czwartek, 3 września 2015

Germanofilska Kasandra


Rocznica wybuchu II Wojny Światowej skłania do zastanowienia się, czy łańcuch wydarzeń zapoczątkowanych 1 września 1939 istotnie był jedynym możliwym. Czy postępowanie w myśl hasła „Nie oddamy nawet guzika", które doprowadziło do śmierci ponad sześciu milionów obywateli Polski, zrujnowania kraju i jego wpadnięcia na czterdzieści pięć lat w sowiecką niewolę istotnie nie miało żadnej alternatywy. Pisze o tym obszernie w swojej dla niektórych obrazoburczym, dla innych po prostu wielce ciekawym bestsellerze „Pakt Ribbentrop – Beck” publicysta i historyk Piotr Zychowicz. Spotykając się ze strony krytyków mieszających honor z polityką z ironicznym zarzutem, że łatwo jest oceniać coś ponad siedemdziesiąt lat po fakcie. Żeby było śmieszniej, ci sami krytycy kolejnej jego książki „Obłęd 44” tym razem twierdzą, że na ocenę Akcji „Burza” i Powstania Warszawskiego jest po siedemdziesięciu latach … jeszcze za wcześnie! Chciałoby sie tych szulerów, którym co rusz walet treflowy (czyli dupek żołędny, jak dawniej mawiano) wystaje z mankietu, zapytać: to po ilu latach wolno o jakimś wydarzeniu historycznym dyskutoewać? Ale trudno wymagać choć szczypty logiki od apologetów każdej bez wyjątku walki dla samej walki, którzy zwolenników kierowania się w polityce spokojną kalkulacją zysków i strat, obdarzają różnymi epitetami. Z których słowo „księgowy” jest najłagodniejszym. Dlatego pozwolę sobie przypomnieć osobę, która dokładnie przewidziała skutki polityki Józefa Becka ZANIM katastrofa nastąpiła. Więc zgodnym chórem człowiek ten został skazany na śmierć przez zapomnienie. Przez piłsudczyków za bezlitosną i jakże trafną krytykę surrealistycznej koncepcji „równego dystansu do Berlina i Moskwy”, przez samozwańczych uczniów Romana Dmowskiego za antyrosyjskość, wreszcie przez zarządców PRL za antykomunizm. Niezwykłe porozumienie ponad podziałami. Osobą tą jest Władysław Studnicki.
Urodził się w roku 1867 w Dyneburgu, gdzie ukończył szkołę średnią. Za młodu związał się z ruchem socjalistycznym co doprowadziło do jego aresztowania i zesłania w roku 1887 na Syberię. Po powrocie z zesłania i krótkim pobycie w Petersburgu i w Warszawie wyjechał do Wiednia, by w końcu na dłużej osiąść w Heidelbergu. Początkowo nadal angażował się w socjalizm, był nawet członkiem władz Związku Zagranicznych Socjalistów Polskich. Ale wkrótce przeszedł na pozycje bardziej narodowe. Po osiedleniu się w Galicji w roku 1902 wstąpił do Stronnictwa Narodowo – Demokratycznego. Wobec zdecydowanie innej oceny Rosji rozczarował się do Romana Dmowskiego i od roku 1905 w swojej publicystyce zwalczał jego ówczesną politykę prorosyjską.
Do wybuchu I Wojny  Światowej był zwolennikiem poszerzenia Austro-Węgier o trzeci polski człon. Gdy pierwszy rok wojny wykazał słabość armii Franciszka Józefa, jako realista uznał, że odbudowa jakiejś formy polskiej państwowości możliwa jest jedynie we współpracy z Niemcami i przy ich akceptacji. W roku 1916 kilkakrotnie spotkał się w Warszawie z gubernatorem generałem Hansem von Besselerem. Uważany jest za jednego ze współautorów „Aktu 5 listopada”, w którym władze niemieckie i austro-węgierskie deklarowały chęć odtworzenia Królestwa Polskiego (unikając oczywiście określenia jego granic) oraz sformowania polskiej armii. Studnicki wszedł w skład Tymczasowej Rady Stanu.
W II Rzeczypospolitej znany był przede wszystkim jako aktywny publicysta i autor kilku książek, podkreślający potrzebę współpracy polsko – niemieckiej. W czerwcu 1939 opublikował proroczą książkę „W obliczu nadciągającej drugiej wojny światowej”. Bezbłędnie przewidział w niej atak Niemiec na Polskę, nieudzielenie Polsce jakiejkolwiek realnej pomocy przez francuskich i brytyjskich „sojuszników” i w rezultacie całkowitą klęskę, zakończona utratą niepodległości i podziałem kraju między Niemcy i Rosję Sowiecką. Cały nakład został skonfiskowany przez władze sanacyjne.
Po klęsce wrześniowej Studnicki podjął na własną rękę próby ratowania tego, co jego zdaniem można było jeszcze uratować. Pamiętając w zasadzie cywilizowaną okupację niemiecką z lat 1915-1918 był wstrząśnięty pierwszymi wyczynami Gestapo. Dlatego w listopadzie 1939 wystosował memoriał do wojskowego gubernatora Warszawy, generała Karla von Neumanna-Neurode. Pisał w nim o nieuchronności rychłej wojny niemiecko – sowieckiej i podkreślał, jak cennym sojusznikiem dla Niemiec byłoby odtworzone Wojsko Polskie. Podkreślał że dalsze mordy, rabunki i poniewieranie godności narodowej Polaków może spowodować rozbudowę ruchu oporu w Generalnym Gubernatorstwie, co na pewno nie leży w interesie Niemiec, a co najwyżej Stalina. A kontynuacja takiej polityki okupacyjnej zgubi nie tylko Polskę, lecz w przyszłości również i Niemcy.
Memoriał ten został przyjęty przychylnie przez niektórych niemieckich generałów. Zupełnie inny był jego odbiór w niemieckich sferach policyjnych. Studnicki został zawieziony do siedziby Gestapo, gdzie usłyszał, że ma więcej takich memoriałów nikomu już nie wysyłać. Nie został skatowany, więc jak na standardy bandytów w czarnych mundurach, był to istny Wersal.
Poza niektórymi kręgami Wehrmachtu, pomysł ułożenia relacji niemiecko-polskich za pomocą innych instrumentów niż egzekucje, grabieże i policyjna pałka spotkał się z przychylnym odbiorem również wśród niektórych niemieckich dyplomatów, z byłym niemieckim ambasadorem w Warszawie, Hansem von Moltkem na czele. Ludzie ci podzielali pogląd, iż terror w Generalnym Gubernatorstwie nie przyniesie Niemcom żadnych korzyści i może jedynie zintensyfikować działalność ruchu oporu. Co w przypadku nieuniknionej przyszłej wojny z Rosją jest ostatnią rzeczą, jaka byłaby potrzebna. I dlatego niemieckie MSZ zorganizowało w końcu stycznie 1940, a więc jeszcze przed „Akcją AB” i masowymi egzekucjami w Palmirach, przyjazd Studnickiego do Berlina.
Po przybyciu tamże, wystosował on memoriał wysłany do Adolfa Hitlera, Hermana Goeringa, Josefa Goebbelsa i innych najważniejszych osób w III Rzeszy. Pisał w nim bez ogródek o niemieckich zbrodniach w Polsce i domagał się natychmiastowego zaprzestania terroru. Na polecenie Goebbelsa, obawiającego się iż dane te przedostaną się do zagranicznej prasy, Studnicki został aresztowany. Wywołało to typowa dla urzędniczych sporów ostrą reakcję Ribbentropa na ingerencję Goebbelsa w akcję jego ministerstwa. Studnickiemu więzienie zamieniono na internowanie w sanatorium a w sierpniu 1940 powrócił do Warszawy.
Wielokrotnie interweniował u władz okupacyjnych w sprawie aresztowanych Polaków, w niektórych przypadkach z powodzeniem. Sam w końcu został aresztowany, po roku został zwolniony z więzienia na Pawiaku na skutek interwencji Maurycego Potockiego. W lipcu 1944 wyjechał na Węgry. W roku 1946 osiadł w Londynie, gdzie zmarł w roku 1953. Przez środowiska emigracyjne był bojkotowany, zaś w PRL objęto go ścisłym zakazem cenzorskim.
Niełatwo być Kasandrą.

Stary Niedźwiedź

28 komentarzy:

  1. Jak się nie mylę to o Studnickim wspominał Zychowicz w swojej książce "Pakt Ribbentrop -Beck".

    Zygmunt

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Zygmuncie
      Masz rację, o Studnickim dużo pisał w tej książce Zychowicz, swego czasu mówił też o nim Stanisław Cat Mackiewicz. Ale poniewaz podpadł komunistom, piłsudczykom i tym nrodowcom, którzy uważają, że trzeba popierać każdą Rosję, został skazany na całkowite zapomnienie. Siła złego na jednego.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

    W okresie międzywojennym każde ze stronnictw popełniło ogromne błędy, które odbijają się nam czkawką po dziś dzień. Uważam tedy, iż głównym problemem Polski była i jest prowadzona polityka zagraniczna, opierająca się na czyichś obietnicach, pustych słowach, lecz przede wszystkim na naszym naiwnym postrzeganiu świata.

    Obojętnie czy chodzi zatem o Niemców, Rosjan czy o Anglików, winniśmy znać ich jak najlepiej i dostosowywać naszą politykę do realiów tego świata. Niestety, lecz wielu nadal wierzy w jednorożce, smoki i skrzaty, jakimi są sojusze, przyjaźnie i wspólne reprezentowanie interesów.

    Nikt nigdy nie będzie reprezentować interesów Polski, poza Polakiem. Nikt nigdy nie obroni Polski, jeśli nie będzie mieć z tego konkretnej korzyści. Tragedia międzywojenna to naiwność i wiara pokładana w hipokrytach z wysp. To działalność i wpływy rozmaitych mniejszości etnicznych. To zideologizowane retoryki politycznej, gdy już wtedy takie słowa jak socjalizm czy liberalizm znaczyły niewiele. To niespełnione ambicje niektórych i głupota innych. To odwrócenie się od Czechosłowacji. To niepoparta realiami wiara, że od zachodniej granicy przyjdzie do nas coś, poza żołnierzem w czołgu. Nawet jeśli jeden Niemiec z drugim nic do Polski i Polaków nie ma/nie miał, to nie po to finansuje się siły polityczne przeciwko Słowianom, by wchodzić nagle z nimi w sojusze.

    Niemcy jednak doczekali się zapłaty za swe zbrodnie. Szkoda tylko, że traktują Polskę jako kraj potencjalnej ucieczki. Piszę zresztą od wczoraj, iż uchodźca i ludzka głupota nie znają granic... A historia jest nauczycielką, tyle, że nielicznych.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Robercie,

      "Obojętnie czy chodzi zatem o Niemców, Rosjan czy o Anglików, winniśmy znać ich jak najlepiej i dostosowywać naszą politykę do realiów tego świata."

      Pełna zgoda, ale tylko w przypadku prowadzenia polityki wobec państw narodowych. Z trzech wymienionych przez Ciebie państw, państwem narodowym jest tylko Rosja. Natomiast w przypadku państw działających w ramach struktur unijnych musimy raczej zweryfikować twoją tezę, albowiem poza Węgrami, Czechami i częściowo Słowacją, rządy w krajach unijnych sprawują przestępcze kliki, które z całą pewnością nie służą swoim narodom. Kluczowe w przypadku wyżej wspomnianych rządów jest ustalenie komu one faktycznie służą, na czyim pasku chodzą i jakie z tego tytułu osiągają korzyści. Najlepszym tego dowodem są słowa Victora Orbana wypowiedziane na łamach niemieckiego dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung” negatywnie ocenił on reakcję państw Unii Europejskiej w sprawie kryzysu imigracyjnego. To wbrew woli obywateli – stwierdził. A zatem, jeśli w zakresie polityki imigracyjnej czy kapitałowej rządy te prowadzą politykę wbrew interesom swoich narodów, to pytanie stawia się niejako samo - dla kogo oni grają? Tu bajania o próbie zapobieżenia katastrofie demograficznej nie wystarczą. Już prędzej obroni się teoria elektoratu zastępczego. Jednak wszystko finalnie sprowadza się do ideologii - w tym przypadku multi-culti. Kto zatem za takim wykwitem chorego umysłu jak multi-culti stoi? Pozostawiam to pytanie otwarte, ale to właśnie dobra znajomość tych właśnie sił gwarantuje skuteczne prowadzenie polityki zagranicznej w ramach struktur unijnych, ale nie tylko.

      Serdecznie pozdrawiam, TF.

      Usuń
    2. Tie_fighterze, poruszasz jeszcze istotniejszy problem!

      Polacy winni znać wszystkie Narody, społeczeństwa i ich władze, które nie zawsze realizują interesy tych pierwszych. Dochodząc do drugiego dna, po pewnym czasie odkrywamy także to trzecie i czwarte. Niestety, lecz mało ludzi dochodzi na sam dół i poznaje większą część prawdy, albowiem w wielkiej wiedzy, wiele utrapienia, a kto przysparza wiedzy, ten przysparza i cierpień. Z pewnością wiesz z czego jest to cytat...

      Byłoby sukcesem, gdyby Polacy znali naturę Niemców, Anglików, Rosjan, Francuzów, Amerykanów czy Chińczyków. Byłoby jeszcze większym sukcesem, gdyby orientowali się gdzie władze reprezentują interesy Narodów, a gdzie dbają o interesy pewnych grup społecznych czy Wielkiej Szulerni i powiązanych z nią rozmaitych lobby.

      Mieliśmy projekt Grupy Wyszehradzkiej, który zaprzepaściliśmy. Przecież teraz Węgrzy, Czesi, Słowacy, a nawet Serbowie czy Białorusini przydaliby się jako nasi prawdziwi przyjaciele krwi i interesów. Nie jak przyjaciele zza Oceanu, wydumani, reprezentujący jedynie interesy Szulerów, typowo Anglosascy hipokryci pogrążeni w talmudycznym kulcie materialnej korzyści.

      Winniśmy wiedzieć co kieruje nimi wszystkimi. Czy można przewidywać ich kolejne ruchy. Czy znamy ich plany. Czy wiemy jak im przeciwdziałać w interesie naszej Ojczyzny. Bez tego nie ma mowy o polityce zagranicznej. Bez zrozumienia i rozpisania tych kwestii, nie ma mowy o żadnym partnerstwie. Tyczy się to nie tylko dzisiejszych czasów, ale i okresu przedwojennego i tych wszystkich, którzy PRAGNĘLI odrodzenia Polski z pomocą Niemiec, Austro-Węgier czy Rosji, lecz nie analizowali jak oni mieliby nam pomóc, dlaczego mieliby nam pomóc, dlaczego jedni, a nie drudzy, jakie są czynniki cywilizacyjne, historyczne, religijne i kulturowe, by nie wdawać się z kimś w sojusze itd. Oczywiście, były argumenty za sojuszem z Niemcami czy z Rosją, lecz rzadko kiedy poparte dogłębnymi analizami. Tragedia czasów przeszłych i obecnych - naiwność. Jedno słowo, rzecz tak trudna do zmiany, a jak konieczna by Polska mogła się odrodzić.

      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń
    3. Czcigodny Robercie
      Polityke zaganiczną można prowadzić, jeśli się wie, co zamierzają robić inne kraje, jakie są ich realne możliwości i na ile są zdeterminowane, aby te zamierzenia wcielać w życie. Dotyczy to oczywiście zarówno potencjalnych sojuszników, jak i wrogów. Masz rację, że idea Grupy Wyszehradzkiej została przez Polskę zaprzepaszczona. A dlaczego? Bo rząd czeski zawsze dba o czeską rację stanu, węgierski od objęcia władzy przez Orbana o węgierską, słowacki na ogół o słowacką (ale już ich wejście do strefy euro było błędem). A polskie (nie)rządy o "USraelską" lub niemiecką, w zależności od tego, czy rządzi sekta czy szajka. Z kolei Łukaszenka jak na razie skutecznie lawiruje tak, by jego kraj nie został wcielony do Rosji. I dlatego jest naszym potencjalnym politycznym sojusznikiem. A nie dlatego, że Białorusini to naród słowiański.
      Tak Niemcy jak i Rosja w dłuższym dystansie nigdy nie byli, nie są i nic nie wskazuje na to, że w dającej się przewidzieć przyszłości kiedykolwiek będą sojusznikiem Polski. Bo wszelkie panslawizmy to tylko propagandowy bełkot. Jedynym jej sojusznikiem, któremu Rosja nie wbiła noża w plecy i jej nie zaanektowała, jest Serbia. A dlaczego? Dlatego że nie molgła, bo Serbia jest zbyt daleko, by Rosjanie mogli ją podbić. Kwestia geografii a nie dobrej woli (pojęcie rodem z bajek, a nie polityki).
      Jest sprawą oczywistą, że w przypadku wyeliminowania z gry Rosji i późniejszego pokonania Anglosasów, Hitler podbiłby i Polskę. Co najwyżej (wariant hurra optymistyczny) pozostawiając jakieś zwasalizowane państewko, pozbawione "odwiecznie niemieckich" Śląska, Pomorza i Wielkop;olski. Ale wiedząc, że Wielka Brytania i Francja są totalnie nieprzygotowane do wojny, a ta druga jest dodatkowo pozbawiona woli walki (I Wojna Światowa, w której Francja poniosła olbrzymie straty w ludziach, a armia Pershinga w ostatniej chwili uratowała ją przed klęską w roku 1918, moralnie wykastrowała żabojadów), warto było choćby rozważyć grę na czas. Czyli walkę z jednym bandytą, a nie dwoma jednocześnie.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    4. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

      Rosja to kraj innej cywilizacji, w której szanuje się siłę. W ich ocenie, na aneksję nie zasługują jedynie Ci, którzy mają ekonomiczny i militarny potencjał. Rosja nie wcielała do swych trzewi Polski z powodu jakichś urazów, tylko z powodu słabości naszego kraju, beznadziei jaką reprezentowały nasze elity i z powodu tego, że dobrowolnie wpuściliśmy do zdrowego organizmu naszego państwa nowotwór, a właściwie nawet dwa nowotwory, które toczą nas po dziś dzień. Podejrzewam, że gdyby nie idiotyczna polityka wobec Niemiec, Litwy i mniejszości żydowskiej, to nasze dzieje potoczyłyby się znacznie inaczej. Tymczasem ciężko to przyznać, lecz sami sobie zgotowaliśmy okrutny los, a Rosja pożarła jedynie strawiony już przez innych kąsek. Polska zrobiłaby to samo z Rosją, będąc na jej miejscu... gdybyśmy tylko nie kierowali się sentymentami.

      Dlatego też z Rosją można rozmawiać jak z partnerem, gdy faktycznie posiada się jakąkolwiek siłę i nie zachowuje się jak ratlerek będący na czyjejś smyczy. Prócz siły, Rosjanie cenią także niezależność. To jest to o czym mówi prezydent Putin: otóż jeśli chce coś załatwić z europejskimi partnerami, to jest zmuszony dzwonić do Waszyngtonu. To tak jakby na ich oczach innemu facetowi ucięto jajca i wsadzono mu je do gardła. Tracą wobec Europy resztki szacunku i ciężki im się dziwić, skoro mamy to co mamy w gardle, a nie między nogami.

      Z pewnością możesz wiele napisać o tym, jak Anglia redukowała ilość czołgów i innego sprzętu przed II Wojną Światową. To samo robią teraz: czołgi wjeżdżają pod plandeki, nowiutki sprzęt idzie na złom, lotniskowiec jest sprzedawany za grosze... Podobną redukcję armii czynią Holandia i Belgia. O dziwo, nawet takie kraje jak Hiszpania, Włochy i Grecja, mają na obecną chwilę armię potężniejsze od nas. Tymczasem numerem jeden pozostają Francuzi, a zaraz za nimi Niemcy. Ironia historii.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    5. Czcigodny Robercie
      Rosja (niezależnie od ustroju) liczy się tylko i wyłącznie z siłą. A szanuje jedynie tych, którzy jej solidnie obili mordę. Czyli swego czasu Tatarów, przez jakiś czas Rzeczpospolitą Obojga Narodów, potem Szwecję czy Francję Napoleona. I Niemców, ktorzy podczas I Wojny Światowej ją pokonali. Byle policzek pokroju Wojny Krymskiej nie robi nas niej większego wrażenia.
      W roku 1939 Łotwa czy Estonia nie byli niczyim ratlerkiem, ale nic im to nie pomogło. Swoją suwerenność obroniła Finlandia, bo na Przesmyku Karelskim wybiła dwieście tysięcy bandytów z czerwonymi gwiazdami na czapkach. I Stalin mający w planach atak na III Rzeszę, uznal że podbój całej Finlandii byłby zbyt kosztowny. Więc zadowolił się aneksją około 10% jej terytorium.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  3. Fenomenalny tekst. Wprost? - geniusz by tego lepiej nie wymyślił! Na szczęście - trudno by się w nim doszukać choćby tylko okruszka fabuły, bo wtedy - zapewne... (wolę nie kończyć).

    Panienki (pierzastych obyczajów) [jak wszem i wobec wiadomo] były od zawsze, zaś że profesja przez wymienione do tanich (w sensie finansowym) nie należała, nie dla ludu prostego dostępną była, ale dla dworskich. Nie dla cepów, ale tych - co to się honorem obnosili za dnia - w przyrodzeniu zaś go mając, gdy tylko przydarzyła się "okazja".

    Kiedy cham, stanąwszy na przeciwko chama w twarz mu napluł, tyleż samo rewanżu czekać musiał - co sierpowy z prawej lubo lewej wymierzony - drogi pokonać musiał by do nosa przeciwnika dotrzeć. Jakże zaś między dostojeństwem bywało?
    Ano - ten zelżony, pojedynku dopominać się musiał. Sekundanta pozyskać, warunki omówić.

    Ja chyba? - chamem pozostałem, choć mi do szkół - pod górkę nie było. Widelcem jem ziemniaki z talerza - nie palcyma, choć pewnie, gdyby rzeczonego zbrakło - głodnym spać bym nie poszedł. Jedno zaś wiem. Jak chłop - że Honor to honor. W gębę mi kto napluje? - nie powiem że deszcz. Z mordercą - w pakty nie wejdę. Że niby co? (Beck - Ribbentrop)?

    I tak sobie myślę jeszcze - że ten świat, do dna nie zdąża. On - dawno już go przekroczył, bo ci, co to się mienić zaszczytami winni - miast rozumu coś tam mają, ale diabli jeno wiedzą co.

    Miast dla dupy, głowie zwolę posiedzenie. Może w on czas? - zrozumie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Adamie
      Wydaje mi się, że mając do czynienia z dwoma mordercami i nie mogąc pozbyć się takiego towarzystwa poprzez zmiane miejsca pobytu, lepiej jest doprowadzić do bójki miedzy nimi, w której jeden zginie a drugi odniesie ciężkie rany. Niż czekać, aż ci bandyci, chwilowo ze sobą współdziałając, pozbawią nas nie tylko portfela, ale i życia. Bo wtedy nie będzie już dla nas żadnego pożytku z wiedzy, że w przyszłości na pewno wezmą się za łby i jeden drugiego zabije.
      Stanisław Cat-Mackiewicz powiedział:
      Zadaniem narodu jest szukać sobie dróg życia, a nie śmierci.
      A o narodach które posługiwały się innym kompasem, wiedzą dzisiaj głównie archeolodzy i hobbyści, interesujący się losem zaginionych cywilizacji.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  4. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

    Jak czytam o tym cenzurowaniu myśli Studnickiego, to mam wrażenie, iż wszystko to było nie tylko po to, byśmy przed II Wojną Światową zgłaszali się na ochotnika, by zostać pierwszym zaatakowanym krajem, ale także po to, by i dziś z tej lekcji nikt z naszych rządzących nie wyniósł żadnej wartościowej nauki. Wszak zarówno nasz obecny rząd, jak i opozycja aspirująca do rządzenia od jesieni w dzisiejszym układzie geopolitycznym grają jak im oś Paryż-Berlin zagra. Znów się zgłaszamy na ochotnika, byśmy tym razem co prawda nie zostali zaatakowani jako pierwsi, ale skoro już to się nie udało, to przynajmniej jako drudzy. Francja i Niemcy zachowują się dziś wobec Rosji mocno powściągliwie, a nas podpuszczają jak takiego oszczekującego pieska ratlerka, który zbiera wszelkie kopniaki należne swym podjudzaczom.
    No cóż, takie będą Rzeczypospolite....
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Jarku
      Co sie tyczy "polskiej polityki zagranicznej", trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. I przyznać, że obecnie po prostu jej nie ma. A zmiana ekipy przyniesie taki efekt, że zamiast z Berlina i Paryża, na tego ratlerka będą gwizdać z Waszyngtonu i Tel Awiwu. Ale on nadal będzie ujadać, i to nawet nie za darmo. Bo w misce mu od tego nie przybędzie, ale ubędzie. Potwornie głupia psina.
      Pozdrawiam ponuro.

      Usuń
  5. odnosnie tych niby alternatyw w stylu Zychowicza istnieje tez taka alternatywa jak w linku i paru tekstach Szeremietewa , szkoda ze o tym zapominacie wciaz powielajac jednak mocno naciagane tezy z wymienianego utworu. Przypomne ze takie podejscie mieli Wegrzy , wciaz obstawiali potencjalnego zwyciezce i srednio im poszlo dzis ich kraj to jakas 1/3 albo i 1/5 tego co posiadali wiec warto pamietac o potencjalnych konsekwencjach oni akurat byli dalej my bezposrednio pod bokiem obu turanow https://www.facebook.com/szeremietiew/photos/a.316937755027076.75316.220823264638526/891898594197653/?type=1&theater

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorry, ale porównanie sytuacji Węgier z 1920r i sytuacji Polski w dwudziestoleciu międzywojennym ma niewiele punktów stycznych. Królestwo Węgier padło ofiarą wspólnej ofensywy wojskowej Czech, Serbii, Francji i Rumunii. W jej wyniku doszło do podpisania haniebnego i upokarzającego Traktatu Trianon, na mocy którego powstało kadłubowe państwo węgierskie uszczuplone o:

      Rumunia uzyskała Siedmiogród oraz części Kriszany, Marmaroszu i Banatu i kilka innych, mniejszych krain historycznych;
      Czechosłowacja uzyskała tereny dzisiejszej Słowacji (dawne Górne Węgry) i Ruś Zakarpacką;
      Królestwo SHS uzyskało Chorwację, Bośnię, Hercegowinę, większość Baczki oraz część Banatu;
      Austria uzyskała zachodnie części komitatów Sopron, Moson i Vas, z których utworzono prowincję Burgenland;
      Polska uzyskała skrawki Spisza i Orawy.
      To jakie tu analogie widzisz w zakresie prowadzenia polityki zagranicznej? Bo ja żadnych.


      Usuń
    2. Drogi Anonimowy
      Węgrzy nie "obstawiali zwyciężcy" ale jak najbardziej czynnie uczestniczyli w I Wojnie Światowej. Austro-Węgry zostały w niej pokonane i dlatego traktat oodpisany w Trianon pozbawił ich dwóch trzecich terytorium sprzed tej wojny. Rozbiór Węgier był wyjątkowo łajdacki, bowiem poza ich terytorium pozostało kilka milionów Madziarów (głównie na Słowacji, w Siedmiogrodzie i w Wojwodinie), zaś na terytorium Węgier trudno było sie doszukać Słowaków, Rumunów czy Jugoslowian.
      "Mapka" zaprezentowana przez Szeremetiewa różni się od rzeczywistych pojałtańskich granic strefy wpływów ZSRR jedynie tym, że na niej podarowano Stalinowi nie tylko całe Niemcy, ale dodatkowo Jugosławię i Iran. Stany Zjednoczone były w roku 1942 totalnie zarobaczone radzieckimi agentami, robiacymi Amerykanom wodę z mózgu, nie brakowało ich również w otoczeniu tego syfilityka na wózku. Więc nie dziwota, że takie coś wydrukowano w USA. Ale ktoś, kto tego nie wie, jest głupcem a nie historykiem.
      Kłaniam się.

      Usuń
  6. " Pisze o tym obszernie w swojej dla niektórych obrazoburczym, dla innych po prostu wielce ciekawym bestsellerze „Pakt Ribbentrop – Beck” publicysta i historyk Piotr Zychowicz. Spotykając się ze strony krytyków mieszających honor z polityką z ironicznym zarzutem, że łatwo jest oceniać coś ponad siedemdziesiąt lat po fakcie. Żeby było śmieszniej, ci sami krytycy kolejnej jego książki „Obłęd 44” tym razem twierdzą, że na ocenę Akcji „Burza” i Powstania Warszawskiego jest po siedemdziesięciu latach … jeszcze za wcześnie!"

    Problem z publikacja Piotra Zychowicza polega na tym ze uchwycil on sie w obu tych pracach tezy do ktorej usilnie nagina fakty lub inne pomija. Od strony historycznej jesli brac pod uwage sam "warsztat" jest to publikacja dosc mierna.A proba postawienia "znaku rownosci" warsztatu Zychowicza z warsztatem historycznym prof.Cenckiewicza to kompletna pomylka.

    W zasadzie jedyny "plus dodatni" jak to mawial "klasyk" tych "odkrywczych" publikacji jest taki ze moze faktycznie "polski" zakonserwowany od 70 lat swiat historyczny zacznie pekac i historycy z lepszym przygotowaniem merytorycznym zaczna obalac "dogmaty" wypracowane za pieniadze roznych instytutow krajow osciennych.

    Zawsze jest to jakis krok do przodu i szansa na to ze doczekamy sie po 50 latach drugiego profesora Dabrowskiego.

    wesol dzien

    PiotrROI

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Piotrze
      Nigdy nie stawiałem znaku równości miedzy warsztatem Zychowicza a Cenckiewicza. Tego pierwszego umieszczam z grubsza na pograniczu publikacji historycznych i publicystyki.
      Ale jego największą zasługą jest odrzucanie dogmatów. I moim zdaniem jeśli ktoś wreszcie napisał, że "udowadnianie" iż w roku 1939 czy 1944 nie było innej opcji, bo rzekomo nie było innej opcji to bełkot, to choćby z tego powodu jego książki warte są przeczytania. A gdy ktoś jeszcze gloryfikuje te słynne słowa Becka o honorze, to nawet najlepszy warsztat historyczny nie usprawiedliwi takiego braku cienia bladego pojęcia o regułach gry zwanej polityką.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  7. " Nigdy nie stawiałem znaku równości miedzy warsztatem Zychowicza a Cenckiewicza. Tego pierwszego umieszczam z grubsza na pograniczu publikacji historycznych i publicystyki."

    Czcigodny Niedzwiedziu nigdy tak nie twierdzilem. :)

    "Ale jego największą zasługą jest odrzucanie dogmatów. I moim zdaniem jeśli ktoś wreszcie napisał, że "udowadnianie" iż w roku 1939 czy 1944 nie było innej opcji, bo rzekomo nie było innej opcji to bełkot, to choćby z tego powodu jego książki warte są przeczytania."

    I tu sie mozemy zgodzic mimo ze dla mnie wazniejsze jest "rozpoczencie szukania" a nie wartosc merytoryczna tej wlasnie pracy.

    "A gdy ktoś jeszcze gloryfikuje te słynne słowa Becka o honorze"

    Ja dosc surowo oceniam tragiczna postac Becka.

    W najlepszym przypadku mozna powiedziec ze ten czlowiek "nacpal sie polityka i byl totalnie oderwany od rzeczywistosci"

    wesol dzien
    PiotrROI

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Piotrze
      Są nauki, których odkrycia nie mają żadnego wpływu na życie przeciętnego człowieka. Gdyby okazało się, że w Układzie Słonecznym Pluton ma nie pięć lecz sześć księżyców, dla nas nie wynikałoby z tego dokładnie nic. Ale historia przynajmniej w teorii powinna ludzi uczyć chocby unikania błędów, które naszym przodkom przyniosły opłakane rezultaty.
      A z tym w Polsce jest bardzo źle.
      Gdyby na jakiejś konferencji naukowej, której materiały wydawane są w nakładzie kilkuset egzemplarzy, ktoś w sposób warsztatowo w pełni poprawny udowodnił którąś z tez Zychowicza, wiadomość ta pozostałaby w środowisku. A przeciętny Polak powtarzał dalej te beckowe androny o honorze jako decydującym kryterium przy podejmowaniu decyzji politycznych. I był święcie przekonany, że w roku 1939 nie było żadnej alternatywy. Dzięki Zychowiczowi i jego książkom sprawa "wydostała się" poza wąskie grono profesjonalistów. I trafiła do dużo szerszego grona odbiorców. Czyli tych, którzy zaglądają do księgarń i kupują w nich książki. Oczywiście liczebności tej ostatniej grupy nie demonizuję, ale dobre i to.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  8. "Dzięki Zychowiczowi i jego książkom sprawa "wydostała się" poza wąskie grono profesjonalistów. "

    Dlatego chwale "wbicie kija w mrowisko" zas karce warsztat.Innym slowy gdyby to byla pozadnie wykonana praca naukowa -nawet w wersji "publicystycznej" a da tak pisac co juz dawno udowodnil nie dozalowany prof.Kurtyka patrz. "Teczynscy"- mozna by szukac dla tej hipotezy wsparcia w innych pracach naukowych.

    Hipoteza ta tez nie jest nowa. Juz w latach 50tych XX wieku naukowcy amerykanscy doskonale udowodnili ze (skrot) "gdyby hitler czekal do 41r dostalby od Polski lupnia gdyz wtedy COP mialby pelna "moc wytworcz" a polska armia nie miala by kilka nowoczesnych czolgow i samolotow a tysiace".Zreszta pomysl "wsparcia hitlera" w wojnie z komunistami byl rozwarzany juz przed wojna.

    Analiza naukowa II Rzeplitej w wykonaniu Zychowicza bylaby swietna gdy faktycznie przeanalizowal on materialy ktore by wyjasnily dlaczego Beck zachowal sie tak jak zachowal.Nawet po twojej wypowiedzi "popluczyny po Dmowskim" -nie wiem kogo masz konkretnie na mysli ale wielu z tych "popluczyn" to wybitni ludzie prowadzocy gigantyczna prace lokalna- widac ze ksiazka ta promuje teze obwiniajaca Polska prawice o "wywieranie wplywu na Becka". Tyle w tym prawdy ile w tym ze "PIS odpowiada za problemy w dzisiejszej Polsce". Rzadzili wtedy socjalisci od "Marszalka" ktorzy musieli pojsc na "uklad" z prawica stad po smierci -"starego dziada"- ruszyly z kopyta takie projekty jak COP, Gdynia itd realizowane w wiekszosci przez osoby o pogladach prawicowych.

    Ciekawym jest ze ksiazka Zychowicza stala sie tez ulubiona "pala" do nawalania prawicy przez osoby zwiazane z krytyka polityczna.

    Reasumuja ta ksiazka -moze to sie zmieni jeszcze- przynosi wiecej szkod niz pozytku. Naukowo to jest zadna publikacja. Nic nowego nie wnosi a warsztat autora pozostawia wiecej niz wiele do zyczenia Propagandowo uderza w prawice -mimo ze jak dzis PIS to nie prawica byla wtedy u wladzy- Co ciekawe stara sie usprawiedliwic socjalistow postmarszalkowych a zaupelnie zapomina o dokonaniach ekonomicznych wymuszonych -zbyt pozno to fakt- przez prawice.Jakby Michnik nie bylby juz dzis tak "skrajnie na lewo"l to cos podobnego rownie dobrze mogliby napisac jego "naukowcy" w celu tersowania ludu "przywislanskiego"

    Temat rzeka ktorego z braku czasu i szacunku dla "milosnikow Marszalka" zwykle staram sie unikac :)

    wesol wieczor
    PiotrROI







    I trafiła do dużo szerszego grona odbiorców. Czyli tych, którzy zaglądają do księgarń i kupują w nich książki. Oczywiście liczebności tej ostatniej grupy nie demonizuję, ale dobre i to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Piotrze
      Pisząc o "popłuczynach po Dmowskim" mam na myśli tych idiotów, którzy uważają że dla Polski jedynym rozwiązaniem w polityce zagranicznej jest sojusz z Rosją i to niezależnie od okoliczności, a zwłaszcza od tego, jaka jest ta Rosja. Bo czy komunistyczna, czy autokratyczna to już dla nich nie ma żadnego znaczenia, tak jak i sytuacja geopolityczna. Bo ci debile tylko tyle zrozumieli z myśli Dmowskiego, że z Rosją trzeba trzymać do końca świata.
      Na szczęście w Polsce pojawili sie i narodowcy, którzy wyleczyli sie z tej paranoicznej rusofilii. I z tymi można rozmawiać i szukać wspólnych celów, uzasadniających sensowną współpracę.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Jest inny problem.Podobnie jak w przypadku Dmowskiego mozna wziasc czyjasc wypowiedz z powiedzmy 1905r i twierdzic ze takie same zdanie mial w 1935r co dzis robi przytlaczajaca czesc historykow obu dominujacych w tzw. III RP "szkol" (starej "dobrej" szkoly postradzieckiej i nowej szkoly "dotacjowej" roznych "instytutow" krajow osciennych) .Takich argumentow uzywa sie dzis powszechnie robiac z Dmowskiego rusofila. Dmowski i lwia czesc jego zwolennikow nie byla zadnymi rusofilami,germanofilami czy innymi "filami" a zwyczajnie i poprostu PRAGMATYKAMI.Wystarczy spojrzec jak Dmowski zmienal opinie na poszczegolne "sojusze" biorac jego publikacje z poczatku i konca I WS. A dlaczego je zmienial ? Ano dlatego ze byl pragmatykiem i ZGODNIE Z TYM JAK ZMIENIALA SIE SYTLACJA GEOPOLITYCZNA PRAGMATYCZNIE ZMIENIAL ZDANIE NA POSZCZEGOLNE "SOJUSZE".Madrosc polityka to je jest upieranie sie przy swoim niezalerznie od zmieniajacych sie faktow a umiejetnosc dostosowania sie do zmieniajacej rzeczywistosci.

      Tak wiec ja bylbym bardzo ostrozny w ocenie postawy ludzi z tamtego okresu bez szczegolowego zapoznania sie z ich w danym okresie co wykazalem juz na przykladzie R.Dmowskiego.

      wesol dzien

      Usuń
    3. Czcigodny Piotrze
      Niestety istnieją ludzie, którzy DZISIAJ głoszą tezę, że należy ZAWSZE trzymać z KAŻDĄ Rosją., niezależnie od tego, jaka by ta Rosja nie była. Dziękuję za wykazanie, że nie ma to nic wspólnego z "endeckością". A skoro Dmowskim ci "politycy" jedynie bezmyślnie wycierają sobie gęby, mam prawo uważać ich za durniów. Na szczęście poznałem i takich narodowców, którzy w sposób świadomy przyjęli pewien SYSTEM WARTOŚCI. I tak jak swego czasu Anglicy, uważają oni że Polska nie ma ani przyjaciół ani wrogów "na zawsze". Bo wieczna jest tylko polska racja stanu, którą nalezy reqalizować we współpracy z tym, z kim w danej chwili jest po drodze.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  9. Czcigodny Stary Niedźwiedziu,
    Po okresie wakacyjnej przerwy powracam do aktywności blogowej rozpoczynając oczywiście od znakomitego tekstu na Antysocjalu. Książka Zychowicza "Pakt Ribbentrop - Beck" nie jest dziełem stricte historycznym, jest alternatywną wizją historii, popularyzacją koncepcji i wizji nakreślonej przez Władysława Studnickiego. Oceniałbym ją przez pryzmat prawdopodobieństwa realizacji. Sojusz Polski z Niemcami i pokonanie Rosji Sowieckiej byłby możliwy w przypadku innej decyzji paru osób z władz sanacyjnych. Natomiast jego dalsze rozważania o zmianie sojuszy i pokonaniu Niemiec przez Zachód i Polskę wydają mi się naiwne i nadmiernie optymistyczne.

    Pesymizmem napawa mnie fakt, że dzisiejsza sytuacja geopolityczna Polski staje sie podobna jak w okresie międzywojennym. USA odwraca się od Europy, UE rozpada się na naszych oczach. Uważam, że i w 1939 i dziś sensowna byłaby współpraca z Niemcami. Ale czy Niemcy wykażą rozsądek? Hitler w 1939 sprowadził do Europy nazim, Merkel obecnie sprowadza islamonazizm i przymusza do tego Polskę...
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. "Pesymizmem napawa mnie fakt, że dzisiejsza sytuacja geopolityczna Polski staje sie podobna jak w okresie międzywojennym."

    Geopolityczna tak lecz dzisiejsza sytlacja gospodarcza Polski jest katastrofalna w porownaniu z II RP.

    "USA odwraca się od Europy,"

    Juz dawno sie "odwrocilo" dzis mamy do czynienia z "niesmialym powrotem" cos jak "francuski czolg"


    "Uważam, że i w 1939 i dziś sensowna byłaby współpraca z Niemcami. Ale czy Niemcy wykażą rozsądek? "

    Niemcy zadbaja o swoi interes o to nie musisz sie martwic -o swoj podkreslam


    "Hitler w 1939 sprowadził do Europy nazim,"

    Bez obrazy chyba miales cos innego na mysli "sprowadzil nazizm"


    pozdrawiam
    PiotrROI

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Dibeliusie
      Oczywiście to o czym pisze Zychowicz to tylko hipoteza. Ale moim zdaniem polityka "równego dystansu do Berlina i Moskwy" dawała pewność klęski.
      W roku 1914 szanse na odzyskanie przez Polske niepodleglości były minimalne. Bo musiało być spełnione kilka warunków:
      1. Państwa Centralne pokonają Rosję.
      2. Rosja wypadnie z gry w taki sposób, że Ententa nie będzie się czuła w jakikolwiek sposób zobowiąana do troski o jej interesy.
      3. Finalnie Ententa pokona Państwa Centralne.
      Ważny jest punkt 2. W końcu Serbia została zajęta przez Niemców i Austro-Węgry a armia serbska musiała się ewakuować do Grecji. Ale Serbia jako podmiot polityki nie zniknęła. I za wierną służbę została hojnie wynagrodzona Słowenią, Chorwacją i Bośnią. Więc gdyby Rosja jako członek Ententy przetrwała, z II Rzeczypospolitej nic by nie wyszło.
      Szansa na taki scenariusz w roku 1914 była minimalna, ale dodatnia. Zaś prawdopodobieństwo, że II RP potrafi dać odpór III Rzeszy i Rosji Sowieckiej, było zerowe.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  11. a ja chciałbym prosić o jakiś wątek związany z imigrantami/uchodźcami

    OdpowiedzUsuń
  12. Czcigodny Niedźwiedziu,
    w osiedlowej bibliotece dorwałem książkę, która szerzej traktuje zasygnalizowany przez Ciebie temat.
    Dane posłałem Ci już na priv, a tutaj:
    http://www.gandalf.com.pl/b/opcja-niemiecka/
    link dla reszty czytelników Antysocjala.
    PS. Wyszła też kolejna książka Zychowicza "Piłsudski-Lenin"

    OdpowiedzUsuń