niedziela, 5 czerwca 2016

Błahe, ważne, najważniejsze

Na idiotyzmy / podłości drobne zazwyczaj nie reagujemy. Bo po pierwsze, nie mamy zwyczaju otwierać okien tylko dlatego, że na przykład na jakiejś rozhisteryzowanej pirodze dzikusy psują powietrze. Człowiek myślący w takiej sytuacji okno zamknie. A po drugie, romantyczne durnie i tak niczego nie pojmą i będą się przechwalać w stylu:
A Bwana Kubwa powiedzieć, że Kali być donkey!
Inaczej jest z dużymi idiotyzmami / podłościami. Na przykład nieustającym domaganiem się legalizacji obrotu narkotykami czy skrobanki
na żądanie”. W tej części netu, w której bywamy, lub znamy ją z relacji Flavii, kolekcjonującej przykłady szczególnego zbydlęcenia, prym wiedzie satanista, proskrobankowiec i narkoman. Swego czasu skazany za obrót narkotykami, używający nicku pkanalia”. Będący walczakiem o wolną skrobankę i wolne dragi. Pracujący metodą salami, bo nie zaczynający od żądania legalizacji heroiny, lecz na razie gardłujący o tzw. zielu”. Ów gwardian zakonu psubraci marychujanów otacza się wianuszkiem dziewczyn”, na ogół zamortyzowanych już w co najmniej 300%, więc zapewne liczących na nie tylko wirtualne awanse ze strony guru. Kogo tam nie ma.
Jest niejaka "An-ka", która swego czasu za łajdacką obronę konowałów, pacjentkę z nowotworem traktujących jak śmiecia (jak wiadomo, biały fartuch białemu fartuchowi łba nie urwie), wyleciała na zbitą mordę z blogu niejakiej "Elizy Dubordel". A wylecieć stamtąd za rażący brak elementarnych ludzkich uczuć, to bez porównania większa sztuka, niż być wydalonym z szeregów Gestapo za nadmierne okrucieństwo w stosunku do przesłuchiwanych. Ta sama osoba nieustannie bredzi, jaka jest szczęśliwa, jaką zrobiła karierę i jak mało zależy jej w sieci na sojusznikach i na pochlebstwach. Tyle tylko, że gdy jednych i drugich brakuje, zaczyna trollować (na ogół jako jakiś kościotrup czy banda smerfów, czasami jako
nonpononpis”). Robiła to nawet na własnym blogu, ale tak nieudolnie, że stała się pośmiewiskiem wszystkich komentatorów, którzy to widzieli. Bo partactwo zauważyłby w minutę nawet słynny posterunkowy z serialu Rodzina zastępcza”, występujący tam w roli dyżurnego mądrego inaczej.
Jest niejaka "Jaskółka", którą z trzech miejsc pracy wyrzucono za debilizm, a dwóch „partnerów” wyciągnęło przy niej kopyta lub się zapiło. Być może tych pracodawców było dwóch a wykończonych gachów trzech, ale nie chce mi się sprawdzać.
Jest też i reprezentantka sztuki, niestety niższych lotów od nawet najbardziej łykowatej sztuki mięsa. To niejaka "Marzena" vel
natrętne myśli”. Myśli tam nie sposób się doszukać, natomiast jej grafomania na pewno jest natrętna. Zaś portrety różnych uwiedzionych i porzuconych przez wstrętnych samców to na ogół feminazistowskie brednie, kompletnie niewiarygodne. Bo jaki facet przy zdrowych zmysłach zadałby się z aż takimi idiotkami jak heroiny tych gniotów? Dawniej przyczepiłbym się też różnych typowo grafomańskich zwrotów typu bolesna pustka”. Obecnie tego nie zrobię, bowiem w końcu autorkę też może boleć głowa. A gdy gaworzy, że chciałaby zrobić "coś wielkiego i czystego", widocznie nie zdaje sobie sprawy z tego, że przecież może pójść do obory i umyć krowę.
Kolejną
dziewczyną” z orszaku pkanalii (bo za mężczyznę uznać tego czegoś nie sposób) jest coś, co dawniej występowało jako Antydogmatyk” lub Anty” i zajmowało się głównie propagandą pronarkotykową i walką o prawa” pederastów oraz o powszechnie dostępną skrobankę na życzenie. To ostatnie było rzeczą zdumiewającą, bowiem ciocie w przypadku kłopotu” zawsze pomogłaby solidna lewatywa, której nawet najwięksi katoliccy rygoryści nigdy nie próbowali zakazywać. Obecnie skoncentrowało to się na ekoterroryzmie i wmawianiu, że pederaści pedofile nie są pederastami. Bezczelnie kłamie, że za jego wymiocinami stoi nałuka”. Biorąc pod uwagę, że to zdegenerowane coś zmieniło ostatnio ksywę na piwnica Fritzla”, jedyną styczność z nauką uzyskałoby co najwyżej po śmierci, zapisując swój mózg do badań patologom.
Ewenementem w tym bestiarium jest niepiśmienny tłumok, przy którym nawet "chrabia Bul" mógłby robić za pana profesora Miodka, o ksywie
Julianne” i IQ niższym od numeru noszonego przez nią obuwia. Prowadząca kiedyś blog, na którym doradzała, jak spowodować w warunkach domowych poronienie za pomocą lekarstw dostępnych bez recepty. Swego czasu chwaliła się zamiarem wyjazdu do Francji, by studiować tam gender”. Nie rozumiejąc, że takie studia wymagają umiejętności czytania i pisania w języku Moliera. Nawet studiując na Uniwersytecie Pigalle, musiałaby tym językiem władać choćby komunikatywnie, by dogadać się z potencjalnymi klientami. A biorąc pod uwagę nieznajomość polskiego, po francusku to może ona co najwyżej umieć”. Zatem swoje plany edukacyjne powinna ograniczyć do jakiegoś krajowego pigalaka”. Wedle stawu grobla. A pozytywnie poza pkanalią, wypowiedzieć się o niej mogą co najwyżej testy serologiczne.
Sam blogmaster przedstawia się jako były terapeuta uzależnień (ciekawe, ile osób uzależnił od narkotyków swoimi "terapiami", wyśmianymi przez fachowców), który rzecz jasna za niewinność odsiedział za kratkami półtora roku. Oczywiście nimfy z jego orszaku w to wierzą i mu współczują. Zupełnie inne zdanie ma w tej materii moja przyjaciółka, będąca prokuratorem okręgowym i często oskarżająca w sprawach narkotykowych. Te
niewinne” półtora roku zabiła śmiechem. A gdy spytałem ją, z jaką mniej więcej ilością towaru” musiałby wpaść uprzednio niekarany diler, aby ona mogła go w Polsce posadzić na półtora roku, jej odpowiedź uświadomiła mi, że w Singapurze śmieć by za to zadyndał. Biorąc pod uwagę tylko te dwie skrobanki, do których sam się przyznał, taka kara za całokształt” byłaby w pełni zasłużona.
Ale w kwestii narkotyków, obecnych i potencjalnych czytelników
Antysocjala” nie trzeba specjalnie przekonywać do ich szkodliwości. Różnimy się jedynie postulowaną penalizacją obrotu nimi. Bo nie wszyscy Szanowni Czytelnicy podzielają pogląd redakcji w kwestii potrzeby wprowadzenia singapurskich reguł gry.
Natomiast inaczej wygląda mega bzdura a zarazem mega podłość, stanowiąca zagrożenie nie tylko dla polskiej gospodarki, ale i dla przyszłego bytowania ogółu polskich rodzin, zwana
walką z globalnym ociepleniem", a na uczelniach technicznych krótko i dosadnie globalnym ocipieniem. O sprawie tej pisaliśmy nie raz, ale uważamy, że trzeba o niej cyklicznie przypominać. A do tej powtórki zachęcił mnie pan Jakub Trokowski, któremu niniejszym dziękuję za tę inspirację.
Oszuści spod znaku globalnego oci**enia wmawiają, że na skutek zwiększonej przez człowieka emisji dwutlenku węgla, będącym tzw.
gazem cieplarnianym”, utrudniającym wysłanie przez Ziemię energii w kosmos, temperatura powierzchni naszej planety będzie rosło i rosła, aż życie na niej wyginie. Takiej bredni nie sposób tolerować.
1. Istnieje mechanizm samoregulacji (dla fachowców ujemne sprzężenie zwrotne), wynikające z prawa Stefana – Boltzmanna. Ilość energii dostarczanej przez Słońce naszej planecie, prawie nie zależy od temperatury powierzchni tej ostatniej. Natomiast ilość energii emitowanej na drodze promieniowania przez Ziemię, jest wprost proporcjonalna do temperatury jej powierzchni w CZWARTEJ potędze. Obecnie średnią wartość tej temperatury szacuje się na 15oC, czyli 288 K. Co by się stało, gdyby ta temperatura wzrosła o 5 stopni do wartości 20oC czyli 293 K?
293/288 to około 1.017 czyli wzrost o 1.7 %. A podnosząc tę liczbę do czwartej potęgi uzyskamy ok. 1.071 . Czyli ilość ciepła oddawanego przez Ziemię wzrosłaby o ponad 7%. A wobec nadwyżki ciepła oddawanego nad dostarczanym, Ziemia musiałaby zacząć stygnąć. Powracając w okolice obecnego punktu dynamicznej równowagi.
2. Te zmiany oczywiście nie są natychmiastowe, jak w przypadku pokręcenia kurkiem kuchenki gazowej. Na naszej planecie obserwowane są cykliczne zmiany klimatu, w które ekoterroryści nie wrobią ludzkości, choćby się zes…markali. W dłuższym horyzoncie czasowym była przecież w Europie epoka lodowcowa, która się skończyła, a ówczesna garstka jaskiniowców na pewno nie miała na to najmniejszego wpływu. W krótszym horyzoncie czasowym, czyli od późnego średniowiecza po dzień dzisiejszy, notuje się cykliczne zmiany trwające po kilkadziesiąt lub sto kilkadziesiąt lat. Cystersi sprowadzani z Francji przez Piastów na Śląsk na przełomie XII i XIII wieku, zakładali przy klasztorach winnice i produkowali (o ile można wierzyć ówczesnym skąpym przekazom) naprawdę dobre wina. A na przełomie XVII i XVII wieku na środku Bałtyku w zimie stawiano na lodzie karczmę. By podróżujący saniami z Gdańska do Sztokholmu mogli się posilić.
Dlatego obecni panikarze są równo mało wiarygodni jak ci, którzy twierdzą, że rosnący fragment sinusoidy świadczy o tym, ze cała krzywa ma przebieg jednostajnie  rosnący.
3. Wiarygodne badania paleontologów wykazują, że w epoce karbonu zawartość dwutlenku węgla w atmosferze była przynajmmniej TRZYKROTNIE większa od obecnej. A na naszej planecie żyły nie tylko jakieś jednokomórkowce, ale i płazy oraz wczesne gady, poza dyskusją oddychające powietrzem atmosferycznym. A ówczesne paprotniki porosły tak bujnie, że dzięki nim mamy jeszcze dzisiaj poważne zapasy węgla. A wkrótce potem gady przeżyły szczyt ekspansji, zakończonej dopiero przez meteoryt, który uderzył w naszą planetę.
4. około 97% ogółu gazów cieplarnianych w atmosferze stanowi PARA WODNA. A o wszelkich próbach obniżenia jej zawartości musi zapomnieć każdy człowiek, który nie jest posiadaczem jedynie dwóch szarych komórek, z których jedna jest telefonem.
5. Być może Czytelnicy pamiętają erupcję wulkanu na Islandii z roku 2010. Która spowodowała problemy dla komunikacji lotniczej w całej Europie. Szacuje się, że ten jeden wulkan wyemitował w powietrze więcej CO2, niż cały europejski przemysł owego roku. Proponuję, żeby ekoterroryści rozjechali się po świecie i pozatykali kratery wszystkich czynnych wulkanów. Najlepiej palcem.

6. Na użytek tych wszystkich, którzy nie są entuzjastami liczb.
Czym była na początku Ziemia? Chmurą gazów.
Gdzie był wówczas cały węgiel, wchodzący obecnie w skład atmosfery i skorupy ziemskiej? W tej chmurze.
Czy podczas początkowego skroplenia się części tych gazów, a następnie ich krzepnięcia, oddawanie ciepła w kosmos zostało przez gazy cieplarniane w atmosferze zahamowane? NIE!
No to o czym te ekoterrorystyczne małpy bredzą? Jeśli chcą ratować Ziemię, niech odżywiają się racjonalnie, a w szczególności niech nie żrą grochówki.
Narzuca się pytanie, o co w tej dwutlenkowej hucpie chodzi? Oczywiście o pieniądze.
Jaka jest alternatywa dla elektrowni na paliwa konwencjonalne? Oczywiście są nią WYŁĄCZNIE elektrownie atomowe. Bo pomijając takie kraje jak Islandia, w której z gejzerów tryska za darmo wrząca woda, elektrownie wodne czy słoneczne dla większości krajów europejskich są drobną pozycją w bilansie energetycznym kraju.
Kto jest absolutnym liderem energetyki atomowej w Europie? Francja, a ściślej rzecz biorąc, francuska firma Areva:
http://wolnemedia.net/areva-niger-i-tuaregowie-krwawy-uran-w-polsce/
Francuzi opanowali Niger, w którym znajdują się jedne z największych w świecie złóż uranu. Miejscowych kacyków przekupili, ludność miejscowa pracuje przy wydobyciu tych rud w warunkach, które przypominają pracę więźniów sowieckich łagrów przy wydobyciu tej kopaliny. We Francji elektrownie atomowe dają ponad 70% produkcji energii elektrycznej. I żabojady zamarzyły sobie, żeby cała Europa:
1. U nich zamawiała budowę takich elektrowni.
2. Od nich kupowała paliwo uranowe.
3. U nich szkoliła personel tych elektrowni.
4. Im odsyłała do utylizacji paliwo zużyte.
5. W razie potrzeby im powierzała likwidacje elektrowni (zabawa za trzy razy droższa od jej wybudowania).
A dlaczego Niemcy tego nie oprotestowali? Bo wiedzą, że raz na jakiś czas muszą dać francuskiej małpie banana. Żeby żabojady nie połapały się, że nie są żadnymi rzekomymi współgospodarzami Europy. Co rozumie i publicznie to wyartykułowała Marine Le Pen, nazywając durnia Hollande’a wicekanclerzem.
Starsi Czytelnicy być może zastanawiali się, dlaczego obecnie w Europie ekoterroryści nie układają się na torach kolejowych lub na szosach, gdy do elektrowni atomowej ma dojechać transport świeżego paliwa, lub ma być z niej wywiezione paliwo zużyte. Przecież ze dwadzieścia lat temu to był norma. Odpowiedź jest banalnie prosta.
Areva opłaciła bossów ekoterorystycznych mafii, więc ci nie wysyłają już swoich ciurów w bój. Bo wszelkie Green Pice i tego typu mafie to bardzo dziwne domy publiczne. Panienki świadczą klientom usługi gratis, i są z tego bardzo dumne. A cała kasa trafia do właściciela. Prawdziwe agencje towarzyskie mogą tylko pomarzyć o takim personelu.

Stary Niedźwiedź

21 komentarzy:

  1. Nikt pewnie nie stanie '' w kontrze'' choc nie wiem na ile to faktyczna ''kontra'' a na ile wyjatek potwierdzjacy regule.Wdrazam projekty pod rozna szerokoscia geograficzna stad mam czeste kontakty z wieloma ciekawymi i mniej ciekawymi ludzmi.Wspopracuje m.in. od kilku lat dla autentycznie ekologicznej organizacji w UK.Zeby nie zanudzac szczegolami wniosek jest taki ze ''ekologia sie konczy w chwili gdy zaczyna sie biznes''. Koniec , zero dyskusji , zero ekologi.Pojawia sie kasa i ci sami ludzie ktorzy biora dziesiatki milionow funtow za rzekome prace ekologiczne zaczynaja niszczyc masowo srodowisko bo dostali kase -i nie ma jednego dzienikarza ktory by im zadal pytanie o ''logike wydawania publicznych pieniedzy'' jednoczesnie na pseldo ''naprawianie'' i autetyczne niszczenie srodowiska.Gdybym tego nie widzial na wlasne galy nigdy bym nie uwierzyl ze taki przekret jest mozliwy, legalny i nikt za to nie idzie siedziec.oczywiscie wszystko ''legalizuje'' EU i rzad CamerUna* ''dzielnie walczy za pieniadze podatnika z problemem ktory sam tworzy'' . Cwaniaczki z NO*woczesnego KODu PO o tak subtelnych przekretach j/w moga tylko pomarzyc.


    i male ''porzadkowe'' :)

    ''Cystersi sprowadzani z Francji przez Piastów na Śląsk ''

    Nigdy nie slyszalem o produkcji dobrego wina przez zakonnikow z Lubiaza ale swietne wina produkowali benedyktyni z Lubinia (WPL) w winniarach czy cystersi z Mogilna (WPL) albo Jedrzejowa (MPL.Chce tez obalic mit ze to ''zakonnicy przywiezli tutej przepis na doskonale wina''.Pewnie cos tam przywiezli temu nie przecze lecz winnice w XI**/XIII wieku w duzej czesci dostawali juz zalozone.

    wesol dzien
    PiotrROI

    ** Klasztor w Mogilnie w dalszym ciagu uznaje za XI dzielo Boleslawa Szczodrego co potwierdza nieobalony do dzis falsyfikat z 1058r i fakt posiadania dosc rozleglych wlosci juz na poczatku XII wieku.Klasztor w Lubiniu ma notowanych nawet opatow w XI wieku wiec chyba tu nie trzeba nic uzasadniac.Klasztor tyniecki tez nie potrzebuje juz zadnego uzasadnienia skoro w 1005 roku musial przedstawiciel papieza dzielic jego ogromne majatki od majatkow biskupa krakowskiego to nie mogl '' powstac kilka lat temu '' tym bardziej ze mial majatki nadane nawet na Slowacji bedacej conajmniej od czasow (po) Boleslawa Szczodrego w rekach Wegrow .

    OdpowiedzUsuń
  2. PS. nie dosc jasno napisalem.Organizacja ekologiczna w UK dla ktorej realizowalem/realizuje rozne projekty od kilku lat przeciwko tym w/w przekretom protestuje ale ''kto by tam glupich jajoglowych sluchal'' skoro mozna legalnie ''wydymac'' podatnika.

    A najbardziej chyba dziwi mnie fakt ''autocezury'' medialnej.Andrzej sie ostanio nie mogl nachwalic ''wolnosci mediow w UK'' . Ja rozumiem ze od strony widza moze to nawet ''ladnie pachniec'' ale od strony ''kulis'' to syf jakiego nie widzialem od czasow komuny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Piotrze
      Realiów brytyjskich zbyt dobrze nie znam, więc tym bardziej dziękuję za te informacje. Ale widzę, że jest tam podobnie, jak w innych krajach. Nie ma takiego zagrożenia dla naszej cywilizacji, nieważne czy realnego, czy wydumanego, które by cudownie nie zniknęło za odpowiednią zapłatą. Dla mnie najjaskrawszym dydaktycznie przykładem jest opisane "cudowne" zaprzestanie blokad transportów paliwa do i z elektrowni atomowych
      Żeby było jasne. Nigdy nie negowałem konieczności ścisłego limitowania emisji tlenków azotu, dwutlenku siarki, dioksyn, styrenu etc. Czyli związków chemicznych, których toksyczność jest bezdyskusyjnie udowodniona, a nie wyssana z palca "donów" ekologicznych rodzin mafijnych, wysyłających w bój swoich "żołnierzy". Bo to są mierzalne konkrety. Ale gdyby jakiś szaleniec na listę chronionych gatunków wpisał komara widliszka, przecinkowca cholery czy wirusa Ebola, kopnąłbym go poniżej pleców.
      Swego czasu byłem na pewnej ogólnopolskiej konferencji ochrony środowiska. Poza inżynierami, biologami, lekarzami i rolnikami, grasowała też tam grupka ekoterrorystów. Jej szef nosił sweter i dżinsy wątpliwej czystości plus druciane okularki. Czyli typowy uniwersytecki młody zbuntowany z gatunku wzrok dziki, sukna plugawa. W swoim "referacie" domagał się zamknięcia wszystkich elektrowni na paliwa konwencjonalne, bo zabójczy dwutlenek węgla. Oraz oczywiście jądrowe, bo "atomy". Nie zdzierżyłem i spytałem kretyna, skąd wtedy weźmie prąd. Odpowiedział mi, ż pogardą, że inżynier powinien wiedzieć, że z kontaktu.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. PS
      Przepraszam za nieścisłości w kwestii nazw tych zakonów. Ale wydaje mi się, że jeszcze za Bolesława powszechnie zwanego Chrobrym, z napitków w Polsce wytwarzano jedynie miód pitny i piwo, a wino mogło pochodzić wyłącznie z importu. Więc jeśli jacyś mnisi francuscy czy włoscy (a więc z krajów, w których wino pijano "od zawsze") przybyli do Polski w miejsce, w którym już istniała winnica, przypuszczam że założyli ją inni zakonnicy.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. Szanowny Niedzwiedziu,

      '' Ale wydaje mi się, że jeszcze za Bolesława powszechnie zwanego Chrobrym, z napitków w Polsce wytwarzano jedynie miód pitny i piwo ''

      Co pito za Boleslawa Iszego tego nie wiemy bo brak ku temu zrodel.Za Boleslawa IVgo nazywanego IIIcim&Krzywoustym na pewno istnialy od lat winnice gdzyz nowo powolywane zgromadzenia otrzymywaly dzialy w nich.

      Archeologicznie na ziemiach polskich wino znane bylo od conajmniej 300 lat p.n.e. Jako ze ostanie badania DNA spowodowaly to ze powazni ludzie w dialby wywali fasytowska wersje kosiny o rzekomym '' spadnieciu Slowian z ksiezyca w VII ne'' mozemy podejrzewac ze napoj ten goscil duzo wczesniej.

      wesol dzien
      PiotrROI

      Usuń
    4. "Prąd bierze się z kontaktu"
      Czigodny Niedźwiedziu,
      Gdybym Cię nie znał, pomyślałbym, że zmyślasz. Myślenie typu "tata wyjmuje pieniądze ze ściany"
      powinno zaniknąć w wieku lat siedmiu-ośmiu. Góra dziesięciu.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  3. Szanowny Stary Niedźwiedziu,
    Jeśli chodzi i sprawy błahe, to rzeczywiście mam nieco inne zdanie na ten temat, niż Ty. Uważam, że handlarz sprzedający narkotyki dzieciom, lub rozdający je im za darmo, powinien odpowiadać karnie w wysokości od kilku lat (w przypadku maryśki lub haszu), aż do kary śmierci (w przypadku heroiny). No i oczywiście wszelkie pośrednie kary za różne specyfiki bardziej szkodliwe od trawki, a mniej szkodliwe od Hery.
    Natomiast jeśli chodzi o sprzedaż narkotyków osobom dorosłym, to w myśl zasady „chcącemu nie dzieje się krzywda” nie penalizowałbym tego. Uprzedzam pytanie, co zrobić, gdy dorosły kupi legalnie narkotyki od handlarza i podaruje je dziecku? Otóż nic szczególnego, po prostu tego ostatniego osobnika w ogniwie, bezpośrednio dostarczającemu specyfik dzieciakowi, powinniśmy traktować jak handlarza i zastosować odpowiednie kary wymienione powyżej.
    Tak, wiem, że w polskim systemie penitencjarnym nie ma kary śmierci. Ale nie ma też braku kary za handel narkotykami, więc rozumiem, że dyskusja jest akademicka i moja wypowiedź w pełni przedstawia model docelowy, a nie dywagację, jak to zrobić, jak nie ma kary śmierci? Skoro nie ma, to tam gdzie w moim idealnym rozwiązaniu jest kara śmierci, należy zastosować dożywocie i sprawa załatwiona.
    cdn.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Jarku
      To co napisałeś w kwestii udostępniania narkotyków nieletnim, jest oczywiście wewnętrznie spójne logicznie. Dlaczego zatem mam w tej sprawie inne zdanie?
      1. Wszyscy wiemy, że zakaz sprzedaży nieletnim alkoholu jest nieskuteczny. W pobliżu sklepów całodobowych nocą kręcą się łobuzy, które za symboliczne dwa piwa dla siebie, kupią szczeniakom pół litra. Z narkotykami byłoby dokładnie to samo, z tą jedynie różnicą, że prowizje pośredników też poszłyby na alkohol. Bo oni nie są aż tak głupi, żeby ćpać.
      2. Zachlanie się na śmierć czy dorobienie się marskości wątroby, wymagają co najmniej kilku lat systematycznej pracy. A w przypadku niektórych narkotyków, „złoty strzał możliwy jest nawet za pierwszym razem. Poza tym w przypadku pitego alkoholu, istnieją naturalne mechanizmy obronne – delikwent może zwymiotować. W przypadku narkotyku przyswajanego wziewnie lub za pomocą iniekcji, trafia on do krwi z pominięciem przewodu pokarmowego.
      3. Rzekomo „niewinna” marychujana jest potężnym demotywatorem. W gronie przyjaciół znam taki przypadek. Chłopak naprawdę zdolny, zaczął jarać w liceum. Maturę siłą rozpędu zdał dobrze. Przestudiował dwa semestry na jednej wyższej uczelni, potem jeden na kolejnej i wywiesił białą flagę. Obecnie ma 32 lata a w życiu nie przepracował zarobkowo ani godziny. Nawet gdyby nastąpiła w nim jakaś cudowna przemiana, z takim CV i tylko maturą na rynku pracy jest bez szans.
      Jego rodzice z trudem kryją swój stan ducha. Gdy kiedyś oglądałem z nimi wiadomości TV, pokazano w nich warszawską ćpunparadę. I wtedy jego ojciec, swego czasu w wojsku uznawany za Wilhelma Tella cekaemu, powiedział o swoim największym marzeniu. Chciałby z tym urządzeniem ustawić się w oknie na trasie przemarszu tej ćpunparady. I dodał, że gdyby fachowiec podawał mu amunicję, to nawet jedna kurwa nie uszłaby z życiem.
      Nie dziw się zatem, że wielkim szacunkiem darzę Darshana Singha, który podczas swej kariery zawodowej powiesił ponoć około ośmiuset sprzedawców śmierci.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  4. cd.
    Przejdźmy zatem to spraw poważnych. Czyli kwestie energetyczne. Uważam, że walka z globalnym ociepleniem, to największy humbug przełomu XX i XXI wieku. Jest to zwyczajna wojna energetyczna, tyle, że nie na czołgi, a na zakazy, międzynarodowe pakty i protokoły. Wszystko po to, by wielcy gracze mieli łatwy zysk, a małe misie musiały płacić za energię coraz więcej. A taki mały graczyk, jakim jest III RP w całym tym konflikcie jest jedynie przedmiotem walki. Podmiotem są duzi gracze, jak Francja, Rosja, USA, Niemcy.
    To, co moglibyśmy zrobić, to wzorem Australii wszelkie podpisane dotąd protokoły ograniczające emisję gazów cieplarnianych powinniśmy przeznaczyć do wiadomej czynności w sławojkach. I wydobywać nasz węgiel, bez dodatkowych obciążeń, a potem spokojnie nim kopcić. Jak tego nie zrobimy, uzależnimy się na wieki wieków od rosyjskiego gazu i od francuskiej energii jądrowej.
    A jeśli już chodzi o elektrownie jądrowe, to też coraz śmielej wprowadza się w życie programy zakazu i ograniczania produkcji tego rodzaju energii. W skrócie, ma to polegać na tym, żeby nowych elektrowni jądrowych już więcej nie budować, a te co są, mają zmniejszyć produkcję. Co oczywiście spowoduje ogromny wzrost cen.
    Tym, którzy uważają, że dzisiaj jesteśmy w stanie zaspokoić swoje potrzeby dzięki wiatrakom i bateriom słonecznym gratuluję poczucia humoru. Chyba, że jak niedojrzali czerwoni, chcą doprowadzić do tego, abyśmy się cofnęli do czasów plemiennych i ogrzewali się przy ogniskach. Tyle, że wówczas Europa już nie tylko padnie przed najazdem muzułmańskim. Ktokolwiek uważający inaczej i korzystający w pełni z dzisiejszych osiągnięć energetycznych świata, będzie mógł nasze neoplemienne społeczeństwo wyciąć na pniu. A w wersji optymistycznej zaprząc do niewolniczej pracy. Choć czasem się zastanawiam, czy to już nie nastąpiło?
    Dlatego też wszelkie blokady urządzane przez ekoterrorystów należy usuwać bez najmniejszych ceregieli. Z terenów prywatnych usuwać ich na zasadzie usuwania wszelkich nieproszonych gości, do czego właściciel powinien mieć prawo na wzór amerykański. Kto wejdzie bez ostrzeżenia – kula w łeb. Z dróg publicznych powinno się takowych usuwać na podstawie zwyczajnego kodeksu drogowego. A z innych miejsc publicznych, typu parki narodowe, na podstawie regulaminów wewnętrznych lub decyzji zarządców. I już. Nie cackać się!
    I najważniej. Pacyfizm i ekoterror to ideologie fałszywe, które nie biorą pod uwagę natury ludzkiej. Dlatego są ludziom tłoczone do głowy w mediach koncesjonowanych, a także w centralnie sterowanych, przymusowych programach nauczania. Leje się sieczkę do głów młodzieży i niestety, coś w nich zawsze zostaje. Przede wszystkim nieumiejętność odróżnienia ekologii od ekoterroru. Dlatego właśnie dzisiejsza wojna energetyczna jest tak groźna. Bo nie odbywa się na froncie, tylko w umysłach ludzkich. Niestety, obawiam się, że mamy tu do czynienia z prawdziwym porozumieniem ponad podziałami wśród rządzących Europą, a nam maluczkim pozostaje przysłowiowe kopanie się z koniem.
    Pozdrawiam pesymistycznie

    OdpowiedzUsuń
  5. I jeszcze jeden ciąg dalszy - podobno w ciągu ostatnich 150 lat średnia temperatura na Ziemi podniosła się o 0,75 stopnia. Co jest dowodem, z jakim oszustwem mamy do czynienia.
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Jarku
      Gdyby zgodnie z postulatami ekodebili „powrócić do natury”, czyli praktycznie zrezygnować z elektryczności i pojazdów mechanicznych, orać pługiem ciągniętym przez woły a jako opału używać tylko drewna, ale na skalę „odnawialną”, ludność cywilizacji białego człowieka należałoby zredukować kilkadziesiąt razy. Nie wspomnę już o tym, że „beżowi”, przy zaniku przewagi technicznej białych ludzi nad nimi, podbiliby wtedy Europę w kilka lat.
      Zatem masz świętą rację, że wzorem Australijczyków, te „dyrektywy” trzeba wbić na gwóźdź w sławojce.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  6. Czcigodny Stary Niedźwiedziu,
    Popieram ograniczoną legalizację narkotyków pod warunkiem zaostrzenia kar za nielegalny obrót i za przestępstwa popełnione pod wpływem narkotyków. Z wprowadzeniem obozów pracy włącznie.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Dibeliusie
      Moje argumenty przeciwko jakiejkolwiek legalizacji sprzedaży narkotyków przedstawiłem w odpowiedzi udzielonej czcigodnemu Jarkowi Dziubkowi z 7 czerwca 2016 00:50. Gdyby w Polsce zastosowano singapurskie zasady karania bydlaków sprzedających śmierć, ceny tak poszybowałyby w górę, że na jednego skręta musiałaby się zrzucić cała klasa. Taki wariant mechanizmów wolnorynkowych w handlu narkotykami nasza redakcja zawsze poprze z entuzjazmem.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  7. No cóż, czuję się wyróżniony byciem inspiratorem drugiej części posta. /)^ɛ^(\

    Ale najpierw co do pierwszej, choć by i krótko: wymienianych blogerów nie kojarzę, ale wygląda iż nic straconego. Natomiast singapurski system karny - w kwestii narkotyków - zdecydowanie przypadłby mi do gustu. Pomimo iż bywały tam, jak rozumiem pojedyncze, przypadki poważnych problemów prawnych niewinnych osób. (Nie chodzi mi o przypadki gdy jechał tam jakiś palant z narkotykami w kieszeni, tylko jakichś wrobień i podrzuceń towaru.)

    O "globciu":
    Najpierw punkty, potem ogólnie.
    @1 Ciało doskonale czarne jako model planety z atmosferą wydaje mi się - delikatnie mówiąc - mocno naciąganym pomysłem.
    @2 Tak, klimat się zmienia. Nie komentował bym bloga, na którym autorzy by się z tym kłócili. Bardzo dobre porównanie do sinusoidy - z tym, że chodzi właśnie o zauważenie faktu, iż nie w całym przedziale wartości damy radę żyć - więcej, ten przedział w którym damy może być dość mały. (A jeszcze mniejszy, jeśli chcemy by nasz populacja była na podobnym do dzisiejszego poziomie.)
    @3 I dzięki niech będą tym paprotkom, że dziś możemy z powrotem łączyć węgiel z tlenem. :) Naprawdę. Ale pomnijmy że potem dinozaury miały DUŻO cieplejszy klimat. A że: a) to gady, b) nie uprawiały zboża to im nie robiło. Nam by robiło.
    @4 Tak: gazy cieplarniane są różne i nie o CO2 tu chodzi.
    @5 No właśnie więc o co chodzi z tym punktem? :) (Ale zatykanie wulkanów wszelkiej maści terrorystami popieram.)
    @6 To już jest w pełni żart, tak?
    Osobiście bardziej mnie przekonuje nie ta część klimatologów, która straszy piekarnikiem, a ta która twierdzi, że jako ludzkość narodziliśmy się w krótkim odtajaniu w czasie epoki lodowcowej. (Czytałem o tym książkę, ale teraz jestem w Łodzi a książka w Toruniu - w weekend mogę podać tytuł i autora. Bardzo streszczając: orbita Ziemi się "chybocze" i to ma istotny wpływ na temperatury, a że robi to cyklicznie to i klimat tak ma.)
    Napiszę jeszcze raz w prost: ilość ludzi jest ściśle i od zawsze powiązana z tym, ile pożywienia jesteśmy w stanie wytworzyć. Dzięki uprawie zboża w ogóle wystartowaliśmy jako cywilizacja. Każda zmiana ilości pożywienia (na + i -) odpowiednio zmieniała naszą populację. (Historia to nie mój temat, a wiedzą że jest to temat paru innych osób bywających na blogu, nie podejmę się podawania przykładów innych niż "mała epoka lodowcowa" i ziemniaki zaimportowane do Europy.) I poprzez pryzmat tej informacji patrzmy na zmiany klimatu. Tu nie chodzi o podkręcenie klimatyzacji czy kaloryferów, tylko czy damy radę się wyżywić. (Przy zmianach klimatu w dowolną stronę.)
    Oczywiście te zmiany są na tyle wolne, że nie powinien to być nasz (ludzkości) priorytet - jest od groma innych spraw do zrobienia "na wczoraj", ale nie znaczy to, że możemy sobie pozwolić na olanie sprawy. Tak uważam.
    (Być może to pułapka, w którą wpadam, bo myślę za bardzo ogólnikowo, podziwiając cały obraz, a odpuszczając sobie szczegóły. Ale już tak mam.)

    Będzie część 2ga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Część 2ga:

      O elektrowniach atomowych:
      Według mnie to przyszłość. Tak dziś [u nas] węgiel, ale "jutro" atom. ("Pojutrze" fuzja jądrowa. :P)
      Czy firma Areva ma światowy monopol na budowę i obsługę elektrowni atomowych? To chyba nie problem, przynajmniej na pokaz, pogadać z kimś innym na ten temat.

      Skoro już tak się rozpisałem, chciałbym jeszcze ogólnikowo podziękować za bloga: bardzo przyjemnie mi się go czyta. Najchętniej tematy polityczne i historyczne, okraszone pasującym mi humorem i nazywające rzeczy wprost. Mogę się czegoś nauczyć i wyrobić sobie poglądy na te omawiane kwestie. Zwłaszcza iż nie są to moje mocne strony, a uważam że należy być na tyle mądrym by wiedzieć kiedy trafiło się na kogoś mądrzejszego. Dlatego szczególnie często zaglądam tu przed różnego rodzaju wyborami szukając rad. (Często po prostu chętnie oddałbym mój głos autorom.)

      Dziękuję Wam, szanowni Autorzy, za prowadzenie tego wspaniałego miejsca w sieci.

      Z wyrazami szacunku,
      Jakub Trokowski

      PS: Ale się rozpisałem... Czuję się jakbym oddawał słabe wypracowanie w podstawówce... *byle 3, byle 3 byle 3*
      PSS: Przeglądarka przynajmniej literówki podkreśla. :)

      Usuń
    2. Czcigodny Panie Jakubie
      Drugi kur zapiał, więc pójdę już spać. A na Pańskie wielce int
      eresujące komentarze vodpowiem we wtorek po południu, gdy będę w lepszej kondycji. Zatem przepraszam za zwłokę i pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. Czcigodny Panie Jakubie
      Ma Pan świętą rację, nic Pan nie stracił, nie mając nieprzyjemności oglądania agitacji kryminalisty za legalnym handlem narkotykami i aborcją na żądanie, którym to postulatom basują monstra, którym ani przypływ zdrowego rozsądku, ani ciąża nie grożą. Cieszy mnie też, że akceptuje Pan wariant singapurski. Udowadniający, że o niemożności likwidacji narkomanii piszą ci, którzy po prostu nie chcą likwidacji tej plagi.
      Przejdźmy do "globcia":
      Ad 1.
      Ma Pan rację, że realnie istniejące ciała, nie pochłaniają całości padającego na nie promieniowania. W obliczeniach techniki cieplnej stosuje się współczynnik absorpcji. Bliski zera dla śniegu, dobrze odbijającego promieniowanie, a bliski jedności dla chropowatej czarnej papy. Jeśli chodzi o promieniowanie, dla realnych ciał stosuje się współczynnik emisji, mniejszy od jedności. Ale nie zmienia to faktu, że ilość energii emitowanej na drodze promieniowania TEŻ zależy od temperatury powierzchni w potędze czwartej.
      Ad 2.
      Z tego co piszą paleontolodzy, w mezozoiku ludzie mieliby wielki problem nie z klimatem, lecz mogącymi ich pożreć wielotonowymi gadami. Nie wiem, do jakiej wartości spadła temperatura, gdy meteoryt uderzył w naszą planetę i atmosfera tak się zapyliła, że zrobił się mróz i duże gadziny wyzdychały jako zmiennocieplne.
      Ad 3.
      Roślinom konieczne jest ciepełko, woda i CO2 Gdyby tylko starczyło wody, zboże rosłoby dużo lepiej, niż obecnie. A gdyby obecnie Pan Bóg pokarał nas za ekodebili i kilkukrotnie obniżył stężenie CO2 w atmosferze, mielibyśmy głód jak diabli. Bo nawet najcudowniejsze odmiany zbóż nie dałyby wysokich plonów, gdyby w powietrzu zabrakło SUROWCA do produkcji każdej rośliny. I niech Pan porówna rozmiary paprotek z karbonu i dzisiejszych.
      Ad 5.
      Chodzi o to, że wobec pomijalności działalności człowieka w porównaniu z tym, co bez pytania nas o zgodę czynią wulkany, rezygnacja z elektrowni węglowych to taka sama bzdura, jak ratowanie budżetu poprzez rezygnację z kupowania papieru toaletowego. I zastępowanie go ulotkami reklamowymi, wrzucanymi do skrzynek pocztowych.
      Ad 6.
      To nie do końca żart. Ta pierwsza kropla cieczy, która się wytworzyła z gorącego obłoku gazów, miała wokół siebie najwięcej gazów cieplarnianych w dziejach naszej planety. A tym nie mniej Ziemia się skropliła i zakrzepła.
      Okresowe zmiany klimatu jako skutek wahań orbity naszej planety, wyglądają nieporównywalnie poważniej, niż te cieplarniane bzdury.
      Jak już pisałem, bez dostatecznej ilości dwutlenku w powietrzu, o wyżywieniu wciąż rosnącej armii dwunożnych głodomorów możemy zapomnieć. Ma Pan rację, że to jest realne zagrożenie. Tak samo i co do tego, że jest mnóstwo pilniejszych problemów.
      Elektrowni jądrowych nie unikniemy, o ile dostatecznie szybko nie opanuje się kontrolowanej fuzji termojądrowej. Nie znam rynku producentów elektrowni i paliwa, oraz utylizacji paliwa zużytego. Amerykanie, być może też Brytyjczycy i Chińczycy (bo do Rosjan nie mam przekonania z przyczyn i technologicznych, i politycznych), też to umieją. Ale tego nie wolno robić pod dyktando jedynie słusznej w eurokołchozie firmy. Bo to najgorsza transakcja ze wszystkich możliwych.
      Bardzo nam miło, że nasz blog przypadł Panu do gustu. Tymi chyba nie do końca zasłużonymi przez nas komplementami sprawił nam Pan wielką przyjemność. Bo konserwatystów i narodowców nic bardziej nie cieszy, niż świadomość, że ich idee nie zejdą wraz z nimi do grobu. I Polska nadal będzie, kiedy ich zabraknie.
      Dziękuję za aż tak obszerny i rzeczowy komentarz i pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    4. Czcigodny Stary Niedźwiedziu.

      Bez złośliwości - dość późne to pańskie popołudnie. ;)

      Po uwzględnieniu współczynników absorpcji i emisji, oraz jakimś prostym dodaniu atmosfery mającej wpływ na światło padające jak i wypromieniowywane ciepło, to już byłby sensowny model.
      Reszta punktów i potem ogólniej:
      Cieszy mnie, że jednak nie zgadzamy się mniej, niż początkowo myślałem.
      Więc mamy skomplikowany, dynamiczny system, który jakoś tam się sam reguluje. Mniejsze i większe wahnięcia w różne strony, ale nie robi nam z Ziemi Marsa czy Wenus. Nie wspominałem o tym wcześniej, ale warto jeszcze zauważyć, że nie chodzi tu tylko o temperaturę - to tylko jedna zmienna stanu. Samo to, że w przedziale czasowym (o którym jest sens w ogóle gdybać) temperatura "skoczy" o stopień czy dwa, nie było by katastrofą. Nie stopi to biegunów i nas nie potopi. Ale może wywołać na przykład zaburzenie prądów morskich, co - być może - jeszcze bardziej nasili suszę w paru rejonach świata...
      Może te obserwowane zmiany klimatu nie będą nie tylko złe, ale i wręcz ułatwią nam życie - nie wiemy, ale właśnie skoro nie wiemy, to chyba lepiej się przygotować i miło zaskoczyć niż odwrotnie.

      Natomiast nie zgodzę się, że nie mamy wpływu na planetę - żaden gatunek nie miał porównywalnego. Tu można by nawymieniać rzeczy od karczowania lasów do lotów w kosmos (tak historycznie, jak i pod względem oceny na + i -).


      Komplementy według mnie są zdecydowanie zasłużone. :)

      Usuń
    5. Czcigodny Panie Jakubie
      Ma Pan rację, że człowiek może radykalnie zmienić warunki życia na Ziemi, ale głównie poprzez sabotaż. Czarnobyl był próbką na małą skalę. Gdyby metodą „trzy, cztery, pif paf” odpalić te kilka tysięcy wszystkich głowic termojądrowych, ssaki lądowe, a zapewne i morskie, chyba szybko by wyginęły. Ponoć stosunkowo odporne na promieniowanie są przynajmniej niektóre owady, więc może z czasem Ziemię opanowałyby gatunki wywodzące się od jakichś insektów.
      Wpływu czystego przypadku też nie można odrzucić. W końcu dopiero uderzenie meteorytu i gwałtowne ochłodzenie klimatu wykończyło panujące na planecie zmiennocieplne gady, a stworzyło nieoczekiwaną szansę stałocieplnym ptakom i ssakom.
      Z braku wiedzy specjalistycznej, nie będę się wypowiadać, co by się stało, gdyby teraz podobny meteoryt, znacznie większy od tunguskiego z początku XX wieku, uderzył w naszą planetę. W końcu nie jestem wspomnianym pederastą, który swoimi bredniami udowodnił na wielu blogach jedynie to, że nie ma pojęcia o statystyce, fizyce, medycynie, narkotykach, prawie, finansach, doktrynach politycznych i podatkach. Istny ludź renesansu, przez Flavię nazwany Omnibusem Pojebusem. Pozostała nadzieja, że taki meteoryt nie byłby zbyt duży, a trafiłby gdzieś w okolicy Mekki, ewentualnie Teheranu.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    6. @Jakub Trokowski, Stary Niedźwiedź,

      https://www.youtube.com/watch?v=h8hYW9pxVD0

      Proszę koniecznie to obejrzeć.

      Pozdrawiam serdecznie, TF.

      Usuń
    7. Zastanawiałem się czy jeszcze to ciągnąć, ale jest już nowy wpis, a rozbijalibyśmy się tylko o szczegóły więc odpuszczam.
      Podam tylko wspomnianą książkę: Doug Macdougall, "Zamarznięta Ziemia Historia dawnych i przyszłych epok lodowcowych".
      A dobry opis efektów uderzenia meteorytu opisał Bill Bryson w Krótkiej historii prawie wszystkiego. (Też polecam; przekrój faktycznie prawie wszystkich tematów około naukowych).
      Co do wyboru celu: (znalezione dawno gdzieś w internecie)
      http://s32.postimg.org/a9jfso9xx/problem_solved.jpg
      mapa stara jak i pomysł. :)

      Usuń