piątek, 21 kwietnia 2017

Schematy organizacyjne różnych nurtów chrześcijaństwa, a ich kondycja - cz.3

Święta Zmartwychwstania Pańskiego minęły, na scenie politycznej brak większych fajerwerków, czas zatem zakończyć cykl o wpływie schematów organizacyjnych kościołów chrześcijańskich na ich obecną kondycję.
Przypomnę że bezpośrednim impulsem do powstania tego tryptyku był komentarz czcigodnego Imperatora. Który podkreślił że przed Vaticanum Secundum ustrój Kościoła Rzymskokatolickiego, będącego monarchią absolutną, decydował o jego sile. Bowiem papież jako monarcha mógł postawić do pionu każdego biskupa czy księdza, który zacząłby szaleć i opowiadać głupoty. Natomiast po tej soborowej cezurze monarchą może zostać choćby obecny nawiedzony użytkownik białes sutanny, wygadujący takie herezje że strach się bać. Do tego zabierając głos w sprawach polityki, robi co może by zniszczyć cywilizację europejską, dostarczając całe tony amunicji terrorystycznej dziczy. Oczywiście z tego powodu nie mam ani szczypty złośliwej satysfakcji a wszystkim katolikom szczerze z tego powodu współczuję i chyba potrafię sobie wyobrazić ich dyskomfort psychiczny.  Bo wiem jak sam bym się czuł, gdyby premierem Polski został Ryszard Petru.

A jak podkreślił Imperator, wobec szaleństwa władcy monarchia absolutna jest praktycznie bezbronna.
Do jego opinii muszę dopowiedzieć dwa słowa. Bowiem do właściwego funkcjonowania monarchii absolutnej nie wystarczy mądry i uczciwy monarchia. Niewiele może on zdziałać bez lojalnych dworzan. A z tym w mojej ocenie jest gorzej niż źle. Bowiem co najmniej od czasu pontyfikatu Pawła VI w Kurii Rzymskiej uaktywniły się dwie doskonale zorganizowane, bardzo wpływowe i dlatego tak groźne koterie: masonów i dewiantów.
Przypomnę że Kodeks Prawa Kanonicznego z roku 1917 w kanonie 2335 potępił przynależność do masonerii pod karą ekskomuniki wiążącej mocą samego prawa. Natomiast ten obowiązujący od roku 1983, czyli zredagowany podczas pontyfikatu Jana Pawła II, o masonach i ekskomunice nie wspomina ani słowem. Jego kanon 1374 głosi:
„Kto zapisuje się do stowarzyszenia działającego w jakikolwiek sposób przeciw Kościołowi (quae contra Ecclesiam machinatur), powinien być ukarany sprawiedliwą karą; kto zaś popiera tego rodzaju stowarzyszenie lub nim kieruje, powinien być ukarany interdyktem.”
Nagabywana w tej kwestii przez zdumionych tym katolików Kongregacja Nauki Wiary w  swojej Deklaracji z 26 listopada 1983 odpowiedziała:
„Niniejsza Kongregacja jest w stanie odpowiedzieć na to, iż okoliczność ta jest spowodowana kryterium redakcyjnym takim samym, jak dla innych zrzeszeń, które podobnie nie zostały wymienione, ponieważ włączone są do szerszych kategorii.”
Jak widać autorzy eseldowskiej przewalanki powszechnie znanej jako „i czasopisma” prochu nie wymyślili. A co się tyczy tego pożal się Boże „kryterium redakcyjnego”, nikt i nic nie zdejmie odpowiedzialności z monarchy absolutnego, bez którego podpisu tenże kodeks nie nabrałby mocy prawnej.
Siła watykańskiej masońskiej szajki w sposób najbardziej widoczny ujawniła się podczas niemal przez wszystkich zapomnianego króciutkiego (od 26 sierpnia do 28 września 1978) pontyfikatu Jana Pawła I. Opisując tę sprawę posłużyłem się:
1. Dostępnymi w internecie fragmentami książki „Watykan zdemaskowany” autorstwa Paula L. Williamsa, byłego agenta amerykańskich służb specjalnych.
2. Dostępną powszechnie informacją o Carmine
Mino" Pecorellim (14.06.1928 - 20-03.1979). Włoskim dziennikarzu i masonie który popadł w niełaskę włoskiej loży P2. Opublikował we wrześniu 1978 w Osservatore Politico" listę 121 kardynałów, biskupów i prałatów należących do watykańskiej loży Ecclesia", filii P2. Pecorelli został zastrzelony na ulicy przed siedzibą swojej redakcji, do jego ust morderca wedle sycylijskiego zwyczaju włożył kamień. Zapewne po to by naiwni uwierzyli że zleceniodawcą istotnie była mafia, ale ta sycylijska.
3. Zamieszczoną na portalu
https://gloria.tv/article/qE2JoY2rPH7T6qpG4ZuGYy9xF
ciekawą publikacji
Rytualne zabójstwo polityczne?".
4. Dostępnymi w sieci omówieniami książki brytyjskiego dziennikarza Davida Yallopa
W imieniu Boga?".
Najciekawsze postacie z
listy Pecorelliego" to:
1. Kardynał Jean Villot, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej. Za pontyfikatu JP II był kardynałem kamerlingiem, zmarł w marcu 1979.
2. Arcybiskup Paul Marcinkus, szef Instytutu Dzieł Religijnych czyli Banku Watykańskiego. Przez JP II awansowany na Pro-Prezydenta Miasta Watykan.
3. Prałat Pasquale Macchi, sekretarz osobisty Pawła VI. Przez JP II mianowany arcybiskupem tytularnym.
4. Kardynał Agostino Casaroli, znany też jako
Kardynał Pieriestrojka". JP II mianował go sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej.
5. Kardynał Sebastiano Baggio, przewodniczący Kongregacji Biskupów. Za pontyfikatu JP II został prezydentem Papieskiej Komisji d/s Państwa Watykańskiego oraz kardynałem kamerlingiem, a następnie wicedziekanem Kolegium Kardynalskiego.
Rozwinięcia wymaga wątek arcybiskupa Marcinkusa. Współpracował z Roberto Calvim, szefem Banco Ambrosiano oraz Michele Sindoną, zwanym bankierem sycylijskiej mafii, w praniu brudnych pieniędzy. Gdy w roku 1982 Banco Ambrosiano zbankrutował, Calvi został odnaleziony w Londynie (
powiesił się") a jego sekretarka w Mediolanie wypadła z okna". Sindona zmarł w więzieniu a Marcinkus przez pewien czas nie mógł opuszczać terytorium Watykanu bo był poszukiwany listem gończym jako szef oddziału Banco Ambrosiano z siedzibą na Wyspach Bahama. Watykan był zmuszony pokryć poszkodowanym straty w wysokości ponoć 241 milionów $.
Gdy mowa o przyczynach śmierci Jana Pawła I, badacze formułują dwie hipotezy.
Jedni uwagę skupiają na finansowych machinacjach Marcinkusa (nielegalne wyprowadzanie kapitałów z Włoch, pranie pieniędzy z handlu narkotykami) o których dowiedział się JP I, a od niego o chęci usunięcia ze stanowiska Marcinkusa i  jego najbliższe otoczenie, zdominowane zdaniem Pecorelliego przez masonów. Zatem dokonało morderstwa na rozkaz Licio Gelliego, wielkiego mistrza loży P2. Tym wszystkim którzy uznają że demonizuję możliwości tej loży, przypomnę iż masońskim podkomendnym nieżyjącego już Gelliego był między innymi Silvio Berlusconi.
Druga mówi że gdy lista Pecorelliego stała się tajemnicą poliszynela, JP I za pośrednictwem kardynała, którego na niej nie było zasięgnął informacji u władz włoskich. Po uzyskaniu potwierdzenia jej wiarygodności zaczął wzywać na dywanik najbardziej prominentne osoby z listy i domagać się od nich rezygnacji z pełnionych funkcji. I to przesądziło sprawę.
Gdy rankiem 29 września 1978 siostra Vincenza Taffarel przyniosła papieżowi kawę i znalazła go martwego, natychmiast zawiadomiła o tym kardynała Villota. A ten jako kamerling natychmiast nakazał pogrzeb, nawet bez wydania przez lekarza świadectwa zgonu. Oraz zobowiązał siostrę Vincenzę do milczenia. Niektórzy autorzy utrzymują (nie zostało to niezbicie udowodnione) że śmierć nastąpiła podczas pisania a Villot
oczyścił" sypialnie zabierając buteleczkę z lekarstwem i kartki zapisane tej nocy przez papieża. Którego pontyfikat trwał tylko 33 dni lecz są pełne podstawy do przypuszczenia że byłby to bardzo dobry pontyfikat.
Gdy czytam jakieś co najmniej niepochlebne doniesienia na temat Kościoła Rzymskokatolickiego,  zaczynam od sprawdzenia czy nie jest to kolejne ateotalibańskie łgarstwo. W tym celu zasięgam wiedzy u linkowanego na Antysocjalu mojego przyjaciela Krusejdera. Katolika przedsoborowego, konserwatysty pierwszej gildii i realisty, nigdy nie mieszającego uczuć z polityką czy gospodarką. Zatem przed opublikowaniem tego postu poprosiłem go o konsultację w kwestiach podanych tu hipotez czy poszlak. Bowiem takie sprawy, jak wielkie straty Banku Watykańskiego, zamordowanie Calviego i jego sekretarki czy nie tylko kompletną bezkarność  a nawet chronienie Marcinkusa negować może tylko idiota. Tak jak i masowe awanse za pontyfikatu JP II ludzi, którzy po udowodnienia przynależności do masonerii, o ile mi dobrze wiadomo, z mocy prawa zasługiwali wręcz na ekskomunikę. Zatem powinni być karani a nie nagradzani.
Krusejder oczywiście zgodził się ze mną, że wobec dołożenia przez kamerlinga Villota wszelkich możliwych starań, by przyczyna śmierci Jana Pawła I nie została nigdy wyjaśniona, można mówić tylko o hipotezach bądź poszlakach. Ale dysponując znacznie większą wiedzą na ten temat niż ja, potwierdził też że nie ma cienia jakichkolwiek powodów by którąkolwiek z tu przedstawionych wolno było odrzucić.
Większą dyskrecję zachowuje koteria dewiantów. Gdy w Irlandii pedofilskie skandale zakonne i księżowskie przestały być zamiatane pod dywan a tamtejsze sądy obudziły się ze snu zimowego (w USA w tej kwestii od dawna ponad prawem stoją tylko i wyłącznie rabini, którym żaden amerykański sąd nie śmie podskoczyć), reakcja Watykanu była praktycznie zerowa. Najkorzystniejszym dla JP II wytłumaczeniem tej bierności jest jego zły stan zdrowia plus skuteczne odcięcie go od tych informacji przez jego otoczenie. Ale to z kolei wystawia jak najgorszą opinię „kamerdynałowi” Stasiowi.
Wielu ludzi zorientowanych w kulisach Kurii Rzymskiej zwróciło uwagę na błyskawiczne kariery przysłanych tam na studia lub / i zatrudnionych w kurii młodych księży o orientacji „inaczej”. Następnie otrzymujących sakry biskupie i odsyłanych do krajów macierzystych. Gdyby zatem niejaki Charamsa nie pozazdrościł rozgłosu preydentowi Słupska i wykazał się większą dozą inteligencji oraz dyskrecji, być może  byłby już biskupem pomocniczym którejś z polskich diecezi.

W sposób dobitny mechanizm ten ilustruje przypadek niejakiego Juliusza Paetza. Gdy jako 32 letni ksiądz został pracownikiem Sekretariatu Generalnego Synodu Biskupów w Rzymie, jego kariera ostro przyspieszyła. Do Polski wrócił po nominacji na biskupa diecezjalnego łomżyńskiego i rzecz jasna nadal awansował. Od roku 2000 uwodzenie kleryków przez arcybiskupa pederastę było już znane poznańskim katolikom, ale ich interwencje u polskich hierarchów, nuncjusza arcybiskupa Kowalczyka (wielce antypatyczna postać) i nawet w Rzymie nie przyniosły oczywiście żadnego rezultatu. Gdy w lutym 2002 polska prasa nagłośniła sprawę, z informacją o skandalu szczęśliwie uało się przebić do JP II jego przyjaciółce jeszcze z czasów młodości dr Wandzie Półtawskiej a papież wysłał do Poznania swoją komisję. Paetz początkowo łgał jak Tusk ale w końcu złożył rezygnację, przyjętą w końcu marca 2002. JP II zakazał zboczeńcowi udzielania sakramentów święceń i bierzmowania, głoszenia kazań,  konsekrowania kościołów i ołtarzy oraz przewodniczenia publicznym uroczystościom.
Watykańskie pedały nie zapomniały o okrutnie skrzywdzonym współbracie w zboczeniu i w roku 2010 próbowały go reanimować, anulując te zakazy. Tu trzeba bardzo pochwalić księdza arcybiskupa poznańskiego Stanisława Gądeckiego i serdecznie mu podziękować za skuteczne storpedowanie aż takiej podłości.
Dlatego też, czcigodny Imperatorze, z takimi dworakami nawet najlepszy i najszlachetniejszy monarcha może przegrać, co dobitnie udowodnił gwałtownie przerwany pontyfikat JP I. Sprawa wygląda na znacznie trudniejszą niż odwszenie polskiego wymiaru niesprawiedliwości. Pozostało poprosić o pomoc Boską a do takiej modlitwy moich katolickich braci w Chrystusie zawsze chętnie się przyłączę.

Stary Niedźwiedź

4 komentarze:

  1. Szanowny Stary Niedźwiedziu,
    Dzięki za obszerne opracowanie głównych chrześcijańskich wyznań. Jeśli chodzi o luźne podejście do szóstego przykazania, to już 500 lat temu (czyli na kilkaset lat przed soborem II) niejaki Rodrigo Borgia (ksywka Aleksander VI) i niemal cała jego kardynalska świta niewiele sobie z tego punktu dekalogu robili. Myślę, że teraz po prostu takie czasy, że się o tym mówi. A zamiatano pod dywan od zawsze. Wszak kuśka nie sługa i celibat gdzieś swoje ujście musi mieć.
    Serdeczne pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Jarku
      W przypadku rodziny Borgiów szóste przykazanie to drobiazg bo jeszcze elastyczniej podchodzili do piątego. Niechętni mu historycy utrzymują że Roderigo zmarł przez roztargnienie bo podczas kolacji pociągnął łyk wina z kielicha jednego z kardynałów, zamiast ze swojego.
      Zawsze byłem zdecydowanym przeciwnikiem celibatu, wprowadzonego przecież dopiero w XI wieku (reformy gregoriańskie), tak naprawdę wyłącznie po to by spadek po zmarłym księdzu "nie zmarnował się". Przynajmniej dla mnie list św. Pawła do Tymoteusza, w którym Apostoł Narodów zaleca aby biskup był przykładnym ojcem i mężem tylko jednej żony, wyjaśnił tę kwestie raz na zawsze.
      Wcześniej żonaci mężczyźni bez problemów uzyskiwali święcenia kapłańskie. Ciekawy jest przypadek papieża (536-537) św. Sylweriusza, prawowitego syna też papieża (514-523) św.Hormizdasa. Sprawdziłem że obecnie ich świętość jak najbardziej nadal jest przez KRK uznawana.
      A kilku znanych mi osobiście pastorów jakością swojej posługi potwierdza dla mnie oczywistą oczywistość że mężczyzna korzystający z najwspanialszego daru Boskiego ma dodatkową potężną motywację aby być Mu wdzięcznym i jeszcze lepiej służyć. A konsekwencje obowiązkowego w Kościele Rzymskokatolickim celibatu przypominają mi stary aforyzm Kisiela:
      Gospodarka socjalistyczna nieustannie bohatersko walczy z przeciwnościami które w gospodarce kapitalistycznej nie istnieją.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Czcigodny Stary Niedźwiedziu,
    Szanuję katolików przedsoborowych, ale nieuchronnie nasuwa mi się refleksja, czy zawsze to, co było wcześniej, było lepsze. Na przykładzie papieży znajdziemy w przeszłości przykłady rozpustników, morderców, kazirodców itd. Obecny papież dąży do zagłady naszej religii i cywilizacji, ale spełniając przynajmniej literalnie zalecenia Ewangelii o miłości i uwielbieniu do wrogów.

    Jak stwierdził już Jan Paweł II:

    Z tą chwilą, gdy mowa o nauczaniu, otwiera się bardzo doniosły problem znaczenia odnośnych wyrazów i treści pojęć, a nade wszystko treści pojęcia „miłosierdzie” (w stosunku do pojęcia „miłość”). Zrozumienie tych treści stanowi klucz do zrozumienia samej rzeczywistości miłosierdzia, co dla nas jest najważniejsze. Zanim jednakże tej sprawie, to znaczy ustaleniu znaczenia wyrazów i właściwej treści pojęcia „miłosierdzie”, poświęcimy dalszą część naszych rozważań, trzeba jeszcze stwierdzić, że Chrystus, objawiając: miłość-miłosierdzie Boga, równocześnie stawiał ludziom wymaganie, aby w życiu swoim kierowali się miłością i miłosierdziem. Wymaganie to stanowi sam rdzeń orędzia mesjańskiego, sam rdzeń etosu Ewangelii. Mistrz daje temu wyraz zarówno w postaci przykazania, o którym mówi, że jest „największe” (Mt 22, 38), jak też w postaci błogosławieństwa, kiedy w kazaniu na górze głosi: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7).

    Moja ocena JP II nie jest jednoznaczna. Wydaje się, że w niewielkim stopniu kontrolował strukturę, organizację i doktrynę Kościoła, zostawiając rzeczy swojemu biegowi, a nie działo się dobrze. Skoncentrował się na tym, do czego miał talent i powołanie - na wzór Jezusa stał się patriarchą podróżującym, potrafił dotrzeć z prostym, emocjonalnym przekazem do tłumów. Jego nauk w zasadzie nie pojmuję - dla mnie to hermetyczny przekaz poetycko-teologiczny. Trzeba też zrozumieć psychologiczną sytuację JP II - zza żelaznej kurtyny przeniesiony został na wymarzony Zachód. Wtedy wydawało nam się, że na Zachodzie ludzie są mądrzejsi, bardziej wartościowi, wszystko jest świetnie zorganizowane. Teraz dopiero przekonaliśmy się, że to banda pedałów i kretynów.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Dibeliusie
      Niektórzy "teolodzy" plotą brednie jakoby modelowy katolik powinien nie stawiać oporu swoim oprawcom i zakńczyć ziemski żywot idąc niczym baran na rzeź. Do tego grona idiotów de facto dołączyli też niektórzy "teolodzy protestanccy", głównie ze Skandynawii, swoim "nauczaniem" w kwestii ciapatych bandytów. Tu obłąkany gaucho i ta parszywa lesba ze Sztokholmu mogą przybić fląderkę. Jedni i drudzy pokazują jak zlikwidować w Europie chrześcijaństwo w góra 30 lat.
      Moim zdaniem JP II, jako człowiek niewątpliwie bardzo inteligentny, szybko zorientował się że w Watykanie spraw naprawdę istotnych (finanse, polityka kadrowa etc.) nie wolno mu się dotykać, jeśli życie mu miłe. Ci którzy tak naprawdę Watykanem rządzą pozostawili mu podróże po świecie, pisanie encyklik w całości zrozumiałych dla góra kilku procent katolików i wygłaszanie pięknych kazań, świetnie odbieranych przez wiernych w warstwie emocji, ale ich uczynki świadczą o tym że to nauczanie po prostu spływało po nich jak woda po gęsi. Banalny przykład - prosił by nie stawiać mu pomników. A jest ich tyle że tylko UPAina z kultem bandytów może wyprzedzić Polskę w konkurencji sportowej liczba pomników idola/idoli na kilometr kwadratowy.
      W Polsce nasze widzenie JP II jest inne niż w reszcie świata bo zdeterminowane głównie względami politycznymi. Ale z punktu widzenia katolika spoza Europy Wschodniej Benedykt XVI, mający w końcu chyba takie same ograniczenia swojej faktycznej władzy, przez 8 lat zrobił dla KRK więcej dobrego niż jego poprzednik przez 28.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń