niedziela, 14 sierpnia 2016

Prawica a niewierzący

Każdy myślący człowiek prawicy - na innych mi nie zależy - biorący się w jakimś kraju za uprawianie polityki, niezależnie od skali takiej działalności (udział w wyborach, profesjonalna działalność publicystyczna w mediach głównego obiegu, amatorska w blogosferze), zawsze musi zadać sobie dwa fundamentalne pytania:
1. Czy potencjalny elektorat, ze względu na swoje zapatrywania ekonomiczne, polityczne, obyczajowe i religijne mogący mój program zaakceptować, nie jest już przypadkiem zagospodarowany?
Bo jeśli tak jest, elementarny rozsądek nakazuje włączyć się do działalności już istniejącego nurtu politycznego, a nie kierując się najczęściej megalomanią, na siłę tworzyć własny. Co jest od lat chorobą polskich narodowców, którzy wolą stworzyć trzy listy wyborcze z poparciem rzędu góra 2% każda, niż jedną przekraczającą w wyborach barierę 5%.
Nie mniej ważne jest i takie pytanie:
2. Czy w kraju nie istnieje grupa wyborców, która zasadnicze moje wartości mogłaby zaakceptować, ale do tej pory przez reprezentantów mojego nurtu w najlepszym razie była lekceważona, a w najgorszym wręcz wpychana w ramiona lewicy?
A na to pytanie niestety każdy myślący konserwatysta musi udzielić odpowiedzi twierdzącej.
Spójrzmy na mapę religijną kraju, bowiem w Polsce kryterium religijne (niektórzy łączą religię z obyczajowością, ale mniejsza o nazwy) odgrywa bardzo istotną rolę. W odróżnieniu od dogorywającej laickiej Europy Zachodniej. A dogorywającej przecież przede wszystkim w wyniku autokastracji, polegającej na zniszczeniu chrześcijańskiego fundamentu tożsamości europejskiej i zabobonnej wierze, że fundament zastąpi ustawiony przed walącym się budynkiem bałwan bożka tolerastii.
Gdy słyszę rewelacje, jakoby wierni polskiego Kościoła Rzymskokatolickiego stanowili około 95% ludności, opadają mi ręce. Bo przekonują mnie, że zrodzona w epoce komuny za sekretarzowania niejakiego Gierka tak zwana propaganda sukcesu ma się doskonale. A współcześnie używają jej nie tylko szajka kon-Donka czy stworzeni za sorosowe srebrniki KODoraści i ich szczekaczka z ulicy Oszczerskiej. W ocenie redakcji ludzie sami siebie uważający za katolików, bez uwzględniania martwych dusz z parafialnych spisów, to w najlepszym razie 80% ogółu Polaków. Zdecydowana większość, ale o hegemonii można co najwyżej mówić w gronie wyznających chrześcijaństwo.
Prawosławni to w najlepszym razie 600 tys. wiernych. Protestantów wszystkich konfesji można ocenić na 110 tys. i na pewno nie będzie to szacunek pesymistyczny. Na wszelkie niechrześcijańskie grupki odliczmy z zapasem nawet 50 tys. Zatem łącznie da to jakieś 760 tys. czyli prawie dokładnie 2% ogółu ludności Polski.
Wychodzi zatem na to, że niewierzący to około 18% ludności kraju.
Twardy i wrzaskliwy, a w merdiach i w sieci nadreprezentowany ateotaliban, taki jak choćby Paliciul, Środa, Skrzeczyszyn, Kazia Szczeka, starsza skrobankowa Wanda Nowicka czy chujwejbini od Zandberga, to jakieś 6, góra 8% elektoratu. A więc z prostego bilansu wynika, że przynajmniej co dziesiąty Polak nie należy do żadnej chrześcijańskiej wspólnoty religijnej, ale też jego stosunek do chrześcijaństwa nie jest mieszanką histerii, zakłamania i agresji.
W gronie przyjaciół mam kilkoro agnostyków i ateistów. Wszyscy oni uznają aborcję na żądanie za morderstwo, obecną ustawę regulującą te sprawy akceptują. Pedalskie
śluby” mają za łajdactwo a „adopcje” przez pary zboczeńców za szczyt zbydlęcenia, bo sprowadzające dzieci do poziomu zabawki w rękach osób mających nie po kolei pod sufitem. Widok krzyża na szkolnej czy szpitalnej ścianie jest dla nich rzeczą całkowicie obojętną, nie wywołującą ataku epilepsji czy nietrzymania stolca, jak jest to normą w przypadku ateotalibanu. Spotkałem się też z ciekawym przypadkiem podejścia do lekcji religii w szkole. Rodzice zaproponowali katechecie, by ich syn uczęszczał na nie jako wolny słuchacz. By zapoznać się z podstawami religii, która jest również trwałym elementem polskiej kultury i obyczajowości. Katecheta jako człowiek inteligentny oczywiście się zgodził. Ale barierą, której ich zdaniem nie wolno przekroczyć, byłby bezwzględny zakaz aborcji, czy ograniczenie dostępu do środków antykoncepcyjnych, których oczywiście nie mylą z wczesnoporonnymi.
W sprawach gospodarczych nie kontestują oni kapitalizmu, jako jedynej sprawdzonej w dziejach ludzkości formy gospodarowania. Euroregulacje i eurokontyngenty traktują jak socjalistyczne bzdury. Wybory ignorują bądź głosują na PiS, bowiem jak sami powiedzieli, wolą by kilkadziesiąt milionów z budżetu wydano na jakieś bombastyczne martyrologiczne bzdety, niż żeby kilka miliardów rozkradł Chyży Rój ze swoim gangiem. Ostatnio część z nich zaryzykowała i postawiła na listę Kukiza. Mówiąc że po raz pierwszy mają inny wybór, niż tylko między szajką a sektą.
A co tym ludziom oferuje scena polityczna?
Robiący za prawicę socjalistyczni bigoci w rodzaju Marka Jurka, czy po prostu głupi bigoci pokroju Terlikowskiego, straszą BEZWZGLĘDNYM zakazem aborcji. Projekt „społeczny”, który ma być procedowany w sejmie po wakacjach, nie zakazuje aborcji gdy wymaga tego ratowanie życia matki. Ale dowiedziałem się tego dopiero po przeczytaniu jego treści, bowiem sama nazwa „Stop aborcji” sugerowała coś dokładnie przeciwnego. A nie każdemu zechce się ściągnąć  tę treść ze trony Ordo Iuris. Więc na usta ciśnie się pytanie, czy nazwę tę wymyślił marketingowy analfabeta, czy lewicowy sabotażysta.
Podobny błąd popełniają niektórzy narodowcy, na szczęście nie wszyscy, odgrzewający stary slogan „Polak – katolik”. Stawiając krzyżyk na kilku milionach potencjalnych wyborców. Jak powiedział klasyk, kury szczać prowadzać, a nie politykę robić.
Moim zdaniem, grupa ludzi którym poświęciłem ten wpis, jest potencjalnym elektoratem prawicy. Sami nie szukają wojny z Kościołem Rzymskokatolickim i nie kwestionują jego roli jako tamy, chroniącej Polskę przed zalaniem przez lewackie obyczajowe zezwierzęcenie. Ale nie zgadzają się na bezkarność jego duchownych gdy ci dopuszczają się ewidentnych przestępstw. Tak jak to miało miejsce choćby w przypadku wikarego, który dopuścił do tego, by kobieta rodząca jego dziecko bez pomocy medycznej wykrwawiła się na śmierć. A biskup z prędkością światła przeflancował łajdaka na Ukrainę, by znalazł się poza zasięgiem polskiego wymiaru sprawiedliwości.
Dla siebie w życiu publicznym nie domagają się żadnych ekstra praw, o które tak zabiegają lewaccy pretendenci do obory dla świętych krów. Oczekują tylko identycznego szacunku, jakim darzony jest każdy przyzwoity Polak. A straszenie ich szlabanem na antykoncepcję, usunięciem z prawa państwowego instytucji rozwodu czy wyjęciem duchowieństwa spod jurysdykcji tegoż prawa (nie żartuję, widziałem już w blogosferze nie takie idiotyzmy), może jedynie zmusić ich do zagłosowania na lewicę i skutecznego ożywienia tego trupa, tak pięknie zaoranego przez małego Lesia podczas ostatnich wyborów. A tak może się stać, jeśli Geniusz Żoliborza zadrybluje się sam ze sobą na śmierć i kategorycznie nie odetnie się od aż tak niebotycznych bredni.
Moim zdaniem są oni poza dyskusją godnymi tego szacunku ludźmi. A to, że nie doznali łaski wiary, w niczym nie powinno wpływać na tę ocenę, bo ta sprawa nie do ludzi należy. Zatem zadaniem konserwatystów ze szkoły Żelaznej Damy jest troska o ten potencjalny elektorat. Oraz temperowanie dostępnymi nam środkami takich wygłupów talibów, jak te przeze mnie przytoczone.
.
Stary Niedźwiedź

25 komentarzy:

  1. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

    Póki co podpisuję się jeno pod tym rękoma i nogami, a swój komentarz wyślę po powrocie do domu (czyli dzisiaj jeszcze), gdyż pisanie z komórki było mi zawsze bardzo niewygodne, a ten artykuł zasługuje na szczegółową opinię z mej strony.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

      Polscy narodowcy to nie tylko megalomani, ale często także egocentrycy i w tym właśnie tkwi największy problem, bo mało który z nich jest zdolny do współpracy z pozostałymi.

      Efekty tego oglądamy od 27 lat - kilka list wyborczych, dziesiątki organizacji, stowarzyszeń, partii, kłótnie o jakieś głupoty, pogrążanie się w nepotyzmie, tolerancja dla patologicznych zachowań, tworzone na jedno kopyto struktury samorządowe, brak szkół agitatorów, brak białego wywiadu i kontrwywiadu, mała działalność propagandowa, źle organizowane demonstracje i retoryka odstraszająca większość społeczeństwa

      Nie wiem czy kiedykolwiek to zrozumieją, gdyż w ich środowisku aż roi się od V Kolumny. Ona nigdy nie pozwoli wyrwać im się z tego bagna. Dlatego też widzę nadzieję w ogólnonarodowym ruchu społecznym - zagłosować na niego byłby zdolny każdy konserwatysta, narodowiec, a sądzę nawet, że niejeden uczciwy centrysta czy lewicowiec. Rozumiejący, że uczciwy polski patriota-prawicowiec zadba o kwestie społeczne czy o ochronę środowiska lepiej, niż cała ta łże-lewica razem wzięta.

      Oczywiście Marek Jurek czy Terlikowski to kompletne oszołomy i tylko ośmieszają ideę konserwatyzmu. Dlatego też podoba mi się sformułowanie ,,nowoczesny patriotyzm''. Bardzo lubię wyrywać pewne słówka i sformułowania naszym wrogom jak np. ,,faszyzm'' i przekręcać je na naszą korzyść.

      Zatem w tym przypadku mamy nowoczesny patriotyzm, a ten zakłada, że patriotą może być każdy katolik, protestant, prawosławny, ateista czy agnostyk. Nie musi chodzić do konkretnego kościoła, by być częścią ruchu. Ponad to, nowoczesny patriotyzm wspiera np. tworzenie Towarzystw Zieleni Miejskiej, dbanie o rozwój miejskiej infrastruktury, o zaangażowanie działaczy na polu kulturowym i lokalnym, by patriota kojarzył się z osobą FAKTYCZNIE dbającą o swój własny kraj i o swoje najbliższe otoczenie jakim jest jego wieś, miasto czy gmina, a nie tylko z kimś rzucającym kostkami brukowymi, chodzącym na Marsz Niepodległości i uczęszczającym na Msze z okazji rozmaitych rocznic.

      Odkłamujmy zatem słowo ,,konserwatyzm'', twórzmy nowoczesny patriotyzm, narodowców uczmy lepszej retoryki, a może zaczniemy w końcu coś znaczyć w naszym własnym kraju.

      W obliczu takiej siły, nikt nie będzie nawet słuchać bredzenia imbecyli o zakazie antykoncepcji, ani tym bardziej nie będzie nas z nimi kojarzyć. Niech siedzą w swoim grajdole.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    2. Czcigodny Robercie
      Jako konserwatyta spoglądem na narodowców życzliwie, ale z zewnątrz. Animozje między liderami, uniemożliwiające stworzenie jednej listy, widzi każdy. Tak jak i wybryki w rodzaju wulgarnej retoryki, antysemickich haseł na poziomie Goebbelsa czy rusofilii prymitywniejszej od budowy cepa, bo utrzymującej że KAŻDA Rosja ZAWSZE będzie idealnym sojusznikiem Polski. Ale z Twoich informacji wynika, że te poszczegulne segmenty nie potrafią lub nie chcą pozbyć się piątej kolumny oraz idiotów, wycierających sobie gęby nazwiskiem Romana Dmowskiego.
      Do tej pory zawsze nawiązywałem do swojego thatcheryzmu, bo osobom nie interesującym się polityką słowo "konserwatyzm" kojarzyło się (GW no Prawda i jej akolici pracują nad tym od ćwierćwiecza) ze świrami typu Jurek czy Terlikowski. Ale "nowoczesny konserwatyzm" to doskonały pomysł, bo mało ludzi pamięta, kim była Margaret Thatcher i czego naprawdę dokonała.
      Praca organiczna to najlepszy bo jedyny sposób na stopniowe przekonywanie ludzzi, że niektórzy na gadaniu nie kończą.
      It's a long way to Tipperary!
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Dla mnie najważniejsza jest moja rodzina. Dla rodziny wszystko. Patrzę głównie na to co zyskamy. Z doświadczenia wiem, że najwygodniej mieszka się w państwach oferujących socjal. I to nawet jeśli się pracuje. Wie to też cała masa Polaków wyjeżdżających do pracy za granicę. Sprawy rodzinne sprawiły, że musiałam wrócić na jakiś czas do Polski i teraz widzę, że właściwie to wszystko mi jedno, czy są homoseksualiści, czy jest aborcja. Jeśli chodzi o sprawy finansowe, to nie jest mi wszystko jedno. Dlatego jak ponownie wyjedziemy, to znowu do kraju o wiele bardziej lewicowego od Polski i nie będzie mi to wcale przeszkadzać. Głosuję na partie tylko pod względem tego co oferują i nie zwracam uwagi na sprawy obyczajowe. I tutaj moim pierwszym wyborem było Razem (teraz wiem o nich trochę więcej i następnym razem zastanowię się, czy na nich zagłosować, tym bardziej, że i tak nie mają dużego poparcia), a drugim PiS. PiS rządzi i jest przynajmniej 500+, a to jest dla mnie cenniejsze niż jakakolwiek sprawa obyczajowa. W stosunkach damsko-męskich jestem konserwatywna. Ślub musi być. Mężczyzna jak ma możliwość to powinien zarobić na całą rodzinę, a dla kobiety dzieci powinny być najważniejsze i nie chodzi o to, że kobieta zawsze powinna zostać z nimi w domu. Ja też pracuję, ale dla dzieci mam czas, a mój zarobek idzie na osobne konto i odkładam na przyszłość, a utrzymujemy się z pensji męża. Przy ślubie to on nalegał nawet na intercyzę, by to co jego było wspólne, a to co ja zarobię, było tylko moje. Mój mąż nie godziłby się na to, bym ja utrzymywała rodzinę, kiedy on może pracować. Jak zarabiał mniej to pracował na kilka etatów, bym ja nie musiała się dokładać. Musiałaby być naprawdę kryzysowa sytuacja, by tak się stało. Teraz jak jesteśmy w Polsce, to zarówno on, jak i ja zarabiamy o wiele mniej, ale na szczęście dochodzi 500+ i wielodzietnym rodzinom jest trochę łatwiej. Mimo tego nie jest jeszcze tak dobrze, by zostać na stałe, a powrót był bardzo ciężki. Tym bardziej, że wróciliśmy wszyscy. Jakby mąż nie wrócił, to ciągle zarabiałby sporo, ale nie byłoby dobrze jakby dzieci wychowywały się bez męskiego wzorca. Ja też nie chciałam żyć jak samotna matka pod przymusowym celibatem. Można powiedzieć, że jesteśmy konserwatywną rodziną, ale podczas głosowania znaczenie ma nasz dobrobyt, a nie kwestie obyczajowe. Ja lubię mieć pewność, że przynajmniej w razie jakby podwinęła się nam noga, to państwo nam da. A że inni dostaną, to wcale nie zazdroszczę. Coś czuję, że nie dogadamy się w tej kwestii, więc na tym poprzestanę. Do kościoła nie chodzę, chociaż oficjalnie jestem katoliczką, bo i tak nie stosuję się do ich nauk, np. tych o antykoncepcji i wcale nie żałuję, więc nie ma szans na rozgrzeszenie. Poza tym wierzę, że coś jest, ale nie uważam, by był to Bóg sprawiedliwy. Jestem bardzo wrażliwa na krzywdę dzieci i uważam, że sprawiedliwy Bóg nie dopuściłby, by niewinnym działa się krzywda. Bo co komu może być winne np. dwuletnie dziecko? Z tych powodów w żadnym kościele, czy innej świątyni nie zamierzam się pojawiać.

    Pozdrawiam
    Matka Pięciorga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Matka Pięciorga,

      Rozumiem twoją troskę o byt własnej rodziny, ale nie do końca mogę zrozumieć twoje wybory polityczne, albowiem Zandberg i jego wesoła gromadka marksistów, to zwykli intelektualni oszuści, którzy nie kryją się z tym, że chcą odbierać większą część dochodów tym lepiej zarabiającym, i po kradzieży większej tych pieniędzy w części rzucić ochłapy tym biedniejszym. Czy czułabyś się dobrze wiedząc, że pieniądze które otrzymujesz zostały zabrane komuś kto uczciwie je zarobił, a jego jedyną winą było to, że zarabia więcej od ciebie? To są bardzo niebezpieczni ludzie, których korzenie toną w cuchnącym bajorze marksizmu, leninizmu, a obłąkane idee tych dwóch psychopatów kosztowały życie grubo ponad sto milionów ludzi. Spadkobierców takich idei chcesz popierać? Pamiętam jak dziś kiedy działaczka partii RAZEM niejaka Magdalena Kaczmarczyk-Kieraga doradzała swoim partyjnym towarzyszom:
      „Należy zwrócić szczególną uwagę na własne zachowania (język pozbawiony agresji), oraz dress code, szczególnie przy kontakcie z mediami – dress code jako taki w partii nie występuje, należy jednak unikać ubrań kojarzących się z rewolucjonizmem i komunizmem” – napisała Kaczmarczyk-Kieraga. Odradzała również swoim kolegom używania „sformowań typu towarzyszu, towarzyszko w sferze publicznej”.

      Sam Zandberg jak na lewaka przystało cechuje się wyjątkową hipokryzją. Wychowywał się w zamożnej klasie średniej. Matka była prawniczką w kancelarii Senatu, ojciec biznesmenem. Przed studiami uczył się w liceum, do którego - jak sam mówił - chodziły "dzieci szybko bogacących się generałów UB, rezydentów rosyjskiej mafii i Pola Dwurnik". Czyli już tradycyjnie jego własne bogactwo mu nie przeszkadza, ale przeszkadza mu bogactwo innych ludzi i chce on tego bogactwa ich pozbawić. Czy aby na pewno stawiałaś na właściwego konia? Nie zapominaj, że tacy osobnicy najpierw grabią tych zamożniejszych, a kiedy już nie ma albo nie da się im niczego zabrać, to zabierają się za grabienie tych biedniejszych - czyli i ciebie. Zawsze bowiem brakuje im pieniędzy na realizację swoich lewackich miazmatów i do napychania swojej prywatnej kiesy. PiS ze swoim 500 plus finansowanym z zaciąganych kolejnych kredytów jest niewiele lepszy, bo to twoje dzieci i wnuki te gigantyczne długi będą spłacać. Nie tędzy droga. Margaret Thatcher powiedziała kiedyś, że cały problem z socjalizmem polega na tym, że wcześniej czy później kończą się pieniądze innych ludzi. W tych jeszcze bogatych krajach zachodnich też się skończą - to tylko kwestia czasu. Wystarczy popatrzeć na ich rosnące zadłużenie publiczne.

      I wreszcie na koniec sprawa twojej obojętności w sprawie aborcji. Napisałaś tak:

      "[...] właściwie to wszystko mi jedno, czy są homoseksualiści, czy jest aborcja."

      Równie dobrze mogłabyś napisać, że jest ci wszystko jedno czy morderstwo jest dozwolone czy nie. Dziwi mnie to szczególnie w ustach matki pięciorga dzieci.

      Usuń
    2. @ Matka Pięciorga

      Nie obrażaj się na Boga za to, że istnieje zło, albowiem po to obdarzył nas wolną wolą, byśmy to MY temu złu przeciwdziałali. I z tego zostaniemy rozliczeni.

      Usuń
    3. @ Matka Pięciorga
      W Twoim obszernym komentarzu, za który dziękuję, moją szczególną uwagę zwróciły dwie kwestie.
      Jest sprawą w pełni zrozumiałą, że mając pięcioro dzieci, przywiązujesz dużą wagę do polityki socjalnej państwa. W Polsce 500+ to pierwszy przypadek, by rząd w tych sprawach zrobił coś pozytywnego w odczuwalnym wymiarze. Ale za diabła nie pojmuję Twojej sympatii dla kawiorowego komunisty Zandberga i jego szajki. Wkrótce minie sto lat od czasu, gdy komunistyczni rzekomi "obrońcy uciśnionych" dorwali się do koryta, ale dla tych uciśnionych nie zrobili niczego, poza robieniem sobie w każdym pokoleniu cholewy z gęby. Bo jak w starym żydowskim dowcipie, gdy komuniści mówią że bogatym zabiorą, to zabiorą. A gdy mówią że biednym dadzą, to mówią.
      Twoje stwierdzenie "wszystko mi jedno, czy są homoseksualiści, czy jest aborcja" w części aborcyjnej skomentował już Tie Fighter. A w części "pederastycznej" muszę przypomnieć, że w kraju w którym pedał jest nadczłowiekiem, możesz mieć kłopoty za kilka słów krytycznych pod jego adresem z dowolnego powodu. Bo każda taka krytyka jest "mową nienawiści" i "homofobią". Znane są przypadki odbierania dzieci przez jakieś Jugendgestapo, bez wyroku sądowego, za przekazanie dzieciom wiedzy, że to zboczenie. Więc lepiej uważaj, bo stopień uwielbienia dla pedalstwa w danym kraju nie powinien być Tobie obojętny.
      W kwestii zła odpowiedziała już Tobie Kira.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    4. @ Kira
      Bardzo Ci dziękuję za ten komentarz. Nie sposób tego wysłowić zwięźlej i dobitniej.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    5. @Kira
      Nie lubię takich tłumaczeń. Bo to jakby powiedzieć, że dziecko choruje, cierpi i umiera tylko po to, by jego rodzice zdobyli sobie na jego cierpieniu łaskę u Boga. Bardzo nie podobają mi się takie testy przeprowadzane na niewinnych. Rodzice mogą robić wszystko, by wygrać z chorobą dziecka, ale często są bezsilni i nie pomogą dziecku bez względu na to co zrobią. Bóg mógłby uzdrowić dziecko tylko ze względu na to, że ruszyłoby go sumienie i żal byłoby mu, że to dziecko cierpi. Przecież mówi się, że Bóg ma moc uzdrawiania i ludzie o to proszą. Ksiądz na pogrzebie powie, że Bóg chciał mieć dziecko szybko w niebie. Jak Bóg chce mieć dziecko szybko u siebie, to dlaczego nie pozwolił mu umrzeć bez cierpienia? Bo właśnie nie chodzi mi o zło ludzkie, ale o choroby i o siły naturalne. Choroba nie ma wolnej woli, nie jest po prostu zła, tak samo jak woda zalewająca komuś dom. Wielokrotnie mówi się, że Bóg może działać cuda, że jest wszechmocny, więc dlaczego wszechmocny Bóg po prostu nie uzdrowi wszystkich niewinnych dzieci? Dlaczego zamiast uzdrowić dziecko przemienia hostię w prawdziwy kawałek ciała? Jak słyszę o takich cudach, to nawet nie wiem jak na nie zareagować, bo przecież na świecie tyle innych cudów byłoby potrzebnych. Wolę wersję, że to Serratia, a nie żaden cud. Nie uważam też, by sprawiedliwym było karanie tak wielu pokoleń ludzi za grzech Adama. To mogłoby być wybaczone przynajmniej z chwilą, kiedy Chrystus umarł za nasze grzechy. Nie nawrócę się, bo zbyt wiele jest we mnie żalu o to jaki jest ten świat. Dla mnie nawet to, że jedno zwierzę musi zjadać drugie, by żyć mogłoby być inaczej urządzone.

      Pozdrawiam
      Matka Pięciorga

      Usuń
    6. @ Matka Pięciorga

      Do bycia chrześcijaninem nie jest konieczna wiara, że jest to prawdziwy kawałek ciała (transsubstancjacja). Różne konfesje mają różne poglądy. Odsyłam do cioci Wiki. https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Konsubstancjacja

      Twój żal do Boga wynika z braku wiary. Skoro tutaj jesteśmy przechodniami na chwilę, to ważniejsze jest to Potem.

      Boga nie można też traktować jak dżinna, który ma wypełniać nasze rozkazy. Bóg powinien to, Bóg powinien tamto, Bóg powinien się to. Nie, Bóg nic nie powinien. Modlitwa to prośba do Boga, nie polecenie wydane służbie.

      Za miesiąc miną dwa lata, jak moja Mamusia odeszła do domu Ojca. Rak. Pamiętam swoją modlitwę z 7 września.
      Panie, proszę Cię za moją Mamę. Proszę Cię o zdrowie dla niej, ale jeśli Twa wola jest inna, proszę by nie cierpiała. Ojcze nasz, któryś jest w Niebie (...) bądź wola Twoja . Tydzień później, 13go Mama odeszła do Pana. Bardzo tęsknię za Mamą, ale wiem, że tam gdzie jest, jest jej lepiej, i że kiedyś znów się spotkamy. I pamiętam księdza Pawła, wikarego mojej e-a parafii, i empatię z jaką się od niego spotkałem.

      To, że płacimy za grzech pierwszych ludzi to też nic dziwnego. Wyobraź sobie majętnego człowieka, który przełajdaczył swoje bogactwo. Konsekwencje ponoszą jego dzieci i wnuki, które zamiast w luksusowej willi mieszkają w rozsypującej się kamienicy w mieszkaniu socjalnym.

      A że zwierzęta zjadają się nawzajem, to też konsekwencje grzechu pierwszych ludzi. Na początku wszystkie zwierzęta były roślinożerne.
      Rdz. 1:30 Wszystkim zaś dzikim zwierzętom i wszelkiemu ptactwu niebios, i wszelkim płazom na ziemi, w których jest tchnienie życia, daję na pokarm wszystkie rośliny. I tak się stało. I kiedyś tak będzie znowu: Iz. 11:6.I będzie wilk gościem jagnięcia, a lampart będzie leżał obok koźlęcia. Cielę i lwiątko, i tuczne bydło będą razem, a mały chłopiec je poprowadzi. 7.Krowa będzie się pasła z niedźwiedzicą, ich młode będą leżeć razem, a lew będzie karmił się słomą jak wół.

      Pozdrawiam

      Usuń
    7. Errata:
      się to --> siamto

      Usuń
    8. @ Matka Pięciorga

      Masz pretensje do Boga, że świat nie jest idealny? Że panoszą się na nim choroby, ból i nędza? No, to rzeczywiście dojrzałe podejście.

      Na szczęście wielu ludzi nie czeka na palec Boży, tylko DZIAŁA. Prowadzą badania, wynajdują lekarstwa, dociekają przyczyn problemów. To jest właśnie prawidłowe. A nie czekanie na cud.

      A skoro już piszemy o chorobach. Na zajęcia do szkoły rodzenia przyszła facetka reklamująca pobieranie krwi pępowinowej oraz komórek ze sznura pępowiny oraz deponowanie ich w banku (w Polsce mamy tylko prywatne banki, więc jest to płatne) po to, by w razie choroby nowotworowej (nie pamiętam, jakiej konkretnie, chyba m. in. białaczki) czy innego schorzenia móc wyodrębnić z nich komórki macierzyste, które pomogłyby w kuracji. Naprawdę nie pamiętam już dokładnie, na jakiej zasadzie to się odbywało, z pewnością znalazłabyś na ten temat info w Sieci. Jak widzisz ludzie szukają coraz to lepszych sposobów na walkę z chorobami i cierpieniem. Właśnie dlatego, że MUSZĄ.

      Usuń
    9. @ Refael72
      Wierzę, że jakiś Bóg jest, ale to i tak nie sprawi, że będę go czcić. Jeżeli istnieje życie po śmierci, to Bóg tam też może dość przekornie potraktować ludzi, a nie tak jakby się można było spodziewać. Dla mnie ludzie żyjący na tym świecie są ważniejsi niż ewentualne moje zbawienie. Ale to jedno akurat nie kłóci się z nauką Chrystusa, który kazał siebie dostrzegać właśnie w ludziach. Co dobrego czynię ludziom czynię Bogu, jak żałuję człowieka, to żałuję Boga. Nie boję się o swoją duszę. Zawsze robię to co uważam za słuszne. Nie postępowałabym inaczej nawet jakbym wiedziała, że po śmierci przyjdzie mi za to zapłacić. Bóg jest silniejszy, może wszystko, więc jak będzie chciał to i tak się będzie znęcał nade mną i nad innymi osobami, które nie mogą mu się przeciwstawić. Ja siebie nie zaprzedam ze strachu przed karą ze strony Boga. Tak jak nie boję się na tyle, by porzucić antykoncepcję, tak nie boję się na tyle by co niedzielę pojawiać się w kościele, by oddawać Bogu cześć.

      " A że zwierzęta zjadają się nawzajem, to też konsekwencje grzechu pierwszych ludzi. Na początku wszystkie zwierzęta były roślinożerne"

      Wiem, ale Chrystus umarł za nasze grzechy. Chrzest też powinien zmywać grzech pierworodny. Poza tym tyle lat minęło, że mogłoby to zostać już wybaczone.

      @Kira
      Co możesz wiedzieć o moich działaniach? Całe życie żyję tak, że nie liczę na żaden cud i na żadną łaskę, tylko sama działam, bo nie wierzę w to, że Bóg jest sprawiedliwy. Uważam tylko, że Bóg sam z siebie powinien pomagać niewinnym, przynajmniej dzieciom, a jak chce je mieć u siebie, to powinien zapewniać im bezbolesną śmierć. Jakby taką łaskę na świat zesłał Bóg, to od razu bym go czciła. Takie mam poczucie sprawiedliwości, że uważam, że to jest niesprawiedliwe, gdy nieszczęścia spadają na niewinne dzieci. Te dzieci powinny mieć Bożą ochronę. Bo kogo miałby chronić Bóg, jak nie niewinne dzieci? A nie chroni i nie uważam, że to dobre, kiedy Bóg ma wystarczającą moc, by to zrobić. Można powiedzieć, że łaknę i pragnę tutaj sprawiedliwości i to wcale nie dla siebie, bo dla innych.

      Badań o których wspomniałaś prowadzić nie będę, bo nie jestem ani lekarzem, ani naukowcem. A w tamtej sytuacji nawet jakbym miała zdolności i jakbym zaczęła jakieś badania, to kto powiedział, że w dwa lata dałabym radę cokolwiek osiągnąć? Człowiek nigdy nie zwycięży wszystkich chorób, bo jak na złość pojawiają się ciągle nowe. Ja na swoje życie narzekać nie mogę. Boli mnie krzywda innych. Szczególnie bolała mnie krzywda synka mojej siostry, ale żal do Boga miałam już wcześniej. Teraz będziesz mi sugerować, że jego choroba i śmierć to wina ludzi, którzy nie podjęli wystarczających działań? To absurd. Tylko Bóg mógł go uratować i uzdrowić. Tylko Bóg mógł też skrócić jego cierpienia, a nie przeciągać, bo przecież eutanazja to grzech. Ludzie nic nie mogli zrobić w jego przypadku.

      Kończę na tym roztrząsać kwestie wiary. Nie dojdziemy do porozumienia. Każdy ma prawo sam zdecydować, czy będzie oddawać cześć Bogu. Ja sama zdecydowałam oglądając dzieło Stwórcy. Może i to niedojrzałe, ale to dobrze, bo w niedojrzałości, a nawet w dziecinności tkwi największa niewinność. W swoim pragnieniu, by na świecie było lepiej mogę być niedojrzała.

      Pozdrawiam
      Matka Pięciorga

      Usuń
    10. Wybacz, jeśli Cię uraziłam.

      Usuń
    11. @Matka Pięciorga,

      "Ja sama zdecydowałam oglądając dzieło Stwórcy. Może i to niedojrzałe, ale to dobrze, bo w niedojrzałości, a nawet w dziecinności tkwi największa niewinność. W swoim pragnieniu, by na świecie było lepiej mogę być niedojrzała."

      Możemy sobie o tym podyskutować filozoficznie, ale zapewne masz rację, że Bóg każdego z nas osądzi. Osądzi sprawiedliwie, bo On się nigdy nie myli.

      Pozdrawiam, TF.

      Usuń
  3. To SLD miałam za partię postkomunistyczną i na SLD nigdy nie głosowałam. Nie mieli też zbyt wielu socjalnych propozycji i zapatrzeni byli w Rosję. W Razem widziałam wielu nowych ludzi. Zandberg pojawił się dopiero parę dni przed wyborami, nie był jedynym liderem tej partii i nawet nie miałam czasu, by obejrzeć debatę do końca. Już wcześniej zdecydowałam przeglądając programy wyborcze różnych partii. O ile dobrze pamiętam, to w wyborach prezydenckich i do senatu nawet nie było przedstawicieli Razem na listach, więc tam zakreślałam PiS. Nie patrzyłam na to, że w Razem chcą zabierać pieniądze najbogatszym, bo nie uważam, by skuteczność tego była wysoka. Bogacz jak chce, to i dzisiaj znajduje sposób, by płacić podatki za granicą (już Kulczyk płacił w Szwajcarii, a o Razem nawet nie było wtedy słychać). Poza tym to 75% ma być dla każdej złotówki zarobionej powyżej 500 000 zł rocznie. Jest wiele innych grup społecznych w Polsce, których należy o wiele bardziej żałować niż kogoś skrzywdzonego wysokim podatkiem, który płaci od tego co zarobi ponad 500 000 zł. W Polsce najlepsze posady dostaje się zwykle po znajomości, a bogactwo się dziedziczy. Przeglądałam kiedyś listy najbogatszych i zauważyłam, że na sukces często pracują pokolenia, a nie jeden człowiek. Jak się odziedziczy sporo, albo przez ślub wejdzie się do bogatej rodziny to można potem pomnażać majątek, a jak nie ma się nic, to tylko wyjątkowo można stać się jednym z najbogatszych. Nie ma co liczyć na spektakularny awans do klasy najbogatszych ludzi, bo szansa na to jest minimalna. A jak się uda zarabiać np. 100 tysięcy miesięcznie (a tyle nie ma nawet 1% Polaków), to konieczność zapłaty podatku nie sprawi, że się stanie klasą średnią. Chcemy się z mężem dorobić, bo wiemy, że dzięki temu nasze dzieci będą mieć lepszy start. Będą zaczynać z zupełnie innego poziomu niż my. Jeśli nasze znajomości się utrzymają, to też dzięki temu może być im łatwiej. Jak skończą odpowiednie studia, to będzie można uderzać do pewnych znajomych, jak nie skończą, to do innych. Czasem jak samemu chce się szukać pracy, to ważne jest posiadanie doświadczenia w zawodzie i tutaj też znajomości przydadzą się choćby tylko do zdobywania tego doświadczenia na początek.

    "Czyli już tradycyjnie jego własne bogactwo mu nie przeszkadza, ale przeszkadza mu bogactwo innych ludzi i chce on tego bogactwa ich pozbawić."

    Sam też straci jeśli dobrze mu się wiedzie i sporo zarabia.
    Mnie Zandberg wcale nie zainteresował, a teraz i tak jest za późno. Stało się. Na kogo zagłosuję w kolejnych wyborach zdecyduję przed wyborami, a nie teraz. 500 + na pewno u mnie bardzo punktuje, a wiadomo, że jest dzięki PiS.

    Pozdrawiam
    Matka Pięciorga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowna Matko
      Napisałaś:
      "Głosuję na partie tylko pod względem tego co oferują i nie zwracam uwagi na sprawy obyczajowe. I tutaj moim pierwszym wyborem było Razem ..."
      A teraz dodałaś:
      "Mnie Zandberg wcale nie zainteresował..."
      I dlatego nadal nie rozumiem, czego w kwestii REALNEJ oferty z zakresu socjalu się u tych trockistów doszukałaś. Bo w praktyce zawsze w odniesieniu do wszytkich mutacji komunizmu sprawdza się stare powiedzenie, że kawior jest codziennym pożywieniem klasy robotniczej, spożywanym ustami ich najbardziej uświadomionej politycznie awangardy.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Nie straci, możesz być spokojna. Stare powiedzenie mówi, że szampan jest to ekskluzywny napój alkoholowy, który klasa robotnicza pije ustami swoich przedstawicieli.

      Jedyną pozytywną formą komunizmu jest wapienny komunizm warstwowy. Warstwa komunistów, warstwa wapna (najlepiej palonego), warstwa komunistów, warstwa wapna.

      Usuń
  4. Czcigodny Niedźwiedziu,

    istotnie PR-owcem od "społecznego" projektu jest albo sabotażysta, albo, co gorsze, kompletny kretyn.

    Jednakowoż uważam, że potrzebne są zapisy doprecyzowujące ustawę. W kierunku zaostrzenia.

    Ciąża jest wynikiem czynu zabronionego.
    Ograniczyłbym to do gwałtu. I pigułki PO. Gdyż jak już wielokrotnie pisałeś "nie wiadomo, czy do zapłodnienia doszło.
    W innych przypadkach? Obcowanie z osobą piętnaście-minus jest czynem zabronionym. A mój przyjaciel, który był ochroniarzem w dyskotece napatrzył się na takie rzeczy, że mózg staje. Jeżeli 13-14 latka jest dość dorosła by się kurwić po dyskotekach jest też dość dorosła by urodzić.

    Ciężkie wady ...
    Ograniczyłbym do wad typu akrania czy acefalia.

    https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/1/1b/Anencephaly_front.jpg/440px-Anencephaly_front.jpg

    https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTb6jQR5c5Q1XRju8xNJOBPVQn6v9jfUa89sfN7HIA8FI-V7tnRsw

    Chylę czoła przed matką, która zdecyduje się urodzić takie dziecko, które przeżyje góra kilka godzin, ale nie potępię tej, która nie będzie w stanie zmierzyć się z taką traumą.


    Natomiast ciężkie, ekstremalne kalectwo nie musi wykluczać radosnego, szczęśliwego życia, w tym także spełnienia jako mąż i ojciec. Przykładem jest np. Nick Vujcić
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Nick_Vujicic

    Ludzie dotknięci ciężkimi chorobami poddani rehabilitacji i z opieką mogą wieść radosne, pełne życie. Ba! Pisać i wydawać książki. Moja chora na SMA przyjaciółka oddała komputeropis do wydawcy. (Czy zgodzisz się Niedźwiedziu na mały banerek, gdy książka ujrzy światło dzienne?)

    Może ci ludzie to zesłane przez Boga anioły, które dają nam możliwość pokazania nam swego człowieczeństwa?

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Może ci ludzie to zesłane przez Boga anioły, które dają nam możliwość pokazania nam swego człowieczeństwa?"

      w punkt!
      dokładnie tak jest
      celem naszego życia nie jest doczesny komfort, sukces czy szczęście (to ostatnie jest owocem pokoju wewnętrznego, ale dalej nie ma to nic wspólnego z komfortem), ale Królestwo Boże

      Usuń
    2. Czcigodny Refaelu
      Priorytet ratowania życia matki dotarł szczęśliwie nawet do tych "społeczników".
      W przypadku gwałtu, jeśli z jakichś powodów jest zbyt późno na "pigułkę po", nie potrafiłbym odmówić zgwałconej kobiecie prawa do aborcji, skoro tego dziecka ona nienawidzi i codziennie marzy, a może nawet się modli, aby nastąpiło poronienie. Nie mógłbym obciążyć swojego sumienia demolką jej psychiki, której regeneracja w takiej sytuacji jast dla mnie na pierwszym miejscu.
      Odnośnie wad letalnych, dających się zdiagnozować z całkowitą pewnością, sprawa jest oczywista. O innych patologiach nie chcę się wypowiadać. Pokory nauczył mnie komentator o nicku Hiob. Który opisał trwającą tygodniami mękę swojego dziecka. A żona i on modlili się tylko o to, by jego cierpienie trwało jak najkrócej.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  5. Szanowny Stary Niedźwiedziu,
    Co prawda oficjalnie należę do KRK (nie chce mi się odprawiać szopek z tzw. "oficjalnym wypisywaniem się z Kościoła"), ale sam bardziej określiłbym się jako wątpiący, niż jako wierzący. Ale też oceniając czyjeś poglądy jako prawicowe lub lewicowe, nigdy nie sprawdzałem, czy ów ktoś należy do jakiegokolwiek Kościoła. W ogóle mnie ta kwestia nie interesuje.
    Niestety prawdą jest, to co piszesz, iż w naszym kraju próbuje się łączyć prawicę z katolicyzmem, lub przynajmniej ogólnie z chrześcijaństwem. Jest to z jednej strony na rękę samej lewicy, bo dzięki temu zyskuje elektorat wielu ludzi oburzonych na Kościół, a z drugiej strony na rękę tym wszystkim 2-procentowym liderom różnych frakcji, bo oni tymi swoimi 2 procentami żyją i oddychają - niestety. A sami są na tyle głupi, że nawet nie wiedzą, że są lewicą.
    Elektorat prawicowy niezależnie od wyznania religijnego lub jego braku, oceniam na najwyżej 20%. Reszta gatunku homo sapiens pod naszą szerokością i długością geograficzną jest raczej roszczeniowa i w wyborach poszukuje lepszego pana, który obieca, że się dobrze zaopiekuje. I najlepsi z nich są ci, którzy na wybory w ogóle nie chodzą. Tej grupy do idei prawicowych przyciągnąć się nie da.
    Gorzej, bo z tych potencjalnych 20% bardzo dużo na wybory w ogóle nie chodzi, nie widząc szans na zadowalającą zmianę, a duża część jest zgodnie z Twoją tezą wpychana w wybory lewicowe lub inne KODziarsko-platformiane. A tu można by było jakoś konstruktywnie zadziałać. Tylko trzeba wodzowsko-liderskie ambicje wsadzić sobie w sempiternę i pracować dla lepszej idei. Mam nadzieję, że po zeszłorocznej porażce wyborczej uda się te pseudoambicje schować do kieszeni i jakoś te 20% skonslidować w wyborach 2019. Dobrą przygrywką mogą być wybory samorządowe 2018.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Jarku
      I dlatego z takim uporem lansujemy Septalog jako wspólny mianownik przyzwoitych ludzi, w niczym nie "uwierający" niewierzących. A teraz podniosłem ten temat właśnie ze względu na nich. Bo te 600 tys. prawosławnych, a tym bardziej 110 tys. protestantów salda nie zrobi.
      Twoje ewentualne próby "wypisania się" byłyby bezskuteczne, bo mógłbyś co najwyżej "zawiesić swoje członkowstwo". Więc istotnie szkoda czasu.
      Jestem nieco łagodniejszy w ocenie roszczeniowości i etetyzmu. Bo uważam, że jeśli jakieś dziecko już się na świecie pojawiło w wielodzietnej rodzinie, to działania pomocowe by zdobyło jakiś zawód, z którego w przyszłości się utrzyma uważam za uzasadnione. Bo to się per saldo opłaca wszystkim. Tak samo nie potępię etatyzmu typu budowa przez Eugeniusza Kwiatkowskiego COP. Prywatny kapitał zrobiłby to oczywiście efektywniej. Ale co zrobić, gdy tego mitologicznego kapitału NIE MA? Pomysł aby nie robić nic dla zachowania ideologicznej czystości odrzucam z definicji.
      Twój szacunek na poziomie 20% przekonuje mnie. A co do metody scalania się, pozwolę sobie zwrócić uwagę na pewien fakt.
      Paweł Kukiz w polityce jest amatorem. Ale w wyborach prezydenckich ugrał wynik, o którym beznadziejnie zatomizowani narodowcy czy Jonasz w muszce od ćwierćwiecza mogą tylko śnić. W wyborach sejmowych jego stworzone na kolanie listy też odniosły sukces. Wbrew moim obawom w jego klubie nie masz hołoty w lepperowskim stylu, straty marszowe ograniczyły się do jednego wujka, który odpadł na samym starcie oraz Winniczka, który znowy uległ sile odśrodkowej. W tym gronie masz już kilku wolnorynkowców (przyczyniłem się agitacją i głosem do przepchnięcia Jacka Wilka na drugie "wchodzące" miejsce w Wawie) i narodowców. Marek Jakubiak to w mojej ocenie poseł nr 1 w tym sejmie. Nawet "Liroj" okazał się miłym zaskoczeniem. Mówi rozsądnie, rzeczowo i zwięźle, do tego lepszą polszczyzną, niż większość "sekty" i "szajki". W moim odbiorze ani szef, ani żaden z jego ludzi, do tej pory nie palnęli żadnego idiotyzmu.
      Zatem Kukiz ma pełne prawo moralne być frontmanem prawicy. A wszystkim złamasom kutanym, twierdzącym że tylko oni są "prawdziwą prawicą", a tejże prawicy jedynie szkodzącym, po prostu należy dać po mordzie.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  6. Ja pierdole, bo juz inaczej nie moge... Ze tez tacy ludzie maja prawa wyborcze, czasem to jednak Korwin ma racje. Mowie o tej babie, ktora chwali sie tym ze jest gotowac zaglosowac nawet na najgorszych jebanych komuchow, bo ona ma gromade dzieci i jej ma panstwo DAĆ! A mąż sie zajezdza i pewnie padnie na zawal w wieku 50 lat. Gratuluje podejscia do zycia. Oby dzieci byly madrzejsze chociaz.

    Maciejjo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mąż robi to co zwyczajowo mężczyzna robić powinien, czyli utrzymuje rodzinę. Jakby usłyszał, że go żałujesz, to by cię wyśmiał. Od początku naszej znajomości jak mnie gdzieś zapraszał, to nie pozwalał mi płacić, bo nie wypada, by kobieta płaciła, kiedy jest z mężczyzną. I to dobry zwyczaj, a nie tak jak teraz, że coraz częściej bywa, że kobiety płacą za siebie. Mężowi ani trochę nie przeszkadza, że ja i dzieci jesteśmy na jego utrzymaniu. Przeciwnie, to był jego pomysł, by tak było, ale dla kogoś takiego jak ty pewnie jest to nie do pojęcia.

      Korwin sam bierze co tylko dają, byle dla państwa, czy dla Unii zostało mniej. Sam mówi, że to jego motywacja przy braniu wszystkiego gdzie tylko pojawi się okazja. Zauważ, że on ma tyle pieniędzy, że honorowo mógłby nie brać i nawet, by tego nie odczuł. Ja mam o wiele bardziej szczytną motywację, bo każde dodatkowe pieniądze oznaczają, że moje dzieci będą mieć lepiej i nie będą musiały zazdrościć jedynakom, że ci jedzą lepiej, albo mają fajniejsze ubrania, czy telefony. Bo można jeść tylko tak, by nie głodować, ale można mieć możliwość, by gotować urozmaicone i wartościowe posiłki. Można kupować ubrania używane, a można sprawić dziecku radość i pozwolić mu w sklepie samemu wybrać. Wybieram radość swojego dziecka. Korwin ma więcej czasu na filozofowanie, bo większość majątku odziedziczył po matce. Nie ma takich dylematów jak ja. Co innego jest korzystne, kiedy się już ma, a co innego, kiedy trzeba samemu zarobić na pierwszy samochód, na pierwszy dom. Tacy jak my sami muszą się dorobić, by mieć możliwość właściwego inwestowania pieniędzy. Dzięki temu, że to co zarobię odkładam mam nadzieję, że będę mogła każdemu dziecku kupić np. własny samochód, meble i inne rzeczy na start w dorosłe życie. Będą coś mieć od mamy poza wychowaniem. Łatwo jest wydać wszystko od razu, a ja mam możliwość, by uzbierać dzięki temu, że mąż utrzymuje mnie i dzieci. Zawsze wspomogę swoje dzieci finansowo. Nawet jak będą dorosłe. Oczywiście w miarę możliwości.

      Nie wiem dlaczego tylko osób dziwi, że wolę głosować na partię, która obieca coś korzystnego dla mojej rodziny, chociaż szanse na realizację wydają się niskie, niż na partie, które od razu twierdzą, że nie będą dawać, bo nie popierają tego. Wielu mówiło, że nie będzie 500+, a jednak jest. Musiałabym nie liczyć się ze swoją rodziną, by zrezygnować z dodatkowych pieniędzy, bo jakiś polityk będzie obiecywał, że ogólnie jak skończy się z rozdawaniem pieniędzy, z socjalem, że jak postawi się na wolny rynek, to w Polsce być może będzie lepiej. Wolę pewniaka niż marzenia. Jakby dla kogoś miało być lepiej, to dla Korwinów tego świata, a nie dla mnie i mojej rodziny. Nie jestem polityczną wolontariuszką. Na wybory chodzę dla siebie. Partia Razem nie kojarzyła mi się z komunistami i ich zbrodniami. Nie uważam propozycji socjalnych za komunizm. To, że się trafił jeden Zandberg o którym tutaj pisano nie jest takie znaczące, bo na listach z nazwiskami komunistów i ich krewnych można było znaleźć przedstawicieli każdej partii.

      Matka Pięciorga

      Usuń