poniedziałek, 1 czerwca 2020

Mroźne refleksje i rozmówki polsko - niemieckie

Pogoda tej rzekomej wiosny nie rozpieszcza. Istne globalne ocipienie, o którym tyle gaworzą gretyni. W maju temperatury raczej marcowe i wieczorami muszę palić w kominku, by włażąc do łóżka i wychodząc z niego rano nie szczękać zębami z zimna. Do tego u żadnego leśniczego w okolicy nie można kupić drewna liściastego na opał, bo od początku świrusowej paniki nie jest ono "wyrabiane". Na szczęście w jednym z pobliskich marketów budowlanych wypatrzyłem za budynkiem pociętą brzezinę i natychmiast kupiłem ostatnie dwie palety. Trochę przepłaciłem, ale przynajmniej nie marznę.
Politykę śledzę pobieżnie. Kopertowy sabotażysta robi co może, by wybory prezydenckie się nie odbyły, zatem ludzie PiSu muszą przy układaniu kalendarze wyborczego z góry zakładać, że w izbie zatwardzenia i sabotażu każda ustawa odleży pełne 30 dni. Bo liczyć na dobrą wolę opozycji może tylko matoł.
Pojąć nie jestem w stanie, co odbiło prezydentowi Dudzie z nominacją niejakiego Laskowskiego na szefa izby karnej sądu najwyższego (pisanie nazwy tego ansztaltu z dużej litery byłoby skandalicznie niezasłużonym komplementem). Wiadomo przecież, że gdy do justytutek wyciągnie się palec, to spróbują oderwać rękę.
Ta sama zasada dotyczy też Szkopów. Gdy szef ichniego Trybunału Konstytucyjnego po chamsku zanegował status polskiego a premier Brandenburgii zawył, jak polski rząd śmiał utrudnić Polakom pracującym za Odrą codzienne przekraczanie granicy, co zdezorganizuje życie w tym landzie, przypomniała mi sie opowieść mojej ś.p. Mamy.
Po upadku Powstania Warszawskiego została ona wywieziona do obozu położonego niedaleko Hamburga. Miasteczko to zajęła na wiosnę 1945 Pierwsza Dywizja Pancerna pana generała Stanisława Maczka. I przejściowo rządzący nim pan rotmistrz, którego nazwiska Mama niestety nie zapamiętała, wezwał burmistrza i rozkazał mu do wieczora przygotować dla byłych więźniarek przyzwoite kwatery, czyli łóżka z czysta pościelą, ciepła woda do mycia etc. Szkopisko miało czelność odszczeknąć, że nie jest to możliwe. Wtedy pan rotmistrz z kamiennym spokojem strzelił go szpicrutą w mordę tak, że popłynęła posoka. Po czym wydobył rewolwer Webley (o kalibrze 0.455 cala czyli około 11.6 mm) i poinformował, że jeśli kwatery nie będą gotowe do północy, to z wybiciem tej godziny dostanie z tej broni kulę w łeb. I rodzina będzie musiała takowy zbierać do trumny łyżeczką. Kwatery były gotowe przed dwudziestą.
W porównaniu z tym panem rotmistrzem nawet Erdogan wychodzi na słabeusza. A o Geniusiu Żoliborza nawet nie warto mówić.

Stary Niedźwiedź

czwartek, 7 maja 2020

Awantury ciąg dalszy


 No i mieliśmy debatę. W mojej ocenie, bez silenia się na ustalenie kolejności, na pudle stanęli prezydent Andrzej Duda, Marek Jakubiak i Krzysztof Bosak. Wysoka pozycja WSIowej wydmuszki w sondażach opinii o tej debacie wynika z sympatii do czegoś rzekomo nowego. Jak widać, nie brak w Polsce naiwniaków (najdelikatniej to nazywając), których historia Ruchy Podtarcia Paliciula czy Nowodebilnej z kropką niczego nie nauczyły. Zaś bełkot chłopczyka w krótkich spodenkach o zabezpieczeniach kont bankowych jako gwarancji bezpieczeństwa militarnego Polski szły o lepsze z łgarstwami cioty o sprzeciwie wobec podwyższenia wieku emerytalnego czy rzekomym oferowaniu młodym ludziom w Słupsku mieszkań. Pierwsza idiotka tego grona wykuła na pamięć kilkadziesiąt zdań i klepała je w przypadkowej kolejności w nadziei, że będą miały coś wspólnego z odpowiedziami na konkretne pytania.


Po czym okazało się, że Gówin jednak dogadał sie z naczelnikiem i wybory odbędą się w późniejszym terminie metodą korespondencyjną.
Oczywiście opozycja, która jeszcze kilka godzin wcześniej żądała przełożenia wyborów na późniejszy termin, dzisiaj wyje o łamaniu konstytucji, bo wybory nie odbędą się 10 maja.
Pobożność i Socjalizm nie raz mnie irytowała i na pewno nie raz jeszcze to zrobi. A już na pewno swoją legislacyjną impotencją. Ale gotowych nadal głosować na POmiot czy lewiznę muszę uznać za debili.

Stary Niedźwiedź

czwartek, 30 kwietnia 2020

Niby święta

Wszystkich szanownych Czytelników po raz kolejny przepraszam za długą przerwę w działalności. Po prostu od 20 kwietnia siedzę na Mazurach i odreagowuję warszawski dom wariatów. Po wsi ludzie chodzą bez masek, widać takowe jedynie w miasteczku będącym siedzibą gminy. W sklepach zaopatrzenie dobre i co mnie najbardziej cieszy, brak przed nimi tuptających ludzi, czekających na możliwość wejścia do środka.
Komputer uruchamiam głównie po to, by obejrzeć rozgrywki brydżowe lub podłączyć do telewizora jakieś multimedia. Politykę śledzę mniej niż pobieżnie, głównie po to, by sprawdzić, czy naczelnik i jego ekipa wykazują jakieś objawy rozsądku i zrezygnowali z ambitnego plany zwalczenia wirusa wraz z gospodarką.
Już tylko godziny dzielą nas od majowego triduum, z którego moją sympatię budzi jedynie tak zwane Święto Flagi. Bowiem  dzień 1 maja kojarzy mi się pozytywnie tylko dlatego, że jest to dla wędkarzy początek sezonu łowienia szczupaków. Zaś "święto" 3 maja, jak już nie raz na Antysocjalu pisałem, mają powód obchodzić Niemcy. Bowiem pruskiej dyplomacji udało się z niczego wystrugać II rozbiór Rzeczypospolitej. Ale obchody rocznicy połknięcia pruskiej przynęty niestety przypominają mi sienkiewiczowskiego Kalego, który przechwalał się:
A Bwana Kubwa powiedzieć, że Kali być donkey!
No cóż, w Polsce tradycja to rzecz święta, więc od żałosnych frajerów pokroju Stanisława i Ignacego Potockich, Hugona Kołłątaja czy Stanisława Małachowskiego obecnie pałeczkę sztafetową przejęli patrioci - nekrofile ze szkoły Androniego Macierenki czy pisowskich "jagiellończyków" lub banderofilów.
Mistrz z Czarnolasu, pisząc w szesnastym wieku, że Polak i po szkodzie głupi, po prostu wykrakał.

Stary Niedźwiedź

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Bardzo nietypowe życzenia

W tym zwariowanym roku z życzeniami wielkanocnymi haniebnie się spóźniłem, co było wynikiem dwóch przyczyn. Z jednej strony w gronie osób mi bliskich nie dzieje się najlepiej (źródłem problemów nie jest zarażenie się tym świństwem), i to głównie zaprząta moje myśli. A z drugiej tradycyjne przy takich okazjach życzenia spędzenia tej odrobiny wolnego czasu w gronie rodzinnym mogłoby zabrzmieć jak szyderstwo.
I dlatego, po gruntownym namyśle (lepiej późno niż wcale) pozwalam sobie życzyć Czcigodnym Czytelnikom w pierwszej kolejności po prostu dużo, dużo zdrowia. A po drugie, gdy to Święto Zmartwychwstania Pańskiego już się skończy, aby mieli do czego wrócić. Mam tu na myśli oczywiście codzienną pracę, pozwalającą na jako tako przyzwoite zaspokojenie swoich elementarnych potrzeb bytowych.
To ostatnie życzenie automatycznie wiąże się z następnym, kierowanym do rządzących nami. Wpadli oni na pomysł, by de facto wprowadzić stan nadzwyczajny, ale bez jego formalnego ogłaszania. No bo przecież 10 maja mają się odbyć wybory, a ich odłożenie na potem z ich punktu widzenia grozi  przespaniem najlepszej koniunktury. Kiedy to wysunięta przez POmiot kretynka ośmiesza siebie i swoich kamratów każdą wypowiedzią, nienawidzący wszystkiego co polskie rozhisteryzowany pedał czyni podobnie, a kilku idiotów w pocie czoła kompromituje swojego chłopca w krótkich spodenkach.
Rozumiem zakaz zgromadzeń w przestrzeni publicznej. Ale niszczenie małej i średniej przedsiębiorczości, z której podatków utrzymuje się budżet (duże korporacje pokazują premierowi banksterowi środkowy palec) może skończyć się krachem, po którym na chodzie pozostanie chyba tylko Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych S.A. A wtedy beneficjenci aportów socjalnych Pobożności i Socjalizmu dostaną wyłącznie pieniądze.
Nie sposób nie wspomnieć o schorowanych starszych osobach, dla których codzienny ruch nie jest fanaberią, a po prostu lekarstwem. ich przymusowe zapuszkowanie w mieszkaniach może skutkować większą liczbą zgonów, niż ten wirus. Co sądząc po wieściach z sieci, dotarło już do pana profesora Szumowskiego, wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi najinteligentniej osoby w tym rządzie.
I dlatego rządzącym (czyli de facto Geniusiowi Żoliborza) życzę, by na skutek tego wirusa nie stali się świrusami i nie zabili pacjenta wraz z chorobą. A swoją rzekomą odwagę wykazali biorąc wreszcie za mordy rozbestwione justytutki. A ich sutenerom z TSUE odpowiedzieli w tym duchu, w jakim wielki generał Patton spławił sowieckich bandytów, którzy zażądali od niego wydania "faszystów" z Brygady Świętokrzyskiej NSZ. A odpowiedź ta brzmiała"fuck out!".

Stary Niedźwiedź

piątek, 3 kwietnia 2020

Jak to to nazwać?

Mogłoby się wydawać, że Szmatławer Zeitung w Polsce nikogo myślącego nie jest już w stanie zadziwić. Pismaki z Oszczerskiej przyzwyczaiły się do swojej bezkarności, jako że jak głosi ludowe przysłowie, justytutka dziennikarskiej hienie łba nie urwie. Ale ostatnio trochę przedobrzyli, wykraczając poza krajowe podwórko. Czy też biorąc pod uwagę środowisko ich odbiorców, krajowe szambo.

W wydanym 31 marca jakimś dodatku do Gówno Prawda, rozsyłanym również do warszawskich ambasad, swój komentarz do włoskiej tragedii zatytułowali:


"Włosi to naród osłów. Nie bądźmy jak Włosi."


Oczywiście spotkało to się z ostrym protestem ambasady Italii. Nasze MSZ rzecz jasna też potępiło tę wymiocinę. Bo nawet mając słuszne zastrzeżenia do reakcji władz, człowiek cywilizowany musi współczuć narodowi, który codziennie traci setki swoich obywateli. A ja, niczym swego czasu dobry wojak Szwejk, zastanawiałem się, jak takie coś nazwać.


I tu z pomocą przyszedł mi czcigodny Refael, dosyłając fotkę.




No cóż, krótko i na temat.

Stary Niedźwiedź

czwartek, 26 marca 2020

Z wirusem w tle

Szanownych Czytelników muszę przeprosić za długie milczenie. Bowiem zaprzątały mnie przygotowania do dłuższego zamknięcia się w domowych pieleszach. Ale poważne zapasy prowiantu już zgromadzone, to samo z  najpotrzebniejszymi lekami, chemią gospodarczą i żwirkiem dla kocurka, zatem mogę wznowić działalność.
Światła "stara" Unia, w którą polskie debile i Targowica wierzą, niczym najbardziej zabobonne dzikusy w jakieś "mzimu", zbłaźniła się ze szczętem. Cały ten zlewaczały chlew jako tako działa, gdy gospodarka funkcjonuje należycie a największymi problemami stojącymi przed jego kierownictwem są próby zmuszenia krajów z tej "nowej" do przyjęcia takich "wartości europejskich", jak niczym nie ograniczone aborcja i eutanazja, postawienie zboczeńców ponad heteroseksualnym plebsem czy zarżnięcie gospodarek  wymysłami gretynów. Ale gdy pojawi się realny a do tego poważny problem, mamy kompromitację na całego.
Szczególną bezczelnością popisał się premier Małej Brytanii, który jeszcze niedawno twierdził, że kto ma przeżyć, ten przeżyje, a kto ma umrzeć, niech zdycha. Bo to tylko naturalna selekcja, w gruncie rzeczy pożyteczna. Potem oczywiście się z tego wycofał, obawiając się nokautu w najbliższych wyborach. Ale za ten koncept należy mu się nagroda Tombakowego Kurwina (szkoda szlachetnego kruszcu nawet do pozłocenia statuetki gówna w muszce).
Bredzenie o "solidarności europejskiej" były dobre, gdy enerdowska świnia chciała wcisnąć innym krajom ciapatą dzicz. Ale gdy Makaroniarze i Hiszpanie, w dużym stopniu w skutek własnego matołectwa, padają jak muchy, tej solidarności ani widu, ani słychu. Więcej niż cały eurochlew dla Makaroniarzy zrobili Chińczycy, przysyłając lekarzy i sprzęt.
Rząd PiS sprawuje się znacznie lepiej, niż te starounijne. Złośliwi mogą powiedzieć, że nie jest to wielka sztuka, ale liczy się efekt. Strach pomyśleć, co by się działo, gdyby obecnie rządziła Targowica. Na pewno wystąpiłby błazen nie mający pojęcia o podatkach (sam to publicznie przyznał) i powiedziałby, że "piniędzy nie ma". Bo WSIoki, mafie i kumple rozkradli.
W sejmie uchwalono ze wszech miar słuszną zmianę regulaminu, umożliwiającą posłom zdalne głosowanie. Oczywiście POmiot legł Rejtanem i tę zmianę trzeba było przegłosować w dotychczasowym trybie. Ten sam POmiot analogiczny pomysł w europarlamencie poparł bez cienia zastrzeżeń. Ale  tam chodziło o zdrowie i życie przedstawicieli rasy panów. Gdyby któras kanalia była temu przeciwna, prowadzący z BND tak by w Brukseli walili po mordach, że i w Warszawie byłoby słychać. Co innego zdrowie polskich podludzi. O kolejnych łgarstwach KODawy w tej sprawie nie warto się rozpisywać. Pozostaje jedynie do rozstrzygnięcia problem, czy większy z niej matoł, czy łgarz.
Ale kolejnym niemiłym zaskoczeniem jest przyłączenie się do tego protestu Konfederatów. Wszystko wskazuje na to, że cała jedenastka zaraziła się kurwinowirusem, a przebieg choroby jest ciężki.
Czcigodny Refael podesłał mi ciekawy wpis z Pejs Zbuka (sam do wynalazku Cukerszwanca programowo nie zaglądam). Jego autorka proponuje, by PiS usłuchał błagań Totalnej Targowicy i przełożył wybory nawet o pięć lat. Tyle czasu powinno wystarczyć, by KODawa nauczyła się czytać, Zakosiniak-Kłamysz zdążył zmienić żonę na jeszcze nowszy i ładniejszy model a Bosak zrobił wreszcie choć licencjat na politologii, europeistyce lub jeszcze bardziej operetkowym wydziale jakiegoś uniwerku.

Stary Niedźwiedź

czwartek, 5 marca 2020

Justytutki w akcji

TVP najsłuszniej w świecie uruchomiła serial "Kasta", przypominający co ciekawsze wyczyny fioletowych ludzików. Ale ostatnio miały miejsce "wyroki" przekraczające wszelkie granice elementarnej przyzwoitości.
Cham w czerwonych portkach swego czasu bełkotał o potrzebie stworzenia "komitetu wypierdolenia Kryśki w kosmos", a kontekst tego bluzgu jednoznacznie wskazywał, że miał on na myśli panią profesor Krystynę Pawłowicz. Ta ostatnia zareagowała na ten bluzg wytaczając gnojkowi proces. W pierwszej instancji "sąd" orzekł, że cham nie jest winien, tym nie mniej powinien wpłacić pewną kwotę na cel charytatywny. W budżecie Tombakowego Arbuza lub Ćwiartki Wszy, czy jak się te pralnie nazywają, nie jest to istotna pozycja. Sam fakt, że rzekomo niewinny ma zapłacić jest ewenementem prawniczym, który co zdolniejszy student prawa bez trudu rozniósłby na kopach.  Ale w drugiej instancji justytutka orzekła, że bluzg chama nie przekroczył dopuszczalnych norm krytyki.
Swego czasu niejaki Frasyniuk był legitymowany przez policjantów podczas blokowania trasy przemarszu legalnej manifestacji. Najpierw podał fałszywe nazwisko a potem czynnie znieważył funkcjonariuszy. Inna justytutka "orzekła", że jego fizyczna napaść na policjantów była "usprawiedliwiona".
A ostatnio gdański "sąd" w drugiej instancji wydał wyrok w sprawie niemieckiej nazistowskiej kurwy, która odgrażała się, że najchętniej pozabijałby wszystkich Polaków. Jedna z pracownic tej firmy nagrała wypowiedź neohitlerowca i zawiadomiła prokuraturę. W pierwszej instancji bydle zostało skazane na nieprzesadnie wysoką karę. Ale w drugiej szmata z fioletową lamówką orzekła, że neohitlerowiec ma za karę wpłacić dziesięć tysięcy złotych na fundację chama w czerwonych portkach. Ale pani która powiadomiła prokuraturę o przestępstwie i przedstawiła niezbity jego dowód, też dopuściła się przestępstwa naruszenia prywatności neohitlerowca. I za to została skazana na zapłacenie mu odszkodowania w wysokości również dziesięciu tysięcy złotych oraz jeszcze pięciu tysięcy kosztów sądowych. Zatem szkopskie łajno nie poniesie żadnej kary, zaś kobieta zawiadamiająca o dokonaniu przestępstwa ma łącznie wysupłać piętnaście tysięcy złotych.
Prezydent RP dysponuje prawem łaski, zatem może uratować tę panią. Tak jak i tysiące innych Polaków, niszczonych przez fioletowe szmaty. Jeśli tego zaniecha, nie będę w stanie zagłosować na niego w niedalekich wyborach.
Co się tyczy idiotki nie potrafiącej bez promptera wygęgać trzech słów z cieniem sensu, tęczowego gumofilca czy czerwonej cioty, ich obrona fioletowej szajki i bredzenie o zagrożonej praworządności to znane od dawna zaklinanie rzeczywistości przez tę nowa Targowicę. Tak samo niczym mnie nie zaskoczyło gówno w muszce, w telewizyjnych gadających głowach bełkoczące, że nie podlegające jakiejkolwiek zewnętrznej kontroli sądy na pewno same się oczyszczą. W końcu nie po raz pierwszy i nie po raz tysięczny wyszedł na takiego samego debila/antypolską kanalię (niepotrzebne skreślić), jak pewien stary pierdoła, bełkoczący te same brednie na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Ale zdumiał mnie Krzysztof Bosak, który przed podpisaniem przez prezydenta ustawy temperującej choć trochę fioletowa szajkę, apelował do Andrzeja Dudy, by tego nie robił. Bo rzekomo niczego to nie poprawi, a tylko zaogni konflikt.
Do tej pory uważałem pana Bosaka za inteligentnego człowieka. Rozumiem też, że bardzo nie lubi on PiS, do czego oczywiście ma święte prawo. Ale na los rodaków nie wolno mu bimbać. Bo już  za ten wybryk muszę ze smutkiem stwierdzić, że taki z niego narodowiec, jak z Krzysztofa Bęgowskiego (ksywa "Anna Grodzka") matka przeorysza. I jeszcze jeden taki wyskok, choćby pośrednio broniący justytutek, a będę musiał gruntownie zrewidować swoja opinie o nim. I zastanowić się, czy można dalej traktować serio trzydziestoośmiolatka, który nie zhańbił się ukończeniem jakichkolwiek studiów, nawet licencjackich na jakimś kabaretowym wydziale. A sądząc z życiorysu  i deklaracji majątkowej, uczciwe zarabianie na chleb też jest mu obce.

Stary Niedźwiedź