wtorek, 28 lutego 2017

Narodowy Dzień Pamięci "Żołnierzy Wyklętych"

Dzień 1 marca od pewnego czasu jest świętem Żołnierzy Wyklętych. Przywracanie należnego im miejsca w najnowszej historii Polski idzie opornie. Rewizje nadzwyczajne ich „procesów” z czasów stalinowskich doprowadziły do uznania wydanych w nich przez takie kanalie jak choćby Stefan Michnik wyroków śmierci za bezprzykładne naruszenie prawa. Wyklęci zostali zrehabilitowani, przywrócono im stopnie wojskowe a w niektórych przypadkach prezydenci Lech Kaczyński i Andrzej Duda pośmiertnie ich awansowali na wyższe stopnie. Oczywiście jest to solą w oku zarówno „fejginiąt” z GW no Prawda (czyli nazywając po imieniu, dzieci lub wnuków najparszywszej żydokomuny, jaka przyjechała do Polski na sowieckich czołgach) jak i trockistowsko-maoistowskich chujwejbinów od niejakiego Zandberga z tzw. partii „Razem”. Obiektami najostrzejszych ataków są osoby majora Józefa Kurasia-„Ognia” i kapitana Romualda Rajsa-„Burego”. Szczególnie z tego drugiego nie tylko euro czy fanatyczni ortodoksyjni komuniści, ale i finansowane z naszych podatków miesięcznik „Przegląd Prawosławny” oraz szczekaczka TV Biełsat konsekwentnie robiły (i chyba nadal robią) istnego diabła wcielonego.
Redakcja nosiła się z zamiarem choćby częściowej rewizji zarzutów stawianych kapitanowi Rajsowi. Przeglądając internet trafiłem na skarb w postaci blogu:

http://podziemiezbrojne.blox.pl/html

będący istną kopalnią profesjonalnych opracowań dotyczących Wyklętych.
Twórcą strony jest pan Grzegorz Makus, który w zakładce traktującej o prawach autorskich wyraźnie zakazuje jakiegokolwiek wykorzystywania do celów komercyjnych zamieszczonych tam materiałów bez pisemnej zgody ich autorów. Oraz wyczerpującej informacji o tychże autorach oraz miejscu, w których ich praca została opublikowana.
Na witrynie tej znalazłem najlepsze i najobszerniejsze z dotychczas przeze mnie czytanych opracowanie na temat walk kapitana Romualda Rajsa. Zostało one opublikowane w trzech częściach:

http://podziemiezbrojne.blox.pl/2016/03/Kpt-Bury-a-Bialorusini-czesc-23.html

http://podziemiezbrojne.blox.pl/2016/03/Kpt-Bury-a-Bialorusini-czesc-33.html

Autorami opracowania są pan doktor Kazimierz Krajewski oraz pan mecenas Grzegorz Wąsowski. Pierwszy z nich jest historykiem, badaczem dziejów polskiego podziemia niepodległościowego i kierownikiem Referatu Badań Naukowych w Oddziałowym Biurze Edukacji Publicznej IPN w Warszawie. Pełni też funkcję prezesa Nowogródzkiego Okręgu Światowego Związku Żołnierzy AK. Drugi z autorów współkieruje pracami Fundacji "Pamiętamy", zajmującej się przywracaniem pamięci o żołnierzach polskiego podziemia niepodległościowego z lat 1944-1954.
Próba koślawego streszczenia własnymi słowami tego profesjonalnego i wzbogaconego archiwalnymi zdjęciami doskonałego opracowania nie ma sensu. A poza tym pojawiłoby się pytanie, czy na pewno nie jest wymagane wspomniane pisemne zezwolenie, mimo że Antysocjal nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek działalnością zarobkową. Dlatego mam nadzieję że podanie powyższych linków oraz wszystkich  informacji o założycielu witryny i autorach które tam znalazłem, satysfakcjonuje te osoby z punktu widzenia ochrony ich własności intelektualnej.
A Szanownych Gości Antysocjala gorąco zachęcam do przeczytania zarówno linkowanej pracy o kapitanie  Romualdzie Rajsie-„Burym”, jak i innych prac opublikowanych na tej witrynie.

Stary Niedźwiedź

21 komentarzy:

  1. Czcigodny Stary Niedźwiedziu,
    Dziękuję za link do tego znakomitego opracowania, które uświadomiło mi, jak głęboko zakorzenione są komunistyczne kłamstwa. Współczesne lewackie mendy, które te brednie z pietyzmem powtarzają, okazały się ofiarami umysłowego syfilisu.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Dibeliusie
      To opracowanie po prostu rzuciło mnie na kolana. Podano w nim mnóstwo nieznanych mi wcześniej faktów. pierwszy z występujących z otwartą przyłbicą autorów zajmuje poważne stanowisko w IPN, zatem na pewno nie pozwoliłby sobie na podanie zamiast faktów jakichś faków na poziomie GW no Prawda z ul.Oszczerskiej czy innych Polsratów.
      Kilka razy zdarzyło mi się podać link do jakiegoś artykułu w prasie i jednocześnie zreferować w skrócie jego treść własnymi słowami. Ale w tym przypadku nawet o tym nie pomyślałem. Jak powiedział mistrz z Czarnolasu, "Nie każdy weźmie po Bekwarku lutniej."
      Nazwałeś współczesnych załganych komuchów ofiarami umysłowego syfilisu. Bardzo celna metafora, bowiem końcowe stadium tej choroby dawniej nazywano paraliżem POSTĘPOWYM. Pasuje do wszelakich Żiżków czy Zandbergów niczym garnitur na miarę, uszyty przez doskonałego krawca.
      Pozdrwiam serdecznie.

      Usuń
  2. Dziękuję za zamieszczenie linków do fascynującego opracowania na temat "Burego". Jest on najbardziej obszczekiwany ze wszystkich Żołnierzy Wyklętych, a tu się okazuje nie do końca słusznie. Myślę, że w porównaniu do "wyczynów" NKWD, UB i KBW Romuald Rajs był prawdziwym humanistą. Niestety żaden durny lewak nie zada sobie trudu zgłębienia uczciwej wiedzy na ten temat. Oni wolą ideologiczne wrzutki w GW i innych gadzinówkach.

    Zygmunt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Zygmuncie
      Czytałem wiele artykułów na tamat kapitana Romualda Rajsa, większość napisali dziennikarze (nie mówię oczywiście o czerwonych szmatach pokroju Reniaka czy Machejka), nie mających dostępu do wszystkich źródeł. Dlatego tak wielkie wrażenie zrobiło na mnie dzieło, którego współautorem jest historyk-zawodowiec, z racji miejsca pracy mający dostęp praktycznie do wszystkich zachowanych źródeł. Do tego napisane dobrym językiem i przeznaczone do masowego odbiorcy. Dlatego ograniczyłem się do podania linków i nawet nie myślałem o jakimś streszczaniu.
      Na wojnie popełnia się błędy, ich skutki mogą być tragiczne. Ale to mimo wszystko nie ta półka co NKWD, UB czy ich koledzy po fachu z UPA.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  3. Czcigodny Stary Niedźwiedziu,

    Warto przypomnieć, że do może nie oszczerców, ale krytyków Żołnierzy Wyklętych należy też spora część prawicy, włącznie z zacnym prof. Adamem Wielomskim. Osią ich krytyki jest oskarżenie o beznadziejność i bezsensowność walki. Co ważne: w 100% zgadzam się z takim oskarżeniem, trudno o przykład bardziej beznadziejnej i bezsensownej walki niż działalność grup podziemnych poza kończeniu II wojny światowej. Walka z okupantem niemieckim nosiła znamiona racjonalności, bo wojna trwała i teoretycznie mogła się potoczyć na różny sposób. Jednak po "Dniu Pobiedy" wszystko się zmieniło. Nastał nowy porządek przyklepany przez możnych tego świata w osobach niesławnej "wielkiej trójki" (celowo piszę te słowa małymi literami). Nie było wówczas co liczyć na III wojnę światową. Ale...

    Wiemy to my, znający późniejsze (względem roku 1945) wydarzenia, mający pełen ogląd ówczesnej sytuacji. Czy możemy tego samego żądać od prostego chłopaka, który ostatnie kilka lat spędził w lesie? Dla niego "dien' pobiedy" był jedynie zmianą okupanta, a z okupantem się walczy. W przeciwieństwie do "powstań narodowych" ruch żołnierzy wyklętych nie był inicjatywą lewicową, w przeciwieństwie do powstania warszawskiego nie został zainicjowany rozkazem z ciepłego i bezpiecznego Londynu. Był oddolną inicjatywą dzielnych ludzi, którzy nie chcieli sowieckiej okupacji kraju i co najważniejsze: nie byli pewni własnego jutra. Oczywiście, prof. Wielomski podaje dane, że 90-kilka procent ujawnionych akowców przeżyło bez żadnego uszczerbku na zdrowiu. My to wiemy, oni nie wiedzieli. A znali na pewno historie kolegów, którzy wrócili do domu tylko po to, by nazajutrz trafić do ubeckich kazamatów. Czy ktoś w takim razie dziwi się, że zostawali oni w lesie i kontynuowali walkę?

    Z drugiej strony nie oskarżam też Kościoła o zdradzenie Wyklętych w 1950 roku. To był właśnie akt realizmu politycznego, za który powinniśmy być Prymasowi Wyszyńskiemu wdzięczni. Kościół musiał jakoś funkcjonować na ziemiach Polski Ludowej i dążenie do unormowania stosunków z władzą było całkiem normalne. Chociaż i tak nie uchroniło Prymasa przed aresztowaniem...

    Pozdrawiam serdecznie,
    Imperator

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ave, Imperator!
      Spotkałem się już z dziwowaniem się romantycznych ćwierćgłówków (statusu półgłówków ta trójka nigdy się nie dochrapie) że dla tych "sztabowców" którzy podjęli decyzję o wybuchu Powstania Warszawskiego, nie mamy cienia jakiegokolwiek usprawiedliwienia. Ale do Żołnierzy Wyklętych odnosimy się z dużym szacunkiem. Różnica jest banalnie prosta, zatem dla romantycznych zakutych łbów niedostępna.
      Po losach "Operacji Ostra Brama" dla każdego myślącego człowieka (w tym i mojego dziadka, który po upadku tego powstania "zmarł na zawał serca" w Dachau) było oczywiste że celem Stalina jest eksterminacja Armii Krajowej i innych formacji zbrojnych podziemia patriotycznego. Tenże dziadek wieczorem 1 sierpnia powiedział mojej mamie że teraz po dotarciu Rosjan do Wisły front zatrzyma się na co najmniej dwa miesiące żeby Hitler wykonał za Stalina mokrą robotę a ten ostatni mógł nie psuć sobie wizerunku w oczach idiotów na Zachodzie. Okulicki bełkoczący że ludność cywilna Warszawy uzbrojona w kije i butelki, zaskoczy atakiem i rozbije Wehrmacht, po prostu powinien wisieć, bo na wojnie aż taki debilizm jest zbrodnią równą zdradzie. Tak jak i Chruściel, z premedytacją składający kłamliwy meldunek że na przedmieściach Pragi pojawiły się sowieckie czołgi. Na kulę w łeb co najwyżej zasłużył Bór Komorowski, który wydał rozkaz rozpoczęcia powstania. A po jego upadku i dostaniu się do niemieckiej niewoli, przez jakieś londyńskie szumowiny polityczne mianowany za tę zasługę Wodzem Naczelnym. A dzisiaj te trzy indywidua mają w Polsce swoje ulice.
      Wspomniany tu mój dziadek był tylko mistrzem zecerskim i działaczem związkowym. Ale od rzekomych generałów i oficerów sztabowych wymagam aby nie byli głupsi od robotnika wykwalifikowanego, tak jak swego czasu Napoleon od swoich generałów wymagał aby nie srali w portki.
      Porównaj to szaleństwo z przebiciem się siłą i podstępem Brygady Świętokrzyskiej NSZ do Czech i dołączenie do amerykańskiej 3 armii. Gdy do jej dowódcy przybyli sowieccy oficerowie i zażądali wydania żołnierzy pułkownika Antoniego Szackiego- "Bohuna", wielki George S. Patton pobił starożytne rekordy lakoniczności, bowiem odpowiedział im tylko:
      -Wypierdalać!
      Natomiast "Żołnierze Wyklęci" decyzję o kontynuowaniu walki podjęli na własny rachunek. Na szwank wystawili własne a nie cudze życie. I co najważniejsze, nie doprowadzili do zrównania z ziemią żadnego polskiego miasta ani nie wysłali na śmierć setek tysięcy cywilów, których nikt z dowództwa AK o zdanie nie pytał. I za to należy się im szacunek, tak jak i szeregowym Powstańcom Warszawskim.
      Zgadzam się oczywiście z Tobą że w roku 1945 optymalnym rozwiązaniem była radykalna zmiana miejsca pobytu. Takie możliwości stwarzały tzw. Ziemie Odzyskane, gdzie szansa na zakapowanie żołnierza ruchu oporu przez jakąś komunistyczne bydlę była znacznie mniejsza. I około 90% zapewne przeżyłoby lata 1945-56. A tak cierpimy dzisiaj na dotkliwy brak elit, bo ci wspaniali ludzie w większości nie założyli rodzin i nie wychowali swoich następców.
      Ale jeśli jakiś "walczak" śmie zarzucać Prymasowi Tysiąclecia rzekomą "zdradę", jest tylko jedna odpowiedź. Czemuś takiemu trzeba splunąć w mordę.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Szanowny Imperatorze,

      "Osią ich krytyki jest oskarżenie o beznadziejność i bezsensowność walki. Co ważne: w 100% zgadzam się z takim oskarżeniem, trudno o przykład bardziej beznadziejnej i bezsensownej walki niż działalność grup podziemnych poza kończeniu II wojny światowej. "

      Po wielu rozmowach z moim Świętej Pamięci Ojcem (podkomendnym kpt. Stanisława Sojczyńskiego ps. "Warszyc") wiem, że Żołnierze Wyklęci mocno wierzyli, że pojałtański porządek szybko runie i rozpocznie się kolejna wojna. Tym razem zachodni alianci kontra sowiety. Oni czekali na ten moment w lasach, żeby we właściwym momencie upomnieć się o niepodległość swego kraju. Ponadto w wielu przypadkach było tak, że oddziały Wyklętych reagowały zbrojnie na okrucieństwa jakich dopuszczały się oKBW, UB i reszta tej bandy na ludności cywilnej, a to oznaczało uwikłanie się w długotrwałe działania zbrojne. I to bez możliwości wycofania się z raz obranej drogi. "16 sierpnia 1945 r. "Warszyc" wydał rozkaz określający zadania KWP w zakresie walki z przestępczą działalnością władz komunistycznych i ochrony społeczeństwa oraz żołnierzy podziemia niepodległościowego przed terrorem organów bezpieczeństwa. Pierwszą osobą, która zginęła z jego rozkazu, był Jakub Cukierman (narodowości alternatywnej), kierownik sekcji śledczej Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Radomsku". Potem już szło to na zasadzie domina.

      Pozdrawiam serdecznie, TF.

      Usuń
    3. Czcigodny Tie Fighterze
      Słusznie podkreśliłeś fakt że dowództwa wielu organizacji niepodległościowych same siebie oszukiwały nadzieją na wznowienie wojny. I taką wiarę przekazały zwykłym żołnierzom swoich organizacji, którzy w to uwierzyli, bowiem nie zdawali sobie sprawy że elementarna przyzwoitość nie ma punktów stycznych z wielką polityką.
      Ciekawym przykładem podejścia o którym wspomniał Imperator był ś.p. Witold Tomassi (1912-97), współtwórca polskiej chemii fizycznej i wieloletni profesor Politechniki Warszawskiej, na której pracę rozpoczął jeszcze przed wojną. Do pracy na naszej polibudzie zgłosił się już na początku 1945. A dopiero po 1989 wydało się że podczas okupacji, poza pracą w konspiracyjnej edukacji, o czym było powszechnie wiadomo, był też dowódcą wywiadu przemysłowego AK na okręg warszawski. Swój pion wywiadu zorganizował i prowadził tak perfekcyjnie że UB nigdy się o nim i jego podwładnych niczego nie dowiedziało.
      Moim zdaniem pan profesor Tomassi, edukując wiele pokoleń polskich inżynierów, maksymalnie wykorzystał dla dobra Polski swoje potencjalne możliwości.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    4. PS
      Ave, Imperator!
      Pan prof. Adam Wielomski napisał swego czasu w NCz:
      "Dlatego nie głoszę chwały „żołnierzy wyklętych”. Mam dla nich wielkie współczucie, szkoda mi tych wspaniałych ludzi, którzy nie zorientowali się na czas, że Zachód nas sprzedał, oddał, wyparł się nas i czas pogodzić się z faktami dokonanymi. Zapalmy „wyklętym” świeczkę i zmówmy za nich modlitwę, ale nie róbmy z nich wzorca polityczno-patriotycznego, gdyż zginęli nadaremnie i w przegranej sprawie. Uczmy się na nich jak nie powtórzyć błędu!"
      Dla ludzi nie skażonych romantyczną paranoją (dla porażonych takową "walczaków" nawet każdy kto rzuci się pod pociąg z okrzykiem że rzekomo ginie za Polskę, z automatu jest bohaterem narodowym, bo ci kretyni w to uwierzą) i nie skazanych na współużytkowanie w kilkoro jednej szarej komórki, jest oczywiste że pan prof. Wielomski w swojej wypopwiedzi zawarł trzy myśli:
      1. Szacunek dla ich wielkiej odwagi.
      2. Współczucie z powodu daremności ich ofiary.
      3. Przestrogę że przy całym tym szacunku i współczuciu nie należy stawiać ich postępowania jako wzór do naśladowania dla przyszłych pokoleń.
      Ja bym do uczuć jakie żywi pan prof. Wielomski dodał jeszcze czwarte: wściekłość z powodu tego że w bardzo wielu przypadkach ci ludzie nie mogli choćby poprzez pracę organiczną oraz wychowanie dzieci i wnuków dać ojczyźnie tego wszystkiego, co nawet w warunkach sowieckiej okupacji potencjalnie mogli zrobić, tak jak to czynili choćby nasi południowi sąsiedzi. Tak wyśmiewani przez różne wzburzone bałwany którym wydaje się że wystarczy założyć nocnik na głowę by stać się Zawiszą Czarnym z Garbowa herbu Sulima. A w głąbi ducha zazdroszczące Czechom znacznie lepiej urządzonego po "aksamitnej rewolucji" państwa, w którym nigdy nie było w życiu publicznym miejsca dla takich ladacznic jak Balcerowicz, Lewandowski czy Chyży Rój. Ale te godne wyłącznie pogardy "walczaki", jeszcze dzisiaj próbujące tumanić ludzi by wyelimonować Polaków z grona narodów potrafiących troszczyć się o swoje państwo, są zbyt tępe by pojąć dlaczego tak się stało. A stało się przede wszystkim dlatego iż Czesi nie napalili diamentami w piecu.
      Dla mnie bezdyskusyjnym wzorem do naśladowania zawsze będzie ś.p. pan prof. Witold Tomassi, którego osobę w dwóch słowach przybliżyłem w komentarzu umieszczonym nad tym. Walczył dopóki walka miała sens. Do tego będąc amatorem robił to tak perfekcyjnie że mundurowi spece od wywiadu i kontrwywiadu mogliby mu buty czyścić. Ale gdy stało się jasne że Polska tę wojnę przegrała i na długie lata wpadła w sowieckie łapy, wziął się z doskonałymi wynikami za pracę organiczną. Czyli przez całe życie robił 100% tego, co w danych warunkach dla Polski zrobić mógł.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  4. Szanowny Stary Niedźwiedziu bardzo Ci dziękuję za ten tekst, który pozwala poznać nam najnowszą historię i lepiej ją zrozumieć. Pamiętam z dzieciństwa jak po tzw. repatriacji podczas spotkań rodzinnych często były poruszane te tematy ale mnie jako małolata nie bardzo interesowały te rozmowy i teraz widzę jak dużo straciłem a teraz nawet nie mam kogo zapytać o tych sprawach. Jeszcze raz bardzo dziękuję
    klawisz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Klawiszu
      Początkowo zamierzałem napisać o "Burym" coś od siebie i wypunktować najgrubsze kłamstwa na jego temat. Ale gdy zajrzałem na ten linkowany blog, natyuchmiast zmieniłem pomysł na ten wpis. Bo jakiekolwiek streszczanie tego obszernego opracowania za bardzo przypomoinałoby sposób działania "patriotów - nekrofili". Czyli hien cmentarnych które co roku 1 sierpnia próbują grzać się przy płomyczkach zniczy zapalanych na cudzych grobach w Warszawie.
      A mój stosunek do Żołnierzy Wyklętych dobrze oddaje cytat z wypowiedzi pana profesora Wielomskiego, podany przeze mnie nad Twoim komentarzem. A na wszystkie romantyczne brednie iż tylko dzięki ich ofierze mamy dzisiaj taką Polskę jaką mamy, odpowiedź jest prosta. Gdyby tej walki nie podjęli a większość z nich przeżyła i przekazała swoje wartości następnym pokoleniom, dzisiejsza Polska byłaby lepsza. A lata 1989-2015 nie zostały w znacznej części zmarnowane.
      Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

      "Gdyby tej walki nie podjęli a większość z nich przeżyła i przekazała swoje wartości następnym pokoleniom, dzisiejsza Polska byłaby lepsza. A lata 1989-2015 nie zostały w znacznej części zmarnowane."

      Tu się nie zgodzę, bo nie mogę. Po pierwsze nie można tu zastosować żadnej analogii do bezsensownych i inspirowanych przez obcą agenturę powstań dziewiętnastowiecznych, ani nieszczęsnego Powstania Warszawskiego. Motywacje Żołnierzy wyklętych były jednak inne. Wierność złożonym przysięgom, niemożność biernego patrzenia na ogrom krzywd wyrządzanych przez kolaborancką władzę niewinnym ludziom i wreszcie wiara w kolejną wojnę. To wszystko stawia Ich ofiarę w nieco innym świetle. Nie mam też przekonania, że niepodjęcie walki zagwarantowałoby Im przeżycie i przekazanie swoich wartości kolejnym pokoleniom. Nic nie przemawia za tą teorią zważywszy na zabójczą "pragmatykę" działania komunistów. Francja in gremio poszła na kolaborację. Uniknęła losu Polski, a Paryż losu Warszawy. Po wojnie zaś nigdy odium kolaboracji z siebie nie zrzuciła. Efektem przetrącony do reszty kręgosłup francuskich elit. No chyba, że przyjmiemy, iż Francja tych elit w ogóle nie miała, co się nasuwa patrząc jak skundlony obecnie jest ten kraj. Węgry też zachowały się pragmatycznie, co nie pozwoliło im uniknąć losu Polski i podobnych konsekwencji. Różnica jest oczywiście taka, że Węgry dorobiły się Orbana, a my tylko Kaczyńskiego (co nie świadczy o dorobieniu się przez Węgry lepszych elit) . Więc w Polsce nadal jest i będzie burdel, a Węgry zostały w znacznej mierze posprzątane, ale pozycja wyjściowa obu krajów była identyczna. Różnica jest taka, że Żołnierze Wyklęci posłali do piekła całkiem pokaźną liczbę plugawego komunistycznego ścierwa, a inni postępujący pragmatycznie nie. Ponadto ich poświęcenie nie pociągnęło za sobą setek tysięcy postronnych ofiar, co słusznie zauważyłeś w jednym z poprzednich komentarzy. Zatem rekapitulując powiem tylko tyle, że nie można Żołnierzy wyklętych oceniać przez szablonowy pryzmat patriotycznego pragmatyzmu, bo soczewkowanie działalności Wyklętych tym szablonom się wymyka - moim skromnym zdaniem.

      Pozdrawiam serdecznie, TF.

      Usuń
    3. Czcigodny Tie Fighterze
      Najpoważniejszym ale w moim przekonaniu też jedynym argumentem za kontynuowaniem walki była wiara w rychły wybuch wojny "Zachodu" z Sowietami. Trudno wymagać od ludzi walczących na niższych szczeblach struktur konspiracyjnych znajomości arkanów światowej polityki. I wiedzy że pod względem moralnym stoi ona znacznie niżej od prostytucji. Ale od dowódców tych organizacji trzeba wymagać więcej.
      Co się tyczy Komendy Głównej AK, do ich możliwości intelektualnych nie mam cienia złudzeń. Najpierw "Wachlarz" czyli polscy żołnierze ginący po to by utrudnić Niemcom dowóz posiłków i zaopatrzenia na front wschodni, a więc zabijanie Sowietów. Potem "Akcja Burza". I na końcu to szalone powstanie.
      Od chwili ujawnienia Katynia jakiekolwiek pomaganie Sowietom, a już szczególnie takie które wiązało się ze stratami ludzkimi, było po prostu przestępstwem przeciwko polskiej racji stanu. Na bardzo upartego "Akcję Ostra Brama" można uznać za dziecięcą naiwność. Ale po jej klęsce należało zrobić dokładnie to co pan pułkownik Antoni Szacki z Brygadą Świętokrzyską. A do dowództwa NSZ mam żal za to, że swoim żołnierzom pozostałym w Polsce nie wydała rozkazu jak najszybszego przeniesienia się na "Ziemie Odzyskane" i zmiany tożsamości. Szanse na udanie się takiego manewru, wmieszanie się w tłum repatriantów ze wschodu i ocalenie się przed represjami w ówczesnym bałaganie były naprawdę duże. Nieporównywalnie większe od pozostania w przedwojennym miejscu zamieszkania gdzie jedna komunistyczna menda mogła zakapować kilkudziesięciu lub nawet więcej żołnierzy podziemia.
      I dlatego tak wysoko cenię sobie panów pułkownika Antoniego Szackiego czy podpułkownika Leonarda Zuba-Zdanowicza. Którzy walczyli z obydwoma wrogami, dopóki ta walka miała sens. A gdy warunki radykalnie się zmieniły, po prostu uratowali swoich żołnierzy. Swego czasu obydwu poświęciłem kilka słów na naszej witrynie, bo tylko tyle mogę dla nich zrobić.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    4. PS
      Czcigodny Tie Fighterze
      Bardzo dobrze podsumował to ks. Henryk Zieliński w dzisiejszym „Salonie Dziennikarskim” w TVP Info:

      To wynikało również z naszego polskiego idealizmu, który nie pozwolił im uwierzyć, że zdrada Zachodu jest ostateczna.

      http://wpolityce.pl/polityka/330045-ks-zielinski-o-wykletych-nie-wzieli-sie-w-tych-lasach-znikad-polski-idealizm-nie-pozwolil-im-uwierzyc-ze-zdrada-zachodu-jest-ostateczna

      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    5. Wydaje mi się, że Fighter ma rację. Węgrzy i Francuzi nic nie zyskali na jakości swoich elit kolaborując z Niemcami. A Wyklęci przezwyciężyli swoją śmierć, stworzyli piękną legendę i posłali do diabła tysiące hitlerowców i komunistów. Bilans ich walki uważam za dodatni. Podzielałem oceny autora odnośnie powstań ale nie podzielam odnośnie Wyklętych.

      Zygmunt.

      Usuń
    6. Czcigodny Zygmuncie
      A więc po kolei.
      Francuzów moralnie wykastrowała I Wojna Światowa. Dlatego przed kolejną sięgnęli po strategię na wskroś defensywną, a do tego bezdennie głupią, bo umocnienia Linii Maginota kończyły się przy granicy belgijskiej, poprzednia wojna niczego ich nie nauczyła. Walczyć gotowa była tylko garstka ekscentryków od de Gaulle'a. A z wojsk kolonialnych, nietkniętych podczas podboju Francji, po stronie Wolnych Francuzów opowiedziała się niemal wyłącznie Legia Cudoziemska. Zatem kolejność była odwrotna - najpierw degrengolada a dopiero potem kapitulacja. Dodam jeszcze że o francuskiej hańbie dziś mało kto na świecie wie (my w Polsce jesteśmy wyjątkiem). Ilu ludzi w Europie, że o świecie nie wspomnę, pamięta o gorliwym wydawaniu przez policję Vichy Żydów w niemieckie łapy? A ilu uwierzyło w "polskie obozy koncentracyjne"? Z propagandy w skali 0 -10 Polacy tradycyjnie mają ocenę -1.
      Węgry to jeszcze inna bajka. Na skutek pokoju w Trianon po tej pierwszej światowej ich terytorium z ponad 300 tys. km2 zmalało do niecałych 100. A z 12 mln. etnicznych Węgrów poza granicami kraju znalazło się aż 4 mln. Poza granicą z Austrią (też ukradła Burgerland) Węgry otaczały trzy hieny: Czechosłowacja, Rumunia i Jugosławia, utuczone na ich krzywdzie. Nie zrozum tego jako zrównywania Napoleona z Hitlerem, ale porównaj sytuację Węgrów z roku 1940 z decyzją Polaków z roku1807 aby pójść z Napoleonem. Bo tylko cesarz cokolwiek Polakom oferował. Ja tu widzę pewne podobieństwo. W końcu niedawno Viktor Orban zażartował że Węgry są fenomenem geograficznym, bo wszędzie dookoła graniczą wyłącznie z Węgrami.
      Dodajmy do tego przeglądu Czechy, startujące w 1990 z dodatkowym garbem kolektywnego rolnictwa. I co? Nikt ichnich PGRów nie rozkradł, ich pracownicy się nie zmenelili, przemysł ciężki ma się doskonale, chemiczny wskaźnikami produkcji podstawowych wyrobów bije polski na łeb, na szyję, polscy górnicy znad granicy znaleźli pracę w czeskich kopalniach które jakimś cudem jednak są opłacalne. Służby specjalne stworzono od zera więc zamiast kręcić lody i mordować niewygodnych dla siebie ludzi, bronią czeskiej racji stanu. A lotnictwo jest wyposażone w nowe Gripeny a nie F16, tylko w części na chodzie. Bo oni mieli elity! Więc społeczeństwo na kopach pogoniłoby Szechterów, Balcerków czy Lewandowskich a na prezydenta nie wybrano tam chama, pijaka czy prymitywnego bydlaka - szpicla.
      Odsyłanie do piekła Niemców i komuchów jak najbardziej miało sens ale z grubsza do końca 1944. Po zakończeniu wojny ten bilans wygląda już znacznie mniej korzystnie.
      Na wywiezienie przez Sowietów co najmniej 50 tys. żołnierzy ruchu oporu do łagrów nikt nie miał wpływu. Ale wedle szacunków pana prof. Jana Żaryna do połowy lat pięćdziesiątych w walkach lub ubeckich katowniach zginęło ok. 20 tys. Żołnierzy Wyklętych a ok. 250 tys. przebywało w obozach koncentracyjnych lub więzieniach, na ogół wychodząc z nich ze zrujnowanym zdrowiem, jeśii mieli szczęście przeżyć. Bilans tych działań jest kwestią indywidualnej oceny. Moim zdaniem cena była wygórowana.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    7. Czcigodny Stary Niedźwiedziu, Szanowni Dyskutanci,

      Należy pamiętać, że cześć, jaką otaczani są dziś Wyklęci jest częścią "patriotyzmu nekrofilskiego", jak to określa Stary Niedźwiedź. Mówienie, że bez nich nie byłoby dzisiejszej Polski jest grubą przesadą. Byłaby, w najgorszym wypadku taka sama, jak dzisiaj.

      Jednak ja bronię i cenię Wyklętych z innego powodu: byli ofiarami historii, a swój egzamin zdali celująco. Nie mieli prawa wiedzieć, że ujawniwszy się najprawdopodobniej przeżyją, nie mówiąc o tym, że wielu i tak by zginęło z ubeckim kazamatach. Należy im się podziw i szacunek, ale lepiej nie brać z nich przykładu. Polityka jest brudna niczym ścieki na WLOCIE do oczyszczalni i na żaden idealizm nie ma tu miejsca. Chyba najtrafniej ujął to śp. gen. Patton: "nie idziesz na wojnę zginąć za ojczyznę, idziesz po to, by inny sk***ysyn zginął na swoją".

      Pozdrawiam,
      Imperator

      Usuń
    8. Ave, Imperator!
      Pełna zgoda w kilku kwestiach.
      1. Wyklęci byli ofiarami polskiego podchodzenia do polityki w najgorszym stylu Józefa Becka, który mówiąc o niej użył tak obcego w tej dziedzinie pojęcia jak honor. Czyli kompletnej nieznajomości reguł tej gry.
      2. Walkę tę prowadzili na własny rachunek i nie wciągnęli w nią ludności cywilnej.
      3. Należy im się wielki szacunek i pamięć, tym bardziej dlatego że czerwone kanalie zrobiły co mogły by o nich zapomniano.
      4. Bez tej walki dzisiejsza Polska na pewno nie byłaby gorsza, a zapewne lepsza. Tylko dzięki brakowi dostatecznie licznej elity mogli Polskę rozkradać a Polaków ogłupiać wszelkie Balcerowicze, Michniki, Lewandowscy i pomniejsza swołocz. A Chyży Rój nie musiał po tej złotej myśli że "polskość to nienormalność" zapomnieć o zdobyciu madnatu poselskiego. W Czechach po tekście że "czeskość to nienormalność" o stanowisku sołtysa mógłby tylko śnić.
      5. Za żadne skarby nie wolno stawiać Wyklętych za wzór do naśladowania dla przyszłych pokoleń.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    9. Szanowni przedmówcy,

      Zatem pora na podpisanie protokołu rozbieżności, albowiem ja uważam, że bez ofiary złożonej przez Żołnierzy wyklętych Polska byłaby znacznie gorszym miejscem niż jest obecnie (choć trudno sobie to wyobrazić). I nie ma się co łudzić, że Żołnierze Wyklęci wychowaliby kolejne pokolenia polskich elit. W większości zginęliby i tak w ubeckich kazamatach i to w większych ilościach, bo brak oporu ułatwiłby tylko oprawcom zadanie.

      Usuń
  5. Szanowny Stary Niedźwiedziu . Uzupełniając twoją wypowiedz należy podkreślić że Trianon to nie miasto , a pałacyk w ogrodach Wersalu . W tym pałacu 1919/20r. pozbawiono Węgrów znacznych terenów za udział w Cesarstwie Austro-Wegierskim . Pozdrawiam serdecznie .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny QQQ
      Użyłem określenia "Pokój w Trianon", bo takie określenie (obok "Traktat z Trianon") powszechnie spotyka się w literaturze. Oczywiście masz rację że ten pałac czy pałacyk to część zespołu pałacowo - parkowego w Wersalu.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń