała się jedynie „ciamajdanem”. A Grzechu Skatina i Ricardo VI Amoroso żałosnymi pierdołami, którym kuwety kotów Napoliona czyścić a nie politykę robić. Bo nawet rzeczony Napolion to zdecydowanie za wysokie progi na ich nogi.
Odrąbywanie ryjów od koryta wcale nie idzie tak dobrze, jak głosi rządowa propaganda sukcesu (samonierządy!!!) a okradanie Polski przez banksterów (dla ułatwienia dodam że nie są to banki paragwajskie) oraz sieci supermarketów nie zostało jeszcze ukrócone. Tym nie mniej próby odsunięcia od władzy PiS na pewno będą się powtarzać. A ponieważ liderzy POmiotu i Nowotworowej żrą się ze sobą jak dwa kundle, jest oczywiste że ich animatorzy chętnie by ich pogodzili sprowadzając do Polski trzeciego kundla, tego kaszubskiego. Który swoim rzekomym „ałtorytetem” (inną wadą rodaków jest krótka pamięć, więc znajdą się idioci którzy tę ciemnotę kupią) wyleje oliwę na wzburzone bałwany i zjednoczy opozycję. A mając na usługi lekko licząc 80% mediów, ma pewne szansę na uniemożliwienie PiSowi w następnych wyborach ponowne przekroczenie progu 230 mandatów w sejmie.
W Mordorze nie brakuje ludzi, którzy będąc euroentuzjastami są rozczarowani dotychczasową działalnością ciury Makreli. Poza bezprecedensowym lenistwem („Tam w Brukseli siedzi leń, nic nie robi cały dzień”) i murzyńską angielszczyzną (o swoich krytykach powiedział „THEM are wrong, don’t believe THEY”) spieprzył praktycznie wszystko, czego się dotknął. Złośliwi mówią że jedyne co mu wyszło to Wielka Brytania z eurokołchozu. Zatem chętnie pozbyli by się tego wrzodu na eurotyłku.
W naszej ocenie Napolion musi widzieć potencjalne zagrożenie jakie niesie za sobą powrót kundla do Polski. Dopóki sądownictwo nie zostało odwszone, spać spokojnie może  nawet chamska złodziejka Hajka Grundbaum, a co dopiero Chyży Rój po swoim hipotetycznym powrocie do kraju, w którym poprzednio tak wiernie służył swojemu prawdziwemu  Vaterlandowi. I chyba dlatego coraz częściej nie tylko jego ludzie ale nawet sam Napolion coraz wyraźniej artykułuje że polski rząd nie będzie rekomendować przedłużenia kadencji kundla.
Za przyjęciem takiej taktyki na pewno przemawiają dwie przesłanki.
Po pierwsze, w Mordorze nie brakuje na najwyższych szczeblach eurokołchozu tyleż zajadłych co w sumie tępych wrogów Polski. Takich jak choćby SS Oberschwein Schulz czy „leberał” Guy Verhofstadt (jest Flamandem a nie Walonem, tym nie mniej jego imię uparcie jest wymawiane Gi zamiast Hoj względnie Huj). Słysząc że Kaczyński nie chce przedłużenia kadencji, pierwszą ich myślą będzie zrobienie na złość temu „krwawemu dyktatorowi”.
A po drugie, dla każdego uważnego obserwatora jest oczywiste, że immanentną cechą carycy Makreli są nie tylko graniczący z głupotą brak wyobraźni, ale i skrajna wręcz arogancja. I tak jak nigdy nie przyzna się do tego że kompletnie niekontrolowane wpuszczenie islamskiego bydła było skrajnym idiotyzmem, tak samo może pójść w zaparte, że Chyży Rój ma kwalifikacje do sprawowania funkcji „srula Europy”. Bo to wprawdzie tępy i leniwy ciul ale ciul z jej rekomendacji.
Jeżeli ta druga kadencja stanie się faktem to trzeba będzie przyznać że Napolion ograł eurokołchoz równie łatwo jak bandziora od mokrej roboty Skatinę i bałwana Petru.
Pożyjemy, zobaczymy.

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce

niedziela, 15 stycznia 2017

Pan Bóg nierychliwy

Stare powiedzenie utrzymuje że wszystkie ważne problemy mogą być w Polsce rozwiązane na dwa sposoby: normalny i cudowny. Normalny polega na tym że Pan Bóg straci cierpliwość i kierując się już nie raz okazanym sentymentem dla naszego narodu, zrobi to za nas. A jeśli sami Polacy zrobią czasami to co jest oczywiste i niezbędne, będzie to niewątpliwie wariant cudowny.
Jak już dawno temu zauważył mistrz Michalkiewicz, fundamentem III RP klepniętym przez Kiszczaka z jego agenturą przy okrągłym stoliczku jest nadal obowiązująca prosta zasada. A brzmi ona „wy nie ruszacie naszych skurwysynów a my waszych”. Po dziś dzień obowiązuje ona w najlepsze a nawet wyjątkowe bydlęta miały się w tejże III RP doskonale, w odróżnieniu od ich ofiar. Dotyczy to linii komunistyczni  mordercy – oberzłodzieje pokroju Balcerowicza i Lewandowskiego – platformiani złodzieje i "
frankowi" rajfurzy tacy jak Petru. Oraz podziemie niepodległościowe, pomordowane lub umierające na głodowych emeryturach - pracownicy wyrzuceni na bruk ze zniszczonego z premedytacją przemysłu - „frankowicze” nierzadko odbierający sobie życie, gdy pomimo spłat ich dług z roku na rok narasta.
Dlatego ani trochę redakcji nie dziwi że Stwórca stracił cierpliwość, przestał wierzyć w to że Polacy to kiedykolwiek zrobią i wziął sprawy w swoje ręce.
13 lipca 2008 w wypadku samochodowym spowodowanym w 100% z własnej winy (zjechanie na pas ruchu dla jadących w przeciwnym kierunku i zderzenie czołowe) zginął Beniamin Lewartow, lepiej znany pod pseudonimem „Bronisław Geremek”. Główną jego zasługą było totalne zarobaczenie polskiej (???) służby dyplomatycznej skrajnie antypolskimi kanaliami pokroju Ryszarda Schnepfa. Nie oszczędził nawet zagranicznych polskich placówek kulturalnych podległych MSZ. Już po „dobrej zmianie” propagowały one w najlepsze takie arcydzieła polskiej sztuki jak sławetny film „Gnida”. A wiedząc jakim wulkanem energii jest kierująca obecnie tym resortem Dupa Wołowa, niejeden z tych kretów zapewne doczeka emerytury na swoim stanowisku. Gdy pomyślę o Donaldzie Trumpie, który WSZYSTKIM ambasadorom z nominacji Buraka wydał komendę noga, dupa, brama, ogarnia mnie brzydkie uczucie zazdrości.
28 października 2013 na niebieską wokandę trafiła sprawa innego arcyszkodnika Tadeusza Mazowieckiego. Ten „katolicki yntelygent” z PAX ostrogi zdobył już w roku 1953, gdy jako redaktor naczelny „Wrocławskiego Tygodnika Katolików” bezpardonowo zaatakował uwięzionego przez bezpiekę i skazanego w pokazówce za rzekome szpiegostwo księdza biskupa Czesława Kaczmarka. Jako premier w roku 1989 wzorowo wykonał zlecone sobie zadanie ogłaszając „grubą kreskę”. Czyli na fali powszechnego entuzjazmu i nadziei osłaniając rozkradzenie przez komunistów dużej części majątku narodowego i wyprzedaż za bezcen wielu pozostałych przedsiębiorstw. Nikt tak skutecznie nie zniszczył wizerunku "Solidarności" i zapału Polaków do naprawy państwa jak on. Czynił to aż tak nachalnie że już dwa lata później Polacy poznali się na nim do tego stopnia i tak bardzo mieli tego komunistycznego kreta powyżej uszu, że w wyborach prezydenckich przegrał nawet z wystruganym przez służby z banana Stanem Tymińskim – człowiekiem znikąd. W dniu jego pogrzebu ogłoszono żałobę narodową, flagi opuszczono do połowy masztów a na Wawelu odezwał się dzwon Zygmunt. W mszy w Archikatedrze Warszawskiej uczestniczyli chrabia Bul, kon-Donek, Kopacz i Borusewicz, z Brukseli przyjechał nawet maoista Barroso.
25 maja 2014 piekło upomniało się o Wojciecha Jaruzelskiego. O zbrodniach tego sowieckiego janczara przebranego w polski mundur, doskonale znanych Szanownym Czytelnikom, nie muszę się rozpisywać. W roku 2008 IPN skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko Jaruzelskiemu, Kiszczakowi i innym, zarzucając im utworzenie w nocy12/13 grudnia 1981 związku przestępczego o charakterze zbrojnym, mającego na celu popełnianie przestępstw. Do odczytania aktu oskarżenia nie doszło bowiem „wysoki” (niczym największa depresja w Holandii) sąd zażądał od IPN uzupełnienia aktu oskarżenia o zaznania świadków Margaret Thatcher i Michaiła Gorbaczowa. To nie jest głupi żart.
Z inicjatywy chrabiego Bula pogrzeb miał charakter państwowy z asystą wojskową. HGW w imieniu miasta nieodpłatnie przekazała kwaterę na cmentarzu wojskowym na Powązkach.. Nabożeństwo żałobne w katedrze polowej Wojska Polskiego odprawił ksiądz biskup polowy Józef Guzdek, koncelebrowali tak wybitni „księżą” jak Adam Boniecki i Wojciech Lemański. Obecni na niej byli wszyscy trzej muszkieterowie czyli Donos, Polmos i Bigos. W pogrzebie świeckim z kompanią honorową wzięli udział Kiszczak, Urban, ambasador Rosji Aleksandr Aleksiejew, treser Bigosa Nałęcz, minister Siemoniak i nadredaktor Szechter. Prezes IPN (z  nominacji PO) wykazał się minimum przyzwoitości, bowiem ZAPROTESTOWAŁ przeciw pogrzebowi państwowemu.
24 kwietnia 2015 zmarł Władysław Bartoszewski („skarb narodowy”, „profesor”)
Zasłynął przede wszystkim tym że z KL Auschwitz został zwolniony ze względu na zły stan zdrowia. Jest to jedyny znany mi przypadek takiego wytłumaczenia zwolnienia z niemieckiego obozu koncentracyjnego. Jego oficjalny życiorys rozdyma do gigantycznych rozmiarów rzekomą rolę odgrywaną w podziemnej organizacji „Żegota”, zajmującej się ratowaniem Żydów na terenach okupowanych przez Niemców. Ale w jednym z wywiadów sam powiedział że w okupowanej Warszawie bardziej bał się Polaków niż Niemców. Co pozostaje w rażącej sprzeczności z tym lukrowanym życiorysem. Jako minister spraw zagranicznych głównie przepraszał każdego kto tego żądał za wszystkie rzekome winy Polaków, jakie ten ktoś zechciał sobie ubzdurać i je wyartykułować. A wszystkich Polaków pozostających w opozycji wobec rządu kon-Donka był łaskaw nazwać bydłem. Antypatyczny szkodnik.
5 listopada 2015 polską ziemię przestał kalać Czesław Kiszczak. Jego „dorobku” również Szanownym Czytelnikom Antysocjala przypominać nie muszę. Dopowiem jedynie że za zbrodnie stanu wojennego, a zwłaszcza zamordowanie górników podczas pacyfikacji kopalni Wujek był w III RP kilkukrotnie sądzony. Był to istny ping-pong, bowiem kolejno następowały uniewinnienia i rewizje. Koniec końców któryś z kolei „wysoki” sąd uznał jego rozkaz strzelania do górników za „winę nieumyślną” i skazał go na dwa lata „w zawiasach”. Pogrzeb był prywatny, bowiem było to już za rządu PiS i MON odmówił państwowego oraz asysty honorowej.
Wszyscy pamiętamy akcję jego żony, próbującej sprzedać IPNowi rarytasy z jego domowego archiwum. W tej sprawie arcyciekawą hipotezę sformułował mistrz Michalkiewicz. Jego zdaniem zbrodniarz bał się że po jego śmierci żonę odwiedzi seryjny samobójca w poszukiwaniu tegoż archiwum. Zatem kazał jej po swoim odejściu sprowokować IPN do rewizji w ich domu. Zrobionej z takim przytupem żeby wszyscy wiedzieli, że już nie ma tam nic do znalezienia. Mnie ta hipoteza przekonuje.
Swego czasu głośny był internetowy mem przedstawiający roześmianych od ucha do ucha Kiszczaka i Bolka, pijących wódeczkę w Magdalence. Oraz dymki z dialogiem:
- Czesiu, ale te moje kwity nie wypłyną?
- Nie bój się Lechu, po moim trupie!
Tym razem Kiszczak słowa dotrzymał. A w cnotę Bolka może już wierzyć jedynie ostatni idiota, poseł POmiotu czy Nowośmiesznej lub KODomita. Zresztą są to przecież synonimy.
29 czerwca 2016 uwolniła polskie „merdia” od swojej obecności Janina Paradowska. Robiła za dziennikarkę w dawniej komunistycznej a obecnie postkomunistycznej "Polityce" oraz takich szambach jak radio Rynsztok FM oraz telewizja "Superstacja". W porównaniu z nią nawet TW Stokrotka wypada korzystniej. W pamięci utkwiła mi ekstraordynaryjnym łajdactwem po Smoleńsku. Napisała że była na warszawskim Torwarze gdzie przygotowywano trumny ofiar do pogrzebu, ale rzekomo nie widziała tam ani jednej rodziny poległych. Co tłumaczyła brakiem kamer, a zatem i możliwości ich „lansowania się”. Zachowanie się tych rodzin w stosunku do władz Tusklandii nazwała dyktatem i szantażem. A dwa lata później w rozmowie telewizyjnej z mało wówczas znanym posłem Andrzejem Dudą tłumaczyła że Rosjanie zaszyli śmieci w twarzy pani Anny Walentynowicz by ułatwić rodzinie jej identyfikację. Jak nazwać takie coś? Chyba należy korzystając ze szwejkowskiego patentu  użyć określenia wiceurban
Nowy rok zaczął się dobrze, bowiem 9 stycznia świat został uwolniony od obecności Zygmunta Baumana. Podczas wojny był politrukiem a zarazem agentem wojskowej informacji, w roku 1945 został przeniesiony do KBW gdzie wykazał się sukcesami w polowaniach na Żołnierzy Wyklętych. Szybko awansował do stopnia majora, był odznaczony. W roku 1953 został zwolniony z wojska i zajął się działalnością „nałukową” na niwie filozofii i socjologii. W roku 1968 szczęśliwie wydalono go z Polski na zbitą mordę. Jak widać również i bandyta Mykoła Demko („Mieczysław Moczar”) w tym przypadku oddał nieświadomie Polsce przysługę. Po wydaleniu początkowo w Izraelu a następnie w Anglii wykładał na uniwersytetach, ogłupiając jako jeden z twórców postmodernizmu kolejne pokolenia studentów. W wywiadach dla brytyjskiej prasy miał czelność nazywać KBW „ówczesną jednostką antyterrorystyczną”. Gdy spojrzymy na ogłupiałą do imentu Europę Zachodnią, nie sposób lekceważyć roli postmodernizmu w jej moralnym wykastrowaniu.
A gdy pomyślę o takich jadowicie antypolskich łajdakach jak Chyży Rój czy obrońca pedofilii i reaktywator loży B’nai B’rith Jan Hartman, na usta ciśnie się kibicowski okrzyk:
Jeszcze jeden!

Stary Niedźwiedź

sobota, 7 stycznia 2017

Polska, Białoruś, dyplomatoł i dyrektor kołchozu

„Politykę wschodnią” (cudzysłów konieczny) zarówno tzw. III RP jak i domorosłych Jagiellonów do niedawna charakteryzowało porozumienie ponad podziałami. Mówiąc najkrócej, jej algorytm dla uważnego obserwatora był łatwy do rozszyfrowania. Po prostu należało zastanowić się, co w danej sytuacji zrobiłby człowiek zdolny do logicznego myślenia i kierujący się polską racją stanu. I mieć pewność że prezydent , premier lub szef Ministerstwa Głupich Kroków (jak arcycelnie nazwał tak zwane MSZ Robert Winnicki) postąpią dokładnie odwrotnie. Obowiązywała też druga prosta zasada. Im bardziej władze któregoś z naszych wschodnich sąsiadów pluły swoim polskim odpowiednikom w twarz, tym większą czołobitnością odpowiadały te ostatnie.
W okolicach Sejn mieszkająca tam mniejszość litewska ma do swej dyspozycji około dziesięciu szkół z klasami z litewskim językiem nauczania. W lokalnych urzędach interesanci mogą używać swojego języka ojczystego. W podzięce za to polskie szkolnictwo na Litwie jest od wielu lat szykanowane a pierwotnie instalowane napisy dwujęzyczne (nazwy miejscowości, rozkłady jazdy etc.) zostały usunięte. Gdy Orlen kupił rafinerię w Możejkach by nie wpadła w łapy rosyjskie, wdzięczni boćwinkowie natychmiast podnieśli taryfy za transport kolejowy między polską granicą a tą rafinerią do poziomu znacznie wyższego, niż obowiązują dla reszty przewozów na terenie Litwy. Swego czasu zarówno ś.p. prezydent Kaczyński jak i chrabia Bul odgrażali się, że poruszą te kwestie podczas rozmów na najwyższym szczeblu. Oczywiście prezydent litewskiego mocarstwa Dalia Grybauskaite jednego i drugiego natychmiast postawiła do pionu. I obydwaj czym prędzej podkulili ogony pod siebie, niczym Chyży Rój opieprzony przez Makrelę.
Rzekomo polska polityka względem UPAiny jest Szanownym Czytelnikom doskonale znana. Tu też mamy pełną jej ciągłość w wykonaniu POPiSu. Skrupulant doszukałby się tylko takiej różnicy w trzeciorzędnych szczegółach iż w klubie parlamentarnym PiS nie ma banderowskiego skurwysyna (proszę o wybaczenie ale nie znalazłem
adekwatnego cenzuralnego synonimu) Mirona Sycza, który w poprzedniej kadencji parlamentu skutecznie zablokował rezolucję nazywającą Rzeź Wołyńską ludobójstwem. Teraz gdy klub Kukiz15 złożył projekt USTAWY nie tylko nazywającej te zbrodnie ludobójstwem, ale i penalizującej „kłamstwo wołyńskie”, zdesperowany Napolion podrapał się tryzubem w łeb i uciekł do przodu. Kazał sklecić na kolanie UCHWAŁĘ w tej kwestii, w odróżnieniu od ustawy siłą rzeczy nie grożącą żadnymi sankcjami dla łżących postbanderowskich łajdaków. Posłowie jej projekt dostali na kilka godzin a nie zgodnie z regulaminem na tydzień przed głosowaniem. Nikt nie był przeciw, od głosu wstrzymało się siedmioro (p)osłów z Nowośmiesznej, w tym nimfy Lubnauer i Scheuring-Wielgus orz trzech POpaprańców. Poza tym detalem postulat „żeby było tak jak było” realizowany jest przez PiS skrupulatnie.
A jak wygląda kwestia relacji z Białorusią?
Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku w nowopowstałym państwie białoruskim zapanowała „demokracja”. W praktyce oznaczająca chaos, wszechobecną korupcję i półroczne poślizgi w wypłacie pensji czy emerytur. Gdy autorytarną władzę objął w roku 1994 Aleksander Łukaszenka, w odbiorze przeciętnych Białorusinów sytuacja zaczęła się poprawiać. Nadal bardziej niż skromne wynagrodzenia zaczęły być wypłacane regularnie a rozkradanie wszystkiego przez wiernych uczniów Lewandowskiego i Tuska („pierwszy milion trzeba ukraść”) ograniczone. Nie ulega wątpliwości że białoruski dyktator cieszy się autentycznym poparciem rodaków i nawet bez lukrowania wyników w wyborach może liczyć na ponad 60% głosów. Zatem sytuacja w jego państwie jest przewidywalna. Do tego na szczęście z Białorusinami nie mamy paskudnych zaszłości historycznych, zatem rozsądna współpraca gospodarczo – turystyczna była czymś wręcz narzucającym się.
A co w tej materii zrobił POPiS?
Najpierw nasi „Jagiellonowie” zaczęli coś gaworzyć o „polityce historycznej”. W sposób aż tak idiotyczny iż na Białorusi było to odbierane jako rzekoma konieczność opieki ze strony polskiego Wielkiego Brata. Bo bez takowej ani chybi zły rosyjski niedźwiedź przyjdzie i ją zje.

Jeszcze za rządu "Jagiellonów" niejaka Angelika Borys, szefowa białoruskiej Polonii, rozpoczęła konflikt z prezydentem. Wprawdzie Łukaszenka nie wykonywał pod adresem mieszkających tam Polaków aż takich wrogich gestów jak te litewskie, ale pani Borys nie zastosowała się do obowiązujących na Białorusi reguł gry, nie mając zamiaru oddać cesarzowi co cesarskie. Skutek był oczywisty - „Bat’ka” się wściekł, rozwiązał organizację Borys i powołał konkurencyjny Związek Polaków, lojalny wobec siebie.
Tak samo jeszcze za premierowania Napoliona zaczęto rychtować Telewizję Biełsat, będącą tubą propagandową tych niedobitków antyłukaszenkowskich „demokratów”, którzy znaleźli schronienie w Polsce. Ta telewizja ruszyła z kopyta w grudniu 2007, już w miesiąc po sformowaniu (nie)rządu kon-Donka. Nieco później Makrela nakazała swojemu polskiemu kundlowi zacząć ujadać na Białoruś, ma się rozumieć za brak demokracji. Kundel oczywiście zrobił to, co pani kazała.
Za (nie)rządu kon-Donka jego naczelny dyplomatołek niejaki Radosław Apfelbaum (z domu Sikorski) zaczął nawet machać szabelką i coś bredzić o marszu na Mińsk. O zgrozo, na myśli miał Mińsk Białoruski a nie Mazowiecki. Widać nie zdawał sobie sprawy ze stanu polskiej armii. Z której jego kolega z rządu psychiatra Klich uczynił zgodnie za swoimi kwalifikacjami jeden wielki dom wariatów. Osoby mające pojęcie o wojskowości zauważyły wówczas że w przypadku takiej wojny po tygodniu wojska białoruskie doszłyby do Wisły.
Na szczęście mimo wysiłków tych gówniarzy, wymiana towarów i usług z Białorusią nie zamarła. Mój przyjaciel pracujący w firmie eksportującej do krajów byłego ZSRR polską myśl techniczną, najcieplej wyrażał się o kontraktach realizowanych w tym kraju. Podkreślał że białoruscy inżynierowie z którymi współpracował, byli ludźmi kompetentnymi, znającymi obce języki. Oczywiście rygorystycznie pilnowali dotrzymania parametrów kontraktu ale z kolei pod względem terminowości płacenia białoruscy inwestorzy są wzorem dla rosyjskich, nie mówiąc już o ukraińskich.
Kilku moich kolegów wędkarzy pojechało z rodzinami na wakacje na Białoruś. Wspominają je jak najlepiej. Gospodarze więcej niż mili a Polesie to raj dla łowiących ryby i zbierających runo leśne.
Opowieści o zacofanej do imentu gospodarce też są przesadzone. Syn znajomych, który wyemigrował w roku 1981 do Australii, powiedział mi ciekawą rzecz. Jako inżynier widział w krainie kangurów dużo buldożerów i ciężkich maszyn górniczych produkcji białoruskiej. A z wyrobów polskich głównie soczki i zupki w proszku.
Na szczęście jest szansa na normalizację relacji z tym naszym sąsiadem. Na jesieni minionego roku do Mińska wybrała się polska delegacja gospodarcza z wicepremierem Morawieckim. Rozmowy były co najmniej ciekawe i jest nadzieja na zwielokrotnienie wymiany handlowej. O ile rzecz jasna Napolion tego nie spieprzy.
Pozostała jeszcze kwestia Biełsatu. Wedle wiarygodnych dla mnie relacji kilku Białorusinek mieszkających w Polsce, ogląda tę szczekaczkę góra 2% mieszkańców tego kraju. Do tego jeszcze ta stacja Agnieszki Romaszewskiej-Guzy dopuszcza również do tego, że opozycjoniści pokroju Alaksandra Kraucewicza czy Uładzimira Arłoua z polskiej szlachty mieszkającej na kresach robią „spolonizowaną szlachtę białoruską”. A pod względem rozmiarów rzekomych zbrodni Armii Krajowej na Białorusinach ścigają się na kłamstwa z wypierdkami po Banderze. I tak jak gloryfikujący UPA niejaki Piotr Tyma, robią to za pieniądze polskich podatników.
http://www.kresy.pl/publicystyka,analizy?zobacz/zamkniecie-bielsatu-w-dobrym-kierunku-ale-za-szybko
Gdy w ubiegłym roku pojawiła się zapowiedź radykalnego obcięcia budżetu Biełsatu lub nawet jego likwidacji, poza Romaszewską ryk zgrozy podniósł też oczywiście POmiot. Motywacja tej pierwszej jest oczywista - żaden szef nie będzie zachwycony wizją likwidacji jego działu. Równie jasny jest powód rabanu targowiczan. Przecież poza kradnięciem nawet tego co jest przyspawane, sensem ich istnienia jest szkodzenie Polsce i to za lepsze honorarium niż 30 euro na łba.
Jak wynika z tego artykułu, najpilniejszym z punktu widzenia polskiej racji stanu zadaniem jest zatrzymanie procesu wynarodowiania mieszkających tam rodaków. Tym bardziej że liczba ludzi uważających się za Polaków wedle nie do końca wiarygodnych tamtejszych spisów ludności zmalała z 400 tys. w latach dziewięćdziesiątych do ok. 300 tys. Zatem za zamknięcie tej szczekaczki warto było wytargować przynajmniej zgodę na powstrzymanie nacisków białoruskich władz oświatowych na dyrektorów szkół by ci likwidowali klasy  polskojęzyczne lub z nauczaniem języka polskiego. Ale Witold „Dupa Wołowa” Waszczykowski obiecał w Mińsku likwidację nadawania antyłukaszenkowskiej propagandy za mglistą zapowiedź zgody na danie „szerokiego dostępu” do TVP Polonia. Założę się że nie ma on pojęcia o tym, co to określenie znaczy.
Czyli wygląda na to że były dyrektor kołchozu bez problemu ograł Napoliona i jego ciurę jak smarkaczy. Oby to dało się za jakiś czas choć w części odkręcić.

Stary Niedźwiedź

niedziela, 1 stycznia 2017

Życzenia

Szanowni Czytelnicy

W tym nowym, 2017 roku, składamy Wam życzenia które swego czasu byłyby uznane za najnormalniejsze w świecie, ale w dziwnych czasach w których żyjemy, nie wszyscy się z takim zakwalifikowaniem zgodzą. Ale w gronie ludzi którym tradycyjne wartości są miłe, musimy Wam życzyć:
Dużo zdrowia, które jest bezcenne, gdyż kupić go nie można.
Radości z kontaktu z osobami, na których wam zależy i odwzajemnienia przez nie uczuć, którymi je darzycie.
Mnóstwo spokoju ducha i odrobiny dystansu do tego, co dzieje się wokół nas, o ile tylko jest to możliwe.
No i do tego jakichś co najmniej znośnych materialnych podstaw bytowania na tym świecie
A jeśli warunki te będą spełnione, powinniście sobie dać radę.
Czego życzą Wam

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce
Tie Fighter
Refael72

piątek, 30 grudnia 2016

Kociokwik

27 grudnia br obchodziliśmy 98 rocznicę wybuchu Powstania Wielkopolskiego. Najlepiej przygotowanego i przeprowadzonego w dziejach Polski. Bowiem było perfekcyjnie przygotowane pod względem kadr i zaplecza logistycznego, a termin jego rozpoczęcia został wybrany optymalnie. I jedynym zwycięskim obok tryptyku Powstań Śląskich, przeprowadzonych jednak bardziej spontanicznie a skutecznie dopiero w trzeciej próbie.
W tym roku obchody odbyły się w dwóch konkurencyjnych wydaniach. W Poznaniu zorganizowała je PO pod kierownictwem marszałka województwa wielkopolskiego. Natomiast uroczystościom w Lesznie Wielkopolskim przewodził wojewoda wielkopolski z PiS.
O przebiegu obydwóch uroczystości przeczytałem w portalu „wpolityce”:
Przytoczone tam fragmenty przemówienia marszałka Marka Woźniaka robią znośne wrażenie, zwłaszcza jak na polityka PO. Wplótł bowiem do niego jedynie mocno aluzyjne stwierdzenie:
„Ale bez wątpienia ważniejszy od rozmachu i bogactwa celebry jest duch. Cóż po celebrze, jeśli duch złamany? Jak czcić zwycięzców, samemu czując się zniewolonym?”
Zresztą gdyby popisał się jakimiś chamskimi atakami na „dobrą zmianę” w stylu (p)osłów robiących z sali plenarnej sejmu budynek inwentarski, kto jak kto ale bracia Karnowscy na pewno by tego nie przemilczeli.
W Lesznie nie pojawili się ani pan prezydent, ani pani premier. Ta ostatnia przesłała jedynie list, odczytany przez wojewodę Zbigniewa Hoffmanna. Wielka szkoda. Te obchody uświetnił udział wojska. Odbyła się defilada, grała orkiestra wojskowa.
Skąd to swoiste rozdwojenie? Okazało się że udział wojska automatycznie wiąże się z odczytaniem podczas apelu pamięci nazwisk ofiar hekatomby smoleńskiej. A że nie ma ona nic wspólnego z generałem Stanisławem Taczakiem i jego żołnierzami? Nieważne, tak nakazał Antek Policmajster więc tak musi być i basta!
Na pewno nie usprawiedliwia to zachowania grupki KODomitów, gwiżdżących podczas apelu. Czym innym jest dezaprobata dla tak absurdalnego łączenia na siłę wydarzeń nie mających ze sobą niczego wspólnego a czym innym obrażanie pamięci polskiej elity, która zginęła w Smoleńsku. Alimenciarskiego śmiecia i jego bandę trzeba nazwać po imieniu: ostatnia hołota.
Nie wiem jak rząd planuje zorganizować obchody 607 rocznicy bitwy pod Grunwaldem. Ale jak w prywatnej rozmowie powiedział mój przyjaciel, ten akcent mamy zagwarantowany. W końcu bitwa odbyła się w roku tysiąc czterysta DZIESIĄTYM i brały w niej udział trzy pułki SMOLEŃSKIE. Powód na pewno bardziej wiarygodny niż w przypadku Powstania Wielkopolskiego.
I jeszcze drobna uwaga. Na swój sposób tę rocznicę uczcili w Poznaniu kibice Lecha:

Nigdy nie kibicowałem drużynie piłkarskiej Lecha Poznań. Ale do „Wiary Lecha” mam od lat wielki szacunek. Porządkowali oni groby tych powstańców, przypominali o tej rocznicy i innych wydarzeniach oraz postaciach godnych pamięci gdy ryży kundel i jego lokalni pachołkowie po prostu to przemilczali. No bo jakże przypominać ludzi walczących z niemieckim zaborcą? Jakież to nieeuropejskie!

Stary Niedźwiedź

wtorek, 27 grudnia 2016

Żegnaj, Staśku!


Wychowałem się w rodzinie warszawsko – lwowskiej. Rodzina Mamy o korzeniach robotniczo – rzemieślniczych mieszkała w Warszawie od zawsze. Moich męskich antenatów po kądzieli nie poznałem bowiem dziadek i bracia babci zostali po Powstaniu Warszawskim zamordowani przez ukraińskich bandytów z formacji pomocniczych SS lub „zmarli na zawał serca” w niemieckich obozach. Ale zarówno mama jak i babcia używały na co dzień w pełni poprawnej polszczyzny. A gdy przynosiłem z podwórka jakieś kolokwializmy, mama łagodnie zwracała mi uwagę, że mówi się inaczej.
Ojciec pochodził z rodziny osiadłej we Lwowie pod koniec XVIII wieku, rzecz jasna doszczętnie przez to cudowne miasto spolonizowanej już w połowie XIX wieku. Jako jedyny ze swojej rodziny przeżył wojnę, resztę wymordowała (U)PAdlina. W jego języku pojawiały się słowa wywodzące się z lwowskiego bałaku – na buty mówił meszty a na szczypiorek trembulka. Ale unikalną cechą gwary lwowskiej było to, że takich określeń używali zarówno profesorowie Uniwersytetu Jana Kazimierza, jak i baciary z Łyczakowa czy z Kliparowa.
Ze starą kochaną gwarą warszawską spotkałem się po raz pierwszy jako siedmioletnie dziecko, gdy w ręce wpadł mi zbiór felietonów Stefana „Wiecha” Wiecheckiego zatytułowany "Znakiem tego". Zauroczył mnie język Walerego Wątróbki, jego żony Gieniuchny, szwagra Piekutoszczaka czy Teosia Piecyka. Do tego doszły piosenki Stanisława Grzesiuka. I temu uczuciu będę wierny do grobowej deski.
Na co dzień z żywym wydaniem tej cudownej mowy spotykałem się coraz rzadziej. Opisana przeze mnie pani Wiele zapewne prowadzi swój stragan z najlepszymi na świecie warzywami i owocami na tym lepszym świecie. Ostatni Mohikanie trafiają się jeszcze na warszawskiej Pradze.
Dlatego tak cenną dla mnie była działalność artystyczna (niech nikt nie próbuje kwestionować tego przymiotnika!) Staśka Wielanka i jego Kapeli Czerniakowskiej. Dla mnie podwójnie cennej, bowiem poza sezamem folkloru warszawskiego sięgali też czasami do lwowskiego. A czym innym niż wynajdywanie na You Tube fragmentów przedwojennych filmów ze Szczepkiem i Tońkiem było słuchanie tego na żywo. Wtedy choć na krótko ten świat stawał się może nie lepszy, ale chyba piękniejszy. Duchy pewnych wartości przybywały z zaświatów i choć na krótko pojawiały się między nami żywymi. A uszy koiły dźwięki akordeonu i mandoliny.
Wpis bożonarodzeniowy naszego kolegium redakcyjnego umieściłem na Antysocjalu w godzinie duchów z 23 na 24 grudnia. A gdy rano otworzyłem „wpolityce” by dowiedzieć się co dzieje się w największej szopce w Polsce, przeczytałem że w piątek odszedł od nas Stasiek.
Pozwolę sobie przypomnieć kilka Jego piosenek.
 
Chodź na Pragie
 


Wiązanka Starych Tang


Tylko we Lwowi
Skoro  na tamtym lepszym świecie, w co jako chrześcijanin niezłomnie wierzę, jest elementarna sprawiedliwość, na pewno odnajdziesz tam nie jakieś koszmarne blokowiska lecz dawne Czerniaków, Bielany, Targówek i Szmulki. A i batiary z Łyczakowa przyjmą Cię jak swego i usiądą z Tobą przy gielajzie piwa.

Żegnaj, Staśku!


Stary Niedźwiedź