środa, 15 sierpnia 2018

Tango - magiczny afrodyzjak

Podczas rozmowy z czcigodną Ewunią wspomniałem o tangu jako spoiwie, które w gronie moich znajomych trwale i szczęśliwie połączyło kilka par. Ewunię temat zainteresował, zatem moim obowiązkiem jest jego rozwinięcie.
Córka moich znajomych Iza po ukończeniu studiów biznesowych została zatrudniona w polskim oddziale dużej międzynarodowej korporacji finansowej. Gdy powierzono jej przygotowanie pierwszego samodzielnego projektu finansowego i poinformowano, że zatwierdzać projekt będzie sam szef polskiego oddziału, była trochę stremowana. Ale czterdziestoletni Oskar okazał sie miłym i życzliwym recenzentem, życzliwie podpowiedział kilka drobnych korekt a projekt skierował do realizacji. I żeby to uczcić, zaprosił Izę na kolację do podwarszawskiej restauracji z doskonałą kuchnią, bardzo gustownym wystrojem i muzyką w stylu retro (tanga, rumby, fokstroty etc.), graną przez żywych muzyków, a nie puszczaną z krążka.
Podczas kolacji okazał się uroczym rozmówcą, mogącym dyskutować na każdy temat, a Goethego i Szekspira cytującym w oryginale. Do tego jeszcze, a nie każdy facet to potrafi, dbał o to, by był to dialog a nie monolog. Iza była pod wielkim wrażeniem swojego interlokutora. A gdy poprosił ją do tanga i okazało się, że tańczy bosko (swego czasu był akademickim wicemistrzem swojego kraju w tańcach latynoamerykańskich), dziewczyna po prostu "odpłynęła". I tu dżentelmen w starym stylu pokazał swoją klasę. Nie próbował realizować szybkiego spekulacyjnego zysku, lecz postawił na inwestycję długoterminową. Odwiózł ją do domu (mieszkała jeszcze z rodzicami), podziekował za uroczy wieczór i wyraził nadzieję na kontynuację tych spotkań.
Konserwatywna broń nuklearna zadziałała bez pudła. Na kolację wyszła pewna siebie dwudziestopięcioletnia biznesłumen a gdy jej mama zajrzała rano do kuchni, zastała tam siedziącą nad zimną herbatą zakochaną po uszy szesnastolatkę.
Spotykali sie regularnie i po niecałym miesiącu Oskar wyznał Izie swoje uczucie. Przypominając jednocześnie, że regulamin korporacji zabrania małżeństwu pracy w tym samym oddziale firmy. Zatem jeśli jego deklaracja ma dla niej wartość, czeka ją zmiana pracy lub związek nieformalny. Reakcją Izy był telefon do domu, a podczas rozmowy z mamą z teatralną dykcją (Oskar wówczas już dosyć dobrze znał język polski) poinformowała, że nie wraca na noc. Zatem tym razem podał taksówkarzowi swój adres. A po tygodniu Iza przeprowadziła sie do niego.
W pracy oczywiście obowiązywała pełna konspiracja. Byli na 'pani Izo' i 'panie dyrektorze', przjeżdżali i wyjeżdżali swoimi samochodami osobno i o różnych porach. Ojcu ta kocia łapa nie przeszkadzała, bowiem widział, jak bardzo szczęśliwa jest córka. Ale jej mama, będąca katoliczką więcej niż serio, miała z tym problem, który znacznie się powiększył, gdy Iza powiedziała rodzicom, że bardzo chcą mieć  dziecko i podjeli wszelkie stosowne działania.
I wtedy Oskar po raz kolejny pokazał wielka klasę. Chodziło mu nie tylko o spokój sumienia przyszłej teściowej. Zdawał sobie sprawę i z tego, jak bardzo takie posunięcie  z jego strony wzmocni psychicznie Izę. Gdy dowiedział się, że w polskim Kościele Rzymskokatolickim nadal istnieje ślub "przedkonkordatowy", wyłącznie  religijny, bo nie mający żadnego przełożenia na prawo cywilne, nie wahał się. I ślub taki odbył sie w domku Oskara w Puszczy Białej, bowiem biskup po dowiedzeniu się o proponowanej "cołasce" napisał proboszczowi z tej wsi precyzyjną instrukcję. Czyli żadnych zapowiedzi, buzia na kłódkę i ślub w domu, a nie w kościele.
Obecnie Oskar szefuje oddziałowi urugwajskiemu, Iza oczywiście też w nim pracuje, mają dwójkę dzieci. A w soboty wpadają potańczyć do lokalu w dzielnicy robotniczej Montevideo, w którym tanga, milongi czy chacarery tańczą młodzi Urugwajczycy, którzy w odróżnieniu od Polaków, nie obrazili się na swój dorobek kulturowy i olewają żałosne podrygi do "muzyki" łupu cupu.
Gdy jeszcze w Polsce złośliwe koleżanki pytały Izę, jak ich związek będzie wyglądał za kilkanaście lat, gdy Oskarowi stuknie sześćdziesiątka i czy nie powinna znaleźć sobie młodszego faceta, Iza w prosty sposób je zaorała odpowiadając, że zdecydowanie woli salaterkę kawioru od worka buraków.
Drugi przykład tanga w roli magicznego afrodyzjaku dotyczy syna moich znajomych i jego dziewczyny. Chłopak oraz jego piękniejsza połowa byli obdarzeni słuchem i poczuciem rytmu, tańczyli jednak wyłącznie w dyskotekach. Gdy w domu rodziców usłyszał moje opinie o tangu i obejrzał na notebooku kilka tańców mistrzów, wykazał zainteresowanie tematem. Powiedziałem mu wtedy, że na Starówce, gdzie mlodzi mieszkali, jest "Złota milonga", w której mogą posłuchać i poogladać w akcji warszawskich miłośników tych tańców. I udało mi się ich skusić. Jak się przyznali, poczatkowo tylko sie przyglądali, ale w końcu odważyli się wyjść na parkiet i jakoś im poszło. Obecnie tańczą już dobrze, a chłopak przyznał mi się:
- Wujek, miałeś rację. Gdy w tangu przytulę Lusię, wiem że tańczę z dziewczyną. W porównaniu z tym to disko przypomina ruchy szympansa, którego oblazły pchły.
Okazało sie również, że czas na ślub, bowiem wieczorne tańce przyczyniły się ewidentnie do tego, że na horyzoncie pojawiło się nowe życie.
I tą optymistyczną informacją kończę tę garść refleksji o magicznej właściwości tanga.
A na deser w wykonaniu najlepszych tancerzy:

Geraldine Rojas i Pablo Veron w tangu "Una Emotion"


Oraz Noelia Hurtado i Pablo Rodriguez w tangu "Felicia"


A jeśli jakiemuś posiadaczowi chromosomów XY na widok Geraldine lub Noelii serce nie zabiło żywiej, niech zluzuje na stanowisku dotychczasowego prezydenta Słupska. Elektorat najgłupszego miasta w Polsce w większości chyba takich lubi.
 
Stary Niedźwiedź

niedziela, 12 sierpnia 2018

Adam Aston


Ostatnie boje justytutek, kodomitów czy UBwateli z "dobrą zmianą", podczas których policja jest nie tylko lżona, ale i opluwana, drapana, szarpana a nawet gazowana, budzi coraz większe obrzydzenie oraz politowanie. Ciekawe, kiedy to targowickie bydło zacznie do policjantów strzelać kulami gumowymi, a kiedy już prawdziwymi. Dlatego dajemy sobie spokój kibicowaniu poczynaniom ministra Bredzińskiego, którego coraz łatwiej (tak jak i jego pryncypała) pomylić z Robertem Biedroniem. A Stary Niedźwiedź powraca myślami do czasów, kiedy to polscy aktorzy i piosenkarze umieli śpiewać, czyli mieli słuch muzyczny i dobre głosy.
Miłośnikom starych tang czy foxtrotów znane są takie nazwiska jak Hanka Ordonówna, Zula Pogorzelska, Tola Mankiewiczówna, Aleksander Żabczyński, Eugeniusz Bodo, Tadeusz Faliszewski czy Janusz Popławski. Ale artystą prawie na śmierć zapomianym jest Adolf Loewinsohn, przed wojną bardzo popularny pod swoim artystycznym pseudonimem Adam Aston.

Urodził sie w Warszawie 17 września 1902, Jako osiemnastolatek zgłosił sie na ochotnika do wojska i wziął udział w kampani bolszewickiej roku 1920. Po demobilizacji rozpoczął karierę artystyczną. Początkowo w Chórze Warsa, potem jako solista w najpopularniejszych kabaretach i rewiach przedwojennej Warszawy. Popularność i uznanie przyniosły mu wykonania takich tang, jak Jesienne róże, Jest jedna jedyna, Każdemu wolno kochać, Serce matki czy To nie była miłość. Ale pozwolimy sobie przypomnieć dziś już prakycznie nieznaną interpretację światowego evergreenu, czyli La Palomy:
 

Aston wystąpił też w kilku najpopularnierjszych przedwojennych polskich produkcjach filmowych, czyli między innymi w Dwóch Jadwigach i Manewrach miłosnych, grając u boku Jadwigi Smosarskiej, Toli Mankiewiczówny, Aleksandra Zelwerowicza, Aleksandra Żabczyńskiego i ludwika Sempolińskiego. Nawiązaniem do pierwszej jest przebój Jadzia:



Zaś do drugiej Graj skrzypku, graj:


Aston śpiewal również w językach hebrajskim i jidisz. Próbką tej twórczosci jest tango Przytul, uściśnij, pocałuj:


Podczas wojny znalazł sie po sowieckiej stronie linii demarkacyjnej. Udało mu się wydostać z nieludzkiej ziemi wraz z armią generała Andersa. I tak jak wielu innych żołnierzy narodowości żydowskiej, nie zdezerterował po przybyciu do Palestyny, lecz nadal walczył w II Korpusie, biorąc udział w Bitwie o Monte Cassino.
Po wojnie początkowo osiadł w Johannesburgu, skąd w roku 1960 przeniósł się do Londynu. Tam zmarł 10 stycznia 1993.
Stary Niedźwiedź nie przypomina sobie, by polskojęzyczne merdia wspomniały wtedy choć słówkiem o Adamie Astonie. SN nie mógł tego uczynić, bowiem nie był jeszcze wtedy współautorem żadnego blogu. I dlatego dopiero teraz Antysocjal spłaca ten dług.

Zaś Refael nie byłby sobą, gdyby nie zamieścił węgierskiego motywu z twórczości Adama Astona, ewidentnie nawiązującego do "Hrabiny Maricy" Imre Kalmana:



Stary Niedźwiedź
Refael 72

czwartek, 2 sierpnia 2018

Rocznica tragedii

Stosunek redakcji Antysocjala do Powstania Warszawskiego był przedstawiany już wielokrotnie. Choćby w 2013:
http://antysocjalbis.blogspot.com/2013/08/kamienie-na-szaniec-diamenty-do-pieca.html
2015:
http://antysocjalbis.blogspot.com/2015/07/tragiczna-rocznica.html
czy 2016:
http://antysocjalbis.blogspot.com/2016/07/czy-to-jest-uleczalne.html

a także w 2009
https://staryantysocjal.blogspot.com/2018/08/powstanie-warszawskie.html
Zatem ogólne rozważania na temat wynoszenia pod niebiosa tego "zrywu, dzięki któremu mamy dzisiaj wolną Polskę" (co za bezczelne kłamstwo!), możemy sobie darować. Jedynie Stary Niedźwiedź postanowił podzielić się z szanownymi Czytelnikami kilkoma informacjami odnośnie związku losu jego rodziny z "Obłędem 44", jak słusznie Piotr Zychowicz zatytułował swoja książkę, traktujacą o tym seppuku.
Z linii po mieczu SN, od zawsze wywodzącej się z chyba najbardziej polskiego miasta, czyli oczywiście ze Lwowa (warszawiacy zechcą mu wybaczyć tę arcysubiektywna ocenę), wojnę przeżyli jedynie jego Ojciec oraz jego cioteczna siostrzenica. Resztę tej licznej rodziny w samym Lwowie zamordowali Niemcy, zaś w jego okolicach bydło spod znaku UPA. Natomiast dla rodziny Mamy SN zagłada wszystkich mężczyzn z tej linii była efektem owego "bohaterskiego zrywu".
Dziadek Mieczysław był mistrzem zecerskim czyli wysoko wykwalifikowanym robotnikiem. Z przekonań umiarkowanie lewicowym (prawe skrzydło PPS) ale jak wynika ze wspomnień Mamy, człowiekiem twardo stąpającym po ziemi i trzeźwo myślącym. Wieczorem 1 sierpnia dokładnie przewidział dalszy rozwój wydarzeń i powiedział o tym rodzinie. Czyli o zatrzymaniu przez Stalina frontu na środkowej Wiśle na kilka miesięcy, by umożliwić Hitlerowi wyręczenie go w mokrej robocie. Podczas powstania działał w służbach przeciwpożarowych, próbujących kubełkami wody gasić niemieckie podpalenia całych sektorów domów. Po upadku powstania jako cywil został wywieziony do Dachau, gdzie "zmarł na zawał serca".
Brat Babci SN, przez jego Mamę wspominany szczególnie ciepło, czyli jej Wujek Jurek, jak go nazywała, był podoficerem rezerwy 9 Pułku Ułanów Małopolskich z Trembowli, a w cywilu urzędnikiem kancelarii adwokackiej. O wieloletnim dowódcy tego pułku, czyli o Tadeuszu Komorowskim miał jak najgorszą opinię. Uważał go za człowieczka malutkiego formatu, pozbawionego własnego zdania, z najwyższym trudem podejmującego  decyzje. Podczas okupacji aktywnie włączył się w działąnia ZWZ/AK. Gdy po aresztowaniu gen. Stefana "Grota" Roweckiego dowódcą Armii Krajowej został "Bór" Komorowski, Wujek Jurek nazwał aresztowanie "Grota" nieszczęściem. Ale nominację "Bora" uznał za znacznie większą tragedię.
1 sierpnia, zgodnie z przydziałem, dołączył do grupy mającej zadanie bronić barykady na praskiej Pelcowiznie. Opór ten został przez Niemców bardzo szybko stłumiony zaś on dostał się do niewoli. Miał tyle szczęścia, że nie rozstrzelano go od razu i dotrwał do kapitulacji powstania. Jako kombatant i podporucznik czasu wojny trafił do oflagu, gdzie zmarł na zakażenie krwi, będące następstwem ran oraz czyraka, którego się w warunkach obozowych nabawił.
Drugi z braci Babci SN, przez jego Mamę zwany Wujkiem Antosiem, również był urzędnikiem. W działąnia konspiracyjne sie nie włączył. Podczas powstania wraz z tłumem cywilów został zapędzony na Dworzec Gdański. A tam ukraińskie bydło zagoniło ich do stojącego na bocznicy składu wagonów towarowych. Zaś po zamknięciu w wagonach podłożyło pod nie materiały wybuchowe i wysadziło w powietrze.
Mama SN miała zdecydowanie więcej szczęścia, bowiem jako nastolatka trafiła do obozu koło Hamburga i był to obóz pracy a nie koncentracyjny. Zatem ponosząc jedynie duży uszczerbek na zdrowiu, doczekała wyzwolenia obozu przez I Dywizję Pancerną gen. Stanisława Maczka.
Babcia i Prababcia SN uniknęły niewoli i dotrwały na kieleckiej wsi do przetoczenia się frontu. W lutym 45 powróciły do Warszawy. Wobec faktu zamiany przez Niemców, w tym przypadku pomagierów czyli użytecznych idiotów arcyzbrodniarza wszechczasów Stalina, lewobrzeżnej części miasta w morze gruzów,  wraz z dwoma innymi rodzinami doprowadziły do stanu jakiej takiej używalności mały domek na Grochowie (wówczas peryferia Pragi) i w nim zamieszkały.
Ten bagaż doświadczeń rodzinnych determinuje stosunek SN zarówno do patriotyzmu nekrofilskiego, jak arcycelnie to zboczenie (im więcej zabitych lub zesłanych Polaków i większe straty w substancji narodowej, tym większa chwała dla inicjatorów takiej masakry) nazwał mistrz nazewnictwa, czyli czcigodny Dibelius. Jak i do "jagiellońskich" kretynów, pojawiających się na tle czerwono-czarnych flag, liżących tyłki wypierdkom po Banderze i Szuchewyczu, udzielających im "kredytów" na wieczne nieoddanie i bredzących, jakoby takie łajno było polskim strategicznym sojusznikiem.
Tacy zbrodniarze (debilizm jak najbardziej może być zbrodniczy), jak "Bór" Komorowski, Okulicki czy Chruściel, mają obecnie w całej Polsce ulice swojego imienia. W końcu śmierć w absurdalnej, bo z góry przegranej walce około 20 tys żołnierzy AK oraz 200 tys. cywilów i zrównanie z ziemią ponad połowy Warszawy to nie w kij dmuchał. Wszelacy Wysoccy, Mochnaccy, Nabielakowie czy dyktatorzy Powstania Styczniowego mogą zzielenieć z zazdrości.
Z polskich generałów II Wojny Światowej w gronie redakcji Antysocjala od zawsze największym szacunkiem cieszy się generał Władysław Anders, który właściwie cenił zarówno swoich żołnierzy, jak i polską ludność cywilną. Dlatego w lecie 1942 wyprowadził z ziemi nieludzkiej do Iranu nie tylko swoich żołnierzy, ale także co najmniej 20 tys. uwolnionych z łagrów cywili, biedujących przy jego armii. Bowiem sowieccy zbrodniarze nie przydzielili im żadnych racji żywnościowych. Zatem ten wielki Polak nie wahał się zabrać ich wraz ze swymi żołnierzami, ratując ich w ten sposób od śmierci głodowej.  Mając w ten sposób poniżej pleców politykierskie fikołki wodza, który z braku lepszego audytorium gotów był się wdzięczyć przed własnym ordynansem.
Ten wielki Polak wybuch powstania nazwał szaleństwem, zaś o tych, którzy taka decycję podjeli, powiedział iż powinni stanąć przed sądem polowym. Taką opinie wydał na bieżąco, zatem wszelakie bajeczki, że łatwo krytykować jakieś posunięcie po kilkudziesięciu latach, nekropatrioci mogą sobie wsadzić w wiadome miejsce. Tak samo negatywnie decyzję o wybuchu powstania ocenili na bieżąco generałowie starszej daty, czyli Kazimierz Sosnkowski i Lucjan Żeligowski. Co przypominamy walczakom - duchowym spadkobiercom Józefa Piłsudskiego a obecnie wyznawcom maciertyzmu.

W pełni podzielamy to stanowisko, a znalezienie sie w takim towarzystwie, jak pan generał broni Władysław Anders, jest dla nas wielkim zaszczytem. Zaś romantycznym bałwanom pozostawiamy guru Macierenkę i jego sektę AAA. Czyli Anencefalicznych Akolitów Androniego.

Stary Niedźwiedź
Refael 72

środa, 1 sierpnia 2018

Powstanie Warszawskie - z archiwum ANTYSOCJALA

Na blogu Archiwum STARY ANTYSOCJAL umieściłem 
felieton Starego Niedżwiedzia z 1.VIII.2009 o Powstaniu Warszawskim

https://staryantysocjal.blogspot.com/2018/08/powstanie-warszawskie.html


Czcigodnych czytelników zapraszam do odwiedzania i komentowania. 

Refael72

niedziela, 29 lipca 2018

Megalomański interes

Jak doniosły media, których nie sposób podejrzewać o nienawiść do PiS:

https://wpolityce.pl/polityka/405603-msz-odmawia-azylu-norwezce-z-corka
 
https://dorzeczy.pl/kraj/71884/Minister-Czaputowicz-odmawia-azylu-Norwezce-i-jej-poltorarocznej-corce.html

w maju 2017 do Polski uciekła przed norweskim Barnevernetem (tamtejszy odpowiednik niemieckiego Jugendgestapo) wraz z wówczas kilkumiesięczną córką obywatelka tego kraju pani Silje Garmo. Ucieczka była w pełni uzasadniona, bowiem norweskie Jugendgestapo zdążyło już jej odebrać starszą córkę, zaś procedura odebrania również i młodszej była w toku.
W Polsce panią Garmo i jej córkę wspomogła tak zasłużona w walce z eurozbydlęceniem i innymi syndromami postępu organizacja jak Ordo Iuris. Przydzielony jej do pomocy adwokat pan Bartosz Lewandowski wystąpił w jej imieniu do władz RP o azyl. W rozmowie z portalem "Do Rzeczy" poinformował, że podczas trwania postępowania azylowego władze norweskie kilkakrotnie podjęły starania o wydalenie pani Garmo i jej córki z Polski, niewątpliwie w celu ich rozdzielenia.
Już w styczniu Urząd ds. Cudzoziemców stwierdził, że w przypadku wydalenia Silje Garmo do Norwegii istnieje poważne ryzyko naruszenia jej praw podstawowych. Wydawało sie zatem, że sprawa jest na dobrej drodze. Ale 26 lipca do Ordo Iuris dotarła informacja, że minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz odmówił udzielenia uciekinierkom azylu. A swoją decyzję uzasadnił "ważnym interesem Rzeczypospolitej".
Instytut Ordo Iuris oczywiście zapowiedział już rozpoczęcie działań prawnych, mających na celu odwołanie tej równie oburzającej co podłej decyzji.
Polskie (?) dyplomatołectwo chyba zaczyna rozumieć, jakiego koncertowego samobója właśnie sobie strzeliło. Bowiem w dzisiejszym "wPolityce":

https://wpolityce.pl/polityka/405705-msz-tlumaczy-decyzje-ws-norwezki

zamieszczono bełkotliwe usprawiedliwienie tego babola. Żeby było śmieszniej jest ono zatytułowane:

MSZ tłumaczy decyzję ws. Norweżki: Nie ma przesłanek do wydania azylu. Kobieta może pozostać w Polsce jako obywatelka UE

Nie będziemy dociekać, czy jest to kolejna wtopa portalu braci Karnowskich, czy też może dyplomatołectwo z MSZ nie wie nawet tego, że Królestwo Norwegii NIE JEST członkiem euroburdelu.
A co się tyczy "ważnego interesu". Słowo interes ma w języku polskim wiele znaczeń. Jeśli mówimy o kimś, że prowadzi jakiś interes, chodzi o firmę. Pytanie o to, jaki ktoś ma interes w zrobieniu czegoś, oznacza że chcemy sie dowiedzieć, jaką z tego działania odniesie korzyść. Wreszcie w mowie potocznej interes jest dosyć cenzuralnym określeniem męskich genitaliów. I takie znaczenie doskonale pasuje do ministra Czaputowicza, godnego następcy galerii łajdaków w rodzaju Skubiszewskiego, Geremka czy Bartoszewskiego i jedynie zwykłych bałwanów pokroju Dupy Wołowej z Uszami, czyli swojego poprzednika. Ale jego twierdzenie, że jest ważnym interesem Rzeczypospolitej, świadczy jedynie o manii wielkości, przekraczającej wszelkie granice śmieszności.

Stary Niedźwiedź
Refael 72

niedziela, 22 lipca 2018

Żólta kartka

Pod ostatnim postem Niedzisiejszego czcigodny Kaszub napisał komentarz, który zdaniem R72 i SN warto przytoczyć w całości, jako uwerturę naprawdę poważnej dyskusji:

Sorry ale PIS jest już trzeci rok u władzy i ilość sk.... które zaczyna przepychać bokiem należy oceniać coraz bardziej negatywnie. I w przeciwieństwie do stwierdzenia że tamci byli gorsi mogę jednak przytoczyć że ci nie są w żaden sposób lepsi. Trochę ze zdziwieniem akurat w tym miejscu czytam iż mamy lemingi co i tak zagłosują na PO no i nie ma szansy na nic lepszego? Serio uważacie że te 20 procent to tylko idioci i beneficjenci koryta? W mojej ocenie spora część tych 20 proc to ludzie szczerze wk.... tym co odwala PIS ale wlasnie stosujacy metodykę głosowania na tych co maja szanse (po zmianie ordynacji pozamiatane) ewentualnie chcacy doj... obecnym cwaniakom . O ile pojedyńcze akcje PIS można było tłumaczyć chęcią zmian i czyszczenia burdelu to teraz pod wodzą bankstera Morawieckiego mamy skok na kase i nieudolną politykę która kończy sie rozpoczętym festiwalem podwyżek podatków , ch... inwestycji w złota narodowe jak np stocznia gdańsk przy całkowitym olaniu Solarisa , nowe opłaty ( nie podatki oczywiście ) dobrowolne co kiełkują jak grzyby po deszczu. Nic nie może usprawiedliwić tego co sie teraz zaczyna odp... , i nie widzę cienia uzasadnienia dla pojawiającego sie stwierdzenia ze i tak niema innych to niestety trzeba nasmarować d... maścia zacisnąć zęby i pogodzić się z losem. Zwłaszcza zadziwia mnie takie podejście u prowadzących tego bloga gdzie jednak była realna ocena ( często bolesna ) ale prawdziwa tego co jest.
 

Skoro zostaliśmy wywołani do tablicy, odpowiadamy. Czyniąc to na gorąco i spontanicznie, więc te kilka słów nie pretenduje do rangi długo tworzonej i szlifowanej analizy całości zjawiska o nazwie rządy PiS.

W naszym powyborczym komentarzu z października 2015 staraliśmy się sprowadzić na ziemię szalejących z radości szalikowców PiS, zwracając uwagę na umykający uwadze nieuków fakt, że większość w obydwu izbach parlamentu plus własny prezydent, to jeszcze zbyt mało by SKUTECZNIE rządzić. Bo w roku 2007 trybunalska konstytutka uwaliła i tak już spóźnioną o 17 lat ustawę lustracyjną. A magister Stępień rechocząc Polakom w twarz ogłosił, że powodem jest zapis konstytucyjny, głoszący iż Polska jest demokratycznym państwem prawa. 

Rządzący wzięli się za odwszenie tej de facto trzeciej najwyższej izby parlamentu, czyniąc to skandalicznie nieudolnie, raz nawet przez swoją legislacyjną indolencję stawiając się w przegranej pozycji. Czego nie wykorzystał arogancki matoł, nie potrafiący nawet odróżnić prawa cywilnego od konstytucyjnego. Ale po długich a ciężkich męczarniach w końcu jednak sprawę doprowadzono pomyślnie do mety.
Zwróciliśmy również uwagę na stan wymiaru niesprawiedliwości, który na pewno zintensyfikuje starania, by Polakom żyło się jak najgorzej a zatem nastroje społeczeństwa były możliwie złe. Usuwanie kamieni kałowych z tego środowiska jeszcze trwa i nic nie wskazuje na to, by w trzecią rocznicę wygranych wyborów proces ten się zakończył. Chyba największym sukcesem jest dotarcie do społeczeństwa z informacjami, jacy łajdacy zakładają na szyje łańcuchy z orłem i bronią do upadłego opryszków ze swojej szajki.
Przypomnieliśmy też o istnieniu "krzywej Laffera" i znanym efekcie wzrostu wpływów do budżetu na skutek obniżki podatków. Co w tej materii zrobiono? Rzecz jasna nic.
Wysunęliśmy też postulaty pod adresem ówczesnej premier in spe pani Beaty Szydło, nie niosące za sobą wielkich obciążeń dla budżetu. Były to uproszczenie przepisów adopcyjnych, jasna deklaracja o niewpuszczeniu do Polski islamskiej dziczy oraz zacieśnienie współpracy w Grupie Wyszehradzkiej.
W pierwszej z tych kwestii nic nam nie wiadomo o jakiejś rewolucji. Ograniczono jedynie proceder odbierania rodzicom dzieci z powodu biedy. Lepsze to, niż nic.
W kwestii dżihadystowskich agresorów pani Beata zachowała się jak mężczyzna. I za to nalezy się jej duży szacunek W naszych oczach jest najwartościowszym politykiem w drużynie Napoliona.
Współpraca wyszehradzka wreszcie ruszyła. Chyba głównie dlatego, iż bez zapowiedzi weta ze strony Viktora Orbana (w naszej ocenie jedynego męża stanu dzisiejszej Europy) wszelakie Huje (tak należy poprawnie wymawiać to imię) Verhofstadty czy France Timmermansy defekowałyby Polsce na głowe znacznie intensywniej, niż czynią to obecnie. Ale nie zapomnimy o przykrym fakcie, że gdy za końcówki nierządu Ewci Peron Orban złożył w Polsce wizytę nieoficjalną (na zaproszenie polskich organizacji biznesowych) Geniuś Żoliborza nie znalazł czasu, by się z nim spotkać.
Czcigodny Kaszub napisał, że grono ludzi ciężko wkurzonych postępowaniem PiS rośnie. I te circa 20% popierających Przestępczość Organizowaną, to nie tylko idioci i złodzieje. A co nas obecnie najbardziej irytuje?
Zamiana pani premier Szydło na bankstera Mateuszka w naszej ocenie jest posunięciem tragicznym. Już jako wicepremier -  książę udzielny na finansach i gospodarce przygotował w swoim resorcie tak wspaniałą ustawę "supermarketową", że przerażeni tym projektem polscy kupcy wyszli na ulice protestować. A pan Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, powiedział wręcz, że jeśli rząd nie ma pojęcia, jak taką ustawę napisać, to prawnicy związku chętnie i bezpłatnie w tym pomogą. Niekompetencja czy sabotaż?
Gdy słyszymy bajdurzenia o Polsce jako światowym centrum tworzenia nowatorskich technologii, do którego wybitni fachowcy z całego świata będą walić jak w dym, ręce nam opadają. Ten "ekonomista" nie ma pojęcia, ile w takie ośrodki badawcze trzeba zainwestować, zanim owe nakłady zaczną sie zwracać. Zatem jego power pointowe prezentacje są niewiele więcej warte, niż bajdurzenia sprzed kilku lat technicznego analfabety Androniego Macierenki o rzekomym sposobie spowodowania katastrofy Tu-154 na podsmoleńskim lotnisku.
A za najgorsze uważamy to, że obrady komisji "reprywatyzacyjnej" i w sprawie Amber Gold, tak jak i śledztwa prokuratorskie w tych sprawach, ciągną sie niczym smród za Armią Czerwoną, a aktów oskarżenia konkretnych osób za wielomiliardowe przewalanki jak nie było, tak nie ma. Ś.p. Milom swego czasu nadała szeryfowi Ziobrze ksywę "Kapiszon". Jak to zawsze w jej przypadku było, miała rację.
Zatem nie ma co liczyć na wdrożenie do przyszłorocznych wyborów rzekomego programu cela+. A Chyży Rój, gdy upłynie jego kadencja pierdzenia w fotel, skakania wokół Makreli na dwóch łapkach, zakładania odzieży zalanemuw cztery Kwachy Junkersowi i szkodzenia Polsce, nie doczeka się europejskiego nakazu aresztowania.
Zgadzamy się z czcigodnym Niedzisiejszym, że przynajmniej jak do tej pory, obecny rząd mimo wszystko jest najlepszym od roku 1989. W tym sensie, że zdecydowanie najmniej szkodzi, a niekiedy nawet Polakom pomaga. A i kwoty idące na jakieś bombastyczne pseudopatriotyczne dziwowiska lub trafiające całkowicie bezzasadnie do rąk kompletnie niekompetentnych durniów, są zdecydowanie mniejsze. Zaś jeśli w triumfalnych komunikatach o ograniczeniu przekrętów mafii VATowskich jest nawet tylko pół prawdy, to i tak jest całkiem nieźle.
Zatem bilansując całokształt, na nieco rok przed kolejnymi wyborami, dajemy rządzącym żółtą kartkę. Ale żeby było jasne. Na targowiczan i volksdeutschów nikt z grona redakcji nigdy nie zagłosuje. Bo czysto teoretycznym powodem takiego desperackiego czynu mogłoby być jedynie sprostytuowanie się PiS w jeszcze większym stopniu, niż uczynili to Chyży Rój i jego gang. A to jest po prostu NIEWYKONALNE.

Stary Niedźwiedź
Refael 72

czwartek, 19 lipca 2018

Czasy postprawdy

To też taki element współczesnej nowomowy. Co prawda wielu ten problem dostrzegło już dawno, ale ciągle mam wrażenie, że nie dość często się o tym wspomina. I nie dość intensywnie.
Kłamstwo i manipulacja królują w mainstreamowych mediach. Media te to jedno wielkie kłamstwo, oszustwo, łgarstwo, propaganda i mapipulacja.
Osobiście, przeraża mnie stopień odmóżdżenia i bezkrytycznego przyjmowania prawd objawionych serwowanych przez telewizornię i dominujące portale. I to bez względu na orientację polityczną czy ideologiczną.

Frustrujące jest takie spostrzeżenie, bowiem żyjemy w czasach informacji globalnej, gdzie każdy chętny, może znaleźć interesującą go informację, w czeluściach internetu. Wyszukiwarki znajdą każdy temat. Każdy z nas ma możliwość dotarcia do prawdy, do sedna, do faktów czy liczb. Ale po co, jak wystarczy przeczytać nagłówki wiodących portali. I już wszystko jasne. Dla leniwych intelektualnie, na pewno.

Siła propagandy działa tylko na słabe umysły. Po tym bez trudu można poznać leminga dowolnej orientacji. Ale może kilka przykładów jak ta propaganda i prasowanie słabych umysłów wygląda w praktyce.
Wczoraj na Interii wielki tytuł: "Dokumenty TW "Bolka" podrobione? IPN umarza śledztwo"
wielki Totalny Leming (co wynika z tysięcy komentarzy pod artykułem) ma satysfakcję, że 'pisowskie oskarżenia Wałęsy o kolaborację z SB były kłamstwem'. I leming nie kryje swojej satysfakcji. Tymczasem, gdyby przeczytał artykuł, dowiedziałby się (choć pewnie nie dotarłoby do ostatniej szarej komórki), że IPN umarza śledztwo, bo żadnych esbeckich fałszywek nie było, a donosy Bolka są jak najbardziej prawdziwe i oryginalne. Ale zmanipulowany tytuł jest właśnie skierowany w stronę bezmózgich lemingów. Marginesem i głupcami nie zajmowałbym się ani minuty, ale chcących głosować na Partię Oszustów jest wciąż w naszym kraju prawie co czwarty jej obywatel!!! I to jest nieszczęście! 
Tak się czasem zastanawiam, co musiałaby taka PO jeszcze wywinąć, aby się skompromitować w oczach swego zmanipulowanego elektoratu. I dochodzę do wniosku, że nie ma takiej granicy. Wtłoczona w puste, nienawykłe do samodzielnego myślenia łby zwierzęca nienawiść do PISu, do Kaczyńskiego, do rządu innego niż Tuska czy Kopacz - jest aberracją umysłową i patologią moralną. Najgorsze, że jest ich aż tylu.Niemal co czwarty Polak jest ofiarą zagranicznych mediów i ubeckiej propagandy.

Nie żebym był bezkrytycznym wielbicielem PIS. Widzę ich błędy, pomyłki, brak PR i zwyczajne wtopy. Ale jakiekolwiek porównania z POprzednią władzą to cały kosmos różnic.
Krokodyle łzy nad nagrodami dla rządu Beaty Szydło. Zagranie psychologicznie w dziesiątkę. Bo nic tak nie rusza Polaków jak bezinteresowna zawiść. Tyle, że histeria wywołana akurat przez ugrupowanie złodziei, metodycznie okradające Polaków przez 8 lat swoich rządów woła o pomstę do nieba. Zarobki prezesów państwowych spółek. Ocean hipokryzji krytyków. Za rządów PO prezesi tych spółek zarabiali przecież najniższą krajową. Resztę sobie dorabiali po godzinach, na śmietnikach i cmentarzach....

Gdyby do władzy (nie daj boże doszła nowośmieszna czy kukizowcy, to prezesi spółek pracowaliby za darmo. Oczywiście. A publika daje się nabierać na te plewy. Zawiść co do zarobków innych, to struna na której można długo grać Polakom. Bo ja za 2 tysiące się męczę, a tu taki prezes Orlenu czy innego KGHM zarabia tyle codziennie. A żołądki mamy przecież jednakowe....

Osobiście uważam, że rządzącym , którzy dla Polaków odzyskali miliardy od różnych kombinatorów, oszustów, mafii i przekręciarzy - premie należą się jak psu buda. Kilkanaście milionów za kilkadziesiąt miliardów. Ale Polacy nie widzą, bo nie chcą widzieć tych miliardów, które choćby w postaci 500 plus do nich wpływa co miesiąc. Widzą te kilkadziesiąt tysięcy dla ministra...

Tyle, że styl ich przyznania jest dla mnie nieakceptowalny. To powinna oficjalna uchwała sejmowa. Wszystko jawnie, transparentnie i czysto. I tyle. Osobiście ministrom Glińskiemu czy Gowinowi nie dałbym ani grosza. Niech im funduje któraś z fundacji młodej żony Glińskiego. 

Cała histeria wokół zarobków ministrów i niższego szczebla personelu, jest infantylna i żałosna. Minister to ciężka, odpowiedzialna i niewdzięczna praca. Na całym świecie jest dobrze wynagradzana, nie rozumiem czemu u nas ma być inaczej. Średniego płazu przedsiębiorca śmieje się do rozpuku słysząc wysokość tych 'niebotycznych ' premii. Jak rozumiem, zdaniem większości Polaków, w ministerstwach powinni pracować stażyści z łapanki pod urzędami pracy, za najniższą krajową. Tak. Wtedy będziemy świetnie rządzeni. Wtedy rządzić będą nami prawdziwi fachowcy i specjaliści. Wszędzie na świecie wiedzą, że za dobrą pracę, za dobrych specjalistów przynoszących korzyść ogółowi, trzeba dobrze zapłacić. Nie wiedzą o tym Polacy. Polacy chcieliby jeleni, którzy za parę złotych będą harować dla ich dobra. Bezinteresownie i za Bóg zapłać.