czwartek, 14 lipca 2016

O szanowaniu się czyli o „wyluzowanych babeczkach”

Dobre kilka lat temu, na obecnie już zamkniętych blogach, brałem udział w dyskusji na temat niektórych aspektów szanowania się z dwoma paniami.
Dyskusję wywołał program telewizyjny, w którym jakaś pannica nie mająca chyba jeszcze osiemnastu lat, przyznała się że praktycznie z każdej dyskoteki lub balangi wychodzi z jakimś chłopakiem, rzadko kiedy tym samym dwa razy pod rząd. A jeśli żadne z nich nie dysponuje tej nocy „wolną chatą”, główny cel powstania tego bardzo krótkoterminowego związku jest doraźnie realizowany „na stojaka gdzieś w klozecie”, jak to ujął Aleksander hrabia Fredro.
Uczestnicząca w programie pani psycholog podkreśliła zarówno poważne zagrożenie, jakie dla zdrowia niesie taki styl życia, jak i ewidentną niedojrzałość psychiczną delikwentki. Swoją recenzję zakończyła stwierdzeniem „dziewczyno, ty się trochę szanuj”. Próbując jej uświadomić, że reputacja darmowego pogotowia seksualnego może jej w przyszłości bardzo utrudnić życie.
W blogowej polemice wspomniane dwie panie bardzo mnie zaskoczyły. Twierdząc że jeśli ta smarkula sama siebie szanuje, to wszystko jest w porządku. Nie pomogły wówczas nawet argumenty, że poza wysokim ryzykiem natury zdrowotnej, raz doszczętnie zeszmaconej reputacji często nie da się już odbudować. Ani moje nieco złośliwe pytanie, czy jeśli obszarpany i śmierdzący menel sam siebie szanuje, to wszystko jest w najlepszym porządku.
Inną moją znajomą, wyłącznie z realu, z podobnego „anarcholeberalizmu” (może ktoś z Szanownych Czytelników zaproponuje lepsze określenie) skutecznie wyleczył jej siostrzeniec,  nie stroniący od takich znajomości bywalec dyskotek. Goszcząc go na obiedzie spytała, czy ładna dziewczyna, z którą widziała go na mieście, to jego narzeczona. Ale po ustaleniu, gdzie i kiedy ich widziała i jak wyglądała ta osoba, młody gówniarz upewnił się, o kim jest mowa. I na zasadnicze pytanie cioci odpowiedział z galanterią charakterystyczną dla dzisiejszego młodego pokolenia mniej więcej w takim stylu:
- Ciotka, czy ciebie pogięło? Miałbym poważnie traktować dziwkę, którą zaliczyło co najmniej pół dyskoteki. Może jeszcze mam się z nią ożenić, żeby na mieście co jakiś czas słuchać „siema szwagier”?
Bohater tej opowieści oczywiście jest zwyczajnym gnojkiem, czego rzecz jasna przez litość znajomej nie powiedziałem. Ale nie kryłem odrobiny złośliwej satysfakcji z faktu, że w ten nieco brutalny sposób została wyleczona ze swoich fantasmagorii. Bo dotarła do niej smutna (dla jej poprzednich opinii w tej materii) prawda. Przekonała się, że wbrew bzdurom wyczytywanym przez nią na „wolnościowych” latrynach internetowych, takimi dziwkami gardzą nawet dziwkarze korzystający z ich „filantropii”.
Jedna ze wspomnianych dyskutantek internetowych miała wtedy awersję do konserwatyzmu po sprzeczce z innym prawicowym blogmasterem. Ale po kilku miesiącach poinformowała mnie mailowo, że cofa ten sęk. Bo kilka wizyt na „wyluzowanych”, libertyńskich i feminazistowskich blogach wystarczyło, by przeprosiła się z ponad 95% konserwatyzmu w duchu thatcherowskim. Natomiast drugiej z tych pań (o ile zagląda na „Antysocjal”), dedykuję zasłyszaną od znajomych historię.
Dotyczy kobiety dwudziestokilkuletniej, od matury pracującej w korporacji. Oczywiście w pracy musiała pojawiać się ubrana przyzwoicie i wysławiać po ludzku. Ale nie taiła, zarówno tego, że sobą staje się wieczorami na imprezach, jak i tego, jak zachowuje się po zdjęciu korporacyjnego gorsetu. Ale traf chciał, że chyba po raz pierwszy zakochała się w koledze z pracy, dla którego dobre maniery plus przyzwoity strój były czymś oczywistym również i w życiu prywatnym. Gdy jej awanse były ignorowane, najpierw się dziwiła, później podejrzewała go o pedalstwo. W końcu jednak schowała dumę do kieszeni i powiedziała mu, co do niego czuje. I spotkał ją lodowaty prysznic. Usłyszała że powinna stuknąć się w pusty łeb. Bo poza pracą, w której niekiedy muszą zamienić kilka słów, ona po prostu dla niego jest powietrzem, do tego zepsutym. I nie zmieni tego nawet przyniesienie wyników testów serologicznych. Bowiem przy jej trybie życia, mogą być nieaktualne już po dobie od pobrania krwi.
Ten kopniak na szczęście zadziałał. Do dziewuchy dotarło, czym jest dla ludzi o jako tako niezwichrowanej psychice. Gdy firma otwierała filię na drugim końcu Polski w nieprzesadnie atrakcyjnym mieście, zgłosiła się na ochotnika do pracy tamże. Mój rozmówca nie może za to ręczyć, bowiem słyszał o tym z trzeciej ręki. Podobno drastycznie zmieniła pozasłużbowy sposób bycia i tryb życia, poznała jakiegoś normalnego faceta, wzięli ślub, mają dziecko i wiążą koniec z końcem. Bo jej reputacja szczęśliwie pozostała w Warszawie.
Oczywiście cieszy mnie taki finał. Bowiem jak cytuje Ewangelista:
„Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.”
(Łk 15, 1-10)
Jako chrześcijanin, oczywiście w cuda wierzę. Ale w przypadku „wolnościowych” guru, lavejańców – zasrańców i ich nimf w wieku od lat 15 do 115, ze zdecydowaną przewagą tych zamortyzowanych co najmniej w 300%, specjalnie na cuda nie liczę. Bo lepsze miłe zaskoczenie od naiwności, która wcale nie musi być święta.

Stary Niedźwiedź

82 komentarze:

  1. "Anarcholeberalizm" - prościej będzie matołectwo.

    Po południu poproszę kumpla (przykładny mąż i ojciec), który pracował jako ochroniarz w dyskotece, by gościnnie z mojego konta podzielił się kilkoma obserwacjami. Jak słuchałem jego relacji miałem otwartą gębę i mój mózg nie chciał tego przyjąć do wiadomości. I pomyśleć, że gdy ja miałem lat 19 zwykłe "obłapianki" z osobistą dziewczyną były czymś wstydliwym...

    pozdrawiam serdecznie



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Refaelu
      W kwestii terminologicznej muszę przyznać Tobie rację. Z wyjątkiem na szczęście rzadkich przypadków anarchii o stopniu czystości jak z farmakopei. Twierdzących że jeśli ktoś wkłada łapę do ognia, to nie należy mu przeszkadzać.
      Podejrzewam że nie tylko ja z zaciekawieniem oczekuję na kilka słów Twojego kolegi.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Okazało się, że kolega także jest użytkownikiem usług Google, więc napisze ze swojego profilu.
      9bawiam się, że poza 'witam' i 'pozdrawiam' reszta będzie mało cenzuralna.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Za moich czasow bylo powiedzenie ze ''facet nigdy nie zeni sie z tymi kobietami z ktorymi sie wyszalal''. Jako ze swego czasu ocieralem sie o srodowiska zwiazne z Owsiakowczyzna (czlowiek mlody byl i glupi) moge zupelnie swiadomie potwirdzic ze ''sily postepu'' nie spychaja nas po rowni pochylej lecz wbijaja w samo dno szamba.O ile za moich czasow ''zwiazki'' traktowalo sie dosc luzno w tym srodowisku to przynajmniej stralismy sie zachowac pozory i bezpieczenstwo zdrowotne. Cyniczne to bylo ale przynajmniej myslelismy.Przechodzac wieczorami niektorymi ulicami podobno ''koserwatywnego'' (he he he ) i ''katolickiego'' (bu ha ha ha ) Dublina mozna dojsc do wniosku ze celem zycia sporej czesci mlodej tubylczej populacji jest ''zacpac sie, zaruchac i pasc zarzyganym pod mostem''.Przypomne ze pisze z obserwacji z Eire czyli z kraju ktory jeszcze jako tako w tym EUro burdelu stara sie utrzymac jakikolwiek poziom przyzwoitosci. Co sie dzieje w tak ''swiatlych'' krajach jak Francja, Szwecja czy Holandia wole sie nawet nie domyslac skoro zupelnie zupelnie niedawno dla sporej czesci tamtejszych spoleczesc ''palaca sprawa'' byla ''legalizacja pedofilii'' czy mozliwosc ''zerzniecia swojego psa'' .

    PiotrROI

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Piotrze
      Za moich młodych czasów "w mojej sferze" obowiązywały dwie żelazne zasady. Primo, buzia na kłódkę. Czyli widząc trwałą konfigurację damsko - męską inni mogli jedynie domyślać się, że nie ograniczają się do pocałunków na powitanie i pożegnanie. Zero komentarzy czy dyskusji. Secundo - ciąża automatycznie oznaczała ślub plus pomoc obydwu rodzin w spadnięciu na cztery kończyny.
      Z tym wyborem przyszłej towarzyszki życia bywało różnie. Wśród znajomych widywałem różne przypadki. Zarówno małżeństwo z trzecią czy czwartą "stabilną" dziewczyną, jak i z tą pierwszą. Na jesieni będę na ślubie syna przyjaciela, który ze swoją drugą połową związał się jeszcze w pierwszej klasie liceum. Nie ukrywam, że napawa to mnie otuchą, bo widać że pewne wartości nie odejdą z moim pokoleniem.
      Twoja relacja z Dublina trochę mnie zmroziła. Bo skoro brak w przestrzeni publicznej żądania legalizacji pedofilii, zoofilii i nekrofilii jest dowodem względnej przyzwoitości kraju, to czym są te inne, które wymieniłeś? Kupą kurewstwa, tym razem z przewagą tego drugiego.
      A skoro wspomniałeś o złodziejaszku w czerwonych portkach i jego redyku, czekam na porządną akcję policji. Czyli gremialny nalot plys wyprowadzenie w kajdankach ćpunów i posiadaczy narkotyków.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Szanowny Niedzwiedziu,

      Jakis duzych ''rozdzwiekow'' miedzy naszymi ''pokoleniami'' nie bylo.Moze dlatego ze moje pokolenie tylko otarlo sie o przekretasa w czerwonych gaciach i jego melony.Zasady obowiazywaly mniej wiecej podobne choc dalo sie juz wyczuc ''powiew postepactwa''.Pomiedzy tym co teraz widze a ''moimi czasami'' widze przepasc pokoleniowa cofajaca nas w zasadzie do okresu przed plemmiennego.Poganie bowiem uznawali wielozenstwo lecz mieli tez surowe zasady w kwestiach obyczajowych.Kiedy uslyszalem ze w Holandii dziala legalnie partia pedofili uznalem to poczatkowo za zart.Podobnie zreszta zmrozila mnie informacja ze w takiej Danii naprawe palacym potrzeba jest zakazanie wykorzystywania seksualnego zwierzat.Te dewiacje sa znane od tysiecy lat lecz zawsze wczesniej byl to margines uznawany za chory psychicznie. Dzis zwykli ludzie musza juz oficjalnie przeciwko temu protestowac.Lecz czemu sie tu dziwic kiedy na czele EU stoja tuzy opowiadajace oficjalnie i publicznie o tym jak ''male dziewczynki zabiawialy sie jego rozporkiem'' .

      PiotrROI

      Usuń
    3. Czcigodny Piotrze
      Poza wspomnianym przez Ciebie pedofilem Konem Bandytą, na eksponowanych stanowiskach dworzan Makreli masz zakłamanego leniwego kundla (tak się słowo tusk tłumaczy z kaszubskiego na polski) z jego bon motami "THEM are wrong, don't believe THEY". Czy oszusta podatkowego Junckera.
      Zaskoczyłeś mnie informacją, że w Danii chcą zakazać zoofilii. Przecież człowieki postępu zawsze były za każdą formą odrzucenia kołtuńskich norm obyczajowych. Czyżby był to jakiś spisek czarnej reakcji, godzący w odwieczną tradycję islamskich "nachodźców"?
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    4. Szanowny Niedzwiedziu,

      ''zakłamanego leniwego kundla (tak się słowo tusk tłumaczy z kaszubskiego na polski)''

      To teraz rozumiem dlaczego w staropolszczyznie ''tusk'' oznaczalo zlodzieja (mimo ze chce byc zlosliwy to jednak tak stoi w XVIwieczny ''slowniku lacinsko-polskim ).Kaszubski to ostania zachowana forma (poza wymarlym juz prawie ''Luzycko -Serbskim o ktory od 70 lat podobno ''troszcza'' sie Niemcy.A troszcza sie tak ze z 2 mln Luzyczan w 1945 ostalo sie moze dzis jeszcze kilka tysiecy.A u nas od pierwszego ''spisu powszechnego'' z lat 90tych kazdy Kaszub mial srednio 30 dzieci jak wykazal ostani ''spis powszechny''.:D .)jezyka staropolskiego.

      ''Zaskoczyłeś mnie informacją, że w Danii chcą zakazać zoofilii.''

      Sam bylem zaskoczony kiedy dostalem petycje do podpisania o 'koniecznosci wprowadzenia przepisu zakazu uprawiania seksu ze zwierzetami''.Zyje juz na tym lez padole dobrych kilkadziesiat lat i swiadom jestem ze sa rozni dewianci ale zawsze traktowalem zoofilie jako rodzaj ''skrajnie marginalnej choroby psychicznej''.

      Masowosc tej dewiacji na niektorych obszarach EU naprawde mnie przeraza.

      PiotrROI

      Usuń
    5. Czcigodny Piotrze
      Skoro ta petycja to nie jakaś mniej niż marginalna sprawa lecz realny problem, to pozostało mi odpowiedzieć gwarą warszawską z prawego brzegu Wisły:
      Pan nasz nie strasz!
      Lub kibicowską przyśpiewką, które w wersji soft brzmiałaby:
      Unia tonie, unia płynie
      Więc krzyż na grób tej drużynie.
      Pozdrawiam ponuro.

      Usuń
  3. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

    Wybacz mi proszę spore zwłoki w odpowiedziach, lecz dopiero co wróciłem z Paryża, a relacje z tej podróży za jakiś czas zdam Ci już prywatnie.

    Dziękuję za poruszenie tego jakże interesującego tematu, jakim jest szacunek do osób, które same siebie nie szanują.

    Za tego typu stwierdzenie byłem wielokrotnie atakowany, co było oczywiście najlepszym przykładem hipokryzji, gdyż jak sam słusznie zauważyłeś, nawet ,,dziwkarze'' korzystający z usług ,,dziwek'' ich nie szanują, więc co tu dopiero mówić o ludziach choćby względnie przyzwoitych.

    Sam nigdy nie chodziłem na żadne dyskoteki, do klubów, ani na imprezy, by nie musieć patrzeć na ludzką dzicz. Nie ważne, czy stanowi ona momentami 10, 30 czy 70% obecnych, a ile osób jest tam całkiem normalnych i szuka jedynie prostackiej rozrywki. Widok choćby jednego degenerata mógłby mi skutecznie odebrać chęć do czegokolwiek, więc prewencyjnie omijam podobne miejsca szerokim łukiem.

    Choć może to też kwestia tego, że nigdy nie odczuwałem potrzeby tego typu ,,zabawy'', jaką dla niektórych są ruchy godowe podpatrzone na Animal Planet, a może i zakodowane w genach niektórych.

    Jak to było w jednym dowcipie:

    Jaś przychodzi do domu, podchodzi do taty i mówi mu:
    - Tato, pani Kowalska na lekcji tłumaczyła nam, że ludzie mają tych samych przodków co małpy!
    Na co ojciec:
    - Synu, ja nie wiem z jakiej rodziny pochodzi pani Kowalska.

    Także i ja nie wiem skąd pochodzą niektórzy osobnicy widywani choćby i na ulicy czy w telewizji, ale dałbym sobie uciąć palec, że nie mamy z nimi wielu wspólnych genów. Zapewne to oni mają zgodność genetyczną ze świniami, bo to by przynajmniej wiele tłumaczyło.

    Jakikolwiek człowiek, który odczuwa chęć ,,popicia, zaćpania i zaruchania'' jest niczym więcej, a tylko zwierzęciem i korzysta z tak niewielkiej części swojego mózgu, że inteligencją przewyższa go nie tylko każdy koń, pies, kot, delfin czy kruk, ale nawet wiewiórka.

    Fakt, że posiada on przy tym prawa człowieka, jest dla mnie wyjątkowo niezrozumiały.

    Tłumaczenie tego typu zachowań młodym wiekiem, świadczy ponad to o zerowym wychowaniu i wykształceniu, za co w równym stopniu odpowiadają rodzice, szkoła i cała reszta społeczeństwa. Jak wiemy, młodzież zawsze była niesforna, lecz znała przy tym pewne granice i tylko niewielka jej część te granice przekraczała.

    Dziś z kolei granic już nie ma, a zachowaniem powszechnym i modnym jest powielanie wszechobecnych patologii. To już nie jest więc typowe zachowanie młodzieży, a nakłonienie jej do pewnego rodzaju zachowań, które tenże młodzież skutecznie demoralizują i degenerują NA RESZTĘ ŻYCIA.

    Wspomnianej ,,imprezowej'' pracownicy korporacji, ja nie tknąłbym nawet dwumetrowym kijem.

    Jak pisałem ostatnio: skrzyżowanie glonojada i wychudzonej szkapy, utrzymującego jako-taki stan psychiczny dzięki metaamfetaminie i antydepresantom, nie jest nawet godne pożałowania. Ja takimi monstrami bardzo nie po katolicku gardzę i nie czuję z tego powodu jakiegoś większego wstydu. Najwyżej zostanę za to ukarany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli pozwolisz, wyciągnę nieco swojego starego wpisu, który pasuje do tego tematu jak ulał:

      Dla środowiska ,,postępowego'' normalny obraz rodziny jest przestarzały jak i również – a jakże, nie inny lecz patologiczny, gdyż mąż musi być katolikiem, zatem z całą pewnością po powrocie z Mszy Świętej katuje swoją żonę i dzieci, a usypia jedynie po sporej ilości wlanego w siebie czystego etanolu. Naturalnie, tego typu rodzina utrwala w dzieciach poglądy faszystowskie, zatem model M+M bądź też K+K (póki co „K” rozumiane jako kobieta, a nie np. koza) jest jedynym zapewniającym dziecku szczęśliwy rozwój, a ponad to umożliwiającym mu w wieku dziewięciu miesięcy wybór własnej tożsamości płciowej.

      Już samo podejście do posiadania dzieci bardzo różni te dwa środowiska – konserwatywne i patologiczne. O ile dla osób konserwatywnych dziecko to dar największego szczęścia i ich oczko w głowie, o tyle też dla osób ze środowisk postępackich jest to najczęściej niewyskrobana udręka, gdyż przeszkadza w karierze korporacyjnej i w wesołej klubowej copiątkowej kopulacji z przypadkowo napotkanymi osobnikami. Z tego też powodu dzieci te nie są wychowywane przez rodziców, a przez żłobki i szkoły, na co łoży oczywiście ciężko pracujący konserwatysta.

      Skąd pomysł, iż konserwatysta pracować musi ciężko? Ciężka praca nie jest wszakże żadnym synonimem dla konserwatyzmu, lecz praca jako taka jest nim z całą pewnością! Przy czym dziś bardzo trudno normalnemu człowiekowi o pracę, która nie byłaby ciężka.

      Ludzie ze środowisk postępackich żyją w świecie iluzji, gdzie to pieniądze pojawiają się stworzone z powietrza, a po które wystarczy wyciągnąć ręce w kierunku Państwa. Nie bez powodu konserwatyści wybierają najczęściej studia techniczne i kierunki ściśle, z kolei środowiska postępackie tworzą ,,sztukę” nowoczesną, agitują na rzecz legalnej pedofilii i uczą się na zajęciach z gender, korzystając oczywiście z bardzo edukacyjnych materiałów określanych przez wszystkich innych członków zdrowego społeczeństwa jako ,,filmy pornograficzne”.

      Skoro zatem konserwatywny mężczyzna to człowiek uczciwy, szczery, ciężko pracujący, a nie liczący jedynie na zapomogi ze strony Państwa, dla którego liczy się honor i który szanuje jedynie osoby szanujące same siebie, to jaka jest konserwatywna kobieta? Pozostawiam to jako zagadkę dla czytelników. Czy jest to może kobieta pociągająca swoją tajemniczością i odpowiedzialnością, kobieta inteligentna i jedynie dyskretnie seksualna, czy może dyskotekowy glonojad o przebiegu typowym raczej dla 15-letniej taksówki?

      Bardzo interesującą kwestią jest wyzwolenie się kobiet spod władzy mężczyzn, o czym często mówią feministki będące naturalną, nieodłączną wręcz częścią środowisk postępackich. Czy należy zatem rozumieć, iż wyzwolenia się spod męskiej dominacji dokonano poprzez zamienienie kobiety w obiekt seksualny, która całe swoje życie poświęca temu, by jak najbardziej podobać się niewyżytym samcom nie zasługującym nawet na miano mężczyzn? Wygląda to raczej na wyzwolenie się z jakiejkolwiek odpowiedzialności, przyzwoitości, szacunku do własnego ciała, a z myślenia przede wszystkim.

      Wolnością w rozumieniu konserwatystów z całą pewnością nie jest brak tolerancji środowisk postępackich do wszelkich poglądów, które nie zgadzają się z ich wizją świata, narzucaniem czegokolwiek, ani tym bardziej z tworzeniem cenzury politycznej poprawności i wykorzystywaniem organów Państwa, by poprzez siłową agresję wymuszać na większości społeczeństwa dany sposób myślenia.

      W rozumieniu środowisk postępackich, tradycyjne społeczeństwo jest nudne. Powinno zostać ono zatem zastąpione przez nowy twór człowieka zwanego postępakiem, który to spoczywa na laurach tylko wtedy, kiedy osiąga kompletne dno szeroko rozumianej patologii. Naturalnym jest zatem fakt, że najbardziej widoczna część środowisk postępackich i najwidoczniej również ich ideał, to najgorszej maści przestępcy, alkoholicy, narkomani, dziwolągi i osobnicy chorzy psychicznie.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    2. PS: Proszę o wybaczenie z powodu błędów i powtórzeń, lecz pisanie na tablecie bywa czasami bardzo uciążliwe.

      Usuń
    3. Czcigodny Robercie
      Zarówno ostatni post na Twoim blogu, jak i Ten obszerny i arcycikawy komentarz, sprawiły mi pewien "kłopot". A mianowicie zgadzam się z Twoją diagnozami w 100%, więc nie ma z czym polemizować.
      Poruszyłeś tyle bardzo ważnych spraw, że muszę na spokojnie to wszystko jeszcze raz przemyśleć, by odnieść się do któregoś z problemów. Więc na razie ograniczę się do podziękowań i najserdeczniejszych pozdrowień.

      Usuń
    4. Prawa człowieka przyznawane tylko za zdolność artykułowanej mowy to grube nieporozumienie. Jak to ujął bohater bułhakowskiego Psiego serca: Человеком? Tо есть, что он говорил? Это ещё не значит быть человеком. (Człowiekiem? Dlatego, że mówił? To jeszcze nie znaczy być człowiekiem.)
      Kto nie zna - zachęcam do lektury.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Szanowny Niedźwiedziu,

    Jeśli chodzi o reputację, to przypuszczam, iż w każdym kraju można ją sobie zepsuć nieco innymi zachowaniami. Inaczej może się zachowywać dziewczyna w Holandii, inaczej w Polsce, inaczej w Arabii Saudyjskiej. To, co u nas jest na porządku dziennym, w krajach muzułmańskich jest dziwkarstwem. To, co nas gorszy, w Holandii jest na normą. Jeśli więc szukasz obiektywnego wzorca moralności, to musisz uciec się do nakazów bożych, a nie do tak marnej wartości, jaką jest reputacja, czyli OPINIA.

    Fakty są takie, że reputacja to nie żadne wyższe dobro, tylko to, co ludzie o nas myślą. I w związku z tym należy się zastanowić, czy chcąc mieć dobrą opinię należy być przyzwoitą kobietą czy... takową udawać. :) Będę się upierać, że szacunku do siebie nie należy mylić z szacunkiem innych ludzi. Inni ludzie są nam potrzebni, pracujemy z nimi, handlujemy, musimy się czasem spotkać towarzysko, potrzebujemy ich rad i wskazówek. I tylko dlatego warto zachowywać POZORY. Ale to nie ma nic wspólnego z tym, jak postrzegamy samych siebie.

    Pytasz ironicznie, "czy jeśli obszarpany i śmierdzący menel sam siebie szanuje, to wszystko jest w najlepszym porządku." Przepraszam, a jak mógłbyś przekonać menela, że nie jest? Wyłącznie odwołując się do jego egoizmu, czyli sugerując, że w przypadku kontynuowania takiego tryby życia spotkają go przykre konsekwencje. Nie przekonasz go tekstem w stylu "Większość ludzi się tobą brzydzi, może jednak coś jest z tobą nie tak" - bo taki menel społeczeństwo olewa. Ba! Nie tylko menel. Wielu ludzi decyduje się iść swoją, często bardzo kontrowersyjną drogą, wbrew opinii większości. Kiedyś z towarzystwa wykluczano samotne matki, rozwódki, kobiety żyjące w konkubinacie. I co? Kto miał rację? One czy społeczeństwo? :)

    Nie szukajmy obiektywnego wzorca właściwego zachowania na przykładzie ludzkich opinii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodna Kiro
      Rzeczywiście nie dopowiedziałem jednej kwestii, podświadomie uważając to za oczywistość. Moje kryteria oceny wywodzą się z cywilizacji chrześcijańskiej, co nie oznacza, że posługują się nimi wyłącznie chrześcijnie. Za oczywiste przyjmują je również moi przyjaciele agnostycy. Dlatego "moralność" poganiaczy wielbłądów, nakazującą zabić zgwałconą kobietę, mam w tym samym miejscu, gdzie 99% wyznawców pustynnego pedofila. Tak jak i "filozofię" budzącego odrazę menala. Na dysputy z jednymi i drugimi szkoda mi czasu.
      Dobra reputacja może w życiu bardzo pomóc, zła - potężnie zaszkodzić. Dlatego ktoś, kto głównie dla gówniarskiej demonstracji odrzuca schematy postępowania, które sprawdziy się w praktyce, skutecznie sam sobie szkodzi. Czyli jest idiotą. Dziewczynie o której wpomniałem oczy otworzyły dopiero słowa faceta, na którym jej naprawdę zależło. Idiotka myślała, że jest wporzo, spoko i ciool. A okazało się, że jest tylko budzącą odrazę szmatą. Bo nie dla każdego oferta darmowej kopulacji plus szansa na HIV jest atrakcją.
      Samotnej matce, którą porzucił jakiś śmieć, gdy zaszła z nim w ciążę, wedle moich kryteriów zawsze należał się szacunek. Tak jak i rozwódce, która musiała pozbyć się wrzodu poniżej pleców. Nie mówię rzecz jasna o puszczalskich dziwkach, z którymi każdy facet ma prawo się rozstać. Czy menelicach, nie mających pojęcia, kto jest tatusiem.takich
      Co się tyczy konkubinatów, kilka słów na użytek tych komentatorów, nie znających naszych prywatnych wymiany poglądów. Mnie czyjś konkubinat w sytuacji, gdy nie ma żadnych przeszkód by wziąć ślub, jedynie trochę śmieszy. A dla wszystkich "odrzucających konwenanse" dla samego odrzucania jako rzekomej wartości, z dobrego serca mam radę. Niech znajdą dwie nadzwyczaj dyskretne osoby, pójdą do magistratu i podpiszą ten papier. W końcu kobieta może pozostać przy swoim nazwisku, więc ten fakt nie będzie rzucać się otoczeniu w oczy. A w razie nieszczęścia ten dokument bardzo może się przydać.
      Jak mawiał mój ulubiony nauczyciel. Można pisać pupa przez o z kreską, ale po co?
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Szanowny Niedźwiedziu, nie wątpię, że masz gdzieś mentalność, moralność i obyczaje "muslimów" czy meneli. Oni również mają naszą mentalność gdzieś. Oni nazywają dziwkami kobiety w miniówkach, my - takie, które sypiają z facetem na pierwszej randce. Naprawdę uważasz, że to my mamy rację? Bo dla mnie kultura nigdy nie była wyznacznikiem obiektywnej moralności.

      To, co Ty sądzisz o rozwódkach, pannach z dzieckiem czy konkubinach, to jedno. Co sądziło kiedyś społeczeństwo - drugie. Gdyby nie kobiety, które odważyły się przełamać "sprawdzające się" schematy, nadal rozwody, samotne macierzyństwo czy konkubinat byłyby powodem do towarzyskiego ostracyzmu.

      Kobieta puszczająca się na prawo i lewo zostanie i dzisiaj odrzucona przez sporą część społeczeństwa. Ale nie przez wszystkich. A jeśli jest DYSKRETNA, to nie narazi się nikomu. A przecież o to w zachowaniu dobrej reputacji chodzi, nieprawdaż?

      Usuń
    3. Czcigodna Kiro
      Zarówno Talmud, jak i Koran nie mają niczego wspólnego z elementarną uczciwościa czy sprawiedliwością. Więc nie mam cienia wątpliwości co do tego, że wynikające z nich nakazy to w znacznej mierze jedno wielkie kurewstwo.
      W odpowiedzi na komentarz Barbary opisałem przypadek wyjątkowo odrażającej szmaty. I pozwolisz, że odniosę się do niego. Gdyby matka wychowująca córkę nie zaśmiecała ich wspólnego domu korowodem często zmieniających się "wujków", dziewczyna nie nabawiłay się nerwicy i nie zastanawiała czasami, czy ma zabić siebie, czy matkę. W tym konkretnym przypadku wybawieniem była jej ciąża. Wydłużyła nieco czas jej nauki szkolnej, ale być może po prostu uratowała jej życie.
      Porównaj to choćby ze znanym Ci z mojej relacji Heniem, mężem pielęgniarki Irenki. Córka Henia z pierwszego małżeństwa byla wychowywana przez ojca. I kiedyś powiedziała mi, że nigdy nie zapomni mu tego, że po ich domu nigdy nie szwendały się żadne "ciocie".
      Kwestia hierarchii celów. Najpierw dziecko, potem w sposób nie kolidujący z obowiązkami matki / ojca ewentualnie jakiś prowizoryczny seks na boku. Chyba że to jest poważny związek na stałe. To już inna para kaloszy. W takich sytuacjach często dzieci potrafią zachować się znacznie dojrzalej, niż wynika to z ich metrykalnego wieku.
      I drobna uwaga terminologiczna. To że puszczalska baba czy dziwkarz nie zostaną przez kogoś ODRZUCENI, nie oznacza, że przez tę samą osobę będą choć odrobinę SZANOWANI. Przecież siostrzeniec wspomnianej znajomej nie odrzucił tej dyskodajki, jako że darmowa kopulacja mu odpowiedała. Ale miał ją za skończoną k***ę. Oczywiście jako monserwatysta powiem, że gowniarz w ten sposób automatycznie i siebie nie szanował. Ale nie każdy jest konserwatystą.
      I tak na wszelki wypadek dopowiem, że pisząc o takich szmatach, ani razu nie miałem na myśli prostytutek. Które na takie obelżywe porównania na pewno nie zasługują.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    4. @ Stary Niedźwiedź

      Odnoszę wrażenie, że piszemy o różnych sprawach. Nie twierdzę (i nigdy nie twierdziłam), że dawanie pupy na prawo i lewo jest rozsądne. Nie jest, gdyż - przede wszystkim - można złapać jakieś choróbsko oraz traci się motywację, a może nawet psychiczne zdolności (wybacz ten prymitywny zwrot) do wejścia w stały, oparty na mocnym uczuciu związek.

      Ty jednak skupiłeś się na reputacji, więc i o niej pisałam. Reputacja nie dotyczy wyłącznie zachowań seksualnych. Zagrożona jest zawsze, kiedy jednostka występuje przeciwko obyczajom panujących w danej kulturze. I, doprawdy, nie rozumiem, dlaczego muzułmanka mniej miałaby się przejmować swoją kulturą, niż chrześcijanka swoją. Obydwie MUSZĄ przynajmniej trochę brać pod uwagę, wśród jakich ludzi żyją. Bo totalny, do tego otwarcie demonstrowany nonkonformizm może się źle skończyć i dla jednej, i dla drugiej.

      Tak więc nie ma znaczenia, co my, chrześcijanie czy agnostycy, myślimy o islamie czy judaizmie. Znaczenie ma to, co ma WPŁYW. A na osobę z tamtej kultury, z kręgu tamtych religii, mają wpływ właśnie tamta kultura i tamta religia.

      Na mnie również jakiś tam wpływ ma nasza kultura. Ale nie traktuję jej jako wyznacznik dobra i zła. A już Pismo Święte nie ma na mnie ŻADNEGO wpływu.


      Puszczalstwo opisanej przez Ciebie w poniższym komentarzu kobiety z pewnością miało złe następstwa dla jej córki. Ale błędem było tutaj nie tylko występowanie przeciwko obyczajom, czyli nie dbanie o reputację, lecz sprowadzanie do domu tabunów obcych mężczyzn tudzież niechęć do korzystania z prezerwatyw, co zaowocowało HIVem. Oczywiście mogę się zgodzić z tym, że sama reputacja też była istotna - dla córki! I że wstydziła się ona takiej matki. Z tym że tutaj będę zawsze podkreślać, że dzieci wstydzą się niemal zawsze, jeśli ich rodzice drastycznie odstępują od średniej - czy to pod względem obyczajów, czy majątku, czy wyglądu. Tak więc oceniając zachowanie tej kobiety wolałabym się skupić na tym, jak wpływało ono na córkę, a nie na tym, czy było zgodne z chrześcijańskim czy konserwatywnym ideałem.

      Usuń
    5. @ Kira
      Masz rację że piszemy o co najmniej dwóch sprawach. Reputacji i łajdactwie, które w postępowaniu tej zołzy skleiły się w całość w przypadku jej córki. Cud boski, że dziewczyna straciła tylko rok nauki szkolnej a nieśmiertelna polska instytucja przyszywanej babci zajmującej się wnukiem umożliwiły jej zdanie matury plus zdobycie zawodu.
      W relacjach z siostrą i jej rodziną (i zapewne ludźmi znającymi sprawę), w grę wchodzi tylko reputacja, ale skutki są dla babsztyla tragiczne.
      Jest tu i trzeci wątek, moim zdaniem jak najbardziej godny wzmianki. Ile zła może narobić bydlę w todze i w łańcuchu. Przecież ta dziewczyna mogła zabić siebie lub mamuśkę.
      Islamem gardzę, ale nigdy nie negowałem, jak bardzo jest jadowity. Muzułmanka musi przejmować się obyczajowością w której żyje bez porównania bardziej, niż biała kobieta. Przecież jej jak najbardziej realnie grozi śmierć, a nie tylko w najgorszym razie bojkot czy jakiś bluzg. Tylko nielicznym udaje się dać stamtąd drapaka. Ale w dwóch znanych Tobie przypadkach, żyjąc w cywilizowanym świecie, potrafią cieszyć się tym, co dla Ciebie jest czymś niegodnym wzmianki, bo najnaturalniejszą rzeczą pod słońcem.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    6. Szanowny Niedźwiedziu, skutki OTWARTEGO odrzucenia wszystkich norm niemal zawsze są opłakane. Nieistotne, jakie to normy. Ludzie są odrzucani i/lub potępiani za różne rzeczy, niekoniecznie złe. O czym my zatem tu piszemy? Chyba tylko o tym, że kobieta powinna była być dyskretniejsza. I używać prezerwatywy.

      To dobrze, że niektórym muzułmankom udaje się przenieść z ich opresyjnej kultury do naszej. Nasza jest o tyle lepsza, że nie traktujemy już swojej religii zbyt serio, za to jesteśmy coraz bardziej zorientowani na prawo do życia po swojemu. Niedawno oglądałam program, w którym pojawił się wątek geja, który uciekł ze swojego kraju, w którym był prześladowany za orientację, i trafił tam, gdzie jest akceptowany. Czy można zatem mówić, że należy się dostosować do otoczenia? Czy raczej trzeba doradzać zmianę otoczenia?

      Usuń
    7. Czcigodna Kiro
      Gdyby ta mamuśka scedowała opiekę nad córką na byłego męża, istotnie mogłaby zaszkodzić już tylko sobie, co zresztą przy apoteozie "związków nie na wyłączność" akurat jej się całkowicie udało. A przy takim pójściu na ilość szansa na "złapanie gumy" zdecydowanie rośnie. I dlatego najlepszym rozwiązaniem dla pań o temperamencie Messaliny jest znalezienie sobie "srogiego ogiera, do posług wenusowych barzo skorego i obrotnego w samey rzeczy", jak pisał ponad czterysta lat temu stary świntuch Brantome. A w czasach, w których postępowy AIDS zdetronizował staromodnego syfa, jest tylko jedno pewne rozwiązanie tego problemu: ta okropna kruchtokołtuńska monogamia.
      Słabe chrześcijaństwo naprawdę nie jest żadnym rozwiązaniem - Francja, Mała Brytania czy Belgia najlepszymi przykładami. To przecież z tej światłej, tolerancyjnej, nowoczesnej i otwartej Francji obydwie dziewczyny uciekły do Polski. I zgodnie twierdzą, że była to najmądrzejsza rzecz, jakąw życiu zrobiły.
      Z punktu widzenia mojego i na pewno również Twojego dobra, za najlepsze rozwiązanie uważam chrześcijaństwo NIEOPRESYJNE ale silne. Oczywiście nie jakąś operetkową bigoterią na pokaz, cudownie połączoną z niezrozumieniem nawet tak elementarnych spraw, jak znaczenie sakramentu chrztu. Ale szacunkiem dla tego co najważniejsze plus gotowością czynnej obrony tych wartości. Dlatego bez porównania lepszym od tych bigotów chrześcijaninem jest dla mnie pan Mietek i jego koledzy, których sam widok skłonił stadko ateomałp do zejścia z trasy procesji. O akcji "golibroda" już Tobie pisałem.
      W jakim kraju ten pedał był tak prześladowany i na czym te prześladowania polegały? Bo jeśli na zakazie zaśmiecania przestrzeni publicznej cwelparadami czy pojawiania się w pracy w stroju a la Srafalala, to ja tego za prześladowanie nie uznam. I w takich przypadkach doradzam ciotom zmianę kraju zamieszkania na takie, w których robią za boginie. Przed którymi trzeba bić pokłony a mówić o nich jedynie w superlatywach. Niczym ten mason w białej sutannie.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    8. @ Stary Niedźwiedź

      Prześladowania owego "pedała" polegały na wyzwiskach i przemocy. A działo się to w jednym z krajów Ameryki Południowej.

      Nie wierzę w silną, ale nieopresyjną religię. Ale chyba już uzgodniliśmy, że inaczej postrzegamy "siłę" religii, prawda? ;) Dla mnie silna religia to taka, która jest traktowana serio, czyli nie na zasadzie, że się łazi do świątyni, a nakazy i zakazy ma gdzieś. Jeśli w Polsce gros obywateli nie ma nic przeciwko antykoncepcji, stosunkom przedmałżeńskim czy nieślubnym dzieciom, to o czym my tu mówimy?

      Usuń
    9. Czcigodna Kiro
      Czyli zostańmy przy swoim odmiennym nazewnictwie. Bo podane przez Ciebie przykłady (seks przedmałżeński, antykoncepcja etc.) to w mojej terminologii klasyczna NIEOPRESYJNOŚĆ. A pod tym pojęciem rozumiem właśnie brak jakichkolwiek prawnych czy "oddolnych" szykan w stosunku do osób nie stosujących się do zaleceń KRK odnośnie tej sfery życia. Bo łgarstwa zaćpanego śmiecia o księdzu próbującym na siłę wedrzeć mu się do mieszkania nie wypada traktować serio.
      Więcej na priva.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  5. Oglądałam kiedyś reportaż . Młodzi próbowali pomagać ludziom ulicy. Podchodzili do owych meneli i próbowali ofiarować pomoc materialną, adres do przytułku...Jeden z nich swietrdził, że on nic nie potrzebuje. Ma wszystko, co na dany czas mieć powinien i nigdy nie skorzysta z przytułku, pomocy fundacji, bo to w jaki sposób prowadzi swoje obecne życie daje mu nieograniczona wolność, której wcześniej, w "normalnym" życiu, nie zaznał. Menel menelowi nierówny i z pewnościa ten szanował siebie bardziej niż zaganiani robotą, wciągnięci w tryby machiny społecznej zalękani o byt, szarzy obywatele. Inna świadomość, inna filozofia życia i inne patrzenie na to życie. Patrzył ten pan na siebie swoimi oczami, nie Twoimi i Tobie podobnym.

    Barbara.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, Barbaro. Ogromnym, wręcz niewyobrażalnym błędem jest utożsamianie "szacunku do siebie" z moralnością, pożytecznością dla społeczeństwa czy obyczajnością. Szacunek do siebie to WYŁĄCZNIE kwestia psychologiczna.

      Usuń
    2. @ Barbara
      Twierdzenie tegoż menela że jest wolny to oczywiste i wyjątkowo prymitywne kłamstwo.
      Jeśli naprawdę był menelem, nie mógł z definicji dysponować jakimś horyzontem czasowym. Więc nie miał żadnej gwarancji, za tydzień będzie miał gdzie spać, co zjeść i czy uda mu się umyć. Normalni "zniewoleni" ludzie takich problemów nie mają. Czyli te menelskie wynurzenia to klasyczne brednie "wolnościowych" degeneratów czy prowadzących w sieci „wolnościowe” latryny.
      W celach dydaktycznych przytoczę dosyć drastyczną historię wyjątkowej szmaty. Będąc żoną i matką puszczała się na okrągło. Mężowi udało się dostać rozwód ale opiekę nad córką, pomimo protestów tej ostatniej, przyznano jej. Solidarność jajników wersja standard. Lub jeśli wolisz, przychodzi do sądu lafirynda a w tam w todze też lafirynda. Dziewczyna mimo wielkich zdolności uczyła się nie za dobrze z oczywistych powodów, do szkoły notorycznie się spóźniała, bowiem rano łazienkę zawsze zajmowali jacyś "wujkowie". Gdy skończyła szesnaście lat, z całą premedytacją zaszła w ciążę ze swoim już osiemnastoletnim chłopakiem. Bowiem zgoda na ślub wyrywała ją spod "opieki" mamuśki a ojciec odziedziczył po rodzicach duże mieszkanie, więc mieli się gdzie podziać. Wyprowadzając się na odchodnym splunęła matce w pysk.
      Siostra i jej dzieci nie chcą łachudry znać. Gdy okazało się że pozytywnie wypowiedział się o niej test na HIV, zapragnęła zapisać mieszkanie któremuś z dzieci siostry w zamian za opiekę. Od wszystkich usłyszała radę, gdzie ma sobie wsadzić tę zahivioną melinę.
      Wszystko wskazuje na to, że jeśli nie znajdzie jakiegoś hospicjum, zdechnie w arcynieciekawych okolicznościach. Dla mnie będzie to, że zacytuję Gintrowskiego, "pieska śmierć po życiu psim". Zatem jeśli doszukasz się jakichś wzniosłych wolnościowych ideałów w tak beznadziejie spieprzonym na własne żądanie życiu, protokół rozbieżności będzie przygotowany do podpisu.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    3. @ Kira
      Skoro uważasz, że szacunek jest jedynie sprawą czysto psychologiczną, to automatycznie zgadzasz się zarówno z tym, że ta dyskodajka mogła sama siebie szanować, jak i z tym, że ta psycholog miała dokładnie takie same powody by stwierdzić, że ona się ani trochę nie szanuje.
      Pozdrawiam serdercznie.

      Usuń
    4. @ Stary Niedźwiedź

      Nie. Psycholożka po prostu minęła się z prawdą. Równie dobrze Ty mógłbyś stwierdzić, że Twoim ulubionym kolorem jest zielony, a ja bym wszem i wobec zaczęła głosić, że Stary Niedźwiedź najbardziej na świecie lubi fioletowy. :)

      Co do oceny menela, to zarówno Ty, jak i Barbara macie rację. Menel może jak najbardziej czuć się wolny, a na ludzi zapieprzających codziennie do pracy, biorących kredyty, użerających się z nauczycielami swoich dzieci czy walczących o np. odszkodowanie z ubezpieczenia za wypadek - patrzeć jak na pozbawionych radości życia niewolników. Jednocześnie sam prowadzi życie bezproduktywne, często zniewolone alkoholem, zazwyczaj ograniczone zasobami lokalnych śmietników oraz przypadkowym miejscem na nocleg. Zarówno jego poczucie wolności, jak i Twoje poczucie absolutnej bezwartościowości takiego życia są prawdziwe.

      Usuń
    5. @ Kira
      Chyba tym razem wpadliśmy w pułapkę niedopowiedzeń.
      Ta psycholog powiedziała „dziewczyno, ty się trochę szanuj”
      Program telewizyjny to nie dokument napisany przez prawników. Twój przykład z kolorami byłby trafny, gdyby ta psycholog skłamała dodając w następnym zdaniu:
      Bo przecież powiedziałaś nam, że się nie szanujesz.
      Ale ja to odbieram jako apel o szanowanie się, bo WEDLE KRYTERIÓW TEJ PSYCHOLOG dyskodajka się nie szanuje.
      Jak doskonale wiesz, słowo "wolnościowiec" jest w moich ustach epitetem. O tyle wygodnym, że cenzuralnym, a z drugiej strony zastępującym bluzgi znacznie grubszego kalibru, niż choćby "ostatni skurwysyn". Ale po tej dyskusji również określenie "czuć się wolnym" traktuję jako mieszankę anarchii i niekiedy głupoty. Bo mówiąc nieco złośliwie, takie poczucie co poniektórym degeneratom może dawać też odrzucenie takiego burżujskiego przesądu, jak podcieranie się po wykonaniu pewnej czynności.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    6. @ SN
      Dałeś przykład jak to się na mamuśkę lafiryndę dziecię wypieło , samo znalazło wzorzec moralny, na którym sie oparło i plunęło matce w twarz. Z reguły nasiąka się atmosferą domu, dziecko nie ma takich możliwości oceny sytuacji jaką mają dorośli. To, w czym dzieciak żyje, uznaje za norme. Ciężko jest wyjść z takiego domowego otoczenia na prostą , Twoją prostą ma się rozumieć. Bo czyja prosta jest prostsza trudno powiedzieć. Z pewnością Twoja, ponieważ jest powszechniejsza, społecznie uznawana.
      Znam przypadek, na pewnej wsi matka przywiązywała czteroletnie dziecko do budy dla psa. Dzieciak spał z psem w budzie , bo matka na imprezy wybywała. Bywało, że spało dziecie z psem po dwa, trzy dni. Były to czasy głębokiej komuny, kiedy to o odbieraniu praw rodzicielskich nawet się nie śniło. Dziewczynka owa, obecnie babcia kilkorga wnucząt, zaopiekowała się swą marnotrawną matką. Nie plunęła starej raszpli w twarz tylko okrywała pierzynką, zmieniała koszule sparaliżowanej mamuśce, karmiła, czesała....Nie wszystko w życiu jest takie proste , jasne, czytelne i przewidywalne. Nie wszystko da się zamknąć, kiedy chodzi o ludzi, ich reakcje, decyzje, poglądy i doświadczenia w jakieś jasne równania matematyczne. Nie zawsze zło przegrywa, a dobro wygrywa.

      Z menelami zaś jest tak, że oni świeżo, do 5 lat po opuszczeniu gniazda- stałego miejsca pobytu- nadają się jeszcze do resocjalizacji, potem jest coraz trudniej. Zapierają się kopytami i nawiewają od normalnego, w Twoim ujęciu "normalnego", życia. Za dużo ograniczeń, zasad, dróg , którymi oni już niekoniecznie chcą się poruszać.
      Barbara.

      Usuń
    7. @ Barbara
      Na szczęście to dziecko miało też i ojca. Widzeń z nim mamuśka nie utrudniała, bo wtedy mogła sobie urządzić trójkącik, kwadracik lub jakąś ambitniejszą figurę geometryczną. Zreztą bez pomocy ojca (mieszkanie!) akcja "ciąża" by nie wypaliła.
      Na współczucie dla tej łachudry mnie nie namówisz. Daremne żale, próżny trud. Tak jak i na uznanie za ograniczenie czyjejś "wolności" sypiania w łóżku, mycia się czy używania papieru toaletowego.
      Kłaniam się.

      Usuń
    8. @ SN

      Nie mam zamiaru na cokolwiek Ciebie namawiać. Twoje współczucie lub jego brak to nie moja sprawa. Rozmawiamy o życiu, ludzkich postawach, zachowaniach... Każdy człowiek to inny, odrębny, nieznany świat, inna planeta.
      Nie ma na ludzi jednego, stałego równania- to nie tak, jak w matematyce.

      Na każdy Twój przykład jak zło, czy też zły człowiek dostaje w dupsko od życia- zapłatę za brak Bożego morale, mogę podać przykłady jak dobro przegrywa, a zło góruje. Nie zawsze zło ponosi konsekwencje, czasami nieźle się urządza.

      Granice pomiędzy jednym i drugim bywają bardzo jasne...czasami zaś rozmyte, trudno jest je jednoznacznie zdefiniować.

      Barbara.

      Usuń
    9. @ Barbara
      W kwestii tego, że na naszym świecie zdecydowanie zbyt często zło ma się dobrze zaś dobro dostaje w skórę, oczywiście muszę Tobie przyznać rację. Natomiast nie aprobuję tego rozmywania granicy ani żadnych teorii moralnej waględności. Dla osób o solidnym kręgosłupie moralnym takie pseudoproblemy nie istnieją. I nie musi to wcale być efektem wiary. W gronie moich najbliższych przyjaciół jest małżeństwo ateistów, których diagnozy w co najmniej 99% przypadków są identyczne z moimi. I dlatego przyjaźnimy się już czterdzieści lat.
      Kłaniam się.

      Usuń
    10. @ SN

      O granicach pomiędzy złem i dobrem nie pisze w kontekście obozów zagłady, gdzie jasnym było dla niezdeprawowanego filozofią nazistowską człowieka gdzie się one znajdują ( choć możnaby było dyskutować, ale nie komplikujmy). Gdzie jasna, a gdzie ciemna strona mocy. Pomimo jasności, bardzo wielu wybierało ciemną stronę z lęku o własne życie, z pragnienia dodatkowej pajdy chleba.

      Gdybyś pisał ten post w latach dwudziestych, jako felieton do gazety, wtedy do wyluzowanych babeczek zaliczono by wiele kobiet, które obecnie żyją normalnie i są społecznie akceptowane ze swoim stylem życia. Wtedy było to zło, nie do pomyślenia dla zwyklej , przeciętnej kobiety. I za to zło typu rozwód groziło wykluczenie ze społeczeństwa. Przeniesienie opini ."Skandaliści", na całą rodzinę, która ze skandalistką by sie zadała ( przyjmowała na poobiednią herbatę, czy też zaprosiła na ślub swego dziecka). Mamy wyjaśnienie dlaczego kiedyś ludzie mieli silne morale, kregosłupy z zasadami ( według mnie to zwykle baju baju... poza tym zauważ, że 6 przykazanie w obecnych czasach, jego interpretacja się zmieniła, wypadło z "widełek" wielu, którzy wcześniej na miano cudzołożników zasługiwali). Strach przed wykluczeniem. Lepiej znosić pijaka, łachudrę, łachmytę, babiarza, niezgodność charakterów, wybór męża przez rodziców bo posag grał rolę...cieszyć się, że się meża ma i jest się społecznie akceptowaną.

      Znam sporo pań w starszym wieku, które tak myślą o młodych, rozwiedzionych kobietach. Kobietach samodzielnych, że to ladaca nie umiejące utrzymać małżeństw. Dla tych straszych niewiast rozwód to zło, świat szaleje; dla rozwiedzionych kobiet wolność, dobro.

      Barbara

      Usuń
    11. @ Stary Niedźwiedź

      Barbara poniekąd ma rację. Kultura się zmienia. To, co dla Ciebie akceptowalne, dla naszych przodków było zgorszeniem.

      A za 30-50 lat ludzie będą akceptować rzeczy, które gorszą nas. :)

      Usuń
    12. @ Kira
      Ani trochę nie wierzę w to, że tak się stanie w chrześcijańskiej Polsce. A tym bardziej w tureckich Niemczech. Bo już w kalifatach Paryża czy Londynu zoofilia będzie tolerowana. Chyba że mułłowie zabronią kopulować z kozami ale w zamian zezwolą na gwałcenie "niewiernych" czyli białych kobiet. A pedofilię przecież akceptuje ta ich zafajdana święta księga.
      Ale gdyby okazało się, że to Ty masz rację i nastąpi depenalizacja pedofilii, zoofilii czy nekrofilii, to na jakiejś chmurce będę śmiał się do rozpuku, że Tobie przyszło doczekać się tolerastii jak ta lala. Bo nawiązując do starego żydowskiego powiedzenia, Twoje postulaty dotyczące tolerancji zostałyby spełnione z wielkim zapasem.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    13. @ Stary Niedźwiedź

      Z pewnością nie spodoba mi się depenalizacja wzmiankowanych przez Ciebie zboczeń. Są one w końcu KRZYWDZENIEM. Mam nadzieję, że tego nie dożyję. Za to prawdopodobnie dożyję ślubów gejowskich, adopcji dzieci przez gejów, depenalizacji kazirodztwa... Nie, żeby mnie to szczególnie obchodziło. Ale w takim właśnie kierunku zmierza świat cywilizacji post(!)chrześcijańskiej.

      Usuń
    14. @ Barbara
      Nie wiem, z jakiego źródła czerpiesz wiedzę o tym ostracyzmie dotyczącym rozwódek i ludzi je akceptujących. Mogę się jedynie domyślać, że to jakaś mutacja niezbędnika człowieka postępowego, nowoczesnego i otwartego. Z opowieści rodziców (środowiska inteligenckie, robotnicze i rzemieślnicze) wynika inny obraz międzywojennej rzeczywistości. W ich kręgach o jakimkolwiek ostracyzmie nie było mowy. Zgadza się jedynie to, że rozwody były znacznie rzadsze niż obecnie. Co wynikało przede wszystkim z faktu, że wtedy materialna samodzielność kobiet była w Polsce dużo mniej powszechna, niż obecnie.
      Z tą interpretacją szóstego przykazania oczywiście nawet nie trafiłaś w tarczę, jak zawsze w sytuacji, gdy niewierzący porywa się na teologię chrześcijańską. O której, mówiąc nieco złośliwie, być może coś tam przeczytał w jakimś dodatku do Szechter Zeitung w wypocinach jakiegoś idioty lub szkodnika, robiącego na Oszczerskiej za chrześcijanina. W Polsce Kościół Rzymskokatolicki, skupiający ponad 95% polskich chrześcijan, jako element ogólnoświatowej struktury tegoż kościoła, nawet o włos nie zmienił swojej interpretacji cudzołóstwa. Zmiana dotyczy czegoś zupełnie innego, bo sposobu postępowania z młodymi, którzy nie czekają z seksem na ślub. Bardzo inteligentny ksiądz powiedział mi, że opieprzyć ich, postraszyć siarką i smołą i na zawsze wygonić z kościoła potrafi każdy idiota. A on jest po to, by ci młodzi wzięli ślub, co automatycznie zakończy ten grzech.
      Nie mam żadnej wiedzy o stanowisku suwerennej Polskiej Autokefalicznej Cerkwi Prawosławnej, zrzeszającej około 600 tys. wiernych. Natomiast polskie kościoły protestanckie TOLERUJĄ seks przedmałżeński, jeśli dziewczyna i chłopak działają w dobrej wierze i istotnie przymierzają się do jego zawarcia. Bowiem choć ślub nie jest dla nas sakramentem, instytucję małżeństwa traktujemy poważnie i nie robimy z niej jakiejś randki w ciemno. Ale jest nas w Polsce łącznie ze 110 tys, czyli grubo poniżej 1% ogółu chrześcijan. Zatem udział tego stanowiska w ogólnopolskiej chrześcijańskiej średniej ważonej jest pomijalny.

      Usuń
    15. @ Kira
      Świat o którym piszesz, z pedalskimi adopcjami i innym tego typu zbydlęceniem, skończy się znacznie szybciej, niż za 30 lat. Pedałów dyndających na Łuku Triumfalnym, oczywiście w imię Allacha miłosiernego i litościwego, nawet ja mogę dożyć.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    16. @SN

      Jak było wcześniej z seksem przedmałżeńskim u protestantów? Też tak miło jak obecnie? Czy jednak protestanci podlegali kulturze, obyczajowi danego czasu i miejsca i osoby żyjące ze sobą przed ślubem były dziwne pod względem moralnym , niespotykane i nieakceptowane? Jeżeli się zmieniło podejście u was do tematu , tzn. że stajaliście z 6 przykazaniem. W ogóle co to znaczy, ze chłopak i dziewczyna działają w dobrej wierze? Zgrabne usprawiedliwienie. W owej dobrej wierze można działać latami.
      A z tym, że kiedyś nie było ostracyzmu rozwódek, to wybacz- w jakim Ty świecie żyjesz?
      Babcia mi opowiadała, iż zaraz po wojnie do domu sąsiadów powróciła zamężna córka zostawiając swego ślubnego. Z czasem wzięła z nim rozwód ( początek lat 50 ,koniec 40). Siostra owej rozwiedzionej nie znalazła męża, nagle zabrakło kandydatów, wymiotło wszystkich. Po okolicy chodziły gawędy typu: "Nie idź tam, to z tej rodziny, w której siostra się rozwiodła". Niestety, takie reali. Ty oczywiście znasz piękne środowiska przedwojenne, że tylko wzdychać.
      Z owym cudzołóstwem- kapłani miękkną w tej materii, w ogóle kiedyś nie do pomyślenia były pary żyjące ze soba na kocią łape latami, teraz.....księża rozmawiają, namawiają do slubów, tolerują tego typu grzeszników, nie grzmią z oburzenia z ambon, nie wykluczają.
      Zaś środowisko sąsiedzkie nie wytyka palcami.

      Barbara.

      Usuń
    17. @Barbara,

      "Jak było wcześniej z seksem przedmałżeńskim u protestantów?"

      Na pewno nie było tak, jak ty to próbujesz nieudolnie przedstawić. Posługujesz się zlepkiem stereotypów tyle samo prawdziwych, co slogany "reklamowe" lewackiej międzynarodówki...

      Usuń
    18. @ Barbara
      Już poprzednia dyskusja w której uczestniczyłaś, udowodniła że o chrześcijaństwie nie wiesz niemal nic, a za ideał chrzecijanina bierzesz rojenia ateotalibanu. Któremu śnią się owieczki potulnie idące na rzeź, jeśli jakiemuś bydlęciu zachce się je wymordować. Zaś za rzekomy obowiązak każdego chrześcijanina uważasz pokorne znoszenie paskudzenia mu na głowę i ograniczenie się do modlitwy za paskudzącego.
      Mówiąc o podejściu księży katolickich do seksu przedmałżeńskiego wykazałaś się elementarnym brakiem logiki, nie potrafiąc odróżnić CHOROBY od TERAPII. Choroba jest dokładnie ta sama, co sto lat temu. Wszelkie twierdzenia, że KRK zmienił definicję cudzołóstwa to kompletny idiotyzm. Natomiast zmieniła się terapia, bowiem księża katoliccy, zwłazcza ci młodsi, coraz powszechniej stawiają na SKUTECZNOŚĆ LECZENIA. Praktyka dowodzi, że podjęli właściwą decyzję, więc bardzo życzliwie im w tym dziele kibicuję.
      Natomiast ani trochę nie dziwi mnie Twoje kompletne niezrozumienie mentalności polskich protestantów (o olewających Pismo Święte szwedzkich bluźniercach nie będę się rozwodzić). W końcu to typowy przypadek ateisty, spoglądającego na protestantyzm przez katolickie okulary, więc z naszej mentalności nie rozumiejącego kompletnie niczego.
      KRK stawia na uczestnictwo wiernych poza nabożeństwami w wielu innych formach zbiorowej aktywności religijnej - procesje, pielgrzymki, rekolekcje etc. Plus w miarę częstą spowiedź "na ucho" czyli kontrole tychże wiernych. Natomiast kościoły protestanckie poza niedzielnym nabożeństwem nakładają na wiernych jedynie obowiązek samodzielnej lektury Biblii. Z raz w tygodniu w domu parafialnym organizowane są spotkania dyskusyjne, dotyczące sensu i interpretacji tego, co w Piśmie się znajduje. I to wszystko.
      Niektórzy katolicy uważają, że jeśli ksiądz (traktowany przez nich, jak "kanar" w komunikacji miejskiej) nie wlepi im kary, to z jakiegos niechlubnego czynu już wykręcili się sianem. U nas jest kompletnie inaczej. Wszyscy wiemy, Kto nas będzie rozliczał z życia doczesnego i sądził. Na pewno nie pastor. Jak również i to, że owego Sądu nikt nie oszuka. Dlatego Twoje ironiczne uwagi o dobrej wierze udowodniły jedynie, że o przedmiocie dyskusji nie masz cienia zielonego pojęcia. Więc dopowiem, że zasadniczymi elementami tej dobrej wiary są:
      - autentyczne uczucie łączące dziewczynę i chłopaka (wszelkie pedalskie śluby w polskim Kościele Ewangelicko-Augsburskim niech sobie postępactwo wybije ze zboczonych łbów)
      - odpowiedzialne przekroczenie Rubikonu - antykoncepcja!
      - definitywny koniec jazdy na gapę w chwili pojawienia się możliwości zamieszkania razem
      A skoro sięgasz do początków dwudziestego wieku, też muszę Cię zaskoczyć. W kalwinistycznej Szwajcarii, i to po wsiach a nie w Bazylei czy Bernie, już pod koniec lat dwudziestych ubiegłego wieku powszechnym zjawiskiem były śluby z panną młodą w ciąży. Wynikało to z przyziemnego faktu, iż rodzinne gospodarstwo rolne prowadzone przez bezdzietne małżeństwso nie miało przyszłości. Zatem młodzi chcieli mieć pewnoć, że dorobią się dzieci. Oczywiście gdyby gagatek zrobił dziewczynie dziecko a potem wymigał się od ślubu, byłby moralnym trupem (zdarzały się przypadki, iż stawał się nim jak najbardziej dosłownie). Musiałby wynosic się z rodzinnej wsi jak najdalej i marzyć, by jego reputacja nie ruszyła za nim i go nie dogoniła.
      Moi rodzice mieszkali w Warszawie i we Lwowie. Na takim świecie żyli.

      Usuń
    19. @ Tie Fighter
      Dawno temu nieżyjący juz wspaniały pastor opowiadał mi o ciekawej pracy, z którą się zetknął. Pewien badacz w niemieckich ewangelickich księgach parafialnych z czasów kajzera Wilusia porównywał daty ślubów i narodzin pierwszego dziecka tegoż małżeństwa. I stwierdził istne zatrzęsienie "wcześniaków", stanowiących tak z 90% ogółu tychże pierwszych pociech.
      Dla Ciebie i dla mnie jako komentarz narzucają sie trzy słowa - honor, uczciwość oraz odpowiedzialność. W naszym środowisku będące oczywistością, zaś nowoczesnych, otwartych, tolerancyjnych i wyluzowanych człowieków postępu zmuszające do rozpaczliwego guglowania, co też te archaizmy mogą znaczyć.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    20. Człowiek zadowolony z siebie może byc szczęśliwy nawet pływając w szambie :)

      Z wyrazami szacunku
      Wojciech Jan

      Usuń
    21. Szanowny Wojciechu Janie
      Najbardziej zdegenerowane przypadki wręcz twierdzą, że pływać w szambie chcieliby wszyscy, tyle tylko, że boją się zawartości szamba. Nie wytłumaczysz im, że ta ich "wolność" przypomina pwia, rzuconego przez menela na chodnik. Powodem omijania jest nie strach, lecz obrzydzenie.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  6. Czcigodny Stary Niedźwiedziu,
    Jeśli nie dochodzi do cudzołóstwa, to w naszej cywilizacji zachowania seksualne są kwestią obyczajową, a nie moralną. Stosowanie antykoncepcji sprowadza seks do przyjemności, kobiety stały się niezależne ekonomicznie, więc obie płcie mogą w równej mierze korzystać z tej formy aktywności towarzyskiej.
    Tak to wygląda teoretycznie. Ale w praktyce nie da się ominąć praw socjobiologii. Przez tysiąclecia mężczyźnie wybierali na stałe partnerki kobiety, które były wierne, bo dzięki temu inwestowali w rozprzestrzenianie własnych genów, a nie cudzych. A więc nadal obowiązuje rozróżnienie - równouprawnienie równouprawnieniem, a kurewstwo kurewstwem.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Dibeliusie
      Oczywiście masz rację pisząc o praktycznym "równouprawnieniu" kobiet (samodzielność ekonomiczna plus antykoncepcja). Ale jako konserwatysta nie uważam, jakoby mężczyźnie "wolno było więcej". Natomiast jestem zwolennikiem małeństw, w których kobieta jest o te kilka czy nawet kilkanaście lat młodsza. Wtedy pewne problemy znikają, zanim się pojawią. Materiału badawczego nie mam zbyt obfitego ale wszystkie znane mi takie związki zdały próbę czasu.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  7. Tylko te kobiety, o których piszesz idą do łóżka nie z kosmitami, ale z mężczyznami. Piszesz o szanowaniu się kobiet lub ich braku szacunku do siebie a dlaczego nie piszesz nic o szanowaniu się mężczyzn ? Mężczyznę, który sypia z wieloma kobietami aż tak się nie krytykuje. Owszem powie się, że to taki dziwkarz, ale raczej nikt nie powie, że traci on szacunek, bo prowadzi taki a nie inny styl życia.
    Łatwiej wyzywać kobiety od dziwek i kurew i mówić lub pisać jak to się ona prowadzi, ale już do mężczyzny takiej odwagi nikt nie ma, bo taki mężczyzna gdyby mu powiedzieć, że się nie szanuje to wybuchnąłby śmiechem lub ewentualnie jakby był nerwowy dałby w pysk osobie mówiącej mu o szacunku i koniec byłoby dyskusji;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Typowa argumentacja wielu kobiet...

      To, że w niektórych środowiskach uważa się takiego faceta (bo nie mężczyznę) za casanovę, nie znaczy jeszcze, że w takim środowisku obraca się autor.

      Ja takiego faceta uważam za takiego samego dziwkarza, nie dostrzegam różnicy i mówię to takiej osobie wprost, o ile mam nieszczęście kogoś takiego poznać.

      Lepiej nie postrzegać innych z perspektywy wszechobecnej dziś patologii, której takie zachowania imponują. Nam nie. Świadomie wybieramy życie wedle pewnych wzgardzanych dziś zasad.

      No bo co to znaczy, że się tak o tych facetach nie mówi? KTO nie mówi? My mówimy i to dosyć ostro. Stosownie do sytuacji, myślę.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Ja mam wrażenie, że częściej piętnuję się takie zachowania kobiet niż mężczyzn.Owszem mężczyzn tez się tak czasem nazywa, ale po cichu i niezbyt często, a o braku szacunku mężczyzny to już w ogóle się nie pisze (na pewno nie w kontekście seksu i ilości kobiet)
      Mi brakuję po prostu zachowania proporcji krytykujcie kobiety i nazywajcie sobie je jak chcecie, ale chciałabym takiej samej mocnej krytyki wyluzowanych mężczyzn, lub tez udających wyluzowanych a tak naprawdę jak jeden z bohaterów notki był po prostu konserwatystą, ale korzystał sobie z wyluzowanych Babeczek. Czyli on może sobie sypiać, z kim popadnie i to jest przełykane, ale jak już kobieta śpi z wieloma mężczyznami to wielką kurwą i dziwką jest.To mi się nie podoba.
      Po prostu do kobiet ma się większą odwagę tak ją zbluzgać, z wyzywać .Do mężczyzn no cóż bardziej po cichu, bo facet wyszumieć się może i nie za bardzo nie można mu tak podskoczyć.
      Następny post powinien być o wyluzowanych mężczyznach, kurwiarzach, dziwkarzach. A także alimenciarzach, którzy unikają płacenia alimentów, na co społeczeństwo przyzwala i wcale nie piętnuje aż tak.
      Bądźcie sprawiedliwi i po równo , z tym samym natężeniem krytykujcie takie zachowania zarówno mężczyzn jak i kobiet.
      Również pozdrawiam

      Usuń
    3. @ Sara
      Nieuważnie przeczytałaś mój wpis, skoro przeoczyłaś słowa:
      Bohater tej opowieści oczywiście jest zwyczajnym gnojkiem, czego rzecz jasna przez litość znajomej nie powiedziałem.
      A skoro w Twoim środowisku regułą jest, że:
      "...bo taki mężczyzna gdyby mu powiedzieć, że się nie szanuje to wybuchnąłby śmiechem lub ewentualnie jakby był nerwowy dałby w pysk osobie mówiącej mu o szacunku i koniec byłoby dyskusji;-)"
      to pozostaje mi tylko doradzić zmianę towarzystwa z dziwkarzy na mężczyzn.
      Kłaniam się.

      Usuń
    4. PS
      Sprawy obyczajowe nie pojawiają się na Antysocjalu często, wiodącą tematyką są polityka i historia. Ale już nie raz ustosunkowaliśmy się do wyrobów męskopodobnych, które:
      - chwaliły się pomocą organizacyjno - finansową w dokonaniu aborcjipo "wpadce"
      - aprobowały związki męsko - damskie bez klauzuli wzajemnej wierności
      - żądały depenalizacji kazirodztwa, bo ewentualne dziecko można abortować
      - kopulację z byle kim tuż po poznaniu się nazywały "przejawem sympatii"
      - opiewały zalety kopulacji pod wpływem narkotyków
      Niestety takich ostatnich skurwysynów nie brakuje wśród "wolnościowców", satanistów i innego gówna, w dokumentach mającego wpisaną płeć męską.
      Zadowolona?

      Usuń
    5. No nie bardzo, bo te przykłady, które Pan podał to jest jakaś patologia najgorszego sortu i nie ma ona nic wspólnego z normalnym społeczeństwem.
      Nie sądzę , aby istniały osoby, które w rzeczywistości wyznają satanizm, jako religię czy tez popierają kazirodztwo a nawet, jeśli takie istnieją to jest to tak mały odsetek ludzi, że nie warto się nimi zajmować.
      Jeśli już pisze się notki o charakterze społecznym to warto mówić o sprawach ważnych dla ogółu społeczeństwa lub też o problemach, które dotykają zwykłych normalnych przeciętnych ludzi a nie jakieś patologii, która zawsze była, jest i będzie.
      Np. problem alimenciarstwa. Niedawno wielką karierę medialną rozpoczął niejaki Mateusz Kijowski, który nie płaci alimentów na trójkę swoich dzieci z poprzedniego związku. Niektórzy ze świata mediów go usprawiedliwiają. To jest poważny problem a nie jacyś pseudo sataniści, którzy piszą kontrowersyjne komentarze po to, aby prowokować . (bo za pewne te przykłady o satanistach wziął pan z Internetu)

      Usuń
    6. Czytałam tą wzmiankę i ta litość mi się bardzo nie podoba choćby, dlatego, że tacy mężczyźni nie szanują ani kobiet, które Pan nazywa wyluzowanymi babeczkami ani konserwatywnych kobiet, które tymi wyluzowanymi kobietami nie są. Znałam pewnego mężczyznę, mojego sąsiada pokroju bohatera Pana notki, który owszem miał wiele Kobiet, ale na żonę wybrał sobie młodą dziewczynę tuz po szkole pielęgniarskiej, która mało świata widziała i ją tak zmasakrował, że ona dziś jest wrakiem kobiety a on dobrze się trzyma. Kobieta ta była bardzo dobrą pielęgniarką i wszyscy mają o niej dobre zdanie ( z resztą była bardzo śliczną młodą kobietą ), ale trafiła właśnie na takiego pseudo wolnościowa, który ją pod każdym względem zniszczył.
      To są najbardziej niebezpieczni ludzie, mężczyźni, którzy nikogo nie szanują i na pewno żadnej kobiecie nawet tej konserwatywnej wierni nie będą nie wspominając już o byciu dobrym mężem, ojcem czy przyjacielem, który w trudnych chwilach da wsparcie.
      Dlatego pańska litość lub litość tej znajomej jest pod każdym względem nie na miejscu. Takie zachowania z całą stanowczością należy tępić i o nich ostro mówić. Dlatego właśnie pisałam o tym natężeniu w atakowaniu kobiet wyluzowanych i litościwym podejściu do mężczyzn tego pokroju. Ta litość mi się nie podoba, bo skoro dosadnie pisze się całą notkę o kobietach wyluzowanych a litość mamy do męskich niebezpiecznych degeneratów to coś tutaj jest nie tak.
      Pozdrawiam

      Usuń
    7. @ Sara
      Widzę że nie zrozumiałaś tego zdania. Litość miałem WYŁĄCZNIE w stosunku do tej mojej znajomej, z którą wtedy rozmawiałem. Ona przyznała mi się wtedy, że jej nowoczesne i postępowe teorie w konfrontacji z samym życiem rozleciały się niczym domek z kart. Bo brutalnie została sprowadzona na ziemię i dotarło do niej, że jej siostrzeniec jest po prostu cynicznym zasrańcem. A skoro dotarło, to nie musiałem tego powtarzać. Nauka przyniosła trwałe efekty, bowiem od tego czasu pani ta jest umiarkowaną konserwatystką. A w kwestiach seksu podziela pogląd, że bez wzajemnego uczucia oraz odpowiedzialności jest jedynie czymś na poziomie rójki owadów. A ludzie powinni ustawiać sobie poprzeczkę wyżej niż insekty.
      Poruszyłaś też kwestię alimenciarzy, sięgając po nośny przykład bydlęcia zwącego się Mateusz Kijowski, idola szmatławca z ulicy Oszczerskiej.
      Primo, dla każdego konserwatysty facet porzucający żonę i trójkę dzieci jest już z definicji co najmniej w najwyższym stopniu podejrzany. Niektórzy nie bądą filozofować i na tym etapie, tak jak i ja, już go zdyskwalifikują.
      Secundo, jeśli zarabiając miesięcznie około sześciu tysięcy (tak podawały niektóre portale) nie płacił alimentów (bez odsetek i kosztów komorniczych wisi na ponad 80 tysięcy), to jest gównem.
      Tertio, jeśli taką pracę rzucił i obecnie jest na utrzymaniu konkubiny (plus debili, wrzucających pieniądze do puszek kodorastów) to jest odrażającym gównem.
      Quatro, w Polsce nie jest oczywiście zagrożona demokracja, lecz praworządność. Przynajmniej do czasu, gdy to bydlę nie trafi do mamra.
      Jak już pisałem, sprawy obyczajowe pojawiają się u nas sporadycznie. Ale ręczę Tobie, że nigdy nie szukaliśmy usprawiedliwienia ani dla dziwkarzy, ani dla alimenciarzy, złośliwie uchylających się od współfinansowania wychowania swoich dzieci.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    8. Czcigodny Niedźwiedziu,

      Siostrzeniec Twojej znajomej zachował jeszcze jakieś parts per trillion nadziei na powrót do rozumu. Bo istnieją osobnicy, których porównać do gówna byłoby nieuzasadnionym komplementem. I ciężką obrazą dla ekskrementu.

      Twoja opowieść przypomniała mi ... well, jak tę relację nazwać...
      Przypomniała mi osobnika, który przez jeden semestr uczęszczał do tej samej licealnej klasy, co ja, by na koniec semestru po delikatnej sugestii Rady Pedagogicznej poszukać szkoły o mniej wygórowanych wymaganiach.

      Szczupaczka (ksywka zmieniona) napotkałem bodaj 13 lat później, gdy pod pośredniakiem zaczepiał ludzi tekstem czy wybrał pan już fundusz emerytalny? (były to czasy wmawiania reklamami, że FE pozwolą emerytom jeździć na Malediwy, no w najgorszym razie Majorkę).

      Niestety, poznał mnie.

      Na moje "co słychać?" - zamiast oczekiwanego "w porządku", rozgadał się.
      Pochwalił się wyjazdem na Kubę czy wiesz, że dziwka kosztuje tam trzy dolary!!!! i do Maroka a z Maroka przywiozłem trypra powiedziane z satysfakcją, jakby dostał co najmniej nagrodę Nobla. Pochwalił się też dziewczyną z zawodu... No bardzo starego zawodu, oświadczając z dumą daje mi darmo to, za co inni muszą zapłacić.

      Szybciutko oddaliłem się i na szczęście od tamtej pory już się na niego nie natknąłem.

      Usuń
    9. Czcigodny Refaelu
      Opisałeś wyjątkowe bydle, już z tej półki co najwybitniejsi lavejańcy - zasrańcy. Kawaler tak się prowadzący i mający taką damę byłby ozdobą każdego "wolnościowego" internetowego zamtuza. Z burdeltatą mógłby wyjarać jointa pokoju, zaś pocięta przez mole "kurwiarnia" na pewno przyjęłaby tę damę jak swoją.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  8. Nie jestem ani z tych wyluzowanych, ani ze świętoszek, ale ze smutkiem obserwuję jak to porządne dziewczyny mają problem ze zdobyciem męża. Mężczyźni chcą związku, ale oświadczać nie zamierzają się przez kilka lat, a nawet kilkanaście. Albo wcale. Coraz częściej wieloletnie związki się rozpadają i ślubu nie ma. A potem zdziwienie, że coraz mniej dzieci się rodzi. Jedno jest z drugim powiązane. Jak zajść w ciążę, kiedy mężczyzna boi się zobowiązań? Przecież strach. Moja koleżanka już osiem lat czeka na pierścionek i doczekać się nie może. Szkoda tylko lat życia na ten związek. To jej pierwszy i ciągle się łudzi, że jeszcze zechce jej się oświadczyć. Zainwestowane niepotrzebnie uczucia i strata czasu. Teraz dochodzę do wniosku, że już po dwóch latach powinna go pogonić. Nie zaobserwowałam za to, by w mojej małej miejscowości wyluzowane babeczki miały problem ze znalezieniem męża. Jest u nas pięć takich o których wyczynach krążą opowieści i cztery pozostają w związku małżeńskim. Jedna nawet bardzo nietypowo ma już piątego męża. Może i nie jest to wymarzona sytuacja, bo rozwody to nic wesołego, ale chodzi o to, że z nią jakoś panowie nie żyją wiele lat na kocią łapę. Ja nie wiem, czy lepiej mieć wielu partnerów, czy mieć jednego, który przez osiem lat boi się zobowiązań wobec kobiety i odwleka ślub jak tylko się da. W dodatku ta rozrywkowa pani na podziałach majątków tylko zyskiwała. Chyba lepiej jak facet po jednej nocy się nie odezwie niż po ośmiu latach stałego związku ma robić takie numery, że ślubu nie chce brać. Ja jestem zdania, że nawet jeśli ma być w przyszłości rozwód, to powinien być ślub, bo to znak, że mężczyzna miał szczere zamiary.

    K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Szanowna K.

      "Ja nie wiem, czy lepiej mieć wielu partnerów, czy mieć jednego, który przez osiem lat boi się zobowiązań wobec kobiety i odwleka ślub jak tylko się da."

      Nie przesadzałbym z tą polaryzacją postaw. Oprócz amantów na "jedną noc" i amatorów długoterminowych konkubinatów jest chyba jeszcze sporo przedstawicieli tzw. "środka", którzy prezentują normalne postawy względem kobiet i po okresie narzeczeństwa, może jakiejś próby pomieszkania razem przez parę miesięcy, biorą ślub i zakładają rodzinę. 99% facetów których znam, tak właśnie postępuje, a nie żyję przecież w jakimś wyizolowanym środowisku zahibernowanym w realiach dwudziestolecia międzywojennego.

      Usuń
    2. Szanowna K.
      Poruszyłaś ważny temat przeciągania "kociej łapy" poza wszelkie granice przyzwoitości przez osobników płci męskiej, przynajmniej z biologicznego punktu widzenia.
      Konserwatyzm nie jest tożsamy z byciem chrześcijaninem, mam kilku przyjaciół niewierzących, ale będących konserwatystami całą gębą. Żaden z nich nie ma cienia wątpliwości, że góra po roku udanego (bo nie tylko od święta ale i na co dzień) dzielenia z kobietą stołu i łóżka mężczyzna ma psi obowiązek się oświadczyć. I zaproponować ślub religijny, jeśli choć jedno z nich jest wierzące. W przeciwnym razie podpisanie stosownego dokumentu w urzędzie.
      Jak już wspomniałem w jednym z komentarzy, sprawy obyczajowe to u nas trzecia kolejność odśnieżania, po polityce i historii. Ale problem który zasygnalizowałaś jest tak istotny, że za jakiś tydzień o nim napiszę. Bo na razie musimy się odnieść do "Nicea czyli śmierć".
      Pozdrawiam.

      Usuń
    3. PS
      Szanowna K.
      Wpis o Nicei już wstawiony, zatem około czwartku poinno pojawić się kilka słów o wyrobach męskopodobnych nie pojmujących, do czego zobowiązuje adnotacja o płci w dokumencie tożsamości.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  9. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

    Jak widzę wywiązała się ciekawa dyskusja, więc i ja wtrącę swoje trzy grosze, choć tematy o "dupie maryni" nie są moją specjalnością. Otóż byłeś uprzejmy przytoczyć przykłady wyrobów męskopodobnych typu pkanalia i zgrai jego fanek po trzech kapitalnych remontach i moralności karalucha. Tu może dziwić jedynie to, że większość bywalców blogowej latryny kanalii to właśnie kobiety. No cóż, kiedy w okolicy jest tylko jeden burdel, to wszystkie ladacznice (nie obrażając prostytutek) ciągną do swojego naturalnego biotopu i może stąd ta nadreprezentacja osób, które kobietami można nazwać tylko z braku lepszego określenia. Cóż, jeśli poczytać wypociny tych "krakowaianek", "jaskółek" czy naszpikowane błędami ortograficznymi brednie ulubionej kurewki kanalii niejakiej "julianne", to dochodzi się do wniosku, że blog kanalii jest ich naturalnym wyborem, ale to tylko dla tego, że nie udało im się znaleźć gorszego skurwysyna niż właśnie kanalia. I tu w zasadzie nie dziwi mnie nic, bo mucha zawsze leci do gówna. Czy jak kto woli - ciągnie swój do swego.
    Tymczasem mam pewien problem z komentatorkami takimi jak Ola, Erinti i jeszcze parę innych, które trudno przyrównać do kurewek kanalii, a które mizdrzą się do niego niczym panie lekkich obyczajów do swoich potencjalnych klientów. Z atencją i wykrzyknikami witają go na swoich blogach i pozwalają mu je zamieniać w szambo na wzór latryny kanalii. Może i są one relatywnie głupie, ale do standardów moralnych kanalii jest im jednak bardzo daleko. Nie przeszkadza im kryminalna przeszłość kanalii, nie przeszkadza im jego współudział w zabiciu co najmniej dwójki dzieci, nie przeszkadza im łamanie przez kanalię prawa (produkcja i dystrybucja nielegalnych substancji odurzających), jako rzekomym katoliczkom nie przeszkadza im jego satanizm, nie przeszkadza im jego pochwała dla zboczenia kazirodztwa, nie przeszkadza im jego nieustanne nieustanne bluzganie na świętości nienaruszalne dla każdego normalnego katolika, nie przeszkadza im jego promowanie wszelkich, nawet najbardziej obrzydliwych zboczeń itd. Możesz mi wytłumaczyć ten fenomen? Czym jest to powodowane? Bo najprostszym wyjaśnieniem wydaje mi się ich chęć do uzyskania statusu pełnoprawnych członkiń "kurwiarni", ale staram się odganiać od siebie tą myśl i szukać jednak innych wyjaśnień. Może fascynacja złem w czystej postaci? Sam już nie wiem. Przecież każda normalna i choćby umiarkowanie szanująca się kobieta trzyma się od takiego ścierwa jak kanalia z daleka. Co zatem nimi kieruje? Wielka to dla mnie zagadka.

    Pozdrawiam serdecznie, TF.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Tie Fighterze
      Na rozpisywanie się na temat "dziewczyn" pociętych przez mole i czegoś, o czym pozytywnie wypowiedzieć się mogą jedynie testy na choroby weneryczne, szkoda czasu. Ale masz rację, że przypadki Erinti i Oli są niebanalne.
      Dawno temu Erinti zachowywała się jak miss Jeckyll. Przyznawała się do tradycyjnych wartości, wstąpiła do Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Nie będąc fundamentalną katoliczką, bardziej niż stanowczo optowała za przedślubną "czystością". A gdy wiadomy skurwysyn zaczął na jej blogu obrażać Zbawiciela, został stamtąd wypieprzony na zbitą mordę. Zasadnicza zmiana nastąpiła w okolicach obrony doktoratu. Z bardzo skąpych wzmianek na jej blogu można domniemywać, że źle się jej powodziło a jej zarobki były karykaturalnie niskie w stosunku do kwalifikacji. Więc skoro tradycyjne wartości ją „zawiodły”, radykalnie zmieniła swój werbalny stosunek do antywartości. Zaczęła aktywnie komentować w latrynie zaćpanego bydlęcia, ilustrowanej fotkami typu naga dziwka z krucyfiksem w zadku i welonem zakonnicy na głowie. Na podśmichujki z pani prof. Pawłowicz, osoby znacznie wyżej stojącej od niej w hierarchii wspomnianego klubu, zareagowała w latrynie komentarzem godnym bywalczyni portowych nabrzeży. W czasach moderowania jej blogu wstawiłem tam komentarz, siłą rzeczy zaakceptowany. W odpowiedzi wiadoma k***a z hurezimmeru kanalii przyznała się do kilku skrobanek. Cały wątek został usunięty, zapewne na rozkaz kanalii. Która natychmiast nałgała jak Tusk (to przeszło przez moderację bez cienia problemu) o moich rzekomych bluzgach będących powodem usunięcia mojego komentarza (już raz zaakceptowanego!). Próbowałem wstawić dementi, suche i beznamiętne niczym nota MSZ. Rzecz jasna to już przez moderację nie przeszło. Uznałem zatem, że nic po mnie na blogu osoby, która pod względem podłości i zakłamania ruszyła w pościg za swoim „miszczem”. Miałem nadzieję, że nasza dr Hyde po wyjeździe do Kanady i radykalnej poprawie warunków materialnych przełamie swój kryzys. Nic z tego. Gdy na blogu „katoliczki” jej prawdziwy bóg lekceważąco wyraził się o mordowaniu chrześcijan w Syrii a Darth Talon rozdeptała go wraz z jego kłamstwami jak wesz, Erinti za pomocą kasowania cerowała cnotę tego bydlęcia. Moim zdaniem to już jest nieuleczalne.
      Problem z Olą jest inny. Ona lubi wysoką frekwencję na blogu, więc każdy komentator jest mile widziany, zero wymagań. Jeśli do tego dodasz jej katolicyzm typu młynek modlitewny – praca na wysokich obrotach plus zero zrozumienia, o co w tym wszystkim chodzi – wychodzą aż takie brednie / kłamstwa jak to, co na blogu Kiry wypisywała o jej zamiarze chrztu dziecka. Gdy satanistyczny śmieć na blogu Oli bluzgnął o genitaliach zakonnicy i pile łańcuchowej, pogroziła mu palcem w bucie bredząc, że po wywaleniu wymiocin ćpuna „wątek stałby się nieczytelny”. Wkrótce potem sprawa wróciła i na jej blogu Darth Talon bez litości ośmieszyła „katoliczkę” wmawiającą, że siostry zakonne nie są „ludźmi Kościoła”. Kolejne cerowanie cnoty za pomocą kasacji. Ale w konfrontacji z Darth Talon nic innego „katoliczkom” nie pozostaje. Jakiś czas po tej kolejnej kompromitacji w końcu ten paw kanalii zniknął. Czyli parafrazując opinię Churchilla o podpisaniu przez Chamberlaina Paktu Monachijskiego, Oleńka miała wybór między kompromitacją a kasacją bluzgu satanistycznego gówna. Wybrała kompromitację, a kasacji i tak nie uniknęła. Też przypadek nieuleczalny, tyle tylko że to nie kwestia charakteru, lecz IQ.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  10. "Tymczasem mam pewien problem z komentatorkami takimi jak Ola, Erinti".

    Moim zdanie masz problem,ale sam ze sobą.
    Zaczepiła ciebie kiedykolwiek Ola?
    Ola ma swojego bloga,adres znasz,więc możesz do nie napisać o tym swoim "problemie".

    "Bo najprostszym wyjaśnieniem wydaje mi się ich chęć do uzyskania statusu pełnoprawnych członkiń "kurwiarni", ale staram się odganiać od siebie tą myśl i szukać jednak innych wyjaśnień."

    Moim zdaniem nie "najprostszym",ale zwyczajnie prostackim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Józef,

      Spierdalaj na "Kuter" Jugglera Judaszu - więcej ostrzeżeń nie będzie. Dotarło?

      Usuń
    2. Zaciekawiłeś mnie tym Błogiem jak to mężczyzna blog prowadzi dla kobiet? Jakie są tam teksty, że mężczyźni tam nie komentują? Możesz podać mi linka do tego bloga, bo go nie znam?
      A co do tego, dlaczego kobiety lgną do pewnych mężczyzn .Są tacy mężczyźni, którzy mają to coś w sobie nie muszą być ładni, piękni , mieć pieniędzy, ale mają im pewnie coś do zaoferowania, czego szukają lub czego im brakuje.
      Jennifer, Aniston grała w pewnym filmie pt z Ust do Ust jak go obejrzysz to może znajdziesz odpowiedzi na swoje wątpliwości. Tu masz recenzje tego filmu.
      http://www.filmweb.pl/Z.Ust.Do.Ust
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. @ Sara
      Ponieważ w jednym z komentarzy napisałaś:
      "No nie bardzo, bo te przykłady, które Pan podał to jest jakaś patologia najgorszego sortu i nie ma ona nic wspólnego z normalnym społeczeństwem."
      nie mam sumienia wysyłać Ciebie na wycieczkę na dno szamba. A jeśli jesteś chrześcijanką (nie traktuj tego jako ciągnięcia Cię za język), są dodatkowe przeciwwskazania w postci wyjątkowo parszywych szyderstw z tego, co dla chrześcijanina jest świętością. Kolejnym przeciwwskazaniem jest język, mało atrakcyjny dla ludzi korzystających z wielu czasowników i przyzwyczajonych do innego przecinka, niż rzeczownik na literę K.
      Największych "rarytasów" zresztą już tam nie ma, bowiem właściciel szaletu skasował starsze posty. Rzekomo przez nieuwagę. A tak naprawdę dlatego, że chciał usunąć najbardziej kompromitujące teksty. Te o odsiadce za narkotyki i o pomocnictwie w aborcjach swoich dzieci.
      Nie jest to blog tylko dla bytów płci żeńskiej. Poza tymi czirliderkami, kojarzącymi się głównie z poboczem tuskostrady, pojawia się tam wojujący pedał i buc nadęty niczym sterowiec, udający katolika.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    4. @Sara,

      Nie pisałem, że blog tego śmiecia jest przeznaczony dla kobiet, ale o tym, że jest ich tam nadreprezentacja. Chociaż używanie w stosunku do bywalczyń tej latryny terminu "kobieta" jest poważnym nadużyciem i ciężką obrazą dla szanujących się kobiet o fizjologicznej, a nie patologicznej konstrukcji psychicznej. Jest to po prostu zbiorowisko podstarzałych stworów kobietopodobnych o moralności karalucha, plus kilka głupszych od własnej dupy smarkul aspirujących do osiągnięcia poziomu tych pierwszych. O ile te pierwsze o jakiejś aktywności erotycznej mogą już tylko coś napisać, o tyle te młodsze usiłują temat ogarnąć za siebie i za swoje zamortyzowane w 300% kumpele, robiąc przy każdej okazji za zbiornik na nasienie przypadkowo poznanych wyluzowanych chłoptasiów, których nie stać na związek z normalną kobietą. Słowem - żaden szanujący sie mężczyzna nie tknąłby czegoś takiego nawet kijem od szczotki. Jedna z nich ostatnio w rzeczonej latrynie popisała się taką oto spiżową sentencją:

      "Lato to nie jest czas na spędzanie czasu w Internecie, ale czas na to, aby odpocząć oraz w miarę możliwości po flirtować i pobawić się z płcią przeciwną lub nie przeciwną ….;-)
      Pozdrówki wakacyjne ;-)"

      A jest to ledwie mizerna próbka tego, co "to" głosiło na łamach tej blogowej latryny, popełniając przy okazji wszystkie możliwe i te nie możliwe do popełnienia błędy ortograficzna, gramatyczne i interpunkcyjne. Sytuacja poprawiła się dopiero, kiedy jej idol pomógł jej zainstalować korektor błędów, ale i ten potrafi ona oszukać.
      Zatem nie polecam wizyty w wiadomym wychodku, albowiem oprócz niesmaku, oburzenia i jakiegoś wirtualnego trypra, wyniesiesz stamtąd nieprzyjemne uczucie zdziwienia, jak nisko może upaść kobieta.

      Pozdrawiam.

      Usuń
  11. Najlepszym sposobem na dobrą reputację jest metoda stara jak świat: dziewictwo do ślubu.
    Na razie nic lepszego nie wymyślono.
    Niestety (?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A najlepszym sposobem na uniknięcie utopienia się jest nie wchodzić do wody, nawet do wanny. Bądź poważny, albo przynajmniej spróbuj nim być.

      Usuń
    2. To jaka liczba stosunków wyznacza granicę między dobrą a złą reputacją? 15 m? 150 ? 1500 ? A może 15 000?
      A skoro jakaś tajemna liczba jes dozwolona, to zapewne też wyznaczyłeś jakąś granicę między reputacją uczciwego a złodzieja ? Przy jakiej kwocie kradzieży nadal pozostaje się uczciwym ? Do 5 złotych? Czy może do 100 złotych? Czy może jednak do 1000 ?

      Usuń
    3. Kradzież jest konkretem. W przypadku reputacji mamy do czynienia z subiektywną opinią publiczną.

      Usuń
    4. "To jaka liczba stosunków wyznacza granicę między dobrą a złą reputacją? "

      Taka sama jak liczba wypalonych skrętów z zioła pomiędzy częstym używaniem a nałogiem

      Usuń
    5. @ Fritzl vel Anty, czy jak cię teraz cioto wołają w darkroomie
      Tu nie chodzi debilko o liczbę stosunków lecz liczbę związków i ich naturę. Oczywiście z osobami płci przeciwnej, a o tym nie masz przecież pedale zielonego pojęcia. Tak jak i o księgowości, wymianie ciepła, fizyce kwantowej, leczeniu narkomanii, ekonomii, doktrynach politycznych i mnóstwie innych problemów, o których mówiąc stałaś się dyżurną idiotką polskiego internetu, mogącą zdetronizować twoje kumpelę z "kurwiarni" czyli Anię i Julianne. Więc na zasadzie nazwanej przez Kirę "gówno wiem, ale się wypowiem" po raz kolejny robisz z siebie idiotkę, mierząc tę problematykę swoją darkroomową miarą i formułując wnioski, tyle tylko że nie celne a jedynie cwelne. Wypad śmieciu do kurwiarni pkanalii albo do twojej piwnicy. Nasza cierpliwośc do tolerowania błazenady spod dna Rowu Mariańskiego właśnie się wyczerpała.

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    8. Stary Niedźwiedziu - czy mógłbyś dokonać asenizacji tego gówna Anty?

      Usuń
    9. Czcigodny Tie Fighterze
      Zrobione.
      Swego czasu dyskutowałem ze znaną i Tobie blogerką na temat ciot, mówiąc że te pomyłki ewolucji nie mają pod względem charakteru niczego wspólnego z mężczyznami, a w szczególności pozbawione są krzty ambicji i godności. Z czym ta blogerka się nie zgadzała. Każda zakończona kasacją wizyta tej cioty na Antysocjalu to kolejny argument za moim poglądem w tej sprawie.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    10. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

      Ta obrzydliwa ciota pozbawiona jest wszelkich przymiotów przynależnych istocie ludzkiej - nie tylko ambicji i godności. Przychylam się tu do oceny tego ścierwa dokonanej przez szanownego Refaela - "gówno w ludzkiej skórze". To w zasadzie wyczerpuje definicję tej obleśnej kreatury.

      Serdecznie pozdrawiam, TF.

      Usuń
  12. Witaj Stary Niedźwiedziu . Jak czytam przygotowujesz się do wpisu na temat zamachu w Nicei . Myślę że , poniższy link może być pomocny , choć dotyczy wcześniejszego wydarzenia .
    http://www.propagandamatrix.com/articles/july2016/140716_offending_muslims.htm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny QQQ
      Wielkie dzięki za ten link, bo o tym nie wiedziałem. Widać że islamska dzicz dogoniła bohaterów narodowych UPAiny. Informację wykorzystałem już w tym wpisie, jest wstawiony, zapraszam do lektury.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń