poniedziałek, 17 października 2016

Podolacy - cz.5

Życiu publicznym zaczęło się tyle dziać (aborcyjna mina, CETA etc.) iż czas kończyć galicyjską odskocznię od współczesności i przypominanie skazanych na śmierć przez zamilczenie ludzi takiego formatu, jakiego w obecnej polityce, co w swoim komentarzu przypomniał czcigodny Jarek Dziubek (pozdrawiam serdecznie) już się dzisiaj nie spotyka.
Hrabia Kazimierz Feliks Badeni herbu Bończa urodził się w Suchorowie 14 października 1846 jako syn Władysława i Cecylii Badenich. Po ukończeniu studiów, zakończonych doktoratami z prawa i z filozofii, tak jak i jego młodszy brat Stanisław Marcin (poseł i dwukrotny marszałek Sejmu Krajowego Galicji, członek austriackiej Izby Panów) poświęcił się polityce.
Swoją karierę rozpoczął od funkcji starosty w Żółkwi, potem kolejno w Rzeszowie i Krakowie. Posłował wielokrotnie do Sejmu Krajowego Galicji, w latach 1888 – 95 był jej namiestnikiem.
Sprawując tę funkcję szukał kompromisu z Rusinami, zawierając z nimi porozumienie. Dał się poznać jako sprawny organizator, łącząc to stanowisko z osobistym kierowaniem galicyjskimi dyrekcjami skarbu oraz dóbr państwowych i z wielkim sukcesem organizując w roku 1894 Wystawę Krajową we Lwowie. Kontynuował dzieło hrabiego Gołuchowskiego Starszego rozbudowując polskie szkolnictwo. Oraz jak na konserwatystę przystało, pokazał że jest człowiekiem zasad. Gdy Franciszek Józef nie chciał się zgodzić na złożenie na Wawelu zwłok Adama Mickiewicza, Badeni zagroził swoją dymisją. I cesarz wycofał swój sprzeciw, bowiem hrabia Kazimierz był dla niego zbyt wartościowym człowiekiem.
W roku 1895 cesarz mianował go premierem rządu Austrii, w przemówieniu inicjującym jego działalność bardzo ciepło wyrażając się o osobie premiera. Sprawując tę funkcję dążył do upowszechnienia prawa wyborczego, tworząc tzw. piątą kurię, z której posłów mogli wybierać najmniej zamożni obywatele, do tej pory pozbawieni prawa wyborczego. Dążył do zwiększenia praw narodów wchodzących w skład austriackiej części monarchii i to stało się powodem upadku jego rządu.
Gdy w roku 1897 zrównał w prawach na terenie Czech język czeski z niemieckim, pangermanie Georga Schönerera, otwarcie głoszący postulat przyłączenia Austrii do II Rzeszy, rozpoczęli awantury w parlamencie (regulamin pozwalał posłom na przemawianie bez jakichkolwiek ograniczeń czasowych). Tzw. „prawo Falkenhayna” pozwalało na okiełznanie warcholących posłów przy pomocy policji i premier Badeni z niego skorzystał. Na ulicach Wiednia rozpoczęły się zamieszki, do Niemców dołączyli też socjalistyczni użyteczni idioci, nie chcący pamiętać, komu zawdzięczają możliwość wybierania swoich posłów. I stary Prohazka udzielił rządowi Badeniego dymisji.
Jako ciekawostkę mogę podać, że rząd ten składał się z premiera i dziewięciu ministrów – sześciu Niemców i trzech Polaków (poza Badenim Leona Bilińskiego i Edwarda Rittnera). Nie pomyliłem się w rachunkach bowiem premier sprawował jednocześnie funkcję ministra spraw wewnętrznych. O takiej liczbie ministerstw można tylko pomarzyć w czasach, gdy w rządach pojawiają się tak operetkowe fuchy, jak ministrowie do spraw pedałów i lesbijek, pieprzenia w eurobambus i europieprzenia w bambus.
Kazimierz Badeni był żonaty z Marią Marianną Apolonią hrabianką Skrzyńską, miał z nią syna Ludwika Józefa Władysława i córkę Marię. Zmarł w roku 1909, wracając pociągiem z kuracji w Karlsbadzie.
Wspomniałem powyżej o Leonie Bilińskim, który w rządzie Kazimierza Badeniego kierował finansami Austrii. Czas na więcej informacji o tej wartej przypomnienia postaci.
Urodził się w Zaleszczykach 15 czerwca 1846 jako syn Wiktora Bilińskiego herbu Sas i baronówny Malwiny Brunickiej. Uczęszczał do szkół w Trembowli, Buczaczu, Stanisławowie i Tarnopolu. W latach 1863-1867 studiował prawo na Uniwersytecie Lwowskim, uzyskując stopień doktora praw. Po ukończeniu studiów związał się z tą uczelnią, specjalizując się w ekonomii społecznej. Z czasem jako profesor kierował Katedrą Ekonomii Społecznej, wielokrotnie był dziekanem Wydziału Prawa a w latach 1878 – 79 rektorem Uniwersytetu Lwowskiego, na którym wykładał do roku 1892.
Po ukończeniu studiów karierę naukową łączył z urzędniczą (praca w Namiestnictwie) a następnie polityczną. W roku 1883 po raz pierwszy został wybrany do parlamentu Austrii i mandat ten sprawował aż do czasu upadku monarchii austro – węgierskiej. Wielokrotnie był prezesem lub wiceprezesem Koła Polskiego w Radzie Państwa (oficjalna nazwa dwuizbowego parlamentu Austrii). Funkcje parlamentarne łączył z odpowiedzialnymi stanowiskami państwowymi. W latach 1893 – 95 kierował austriackimi kolejami, w latach 1895 – 97 finansami austriackimi w rządzie Badeniego. W roku 1900 objął stanowisko gubernatora Banku Austro – Węgierskiego, które sprawował do 1909 a w latach  1912 – 1915 był austro – węgierskim wspólnym ministrem skarbu i jednocześnie cywilnym namiestnikiem Bośni i Hercegowiny (stanowiska te były oficjalnie połączone w systemie konstytucyjnym c. k. monarchii).
Był zwolennikiem przekształcenia tejże monarchii z dualistycznej w trialistyczną z polskim komponentem i dlatego łączył działania patriotyczne (repolonizacja Uniwersytetu Lwowskiego, udział w Naczelnym Komitecie Narodowym, a następnie kierowanie nim od roku 1916) z lojalnością wobec cesarza.
Austrofile zarzucają mu dopuszczenie do sarajewskiego zamachu na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. Istotnie Biliński otrzymywał meldunki policyjne i wywiadowcze iż takie niebezpieczeństwo istnieje. Ale nie zrobił nic, by temu zapobiec. Żeby było ciekawiej, o przygotowywaniu tego zamachu przez koła związane z serbskim wywiadem dowiedział się też premier Serbii Nikola Pasić. I wiedząc czym musi się ewentualna wojna skończyć dla Serbii, próbował  dyskretnie ostrzec Wiedeń, ale jego starania okazały się nieskuteczne.
Mam na ten temat hipotezę roboczą. Uważam że Biliński świadomie grał na wojnę Państw Centralnych z Rosją i klęskę tej ostatniej, co doprowadziłoby do przyłączenia do habsburskiej monarchii znaczącego fragmentu ziem polskich i ułatwiło znacznie realizację idei trialistycznej. Zabójstwo następcy tronu dawało pewność wybuchu wojny z Rosją, która po japońskiej kompromitacji nie mogła sobie pozwolić na pozostawienie bez pomocy swojego serbskiego bulteriera. Bo w głupotę czy śmierdzące lenistwo Bilińskiego nigdy nie uwierzę.
W II RP nie było chętnych do skorzystania z wielkich doświadczeń ekonomicznych Leona Bilińskiego. Jedynie premier Paderewski na krótko powierzył mu w roku 1919 tekę ministra skarbu. Nie przyniosły też większych sukcesów jego starania o intensyfikację stosunków gospodarczych polsko – austriackich. Ograniczyły się one do utworzenia kierowanego przez niego Banku Polsko – Austriackiego z siedzibą w Wiedniu. Leon Biliński zmarł tam 6 czerwca 1923.
Za ostatnią z arbitralnie wybranych osób z grona „podolaków”, moim zdaniem wartą przypomnienia, uważam „hrabiego Wojtka”.
Hrabia Wojciech Dzieduszycki herbu Sas urodził się w Jezupolu 13 lipca 1848. Jego rodzicami byli Władysław i Antonina z Mazarakich. Zmarł w Wiedniu 23 marca 1909. Wielokrotnie posłował do Sejmu Krajowego Galicji i wiedeńskiej Rady Państwa, był aktywnym członkiem zarządu Koła Polskiego. W latach 1906 – 7 pełnił funkcję ministra do spraw Galicji w rządzie Maksa von Becka. Mało kto wie o jego działalności  literackiej i naukowej – od roku 1896 był profesorem historii filozofii i estetyki Uniwersytetu Lwowskiego, bardzo lubianym przez studentów. Ale na wieczną pamięć zasłużył jako bohater niezliczonych anegdot, z których przytoczę dwie ulubione.
W latach 1881- 93 prezydentem austriackiego parlamentu był Franciszek Jan Smolka (ojciec austriacki oficer pisał się Schmolke a matka była z domu Nemethy, ale Lwów zrobił swoje). Gdy na tym stanowisku stuknęła mu dziesiąta rocznica, posłowie postanowili to uczcić. Ktoś szalony, nieświadomy tego co czyni, wygłoszenie laudacji powierzył hrabiemu Wojtkowi. I posłowie usłyszeli (cytuję z pamięci):
Starożytni Grecy wierzyli, że przy narodzinach każdego dziecięcia obecne są muzy i to one decydują o jego losie. Jeśli pocałują dziecię w czoło, zostanie myślicielem. Jeśli w dłoń, pisarzem lub artystą etc. W co ciebie dostojny jubilacie pocałowały muzy, skoro już dziesięć lat zasiadasz w fotelu prezydenta izby poselskiej?
Druga anegdota wiąże się z jego funkcją ministra do spraw Galicji. Panował wtedy zwyczaj, iż polityk pierwszy raz obejmujący tekę ministerialną był przyjmowany na audiencji przez cesarza. W rządzie von Becka poza nim było jeszcze dwóch debiutantów, którzy zgodnie z obowiązującą  etykietą przybyli w dworskich mundurach, obficie szamerowanych na złoto, z trójkątnymi kapeluszami (tzw. „pierogami”) i przy szpadach. Natomiast Dzieduszycki pojawił się w kontuszu przy karabeli. Stary Prohazka nie wytrzymał i spytał:
- Panie hrabio, dlaczego nie ubrał się pan tak jak pańscy koledzy?
- Najjaśniejszy pan raczy wybaczyć prowincjuszowi – odparł zapytany. Zanim dowiedziałem się, gdzie w Wiedniu znajduje się gmach operetki, koledzy już zdążyli wybrać z rekwizytorni wszystko co najlepsze.

I tym akcentem kończę swój konserwatywno – galicyjski cykl.

Stary Niedźwiedź

11 komentarzy:

  1. Dzieki za artykul , milo sie czyta.Zapytam tylko o ktora ''Zolkwie'' tu chodzi ?

    Mazowiecka,lubelska, z pod Lwowa (Zolkiewskich) czy na poludniu ziemi czerwienskiej ?

    ''Swoją karierę rozpoczął od funkcji starosty w Żółkwi, ........Sprawując tę funkcję szukał kompromisu z Rusinami''

    Stan ludnosciowy znam jedynie z Zolkwi ''drugiej'' zalozonej pod koniec XV wieku przez Lubicz-Zolkiewskich z Zolkiewki przy Krasnymstawie)Tam wiekszosc osadnikow przyszla z Lubiczami z malopolski (a wczesniej pewnie z nimi samymi z Mazowsza)choc faktycznie byla we wsi (pozniej miescie) ''stara rozpadajaca sie cerkiew, jeden stary kosciol ''szlacecki'' jeden nowy, klasztor/szpital katolicki co pokazuje ze juz w XVI wieku byla tam zdecydowana przewaga katolikow.

    milego dnia.
    PiotrROI

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Piotrze
      Starostą mógł być Badeni jedynie w galicyjskiej Żółkwi, a o ile mi wiadomo, tylko ta z okolic Lwowa miała status miasta powiatowego.
      Pisząc o poszukiwaniu kompromisów w sporach z Rusinami miałem oczywiście na myśli lata kiedy był namiestnikiem Galicji. Na stanowisku starosty mógł co najwyżej gasić jakiś lokalny konflikt ale na politykowanie w skali prowincji był to zbyt niski szczebel.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Czcigodny Stary Niedźwiedziu,
    Przedstawiłeś ciekawą tezę. Podolacy wiernie służyli Monarchii Austro-Węgierskiej, ale w odpowiedniej chwili doprowadzili do destabilizacji, która doprowadziła ten twór do upadku. Brak mocarstw w Europie Środkowej pozostawia jednak ten obszar na żer Rosji i Niemiec. Mam nadzieję, że PiS-owcy nie spieprzą idei współpracy Wyszehradzkiej. Warto by dołączyć do tej grupy Chorwację i Austrię właśnie.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ''Przedstawiłeś ciekawą tezę. Podolacy wiernie służyli Monarchii Austro-Węgierskiej, ale w odpowiedniej chwili doprowadzili do destabilizacji,''

      brak dowodow naukowych poruszamy sie tu w ''hipotezach'' ;)

      milego

      PiorROI

      Usuń
    2. Czcigodny Piotrze
      Nie wierzę w uzyskanie jakichś dowodów naukowych na temat tych działań. W końcu politycy tej klasy nie pozostawiali śladów na piśmie ani o swoich zamiarach nie paplali po restauracjach przy kieliszku i ośmiorniczkach. To nie była hołota, której słoma z butów wystaje. Więc pozostaje logika. Biliński był bardzo bystrym człowiekiem o analitycznym umyśle, a do tego "superministrem" i jednocześnie cywilnym zarządcą Bośni i Hercegowiny. Mając policyjne doniesienia o wrzeniu wśród nakręcanych przez serbski wywiad wopjskowy serbskich spiskowców nie zrobił nic aby odradzić dworowi wizytę następcy tronu w Sarajewie. Do tego termin był wręcz idiotyczny, bowiem 28 czerwca (oczywiście wg kalendarza gregoriańskiego) to rocznica śmierci serbskiego księcia Lazara i większościjego rycerzy w bitwie z Turkami na Kosowym Polu.
      A więc dlaczego Biliński palcem nie kiwnął by tej absurdalnej a zarazem ryzykanckiej wizycie Franciszka Ferdynanda w Sarajewie zapobiec?
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. Czcigodny Dibeliusie
      Na nasze szczęście niemiecka fuehrerzyca zapadła na chorobę szalonych świń i zafundowała Szkopom islamski wrzód na tyłku. A Rosja żyje głównie z eksportu paliw a do tego faceci na potęgę piją a baby się "skrobią". Nie jest to dla mnie powód do biadolenia.
      Międzymorze to znakomity pomysł. Poza Chorwacją i Austrią byłaby szansa i na Rumunię oraz Bułgarię. Ale rozumiem Twoje obawy iż żoliborski Geniuś to spieprzy. Pomysł Antka Policmajstra budowy śmigłowca wraz z UPAiną zabrzmiał dla mnie jak syrena alarmowa.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    4. ''W końcu politycy tej klasy nie pozostawiali śladów na piśmie ani o swoich zamiarach nie paplali po restauracjach przy kieliszku i ośmiorniczkach.''

      Nie badalem tej epoki ale skoro mozna bez problemu przesledzic aktywnosc Piastow wsrod Polabian w IX/X* wieku choc nie ma na ten temat nawet jednego zdania zapisanego wspolczesnie tym bardziej epoce powszecnie uzywanego pisma nie powinno byc to duzym problemem dla historyka.


      wesol dzien
      PiotrROI
      *datowanie budowy duzyc grodow na Polabiu koreluje z najazdem niemcow na polabie i z budowa podobnych obiektow w Wielkopolsce.Polabie stanowilo dla Piastow ''zywa tarcze'' oddzielajaca ich od rzeszy i dajaca im czas na krystalizacje swojego panstwa.

      Usuń
    5. Do Intermarum warto też zaprosić Białoruś. Jedynego ze wschodnich sąsiadów nie cierpiącego na polakożerstwo.

      Usuń
    6. Czcigodny Piotrze
      Wybudowanie grodu pozostawia ślady materialne, na podstawie których archeolodzy są w stanie oszacować kiedy taki gród powstał i kto go zbudował. Ale już w przypadku zabójstw władców, nie zawsze wiadome jest na przykład to, kto z jego otoczenia go zdradził, ułatwiając lub wręcz umożliwiając to zabójstwo.
      Motorem zamachu na Franciszka Ferdynanda, powszechnie uważanego za jednego a liderów austro - węgierskiej "partii wojennej" był szef serbskiego wywiadu pułkownik Dragutin Dimitriević, stojący jednocześnie na czele oficerskiej organizacji konspiracyjnej "czarna ręka". To on nawiązał kontakt ze spiskowcami w Bośni i wyposażył ich w broń. Tępy serbski żołdak wymyślił sobie, że zabójstwo następcy tronu osłabi w c.k. monarchii stronnictwo wojskowe i zapobiegnie wojnie !!!
      Wspomniany przeze mnie premier Serbii Nikola Pasić zdawał sobie sprawę z nieuchronnych skutków takiego zamachu, bowiem myślał głową a nie tyłkiem. Musiał postępować więcej niż ostrożnie, bowiem skoro serbska soldateska z kręgów "czarnej ręki" zamordowała poprzedniego króla Serbii z dynastii Obrenovićów, na pewno nie cofnęłaby się i przed zabiciem premiera.
      I tu pojawiają się hipotezy i domysły. PODOBNO Pasić przesłał do Wiednia nieoficjalne ostrzeżenie o przygotowywanym zamachu. Nie znalazłem wiarygodnej a nawet żadnej informacji, do kogo było adresowane. Ale JEŻELI miało trafić na biurko namiestnika Bośni i Hercegowiny, moja hipoteza znacznie by się wzmocniła, a nawet chyba przestałaby być jedynie hipotezą.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    7. Czcigodny Refaelu
      Białoruś jest naszym naturalnym sojusznikiem. Dlatego zabawy Przestępczości Organizowanej w bycie niemieckim ratlerkiem i ujadanie na Łukaszenkę uważam za sabotaż.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    8. PS
      Czcigodny Refaelu
      Szczególnym idiotyzmem jest uczenie Białorusinów demokracji. Łukaszenka cieszy się tam autentycznym poparciem i wybory wygrałby i bez lukrowania ich wyników. Ludzie jeszcze pamiętają czasy sprzed jego rządów i dla nich słowo "demokracja" kojarzy się z mega syfem, tak im potrzebnym jak Beduinom łyżwy. Ale różne "Radia Biełsat" wiedzą przecież lepiej.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń