sobota, 25 czerwca 2016

Ci niezwykli Szwajcarzy – cz.3

Po klęsce i śmierci Leopolda III w bitwie pod Sempach , władzę w Austrii objął jego brat Albrecht III, nie zamierzający jeszcze rezygnować z mrzonek o podboju Szwajcarii. Przez prawie dwa lata obydwie strony dokonywały rajdów na terytorium przeciwnika. Rozstrzygnięcie nastąpiło w roku 1388, kiedy to Albrecht III po utracie miasta Wesen wysłał do Szwajcarii ekspedycję karną, liczącą około 6 tys. rycerstwa i piechoty. Nie mam dostępu do źródeł niemieckojęzycznych, zaś w publikowanych po polsku panuje nielichy bałagan. Wystarczy powiedzieć że w tych najniższego lotu, czyli w cioci Wiki, w tekście jako dowódca tej ekspedycji figuruje hrabia Hans von Sargans, zaś w ramce jest nim hrabia Donat von Toggenburg. Nazwiska dowódcy połączonych sił piechoty z kantonów Uri, Schwyz oraz Glarus liczących od 600 do 700 ludzi, nie udało mi się odnaleźć. Czcigodnego Piotra ROI zmuszony jestem prosić o wyrozumiałość.
Wojska habsburskie w kwietniu 1388 wkroczyły do doliny wiodącej do miejscowości Näfels. I koło  Näfels 9 kwietnia 1388 doszło do rozstrzygającej bitwy w tej wojnie.
Siły szwajcarskie ulokowały się na zboczach wzgórz otaczających z obydwu stron wąski trakt, którym posuwała się kolumna austriacka. Kolejnym atutem górali była pogoda – śnieżyca połączona z mgłą, co było bardzo na rękę chłopom i pasterzom, znającym teren jak własną kieszeń. Na znajdujące się na czele rycerstwo ze zboczy posypały się głazy, tak jak wcześniej w bitwie pod Morgarten. Skutek był również identyczny. Część rycerzy pospadała ze spłoszonych koni, stając się już tylko konserwami do otwarcia. Reszta rzuciła się do ucieczki, tratując własną piechotę. A wtedy Szwajcarzy zaatakowali kolumnę habsburską od tyłu, co doprowadziło do totalnej paniki w jej szeregach. Podczas ucieczki zawalił się mostek, co było ostatnim gwoździem do trumny najeźdźców.
W bitwie zginęło około 1700 rycerzy i piechurów habsburskich. Straty Szwajcarów wyniosły ponoć jedynie 55 ludzi.
Efektem tej bitwy było przynajmniej czasowe pogodzenie się Habsburgów z brutalnymi dla nich realiami. W tymże samym roku 1388 zwarli oni traktat pokojowy ze Związkiem Szwajcarskim, w którym zrzekli się pretensji do ziem położonych między Alpami i Renem. I dlatego wielu historyków uważa datę 9 kwietnia 1388 za faktyczny początek istnienia suwerennej Szwajcarii.
Już w rok po bitwie,  na jej polu wzniesiono kaplicę, upamiętniającą poległych zwycięzców. Obecnie znajduje się tam pomnik, zaś rocznica bitwy jest w Szwajcarii obchodzona uroczyście.
Ostatnim śmiałkiem, który porwał się na Szwajcarów był sadysta i megaloman, książę Burgundii Karol Zuchwały (1433 -1477). Tworzył on silne państwo, złożone przejściowo z Flandrii, Holandii, Brabancji, Luksemburga, Baru. Lotaryngii, obydwu Burgundii (księstwa i hrabstwa) oraz Nevers. Szanownym Czytelnikom, którzy chcieliby się przyjrzeć jego posiadłościom, polecam mapkę:
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/7/79/Karte_Haus_Burgund_4_FR.png
Z królem Francji Ludwikiem XI poczynał sobie jak równy z równym, przejściowo nawet go więził. Jego dobry fart skończył się, gdy zadarł ze Szwajcarią, graniczącą z Burgundią.
Zimą 1476 z silną armią, wyposażoną w najlepszą w Europie artylerię, wtargnął do Szwajcarii i obległ twierdzę Grandson. Jej obrońcy, nie wiedząc o zbierającej się odsieczy, poddali się Karolowi 28 lutego. Wszyscy, w liczbie ponad czterystu, zostali zamordowani w wymyślny sposób. Ale 2 marca odsiecz nadeszła i doszło do bitwy pod Grandson. Przeciwko 20 tysiącom ciężkiej jazdy, piechoty, angielskich łuczników i artylerii Karola stanęło 18 tysięcy Szwajcarów, piechoty plus niewielkiej ilości austriackiej kawalerii. Okazało się, że w otwartym polu szwajcarska piechota bez problemu jest w stanie odeprzeć szarżę ciężkiej jazdy. Bitwa zakończyła się ucieczką Burgundczyków, których poległo około tysiąca, straty Szwajcarów wyniosły poniżej dwustu. Ich największym sukcesem było zdobycie ponad czterystu dział i trzystu ton prochu, oraz mnóstwa biżuterii Karola w jego obozie.
Wkrótce doszło do poprawki. W bitwie pod Morat, stoczonej 22 czerwca 1476. Twierdza była oblegana przez 23 tysięczną armię zuchwalca, broniło jej ok 2 tysiące Szwajcarów. Tym razem odsiecz, złożona z 21 tys. szwajcarskiej piechoty i dwóch tysięcy lotaryńskiej kawalerii, nadeszła w porę. Mimo otwartego terenu bitwy,  proporcja między stratami Szwajcarów i ich wroga, wróciła do normy. Kosztem około czterystu poległych, Szwajcarzy roznieśli w puch armię burgundzką, zabijając 8 tys. przeciwników i powtórnie zdobywają kilkaset dział. Burgundzki sadysta spadł z europejskiej pierwszej ligi, Francja pozbyła się wrzodu poniżej pleców, stając się zachodnioeuropejskim mocarstwem, Habsburgowie rozpoczęli podbijanie wcześniej burgundzkich Niderlandów.
Epilog nastąpił w bitwie pod Nancy. Wcześniej, w roku 1474, Karol zdetronizował księcia Lotaryngii René II, podbijając to księstwo i włączając do swojego państwa. Po klęsce pod Morat, René odzyskał swoje księstwo i zdobył jego stolicę Nancy. Karol zebrał armie złożoną z 8 tys. piechoty i 2 tys. jazdy, w październiku 1476 wkroczył do Lotaryngii i obległ Nancy. Dowodzona przez René odsiecz, złożona z 10 tys. jazdy lotaryńskiej, francuskiej i niemieckiej, oraz drugich 10 tys. strasznej szwajcarskiej piechoty, podeszła pod mury miasta 5 stycznia 1477. Wynik był taki, jaki być musiał. Zginęło 4 tys. Burgundczyków, w tym i Karol, którego nadpoczęte przez wilki zwłoki odnaleziono po kilku dniach, do niewoli dostało się około tysiąca. Straty koalicji w zabitych wyniosły około tysiąca, Helweci stanowili znikomy ich odsetek.
W wyniku tej wojny szwajcarsko – burgundzkiej, toczonej w latach 1474 – 1477 państwo burgundzkie przestało istnieć. A największymi jej beneficjentami były Francja, która nie tylko pozbyła się nieprzewidywalnego warchoła i sadysty, ale i przyłączyła prawie całą Burgundię. Cesarstwo zdobywają  Niderlandy, też nie miało powodu do narzekań. A wrogowie Szwajcarii z czasów końcówki średniowiecza, zrozumieli wreszcie, że jeśli ktoś szuka śmierci, najłatwiej znajdzie ją w wojnie z Helwetami.
A mnie historia tej jedynej na świecie republiki, która od ponad siedmiuset lat działa niezawodnie, przypomina anegdotę, którą opowiedział mi przyjaciel.
Działo się to w czasach, gdy w Polsce powszechne były obawy, czy w wyniku anschlussu do IV Rzeszy po kraju nie będą grasować jacyś eurodegeneraci sprawdzający eurokoszerność produkcji nawet tych produktów spożywczych, które w Polsce są wytwarzane i jadane od zawsze. Kolega wracając z nart, przejeżdżał samochodem przez Zakopane. Dostrzegł na ulicy górala z koszem oscypków i przypomniał sobie, że wielu znajomych prosiło go o taki gościniec. Zatrzymał się i po krótkich negocjacjach nabył wszystkie. Po czym poczęstował górala papierosem i spytał:
- Gazdo, a nie obawiacie się, że przyjdą do was jacyś kontrolerzy z unii aby sprawdzić, jak robicie te oscypki?
Odpowiedź górala przytoczę bez silenia się na gwarę góralską, której nie znam na tyle dobrze, by się nią posłużyć. Brzmiała ona:
- Przyjść, to może i oni przyjdą. Ale pojęcia nie mam, jak wrócą!
Szwajcarscy górale do nieproszonych gości mają identyczny stosunek.

Jeden z tych oscypków zjadłem. W połączeniu z pumperniklem i zacnym białym winem mołdawskim półwytrawnym (które bydło z zakonu psubraci marychujanów nazywa narkotykiem), był pyszny.

Stary Niedźwiedź.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza