Zbliża się II tura wyborów. Gdyby ktoś jeszcze rozważał zagłosowanie na obecnie urzędującego prezydenta albo rozważał pozostanie w domu, być może garść faktów zmieni tę decyzję. Zacznę od rekomendacji, jaką otrzymał od generała Jaruzelskiego, rzecz jasna, za jego życia. W roku 1993 generał zapytany o Komorowskiego, odpowiedział: „Znam go. Oczywiście bardzo go cenimy i pokładamy w nim wielkie nadzieje”. [1] Ale to nie jest najważniejsza informacja dotycząca naszego kandydata. Najważniejszy jest artykuł, jaki pojawił się na portalu WGospodarce zatytułowany „dyskretny urok Bentleya”. Można w nim przeczytać na przykład o takim newsie, jaki krążył wśród dziennikarzy: „(…)Jakby tego było mało, kilka tygodni temu do mediów trafiają przecieki z aresztu w Międzyrzeczu, w którym siedzi P. Podobno tamtejsza straż więzienna przechwyciła grypsy oficera WSI, kierowane do Bronisława Komorowskiego, w których gangster instruuje prezydenta co ma robić w kulminacyjnym punkcie trwającej kampanii wyborczej.” [2] Powstaje pytanie – czy ex oficer WSI popełniłby taką wtopę? Czy jest to jedynie urban legend? Zapewne. Możliwe również, że jest to prowokacja, która ma na celu ośmieszenie Dudy przed kolejną debatą, a to wskazywałoby na desperację mafii.
Faktem jest jedno - Bronisław Komorowski znał oficera oskarżonego o udział w zorganizowanej grupie przestępczej; więcej – Jacek Kurski stwierdził, że Polaszczyk bywał u pana prezydenta i nawet raczyli się winem. [3] Oczywiście dyrektor biura Kancelarii Prezydenta zaprzecza pogłoskom jakoby zamieszany w aferę SKOK-u Wołomin bywał u prezydenta, a sam prezydent twierdzi, że oficera nie zna.
Na zdjęciu powyżej można się przekonać, ile w tym prawdy.
Nie od dziś mówi się o powiązaniach Bronisława Komorowskiego z WSI. Wojciech Sumliński w swojej książce „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” wspomina rozmowę, jaką przeprowadził z nim na temat fundacji „Pro Civili”. Bronisław Komorowski zapytany o swoje związki z ową fundacją, wyparował: „Mam nadzieję, że wie pan, co pan robi?” Sumliński twierdzi, że za tym pytaniem kryła się realna groźba, a po usłyszeniu nazwy organizacji, prezydent poinformował dziennikarza, że jest gotów wezwać straż. [4] Jaka była działalność Pro Civili? Wyłudzanie kredytów, podatku VAT i pranie brudnych pieniędzy dla grup przestępczych. Jednym z dowodzących tą grupą był właśnie obecny na zdjęciach Piotr P., z którego fundacją WAT podpisała niekorzystne umowy – m.in. na eksploatację jachtu czy kupno programu komputerowego, który nie istnieje. Firmy Piotra P. dostawały od WAT-u faktury z gwarancją zapłaty i na tej podstawie występowały do banków o kredyty. PKO BP stracił za ich sprawą 100 mln zł. [5] Okazało się, że firmy zarządzane przez Piotra P., które wyłudzały kredyty z PKO BP, pełnią również ważne funkcje w sprawie SKOK Wołomin. Pieniądze z pożyczek były przelewane na konto Pol-Bot Kruszywa, która miała wydobywać piasek i żwir; WAT wyłożyła prawie milion PLN na zakup kopalni i maszyn. Ale to nie koniec rewelacji dotyczących „interesów” pana oficera, sączącego winko z naszym rezydentem. Grupa Polaszczyka przejęła za bezcen grunty po fabryce w Ursusie, a konsorcjum, które grunty przejęło, zatrudniało - tak! – syna Bronisława Komorowskiego, Tadeusza.
W czasie działalności „Pro Civili, Komorowski był szefem MON-u. Gdy o procederze poinformował go szef Departamentu Szkolnictwa Wyższego MON-u, został przez naszego prezydenta po prostu zwolniony. Krzysztof Borowiak dążył do restrukturyzacji szkolnictwa wojskowego, gdyż – jak twierdził – struktury uczelni zbyt często wykorzystywano do robienia interesów. To nie spodobało się Bronisławowi Komorowskiemu, który natychmiast odwołał go ze stanowiska, argumentując to „ciężkim naruszeniem obowiązków pracowniczych”. Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł prawomocnie, że nie było podstaw do zwolnienia Borowiaka. Uzasadnienie wyroku brzmiało: „(…)[...] trudno zgodzić się z poglądem pozwanego, że powód umyślnie stawiał się do pracy, aby przedłużyć okres zwolnienia lekarskiego; należałoby raczej te wizyty powoda w miejscu pracy wiązać z jego poczuciem obowiązku za powierzone mu zadania i chęcią osobistej kontroli tego, co się dzieje podczas jego nieobecności spowodowanej zwolnieniem (…).” [6]
Warto zadać sobie pytanie – czy możemy wobec powyższych faktów grymasić i olać wybory? Wówczas pozwolimy uwikłanemu człowiekowi na podpisywanie antypolskich ustaw, a ostatnio szykuje się taka o podatku katastralnym, który emeryci posiadający własne mieszkania, słusznie nazywają „katastrofalny”. Czy podpisze? Oczywiście, że tak.
Flavia de Luce
[1]
Nie od dziś mówi się o powiązaniach Bronisława Komorowskiego z WSI. Wojciech Sumliński w swojej książce „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” wspomina rozmowę, jaką przeprowadził z nim na temat fundacji „Pro Civili”. Bronisław Komorowski zapytany o swoje związki z ową fundacją, wyparował: „Mam nadzieję, że wie pan, co pan robi?” Sumliński twierdzi, że za tym pytaniem kryła się realna groźba, a po usłyszeniu nazwy organizacji, prezydent poinformował dziennikarza, że jest gotów wezwać straż. [4] Jaka była działalność Pro Civili? Wyłudzanie kredytów, podatku VAT i pranie brudnych pieniędzy dla grup przestępczych. Jednym z dowodzących tą grupą był właśnie obecny na zdjęciach Piotr P., z którego fundacją WAT podpisała niekorzystne umowy – m.in. na eksploatację jachtu czy kupno programu komputerowego, który nie istnieje. Firmy Piotra P. dostawały od WAT-u faktury z gwarancją zapłaty i na tej podstawie występowały do banków o kredyty. PKO BP stracił za ich sprawą 100 mln zł. [5] Okazało się, że firmy zarządzane przez Piotra P., które wyłudzały kredyty z PKO BP, pełnią również ważne funkcje w sprawie SKOK Wołomin. Pieniądze z pożyczek były przelewane na konto Pol-Bot Kruszywa, która miała wydobywać piasek i żwir; WAT wyłożyła prawie milion PLN na zakup kopalni i maszyn. Ale to nie koniec rewelacji dotyczących „interesów” pana oficera, sączącego winko z naszym rezydentem. Grupa Polaszczyka przejęła za bezcen grunty po fabryce w Ursusie, a konsorcjum, które grunty przejęło, zatrudniało - tak! – syna Bronisława Komorowskiego, Tadeusza.
W czasie działalności „Pro Civili, Komorowski był szefem MON-u. Gdy o procederze poinformował go szef Departamentu Szkolnictwa Wyższego MON-u, został przez naszego prezydenta po prostu zwolniony. Krzysztof Borowiak dążył do restrukturyzacji szkolnictwa wojskowego, gdyż – jak twierdził – struktury uczelni zbyt często wykorzystywano do robienia interesów. To nie spodobało się Bronisławowi Komorowskiemu, który natychmiast odwołał go ze stanowiska, argumentując to „ciężkim naruszeniem obowiązków pracowniczych”. Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł prawomocnie, że nie było podstaw do zwolnienia Borowiaka. Uzasadnienie wyroku brzmiało: „(…)[...] trudno zgodzić się z poglądem pozwanego, że powód umyślnie stawiał się do pracy, aby przedłużyć okres zwolnienia lekarskiego; należałoby raczej te wizyty powoda w miejscu pracy wiązać z jego poczuciem obowiązku za powierzone mu zadania i chęcią osobistej kontroli tego, co się dzieje podczas jego nieobecności spowodowanej zwolnieniem (…).” [6]
Warto zadać sobie pytanie – czy możemy wobec powyższych faktów grymasić i olać wybory? Wówczas pozwolimy uwikłanemu człowiekowi na podpisywanie antypolskich ustaw, a ostatnio szykuje się taka o podatku katastralnym, który emeryci posiadający własne mieszkania, słusznie nazywają „katastrofalny”. Czy podpisze? Oczywiście, że tak.
Flavia de Luce
[1]
Wojciech Sumliński, Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego, Warszawa 2015, s. 153.
[5]
[5]


