piątek, 24 listopada 2017

Posłuchaj, banderofilu!

W naszym poprzednim wpisie nieopatrznie pochwaliliśmy Macierenkę za umieszczenie na Grobie Nieznanego Żołnierza tablic, upamiętniających walkę Polaków (głównie kresowych oddziałów samoobrony, bowiem szalona Komenda Główna AK koncentrowała się przede wszystkim na jeszcze bardzziej absurdalnej akcji „Burza") z bandytami spod znaku UPA. Redakcji bowiem nikt nie przekona do „powściągliwości”, czyli bredzenia, że wypierdki po Banderze, Szuchewyczu i Onyszkiewiczu to rzekomo strategiczny sojusznik Polski. A włazić tym kanaliom do prostnicy nakazuje polska racja stanu.
No i spotkała nas zasłużona kara za to drastyczne przeszacowanie. Bowiem okazało się, że rzeczony Antek Policmajster na pewno nie jest cudownym dzieckiem. Co do którego nigdy nie wiadomo, kiedy powie wierszyk, a kiedy nasika na dywan. A ten typ niewątpliwie potrafi lać niczym wół do karety, za to z wierszykami jest znacznie gorzej.
Na portalu Prawy.pl

http://prawy.pl/60987-usunieto-obroncow-birczy-z-grobu-nieznanego-zolnierza-zenada/

ksiądz Tadeusz Isakowicz - Zaleski poinformował, że bezpośrednio po zainstalowaniu tych tablic, na jednej z nich widniała nazwa bieszczadzkiego miasteczka  Bircza. Którego już po wojnie bronili przed bandytami spod znaku UPA żołnierze z 9, 12 i 17 DP tak zwanego Ludowego Wojska Polskiego oraz milicjanci. Jak wynika z badań pani Ewy Siemaszko, autorytetu w dziedzinie walk w Bieszczadach w latach czterdziestych ubiegłego wieku, wśród tych milicjantów nie brakowało byłych żołnierzy AK, którzy w tamtejszych wielce specyficznych warunkach wstąpili do Milicji Obywatelskiej, by móc legalnie posiadać broń i bronić tamtejszych Polaków przed banderowskim bydłem. A co się tyczy żołnierzy LWP, byli wśród nich zarówno tacy, którzy „spóźnili się na Andersa i musieli wyjechać z Sowietów Berlingiem”, jak to określił ojciec kolegi, były żołnierz 1 Armii LWP. Jak i akowcy, którzy w roku 1944 na terenach zajętych przez Sowietów wstępowali do LWP, by uchronić się przed wysoce prawdopodobnym aresztowaniem po zakapowaniu przez lokalne komunistyczne gnidy. Wrzucać ich do jednego worka z oddziałami KBW czy UB, walczącymi z Żołnierzami Wyklętymi, może tylko skończony idiota lub wyznawca macierenkowej odmiany pisizmu.
Ale jak napisał ksiądz Isakowicz –Zaleski, w nocy stał się cud i rano okazało się, że nazwa Bircza z tablicy zniknęła.
Wpis pani Anny Wiejak:

http://prawy.pl/60957-bedzie-protest-w-sprawie-usuniecia-birczy-z-tablicy-upamietniajacej-polska-samoobrone-przed-bandami-oun-upa/

sugeruje, że inspiratorem tej zamiany może być kancelaria prezydenta. Wiążącego jakieś idiotyczne  nadzieje ze swoją wizytą na UPAinie. Ale co się tyczy bezpośredniego wykonawstwa, Grób Nieznanego Żołnierza znajduje sie pod opieka MON. Bez którego wiedzy i aprobaty tablica nie mogła ulec tej niezwykłej metamorfozie.
Naszym zdaniem, co najmniej równie prawdopodobną przyczyną jest też obsesja Macierenki. Bowiem jak twierdzą złośliwi, z Grobu Nieznanego Żołnierza za jakiś czas może zniknąć też informacja o przełamaniu w lutym 1945 Wału Pomorskiego i zdobyciu Kołobrzegu w marcu tegoż roku przez 1 Armię LWP. Bo dla tego świra w jej skład wchodziły  niemal same komuchy.
A jako ciekawostkę możemy podać, że w marcu 1945 Kołobrzegu bronili nie tylko Niemcy, ale i Francuzi. A konkretnie  niedobitki 33 Dywizji Grenadierów Pancernych SS „Charlemagne”. To tak a propos sławetnego „francuskiego ruchu oporu”, który zadał Niemcom jedynie pewne straty natury materialnej i zdrowotnej. Bo jego akcje bojowe polegały głównie na zawyżaniu rachunków przez burdelmamy i kelnerów oraz wojnie bakteriologicznej, prowadzonej przez francuskie panienki lekkiej konduity. Jak widać, serial dokumentalny „Allo allo” nie podaje całej prawdy, bowiem wśród żabojadów byli i tacy, którzy naprawdę walczyli z bronią w ręku, tyle że po stronie Niemiec. 

Tak czy inaczej, odpowiedzialny za ten skandal powinien zniknąć z polskiego życia politycznego raz na zawsze.  A pisowskim pielgrzymom do postbanderowskich prostnic dedykujemy parafrazę klasyki:

Posłuchaj, banderofilu!
Tu warunki takie stoją:
Kiedy po oszustwach tylu
Zechcesz wkraść się w łaskę moją,
Obrócę cię, podły chłopie,
By zobaczyć, gdzie twa dupa.

Solidnie dupę skopię,
Wywietrzeje ze łba UPA.

Stary Niedźwiedź
Refael 72

niedziela, 12 listopada 2017

Widzicie, mięknie. Kompinuj PAD, kompinuj!

W poprzednim wpisie wytknęliśmy PAD złosliwe blokowanie reform wymiaru niesprawiedliwości pod zaiste idiotycznym pretekstem „walki o pluralizm” tego segmentu życia publicznego. Jako żywo, przypominało to bolkową "walke o pluralis" czyli „wspieranie lewej nogi”. Która w podzięce tak kopnęła go w tyłek, że od przegranych z moczymordą wyborów prezydenckich robił za błazna, a od ujawnienia kiszczakowej polisy na bezkarność – już tylko za kanalię.
W międzyczasie wyskoczyła kolejna niespodzianka.

https://wpolityce.pl/polityka/366107-nasz-news-dlaczego-sejm-zawiesil-prace-nad-ustawa-penalizujaca-propagowanie-banderyzmu-ma-to-byc-gest-dobrej-woli-wobec-prezydenta

Sejm zawiesił procedowanie ustawy autorstwa K15, będącej aneksem do umocowania prawnego IPN, bowiem nakazującej penalizację banderyzmu na równi z nazizmem i komunizmem. Ustawa ta przeszła już przez pierwsze czytanie oraz komisyjne doszlifowanie, podczas którego posłowie PiS zachowywali się rozsądnie, a zgłaszane przez nich poprawki miały sens. I nagle marszałek Kuchciński zdjął głosowanie nad nią z porządku dziennego. Zdaniem portalu „wPolityce” był to gest pod adresem prezydenta, wybierającego się z wizytą na UPAinę.
Dodatkowym zgrzytem była odmowa PAD odsłonięcia wspólnie z Antkiem Policmajstrem dwóch dodatkowych tablic na Grobie Nieznanego Żołnierza, upamiętniających walkę oddziałów samoobrony na Kresach, ratujących Polaków przed mordercami z UPA. Za te tablice po raz pierwszy od bardzo długiego czasu musimy Antka pochwalić, zaś prezydent zarobił kolejną krechę.
Poseł Tomasz Rzymkowski, jeden z współautorów tej ustawy,  słusznie nie zostawił suchej nitki na tym kolejnym paroksyzmie pisowej banderofilii.

https://wpolityce.pl/polityka/366093-bardzo-mocne-wystapienie-posla-rzymkowskiego-czekam-kiedy-warta-honorowa-ss-galizien-bedzie-witala-polskiego-prezydenta-wideo

Nawet senator PiS prof. Jan Żaryn nazywając stosunki Warszawa – Kijów „trudnymi" a postawę Polski „miękką”

https://wpolityce.pl/polityka/366171-prof-zaryn-o-napietych-relacjach-miedzy-warszawa-a-kijowem-ukraincy-sa-przyzwyczajeni-ze-jestesmy-miekkim-partnerem

delikatnie dał do zrozumienia, że ta pisowska banderofilia jest jednym wielkim idiotyzmem i szkodnictwem. A polityka Geniusia na tym kierunku klęska nie mniejszą, niż Piławce czy Batoh.
Kolejnym kwiatkiem na prezydenckiej oślej łączce było zaproszenie na obchody Święta Niepodległości ryżego volksdeutscha. Wprawdzie zaproszenie przez prezydenta na tę uroczystość wszystkich byłych prezydentów i premierów jest czynnością rutynową, tym nie mniej wspomniana antypolska kanalia już trzykrotnie nie przyjęła zaproszenia (inaguracja obecnej prezydentury plus 11 listopada w latach 2015 i 2016). Więc w myśl zasady „do trzech razy sztuka” należało raz na zawszę skreślić to to z listy gości automatycznie zapraszanych.
Ale ten w sumie nie aż tak istotny kolejny błąd / kolejne świństwo wyczerpało cierpliwość rodaków. Przez prawą stronę internetu przelała się fala oburzenia zwykłych ludzi, zarzekających się, że już nigdy na PAD nie zagłosują. Tego jak lokator Pałacu Prezydenckiego był w tych komentarzach nazywany, nie przytoczymy. Przez szacunek dla urzędu, bowiem samej osoby też już ani trochę nie szanujemy.
I stał się cud. 10 listopada poinformowano, że negocjatorzy PiS i prezydenta, czyli panowie poseł Piotrowicz i minister Mucha doszli w końcu do porozumienia w kwestii trybu wyboru członków Krajowej rady Sądownictwa.
Redaktor Karnowski bawi się w Pytię dumając, co też skłoniło prezydenta do zakończenia działań sabotażowych.

https://wpolityce.pl/polityka/366508-cos-naprawde-ciekawego-kryje-sie-za-tajemnica-porozumienia-10-listopada-pis-osiagnelo-swoje-cele-dlaczego-prezydent-ustapil

Stawiane przezeń hipotezy są z cyklu co jedna, to głupsza. Więc z litości przyczynę tę wyoślimy szefowi największego prorządowego portalu internetowego.
Do lokatora pałacu prezydenckiego dotarło wreszcie, co o nim myślą jego wyborcy. Jak i prawda, iż nie jest niezastąpiony, bo w przyszłych wyborach z panią premier Beatą Szydło przegrałby przez nokaut. I to w stylu Gołoty.
Osobę tę od tej pory będziemy nazywać PAD lub prezydentem Dudą, nie sięgając rzecz jasna po „Adriana” czy „Maliniaka”. Te ostatnie określenia POzostawiamy targowiczanom, bydłu z UBywateli RP czy pismakom z Michniker Beobachter. Ale słowa „pan” na pewno już w stosunku do takowej nie użyjemy.

Stary Niedźwiedź
Refael 72

środa, 8 listopada 2017

Patałach Patałacha Patałachem Pogania

W czasach istnienia tak zwanego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, skrót tej nazwy był zapisywany cyrylicą jako CCCP (od Sojuz Socjalisticzeskich Sowietskich Riespublik). Złośliwi Polacy dokonali „latynizacji” tego skrótu, interpretując go jako Cep Cepa Cepem Poganiał. W przypadku rodzącej się w bólach IV RP adekwatny byłby skrót PPPP – rozwinięcie jest tytułem tego postu.
Po ogłoszeniu wyników jesiennych wyborów Anno Domini 2015 pijani entuzjazmem szalikowcy PiS i wszelakie „jagiellońskie” tumany gotowi byli z radości skakać z trampoliny do basenu, w którym nie było jeszcze kropli wody. Studziliśmy już wtedy ich entuzjazm i tłumaczyliśmy, że aby móc skutecznie rządzić, Zjednoczona Prawica (prawica ???) musi w krótkim czasie unieszkodliwić trzecią izbę parlamentu, czyli Trybunalską Konstytutkę prezia Rzepy. Ale ukaranie szajki zdrajców i złodziei Chyżego Roja wymaga uprzedniego odwszenia wymiaru niesprawiedliwości, który wbrew łgarstwom pewnego starego pierdoły, nie tylko nie oczyścił się sam, ale wręcz skurwił do granic, które zaskoczyłyby nawet władców PRL.
Odbijanie TK trwało około roku i robione było na raty, zamiast raz a dobrze. Do tego legislatorzy PiS okazali się partaczami, bowiem w decydującej fazie bitwy, prezio Rzepa mógł im dać mata. TK liczył wtedy 9 cyngli PO, 3 ludzi PiS dopuszczanych przez Rzepę do orzekania i dalszych 3 których prezio uważał za „trefnych”. Ustawa parlamentu wymagała, by „pełny skład orzekający” TK liczył 13 sędziów a wyroki zapadały większością co najmniej 2/3 głosów. Na szczęście dla „dobrej zmiany” prezio okazał się nieukiem i nie wpadł na pomysł, by „odmrozić” jednego z cyngli PiS i w składzie 9 z PO a 4 z PiS uwalić tę ustawę, tak jak i pozostałe autorstwa większości parlamentarnej. Późniejsze wytoczenie przez Rzepę sprawy PAD z powództwa cywilnego potwierdza naszą hipotezę, że przez kilka lat TK kierował nieuk, nie znający podstaw prawa, bowiem już student III roku tegoż wydziału wie, że zastrzeżenia odnośnie wykonywania czynności urzędowych jakiejś osoby to materia prawa administracyjnego lub konstytucyjnego (w przypadku prezydenta). I takie coś, które nie powinno się dochrapać nawet tytułu magistra prawa, kierowało TK! Napolion i jego ekipa podczas neutralizowania tej trzeciej izby mieli zatem sporo szczęścia.
Ogólny stan sądownictwa w Polsce da się porównać z włoskimi dzielnicami miast amerykańskich z pierwszej połowy XX wieku. Nie można oczywiście mówić, że każdy włoski imigrant w Stanach był gangsterem. Ale w dzielnicach tych niepodzielnie rządziła mafia a policja była bezsilna, tak zresztą jak i opłacający się gangsterom uczciwi Włosi. W naszej ocenie sytuacja w wymiarze niesprawiedliwości jest podobna. Nie negujemy istnienia uczciwych sędziów, którzy wydają sensowne wyroki, a do tego jeszcze nie dopuszczają się przestępstw pospolitych. Ale do niedawna dzień bez informacji iż jakiś sędzia coś ukradł, prowadził samochód pijany w sztok lub uczestniczył w POlitycznej ustawce wyroku, był dniem straconym. A postępowania dyscyplinarne ciągnęły się jak smród za Armia Czerwoną lub jak afery za Przestępczością Organizowaną. Najlepiej aż do czasu przedawnienia. A praktyka niezbicie udowadniała, że sądownictwem rządzi szajka, zaś uczciwi sędziowie są bezsilni i nie mogą niczego zmienić. O ile przed wojną mówiono, że sądzenie to nie zawód, lecz powołanie, o tyle dzisiaj nie jest to nawet zawód, lecz po prostu proceder. Przynajmniej w oczach przytłaczającej większości Polaków.
Gdy na początku lata do parlamentu trafił pakiet projektów ustaw o sądach powszechnych, sądzie najwyższym i krajowej radzie sądownictwa (pisanie tych nazw z dużej litery byłoby grubą przesadą), okazało się, że legislatorzy szeryfa Ziobry co nie co spartolili. Gdy sejm już to klepnął i te arcydzieła sztuki legislacyjnej wylądowały w senacie, „niezależny” senator Marek Berman (pseudo „Borowski”) z ironicznym uśmiechem wskazał dwa punkty jednej z ustaw, które wzajemnie się wykluczały. O parlamentarzystach PiS nie mamy przesadnie wygórowanej opinii, ale tym razem sprawę spieprzył też i Geniuś Żoliborza. Powinien przecież oglądać transmisję na żywo z obrad senatu i po kąśliwej uwadze Bermana czym prędzej wysłać SMS o treści „Natychmiast zgłoście głąby poprawkę i posprzątajcie to”. Ale nic takiego nie nastąpiło i bubel trafił na biurko PAD.
Zawetowanie dwóch z trzech „sądowych” ustaw ani trochę nas nie zdziwiło, tak jak i zgłoszony zamiar napisania ich na nowo. Ale zamiast poprawić ewidentne idiotyzmy i co nie co zmienić, PAD zachorował na manię wielopartyjności. Widocznie ubzdurało mu się, że jest „ojcem wszystkich obywateli”. A więc i tych kanalii, które latają z mordą do Brukseli, domagają się nakładania sankcji na Polskę i plują na niego od ponad dwóch lat.
Pomysł wybierania członków KRS przez sejm większością 3/5 Napolion przełknął. Ale dalsze pomysły PAD, mające zaradzić patowi przy braku tych 3/5 (każdy poseł głosuje na jednego kandydata) nie wystawiają prezydentowi najlepszego świadectwa jako prawnikowi. Kontrpropozycja by przy pacie w sejmie wyboru również większością 3/5 dokonał senat, PAD gwałtownie oprotestował, bo PiS ma w senacie taką większość. A wybór ma być „ponadpartyjny”.
Kolejna afera to uwalenie przez KRS listy dwustu kilkudziesięciu asesorów, przysłanej z Ministerstwa Sprawiedliwości, pod pretekstem braków w dokumentacji. Redakcja spotkała się z opinią pana posła Tomasza Rzymkowskiego, który twierdzi, iż osobiście to sprawdził i takie braki były. Jeśli to prawda to szeryf znowu strzelił, tyle że we własne portki.
W wywiadzie dla Telewizji Trwam

https://wpolityce.pl/polityka/365873-decyzja-krs-ws-asesorow-wina-prezydenckiego-weta-duda-odpowiada-gdyby-pis-i-ms-nie-zwlekalo-z-ustawa-dwa-lata-to-tez-by-tego-nie-bylo
 
PAD miał czelność powiedzieć, że wina leży po stronie PiS, który miał dwa lata na przepuszczenie tej ustawy przez proces legislacyjny. Kpi, o drogę pyta, czy tyle wie o prawie i realiach obecnej polskiej polityki, co Petru o ekonomii?
Można zastanawiać się, czy za tymi breweriami stoi jego mentorka, czyli stara KORowska megiera Zofia Romaszewska. Śmiertelnie obrażona na PiS za obcięcie funduszy na kierowaną przez jej córkę antyłukaszenkowską szczekaczkę „Telewizja Biełsat”. Czy może przyczyną pokazania przez prezydenta środkowego palca swoim wyborcom jest jego tajemnicza niemal godzinna rozmowa telefoniczna z Makrelą. Tak czy inaczej, PAD wypiął się na swój elektorat. Czyli jest spalony nie tylko w oczach żelaznych wyznawców Napoliona, jak i tych ludzi z szeroko rozumianej prawicy, którzy mieli powyżej uszu wszechobecnego złodziejstwa, niszczenia wszystkiego, co polskie plus półpiśmiennego buraka w pałacu prezydenckim. Dla Targowicy zawsze będzie Adrianem z „Ucha prezesa”.
Jeśli zatem w następnych wyborach prezydenckich Napolion wystawi panią Beatę Szydło, obecny prezydent będzie mógł co najwyżej powalczyć o zaszczytne trzecie miejsce z Rychem Szóstym. Bo z PBS przegra przez nokaut, a i Chyży Rój czy inny volksdetsch go pokona.
Róg huka po lesie, ostała mu się ino Zofia Romaszewska.

Stary Niedźwiedź
Refael 72

środa, 1 listopada 2017

Pamiątka Reformacji


Wpis ten trzeba zacząć od kilku słów dotyczących kolegium redakcyjnego. Nie jest to rzecz jasna próba rozgrzeszenia się z tak długiej przerwy w działalności Antysocjala, lecz jedynie podanie powodów, które tę przerwę spowodowały.
W życiu Flavii pojawiły się ważne powody natury stricte prywatnej, dla których, poza rzecz jasna pracą, koncentruje się na swoich (i nie tylko swoich) więcej niż ważnych sprawach osobistych, zaś na blogosferę najzwyczajniej w świecie nie znajduje już czasu.
Tie Fighter, jak na mężczyznę, katolika i narodowca przystało (nie mylić z hamletyzującymi gnojkami, noszącymi rurki i odżywiającymi się humusem, którzy ubzdurali sobie, jakoby też byli mężczyznami), całą energię koncentruje obecnie na wywiązaniu się z elementarnego obowiązku męża i ojca, czyli zapewnienia rodzinie warunków życia, mieszczących się w standardzie cywilizacji białego człowieka. Co w brutalnym realu jest znacznie trudniejsze, niż wynikałoby to z co poniektórych „powerpointowych” prezentacji.
Stary Niedźwiedź po czterdziestu kilku latach parania się belferką i wobec pojawiających się coraz częściej problemów zdrowotnych (czyli po wejściu w fazę „chorowania na PESEL”), postanowił skorzystać z odkręcenia przez PiS kurewstwa ryżego volksdeutscha i stać się osobą zasłużoną, czyli mówiąc po łacinie – emeritusem. Slalom papierkowy zajął mu ostatnie sześć tygodni, do tego dołączyły się stresujące problemy osobiste, które szczęśliwie znalazły w końcu rozwiązanie.
Na straży pozostawał zatem jedynie Refael, monitorujący co ważniejsze wydarzenia w kraju i na świecie i informujący resztę naszego grona o największych przypadkach podłości polityków i głupoty człowieków postępu. W tym bukiecie z oślej łączki znalazły się niestety również i takie kwiatki, jak choćby:
https://wpolityce.pl/kosciol/364553-czy-wspolczesni-protestanci-sa-bardziej-katoliccy-niz-protestanccy-choc-sami-tego-nie-wiedza

https://www.pch24.pl/abp-jedraszewski--reformacja-zapoczatkowala-proces-prowadzacy-do-degrengolady-czlowieka,55514,i.html

http://www.pch24.pl/500-lat-protestantyzmu--35-absurdalnych-cytatow-z-marcina-lutra,55707,i.html

W pierwszym z linkowanych artykułów Grzegorz Górny wykazał się jedynie słabą (najoględniej to nazywając) znajomością mentalności protestanckiej, co autorów ani trochę nie dziwi, zwłaszcza w przypadku polskich publicystów. Utrzymuje jedynie iż północnoamerykańscy protestanci są bardziej katoliccy od tamtejszych katolików, czego przykładem rzekomo może być choćby traktowanie serio katolickiej tradycji jako drugiego obok Pisma Świętego źródła wiary. Tak się składa że obydwaj autorzy mieli styczność z północnoamerykańskimi protestantami. Ich opinii o takich choćby kwestiach jak kult świętych czy relikwii nie przytoczymy jedynie dlatego, iż nie chcemy urażać uczuć tych polskich katolików, którzy zajrzą w progi Antysocjala.
Natomiast już opinia księdza arcybiskupa Marka Jędraszewskiego, jakoby to reformacja zapoczątkowała proces degrengolady człowieka, z jednej strony nas ani trochę nie dziwi, bowiem takie mijanie się z prawdą należy niejako do obowiązków zawodowych księdza metropolity. Ale niedostrzeganie kompletnej degrengolady w zjawisku handlu odpustami czy kazirodztwa w rodzinie „ojca świętego” i mordercy Roderiga Borgii („Aleksander VI”) dobrze współgra z pogrożeniem przez tego hierarchę palcem w bucie niejakiemu księdzu Sowie i de facto zachęceniem do kontynuowania działalności w Warszawie.
Natomiast trzeci link do mentalnych wymiocin niejakiego Davida L. Graya podającego rzekome cytaty z dzieł Marcina Lutra, są jednym gigantycznym łgarstwem, bijącym na łeb na szyję rewelacje (czytelnicy zechcą wybaczyć wulgaryzm) arcykanalii Urbana o materiałach wybuchowych, znalezionych rzekomo w tapczanie ś.p. księdza Jerzego Popiełuszki. Grey jako „źródła” oczywiście podaje wymiociny innych tego typu kłamców, co on, bowiem w dziełach księdza doktora Marcina Lutra rzekomego lekceważenia Pisma Świętego ów katotaliban mógłby szukać do zafajdanej śmierci.
Ponieważ wczoraj minęła okrągła bo pięćsetna rocznica ogłoszenia przez Marcina Lutra jego 95 tez przeciwko handlu odpustami, czas przypomnieć, jak to się wszystko zaczęło i o co właściwie poszło.
Na początku XVI wieku budowa rzymskiej Bazyliki św. Piotra była studnią bez dna w budżecie Państwa Kościelnego. Gdy pontyfikat objął zdolny biznesmen Giovanni di Lorenzo de Medici z banksterskiej od zawsze rodziny Medyceuszy. znacznej intensyfikacji uległ handel odpustami. W myśl ówczesnej doktryny Kościoła Rzymskokatolickiego praktycznie każdy grzech można było odkupić nabywając za odpowiednią kwotę dokument odpustowy. Pomysłu tego nie zamierzamy komentować, nie chcąc obrazić inteligencji Szanownych Czytelników. Szczególną bezczelnością i bezwzględnością w okradaniu ludzi wykazał się grasujący w Niemczech dominikanin Johannes Tetzel, przeor zakonu w Głogowie. Gdy naciągani na zakup tego świstka ludzie niezamożni tłumaczyli, że po jego nabyciu nie będą już mieli pieniędzy na zakup żywności i ich dzieci umrą z głodu, Tetzel sięgał po „prosty” argument. Mówiąc że wprawdzie te dzieci umrą, ale za to na pewno będą zbawione.
Szczytem bluźnierstwa ze strony Tetzela było mówienie, że krzyż z herbu papieskiego na dokumencie odpustowym jest znacznie ważniejszy od tamtego krzyża z Golgoty sprzed piętnastu wieków.
Takiej mieszaniny podłości i bluźnierstwa znany z porywczości Marcin Luter nie mógł już znieść. I dlatego 31 października przybił do drzwi kościoła zamkowego w Wittenberdze swoje tezy przeciwko handlowi odpustami. Datę tę nie tylko Kościoły Ewangelicko-Augsburskie, ale i protestanci innych konfesji uważają za symboliczny początek reformacji.
Czyli tak się wszystko zaczęło. A wszystkim obrońcom „jedności” pragniemy przypomnieć, że wstydliwe wycofanie się z tego handelku, wymuszone waleniem się KRK sufitu na głowę w niemal połowie Europy (połowa Niemiec, Skandynawia, Anglia, Niderlandy, Szwajcaria) to przypadek bez precedensu. Bowiem element tzw. Tradycji złożono na ołtarzu instynktu samozachowawczego. W naszej ocenie, bez tego buntu ów handel trwałby w najlepsze po dziś dzień, tak jak i inne soborowe wynalazki, pozostające w rażącej sprzeczności z Pismem Świętym, nie na darmo jeszcze w XVIII wieku znajdującym się na katolickim indeksie ksiąg zakazanych.

Stary Niedźwiedź
Refael72

sobota, 9 września 2017

Cud mniemany, czyli PiSowi odrastają genitalia

Szanowni Czytelnicy
To ponad miesięczne nieprzyzwoicie długie milczenie wywołane było najprozaiczniejszą ze wszystkich wchodzących w grę przyczyn, czyli zmęczeniem materiału.
Tie Fighter, jak przystało na konserwatywnego narodowca, czyli prawdziwego mężczyznę, skoncentrował się na zarabianiu na utrzymanie rodziny. A ponieważ burzliwy rozwój polskiej gospodarki niestety kończy się po wyłączeniu prezentacji produkowanych przez wicepremiera Morawieckiego, w gronie konstruktywnej opozycji zwanego mistrzem Power Pointa, wywiązanie się z obowiązków ojca i męża jest  trudne, bo doba nie zamierza mieć więcej niż 24 godziny.
Flavia i Refael doświadczają dobrodziejstw realiów warszawskiego i łódzkiego rynku pracy. Analiza ofert pracy na nich wykazuje iż wymagania są większe a za to proponowane wynagrodzenia niższe niż w Katowicach, Wrocławiu czy Krakowie. Oba te miasta spadły z medalowego pudła i jak na razie, nic nie wskazuje na ich rychły powrót na takowe. Do tego podczas rozmów kwalifikacyjnych potencjalnych pracowników coraz częściej straszy się dumpingową ukraińską konkurencją. Wedle ostrożnych szacunków w Polsce pracuje już ponad milion mołodyć i mołojców, z czego w pełni legalnie góra 300 tysięcy. Jest więc czego gratulować obłąkanym banderofilom z PiS. Sorry, oficjalnie było to do niedawna nazywane „polityką jagiellońska”.
Wszystko to razem spowodowało, że Stary Niedźwiedź zaczął mieć dosyć tego wszystkiego. Bo ile można pisać o breweriach Antka Policmajstra, który skutecznie udupił powstanie w Łodzi „suchego portu” Jedwabnego Szlaku Bis. Co najmniej tysiąc miejsc pracy (z perspektywami rozwojowymi) poszło sobie na spacer a pani premier Szydło w oczach Chińczyków wyszła na osobę kompletnie niepoważną, na rozmowy z którą szkoda czasu i energii. Bo gdzie w cywilizowanym świecie minister chodzi swojemu premierowi po głowie i ten ostatni co najwyżej może mu skoczyć. A ponieważ w przyrodzie nic nie ginie, owe miejsca pracy zapewne wrócą z tego spaceru do Bratysławy lub do Czech. W końcu tam o poważnych inwestycjach nie decydują kretyni ani sabotażyści. Biorąc pod uwagę iż o rozstrzygnięciu przetargu na śmigłowce dla wojska ani widu, ani słychu a wyczesywanie z eksponowanych stanowisk antkowego zasrańca bez jakichkolwiek kwalifikacji do zajmowania się czymś bardziej odpowiedzialnym niż zamiatanie apteki, trwało raptem półtora roku, chwilami SN zastanawiał się, czy nie dać spokoju polityce bieżącej i nie zamknąć się w wieży z kości słoniowej historycznych wspominków. A Geniusiowi Żoliborza z tak koszmarnie opóźnionym zapłonem nie zarekomendować doskonałego mazurskiego warsztatu, w którym Napolionowi tenże zapłon wyregulowanoby precyzyjnie "na komputerze". O ile nie są prawdą usłyszane od poważnych osób hipotezy, że nawet prezio też może Antkowi jedynie skoczyć.
Ale ostatnio pojawiły się pierwsze oznaki przesilenia.
Pierwszą jaskółką było posunięcie pana prezydenta Dudy, który zawetował dwie z trzech ustaw PiS w sprawie naprawy wymiaru niesprawiedliwości. Sam Napolion i jego ciury chyba uwierzyły w paszkwil "Ucho prezesa" i przysłały prezydentowi do podpisu aż taki szajs, w którym dwa jego punkty wzajemnie sie wykluczały. Jak zauważyła kostycznie Flavia, chętnie podjęłaby się pracy przy odepchlaniu pisowskich projektów ustaw z aż tak koszmarnych byków, jako że przygotowywanie tekstów do druku było tematem jej pracy dyplomowej.  I nie zdarłaby skóry, zadowalając sie niższym wynagrodzeniem niż otrzymywane przez drugiego z przydupasów Antka Policmajstra. Czyli tego przerośniętego Harrego Pottera, również bez jakichkolwiek kwalifikacji formalnych, którego do tej pory wypieprzyć z MON na zbity pysk niestety jeszcze sie nie udało.
Vito San Escobar powoli zaczyna wreszcie się zachowywać jak minister spraw zagranicznych państwa większego od Andorry czy Wysp Owczych. Jak doniósł portal wsedno24:

http://wsedno24.pl/index.php/2017/08/30/europa-szoku-swiat-wstrzymal-oddech-polska-wpusci-jednego-najwazniejszych-politykow-swiecie/

Vito odmówił udania się do Brukseli na dywanik Francy Timmermansa i o zgrozo, poinformował, że z rzeczoną Francą nie ma o czym rozmawiać. Oraz nie zaprasza go do Polski. A ostatnio powiedział nawet, że Polska może przyjąć co najwyżej czterech „uchodźców”, a konkretnie tych bydlaków z Rimini.
Z kolei pani premier zaczyna nareszcie rozmawiać z ofiarą pedofilki tak, jak należy to czynić w stosunku do mentalnego gówniarza, który zdaniem renomowanego włoskiego psychiatry prof. Adriano Sagatoriego nie dorośnie już nigdy. Ostatnio powiedziała, że martwi się o stan demokracji we Francji, w której stan wyjątkowy trwa już prawie dwa lata a jego końca nie widać.
Tak trzymać, drodzy państwo. Zwłaszcza że odnośnie parobków Makreli, doskonale już wiadomo, who is whooy.

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luyce
Refael 72

niedziela, 6 sierpnia 2017

Pan Profesor Bogusław Wolniewicz

W piątek 4 sierpnia 2017 zmarł Pan Profesor Bogusław Wolniewicz.
Redakcja nie żywi przesadnego szacunku dla filozofów, bowiem z grona tych, których nazwiska pojawiają się w przestrzeni publicznej, większość trudni się działalnością o co najmniej wątpliwej wartości. Jak to określiła Milom, klecą prace naukawe (Czytelnikom którzy uczyli się chemii po reformie nazewnictwa, wyjaśniamy że naukawy to mniej niż naukowy) typu „O podobieństwach i różnicach między bytem, niebytem i odbytem”. Szczególnie złą opinię mamy o tzw. filozofach etykach. Takie nazwiska jak Peter Singer czy Francesca Minerva, twórcy pojęcia „późna aborcja”, oznaczającego zamordowanie już urodzonego dziecka, sprawili że „filozof etyk” stał się dla nas synonimem bydlęcia, wyzutego z jakichkolwiek norm etycznych. Nie lepsze zdanie mamy o niejakiej Środzie, która próbowała rzeczonego Singera sprowadzić na wykłady do Polski. A akcję protestacyjną, na szczęście skuteczną, nazwała „tłumieniem wolności naukowej dyskusji”. Jak mawia lud, bydło po jednych pieniądzach.
Dlatego tym większym szacunkiem darzymy Pana Profesora Wolniewicza, będącego po prostu mądrym i przyzwoitym człowiekiem. A gdy ktoś zauważy że to tylko tyle, sprostujemy że w gronie pracowników „niekonkretnych” wydziałów uniwersytetów to aż tyle.
Życiorysu Profesora nie będziemy streszczać, każdy chętny może się z nim zapoznać pod adresem:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Bogus%C5%82aw_Wolniewicz

Pragniemy jedynie przekazać na gorąco garść naszych  redakcyjnych odczuć, związanych z Jego osobą.
W zupełności zgadzamy się tyleż ciekawą co odosobnioną opinią Pana Profesora, że filozofia, tak zresztą jak i historia, nie jest nauką. Ale można ją określić jako wiedzę, próbującą racjonalnie opisać wszystkie zagadnienia nie będące nauką. Od siebie dodamy, że wypowiedziom Pana Profesora nie można było odmówić racjonalności ani ich przynależności do sfery wiedzy. W odróżnieniu od jakże licznych współczesnych wypocin filozoficznych, które używając języka studentów Starego Niedźwiedzia w wersji soft, zasługują co najwyżej na nazwanie pieprzeniem w bambus.
Tak samo, mimo zamiłowania jednego z członków kolegium redakcyjnego do historii, podzielamy opinię, że nie jest ona nauką. Trudno ale brednie jakoby bez Obłędu 44 Polska nie byłaby dziś suwerennym krajem, których zawodowi historycy nie zmiażdżyli zgodnym chórem, są drastycznym potwierdzeniem tej klasyfikacji.
Od końca lat 90 ubiegłego wieku Pan Profesor Wolniewicz związał się ze środowiskiem Radia Maryja. Sam definiował się żartobliwie jako „rzymski katolik – niewierzący”. A ten skrót rozwijał deklarując, iż jak najbardziej wierzy w istnienie Istoty Wyższej. Natomiast nie wierzy w to, że jakaś forma świadomości może przetrwać śmierć człowieka. Ale zawsze podkreślał, że bez chrześcijaństwa, rzymskiego prawa oraz nauki cywilizacja białego człowieka nie powstałaby, a już na pewno nie przetrwała do chwili obecnej. Odnośnie jej przyszłości, nie tryskał optymizmem.
W roku 2004 ostro krytykował warunki, na których eurokołchoz dokonał anschlussu Polski. W roku 2006 wraz z o. Mieczysławem Krąpcem i ks. Czesławem Bartnikiem, profesorami KUL,  zainicjował Społeczny Niezależny Zespół ds. Etyki Mediów, który postawił sobie za cel „informować rzetelnie opinię publiczną w kraju i na świecie o wszelkich poczynaniach w mediach i wokół nich, które zagrażają bądź obyczajności, bądź swobodzie publicznej dyskusji”. Aktywnie włączył się też do zainicjowanej przez prof. Jerzego Roberta Nowaka walki z paszkwilanckimi oskarżeniami Polski i Polaków ze strony niejakiego Grossa i jego POmagierów.
W polemikach swoich przeciwników nie głaskał po główkach. W stosunku do człowieków postępu chętnie używał takich określeń jak „neokanibalizm” czy „mengelizm”.
Słynął z unikania stereotypów, nigdy nie wahał się iść pod prąd. Gdy w roku 2007, po pomyłkowym ostrzelaniu afgańskiej wioski Nangar Chel, polscy żołnierze zostali przez harcerzyków z macierenkowskiej Służby Kontrwywiadu Wojskowego oskarżeni o ludobójstwo, a podczas późniejszego procesu na salę sądową wprowadzani jak przestępcy, profesor ujął się za nimi, a na patałachach z SKW i jej ojcu chrzestnym nie zostawił suchej nitki. Opinię tę w pełni podzielał ś. p. generał Sławomir Petelicki, który skomentował fakt, że ci antkowi za przeproszeniem „oficyjerowie kontrwywiadu” wstawili swoje zdjęcia na portal „nasza klasa”. Stwierdzając iż wodzuś powinien odesłać ich do pierwszej klasy podstawówki. A nieoficjalnie dodając jeszcze, że po uprzednim ogoleniu genitaliów.
Tak samo w chwili rozpoczęcia desantu islamskiej dziczy na europejskie wybrzeża Morza Śródziemnego, nie wahał się powiedzieć, że te łajby należy po prostu topić wraz z ich zawartością.
W roku 2009, po jednej z wypowiedzi Pana Profesora na antenie Radia Maryja,  tzw. Stowarzyszenie Otwarta Rzeczpospolita powiadomiło prokuraturę o popełnieniu przestępstwa. Oczywiście poszło o rzekomy antysemityzm, a jeden rzut oka na skład władz tego OR potwierdza słuszność spiżowego stwierdzenia mistrza Stanisława Michalkiewicza, że antysemitą jest każdy człowiek, którego nie lubią Żydzi. Oraz nie pozostawia wątpliwości, że szajkę tę finansuje oberkanalia Soros. Prokuratura wykazała się wręcz zadziwiającą w epoce Tusklandii przyzwoitością, bowiem dochodzenie nie zostało wszczęte ze względu na brak znamion czynu zabronionego. W uzasadnieniu znalazła się opinia, że treści wypowiedziane miały charakter ksenofobiczny, nie stanowiły jednak nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych.
Pan Profesor Wolniewicz zawsze podkreślał najwyższy poziom redakcyjny toruńskich rozgłośni. Dopowiadając że ojcowie redemptoryści, nie mając wykształcenia dziennikarskiego, imponują swoją kulturą a interlokutorowi zawsze pozwalają wypowiedzieć swoją opinię, nawet jeśli się z nią nie zgadzają. I nigdy nie próbują naprowadzić rozmówcy na jedynie słuszną linię. Jako całkowite przeciwieństwo tych standardów wymienił z nazwiska TW „Stokrotkę”. 
Na zakończenie linkujemy kilkanaście co ciekawszych wypowiedzi ś. p. Pana Profesora Bogusława Wolniewicza:

https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/351962-o-prezydencie-dudzie-pis-radiu-maryja-i-islamie-top-15-cytatow-sp-prof-wolniewicza-ktore-trzeba-pamietac-wideo?strona=1
 
Bardzo będzie Go brakować, zwłaszcza teraz. 
Cześć Jego pamięci.

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce
Refael 72

niedziela, 30 lipca 2017

Ekodebilizm w kraju i w eurokołchozie, czyli POdzwonne dla tytułów naukowych

Od dawna wiadomo iż na tym świecie nie ma sprawiedliwości. Flavia de Luce, Refael 72 i Tie Fighter ciężko pracują na metaforyczny chleb dla siebie i swoich bliskich a Stary Niedźwiedź od ubiegłej środy byczy się na Mazurach. I nie musi wdychać śmierdzącego warszawskiego powietrza ani wkurzać się codziennie, sprawdzając którą kolejną ulicę rozryto, by poruszanie się po mieście jeszcze bardziej utrudnić. A dojazd w niektóre miejsca samochodem po prostu uniemożliwić.
Ale niedawne e-kolegium redakcyjne wyrwało go z dolce far niente, bowiem widok lasu przypomniał o wyczynach kanalii ze wszelakich Green Piców oraz "totalnej opozycji" i akolitów tej Targowicy.
Dla każdej istoty o IQ wyższym od wartości tegoż parametru dla (p)oślic Szajbus-Wielgus czy „Maderaca”, afera Puszczy Białowieskiej jest równie przejrzysta jak cały plan odsunięcia od władzy rządu PiS przez koalicję zagranicy, ulicy i Targowicy. Najpierw należy uniemożliwić wycinkę drzew zaatakowanych przez kornika drukarza, strasząc Polskę unijnymi sankcjami za bestialskie niszczenie puszczy pierwotnej. A gdy już całą puszcze diabli wezmą, Targowica, ekoterroryści plus wszelakie Guje, France i inne parobki Makreli dopiero rozedrą pyski na rząd za dopuszczenie do zagłady tego unikalnego kompleksu leśnego.
Czym kończy się traktowanie serio bełkotu ekoterrorystów, przekonali się na własnej skórze Niemcy:
Liczenie się z tymi szkodnikami doprowadziło do katastrofy w Lesie Bawarskim. Wbrew bełkotowi debili las sam się nie obronił i obecnie jest on dzielony na sektory poprzez cięcie korytarzy ochronnych o szerokości 800 m. Jako że już tylko w ten sposób można zahamować proces dalszego rozprzestrzeniania się kornika. Niestety jak do tej pory, brak jest dozwolonych prawnie środków zapobiegających rozprzestrzenianiu się ekoterroryzmu, bowiem ścinanie zarażonych drzew wraz z przypiętymi do nich ekomałpami jest karalne. Pracownicy zatrudnieni w Lesie Bawarskim musieli sięgnąć po te desperackie środki by nie dopuścić do zainfekowania lasów prywatnych i w konsekwencji płacenia ich właścicielom wielkich odszkodowań. Bowiem sądy niemieckie takie odszkodowania na pewno by przyznały. Jako że szkopskie popisy na poziomie pachołków niejakiej Gersdorf są zarezerwowane dla przypadków odbierania białych dzieci cudzoziemcom lub karania za ciężkie zbrodnie islamskiej dziczy.
Ale to antypolskie zaślepienie, POłączone z zatraceniem zdolności do logicznego i krytycznego myślenia, POtrafi dotknąć nawet ludzi z POzoru inteligentnych. Nie tak dawno panowie:
Prof. Wojciech Nowak – Rektor UJ
Prof. Marcin Pałys – Rektor UW
Prof. Jan Szmidt – Rektor PW
Prof. Jerzy Duszyński – Prezes PAN
POpełnili list w „obronie” Puszczy Białowieskiej. Wspólnym mianownikiem tych czterech rektorów jest brak nawet cienia bladego POjęcia o leśnictwie, choćby na poziomie wiedzy przeciętnego gajowego. Tak więc o POpełnieniu tego idiotycznego listu przesądziły ich sympatie POlityczne.
I doczekali się odpowiedzi. Pan prof. dr hab. Tomasza Zawiła-Niedźwiecki, przewodniczący Komitetu Nauk Leśnych i Technologii Drewna PAN oraz zastępca dyrektora generalnego Lasów Państwowych w sposób bardzo grzeczny a zarazem bezlitosny obnażył hucpę tych czterech rektorów:

W tym miejscu nie sposób nie zacytować jednego ze spostrzeżeń ojca Józefa Marii Bocheńskiego, który podczas swych kadencji rektorskich Uniwersytetu we Fryburgu nigdy nie przyniósł ujmy rozumowi ludzkiemu ani tej uczelni. A jego „Sto zabobonów” uważamy za katechizm człowieka myślącego i jedną z kilku najistotniejszych książek, napisanych w minionym stuleciu. Ojciec Bocheński posłużył się przykładem listu otwartego w sprawach energetyki atomowej, podpisanym przez profesorów, będących specjalistami w takich dziedzinach jak (przytaczamy z pamięci) ceramika z epoki Ming, filologia celtycka i cywilizacje prekolumbijskie. I zauważył, że taki list jest równie bezwartościowy i wręcz komiczny, jak opinia o energetyce atomowej, wygłoszona przez krawcową, kominiarza i stolarza. Bo jedni i drudzy o meritum nie wiedzą nic.
Do tej pory nie dziwiły nas wyczyny senatów i rektorów polskich uniwersytetów. W końcu jeśli instytucje, mieniące się uczelniami wyższymi, zatrudniają na etatach profesorskich takie moralne mniej niż zera, jak apologeta kazirodztwa Hartman czy zwolenniczka dyskusji o mordowaniu dzieci Środa, ludzi takich szanować nie sposób. Niemiłym zaskoczeniem była informacja o wyczynie niejakiego „profesora” Rzońcy, naczelnego ekonoma Przestępczości Organizowanej. Który chcąc wyśmiać 500+ udowodnił, że nie odróżnia procentów od punktów procentowych. A przy okazji wykazał, że w Szkole Głównej Handlowej nie tylko każdy idiota może uzyskać dyplom magistra – vide Rychu Szósty – ale i nawet się tam habilitować. Ale bardzo niemiłą niespodzianką jest udział w tej ekohucpie rektora warszawskiej polibudy. Który nie zdzierżył i na komendę Shityny POstąpił w myśl zasady, którą czcigodna Kira na swoim blogu w prostych żołnierskich słowach nazwała „gówno wiem, ale się wypowiem”.
Stary Niedźwiedź czuje się w obowiązku przeprosić za ten wyczyn swojego rektora, mającego niekwestionowany dorobek naukowy w zakresie mikroelektroniki, optoelektroniki i technologii cienkich warstw. Który niestety zapomniał o starym, mądrym przysłowiu „Pilnuj szewcze kopyta”.

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce
Refael 72