wtorek, 23 sierpnia 2016

Dupa a nie ajatollah!

Zacząć muszę od przeproszenia Szanownych Czytelników za aż tak długie milczenie. Firma Orange "nieustannie podnosi jakość świadczonych usług", co po przetłumaczeniu z korpobełkotu na język polski w moim przypadku oznacza, iż w mojej letniej mazurskiej siedzibie antena pokojowa do internetowego modemu przestała wystarczać. Jeszcze w zeszłym roku zapewniała zasięg przez prawie całą dobę. A w tym miałem łączność sporadycznie przez dwie - trzy minuty. Co umożliwiało jedynie pospieszny odbiór lub wysłanie  maili (czytanych lub pisanych w trybie "off line") lub wstawienie krótkiego komentarza na zaprzyjaźnionych blogach. Dopiero antena "dachowa" prawie przywróciła status ubiegłoroczny i umożliwiła wyedytowanie i wstawienie  tego postu.
Instytucja zwana Trybunałem Konstytucyjnym, (często używam zasłyszanej u moich studentów nazwy Trybunalska Konstytutka) po raz pierwszy utkwiła mi w pamięci gdy w roku 2007, działając pod przewodnictwem magistra Stępnia (nie chce mi się nawet sprawdzać  w wiki, jak łachmyta ma na imię), uznała za niekonstytucyjną ustawę o lustracji zawodów zaufania publicznego. W uzasadnieniu podając, że rzekomo koliduje ona z zawartym w konstytucji stwierdzeniem iż RP jest demokratycznym państwem prawa. Tłumaczenie to wyszło na pierwsze miejsce mojej listy absurdów, detronizując złotą myśl syna koleżanki. Który w wieku czterech lat, będąc strasznym niejadkiem, powiedział mamie że nie może zjeść śniadania, bo chmury zbyt szybko płyną po niebie.
Podczas dwóch kadencji (nie)rządu, na czele którego stał Chyży Rój, a po jego ucieczce do Brukseli lotny niczym osm (w porównaniu z tym metalem ołów jest lekki jak piórko) konował z Chlewisk, za niekonstytucyjne trybunał uznał  prawie pięćdziesiąt klepniętych przez parlament pomysłów spółki z nieograniczonym kurewstwem Przestępczość Organizowana & Zielona Agencja Towarzyska. Jakoś wtedy nie słychać było kwiku oburzenia w merdiach szwabskich, WSIowych, czy tych z Oszczerskiej. I żaden alimenciarski kiep nie próbował drzeć gęby, iż w Polsce demokracja jest zagrożona. W mojej pamięci szczególnie zapadł wyrok w sprawie przeniesienia z OFE do ZUS około stu pięćdziesięciu miliardów oszczędności rodaków. O pierwszej z wymienionych instytucji mam nie lepsze zdanie jak o drugiej, tym nie mniej takie dysponowanie cudzymi pieniędzmi spowodowało mały cud. Bowiem kilka znanych mi osób przestało wtedy popierać gang PO. Nawiasem mówiąc, niedawno wyszło na jaw, że podczas tych przenosin kilka miliardów gdzieś się po drodze zgubiło. Były, ale się zmyły, jak powiedział Nikodem Dyzma, ojciec duchowy ryżego kundla. A niedawno wyszło na jaw, że już wtedy kierujący tym ansztaltem Rzepliński (ksywa „Sędzia”) przed uznaniem, że takie dysponowanie cudzymi pieniędzmi jest gites tenteges, napisał list do płemieła z zapytaniem, czy ewentualne uznanie tej grandy za niekonstytucyjną sprawiłoby rządowi duży problem. Gdy spytałem zaprzyjaźnionego prawnika średniego szczebla, co należałoby zrobić z sędzią, który poza salą sądową prowadzi taki dialog z  jedną ze stron postępowania, tylko się uśmiechnął. I powiedział, że w cywilizowanym kraju (te dwa słowa wymówił bardzo dobitnie) konsekwencją byłaby dyscyplinarka i praktycznie pewne wywalenie z grona sędziów na zbitą mordę.
Po raz drugi nazwisko „Sędziego” zapisało się w mojej pamięci, gdy wraz z kamratem POmagał sklecić będącemu na wylocie gangowi ustawę, rzekomo umożliwiającą temuż gangowi wybór nowych sędziów Trybunalskiej Konstytutki w miejsce tych, których kadencja zakończy się już po wyborach parlamentarnych, a więc czynność ta należała do sejmu następnej kadencji. Bowiem ktoś z „lalkarzy” poruszających kukiełkami POkroju konowała czy Grzecha Skatiny wpadł na pomysł, by odwrócić łatwy do przewidzenia wynik wyborów za pomocą przewalanki „na ajatollaha”. Widocznie przypomniał sobie, że w Iranie  niby są jakieś wybory, jakiś parlament, jakiś rząd i nawet jakiś prezydent. Ale tak naprawdę to mają oni g**no do gadania, bowiem KAŻDĄ ich decyzję naczelny ajatollah Iranu może uznać za niezgodną z dziełem pustynnego pedofila, co automatycznie ją  anuluje. Cała różnica polegałaby na tym, że irański ajatollah jest naprawdę władcą absolutnym, zaś jego polska podróba wiedziałaby, skąd jej nogi wyrastają i komu winna jest psie posłuszeństwo.
Po wyborach zaczęło się oczywiste dla ludzi myślących (pisaliśmy o tym na Antysocjalu w zeszłym roku tuż po ogłoszeniu wyników wyborów, zanim ta wojna się zaczęła) przeciąganie liny.
Pan prezydent Duda oczywiście nie przyjął przysięgi od „parszywej szóstki”
Nowy sejm, najsłuszniej w świecie, uznał tę suflowaną przez „Sędziego” ustawę za kupę bredni, ze zdecydowaną przewagą kupy, więc anulował ją. I siłą rzeczy uznał całą szóstkę sędziów z wyboru PO za „.niekoszerną”. W tym momencie TK, w myśl konstytucji złożony z 15 sędziów, liczył tylko tuzin cyngli PO, bo trójce z nich kadencja skończyła się jeszcze przed wyborami parlamentarnymi.
Następnie sejm wybrał trzech sędziów PiS, których wyboru ajatollah w swoim przekonaniu częściowo nie uznał. Częściowo, bowiem sędziom tym są wypłacane pensje, tym nie mniej nie wykonują oni swojego zawodu, bo przez „Sędziego” nie są dopuszczani do orzekania. De facto TK składał się nadal z dwunastki ludzi PO.
Gdy ze składu ubyła kończąca kadencję kolejna trójka cyngli PO (to im chciano wyznaczyć następców ze skandalicznym naruszeniem prawa), sejm wybrał kolejna trójkę ludzi PiS. Ajatollah łaskawie zaczął włączać ich do grona orzekających w sprawach, tak więc TK składał się już z 9 ludzi PO, 3 „aktywnych” i 3 „pasywnych” ludzi PiS. 

Sejm uchwalił nowelę ustawy o TK. Jej główym punktem był wymóg, aby o najważniejszych sprawach TK rozstrzygał w składzie co najmniej 13 sędziów a wyroki zapadały większością co najmniej 2/3 głosów. 2/3 z 13 to 8 i nieskończona liczba szóstek po znaku dziesiętnym, czyli 9 głosów. Prezio miał w TK łącznie ze sobą nadal 9 pewnych cyngli, ale honorując tę ustawę, musiałby „odmrozić” pasywnych sędziów PiS, bo tuzin by nie wystarczył. Ale arogant wykazał się elementarnym brakiem pragmatyzmu i uznał tę nowelę za niekonstytucyjną w składzie jedynie dwunastoosobowym, oczywiście stosunkiem głosów 9:3. Wobec zasady domniemania konstytucyjności każdej ustawy, posiedzenie to nie spełniało wymogów formalnych, więc pani premier Szydło odmówiła opublikowania wyroku w Dzienniku Ustaw co jest niezbędne do nabrania przez każde orzeczenie TK mocy prawnej. Ajatollah cos bełkotał o tym że wyrok ten rzekomo bazuje bezpośrednio na konstytucji, co jest ewidentnym kłamstwem, bo takowa nic nie mówi o tym, ilu sędziów musi liczyć skład orzekający ani o większości, jaka zapadają wyroki. Zatem TK mógłby nadal pluć sejmowi i rządowi do talerza, gdyby arogancki buc dopuścił do orzekania „grudniową” trójkę ludzi PiS. Ten kto tę nowelę wymyślił, bezbłędnie postawił na butę ajatollaha, który definitywnie sprzeniewierzył się swojej funkcji, biegając z gębą po wszystkich wrogich PiS merdiach.
W marcu do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez „Sędziego”, polegającego na nadużyciu władzy i niedopuszczeniu do wykonywania swych obowiązków służbowych przez sędziów „grudniowych”.

http://wpolityce.pl/polityka/305135-prokuratura-w-katowicach-wszczela-sledztwo-ws-niedopelnienia-obowiazkow-przez-andrzeja-rzeplinskiego?strona=1

Autorem tego doniesienia jest jeden z liderów narodowców, pan Marian Kowalski, a nie pan profesor Mariusz Muszyński, jeden z tej „zamrożonej” trójki, jak łżą Oszczerska i spółka.

http://wpolityce.pl/polityka/305147-tylko-u-nas-sedzia-tk-mariusz-muszynski-nie-skladal-zawiadomienia-o-popelnieniu-przestepstwa-przez-prezesa-tk-andrzeja-rzeplinskiego

W lipcu sejm tuż przed przerwą wakacyjną uchwalił kolejną ustawę w sprawie TK. Ten ostatni w wielkim pospiechu (aby zdążyć przed jej wejściem w życie) niektóre jej elementy uznał za niekonstytucyjne. Ale pośpiech jest dobry przy łapaniu pcheł. Wspomniany już pan profesor Muszyński twierdzi, że to orzeczenie z 11 sierpnia uniemożliwia jego opublikowanie w Dzienniku Ustaw. Zatem ajatollah tak nieszczęśliwie nadepnął na grabie, że stylisko zdzieliło go w łeb.

http://wpolityce.pl/polityka/304966-ujawniamy-to-prezes-rzeplinski-i-sedziowie-tk-uniemozliwiaja-publikacje-orzeczen-z-9-marca-i-11-sierpnia-2016-r?strona=1

W linkowanym artykule podano treść listu, wysłanego przez profesora do „Sędziego” oraz pani premier Szydło. Osobie nie będącej prawnikiem trudno odnieść się do jego treści, w której pojawia się mrowie numerów artykułów, paragrafów i ustępów. Ale jeśli jest to prawda, to działalność obecnego TK trzeba uznać za jeden wielki ustęp. Zaś wiedzą prawnicza jej szefa warta jest matury niejakiego Swetru.
Dupa wołowa, a nie ajatollah!

Stary Niedźwiedź

13 komentarzy:

  1. Szanowna Redakcjo, a moze by tak ''wzorem Erdogana'' zaczac ''zwalczac pucz'' i ''walczyc o demokracje''.Skoro Schetynu z Rumunem oglosili ze beda ''opozycja totalna'' to w imie ''walki o demokracje'' najlepszym rozwiazaniem byloby ich wszystkich (metodami Erdogana juz w EU w 1001 % uznanymi za ''demokratyczne) pozamykac w ciupie ?

    wesol dzien
    PiotrROI

    PS.Ostani jestem w obronie francuskiego monopolisty na polskim rynku ale tym razem nie bez znaczenia moze byc fakt ze wojskowe urzadzenia niezwyciezonej armii sowieckiej w Inflantach pracuja na czestotliwosciach pomiedzy 900MHz a 1800MHz. Napisalem ''pomiedzy'' gdyz czy to celowo czy to przypadkiem tak jakos dziwnie sie ''rozjezdzaja'' ze uzytkownicy telefonii GSM w miejscowosciach przygranicznych tego ''lotniskowca'' od miesiecy nie moga korzystac ze swoich telefonow.''Polskich'' operatorow obowiazuja tu scisle normy co do ''mocy przekaznikow'' zas ruskich wojskowych nie obowiazuje nic wiec wystarczy 'podkrecic moc'' i mozna przy granicy ''wur..ac polaczkow''. Wyjsciem byloby przejscie na wyzsze czestotliwosci (np. powyzej 5GHz) na tych obszarach ''przygranicznych'' ale to z uwagi na mala ilosc klientow i droga technologie najzwyczajniej sie nie oplaca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Piotrze
      Wariant bardziej "lajtowy" przerobił Napoleon Bonaparte. Gdy w Paryżu zebrała się tzw. Rada Pięciuset by usunąć go ze stanowiska pierwszego konsula, przyszły cesarz wysłał do siedziby tej rady batalion grenadierów. Wtedy wojsko miało zwyczaj maszerować z przytupem, więc zatroskani "ojcowie ojczyzny" usłyszeli z daleka, co się święci. A na widok grenadierów zaczęli wyskakiwać z okien i zmykać jak zające. Niektórzy skaczący z pierwszego piętra połamali kopyta.
      A gdyby to nie pomogło, pozostaje wariant Erdogana. Czyli wygłoszenie formuły "Niniejszym zamykam posiedzenie trybunału oraz sędziów".
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

    Jak sam piszesz, to wszystko nie ma nic wspólnego z prawem. Dobrze nazywasz sędziów tak zwanego TK ludźmi PiS i ludźmi PO. Bo to de facto taki dodatkowy senat, który niczego do konstytucji nie porównuje, a jedynie orzeka w zależności od siły, która aktualnie w owym "senacie" ma większość.
    Nie mam złudzeń, że jak już większość będzie tam miał PiS, będzie miał taki sam stosunek do prawa, jak teraz ma PO. Dla mnie jest to taka gra, w której generalnie nie ma reguł i mało kto stara się zachować pozory.
    Przy tej okazji odniosę się do jednej sprawy, w której wg mnie (gdybyśmy chcieli jakiekolwiek pozory reguł zachować) rację ma akurat prezio "Sędzia". Poniżej kawałek Twojego wpisu:
    "Sejm uchwalił nowelę ustawy o TK. Jej głównym punktem był wymóg, aby o najważniejszych sprawach TK rozstrzygał w składzie co najmniej 13 sędziów a wyroki zapadały większością co najmniej 2/3 głosów. 2/3 z 13 to 8 i nieskończona liczba szóstek po znaku dziesiętnym, czyli 9 głosów. Prezio miał w TK łącznie ze sobą nadal 9 pewnych cyngli, ale honorując tę ustawę, musiałby „odmrozić” pasywnych sędziów PiS, bo tuzin by nie wystarczył. Ale arogant wykazał się elementarnym brakiem pragmatyzmu i uznał tę nowelę za niekonstytucyjną w składzie jedynie dwunastoosobowym, oczywiście stosunkiem głosów 9:3. Wobec zasady domniemania konstytucyjności każdej ustawy, posiedzenie to nie spełniało wymogów formalnych, więc pani premier Szydło odmówiła opublikowania go w Dzienniku Ustaw co jest niezbędne do nabrania przez każde orzeczenie TK mocy prawnej."
    Jak pisałem powyżej, w tej grze pozorów, tu bym się opowiedział wyjątkowo za preziem. Gdyż chronologicznie TK działa według ustawy nr 1. Sejm mu przegłosowuje ustawę o TK nr 2. Ustawa ta trafia do TK, by sprawdzić, czy jest zgodna z konstytucją. I w tym przypadku TK musi obradować nad ustawą nr 2 w składzie opisanym w ustawie nr 1. Bo wyobraźmy sobie hipotetycznie, co by się działo, gdyby TK nad konstytucyjnością ustawy nr 2 obradował w składzie opisanym w ustawie nr 2 i akurat tak by się złożyło, iż uznałby tę ustawę nr 2 za niekonstytucyjną? Wówczas także musielibyśmy się przyczepić do takiego orzeczenia, gdyż TK orzekałby o niekonstytucyjności w owym niekonstytucyjnym składzie. Zatem w takim przypadku obradowania nad konstytucyjnością ustawy nr 2, moim zdaniem powinien orzekać w składzie opisanym w jak najbardziej konstytucyjnej ustawie nr 1.
    Co prawda, absolutnie nie mam prawniczego wykształcenia, ale za moim powyższym rozważaniem przemawia chyba zwykła logika?
    A tak w ogóle, to na pohybel im wszystkim psim krwiom z POPiSu!

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Jarku
      Z punktu widzenia logiki Twój punkt widzenia wygląda dobrze. Ale w wielu przypadkach tam gdzie zaczyna się prawo, że nie wspomnę o współczesnym euro lewie, logika się kończy. Być może można nią było posługiwać się w Rzymie za tak zwanej republiki (czyli rządów oligarchii). Ale już za cesarstwa miałeś procesy o obrazę majestatu, czyli komunizm i nazizm nie wymyśliły niczego nowego.
      W tym TK siedzą po prostu ordynarni szalikowcy, gotowi domagać się "wapna" za lekki faul na "ichnim" zawodniku dziesięć metrów przed linia pola karnego, lub kwestionujący to "wapno", gdy "ich" obrońca złapał piłkę oburącz na własnym polu bramkowym. Zatem pozostało rozgonić tę arcydrogą w utrzymaniu bandę kiboli, pochodzących z wyborów pośrednich i będących świnią podłożoną przez poprzedni parlament kolejnemu.
      A skoro o kibolach mowa, każdy rasowy szalikowiec opisałby zwięźle obecną sytuację słowami "j***ć TK", oraz "sędzia ch**".
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

      Niestety, lecz nie mogę się z Tobą zgodzić w ocenie Republiki Rzymskiej.

      Arystoteles i Polibiusz podzielili rządy w sposób następujący:

      1. Monarchia
      2. Rządy arystokracji
      3. Władza ludu

      A także opisali ich zdegenerowane formy:

      1. Tyranię
      2. Oligarchię
      3. Anarchię

      Republika była natomiast ustrojem w opinii wielu idealnym, ponieważ łączyła w sobie cechy wszystkich niezdegenerowanych form rządów. Jest zatem ustrojem samym w sobie i nie mającym nic wspólnego z demokracją, jak się dziś błędnie przyjęło uważać.

      Likurg nadał Sparcie prawa, których surowo przestrzegano i tylko dzięki jego podziałowi władzy, Sparta przetrwała aż osiemset lat. Była zamknięta dla przybyszów i równo dysponowała między swych obywateli jeno ubóstwo, lecz istniała przez większość czasu bez wewnętrznych napięć i stanowiła regionalną potęgę, z którą każdy musiał się liczyć.

      Solon był prawodawcą Aten i zaprowadził w nich demokrację, co skończyło się jeszcze za jego życia przejęciem władzy przez tyrana Pizystratesa. Co prawda Ateny wróciły potem do ustroju Solona, ale przetrwały jeno sto lat.

      Na tym tle wybija się pozytywnie Republika Rzymska. Nie miała ona jednego genialnego prawodawcy jak Likurg, zatem nie była z początku idealna. Tak wielkie osoby jak Romulus zakładały, że Rzym będzie monarchią i z to ta myśl kierowała nimi, gdy tworzyli prawo rzymskie. Nie mogli jednak przewidzieć, że ich miasto stanie się miastem całkowicie wolnym, a urząd króla zostanie zastąpiony przez dwóch wybieranych co rok konsulów.

      Usuń
    3. W związku z tym Rzym musiał przejść długą drogę ewolucji, by stać się prawdziwą Republiką. Władza należała do konsulów (możnych) i Senatu (arystokracji), lecz dopuszczono do niej także lud i tak też powstał urząd trybuna ludowego.

      Republika Rzymska była silna właśnie dzięki temu utrwalanemu powoli porządkowi. Nikt nie mógł w niej zdobyć pełni władzy, gdyż równoważyła ją inna siła. Możni nigdy nie odebrali wolności ludowi, a lud nie pozbawił części władzy możnych.

      Wiele osób twierdzi, że spory między plebsem, a Senatem, były słabością Republiki. Było wręcz odwrotnie - to one ją umocniły. Ponieważ ze sporów tych dwóch sił powstawały prawa chroniące wolność i jeszcze bardziej wyrównujące podział władzy. Nastąpił więc pat, a wszystkie wynikłe z tego powodu spory, należy postrzegać przez ich zbawienne dla Republiki skutki.

      Jak napisał Machiavelli studiując pisma Liwiusza: ,,Żądania ludu wolnego rzadko kiedy okazują się szkodliwe dla jego wolności''.

      Choć Senat rościł sobie różne prawa i zyskiwał przywileje, był równoważony przez władzę urzędników i trybunów ludowych. Nie od samego początku, lecz przez większość czasu trwania Republiki Rzymskiej. Zdają się o tym nie wspominać nasze ,,podręczniki do historii''.

      Nie można zatem nazwać jej oligarchią, gdyż obywatele zyskiwali nawet prawo do oskarżania władzy. Zważ na to szczególnie: każdy mógł oskarżyć każdego, przy czym oskarżenie nie podparte dowodami było uznawane za oszczerstwo, a oszczerców karano.

      Można było zatem po wielokroć uchronić Rzym tylko dzięki roztropności mówców i trybunów, którzy nie dopuszczali do publicznych linczów, lecz twardo i sprawiedliwie egzekwowali prawo. Nawet jeśli wiązało się to z oskarżeniem o coś Senatora.

      Czy można dziś oskarżyć posła, senatora, premiera, sędziego?

      Oligarchia zakłada, że pełnia władzy znajduje się w rękach małej grupy arystokracji czy elity, tak jednak nigdy nie było w Republice Rzymskiej. Nawet w czasach królewskich i przedrepublikańskich, gdyż wtedy Senat kontrolowali elekcyjni urzędnicy.

      Wychodzi więc na to, że większość tych ,,podręczników od historii'' można wyrzucić na śmietnik... historii.

      Co równie ważne, Republika przetrwała pół tysiąca lat nie tylko dzięki wspaniałemu prawu i podziałowi władzy, a także dzięki ogromnej pobożności ludu.

      Liwiusz napisał: ,,Nondum haec, quae nunc tenet saeculum, negligentia Deum venerat, nec interpretando sibi quisque ius iurandum et leges apta facebat''. Tłumaczenie: ,,Nie lekceważono wtedy jeszcze bogów, jak dzieje się to dzisiaj, ani też nikt nie sądził na własny sposób zobowiązań wynikających z przysiąg i praw''.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    4. Witam ponownie.
      Odpowiedź na problem..... :
      " jak pisałem powyżej, w tej grze pozorów, tu bym się opowiedział wyjątkowo za preziem. Gdyż chronologicznie TK działa według ustawy nr 1. Sejm mu przegłosowuje ustawę o TK nr 2. Ustawa ta trafia do TK, by sprawdzić, czy jest zgodna z konstytucją. I w tym przypadku TK musi obradować nad ustawą nr 2 w składzie opisanym w ustawie nr 1. Bo wyobraźmy sobie hipotetycznie, co by się działo, gdyby TK nad konstytucyjnością ustawy nr 2 obradował w składzie opisanym w ustawie nr 2 i akurat tak by się złożyło, iż uznałby tę ustawę nr 2 za niekonstytucyjną? Wówczas także musielibyśmy się przyczepić do takiego orzeczenia, gdyż TK orzekałby o niekonstytucyjności w owym niekonstytucyjnym składzie. Zatem w takim przypadku obradowania nad konstytucyjnością ustawy nr 2, moim zdaniem powinien orzekać w składzie opisanym w jak najbardziej konstytucyjnej ustawie nr 1."

      ....Jest akurat prosta. TK Mógłby obradować wg ustawy nr2 i uznać ją jako niekonstytucyjną. I wprowadzić przepis przejściowy, że jej niekonstytucyjność istnieje od środy (obradowaliśmy we wtorek) - takie "vacatio legis" dla orzeczenia.

      Jest ono często praktykowane przez TK.
      Czyli istnieje dość prosty,(i co ważne już obecny w ustawodawstwie) choć znów wątpliwy sposób, który do tej pory był stosowany, aby budżet Państwa nie był narażony na odszkodowania powstałe wskutek złych i niekonstytucyjnych ustaw.

      Pozdrawiam, Karol (lekarz , nie prawnik ;-)

      Usuń
    5. Szanowny Karolu
      Cieszę się, że poprzednią odpowiedzią nie czujesz się urażony. Bowiem skoro jesteś lekarzem, w III RP Ty i ja jako pacjent znajdowaliśmy się po tej samej stronie barykady. A po drugiej był tzw. Narodowy Fundusz Zagłady, jak dzieło niejakiego (w)Łapińskiego nazwał mój przyjaciel torakochirurg. Zauważył też, że prezes chyba nieuważnie czytał Trylogię, bo do posprzątania w Twojej branży potrzebny byłby nie Radziwiłł, lecz Wiśniowiecki.
      A wracając do TK, skoro w przypadku ustaw regulujących jego funkcjonowanie MOŻE on zastosować opisaną przez Ciebie woltę, ale nie MUSI tego zrobić, to w tym prawie konstytucyjnym mamy „róbta co chceta”, czyli b…ałagan na 24 fajerki.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    6. Czcigodny Robercie
      Rzymu republikańskiego nie oceniam aż tak wysoko, jak Ty. Miałeś tam patologie w postaci swystemu "klienckiego", bo codziennie rano do domów senatorskich przychodziły różne "pandy", czekając aż pan im da. Mnie to sie niestety kojarzy ze szlachtą gołotą wiszącą u magnackiej klamki. A gdy doszło do poważniejszych walk optymatów z popularami, najpierw Mariusz a potem Sulla urządzili niezłą rzeź konkurencji, a prawo miało tam jeszcze mniej do roboty, niż podczas wojny polsko - jaruzelskiej. Dlatego wspomniałem o rządach oligarchii, za jakie uważam przywódców wymienionych stronnictw. Skończyło to się nieformalnym (Cezar) a potem juz formalnym (Oktawian August) jedynowładztwem. A senat, konsulowie czy trybunowie stali się równie komiczną dekoracją jak parlamernty w krajach komunistycznych.
      Pozdrawiam sercdecznie.

      Usuń
    7. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

      Póki co odpowiem na szybko:

      Republika Rzymska istniała pół tysiąca lat.

      W samej III RP, która ma lat zaledwie dwadzieścia sześć, widzieliśmy już wiele stronnictw, walk o władzę i patologicznych sytuacji.

      Nawet z okresem rozbiorów, II RP i PRLem, ten okres historii Polski jest krótszy niż istnienie Republiki Rzymskiej.

      W związku z czym oceniam też najlepszy jej okres (od 509 p.n.e do 121 p.n.e). Mimo to, również w tym czasie Republika przechodziła wiele reform.

      Ciężko jest zawrzeć pół tysiąca lat w paru zdaniach, bo czy Juliusz Gajusz Cezar poznałby Rzym, gdyby powrócił w trzecim wieku naszej ery?

      Słusznie piszesz o patologiach jakie miały miejsce, lecz ja skupiam się głównie na skutkach tych konfliktów. Zauważ proszę, że w tym okresie czasu jedynie raz poproszono kogoś z zewnątrz o interwencję w Rzymie, a zrobił to człowiek wyjątkowo nierozsądny.

      To właśnie z tych wielu konfliktów narodziły się prawa i obyczaje, które przetrwały tak wiele czasu. Czy gdyby w ogóle nie działały, to Rzym osiągnąłby chociaż połowę tej chwały i wielkości?

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  3. Witam wszystkich czytelników.
    Na wstępie zaznaczę, że nie jestem miłośnikiem TK , ani tym bardziej PO.

    Ale w polityce jak i w życiu prywatnym jak i społecznym ważne są także pozory, reguły gry.
    I PO nie wykonując wielu orzeczeń TK zachowywała pozory - gdyż je publikowała.
    Ponadto, TK na obowiązek badać wpływ orzeczeń na sytuację finansową budżetu.
    Oczywiście wg mnie powinien ją zbadać - i całkowicie zignorować:

    Fiat iustitia, ruat caelum – sprawiedliwości musi się stać zadość, choćby niebo miało runąć.
    Wg wielu prawników, domniemanie konstytucyjności nie jest absolutne: krańcowy przykład: parlament ustala , że TK obraduje tylko 29 lutego (vel: w TK mogą zasiadać tylko barany; vel dżdżownice – bo niektórzy powiedzą, że barany już tam są).
    PS . wiem, że TK powstało w połowie lat 80tych; wiem, że wieloktornie broniło układu – ale sztuką jest naprawić Państwo zgodnie z prawem – albo rewolucja
    Pozdrawiam, Karol

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Karolu
      W warunkach polskich przytoczona przez Ciebie maksyma „Fiat iustitia, ruat caelum” (lub podobna „Dura lex sed lex”) zmutowała do formy „dupa lex sed lex”. I w mojej ocenie w tzw. III RP nikt i nic tak doszczętnie nie skompromitował prawa jak prawnicy.
      Podany przez Ciebie czysto teoretyczny przykład odmowy przez sędziów TK procedowania jedynie 29 lutego dla mnie nie byłby przykładem niewolniczego trzymania się litery prawa, lecz właśnie łamania prawa przez TK. Bo teoretyzując, gdyby TK chciał się niewolniczo trzymać prawa, powinien dać się sparaliżować i liczyć na to, że po najbliższych wyborach autorzy tej ustawy trafią przed Trybunał Stanu.
      Mam nadzieję że nie obrazisz się na inżyniera za stwierdzenie, że prawo nigdy nie było, nie jest i nigdy nie będzie nauką sensu stricto. Pasuje do niego jak ulał definicja Winstona Churchilla, który o polityce powiedział, że jest to sztuka osiągania tego, co w danych warunkach jest możliwe do osiągnięcia. Dokładnie to samo można powiedzieć o prawnikach reprezentujących procesujące się strony. Przecież nie ma tu cienia jakiegokolwiek szukania prawdy obiektywnej, zachowują się oni jak kibole gotowi bić się o to, czy rzut karny się należał, czy nie. W przypadku TK nie znajdziesz bukmachera samobójcy, który chciałby zbankrutować przyjmując zakłady na werdykt TK w sprawie oprotestowanej ustawy parlamentu. Przecież nawet stosunek głosów, w jakim orzeczenie zostanie wydane, nie jest z góry oczywisty jedynie dla idioty.
      W rychłe samooczyszczenie się środowiska sędziowskiego z takich szumowin jak legendarny już Łączewski, może wierzyć jedynie ktoś pokroju poczciwego profesora Strzembosza, którego dopadł atak solidarności korporacyjnej lub starczej demencji, skoro plótł aż takie bzdury. Bez przerwania tej sztafety pokoleń dyspozycyjnych łobuzów w sędziowskich togach (nie widzę tu wielkiej różnicy w stosunku do sędziów „sądów ludowych” w ZSRR czy III Rzeszy), niczego w Polsce nie naprawimy. Mój przyjaciel jest zwolennikiem opcji zerowej, połączonej z zakazem pojawiania się w sądzie w togach nawet dzieci i wnuków sędziów. Szkody wyrządzone przez sędziów bez rutyny zawodowej uważa za drobiazg w porównaniu z tymi, które są efektem prostytuowania się „rutyniarzy”. Bo jak nie, pozostaje rozwiązanie Erdogana.
      Mam nadzieję, że nie poczułeś się urażony. Ale jeśli tak się stało, z góry przepraszam, bowiem nie miałem takiego zamiaru.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  4. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

    Ja zachodzę w głowę nad jedną rzeczą. Skoro przypominający rozdętą purchawkę Rzepliński jest takim wielkim obrońcą praworządności, to dlaczego nie grzmiał kiedy PO niezgodnie z prawem wybrała sędziów do TK? Gdzie był wtedy ten dupek z kucykiem i niezapłaconymi alimentami? Gdzie były wtedy media głównego ścieku? Gdzie była Komisja Wenecka i czesany w cipkę Belg, który przepytywał Szydło jak uczniaka? Czy moje pytania już na zawsze pozostaną bez odpowiedzi?

    Pozdrawiam serdecznie, TF.

    OdpowiedzUsuń