poniedziałek, 17 września 2012

Lenin na sprzączki czyli student Andrzej G.

Wydarzenia w kraju i na świecie napawają mnie coraz większym niesmakiem. Więc po raz kolejny sięgnąłem do pamięci i przypomniałem sobie postać studenta Andrzeja G który zdobywał wiedzę na naszym wydziale w drugiej połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Jego średnia ocen minimalnie przekraczała 3.0 a jako inżynier też nie przeszedł do historii polskiej techniki. Za to pod względem zaradności życiowej w warunkach komuny budził powszechny szacunek.
W jego czasach studenckich nasz wydział nawiązał współpracę z jedną z moskiewskich uczelni technicznych, przejawiającą się w wakacyjnej wymianie studentów. Polegało to na tym że do Polski przyjeżdżała i nasz kraj zwiedzała ekipa około dwudziestu studentów radzieckich i ze dwie osoby z kadry owej uczelni. Zaś tak samo liczna grupa naszych odbywała wycieczkę do Moskwy, na ogół z krótkim postojem w Kijowie. Impreza ta zaliczała praktyki zawodowe mimo iż z takowymi jako żywo nie miała niczego wspólnego.
Podczas pobytu w Moskwie nasza ekipa była zawsze zakwaterowana w jednym z tamtejszych akademików. Miejsce takie nie było przyjemne z wielu względów. Pomijając fakt obecności karaluchów, pluskiew i gryzoni (ówczesny dowcip mówił że gdyby owady świeciły to radziecki akademik wyglądałby jak kasyno w Las Vegas) umycie się czy wykonanie pewnych prozaicznych acz koniecznych czynności fizjologicznych stanowiło wielki problem jako że z tamtejszych toalet bez kłopotów mogłyby korzystać chyba tylko nietoperze. Ale pan Andrzej znalazł na to sposób.
Następnego dnia po rozlokowaniu się w owym akademiku nakazał reszcie ekipy pójść z nim zabierając ze sobą ręcznik i mydło. Komunikacją miejską dotarli do Kremla i podążając za swoim przewodnikiem udali się przed mieszczący się tam teatr. Przed wejściem kręciła się tak ze setka tubylców, niektórzy trzymali na pole marynarki lub kołnierzu swetra jeden lub dwa palce. Szef ekspedycji wyjaśnił że ci ludzie to robotnicy moskiewskich fabryk którzy zostali uszczęśliwieni bezpłatnymi biletami do tego teatru na jakieś beznadziejne propagandowe komunistyczne barachło grane tam od lat. I przychodzą w nadziei że może jakiś jeleń kupi od nich za rubla bilet. Ci którym się to udało pokazują to używając jednego palca. Dwaj „jednopalczaści” tworzą spółkę akcyjną z kapitałem zakładowym dwóch rubli co demonstrują za pomocą dwóch palców. Gdy dokooptuje do nich trzeci, jest już kworum więc idą kupić pół litra najtańszej czyściochy która kosztuje właśnie trzy ruble bez kilku kopiejek. Wypijają to byle gdzie i się rozchodzą.
Student G nakazał wszystkim nabyć bilety i wprowadził cała grupę do teatru. Po sprawdzeniu biletów zdecydowanym krokiem przeszedł obok wejścia na widownię prowadząc ekspedycję do toalety. A w niej było czyściutko jak na sali operacyjnej, trony zaopatrzone w marmurowe siedzenia, papier toaletowy nie o konsystencji ściernego lecz importowany z Finlandii, krany złocone, w powietrzu rozpylone sosnowe pachnidło. Pan Andrzej zawołał „pisuardessę”, wręczył jej kilka rubli a ta otworzyła drzwi za którymi mieścił się czysto utrzymany prysznic.

Po dokonaniu nie tylko ablucji towarzystwo na komendę wodza udało się do bufetu. A tam za jakieś śmiesznie małe pieniądze (bufet tak jak i cały teatr był oczywiście potężnie dotowany) zamówił dla wszystkich bułeczki, masełko, wędzonego jesiotra i jarzębiaczek a jako danie główne doskonałe szaszłyki i dobre wino mołdawskie. Na deser były lody, kawa i przyzwoita armeńska brandy.
Od tej pory nasi studenci co wieczór udawali się do tego teatru aby zjeść dobrą kolację, umyć się i zamknąć obieg materii w procesie metabolizmu. Zaś odkrywca tego sposobu postępowania zasłużył na miano mistrza socjalistycznego survivalu.
Uczestnicy tejże wycieczki wspominali również drugi wyczyn studenta Andrzeja G.
Przed wyjazdem poprosił on kolegów o wzięcie do plecaków jego rzeczy osobistych . A do stelaża swojego przytroczył on świeżo zakupione popiersie Lenina które z widocznym wysiłkiem dodźwigał do pociągu. Na granicy celnik zajrzał do środka odlewu ale ponieważ niczego tam nie znalazł, z wielkim szacunkiem oddał sprawdzany paszport i wychodząc z przedziału zasalutował. Gdy pociąg minął już polską granicę opiekun wycieczki nie wytrzymał i spytał:
- Panie Andrzeju, po jakie licho panu ten Lenin?
Zapytany spojrzał z politowaniem i odpowiedział:
- Panie doktorze. Mój teść ma warsztat produkujący sprzączki do damskich torebek i pasków. Wie pan chyba że polski rzemieślnik nie ma szans na zakup metali kolorowych o ile nie da urzędasowi gigantycznej łapówki. Taka sprzączka waży przeciętnie jakieś trzy gramy a ten Lenin to około czterdziestu pięciu kilogramów wspaniałego brązu. Czyli wyjdzie z niego mniej więcej piętnaście tysięcy sprzączek. Teść na pewno mnie ozłoci.
Jak się okazuje, w tak zwanym „realnym socjalizmie” nawet posążek Lenina mógł się do czegoś przydać.

Stary Niedźwiedź

19 komentarzy:

  1. Szanowny Niedźwiedziu. Aż się dziwię, że nikt nie pokusił się dotychczas o napisanie książki o tego typu i wielu podobnych przypadkach ludzkiej zaradności w czasach ciemnego komunizmu.
    Było tego oj, było. U nas w bloku facet prenumerował "Prawdę". To kosztowało grosze. Ruska "Prawda" była roniona z cieniutkiego, miękkiego papieu. Facet po prostu miął te gazety, ciął na pasy i miał... elegancki papier toaletowy, co jak wiesz w komunistycznym raju było niesamowitym rarytasem, gdy komuś udało się przecież zdobyć kilka rolek gdzieś na mieście, szedł ulicą jak bohater obwieszony niczym triumfator Wiścigu Pokoju. Tyle że wzbudzając wiekszą zazdrość gawiedzi niż zwycięski kolarz...
    Ponoć autentyczny był fakt importowania przez jakiegoś właściciela strzelnicy portretów Breżniewa. Facet tylko dorysowywał na eleganckiej , kolorowej fotce celownik i miał piekną tarczę strzelniczą i nieprzebrane tłumy chętnych skorzystania ze strzału do takiego celu.
    O sztuczkach z indywidualną wymianą handlową w demoludach, sam mógłbym książkę napisac...
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Niedzisiejszś
      Pisząc o tym dorysowywaniu przypomniałeś mi niepiękny ale śmieszny numer. Jakiś cwaniaczek skupował po księgarniach portrety Marksa, domalowywał aureolę i sprzedawał po odpustowych bazarach jako świętego Józefa. Wydało się na jakimś odpuście bo zakonnik spojrzał na te portrety, powiedział o tym ludziom a ci nakopali oszustowi do dupy.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Z tym Leninem było jak w tym starym dowcipie o Żydzie emigrującym do Izraela z gigantycznym portretem wodza rewolucji.
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Refaelu
      Istotnie idea jest właściwie taka sama. Tyle tylko że pomysł iż po przetopieniu z Lenina nareszcie będzie jakaś korzyść mniej się rzuca w oczy.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  3. oj polubię ten blog...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Anonimowy
      Miło mi będzie Cię gościć. Mam tylko prośbę abyś ewentualne kolejne komentarze podpisywał jakimś nickiem.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  4. Zaradny chłopak z tego Andrzeja, nie ma co.Ciekawe jak można sobie dzisiaj poradzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodna Erinti
      Nic mi nie wiadomo o dalszych losach pana Andrzeja G. Ale sądzę że i w dzisiejszej Tusklandii potrafi sobie poradzić i zarobić na chleb (zapewne nieźle obłożony) dla siebie i rodziny. Po takim treningu jak życie w PRL pewne rzeczy chyba umie robić instynktownie.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  5. Wszelkie znaki na niebie i na ziemi wskazuja na to, ze wkrotce Rosjanie rzuca nam sie znowu po bratersku, w odruchu wiecznej przyjazni w objecia, a pan p(rezydent) Komoro(ws(k)i) bardzo sie przyda do wymiany pocalunkow metoda "w usta na wprost" z kremlowskim carem. MOze znowu bedziemy jezdzic na wycieczki do Rosji, aby przywozic stamtad POpiersia i przetapiac je na sprzaczki? Tylko, co w takiej sytuacji zrobi wlasciciel Strefy Zdekomunizowanej? Postawi w parku pomnik Putina? Pozdrawiam Arianka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodna Arianko
      Za czasami w których miały miejsce opisane zdarzenia na pewno nie tęsknię. Przypomniałem je jako element groteskowo - humorystyczny i jednocześnie aby opisać jedyny znany mi przypadek iż popiersie Lenina ktos zagospodarował w sposób pożyteczny dla ogółu.
      Nie wiem czy w Rosji bałwochwalstwo osiągnęło już dawny poziom i figurki Putina są sprzedawane. Ale jeśli tak jest, warto przypomnieć dowcip o góralu z Poronina który wiózł do Polski kilkaset małych gipsowych popiersi wodza rewolucji. Gdyż był właścicielem strzelnicy.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  6. Czcigodny Stary Niedźwiedziu,
    Tak ciekawie opisałeś epizody życia w ZSRR, że młody czytelnik może zacząć tęsknić za komunizmem. A te tysiące sprzączek zmienią się w tysiące małych, krwiożerczych Leninków...
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Dibeliusie
      O głupocie młodego pokolenia głosującego na POpaprańców (na zasadzie że Donek jest zajefajny bo przecież sam powiedział że jest zajefajny) mam wyrobione zdanie. Ale mimo wszystko chyba nie są aż takimi kretynami aby tęsknic za reglamentacją towarów i papierem toaletowym raniącym tyłek podczas użycia. A jeśli się mylę to pozostało mi się cieszyć że już nie za wiele piasku pozostało mi w klepsydrze.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  7. Drogi Niedźwiedziu,

    to autentyczna historia, która wydarzyła się w czasach komuny, kiedy targi książki w Warszawie odbywały się jeszcze pod PKiN. W drugiej klasie podstawówki nauczycielka na lekcji polskiego ogłosiła, że te dzieci, które przyniosą z targów książkę z autografem autora dostaną piątki. No, ale jeden z uczniów, który na targach nie był, a chciał piątkę mieć, niewiele myśląc zgarnął z półki swojego ojca pierwszą z brzegu książkę i sam wpisał w niej dedykację od autora. Kiedy nauczycielka w szkole otworzyła to dzieło, na stronie tytułowej stało jak byk: "Kochanemu Wieśkowi Lenin".

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Rzepko
      Jak mawiają darzeni przeze mnie dużym szacunkiem Czesi, to je viborne!!! Pozwolę sobie rozpropagować wśród znajomych z podaniem źródła.
      Czy nauczycielka była obdarzona poczuciem humoru? Bo ja na jej miejscu uśmiałbym się do łez.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Reakcji nauczycielki, Niedźwiedziu, niestety nie znam, rzecz wydarzyła się w klasie mojego dawnego kolegi, który opowiedział mi tę historię. Przy okazji małe sprostowanie: oczywiście "targi książki", to nazwa współczesna - kiedyś podobna impreza nazywała się kiermasz książki.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  8. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

    Zabawna historia. Uśmiałam się jak internetowa norka.
    A ten Andrzej to prawdziwy "gieniusz".

    Zamiast komentarza przypomnę piosenkę, którą śpiewaliśmy w czasach studenckich:
    Gdy wracaliśmy z Moskwy wieźliśmy trofeum:
    Ucho Lenina oberznięte w mauzoleum.
    A ty maszeruj, maszeruj głośno krzycz, Niech żyje nam Wołodia Ilicz.

    Dziś w telewizji nie wystąpi zespół Novi,
    Bo cały program poświęcony Leniowi. Ref...

    Dziś w telewizji nie wystąpi striptiz szwedzki,
    Bo spiker Suzin ciągle śpiewa hymn radziecki. Ref…

    Dziś w Poroninie rosną jeszcze takie drzewa,
    Pod które Lenin kiedyś chodził się odlewać. Ref …

    Dziś jeszcze w Poroninie żyje pewien baca
    Co Leninowi zsiadłym mlekiem leczył kaca, Ref...

    Dziś w Poroninie jeszcze stoi ten piaskowiec,
    Z którego Lenin obserwował stado owiec. Ref…

    A kiedy ty przekroczysz mauzoleum progi,
    To wstrzymaj oddech, bo tam leżą Wodza nogi. Ref…

    Kiedy do łóżka wpycha tobie się dziewczyna
    Wykopsaj ją i weź za dzieła się Lenina. Ref…

    Gdy przyjaciela żonę chętnie byś wy....
    To nic się nie bój - Lenin też sie nigdy nie bał. Ref...

    Gdy ci się rano nie chce podnieść z łóżka dupska,
    Przypomnij sobie jak walczyła Nadia Krupska. Ref…

    W Poroninie obok pomnika Ilicza,
    Wkrótce ma stanąć tam pomnik Mickiewicza. Ref …

    Z tej zwrotki morał taki jest dla ciebie,
    Że twórcy dziadów stać powinni obok siebie. Ref …

    Każdego ranka, gdy oglądasz ten świat świński
    wspomnij jak w dupę dawał nam Feliks Dzierżyński. Ref…

    Gdy siedzę sobie rano w toalecie, Portret Lenina uśmiecha się w gazecie,
    A ty pocieraj, pocieraj głośno krzycz, Niech żyje nam Wołodia Ilicz.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodna Pelargonio
      Dziękuję za znacznie obszerniejszą wersję pieśni o Leninie niż ta która na [pczątku lat siedemdziesiątych krążyła po warszawskiej polibudzie. W roku 1977 kiedy przypadła okrągła sześćdziesiąta rocznica tej rewolucji, jej obchody w mediach nawet w Polsce przekraczały wszelkie granice bałwochwalstwa. Wtedy nasi studenci dorobili zwrotkę:

      Dziś w całej Moskwie wszędzie biało od polucji
      Na sama myśl o wielkim wodzu rewolucji. Ref.

      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  9. Szanowny Stary Niedźwiedziu, Lenin w tym kraju jest wiecznie żywy i to nie tylko za sprawą duchowych spadkobierców - PO, SLD, Żydowska Gazeta dla Polaków, TVN itd. W Chojnicach nadal stoi w centrum miasta pomnik z radziecką gwiazdą - symbolem w Polsce zakazanym a dwóch młodych ludzi, którzy próbowali to gówno odpiłować natychmiast zatrzymała policja. Pozdrawiam Tie Fighter.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Tie Fighterze
      Niestety Chojnice nie są wyjątkiem. W mazurskim miasteczku powiatowym jest jeszcze ulica nosząca imię młodocianego bandyty Janka Krasickiego a w siedzibie "mojej" gminy ulica "1 maja" (taki napis widnieje na tabliczkach z numerami domów).
      Jak ktoś słusznie zauważył, afektowana dziumdzia która w telewizji powiedziała że w Polsce 4 czerwca 1989 upadł komunizm zapomniała dodać że na cztery łapy.
      Pozdrawiam melancholijnie.

      Usuń