niedziela, 6 sierpnia 2017

Pan Profesor Bogusław Wolniewicz

W piątek 4 sierpnia 2017 zmarł Pan Profesor Bogusław Wolniewicz.
Redakcja nie żywi przesadnego szacunku dla filozofów, bowiem z grona tych, których nazwiska pojawiają się w przestrzeni publicznej, większość trudni się działalnością o co najmniej wątpliwej wartości. Jak to określiła Milom, klecą prace naukawe (Czytelnikom którzy uczyli się chemii po reformie nazewnictwa, wyjaśniamy że naukawy to mniej niż naukowy) typu „O podobieństwach i różnicach między bytem, niebytem i odbytem”. Szczególnie złą opinię mamy o tzw. filozofach etykach. Takie nazwiska jak Peter Singer czy Francesca Minerva, twórcy pojęcia „późna aborcja”, oznaczającego zamordowanie już urodzonego dziecka, sprawili że „filozof etyk” stał się dla nas synonimem bydlęcia, wyzutego z jakichkolwiek norm etycznych. Nie lepsze zdanie mamy o niejakiej Środzie, która próbowała rzeczonego Singera sprowadzić na wykłady do Polski. A akcję protestacyjną, na szczęście skuteczną, nazwała „tłumieniem wolności naukowej dyskusji”. Jak mawia lud, bydło po jednych pieniądzach.
Dlatego tym większym szacunkiem darzymy Pana Profesora Wolniewicza, będącego po prostu mądrym i przyzwoitym człowiekiem. A gdy ktoś zauważy że to tylko tyle, sprostujemy że w gronie pracowników „niekonkretnych” wydziałów uniwersytetów to aż tyle.
Życiorysu Profesora nie będziemy streszczać, każdy chętny może się z nim zapoznać pod adresem:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Bogus%C5%82aw_Wolniewicz

Pragniemy jedynie przekazać na gorąco garść naszych  redakcyjnych odczuć, związanych z Jego osobą.
W zupełności zgadzamy się tyleż ciekawą co odosobnioną opinią Pana Profesora, że filozofia, tak zresztą jak i historia, nie jest nauką. Ale można ją określić jako wiedzę, próbującą racjonalnie opisać wszystkie zagadnienia nie będące nauką. Od siebie dodamy, że wypowiedziom Pana Profesora nie można było odmówić racjonalności ani ich przynależności do sfery wiedzy. W odróżnieniu od jakże licznych współczesnych wypocin filozoficznych, które używając języka studentów Starego Niedźwiedzia w wersji soft, zasługują co najwyżej na nazwanie pieprzeniem w bambus.
Tak samo, mimo zamiłowania jednego z członków kolegium redakcyjnego do historii, podzielamy opinię, że nie jest ona nauką. Trudno ale brednie jakoby bez Obłędu 44 Polska nie byłaby dziś suwerennym krajem, których zawodowi historycy nie zmiażdżyli zgodnym chórem, są drastycznym potwierdzeniem tej klasyfikacji.
Od końca lat 90 ubiegłego wieku Pan Profesor Wolniewicz związał się ze środowiskiem Radia Maryja. Sam definiował się żartobliwie jako „rzymski katolik – niewierzący”. A ten skrót rozwijał deklarując, iż jak najbardziej wierzy w istnienie Istoty Wyższej. Natomiast nie wierzy w to, że jakaś forma świadomości może przetrwać śmierć człowieka. Ale zawsze podkreślał, że bez chrześcijaństwa, rzymskiego prawa oraz nauki cywilizacja białego człowieka nie powstałaby, a już na pewno nie przetrwała do chwili obecnej. Odnośnie jej przyszłości, nie tryskał optymizmem.
W roku 2004 ostro krytykował warunki, na których eurokołchoz dokonał anschlussu Polski. W roku 2006 wraz z o. Mieczysławem Krąpcem i ks. Czesławem Bartnikiem, profesorami KUL,  zainicjował Społeczny Niezależny Zespół ds. Etyki Mediów, który postawił sobie za cel „informować rzetelnie opinię publiczną w kraju i na świecie o wszelkich poczynaniach w mediach i wokół nich, które zagrażają bądź obyczajności, bądź swobodzie publicznej dyskusji”. Aktywnie włączył się też do zainicjowanej przez prof. Jerzego Roberta Nowaka walki z paszkwilanckimi oskarżeniami Polski i Polaków ze strony niejakiego Grossa i jego POmagierów.
W polemikach swoich przeciwników nie głaskał po główkach. W stosunku do człowieków postępu chętnie używał takich określeń jak „neokanibalizm” czy „mengelizm”.
Słynął z unikania stereotypów, nigdy nie wahał się iść pod prąd. Gdy w roku 2007, po pomyłkowym ostrzelaniu afgańskiej wioski Nangar Chel, polscy żołnierze zostali przez harcerzyków z macierenkowskiej Służby Kontrwywiadu Wojskowego oskarżeni o ludobójstwo, a podczas późniejszego procesu na salę sądową wprowadzani jak przestępcy, profesor ujął się za nimi, a na patałachach z SKW i jej ojcu chrzestnym nie zostawił suchej nitki. Opinię tę w pełni podzielał ś. p. generał Sławomir Petelicki, który skomentował fakt, że ci antkowi za przeproszeniem „oficyjerowie kontrwywiadu” wstawili swoje zdjęcia na portal „nasza klasa”. Stwierdzając iż wodzuś powinien odesłać ich do pierwszej klasy podstawówki. A nieoficjalnie dodając jeszcze, że po uprzednim ogoleniu genitaliów.
Tak samo w chwili rozpoczęcia desantu islamskiej dziczy na europejskie wybrzeża Morza Śródziemnego, nie wahał się powiedzieć, że te łajby należy po prostu topić wraz z ich zawartością.
W roku 2009, po jednej z wypowiedzi Pana Profesora na antenie Radia Maryja,  tzw. Stowarzyszenie Otwarta Rzeczpospolita powiadomiło prokuraturę o popełnieniu przestępstwa. Oczywiście poszło o rzekomy antysemityzm, a jeden rzut oka na skład władz tego OR potwierdza słuszność spiżowego stwierdzenia mistrza Stanisława Michalkiewicza, że antysemitą jest każdy człowiek, którego nie lubią Żydzi. Oraz nie pozostawia wątpliwości, że szajkę tę finansuje oberkanalia Soros. Prokuratura wykazała się wręcz zadziwiającą w epoce Tusklandii przyzwoitością, bowiem dochodzenie nie zostało wszczęte ze względu na brak znamion czynu zabronionego. W uzasadnieniu znalazła się opinia, że treści wypowiedziane miały charakter ksenofobiczny, nie stanowiły jednak nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych.
Pan Profesor Wolniewicz zawsze podkreślał najwyższy poziom redakcyjny toruńskich rozgłośni. Dopowiadając że ojcowie redemptoryści, nie mając wykształcenia dziennikarskiego, imponują swoją kulturą a interlokutorowi zawsze pozwalają wypowiedzieć swoją opinię, nawet jeśli się z nią nie zgadzają. I nigdy nie próbują naprowadzić rozmówcy na jedynie słuszną linię. Jako całkowite przeciwieństwo tych standardów wymienił z nazwiska TW „Stokrotkę”. 
Na zakończenie linkujemy kilkanaście co ciekawszych wypowiedzi ś. p. Pana Profesora Bogusława Wolniewicza:

https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/351962-o-prezydencie-dudzie-pis-radiu-maryja-i-islamie-top-15-cytatow-sp-prof-wolniewicza-ktore-trzeba-pamietac-wideo?strona=1
 
Bardzo będzie Go brakować, zwłaszcza teraz. 
Cześć Jego pamięci.

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce
Refael 72

niedziela, 30 lipca 2017

Ekodebilizm w kraju i w eurokołchozie, czyli POdzwonne dla tytułów naukowych

Od dawna wiadomo iż na tym świecie nie ma sprawiedliwości. Flavia de Luce, Refael 72 i Tie Fighter ciężko pracują na metaforyczny chleb dla siebie i swoich bliskich a Stary Niedźwiedź od ubiegłej środy byczy się na Mazurach. I nie musi wdychać śmierdzącego warszawskiego powietrza ani wkurzać się codziennie, sprawdzając którą kolejną ulicę rozryto, by poruszanie się po mieście jeszcze bardziej utrudnić. A dojazd w niektóre miejsca samochodem po prostu uniemożliwić.
Ale niedawne e-kolegium redakcyjne wyrwało go z dolce far niente, bowiem widok lasu przypomniał o wyczynach kanalii ze wszelakich Green Piców oraz "totalnej opozycji" i akolitów tej Targowicy.
Dla każdej istoty o IQ wyższym od wartości tegoż parametru dla (p)oślic Szajbus-Wielgus czy „Maderaca”, afera Puszczy Białowieskiej jest równie przejrzysta jak cały plan odsunięcia od władzy rządu PiS przez koalicję zagranicy, ulicy i Targowicy. Najpierw należy uniemożliwić wycinkę drzew zaatakowanych przez kornika drukarza, strasząc Polskę unijnymi sankcjami za bestialskie niszczenie puszczy pierwotnej. A gdy już całą puszcze diabli wezmą, Targowica, ekoterroryści plus wszelakie Guje, France i inne parobki Makreli dopiero rozedrą pyski na rząd za dopuszczenie do zagłady tego unikalnego kompleksu leśnego.
Czym kończy się traktowanie serio bełkotu ekoterrorystów, przekonali się na własnej skórze Niemcy:
Liczenie się z tymi szkodnikami doprowadziło do katastrofy w Lesie Bawarskim. Wbrew bełkotowi debili las sam się nie obronił i obecnie jest on dzielony na sektory poprzez cięcie korytarzy ochronnych o szerokości 800 m. Jako że już tylko w ten sposób można zahamować proces dalszego rozprzestrzeniania się kornika. Niestety jak do tej pory, brak jest dozwolonych prawnie środków zapobiegających rozprzestrzenianiu się ekoterroryzmu, bowiem ścinanie zarażonych drzew wraz z przypiętymi do nich ekomałpami jest karalne. Pracownicy zatrudnieni w Lesie Bawarskim musieli sięgnąć po te desperackie środki by nie dopuścić do zainfekowania lasów prywatnych i w konsekwencji płacenia ich właścicielom wielkich odszkodowań. Bowiem sądy niemieckie takie odszkodowania na pewno by przyznały. Jako że szkopskie popisy na poziomie pachołków niejakiej Gersdorf są zarezerwowane dla przypadków odbierania białych dzieci cudzoziemcom lub karania za ciężkie zbrodnie islamskiej dziczy.
Ale to antypolskie zaślepienie, POłączone z zatraceniem zdolności do logicznego i krytycznego myślenia, POtrafi dotknąć nawet ludzi z POzoru inteligentnych. Nie tak dawno panowie:
Prof. Wojciech Nowak – Rektor UJ
Prof. Marcin Pałys – Rektor UW
Prof. Jan Szmidt – Rektor PW
Prof. Jerzy Duszyński – Prezes PAN
POpełnili list w „obronie” Puszczy Białowieskiej. Wspólnym mianownikiem tych czterech rektorów jest brak nawet cienia bladego POjęcia o leśnictwie, choćby na poziomie wiedzy przeciętnego gajowego. Tak więc o POpełnieniu tego idiotycznego listu przesądziły ich sympatie POlityczne.
I doczekali się odpowiedzi. Pan prof. dr hab. Tomasza Zawiła-Niedźwiecki, przewodniczący Komitetu Nauk Leśnych i Technologii Drewna PAN oraz zastępca dyrektora generalnego Lasów Państwowych w sposób bardzo grzeczny a zarazem bezlitosny obnażył hucpę tych czterech rektorów:

W tym miejscu nie sposób nie zacytować jednego ze spostrzeżeń ojca Józefa Marii Bocheńskiego, który podczas swych kadencji rektorskich Uniwersytetu we Fryburgu nigdy nie przyniósł ujmy rozumowi ludzkiemu ani tej uczelni. A jego „Sto zabobonów” uważamy za katechizm człowieka myślącego i jedną z kilku najistotniejszych książek, napisanych w minionym stuleciu. Ojciec Bocheński posłużył się przykładem listu otwartego w sprawach energetyki atomowej, podpisanym przez profesorów, będących specjalistami w takich dziedzinach jak (przytaczamy z pamięci) ceramika z epoki Ming, filologia celtycka i cywilizacje prekolumbijskie. I zauważył, że taki list jest równie bezwartościowy i wręcz komiczny, jak opinia o energetyce atomowej, wygłoszona przez krawcową, kominiarza i stolarza. Bo jedni i drudzy o meritum nie wiedzą nic.
Do tej pory nie dziwiły nas wyczyny senatów i rektorów polskich uniwersytetów. W końcu jeśli instytucje, mieniące się uczelniami wyższymi, zatrudniają na etatach profesorskich takie moralne mniej niż zera, jak apologeta kazirodztwa Hartman czy zwolenniczka dyskusji o mordowaniu dzieci Środa, ludzi takich szanować nie sposób. Niemiłym zaskoczeniem była informacja o wyczynie niejakiego „profesora” Rzońcy, naczelnego ekonoma Przestępczości Organizowanej. Który chcąc wyśmiać 500+ udowodnił, że nie odróżnia procentów od punktów procentowych. A przy okazji wykazał, że w Szkole Głównej Handlowej nie tylko każdy idiota może uzyskać dyplom magistra – vide Rychu Szósty – ale i nawet się tam habilitować. Ale bardzo niemiłą niespodzianką jest udział w tej ekohucpie rektora warszawskiej polibudy. Który nie zdzierżył i na komendę Shityny POstąpił w myśl zasady, którą czcigodna Kira na swoim blogu w prostych żołnierskich słowach nazwała „gówno wiem, ale się wypowiem”.
Stary Niedźwiedź czuje się w obowiązku przeprosić za ten wyczyn swojego rektora, mającego niekwestionowany dorobek naukowy w zakresie mikroelektroniki, optoelektroniki i technologii cienkich warstw. Który niestety zapomniał o starym, mądrym przysłowiu „Pilnuj szewcze kopyta”.

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce
Refael 72

sobota, 15 lipca 2017

Czy będzie piękne samobójstwo K’15?

Życie polityczne RP ver. 3.5 tego lata gwałtownie przyspieszyło, bowiem  Napolion uznał, że czas rozpocząć akcję usuwania kamieni kałowych z wymiaru niesprawiedliwości – ostatniej instytucyjnej twierdzy WSIoków, czerstwych komuchów, targowiczan na żołdzie Sorosa lub Makreli i POmniejszej kanalii. Pierwszym etapem tej lewatywy jest oczywiście przygotowanie odpowiedniego irygatora, czyli ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym.
Gdy po wyborach 2015 co bardziej krewcy kibole PiS z radości skakali już na głowę do basenu, do którego jeszcze nie napuszczono wody, we wpisie z 28 października zwróciliśmy uwagę na dwie wielkie przeszkody, bez anihilacji których jakiekolwiek działania sanacyjne będą niemożliwe. Rzecz jasna mieliśmy na myśli Trybunalską Konstytutkę Rzeplińskiego, lokaja Przestępczości Organizowanej, a zarazem żałosnego nieuka w zakresie prawa konstytucyjnego, którego elementarza prawa musiała swego czasu uczyć  pani Eliza Kurkowska, sędzia sądu rejonowego. Bez wyrwania zębów jadowych tej gadzinie, rząd pani premier Szydło miał stuprocentową gwarancję iż gang „Rzepy” każdą ustawę uzna za niekonstytucyjną. Oraz drugi gang w togach, tzw. „łańcuchowych”, wypuszczających przestępców a skazujących ludzi uczciwych, a na każde gwizdnięcie pana reagujących niczym Milewski czy Łączewski. Z takimi „drukarzami” rozliczenie którejkolwiek z trzydziestu kilku herbowych afer PO byłoby niewykonalne.
Po homeryckich bojach TK udało się w roku 2016 zneutralizować. Tyle tylko że było to zrobione skandalicznie nieudolnie przy pomocy wielu ustaw, zamiast jednej ale porządnej. Zaś w trakcie tej bitwy „Rzepa” mógł dać PiSowi mata w dwóch posunięciach, na szczęście jego tępota plus arogancja to uniemożliwiły.
W krytycznej fazie bitwy w skład TK wchodziło 9 cyngli PO, trzech sędziów PiS dopuszczanych przez prezia do pracy oraz trzech ludzi PiS, których „Rzepa” uznał za „trefnych” i do orzekania nie dopuszczał. I wtedy jakiś papuga PiS wypichciła arcydzieło, w myśl którego TK mógł odrzucić ustawę regulującą jego funkcjonowanie jedynie większością co najmniej 2/3 gosów, orzekając w „pełnym”, czyli co najmniej trzynastoosobowym składzie. Ustawa zadziałała, bo wobec domniemania jej konstytucyjności, niegolony tłumok na własne życzenie nie był w stanie jej obalić. Potem poszło już łatwo i dzięki kolejnej ustawie napisanej specjalnie i imiennie pod panią sędzię Julię Przyłębską, to ona miłościwie zapanowała po „Rzepie”, który na do widzenia okradł Polaków na ponad 100 tys. zł.
A przecież wystarczyło by buc „odmroził" choć jednego sędziego PiS (w ostateczności nawet wszystkich trzech). Byłaby trzynastka a 9 głosów z 13 za uwaleniem ustawy to ok. 69.2%, czyli ponad 2/3. Pani premier nie miałaby pretekstu do odmowy publikacji tego i kolejnych wyroków, pani Przyłębska mogłaby o prezesurze zapomnieć. Bo pan prezydent musiałby „wybierać” między Rymarem a Zubikiem.
Najwybitniejszy polski brydżysta Piotr Gawryś, złoty medalista olimpijski i mistrz świata, mawiał przy stoliku, że na kompletne skretynienie przeciwnika gra tylko wtedy, gdy nie ma nawet znikomej obiektywnej szansy na wygranie tego rozdania. A tu można było tę ustawę spłodzić tak, by możliwość jej odrzucenia była matematycznie wykluczona.
Wielką wtopą była skierowana do sejmu pierwsza wersja ustawy o handlu „wielkopowierzchniowym”. Okazała się tak bezdennie głupia, że szkodziła polskim właścicielom sklepów i ci (oczywiście właściciele, a nie sklepy) demonstrowali przed sejmem przeciwko takiej „pomocy”. A pan Cezary Kaźmierczak, prezes ZPiP, zaoferował pomoc swoich prawników, skoro ci rządowi są zbyt tępi.
Pewien znany Staremu Niedźwiedziowi bardzo porządny starszy pan, wywodzący się z narodu wybranego, podsumował to następująco. Powiedział że w II RP ani minister Ziobro, ani żaden z pisowskich „legislatorów" nie załapaliby się nawet na posadę szamesa. I wyjaśnił że słowo to oznacza woźnego i zarazem gońca w urzędzie rabinackim.
Piszemy o tym, bowiem 12 lipca sejm przegłosował otawę zmieniającą zasady funkcjonowania KRS. Na myśli mamy Krajową Radę Sądownictwa a nie Krajowy Rejestr Skazanych, choć nie mielibyśmy nic przeciwko temu, by co poniektóre łobuzy z tej pierwszej trafiły na listę tego drugiego. Ustawa ledwo przeszła, bowiem 10 posłów PiS było nieobecnych a „totalni” nie wzięli udziału w głosowaniu by zabrakło kworum. Ustawa przeszła bo głosy oddało 232 posłów – dwie ciamajdy z PO zapomniały wyjąć swoich kart do głosowania z czytników.
I tu czas na bardzo gorzką refleksję.
Z dostępnej na witrynie sejmu imiennej listy głosujących wynika, że w głosowaniu nie wziął udziału cały klub Kukiz’15 oraz niegdyś doń należący Robert Winnicki, obecnie robiący za wolnego strzelca. Do tego jeszcze, o ile „wpolityce.pl” pisze prawdę:

https://wpolityce.pl/polityka/348731-po-i-kukiz15-lacza-sily-przeciw-reformie-sn-budka-i-jakubiak-bedziemy-chcieli-doprowadzic-do-tego-by-to-glosowanie-sie-nie-odbylo

Marek Jakubiak zadeklarował, że K’15 jest też przeciwny złożonemu przez posłów PiS projektowi ustawy o Sądzie Najwyższym. I tak jak PO, będzie starał się uniemożliwić jej głosowanie. Cała różnica polega na tym, że K’15 nie wzywa do ulicznych burd.

Panie pośle Jakubiak! Nie raz chwaliliśmy Pana za spokojne, rzeczowe i mądre wypowiedzi, zwłaszcza na tematy gospodarcze. Ale jeśli w tym linku napisano prawdę, właśnie dokonujecie samozaorania master class, jak mawiają studenci Starego Niedźwiedzia.
Narzekał Pan wiele razy na polskie sądy. To dlaczego gdy jest okazja przeciąć ten karbunkuł na sempiternie, Pan i Pańscy koledzy zachowujecie się jak banda naburmuszonych gówniarzy? Przecież gdyby nie te dwie pierdoły z PO, w głosowaniu nie wzięłaby udziału wymagana ponad połowa ustawowej liczby posłów. I wybór nowych sędziów nadal odbywałby się na zasadzie sztafety pokoleń: peerelowskie czy targowickie szmaty wybierałyby godnych następców, czyli młode szmaty. A sędzia złodziej, aferzysta czy dziwka na telefon, po wpadce orzekałby dalej w najlepsze, bo sąd dyscyplinarny ślimaczyłby sprawę aż do jej przedawnienia się.
Głosowanie (lub jego sabotowanie) broniące szajki niejakiej Gersdorf dokończy dzieło zniszczenia tak obiecującej inicjatywy jak klub parlamentarny  K'15. Trzeba będzie się pożegnać z marzeniem o reprezentowaniu w sejmie koalicji narodowców, wolnorynkowców i konserwatystów. I przyznać rację panu Kornelowi Morawieckiemu, który najszybciej przejrzał was na wylot. A w roku 2019 zagłosować na pobożnych socjalistów, po uprzednim zażyciu aviomarinu, by nie zanieczyścić lokalu wyborczego. Lub demonstracyjnie zagłosować na porządnego człowieka, takiego jak choćby Grzegorz Braun, Krzysztof Bosak czy Marian Kowalski, wszelako bez realnych szans na jego wejście do parlamentu.
A Pan będzie mógł przekazać Pawłowi Kukizowi od jego byłych wyborców: miałeś chamie złoty róg!

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce
Refael 72

czwartek, 13 lipca 2017

Paliwo +

Jak już nie raz się zdarzyło, plany redakcji zostały skorygowane przez polityczną rzeczywistość Rzeczypospolitej Polskiej o numerze chyba trzy i pół , jako że od tej rzekomo trzeciej, czyli tworu o nazwie Tusk, Kopacz i Kamieni Kupa, niezbyt się oddaliliśmy.
„Totalnego” Shitynę można uważać za użytecznego idiotę Napoliona, bowiem dla każdego myślącego Polaka jego „program polityczny” jest oczywisty. Trzeba odsunąć PiS od władzy, żeby było tak, jak było. A to większości rodaków na szczęście już nie odpowiada. Zaś debila Rycha VI, który 10 lipca wraz ze swoim „maderacem” i Szajbus-Wielgus dołączył do grona uczestników miesięcznicy, zamiast zgodnie z planem do bandy UBwateli, Frasyniuka, Cwelińskiego i POmniejszej swołoczy, nikt w Polsce mający IQ większy od numeru obuwia nie traktuje już serio.
Ale z drugiej strony, totalni też mają swojego kreta w obozie rządowym. Tu jego identyfikacja jest trudniejsza i należy jej dokonać metodą negatywnej selekcji. Rzecz jasna w kontekście tak samobójczego posunięcia jak nałożenie na paliwa dodatkowego podatku w wysokości 20 gr netto za litr.
Sam Napolion, jako ekonomiczny analfabeta, raczej by tego nie wymyślił. Bo na szczęście dla rodaków, zdaje sobie ze swoich wysokich kwalifikacji sprawę. Więc nie rozgłasza żadnych ekonomicznych bzdur, na miarę „polityki jagiellońskiej” czy swojej patologicznej banderofilii (czyli de facto sorosofilii).
Drugim podejrzanym teoretycznie mógłby być wszechwładny nadminister Antek Policmajster, pieszczoch „Gazety Polskiej”.. Ale tylko sporadycznie dotyka się on kwestii gospodarczych, ostatni znany nam przypadek to zablokowanie budowy w Łodzi „suchego portu kolejowego”, arcyważnego elementu Drugiego Jedwabnego Szlaku. Dlatego za najbardziej prawdopodobną przyczynę uważamy rozkaz  jego USraelskich przełożonych. W przypadku paliwa+ taka przyczyna nie wchodzi w grę.
Pani premier Szydło, która wcześniej obiecała premierowi Chin poparcie tej inwestycji, wyszła przy okazji tegoż suchego portu na osobę niepoważną. I po raz drugi przekonała się, że w przypadku konfrontacji z wszechwładnym Antkiem, w rzekomo swoim rządzie nie ma nic do gadania. Jako że tak naprawdę pełni w nim jedynie funkcję ministra d/s komunikowania się z Polakami. Bo do Geniusia Żoliborza szczęśliwie dotarło, że większość chimer zaprzątających jego mózgownicę rodacy mają poniżej pleców, a do tego bardzo głęboko. Zatem naszym zdaniem to nie pani Szydło tę bzdurę wymyśliła.
Tak więc po dokonaniu tej eliminacji, jedynym podejrzanym jest wyrób kwiatkowskopodobny i kuglarz Power Pointa, czyli wicepremier Mateusz Morawiecki.
Tłumaczenie że podwyżka ceny litra paliwa o 20 gr netto, czyli o 25 gr brutto, nie jest podatkiem, bo ma na celu sfinansowanie Funduszu Dróg Samorządowych, zaprezentował  poseł PiS Bogdan Rzońca:

https://wpolityce.pl/polityka/348410-rzonca-oplata-paliwowa-nie-jest-wprowadzaniem-nowego-podatku-wszystkie-srodki-z-tego-funduszu-trafia-tylko-i-wylacznie-na-drogi

referujący ten rzekomo poselski a nie rządowy projekt (krótsza ścieżka legislacyjna). Brednie te można zabić śmiechem. Staremu Niedźwiedziowi przypomina to łgarstwa komunistycznej propagandy z czasów Gierka, że podwyżka ceny jakiegoś artykułu pierwszej potrzeby tak naprawdę nie jest żadną podwyżką, bo robiona jest w żywotnym interesie każdego obywatela, wyłącznie po to, by mu nieba przychylić.
Marszałek senatu Stanisław Karczewski też tryska partyjnym optymizmem:

https://wpolityce.pl/polityka/348425-karczewski-pozytywnie-o-projekcie-funduszu-drog-samorzadowych-to-swietny-pomysl-mam-nadzieje-ze-kierowcy-nie-odczuja-bardzo-tej-oplaty

a przy okazji wyraża „nadzieję graniczącą z pewnością”, że nie będzie istotnych różnic w cenie paliwa. Jak widać znajomość arytmetyki jest obca nie tylko „psorowi” Andrzejowi Rzońcy, nadwornemu ekonomowi Przestępczości Organizowanej. Który nie odróżniając procentów od punktów procentowych udowodnił, że w Szkole Głównej Handlowej habilitować może się każdy nieuk.
Tę kompletnie niespójną propagandę sukcesu rozsmarował niezawodny pan poseł Marek Jakubiak:

https://wpolityce.pl/polityka/348422-nasz-wywiad-jakubiak-o-funduszu-drog-samorzadowych-skoro-sa-w-budzecie-pieniadze-to-po-co-nastepny-podatek

Przypomniał o istnieniu funduszu paliwowego, z którego przynajmniej w teorii winny być finansowane remonty i budowa dróg. I zwrócił uwagę na to, iż rzekome oszałamiające sukcesy budżetu (niektórzy prorokują nawet BRAK DEFICYTU za pierwsze półrocze 2017) pozostają w rażącej sprzeczności ze smutną prawdą, czyli  koniecznością stworzenia nowego podatku.
Na podkreślenie zasługuje postawa pana Łukasza Rzepeckiego, posła PiS, który tak jak i opozycja, głosował za odrzuceniem tego projektu w pierwszym czytaniu.

https://wpolityce.pl/polityka/348452-nasz-wywiad-lukasz-rzepecki-komentuje-swoj-sprzeciw-wobec-podwyzszenia-oplaty-paliwowej-realizuje-program-pis

Pan poseł przypomniał, że oficjalny program jego partii, ogłoszony podczas kampanii wyborczej, wykluczał podwyżkę podatków. A skoro on został wybrany posłem, po prostu za swój obowiązek uważa jego realizowanie. A nie zdzieranie z Polaków dodatkowo ok. 5 miliardów złotych rocznie. Plus podwyżkę kosztów utrzymania na skutek wzrostu cen dóbr przewożonych transportem kołowym, czyli praktycznie wszystkich artykułów pierwszej potrzeby. Panu Łukaszowi redakcja składa wyrazy uznania. Bowiem nie robi z gęby cholewy wzorem pewnego Sarmaty z koziego podogonia. Który na łeb włożył jarmułkę a za pas słucki zatknął tryzub. A do tego lekką rączką wetknął na UPAinie w ręce sorosowych złodziei ciężkie miliardy. A teraz wpycha łapę do kieszeni Polaków.
Nawet Jacek Karnowski, którego nie sposób posądzać o niechęć do PiS, w swoim felietonie:

https://wpolityce.pl/polityka/348435-oplata-paliwowa-bedzie-ciosem-w-cala-opowiesc-rzadzacych-o-dzisiejszej-polsce-pieniedzy-na-drogi-trzeba-szukac-patrzac-wyzej

wypunktował bezsens tego projektu i jego wizerunkową szkodliwość. Udowadniając, że jeszcze jest dziennikarzem, a nie pisowskim Michnikiem.
Ale najciekawsza, choć nie potwierdzona w pełni informacja, mówi o udziale własnym samorządów w koszcie budowy czy remontu drogi. Rzekomo około 50%. Czyli samorządy znowu będą musiały brać kredyty.
Swego czasu czcigodny Tie Fighter opisał mechanizm dobrodziejstwa unijnych dopłat do inwestycji w Polsce. Których immanentnym elementem było zadłużanie się polskich podmiotów w bankach z krajów „starej” Unii. A jeśli ktoś powie że przecież sektor bankowy jest zrepolonizowany, bo polski kapitał wykupił aż trzydzieści kilka procent PeKaO SA, odpowiedź redakcji jest prosta. Takie pierdoły to niech Mateusz Morawiecki opowiada na „niezależnej.pl”. Bo już na  „prawym.pl” czy na „kresach.pl” tę pisowską agitkę czytelnicy śmiechem zabiją.
I ostatnia sprawa. Dotychczasowy wzrost gospodarczy wynikał przede wszystkim ze wzrostu konsumpcji, wynikającej między innymi z 500+. Nieuchronny po podwyżce cen paliwa wzrost cen wszystkiego będzie temu wzrostowi konsumpcji przeciwdziałać. Czyli jeśli to paliwo+ przejdzie, kuglarz Morawiecki może te prezentacje burzliwego wzrostu gospodarczego w roku 2018 i kolejnych wydrukować. A następnie się nimi podetrzeć.

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce
Refael 72

niedziela, 9 lipca 2017

Dwie "katastrofy" – cz. 2

O tym, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 w pobliżu wojskowego lotniska Smoleńsk-Siewiernyj, wiedzą w Polsce wszyscy. Rzecz jasna w tym sensie, że o ziemię uderzył tam samolot Tu-154, wiozący na obchody rocznicy mordu katyńskiego delegację, w skład której wchodzili prezydent RP prof. Lech Kaczyński, jego małżonka oraz elita polskiego życia politycznego i generalicji Wojska Polskiego. Nikt z delegacji oraz załogi samolotu tego wydarzenia (słowo wypadek byłoby bezczelnym kłamstwem) nie przeżył.
Zgraja kaszubskiego volksdeutscha z najwyższym trudem ukrywała swoją radość i dołożyła wszelkich możliwych starań aby przyczyna nigdy nie została wyjaśniona. Chyży Rój scedował dochodzenie na stronę rosyjską a o iście komunistycznym zbydlęceniu przy wkładaniu ciał ofiar wie cała Polska dopiero od niedawna. Tak jak i o wiarygodności Kopacz Na Metr Głęboko. Której nie nazwiemy załganą do szpiku kości suką, bowiem każda przedstawicielka gatunku Canis familiaris za tak straszną obelgę miałaby święte prawo solidnie pogryźć oszczercę.
Tzw. Raport Komisji Millera był niezdarnie przetłumaczonym na polski rosyjską kupą bredni (ze zdecydowaną przewagą kupy), wyprodukowaną pod wodzą rosyjskiej generalicy Anodiny. Za technicznego guru teamu Millera robił niejaki dr Maciej Lasek, który udowodnił, że wśród absolwentów uczelni technicznych też można znaleźć prostytutkę, która „za dopłatą” napisze wszystko, czego tylko klient sobie zażyczy. Nawet za cenę kompletnej zawodowej utraty twarzy, bowiem wymiociny te były zaprzeczeniem zasady zachowania pędu i zasady zachowania energii, i to na poziomie niezbędnym do zdania matury z fizyki. W nagrodę Chyży Rój w 2012 zrobił go szefem Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, z której to posady w 2016 pani premier Szydło, rzecz jasna  najsłuszniej w świecie, wylała kłamcę na zbitą mordę.
Jeszcze za (nie)rządu PO-PSL powołana została z inicjatywy PiS konkurencyjna komisja, mająca za zadanie wyjaśnienie przyczyny zniszczenia samolotu. Pomysł dobry, ale jak wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach. A w tym przypadku owym diabłem jest nawiedzony Antek Policmajster.
Jeszcze za sejmu poprzedniej kadencji, nie czekając na wyniki ekspertyz tej komisji, dzielny Antek strzelał przyczynami tego zniszczenia samolotu niczym karabin maszynowy. Po pierwszych kilku idiotyzmach (mgła etc.), dorównujących swą bezdenną głupotą łajdackim łgarstwom GW no Prawda o rzekomym sterroryzowaniu pilotów przez ś.p. pana generała Błasika, przestaliśmy nawet rejestrować w pamięci antkowe brednie. Największym osiągnięciem tej paplaniny było zobojętnienie ludzi, którzy zaczęli mieć tego tematu dosyć. Bo obawiali się że po otworzeniu lodówki znajdą w niej Antka podającego wersję nr 58 całkowicie pewnej przyczyny zniszczenia samolotu. A że kompletnie inną od obowiązującej jeszcze tydzień wcześniej wersji nr 57, to już nieistotny drobiazg.
Już po wyborach do pieca dołożył dr Berczyński, członek tejże komisji. Przechwalając się, że to on storpedował finalizację POmiotowo – airbusowego złodziejstwa, czyli zakupu „caracali” za dwukrotność ich rynkowej ceny. Oczywiście totalni opozycjoniści, którym Się Moniaki wściekły, i to na pewno większe niż utarg z Amber Gold, rzuciły się na te przechwałki durnia niczym sępy na padlinę.
Redakcji w pozytywnym świetle utkwiła w pamięci jedynie konferencja prasowa szefa maciarewiczowej komisji sprzed wielu miesięcy. Na której poinformowano, że drzwi samolotu były tak głęboko wbite w ziemię, iż oderwać je od kadłuba musiał silny wybuch. A niewielkie fragmenty aluminiowej blachy, którą pokryty był kadłub, znalezione na drzewach kilkaset metrów przed miejscem uderzenia samolotu w ziemię, bezspornie dowodzą jednego. A mianowicie tego, że musiały odrywać się jeszcze podczas lotu, czyli kadłub zaczął się rozpadać w powietrzu, przed uderzeniem w ziemię.
Na którymś z propisowskich portali internetowych podano też, że rosyjski świadek widział ten samolot palący się w powietrzu, podczas zniżania się do lądowania. Jeśli to prawda, nie postawilibyśmy nawet złamanego grosza na to, że w chwili gdy piszemy niniejszy tekst, ten człowiek w Rosji Putasa jeszcze żyje.
Zastanówmy się, jakie teoretyczne autorstwo i uwarunkowania  zamachu nie dadzą się logicznie wykluczyć. W tym celu przypomnijmy kilka wydarzeń sprzed lat.
W sierpniu 2008, gdy wojska rosyjskie posuwały się w kierunku Tbilisi, do stolicy Gruzji przyleciał Lech Kaczyński, wraz z prezydentami Ukrainy, Litwy, Łotwy i Estonii. Ta akcja zwróciła uwagę Europy na wyczyny bandyty z Kremla i Putas pod międzynarodową presją wycofał się. Ale rzecz jasna tej porażki nie zapomniał.
W 2009 rozpoczęła się pierwsza kadencja szalonego lewaka Buraka Obambo, zbyt tępego by w czasach „Przeminęło z wiatrem” na plantacji bawełny dochrapać się stanowiska karbowego. Rozpoczął ją od idiotyzmu życia czyli sławetnego „resetu” stosunków z Rosją, Dopiero w lutym 2014, czyli po aneksji Krymu, dotarła do niego smutna prawda, że Putas potraktował go jak tępego czarnucha, czyli przejrzał na wylot i bezbłędnie ocenił. A potem  przecwelił i kopnął w tyłek.
Pierwszy wariant to całkowicie samodzielny zamach rosyjski, bez dokonywania jakichkolwiek uzgodnień z kimkolwiek. Skoro samolot ten był serwisowany w Samarze, umieszczenie w nim zdalnie odpalanego ładunku wybuchowego nie przedstawiało cienia problemu. Tak jak i ewentualne wstawienie go później w Polsce. W końcu skoro w czasach kon-Donka oficerowie GRU szwendali się po polskim ośrodku wywiadu wojskowego jak po burdelu, lotniska wojskowe też nie były dla nich niedostępne. Przecież zawsze mogli skorzystać z pomocy jakiegoś WSIoka, a potem rzecz jasna wysłać go do Krainy Wiecznych Szwindli. Rzecz nie do wykrycia, a już na pewno nie do udowodnienia. Choćby dlatego, że Antek czy Vito San Escobar prędzej zobaczą własne uszy bez lustra, niż ten wrak.
Drugi wariant jest bardziej sensacyjny.
Jeszcze w roku 2009 i 2010 Putas stwarzał pozory, że traktuje Obambo  serio. Jest zatem bardzo wysoce prawdopodobne, że zwrócił jego uwagę na to, że w takim małym kraju między Rosją a Niemcami (Niemcy na globusie zapewne Burak potrafił wskazać, więc takie wyjaśnienie mu wystarczyło) jest taki prezydent o trudnym nazwisku Kaczinsky. Który mimo że jest człowiekiem USraela, bardzo nie lubi Rosji i nie przepuści żadnej okazji, by Putasowi napluć do talerza. A w 2008 wręcz tam napaskudził. Więc skoro reset naprawdę ma być resetem, coś z tym fantem trzeba zrobić. Na co Obambo, w swej tępocie wierząc w to, że wespół w zespół z Putasem zbuduje lepszy świat, mógł udzielić odpowiedzi „róbta co chceta”. Jeśli istotnie tak było, to zgodnie z podaną w poprzednim odcinku nieodłączną cechą poważnego państwa, Stany na 100% tej swojej milczącej zgody nie ujawnią. Do końca świata i jeszcze o jeden dzień dłużej, skoro sięgamy po owsikowe grepsy.
Teoretycznie w grę wchodzi i trzeci wariant.
Jak wiadomo, Amerykanie są nieuleczalnymi szajbusami na punkcie propagowania gry w baseball oraz demokracji. W tej pierwszej konkurencji nikt i nic nie jest w stanie ich zniechęcić. Nawet to, że na zasponsorowany przez ich ambasadę w jakimś kraju mecz, poza personelem tej ambasady przyjdzie jedynie garstka miejscowych cwelebrytów. Którzy i tak nie mają pojęcia, dokąd i po jaką cholerę zawodnicy biegają po tym boisku o dziwnym kształcie, jeśli jeden z nich trafi drewnianą pałą w rzuconą piłeczkę.
Z tą demokracją jest jeszcze głupiej. Wszyscy pamiętamy rozwalenie w drobny mak Afryki Północnej, czyli tzw. „Arabską Wiosnę”, będącą dziełem właśnie tego z wierzchu czarnego a w środku czerwonego durnia. Znacznie mniej osób przypomina sobie sprawę nakręcenia przez CIA spisku generałów, którzy zamordowali 2 listopada 1963 prezydenta Wietnamu Południowego Ngô Đình Diệma.
Diem był prezydentem zamordystą, tym nie mniej cieszył się autentycznym poparciem sporej części ludności kraju i stwarzał realną szansę odparcia komunistycznej agresji. Nie miało to najmniejszego znaczenia dla żałosnego nieuka i dziwkarza Johna F. Kennedy’ego (wkrótce weźmiemy go na warsztat). Leberalny dureń wymyślił sobie, że po usunięciu „tyrana” i „zaprowadzeniu demokracji” Wietnam Południowy sam się obroni. Amerykanie będą mogli wycofać swoich żołnierzy (wówczas jeszcze tylko ok. 20 tys.) i ograniczyć się do wsparcia finansowego.
Ten wyczyn dziwkarza (w jego przypadku słowo babiarz jest skandalicznym niedoszacowaniem) był ostatnim ogniwem w łańcuchu niszczących Stany Zjednoczone jego szaleństw. Jakieś ciało nieformalne doszło do wniosku, że tak dłużej być nie może i 22 listopada 1963 w Dallas szkodnik został zastrzelony.
Biorąc pod uwagę, do jakich brewerii jest zdolny każdy bardziej postępowy od czwartego stadium kiły prezydent amerykański, nie można zatem wykluczyć, że Obambo uznał Lecha Kaczyńskiego za przeszkodę w budowaniu wspaniałego, sprawiedliwego i szczęśliwego nowego świata ramię w ramię ze swym nowym przyjacielem, szlachetnym altruistą Wołodią Putasem. Ale jeśli tak było, prawdopodobieństwo że ta sprawa się nie wyda do końca świata, wynosi co najmniej 300%.

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce
Refael 72

wtorek, 4 lipca 2017

Dwie „katastrofy” - cz. 1

4 lipca 1943 o godzinie 23:07, kilkanaście sekund po starcie z lotniska w Gibraltarze, do morza wpadł samolot B-24 „Liberator”, którym wraz ze swoim sztabem wracał do Londynu z podróży inspekcyjnej na Bliski Wschód Władysław Sikorski, premier rządu emigracyjnego i wódz naczelny. „Katastrofę” tę oficjalnie przeżył jedynie czeski pilot bombowca Eduard Prchal, którego późniejsze zeznania oraz wypowiedzi, wygłoszone już po wojnie, były bardzo niespójne, oględnie to nazywając.. A oficjalny raport za przyczynę katastrofy uznał zablokowanie steru wysokości.
Sprawie gibraltarskiej poświęcił trzy publikacje politolog dr Tadeusz Kisielewski, z którym arcyciekawy wywiad zamieścił dodatek historyczny „Uwarzam Rze”:

http://www.historia.uwazamrze.pl/artykul/873060

Problem polega na tym, że piloci latający samolotami B-24 nie przypominają sobie przypadku, aby w tym modelu ster wysokości się zablokował. Hipotezę tę ostatecznie obalił  w roku 1992 prof. Jerzy Maryniak z Politechniki Warszawskiej. Który wykazał, że takie zablokowanie, mające rzekomo nastąpić natychmiast po tym, jak samolot oderwał się od pasa startowego i wzbił w powietrze, jest wykluczone. Obliczenia wykonane przez profesora wykazują, że było to w pełni świadome, choć ryzykowne wodowanie. Dające szansę na wyjście cało jedynie pilotom, znajdującym się w wysoko usytuowanej kabinie i przypiętym bardzo solidnymi pasami do foteli, gdy samolot zetknie się z wodą, poruszając się z prędkością ok. 240 km/h. Pasażerowie nie zapinający pasów, znajdujący się w przestrzeni przerobionej z bombowej na pasażerską, takiej szansy nie mieli. Dodatkowo wiadome było, że generał Sikorski i jego sztab nie mieli zwyczaju zapinać pasów podczas startu czy lądowania. Nieuchronne obrażenia wykluczały możliwość szybkiego wydostania się stamtąd, czyli gwarantowały śmierć po utonięciu samolotu. Zdaniem autora Prchal był jedynie słupem, podczas tego zamachu również znajdującym się w kabinie pilotów. Ale tego kaskaderskiego manewru dokonał tajemniczy drugi pilot, inny niż ten, który przyleciał z Prchalem z Kairu do Gibraltaru. Który po wykonaniu swojego zadania rozpłynął się w niebycie.
Autor porusza też wątek zaginięcia Zofii Leśniowskiej, córki generała. Jej ciało nie zostało odnalezione, a z relacji osób będących w tym czasie na lotnisku, po prostu nie wsiadła ona do samolotu. Autor sugeruje, że została przekazana sowieckiemu ambasadorowi Majskiemu, lecącemu w tym samym czasie z Londynu do Moskwy przez Gibraltar i Kair. Samolot Majskiego znajdował się na lotnisku podczas startu „Liberatora” Sikorskiego.
Niektórzy publicyści czy histerycy (nie mylić z historykami) czym prędzej wysnuli wersję iż w tym samolocie Majskiego znajdowała się ekipa killerów, która wtargnęła na pokład samolotu Sikorskiego, wymordowała wszystkich, po czym odleciała wraz z ambasadorem. Redakcji Antysocjala nikt nie może zarzucić nawet krzty sympatii do Sowietów, bo za samą taką sugestię męska część naszego zespołu od razu wali w mordę. Ale te nasze "ciepłe" uczucia nie przechodzą w antysowieckie/antyrosyjskie skretynienie. Jest rzeczą oczywistą, że Stalin z dziką radością pozbyłby się generała Sikorskiego, w stosunku do którego łajdak z cygarem i syfilityk na wózku formalnie mieli jakieś tam zobowiązania. A po jego śmierci nakłonienie tej dwójki do uznania za legalny rząd polski kanalii skupionych wokół niejakiej Wasilewskiej byłoby łatwiejsze. Ale nawet pamiętając o tym, że działalnością brytyjskich tajnych służb w tym rejonie kierował sowiecki agent Kim Philby, techniczno-logistyczne możliwości przeprowadzenia zamachu były niewielkie. Co przypomina stary dowcip. Arcyzłodzieja Janusza Lewandowskiego spytano, dlaczego jego prywatyzacje zuchwałe są tak siermiężne w porównaniu z aferą Kanału Panamskiego. Na co on odpowiedział, że fachowców w Kongresie Liberalno-Demokratycznym nie brakuje, ale niestety w Polsce nie ma takiego kanału.
Doktor Kisielewski w linkowanym wywiadzie odrzuca wariant brytyjskiego autorstwa zamachu. Co dowodzi niestety tego, że nie potrafi ułożyć elementów układanki w całość.
Gdy 13 kwietnia 1943 Niemcy ogłosili o odkryciu grobów polskich oficerów w Katyniu, a gen. Sikorski wystąpił o zbadanie sprawy przez komisję Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, Stalin już 26 kwietnia zerwał stosunki z polskim rządem na uchodźstwie i nakazał Wasilewskiej sklecić szajkę „Związku Patriotów Polskich”. Jedynym pozytywem flirtu z diabłem okazało się wyprowadzenie przez pana generała Władysława Andersa z ziemi nieludzkiej dwóch dywizji piechoty plus ok. 30 tys. cywili, których w ten sposób ocalił od śmierci głodowej. Mając we właściwym miejscu Sikorskiego i otaczającą go bandę kreatur i idiotów oraz wykorzystując po mistrzowsku chwilową koniunkturę, gdy Brytyjczycy akurat potrzebowali wojska w Persji i w Iraku.
Sikorski był zatem w stanie desperacji, bo dotarło do niego, że jako polityk został przeżuty, strawiony i wydalony. Podczas tej inspekcji w armii generała Andersa, mógł wejść w posiadanie twardych dowodów sowieckiego autorstwa katyńskiej zbrodni. I chcieć, korzystając z kanałów mediów polonijnych, ogłosić to w Stanach, na rok przed planowanymi w listopadzie 1944 wyborami prezydenckimi. By uzmysłowić Amerykanom, że tak uwielbiany przez przymierzającego się do czwartej kadencji syfilityka na wózku „uncle Joe” to odrażający skurwysyn, nie mniejszy od Hitlera. Wieści o niemieckich obozach śmierci  nie były wówczas mieszkańcom Stanów znane, bowiem Kongres Żydów Amerykańskich stanął na głowie, by to utajnić. Żeby na pomoc współplemieńcom nie musieć wysupłać nawet złamanego centa.
Plan ten zapewne przeciekł do amerykańskiej administracji. Ponieważ taka dywersja mogła poważnie zaszkodzić syfilitykowi, ten oczywiście poprosił Churchilla o przysługę, której oddania ten ostatni nie mógł odmówić. W roku 1943 Wielka Brytania była już bankrutem, wyprzedaż przysłowiowych sreber rodowych szła w najlepsze, dla ekonomistów nieuchronność wielkiej dewaluacji funta, jedynie z przyczyn propagandowych odkładanej do zakończenia wojny, była rzeczą oczywistą. A bez dostaw sprzętu wojskowego czy paliw, kończące się imperium po prostu by padło.
Zatem Churchill nie miał problemu z dokonaniem wyboru.
W publicystyce, nierzadko z pogranicza fantastyki, natrafialiśmy na różne wersje, Często powtarzała się hipoteza, że zabójstwa dokonano w pałacu gubernatora, a na pokład samolotu przed jego startem dostarczono zwłoki. Dokonana na początku bieżącego stulecia ekshumacja zwłok Władysława Sikorskiego i szczegółowe badania z zakresu medycyny sądowej ponoć wykluczyły zadanie śmierci poprzez zastrzelenie, uduszenie, otrucie lub zadanie ran bronią białą. Za to stwierdzono liczne obrażenia, typowe dla katastrof komunikacyjnych.
Z braku wiedzy fachowej nie wypowiadamy się w tych kwestiach, bowiem nie jesteśmy odrażającym pederastą, który uroił sobie, że zna się na wszystkim bez wyjątku. I swego czasu próbował paskudzić na naszym blogu. Wyrażamy jedynie wątpliwość, czy każda substancja może być wykryta w zwłokach 60 lat po śmierci. Sprawa „łowców skór” i pavulonu takiemu kategorycznemu wnioskowi przeczy.
Sikorski miał wśród Polaków przebywających w Anglii wielu wrogów. Głównie wśród piłsudczyków, których przetrzymywał w obozie karnym na wyspie Bute, póki brytyjski poseł do Izby Gmin tego nie wykrył i nie ukrócił tej podłości ludzika tak małego formatu, że w opinii Józefa Piłsudskiego przy braku lepszej  widowni, gotów był się wdzięczyć przed własnym ordynansem. Ale ta opozycja nie miała technicznej możliwości przeprowadzenia zamachu, którego integralnym elementem było to kaskaderskie wodowanie.
W naszej opinii pozostają zatem Brytyjczycy. Kolejne utajnianie raportu w tej sprawie na kolejne lata, dokonane 70 lat od tej „katastrofy”, w naszym przekonaniu też jest praktycznie dowodem. Bo żadne poważne państwo nie przyzna się do zbrodni, popełnione przez jego rząd nawet wiele lat temu, jeśli jest szansa ukrycia tego. Ekshibicjonizm w tej kwestii, bądź rzucanie nie udowodnionych należycie oskarżeń pod adresem władz innych państw jest domeną politycznych bantustanów. Lub nawiedzonych błaznów, którzy garnitur powinni zamienić na spódniczkę z trawy, dzidę i kółko w nosie. Przykład takiego błazna wszyscy mamy przed oczyma, więc nie chcąc obrazić inteligencji szanownych Czytelników, nie będziemy wskazywać go palcem.

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce
Refael 72

wtorek, 27 czerwca 2017

List otwarty mistrza do kpa

Szanowni Czytelnicy

Kilka dni temu, we wpisie zatytułowanym „PO prostu bydlę”, redakcja Antysocjala czytelnie przedstawiła swoje stanowisko w sprawie antypolskiej kalumnii Niedorzecznika Roszczeń Pedałów, który zwie się Adam Bodnar. A ponieważ wojowanie z fundamentami chrześcijańskiej cywilizacji białego człowieka przyniosło na szczęście rezultaty zupełnie niewspółmierne z jego zamiarem przerobienia Polski na jeden wielki moralny darkroom, ostatnio POjawił się pod sztandarem, pod którym już wcześniej zgromadził się chór wujów w składzie partia volksdeutschów, szkopskie szczekaczki z grupy „nazi matki, nazi ojcowie” oraz tuba propagandowa Sorosa, czyli „GW no Prawda”. I jak reszta tych kanalii, próbował wrobić Naród Polski w odpowiedzialność za Holocaust.
W sieci trwa akcja zbierania podpisów pod petycją o oczyszczenie polskiego życia publicznego z tego czegoś:

http://www.mamwplyw.pl/adam-bodnar-musi-odejsc-,57,k.html

Sprawa jest tak poważna, że do tego czegoś wystosował list otwarty mistrz Stanisław Michalkiewicz:

http://www.magnapolonia.org/list-otwarty-red-stanislawa-michalkiewicza-do-adama-bodnara/

Oddajmy zatem głos mistrzowi.

Redakcja

List Otwarty obywatela polskiego do pana Adama Bodnara,
osadzonego na operetkowej posadzie rzecznika praw obywatelskich

 

Słuchaj Synu!

Przez uprzejmość nie będę już precyzował – jaki Synu – chociaż nie zamierzam ukrywać, że ta intytulacja wynika nie tylko z różnicy wieku między nami, ale również, a może nawet przede wszystkim – z intencji okazania Ci pogardy z powodu wypowiedzi, iż „musimy pamiętać, że wiele narodów współuczestniczyło w realizowaniu holokaustu. W tym także naród polski.” Wypowiedź ta dowodzi, że nie wiesz, co to jest naród. Wprawdzie z Twego życiorysu wynika, że jesteś wypustnikiem (celowo nie używam słowa „absolwent”, tylko jego rosyjskiego odpowiednika: „wypustnik”, które, jak sądzę, znacznie lepiej Cię charakteryzuje) rozmaitych uczelni, ale najwyraźniej nie przykładałeś się do nauki. Tacy niedoukowie są plagą naszego nieszczęśliwego kraju, zwłaszcza gdy są osadzani na różnych, nawet operetkowych posadach, jak Twoja. Tedy kierując się chrześcijańskim obowiązkiem, nakazującym „nieumiejętnych nauczać” (zob. Katechizm Kościoła katolickiego – uczynki miłosierne co do duszy), uprzejmie Ci wyjaśniam, że naród to wspólnota etniczna, która zorganizowała się politycznie. Tym właśnie różni się on od narodowości, która ma wprawdzie wspólny język, historię, obyczaje, religię – ale nie zorganizowała się politycznie, to znaczy – nie wytworzyła hierarchii, czyli szlachty, dzięki której staje się narodem. Taka ewolucja wynika z rozwoju dziejowego, ale zdarzają się też przypadki uwstecznienia narodu do poziomu narodowości – jak to stało się w przypadku Czechów po bitwie pod Białą Górą w 1620 roku – i dopiero w wieku XIX doszło do odrodzenia narodowości czeskiej, jako narodu.
W świetle tego wyjaśnienia widoczna jest w całej rozciągłości fałszywość Twego twierdzenia, jakoby w realizowaniu holokaustu uczestniczył także „naród polski”. Naród Polski w okresie okupacji niemieckiej i sowieckiej był politycznie zorganizowany w państwo, które w żaden sposób, nie uczestniczyło w holokauście. Nawet polskie instytucje pozarządowe, które oficjalnie działały w Generalnym Gubernatorstwie w postaci Polskiego Czerwonego Krzyża i Rady Głównej Opiekuńczej również w jakiejkolwiek formie nie uczestniczyły w realizowaniu niemieckiego programu „ostatecznego rozwiązania”. Przeciwnie – gdybyś przeczytał wspomnienia Adama hr. Ronikiera (ale co tam marzyć o tym!), będącego w okresie okupacji niemieckiej prezesem RGO, to wiedziałbyś, że RGO współpracowała w niesieniu pomocy humanitarnej z przedstawicielami społeczności żydowskiej w Polsce, a nawet z delegacjami Żydów amerykańskich – oczywiście do czasu wypowiedzenia przez Rzeszę Niemiecką wojny Stanom Zjednoczonym. Ale Ty o tym wszystkim najwyraźniej nie wiedziałeś i dlatego wygłosiłeś opinię, wpisującą się w skoordynowane polityki historyczne: niemiecką, której celem jest stopniowe zdejmowanie z Niemiec odpowiedzialności za II wojnę światową, a przynajmniej – rozmywanie tej odpowiedzialności – oraz żydowską, które celem jest przerzucanie tej odpowiedzialności na winowajcę zastępczego, by podtrzymać możliwość materialnego eksploatowania holokaustu. Podobne opinie wygłaszają przedstawiciele piątej kolumny w Polsce; rozmaici folksdojcze i skorumpowani łajdacy, uczestniczący w realizowaniu w Polsce tzw. „pedagogiki wstydu”, której celem jest wzbudzenie w Polakach poczucia winy wobec Żydów, by w ten sposób doprowadzić nasz naród do stanu bezbronności. Uprzejmie zakładam, że Twoja opinia nie wynikała z podłości, tylko z ignorancji – ale w takim razie nie ulega wątpliwości, że jesteś głupszy, niż nawet przewiduje ustawa określająca warunki na zajmowaną przez Ciebie, operetkową posadę. W tej sytuacji chyba sam rozumiesz, że żadne „przeprosiny” nie wystarczą, że powinieneś niezwłocznie podać się do dymisji, a ze swoim życiem postąpić, jak przystało na człowieka honoru. Oczekuję tego od Ciebie jako obywatel polski – a myślę, że nie jestem w tym oczekiwaniu odosobniony – który ma interes prawny w tym, by ktoś taki, jak Ty, ani go nigdzie nie reprezentował, ani też nie był rzecznikiem jego praw. Łączę stosowne wyrazy.

Stanisław Michalkiewicz

niedziela, 25 czerwca 2017

Psychopatyczny małolat z atomowym joystickiem i babunią

Polityków i dziennikarzy polskich (nie mamy oczywiście na myśli Targowiczan ani pismaków na szkopskim czy sorosowym żołdzie) dziwiły ostatnimi czasy wybryki niejakiego Makarona z pogranicza ignorancji i elementarnego braku kindersztuby. Dopóki we Francji trwała kampania wyborcza, tłumaczono to sobie tym, że wypowiedzi te były kierowane do francuskiego „suwerena”, czyli statystycznie rzecz ujmując, zbieraniny idiotów niezdolnych do logicznego rozumowania, a zatem łykających niczym przysłowiowe pelikany dowolną bzdurę. Koronnym przykładem może być jego pohukiwanie, że „nie dopuści” do przeniesienia fabryki koncernu Whirpool z Amiens do Polski. Ale już po francuskich wyborach parlamentarnych, przed  ostatnim szczytem eurokołchozu w Brukseli, gówniarz zaczął w wywiadzie prasowym pouczać Grupę Wyszehradzką, czym są rzekomo „europejskie wartości” i „państwo prawa”. Pani premier Szydło odpowiedziała na te zaczepki taktownie i pojednawczo, że nie ma zamiaru prowadzić dialogu z Francją za pośrednictwem prasy. Viktor Orban był bardziej konkretny i odpowiedział, że rozmowy nie rozpoczyna się od kopnięcia rozmówcy. Co tłumacząc z języka dyplomatycznego na siedemnastowieczną polszczyznę w sienkiewiczowskiej narracji, przekłada się na „znaj chamie politykę”.
To permanentne gówniarstwo skłoniło redakcję do rozpoczęcia researchu. Szybko natrafiliśmy na arcyciekawy link:

do lektury którego bardzo Szanownych Czytelników zachęcamy.
Portal „blastingnews” wyraźnie zakazuje kopiowania i wykorzystywania zamieszczonych na nim treści bez jego pisemnej zgody. Na szczęście dwie kluczowe informacje, które linkowany artykuł zawiera, pochodzą z innych źródeł, a konkretnie z WikiLeaks oraz YouTube, czyli są ogólnie dostępne.
Zacznijmy od sprawy niedyskretnej, czyli wieku tzw. Pierwszej Damy Francji. Oficjalny rok jej urodzenia to 1953, co przy roku narodzin jej oblubieńca (1977) daje 24 lata różnicy. Tymczasem WikiLeaks opublikowała fotkę jej dokumentu tożsamości:
 

Na którym jak wół widnieje rok urodzin 1943. Oczywiście redakcja Antysocjala nie jest krakowskim Instytutem Sehna i nie podejmuje się wydać werdyktu w kwestii autentyczności tego zdjęcia. Ale nikomu z kolegium redakcyjnego nie zdarzyło się jeszcze spotkać z fałszywką na wspomnianym portalu. I trudno nam uwierzyć by Julian Assange chciał popełnić wizerunkowe samobójstwo, publikując w interesującej tak wielu ludzi sprawie fałszywkę na poziomie Aarona Szechtera, lisa Syfilisa czy „siostry” Dominiki Wielowieyskiej. 
Zakładając zatem zdecydowanie najbardziej prawdopodobną wersję że jest to po prostu prawda, obecny wiek predystynuje panią Brigitte Macron-Trogneaux raczej do tytułu Pierwszej Babci Francji. A jeśli rzeczywiście to uczucie rozpaliło się pełnym płomieniem w szkolnych murach, gdy młody Emmanuel liczył sobie 15 wiosen, jego oblubienica miałaby ich wtedy 49.
Na podkreślenie zasługuje też inny szczegół. We Francji granicę penalizacji seksu z osobą niepełnoletnią ustalono na poziomie 15 lat. Ale od tej zasady jest ważny wyjątek. Jeśli młodą osobę łączy z drugą stroną relacja zależności służbowej, granicą ta jest podniesiona do wieku 18 lat.  Czyli seks w konfiguracji nauczyciel – uczeń wedle francuskiego prawa spełnia definicję pedofilii.
Kolejnym skandalikiem była zamieszczona przed pierwszą turą wyborów prezydenckich przez gaullistowski dziennik „Le Figaro” informacja, jakoby Makaron pozostawał w sodomickim związku z szefem państwowego radia francuskiego i swoim rówieśnikiem Mathieu Galletem. 

Gazeta twierdziła, że pararazzi zdobyli na to dowody. Makaron nie wytoczył „Le Figaro” procesu o oszczerstwo, a całą sprawę zbagatelizował.. Trudno rozstrzygnąć czy bał się przegranej. Czy może degeneracja żabojadów posunęła się już tak daleko, że bycie biseksualistą to już wyłącznie powód do dumy.

Ale najciekawsze są informacje zawarte są na YouTubie w wystąpieniu renomowanego włoskiego psychiatry i terapeuty, prof. Adriano Sagatori. Na podstawie powszechnie znanych publicznych wystąpień Makarona oraz znanych faktów z jego przeszłości, profesor ocenił osobowość obecnego prezydenta Francji:
Wystąpienie swoje prof. Sagatori wygłosił w swoim ojczystym języku, ale na szczęście w gronie znajomych redakcji jest osoba władająca językiem Dantego. I na naszą prośbę streściła nam ten wykład w punktach.
1. Zdaniem profesora, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że Makaron padł ofiarą przemocy seksualnej ze strony znacznie starszej nauczycielki, czyli jest ofiarą pedofilii.
2. Związek ten a następnie jego utrwalenie poprzez małżeństwo ze sprawczynią tejże przemocy, skutecznie zablokowały rozwój osobowości Makarona.
3. Skutek jest taki, że nie dane mu było dorosnąć. I nic nie wskazuje na to, że kiedykolwiek dorośnie pod względem emocjonalnym.
4. Na zawsze pozostanie nastolatkiem, egoistycznym do granic obrzydliwości, przeświadczonym o swojej wyjątkowości i omnipotencji. Za naturalny stan rzeczy uważającym, że cały świat powinien się kręcić wokół niego.
5. Makaron jest dobrze zorganizowanym, wykształconym i elokwentnym PSYCHOPATĄ.
6. Makaron popada w ciężki stres, graniczący z paniką, gdy przestaje być akceptowany, podziwiany, czy wręcz adorowany. Jedynie dzięki autotresurze jest w stanie taki kryzys przetrwać i czym prędzej znaleźć się w takim miejscu i towarzystwie, w którym ten podziw i poklask odzyska.
7. Tak naprawdę gardzi ludźmi biednymi, nie cierpi też silnych osobowości. A gdy są one kobietami, jak choćby pani Le Pen, ze wszystkich sił będzie próbował je zniszczyć.
8. Liczy się dla niego przede wszystkim, jeśli nie wyłącznie, jego rozbuchane ego.
Dlatego mimo licznych, pięknie brzmiących i często nierealistycznych deklaracji, nie należy oczekiwać po nim, że realnie zrobi coś dobrego dla Francji, wręcz może jej zaszkodzić, ponieważ Francja i Francuzi mało go interesują. Dla tego psychopaty są co najwyżej budulcem ego, by mógł zachować swoją kruchą i patologiczną tożsamość.

Diagnoza czy może jej próbna wersja, w zupełności przekonuje redakcję. I tłumaczy choćby wyraźną, bo źle ukrywaną awersję do pani premier Szydło. Jak i do reszty grupy V4, która śmiała mu się przeciwstawić. Do tego jeszcze w grzecznych słowach dając do zrozumienia, że plecie bzdury.
Niedawno pisaliśmy o klątwie Kisiela. Po tej diagnozie prof. Sagatoriego nabraliśmy pewności, że klątwa ta się spełni i za jakiś czas okolice Łuku Triumfalnego będą wyglądać jak na poniższym memie:
W redakcji trwała ożywiona dyskusja, kiedy ta memowa przepowiednia się ziści. Wszyscy typowaliśmy, że jednak  prędzej, niż za trzydzieści lat. A co o tym sądzą nasi Szanowni Czytelnicy?

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce
Refael 72

piątek, 23 czerwca 2017

PO prostu bydlę

Jeśli ktoś z grona totalnej oPOzycji wyróżni się szczególnie paskudnym szkodzeniem Polsce, POwyżej codziennych standardów, które ustalają Chyży Rój,  Shityna, Gneumann, POdpaska czy Nitras, należy to odnotować. Bo jest to równie wielka sztuka jak w Armii Sowieckiej dorobić się reputacji alkoholika czy w gronie euroosłów uchodzić za moralne mniej niż zero względnie skończonego kretyna. I dlatego redakcja postanowiła zająć się czymś, co się zwie Adam Bodnar.
 Swoją działalność polityczną rozpoczął w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku w Stowarzyszeniu „Nigdy Więcej”. Statutowym celem takowego było „przeciwdziałanie szowinizmowi, neofaszyzmowi i nienawiści wobec cudzoziemców”. Czyli tłumacząc z lewizny na polszczyznę, pod politycznie poprawnym pretekstem, przeciwdziałać odrodzeniu się polskiego patriotyzmu a już na pewno tradycji narodowej.
Następnie przeszedł na żołd Sorosa, czyli przyłączył się do tzw. Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, w której w roku 2010 dorobił się wiceprezesury jej polskiego oddziału. Każde obyczajowe kurewstwo rzecz jasna budziło jego zachwyt. W rozmowie z Robertem Mazurkiem (wywiad ten miał miejsce chyba w roku 2014) przyznał się że głosował na Ruch Palikmiota, a najistotniejszym powodem była obecność na listach wyborczych tej zgrai starszej skrobankowej Wandy Nowickiej, „Anny Grodzkiej” i Roberta Biedronia. W tejże rozmowie przyznał się że w pełni popiera „śluby” jednopłciowe a „małżeństwa” te nie mogą być „dyskryminowane” poprzez brak prawa do adopcji dzieci.
Nie dziwota więc, że będąc na wylocie, Przestępczość Organizowana plus zielona nierządnica POstanowiły POstawić kloca, co się zowie. I w lipcu 2015, rzecz jasna z aplauzem komuny, wybrały go na Rzecznika Praw Obywatelskich. We wrześniu złożył ślubowanie i rozpoczął pięcioletnią kadencję.
Do tej pory słynął głównie z popierania bezczelnych roszczeń pedałów. Popierał ich akcję przeciw łódzkiemu drukarzowi, który odmówił wykonania sodomickich materiałów propagandowych. I za to został już w dwóch instancjach skazany. Rewizja nadzwyczajna ministra Ziobry to oczywiście półśrodek. Kiedy wreszcie „prawicowy” i „żarliwie patriotyczny” PiS ruszy leniwe tyłki i odeśle ustawę o tzw. mowie nienawiści, a już zwłaszcza sławetną Ustawę 1066 na gwóźdź w latrynie? Czyli skończą gadaninę i wywiozą kał PO PO?
Ale te wyczyny Niedorzecznika Roszczeń Pedałów to Pikuś w POrównaniu z jego ostatniim wyczynem:

https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/345300-skandaliczne-slowa-bodnara-narod-polski-wspoluczestniczyl-w-realizowaniu-holokaustu-dopiero-teraz-rpo-przeprasza

Kilka dni temu ten NRP (skrótu RPO mogą od tej pory używać tylko głupcy lub łobuzy) w rozmowie w TVP POpisał się stwierdzeniem, że wprawdzie Holocaust był dziełem niemieckim, ale współuczestniczyło w nim wiele innych narodów, w tym i polski. Oczywiście nie zająknął się o państwie Vichy, którego policja gorliwie wydawała Żydów ze swojego terytorium Niemcom. Skoncentrował się na rzekomej współodpowiedzialności Polaków jako narodu. A jako „argument” przytoczył wyroki śmierci, wydane przez Armię Krajową na tzw. „szmalcowników”. Młodemu pokoleniu należy się wyjaśnienie, że tak podczas okupacji nazywano bandytów denuncjujących Niemcom ukrywających się Żydów. Sądownictwo Państwa Podziemnego wydało tych wyroków śmierci na szmalcowników poniżej półtora tysiąca, co potwierdza marginalną skalę tego bandyckiego procederu. Zwłaszcza w porównaniu z szacowaną na kilkanaście tysięcy liczbą Polaków, zamordowanych przez Niemców za udzielanie pomocy Żydom. Opracowania naukowe z nazwiska wymieniają ponad pięć tysięcy.
Oczywiście wiadomość POszła w świat, o co zadbały dziennikarskie polskojęzyczne ladacznice. Jej POwrót na łamach niemieckich szczekaczek to jedynie kwestia czasu.
Oburzenie w Polsce było powszechne. Dali mu wyraz zarówno zwyczajni ludzie za pośrednictwem sieci, jak i politycy (oczywiście z wyjątkiem POmiotu) i inne znane osoby
w przestrzeni publicznej. Pan Maciej Świrski, przewodniczący Reducie Dobrego Imienia, poinformował NRP, że od tej pory nie może mu podać ręki i wezwał go do złożenia dymisji, o ile pojęcie honoru nie jest mu obce. Naszym zdaniem pan Maciej odwołuje się do pojęcia nie mniej abstrakcyjnego niż polski patriotyzm kon-Donka.
NRP przeprosił, rzecz jasna jedynie na witrynie internetowej swojego ansztaltu. Stara szkoła Aarona Szechtera, czyli wysmarować kogoś kałem na pierwszej stronie GW no Prawda, a kalumnie odszczekać malutką czcionką na dziesiątej.
Dlatego redakcja stawia pytanie. Czy nie można tej kanalii oskarżyć o tzw. „kłamstwo oświęcimskie” i za takowe skazać? Wyrok pewnie byłby „w zawiasach” ale zawsze to powód by ten advocatus sodomitorum, robiący darkroom ze swojego urzędu, nareszcie wyleciał z niego na zbitą mordę.

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce

Refael 72
Tie Fighter

wtorek, 20 czerwca 2017

Klątwa Kisiela

Jakieś ćwierć wieku temu rozpoczęła się w Polsce tak zwana kampania wstydu, trwająca w najlepsze do dzisiaj. Jej ojcami założycielami były GW no Prawda plus „niezależna prasa”, czyli tytuły o jeszcze przedokrągłostolcowym  rodowodzie. W czasie rządów Tadeusza Niedołęgi-Mazowieckiego „sprywatyzowane”, czyli oddane redaktorom naczelnym, jeszcze za komuny przyniesionym w teczkach z Wydziału Prasy Komitetu Centralnego PZPR. Z czasem na rynku prasowym, stopniowo transformującym w stronę mediów elektronicznych, zaczęły dominować tytuły wydawane przez kapitał niemiecki oraz jeszcze jeden, dla ułatwienia dodamy że nie pochodzi on z Paragwaju.
Wszystkie te nurty łączy nieustanne wmawianie Polakom że są gorszym narodem. Więc powinni po rękach całować tych którzy chcą ich „cywilizować”. Czyli bez szemrania wykonywać wszystkie „dyrektywy”, godzić się na wyprzedaż za kilka procent ich realnej wartości „nierentownych” gałęzi przemysłu, zaś te których istnienie jest solą w szkopskim oku, jak rybołówstwo czy przemysł stoczniowy, po prostu zlikwidować. A gdzie Polacy mają pracować? Keine Probleme, w Niemczech czy w Wielkiej Brytanii rąk do pracy brakuje, a gdy do tego wygeneruje się problemy z wejściem w posiadanie choćby skromnego kawałka własnego dachu nad głową, ci najzaradniejsi a zatem najwartościowsi młodzi ludzie stracą cierpliwość i wyjadą za chlebem. Wykonawcami tej POlityki byli zarówno lewicowcy, którzy zmienili czerwony sztandar z sierpem i młotem na niebieski z gwiazdami, jak i „leberały” spod znaku Balcerka, Lewandowskiego, Buzka, Tuska i POmniejszej swołoczy.
Szczujnie szkopska i „Holocaust Industry” dodatkowo zawiązały sojusz w kwestii zagłady Żydów podczas II Wojny Światowej. W szechterowym szmatławcu już w roku 1990 Stary Niedźwiedź natrafił na rewelację (dla bezpieczeństwa podaną jako rzekomy list do redakcji), że tak naprawdę to Powstanie Warszawskie wybuchło po to aby AK mogło wymordować tych Żydów którzy przeżyli powstanie w getcie. Dodajmy do tego słynne „polskie obozy koncentracyjne”. Dopiero od półtora roku polskie (nie jest to jeszcze do końca pewne) sądy nie olewają spraw o oszczerstwo z tego powodu. W czasach gdy rządzili Tusk, Kopacz ( w oryginale przy wódeczce trafnie nazwani chujem oraz dupą) i Kamieni Kupa, proceder ten na ogół nawet w Tusklandii uchodził płazem.
Nie brakowało też chamskich połajanek z zagranicy. Choćby ze strony „neogolistowskiego” błazna, w Polsce familiarnie zwanego Czyrakiem, czy socjalistycznego hiszpańskiego durnia, który przeszedł do historii dzięki staraniom o nadanie praw ludzkich małpom. To ostatnie ani trochę redakcji nie dziwi, bowiem tenże były premier Królestwa Hiszpanii z gęby wygląda jak owoc romansu Jasia Fasoli z szympansicą.
Ale ostatnio w Europie dzieje się dużo, a wydarzenia te bezlitośnie weryfikują bujdy na resorach o rzekomej dojrzałości tamtejszych społeczeństw i równie wyssanych z palca powodach, dla których polski ciemnogród powinien czerpać ile się da z tych świetlanych wzorców.
Świętej pamięci stary mądry Kisiel powiedział kiedyś że ta ladacznica Francja jeszcze drogo zapłaci za te wszystkie łajdactwa, które przez ostatnie kilkaset lat wyrządziła Polsce. I zaczyna nam się wydawać że Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy i klątwa ojca polskich wolnorynkowców zaczyna się spełniać. Dla wyjaśnienia dodamy że na Antysocjalu jako rzeczownika o pozytywnym odcieniu uczuciowym konsekwentnie używamy „wolnorynkowca”. Bowiem doczekaliśmy czasów gdy dzięki ćwierćwieczu mrówczej pracy szajki kon-Donka, za „liberała” chyba już w większej części Polski można oberwać w gębę. Jako że rzeczownik ten na liście rankingowej tęgich bluzgów, uzasadniających przejście do rękoczynów, wyprzedził „skurwysyna” czy „cwela”.
We Francji, jak to bez trudu przewidzieliśmy i o tym napisaliśmy jeszcze przed drugą turą tamtejszych wyborów, prezydentem został „niezależny” socjalista z żyrem Rotschilda, w polskiej blogosferze popularnie zwany Makaronem. Potrafiący jedynie wygadywać komunały w stylu niejakiego Petru. Jego znajomość prawa i ekonomii jest chyba na zbliżonym poziomie, skoro podczas kampanii wyborczej obiecywał że „nie dopuści” do przenosin fabryki firmy Whirpool z Amiens do Polski. Wiedza że traktaty unijne gwarantują swobodę przepływu ludzi, kapitału, towarów i usług, jak widać przekracza możliwości intelektualne tego byłego socjalistycznego ministra gospodarki, przemysłu i cyfryzacji.
Marine Le Pen przed drugą turą wyborów prezydenckich zauważyła sarkastycznie że we Francji na pewno będzie rządzić kobieta: albo ona, albo Angela Merkel. Redakcja uważa że nie jest to do końca prawda. W naszym przekonaniu we Francji teraz rządzić będą dwie kobiety. Bo poza cesarzową z Berlina, bez pomocy której z gospodarki francuskiej posypią się trociny, nie można zapominać o Pierwszej Babci Francji.
Przemalowani socjaliści poszli za ciosem. I jeśli dane przytoczone przez portal „interia” są ścisłe:

http://fakty.interia.pl/swiat/news-ostateczne-wyniki-wyborow-parlamentarnych-we-francji,nId,2407688

to podział mandatów w izbie niższej francuskiego parlamentu, liczącego 577 miejsc, jest następujący:
Makaronowa LREM  - 308 (43.1 % głosów)
Jej sojusznicza MoDem – 42 (6.1 % głosów)
Łże prawicowi Republikanie – 113 (22.2 % głosów)
Nieprzemalowani socjaliści – 29 (5.7 % głosów)
Skrajne lewactwo – 17 (4.9 % głosów)
Front Narodowy – 8 (8.8 % głosów)
Na podkreślenie zasługuje frekwencja, jedynie nieco przekraczająca 43% ogółu uprawnionych. To ona plus większościowa ordynacja wyborcza tłumaczy te wyniki. Po prostu do elektoratu Frontu Narodowego dotarła smutna prawda, że jeśli ogłupiony przez media głównego ścieku motłoch będzie miał do wyboru kogoś od pani Le Pen lub dziką babę z rogami, to zagłosuje na tę babę. A efekt jest taki że choć na FN głosowało ok. półtora raza tylu wyborców co na makaronową przystawkę, mandatów zdobyli ponad pięć razy mniej.
Szczególnie przypadła nam do gustu kobieta z listy LREM, z zawodu torreador (nie robimy sobie jaj, tak napisali u Karnowskich). Która powiedziała że nigdy nie interesowała się polityką i nie ma o niej zielonego pojęcia. Kwalifikacje ma zatem identyczne jak girlaski Rycha VI, ale w odróżnieniu od nich, przynajmniej nie łże.
Żabojady dokonały zatem „wyboru”, przypominającego koszarowy wierszyk sowieckich wojaków:
Z lewej młot a z prawej sierp
Razem – nasz sowiecki herb
Chcesz to rżnij, chcesz to kuj
I tak wyjdzie z tego ….
Wygląda na to, że statystyczny zjadacz bagietki popijanej winem nie jest i nie będzie już zdolny do użycia głowy w innym celu, niż do założeniu na nią beretu. I nawet wsadzona przez dzihadystowskie bydło w tyłek jego sąsiada i odpalona laseczka dynamitu tego już nie zmieni. Bo gdy okaże się że to przysłowiowe wino też jest „haram”, na bunt będzie już za późno.
Porównajmy zatem tenże „polski ciemnogród” ze światłym i postępowym (niczym ostatnie stadium „choroby francuskiej”) krajem, w którym dawno, dawno temu urodzili się Napoleon Bonaparte i Charles de Gaulle.
1. Polscy wyborcy nawet w roku 2011, gdy wydawało się że już znikąd nadziei, nie olali wyborów i nie dali szajce w składzie ludzie volksdeutscha – zielona ladacznica (plus przystawki komusza i skrobankowo-pedalsko-narkomańska) szansy na zmianę konstytucji.
2. Gdy wydało się że rzekomy „chrabia” to prymitywny cham, nie mający pojęcia nie tylko o savoir vivrze, ale nawet i o ortografii, mimo potężnej klaki medialnej burak przegrał wybory z do tej pory praktycznie nieznanym Andrzejem Dudą.
3. Podczas wyborów parlamentarnych 2015 plastikowa wydmuszka o nazwie „Nowoczesna”, przy całej łajdackiej reklamie w „merdiach”, ugrała 28 miejsc w 460 mandatowym sejmie, czyli 6 %. Bo ludzie połapali się że to tylko wypierdki po Balcerku, a nie jakakolwiek nowa jakość. Proszę to łaskawie porównać z francuskim Petru, którego też wystrugana z banana i debiutująca w wyborach partia, sama zdobyła ponad 53 % mandatów, a razem z przystawką nawet prawie 61 %.
A skoro o wilku mowa. Na deser mem, który rzucił całą redakcję na kolana.



Wyjaśniający aż tak furiacko „prouchodźczą” politykę .Nowośmiesznej.

Stary Niedźwiedź
Refael 72
Flavia de Luce

czwartek, 15 czerwca 2017

POmiot przestaje udawać Polaków

Dnia 14 czerwca przypada rocznica przybycia w roku 1940 pierwszego transportu więźniów do niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Auschwitz. Podczas obchodów tej rocznicy na terenie byłego obozu pani premier Beata Szydło powiedziała między innymi:
Auschwitz to w dzisiejszych niespokojnych czasach wielka lekcja tego, że trzeba czynić wszystko, aby uchronić bezpieczeństwo i życie swoich obywateli."
Słowa te wywołały oczywiście furię „totalnej oPOzycji”. Kanonadę rozpoczął Chyży Rój:

https://wpolityce.pl/polityka/344357-tusk-krytykuje-przemowienie-beaty-szydlo-takie-slowa-w-takim-miejscu-nigdy-nie-powinny-pasc-celna-riposta-internautow

swoim zwyczajem POpisując się na ulubionym przez niego twitterze opinią że takie słowa w takim miejscu nigdy nie powinny paść z ust polskiego premiera. Na komendę Tuska (czyli tłumacząc znaczenie tego rzeczownika z gwary kaszubskiej na polski – kundla) rozszczekała się i reszta sfory. Grzechu „porcelanowa gęba” Shityna nagryzmolił coś bardzo POdobnego (w szajce zawsze był tylko fizycznym od mokrej roboty i dlatego teraz na etacie umysłowego idzie mu jak PO grudzie), nie chce nam się nawet szukać linku. Jeśli ktoś z Szanownych Czytelników ma takie hobby jak kolekcjonowanie szczególnie odrażających insektów, bez trudu to wygugluje.
Pani Magdalena Ogórek przedstawiła swoją ocenę reguł rządzących POstępowaniem antypolskich szczujni na niemieckim żołdzie, POkroju WP czy Foxshitu.

http://wpolityce.pl/polityka/344416-ogorek-ostro-o-mediach-krytykujacych-przemowienie-premier-szydlo-licza-na-tych-internautow-ktorzy-nie-umieja-myslec-samodzielnie

Napisała też że jej zdaniem jest już gromadzona amunicja na przyjazd pana prezydenta Donalda Trumpa. Z opinią tą redakcja się zgadza, pamiętając o złotej myśli jakiegoś gwiazdora TeFałszEnu lub Polsratu (też nie sprawdzamy, bo jak mawiali w swym języku ojczystym ojcowie założyciele obydwu, w końcu to „adna swołocz”) że podczas pobytu w Polsce Donald Trump BYĆ MOŻE spotka się z Andrzejem Dudą.
Ale cios spotkał też POlskojęzycznych również i ze strony, z której na pewno się tego nie spodziewali. Bo ostatni gwóźdź do trumny rozhisteryzowanej Targowicy wbito na witrynie internetowej Forum Żydów Polskich:
 
http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/344388-jedrzejewski-z-forum-zydow-polskich-nagonka-na-szydlo-jest-przykladem-jak-zaslepienie-nienawiscia-odbiera-przyzwoitosc

W imieniu tej organizacji głos zabrał pan Paweł Jędrzejewski który uznał że wypowiedź pani premier na terenie byłego KL Auschwitz jak najbardziej ma sens. Bowiem nie może się powtórzyć sytuacja, gdy państwo, jak to się zdarzyło w przypadku międzywojennej Polski, nie było w stanie obronić swoich obywateli. A całą nagonkę POmiotu zrekapitulował dyplomatycznie, tym nie mniej dobitnie:
 
Nagonka na Szydło, oparta na świadomym przekręceniu sensu jej wypowiedzi, jest przykładem jak zaślepienie nienawiścią (z przyczyn politycznych) odbiera ludziom przyzwoitość."
A co do tego może dopowiedzieć redakcja? Powody tego tyleż furiackiego co idiotycznego ataku są dla nas oczywiste.
Po pierwsze, pani premier Szydło za priorytet swojego rządu uznała troskę o życie i bezpieczeństwo Polaków. Dla POmiotu taki cel POzostawał wręcz w rażącej sprzeczności z ich najważniejszym imperatywem. Nakazującym dbanie o dobro dla części swojej prawdziwej ojczyzny , zaś dla reszty protektora i sponsora, z którego jedynie łaski zaistnieli w polityce. Gotowych do sprzedaży Niemcom lub ich słupom za kilka procent realnej wartości dowolnego segmentu polskiej gospodarki. Lub zniszczenia go gdy protektor zainteresowany jest jedynie jego zniknięciem z powierzchni ziemi.
Po drugie, od półtora roku ich przyszłość stoi POd wielkim znakiem zapytania. Szefowa nagradzała ich garścią „ojro” i medalem z kartofla za konkretne wyniki w niszczeniu Polski. Dla szczególnie zasłużonych volksdeutschów czekały nawet fotele do napowietrzania w Brukseli, ale by na nie plus przyszłą hojną emeryturę zasłużyć, trzeba było POpisać się wyjątkowymi osiągnięciami.
Po trzecie, były herszt od zawsze uprawiał POlitykę kadrową żywcem zmałpowaną od Stalina. Czyli bez litości wycinał tych wszystkich, którzy z racji inteligencji lub kwalifikacji zawodowych mogli być jego POtencjalnymi rywalami do przewodzenia szajce. Wystarczy wymienić taki łańcuszek jak Maciej Płażyński, Andrzej Olechowski, Jasio Marysia Rokita, Zyta Gilowska, Grzechu Shityna czy Jarosław Gowin. Zatem gdy szczur uciekł z tonącej łajby do Brukseli, na czele szajki, złożonej już niemal wyłącznie z debili,  stanęła tyleż zakłamana do szpiku kości co głupsza od własnego POdogonia Kopacz Na Metr Głęboko. Tak głupia że bez problemu wyrolował ją fizyczny od mokrej roboty czyli Shityna. Ale jak mówi przysłowie, z kim przestajesz, takim się stajesz. Kieszonkowy Beria uważa ogół Polaków również za idiotów i wali w rząd kompletnie na oślep, napadając również i za działania odbierane pozytywnie przez zdecydowaną większość Polaków. Miotając się między rozkazami swoich prowadzących a słupkami sondaży. Te ostatnie nakazywałyby stulić pysk w sprawie przyjmowania islamskich bandytów zwanych „uchodźcami”. Nawet przez chwilę tak próbował zrobić ale BundesNachrichtenDienst musiał mu przypomnieć, skąd mu nogi wyrastają. Więc K**wiński, Gneumann czy Budka POwrócili do starej śpiewki, skrzecząc niby zacięta płyta gramofonowa.
Szczególnie ucieszyła nas reakcja pana Pawła Jędrzejewskiego. POpaprańcy myśleli sobie że po raz nie zliczymy już który zagrają znaczoną kartą rzekomego polskiego antysemityzmu, a tu taka wpadka. Żydowski tramwaj odjechał a Chyży Rój i Shityna zostali tylko z michnikiem w garści. Więc przestańcie lać, POchowajcie michniki, zapnijcie POrtki i wypad, antypolska hołoto!

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce
Refael 72