poniedziałek, 24 kwietnia 2017

W Wilkowyjach nad Sekwaną wygra Petru

Z jednego z wczesnych odcinków serialu „Ranczo” Stary Niedźwiedź zapamiętał bardzo charakterystyczną scenę. Mało jeszcze znająca miejscowe realia Lucy zapytała jedną z wieloletnich mieszkanek Wilkowyj o wójta. I usłyszała całą krytyczną litanię. Że to złodziej, wyjątkowo pazerny łapownik, oszust i kłamca, myślący tylko o tym, by się nachapać. Ale na następne pytanie, czyli na kogo ta osoba zagłosuje w zbliżających się wyborach samorządowych, indagowana ze zdumieniem odpowiedziała:
- Jak to na kogo? Na wójta!
Po polskich wyborach parlamentarnych 2011 zaczęliśmy się zastanawiać, czy jest jakaś granica okradania i upodlania mieszkańców „chuja, dupy i kamieni kupy” (w wersji cenzuralnej Tusk, Kopacz i kamieni kupa), której przekroczenie obudzi Polaków z wilkowyjskiej hipnozy. Na szczęście po ucieczce na saksy szczura z tonącej łajby, nowa wersja czyli „dupa, bandzior i kamieni kupa”  przepełniła czarę goryczy. Tyłki Polaków okazały się nie być zrobione z tytanu i szajce Przestępczości Organizowanej oraz jej zielonej prostytutce odrąbano ryje od koryta. Smutnym akcentem było utargowanie aż 7.6 % głosów przez wystruganych z banana przez WSI teczkowego Balcerka czyli Nowoczesnego Ryśka i jego również głupsze od własnego podogonia girlaski.
Ale nasza nieprzesadnie pochlebna opinia o zdrowym rozsądku rodaków uległa dalszemu złagodzeniu w niedzielny wieczór, gdy opublikowano szacunkowe wyniki pierwszej tury francuskich wyborów prezydenckich.
Samo przejście Marine Le Pen do drugiej rundy oczywiście nas nie zaskoczyło. Tak jak i jej wynik, który już kilka miesięcy wcześniej oceniliśmy na między 20 a 25 %. Tak samo jak i wynik poniżej 10 % socjalistów, skoro „wicekanclerz” Hollande cieszy się zaufaniem aż 4% Francuzów. Ale nie przypuszczaliśmy że łże prawica (de Gaulle w grobie się przewraca) sama się zaorze, wystawiając prymitywnego złodziejaszka Fillona, któremu na pociechę Zakosiniak – Kłamysz z kolegami powinni za wykazane dobre chęci przyznać honorowe członkostwo PSL. Ale jednocześnie  załatwić staż w urzędzie marszałkowskim u Struzika, żeby się gamoń douczył, jak to robią profesjonaliści.
Natomiast wynik Macrona upewnił nas, że ludzie mieszkający nad Loarą, Rodanem i Sekwaną nie są średnio ani trochę bardziej rozgarnięci od Hadziuka, Solejuka i Pietrka, że o takim mędrcu jak Japycz nawet nie wspomnimy. Bo ten ostatni to za wysokie progi na przeciętnego żabojada nogi. Żeby uznać Macrona za kandydata niezależnego, trzeba mieć iloraz inteligencji mniejszy od numeru noszonego obuwia. Bo kimże jest ta udoskonalona wersja Petru? Ciocia Wiki podaje następujące informacje o jego karierze zawodowej i politycznej.
1. Po ukończeniu studiów został członkiem korpusu inspektorów finansowych w ramach Inspection générale des finances, państwowej służby zajmującej się audytem i kontrolą.
2. W 2008 przeszedł do pracy w bankowości inwestycyjnej w ramach kontrolowanego przez rodzinę Rothschildów Rotschild & Cie Banque, gdzie był zatrudniony do 2012.
3. W latach 2012–2014 pełnił funkcję zastępcy sekretarza generalnego Pałacu Elizejskiego w administracji prezydenta François Hollande.
4. 26 sierpnia 2014 objął stanowisko ministra gospodarki, przemysłu i cyfryzacji w rządzie Manuela Vallsa (taka hybryda Bieńkowskiej i Piechocińskiego). Mimo że dla gospodarki francuskiej były to złe lata, zyskał u francuskich lemingów osobistą popularność, zaczął być uwzględniany w sondażach przeprowadzanych na potrzeby wyborów prezydenckich w 2017.
5. W kwietniu 2016 założył własny ruch polityczny pod nazwą En Marche!, a jego polityczne zaangażowanie zostało w lipcu tegoż roku publicznie skrytykowane przez prezydenta. 30 sierpnia Emmanuel Macron odszedł z urzędu ministra.
6. W roku 2016 popisał się złotą myślą że Francuzi muszą nauczyć się żyć z terroryzmem. Aż takiej bredni nie powstydziliby się ani feminazistka Kazimiera Szczeka, ani chujwejbin Adrian Zandberg.
7. Zadeklarował start w wyborach prezydenckich w 2017 jako kandydat niezależny, odmawiając udziału w prawyborach zorganizowanych przez socjalistów, w których zwyciężył Benoit Hamon, który w niedzielnych wyborach ugrał aż 7 %.
Warto przyjrzeć się też gronu tych, którzy stręczą francuskim wyborcom tę wydmuszkę. Nie dziwi obecność w tym gronie żałosnego Hollande’a czy kanciarza Fillona, z którego taki prawicowiec jak z Icka Dikmana katolik. Ale są wśród nich i takie rodzynki jak:
Pedofil i trockista, obecnie robiący za ekoterrorystę Daniel Kon – Bandyta.
Gardłujący za legalizacją narkotyków Bernard Kouchner.
Skompromitowany do imentu swoim „premierowaniem” socjalista Manuel Valls.
Rektor Wielkiego Meczetu w Paryżu Dalil Boubakeur.
Żeby było jeszcze śmieszniej, diametralnie inne opinie niż ten chór wujów wyartykułowały francuskie pedały i lesbijki. W jakimś wywiadzie tamtejszy Biedroń (szkoda nam czasu na sprawdzanie jak się zwie) powiedział że zagłosuje na panią Le Pen. Oczywiście pismak zrobił karpia, po czym zaczął go prostować słowami, przy których TW „Stokrotka” mogłaby robić za kulturalną dziennikarkę a poseł Mieszkowski za inteligentnego człowieka. I usłyszał coś na kształt:
- Przecież Le Pen co najwyżej może zlikwidować śluby jednopłciowe. A islamiści poucinają nam głowy!
Trudno dobrze rokować krajowi, w którym poza stabilnym elektoratem prawicowym (kilkanaście, góra 20 %) do wykazywania instynktu samozachowawczego  zdolni byli jedynie zboczeńcy. Co poniektórzy dziennikarze utrzymują, że po pięciu latach rządów tego euroentuzjasty i fana Europy dwóch prędkości oraz politpoprawizmu, następne wybory wygra Le Pen. Ale wtedy na sprzątanie może już być za późno.
Janek, z zawodu robotnik leśny, znakomity łowca leszczy i towarzysz wędkarskich eskapad Starego Niedźwiedzia, mawia że nie wystarczy wykształcenie, bo trzeba jeszcze mieć rozum. Niestety ta oczywista prawda dla francuskich „elyt” i durniów traktujących serio ich wymiociny jest niedostępna.

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce
Refael72

31 komentarzy:

  1. Szanowni Autorzy, dziś usłyszałem, że naczelny imam Francji nawołuje, by głosować na Macrona. To może być właśnie ta przejechana na pasach po pijaku zakonnica w ciąży. Jak niemuzułmańscy Francuzi to usłyszą, a zdaje się, że takich wciąż jest jeszcze większość, to Le Penówna może te wybory wygrać.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Jarku
      Twoja hipoteza miałaby szansę się ziścić, gdyby żabojady zachowały swoją specyficzną logikę z czasów II Wojny Światowej, której przy przyjętych na wstępie założeniach nie można było zarzucić wewnętrznej sprzeczności. W czerwcu 1940 zaczeli masowo wiać z frontu, bo przecież Niemcy strzelają i lepiej tę wojnę przeczekać po kafejkach i burdelach. Oczywiście każdy w pierwszej kolejności wyrzucał karabin do najbliższego rowu, bo po cholerę taszczyć kilka kilo żelastwa. Ale każdy miał manierkę lub nawet dwie, bo do czegoś trzeba przelać wino z bytelki, która może się stłuc.
      Dzisiaj skoro do zamachów terrorystycznych zdaniem tego ichniego Petru trzeba się przyzwyczaić i taki bałwan dostał 24% a nie 4%, wygląda to na zatracenie instynktu samozachowawczego. A to już w moim odbiorze oznacza zerwanie nawet z taką logiką jak ta z ostatniej wojny.
      Najcelniej chyba wysłowił to czcigodny Dibelius w komentarzu pow poprzednim postem:
      "Wtedy (w czasach PRL - SN) wydawało nam się, że na Zachodzie ludzie są mądrzejsi, bardziej wartościowi, wszystko jest świetnie zorganizowane. Teraz dopiero przekonaliśmy się, że to banda pedałów i kretynów."
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. A to już Stary Niedźwiedziu można będzie podsumować starą dobrą sentencją - chcącemu nie dzieje się krzywda.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Czcigodny Jarku
      Teoretycznie tak. Ale wydaje mi się że głupcowi który pod wpływem propagandy innych głupców zacznie popełniać idiotyzmy, krzywda stać się może. Klasycznym przykładem są ci, którzy zaczynali od marychujany, bo to przecież "nieszkodliwa używka".
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Ad. 6
    arcymondrom, złotom myśl pięknie skwitował Mariusz Pudzianowski, strongman, a poza sportem właściciel firmy transportowej.
    Brzmi to jakby pan domu powiedział: nasrałem w salonie, będziemy musieli nauczyć się żyć w smrodzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Refaelu
      Wynika z tego że pan Pudzianowski ma lepsze kwalifikacje do bycia prezydentem Francji od tego połączenia Petru z Palikotem. Oraz, z wyłączeniem pani Le Pen, reszty tej bandy kretynów. Bo nawet francuskie pedały są mądrzejsze.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  3. Szanowna Redakcjo,

    ''Żeby uznać Macrona za kandydata niezależnego, trzeba mieć iloraz inteligencji mniejszy od numeru noszonego obuwia''

    Biorac pod uwage ze ''wolne'' (chle chle chle) media juz drugie poklenie tresuja ten narod w postepactwie to 20% ludzi samodzielnie myslacych uwazam za calkiem przyzwoity wynik.Nas raptem jedo pokolenie tresuja rozne ARS (Axel Ringier Springer) a juz widac ze niektore jednostki gdyby nie posiadaly ID moznaby swobodnie zaliczyc jako gatunek bydla (choc nie wiem czy nie obrazam bydla).

    Tyle sie pieje o ''wolnosci slowa'' a jednoczesnie w kalifacie paRYSkim nie tylko zostala ona prawnie wprowadzona lecz rowniez poruszanie niewygodnych tematow karane jest wiezieniem.I co ? I NIC ''nie mamy panskiego plaszcza i co pan nam zrobi ?''

    wesol dzien
    PiotrROI

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiscie mialaby ''cenzura zostala ona prawnie wprowadzona ''

      PiotrROI

      Usuń
    2. Czcigodny Piotrze
      Masz rację że takie społeczeństwa "starej" Unii jak żabojady czy Szkopy zostały już ogłupione przez ich merdia do stopnia o którym jeszcze Goebbels nawet nie marzył. I dlatego w dyrektywie dla swoich pismaków nakazywał by w serwisach informacyjnych kłamstwa nie przekraczały 30%. Bo inaczej ludzie mogą się w tych kłamstwach połapać. Teraz mają łatwiej. Po Sylwestrze w Kolonii, kiedy "wolna prasa" wykonała rozkaz Makreli "mordy w kubeł". A mimo tego na Makrelę i gestapowca Schulza zagłosuje łącznie ponad 60% masy kałotwórczej szkopskiej "demokracji".
      Z Twoją bydlęcą metaforą po części się zgodzę. Ale wyłączę z niej kozy. Wszyscy moi znajomi weterynarze zgodnie twierdzą że mają one "delikatny rozum" i jeśli w gospodarstwie jest też koza, to ona rządzi innymi czworonogami.
      A jak tłumaczysz Brexit? Co Twoim zdaniem skłoniło Angoli do olania lewackich szmatławców?
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. Szanowny Niedzwiedziu,

      'A jak tłumaczysz Brexit? Co Twoim zdaniem skłoniło Angoli do olania lewackich szmatławców?''

      Wiele osob nawet mieszkajacych ''na wyspach'' nie widzac ''zaplecza'' polityki dzieli zupelnie nieslusznie partie (i media) w tym kraju na ''konserwatystow'' i ''lewice''.

      W UK sa 2 lewice jedna ideowa (Labour) i zlodziejska (''koserwatysci'' chle, chle,chle zwani Tories*). Jesli ktos mysli ze rzadzacej od 7 lat zlodziejskiej lewicy przeszkadzaja nachodzcy ktorych przyjmuja od lat cora to wiekszymi tabunami, rozbuchany socjal (pokoleniowy)lub zalegalizowane przekrety za kase podatnika jest tak oderwany od rzeczywistosci jak ludzie z KOD w tzw. III RP.

      To wszystko bylo ''do zalatwienia'' wlasnymi wiernymi mediami i sie zalatwialo przez lata skutecznie o czym mogles czytac m.in. na blogu Andrzeja.

      Co sie stalo ze zlodziejska lewica zrobila ''zwrot w prawo''?

      Lewactwo czy to ideowe czy zlodziejskie wszystko zniesie nawet najgorsze upodlenie spoleczenstwa lecz nie zniesie ''konkurencji''. Brukselskie lewactwo bylo tolerowane puki ''zarlo u siebie''. Ale ze apetyt rosnie w miare jedzenia zaczelo ono zrec tez ze stolu zlodziejskiego lewactwa w UK.

      Pierwsze ostrzezenie bylo w roku 2007 kiedy to brukselskie lewactwo przejelo czesc kompetencji lokalnego lewactwa co skutkowalo powrotem zlodziejskiego lewactwa do wladzy w UK. Drugie ostrzezenie dla brukselskiego lewactwa byla ''powtorka z rozrywki'' w 2015r.Brukselskie lewactwo nie zrozumialo jednak gry jaka prowadza ''Niemcy'' i dalej kokurowalo o koryto ze zlodziejskim lewactwem w UK pozwalajac ''Niemcom'' na pozbycie sie glownego konkureta przeszkadzajacego im w uzyskaniu pelnej hegemoni w panstwie brukselskim.

      A ''media'' w UK sa wylacznie tubami danych partii czy ineteresow.Tam nie ma zadnych dziennikarzy (choc nie moge wykluczyc ze jakis sie jeszcze na jakiej zabitej dechami wsi zachowal -w liczacych sie mediach nie znajdziesz jednego no chyba ze w jakims programie o gotowaniu na gazie, choc i w to watpie).Rola dziennikarza w UK w zasadzie ogronicza sie do ''trzymania mikrofonu'' -kompletne zero podstaw warszatatu dziennikarskiego.Brak ''weryfikacji zrodel'' i w zasadzie norma juz jest ze brak ''zdania drugiej strony''.W Polsce jest w tej mierze o tyle lepiej ze nawet w przypadku calkowitego zawlaszczenia mediow liczacych sie powstalo ''podziemie medialne'' (mamy w tym duzo wieksze doswiadczenie) ktore autetycznie jest czytane.

      To tak ''w skrocie'' co bylo przyczyna i jak wyglada dzis ''tresura medialna'' UK.Coraz wiecej ludzi z tzw. ''zachodu'' umiejacych samodzielnie myslec dawno juz stracilo nadzieje na normalnosc we wlasnym kraju i upatruje swojej szansy na wschod od Odry.

      wesol dzien
      PiotrROI

      *co tyle maja wspolnego z Torysami co przyslowiowe krzeslo elektryczne ze zwyklym krzeslem.

      Usuń
    4. Czcigodny Piotrze
      Słusznie przypomniałeś mi o obecnej naturze łże Torysów. Żyjąc z dala od Wysp i będąc zdanym na wiadomości pochodzące od znajomych którzy je odwiedzili, z trudem pozbywałem się złudzeń. Ale czas pogodzić się z faktem że między Żelazną Damą a Theresą May jest taka różnica jak między Napoleonem Bonaparte a cysorzem Bokassą.
      Czyli był to banalny spór gangsterów o łup. A ja naiwnie sądziłem że Angole choć w części zaczęli myśleć.
      Podczas ostatniej wojny dziadek mojej szkolnej znajomej na froncie włoskim kolegował się z drugim synem angielskiego n-tego lorda of cośtam, który nie mogąc zostać lordem n+1, wybrał karierę wojskową. Pewnego razu zdrowo popili i dziadek spytał go, co jest przyczyną tak zdyscyplinowanego i racjonalnego postępowania wszystkich Brytyjczyków w trudnych warunkach wojny. Kompan miał zdrowo w czubie i powiedział:
      - Stary, to przecież banalnie proste. Nasze społeczeństwo to 50 milionów wyjątkowych baranów, kierowanych przez 50 tysięcy bardzo inteligentnych i sprytnych pasterzy. Przy właściwym zastępowaniu starych pasterzy nowymi to się będzie kręcić do końca świata.
      Nie przewidział że to pieprznie bo gdy pojawią się islamskie wilki, pasterze ich nie wystrzelają i zaczną dokarmiać mięsem owiec. Ci obecni to chyba już tylko pastuchy.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    5. Szanowny Niedzwiedziu,

      ''Nie przewidział że to pieprznie bo gdy pojawią się islamskie wilki, pasterze ich nie wystrzelają i zaczną dokarmiać mięsem owiec. Ci obecni to chyba już tylko pastuchy.''

      ''Pastrze'' uznali ze bardziej oplacalne jest strzyzenie owiec lub/i ich sprzedaz.Najgorsze ze ''Pasterze'' mysla ze ich najwiekszym wrogiem sa brukselskie zlodziejaszki.Sa wrogiem to prawda lecz wystarczy wyjsc dzielnice dalej wejsc do sklepu z ubraniami dla dzieci i koniec zludzen, przyszlosc widoczna jak na dloni.

      wesol dzien
      PiotrROI

      Usuń
  4. Szanowna Redakcjo,

    Choć daję Marine Le Pen kredyt zaufania o ograniczonej dacie ważności i możliwy do rozwiązania w kilku sytuacjach (identyczny zresztą jak ten, którym obdarzam innych europejskich antysystemowców), to kibicuję jej i trzymam kciuki za to, by banksterskiej mafii, cele-bilom i politycznie poprawnym faszystom nie udało się zmobilizować ich elektoratu.

    Jej igraszki z Izraelem są dla mnie niestrawne, nie mniej jednak wiem, iż Francja ma o wiele większy problem z radykalnymi islamistami. To powinno ją jednak przekonać do tego, by uczynić Bliski Wschód strefą wojny na kolejny tysiąc lat. Izrael i kraje muzułmańskie zajęte walką między sobą dadzą nieco spokoju Europie, a to najlepsze na co możemy liczyć z tej strony. W tej sytuacji obowiązuje zasada - wspieraj słabszego przeciw silniejszemu. Oby zatem Marine Le Pen była gotowa zmieniać front i podsycać tamtejsze konflikty, gdyż akurat Francuzi mają do tego odpowiednie środki militarne i duże doświadczenie z Afryki. Razem z Anglosasami wyczyniali tam przez drugą połowę XX wieku takie rzeczy, iż można by napisać na ten temat więcej, niż w ciągu całego życia wydalił z siebie niejaki Władimir Iljicz Uljanow.

    Zadowala mnie także jej chęć do resetu z relacjach z Rosją. Obecnie Polska nie jest dla nikogo liczącym się partnerem i jeśli Rosjanie mają z nami jakiś problem, to dzwonią od razu do Waszyngtonu bądź do Berlina; z czego zresztą otwarcie po wielokroć naśmiewali się publicznie. Francja jest jednak na tyle poważnym państwem, by móc prowadzić własną politykę zagraniczną (nie w wersji Geremka, Rothfelda, Mellera czy Radka Applebaum) i Marine Le Pen musi zdawać sobie sprawę z tego, że wypinanie się na Rosję działa jedynie na korzyść Niemiec. Francuzi mają choć tyle szczęścia, że Niemcy i Rosjanie nie dogadają się ponad ich głowami, ale mogą też podejmować samodzielnie decyzje kluczowe dla bezpieczeństwa Francji. Każdy kto tego nie rozumie i najchętniej Rosję by izolował, od razu może zgłosić się po wypłatę do Kanzler-Stasi, bo właśnie o to chodzi jej i niemieckim mediom nadającym na terenie Polski czy Francji.

    De Gaulle był mi zawsze swego rodzaju autorytetem, dlatego też nie napiszę przez wściekłość nic o pozostawionych przez niego wypierdkach. Albowiem wiem jedno - przyszłość Francji to albo podarcie szmat rewolucji francuskiej, albo burki i szariat.

    Anty charyzmatyczny Macron niechaj lepiej uczy się na pamięć kolejnych wystąpień. Bez tego może znowu coś głupiego palnąć i Francja pozostanie Francją, a nie żadnym Kalifatem. A tego by przecież nie chcieli jego dawni pracodawcy.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Robercie
      Co się tyczy kontaktów Le Pen z Izraelem, wydaje mi się że chce poznać technikę skutecznego radzenia sobie od siedemdziesięciu lat z Arabami. Bo gdyby Żydzi postępowali choć w połowie tak głupio jak żabojady, po Izraelu już dawno nawet swąd by nie pozostał.
      Moim zdaniem wysadzenie Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu w powietrze to błąd. Zrobił to ten czarny dureń na rozkaz Izraela. Bo pomijając to że regularne armie krajów Islamskich zostały dodatkowo osłabione, najazd męskiej dziczy na Europę to dla Izraela błogosławieństwo. Bydlak kradnący we Francji czy gwałcący Niemrę, z definicji nie może w tym czasie wysadzić się w tłumie Żydów w Jerozolimie. A przyjmowanie "nachodźców" z Somali czy Afganistanu to samobójstwo. Zamiast wyławiać "boat people" na Morzu Śródziemnym i przywozić do Włoch czy Grecji, należałoby to to wysadzać na brzeg afrykański a łajby obowiązkowo topić.
      Potencjalny francusko - rosyjski reset (nie jest wcale pewny, o Trumpie gadano to samo) oceniam z polskiego punktu widzenia. Czyli jednoznacznie negatywnie. Putas tylko się rozzuchwali gdy Krym i Donbas ujdą mu na sucho, tak jak Hitlerowi pogrożono palcem w bucie gdy zajął Austrię i Sudety. On szanować będzie wyłącznie tego kto solidnie kopnie go w mordę. Po prostu czekiści tak mają. Traktowanie ich jak Europejczyków to elementarny błąd w rozumowaniu. O europejskiej mentalności Rusi można było mówić jeszcze za Bolesława Krzywoustego. Ale tak naprawdę ich turańską psychikę ukształtowało ok. dwieście lat zwierzchnictwa tatarskiego w XIII i XIV wieku.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

      Oczywiście cała sytuacja na Bliskim Wschodzie może być w miarę możliwości sterowana i reżyserowana, ale zależy to już tylko i wyłącznie od zaangażowania stron i przywódców danych krajów. Jestem pewien, że Le Pen potrafiłaby to rozegrać na kilka różnych sposobów, w zależności od tego co uznałaby w danej chwili za najbardziej skuteczne. Z oczywistych względów nie potrafił tego uczynić nasz kochany noblista.

      Zgadzam się w pełni z tym, że Rosjan nie należy traktować tak jak Europejczyków i że szacunek Rosji zdobywać można tylko poprzez siłę. Jak jednak widzisz, Niemcy już odpuściły Putinowi jego najnowsze zdobycze i to stawia Europę w ciężkiej sytuacji. Nie jesteśmy w tej kwestii zgodni i nie będziemy, bo Niemcy nie odpuszczą sobie możliwości kręcenia lodów z Rosjanami.

      W tej sytuacji Francja może się na Rosję wypiąć, ale efekt będzie mizerny i w ostatecznym rozrachunku doprowadzi jedynie do tego, że zacieśni się współpraca między Moskwą, a Berlinem. Tego widocznie Le Pen nie chce. Albo, tak jak piszesz, jest to tylko gra pod publiczkę, którą serwował także Trump i wszyscy wiemy ile jego obietnice były warte.

      Nie jestem pewien czy Europa może pokazywać Rosji swą siłę, bo bez Niemiec takowej siły Europa po prostu nie posiada. Jeszcze jednym wyjściem może być rozbicie koalicji Rosja-Niemcy, ale chyba nikt nie ma pomysłu na to, jak należałoby to zrobić. Póki co Putin ogrywa nas wszystkich i bez najpotężniejszego europejskiego kraju w zespole, my możemy sobie politykę resetować, odresetować, na nowo przemyśleć, zmienić doktrynę, a efekt będzie równie mizerny w każdym z tych przypadków.

      Wygra zatem ekonomia i wygra też pieniądz. Francuzi po prostu zrobią to, co będzie im się najbardziej opłacać w krótkiej perspektywie czasu i to tylko finansowo. Wszystko inne stać będzie pod znakiem zapytania.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    3. Czcigodny Robercie
      Wszelkie tromtadracje Napoliona i jego mameluków, jak słusznie zauważyłeś, nie mają żadnej wartości. I dlatego tak jestem uczulony na to, by poza USraelskim fortepianem dostrzec i chiński i zacząć na nim grać. Bo wtedy ogon merdający amerykaskim psem powie:
      Ajajajajajajaj, to oni dostrzegli że nie są zdani na naszą łaskę. Co ja mówię że nie są zdani? Oni widzą że mają wybór. To my musimy inaczej z nimi rozmawiać, bo tu chodzi o nasz prestiż. Co ja mówię prestiż, tu chodzi o nasze pieniądze!
      Ale by to zrobić, trzeba być polskim patriotą a nie robotem programowanym w Jerozolimie podczas przeglądów technicznych. Więc nie jestem zbytnim optymistą.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  5. Szanowni Autorzy,
    Francuzi skwapliwie i metodycznie wyrżnęli własne elity pod koniec XVIII wieku. Obecne elity są tylko karykaturą tych dawnych, pielęgnując jedynie takie cechy jak przemądrzałość, pompatyczność, nadętość. Trudno powiedzieć, czy ten naród zdoła się odrodzić pod muzułmańskim butem.

    Polsce niekoniecznie pasuje prorosyjskość Le Pen, ale ratowanie Europy jest celem wyższym.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Dibeliusie,

      Jak napisałem w swym komentarzu powyżej, osobiście uważam Le Pen za realistkę, która nie chce, by cały zysk za handel z Rosją spływał szerokim strumieniem do Niemiec. Poza tym musi dbać o bezpieczeństwo energetyczne Francji i o zamówienia dla sektora zbrojeniowego, a Rosja jednak z tego wywiązuje się najlepiej. Przynajmniej dopóki może dany kraj traktować jako poważnego partnera, a nie jak polityczne popychadło.

      Doskonale to rozumiem. Na własne życzenie mamy omijający nas gazociąg i Berlin oraz Moskwę dogadującą się ponad naszymi głowami. Skoro rosyjska dyplomacja w każdej polskiej sprawie musi dzwonić do Waszyngtonu lub Berlina to trudno o to, by było inaczej. Szkoda, wielka szkoda. Bo przyjaciele z nas nie będą, ale do partnerstwa handlowego wystarczy chęć zysku u obu stron. U nas dominuje raczej ukrainofilia i chęć robienia za pariasa Europy.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    2. Szanowny Robercie,
      Wariant dwóch wrogów przećwiczyliśmy w 1939 roku. Nie wierzę, że egzotyczne sojusze okażą się bardziej skuteczne dziś. Realia ekonomiczne i geopolityczne wymagają współpracy z Niemcami. Współpraca z Rosją, czemu nie, ale państwa europejskie muszą wypracować bardziej równorzędną pozycję, bo Rosjanie mają manię brutalnej mocarstwowości i poniżania wszystkich sąsiadów. Najbardziej wyraziste przykłady to: Gruzja, Mołdawia, Ukraina.
      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń
    3. Szanowny Dibeliusie,

      Polska nie może sobie pozwolić na ignorowanie kogokolwiek. Handlować i rozmawiać należy w naszej sytuacji z każdym. Z kim należy jednak budować scenariusze? Jestem pewien, że na sojusznika nie nadają się w bliższej przyszłości ani nasi sąsiedzi zza Odry, ani Rosjanie. Egzotyczne sojusze, podobnie jak i Ty, uważam za mrzonki. Każdy sensowny sojusznik jest albo daleko, albo nie ma wiele do powiedzenia. Nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji. Natomiast szacunek Rosjan zdobywa się tylko poprzez siłę, a my nie mamy jej dość. Nie ma jej nawet obecnie zjednoczona Europa. Siłę taką trzeba wypracować.

      Szczerze powiedziawszy, to nie jestem w stanie odczuć jakiegoś szczególnego współczucia wobec Ukraińców. Nie chodzi mi tu nawet wcale o ich zamiłowanie do oligarchów i banderowców, ale o to, że po upadku ZSRR mogli być w znacznie lepszej sytuacji niż my. Posiadali znacznie większy potencjał ludnościowy od nas, niemały przemysł, idealne warunki pod rolnictwo, a nawet broń jądrową, której parę sztuk mogli sobie pozostawić. Zmarnotrawili, przekupczyli i przepili to jeszcze w szybszym tempie i w gorszym stylu od nas. Gdy dostawali kolejną szansę, natychmiast ją tracili. Nie wykazali się inteligencją, ani pragmatyzmem. Tak skrajna głupota aż się prosi o to, by wtrącać się w sprawy danego kraju, co też ochoczo uczynili wszyscy zaangażowani. A gdyby nie konieczność interwencji w Syrii (co rząd rosyjski planował już wtedy, a my o tym nie wiedzieliśmy), to nawet Putin darowałby sobie ten Krym i nie pozwoliłby na izolację Rosji. Syria okazałaby się być jednak priorytetem.

      Gruzja to też nieciekawy temat. Michaił Saakaszwili to wychowanek Sorosa, który otrzymał władzę w wyniku sponsorowanej przez swojego patrona rewolucji róż i natychmiast w jego otoczeniu znalazło się kilku izraelskiego attache wojskowych, sprzedających swój szmelc i namawiających go do wojny. Co też Saakaszwili, wierny przyjaciel Poroszenko, w końcu uczynił. Podobnie ma się teraz sprawa z Górskim Karabachem i zachęcaniem Azerbejdżanu do ataku na Armenię. Niestety, ale Saakaszwilemu nie udawały się liczne prowokacje, Rosjanie mieli nerwy ze stali, więc w końcu sam rozpoczął wojnę, co orzekli wszyscy niezależni obserwatorzy, włącznie z wysłanymi później na miejsce komisjami. Podobnie jak i w przypadku Ukrainy, to Putin zachował zimną krew i wyczekiwał na błąd ze strony wroga. Nie dał się wciągnąć w ogromny konflikt, tylko rozwiązał sprawę tak szybko, jak pozbywamy się plastrów.

      Usuń
    4. Z tego powodu Polska cieszyć się nie może. Ale osobiście doceniam styl zagrywki.

      Możemy, a nawet musimy potępiać sposób w jaki zwykli oni traktować mniejszych od siebie. Feliks Koneczny ze swoją teorią cywilizacji pomaga nam zresztą zrozumieć, co w ich naturze jest tego powodem. Nie mniej, nie jestem w stanie wykrzesać z siebie wiele współczucia dla Ukrainy czy Gruzji. Nie wiem jak ja bym postąpił na miejscu prezydenta Rosji, gdyby jeden wychowanek Sorosa ostrzeliwał nocą miasto pełne cywilów albo gdyby jakiś oligarcha przepijał cały kraj (co Rosjanie pamiętają dobrze z czasów Jelcyna) i chciał rozprzedać jego pozostałości - przemysł Donbasu dla oligarchów z Ameryki, ziemię orną dla Monsanto, złoża ropy dla Chevronu i co by tam jeszcze się mu nawinęło pod rękę. A utrata Krymu wiązałaby się z niemożnością pomocy Assadowi i wygraną sił wspieranych przez Turcję, Arabię Saudyjską i Katar. W dalszym rozrachunku byłby to też koniec Iranu. Za duża stawka w grze...

      Uważam, iż najkorzystniejsza sytuacja dla takiego kraju jak Polska ma miejsce wtedy, gdy na arenie międzynarodowej mamy kilku silnych graczy. Nie jednego, nie dwóch, a co najmniej trzech bądź czterech. Najlepiej, jeśli posiadających podobne zasoby i możliwości. Dopiero to zapewnia odpowiednią równowagę i możliwość wybierania różnych sojuszników. W każdej innej sytuacji jesteśmy skazani na niełaskę imperium #1, a czy będzie to kozacki bat, czy amerykańskie trucizny w każdym domu, to z biegiem czasu robi mi coraz mniejszą różnicę. Szkoda, iż nie możemy sobie pozwolić na brytyjską politykę wspierania słabszych przeciwko silniejszym. A może jednak się da? Problem w wyborze słabszego, bo gdy ten stanie się silniejszy, to połknie nas niczym bocian żabę. A nijak się nam wtrącać do spraw Chin czy Indii.

      Podobno z każdej sytuacji jest jakiejś wyjście. Należałoby sięgnąć do Sun Tzu i wyciągnąć wnioski z tej starożytnej mądrości. Niestety, nie widzę nikogo w naszym kraju, kto byłby obecnie do tego zdolny. Nawet jeśli ktoś odnosi sukcesy na innym polu i w wielu kwestiach jestem w stanie go popierać, to realnej wizji korzystnej dla nas polityki zagranicznej, nie ma w tej chwili kompletnie nikt.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    5. PS: Zastanawiam się czym sobie zasłużyliśmy na to, by być wiecznie wciśniętymi pomiędzy Niemcy, a Rosję. ,,A obyś leżał tam, gdzie leży Polska'' - tak powinna brzmieć jedna z najstraszniejszych klątw.

      Usuń
    6. Czcigodny Dibeliusie
      Masz rację że pierwszym nieszczęściem Francji było wymordowanie pod koniec XVIII wieku przez motłoch jej intelektualnej elity. Te elity też były zarozumiałe ale miały ki temu podstawy bo Burbonowie wygrali wojny z resztą Europy, zdobywając trony Hiszpanii i Neapolu. Napoleon zdążył stworzyć zalążek nowej, ale to byli głównie wojacy, w innych sferach polityki nieprzesadnie kompetentni.
      Decydujące nieszczęście to I Wojna Światowa. Formalnie wygrana ale kosztem koszmarnych strat demograficznych. Przez trzy lata Francja trzymała się głównie dzięki odciążania przez rosyjskiego sojusznika (bez odesłania dwóch korpusów armijnych do Prus Paryż padłby już w roku 1914). A w roku 1918 armia Pershinga przeważyła szalę gdy Niemcy znowu byli już tuż pod Paryżem.
      I te straty naród wykastrowały. W roku 1939/40 strategia na wskroś defensywna i banda idiotów w sztabie przesądziły o tym że armia mająca porównywalne ilościowo i jakościowo siły pancerne iraz doskonałe sprzętowo lotnictwo (myśliwce Devoitine 520 w niczym nie ustępowały Messerschmittom Bf 109). została rozgoniona jak gromada królików. Bo "Fall Gelb" ułożył taki wybitny sztabowiec jak Erich von Manstein.
      Wolni Francuzi to wyjątek potwierdzający regułę. Taki sam jak czescy lotnicy walcząccy w ramach RAF. Wojny kolonialne w końcu lat 40 i w latach 50 żabojady bezapelacyjnie przegrały, a z Indochin czy Algerii zostaliby wykopani znacznie szybciej gdyby nie Legia Cudoziemska. W Dien Bien Fu jednym z najdłużej broniących się punktOw oporu był fort przez załogę nazwany Kraków.
      A obecnie, jak słusznie zauważyłeś, to naród zarozumiałych kretynów i moralnych ciot. Bo autentyczne pedały zaczynają myśleć gdyż zwąchały powróz.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    7. @ Dibelius i Robert
      Zainicjowaliście tak ciekawy wątek że nie sposób nie odnieść się do dyskusji. Ale zrobię to w środę wieczorem bo już padam na twarz.
      Pozdrawiam Was serdecznie.

      Usuń
    8. Ja przede wszystkim przepraszam za wszelkie błędy, które popełniam nagminnie pisząc komentarze o północy. Mam jednak nadzieję, że nie czynią one mych komentarzy niezrozumiałymi.

      Nie dostrzegam szans na przyjaźń Polski i Rosji, ale ignorowanie jej kończy się dla nas starym jak świat widokiem Niemca i Rosjanina ponad naszymi głowami. Gazociąg omija nas tylko i wyłącznie dlatego, że polscy oligarchowie chcieli go też widzieć na Ukrainie, co dałoby im znacznie większy zysk. Rosjanie nie są jednak w stanie ufać ani obecnej Polsce, ani obecnej Ukrainie. Bo czemu mieliby? Szanować też nas nie mogą, bo choć sami ledwo się wygrzebali z bagna w które wrzucili ich agenci i alkoholicy, to nadal mogą tupnąć nogą i zatrząść połową graniczących z nimi państw. My nie mamy nawet szacunku Litwinów, wielokrotnie od nas słabszych. Skoro ich śmieszne sezonowe państwo pluje nam w twarz, to każdy może. A my się obrażamy o coś, co mamy na własne życzenie.

      By stworzyć blok w Europie Wschodniej i Centralnej, potrzebny jest jej silny lider. Nie będziemy nim dopóki będziemy tolerować wybryki Litwinów czy Ukraińców. Pokazanie im, że mamy jakąś siłę i godność, to dopiero jeden krok do zdobycia choć minimalnego szacunku naszych potężniejszych sąsiadów.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    9. Czcigodni Dibeliusie i Robercie
      Polska między Niemcami a Rosją może bezpiecznie istnieć:
      1. Jako mocarstwo
      Tak było z grubsza do połowy XVII wieku. Ale nasze kochane elity wypuściły Rosję z wora a Prusom dały wybić się na suwerenność z wiadomym skutkiem. Beck czy Waszczykowski nie byli pierwsi, ci w kontuszach byli jeszcze większymi idiotami.
      2. Jako średni kraj gdy co najmniej jeden z sąsiadów przestanie być mocarstwem.
      Niemcy są mocarstwem ekonomicznym, ale na nasze szczęście z czysto militarnego punktu widzenia zostali mentalnie wykastrowani. Do tego problemy demograficzne (2+1+pies lub kot) i islamska bomba demograficzna. Ale na nasze szczęście turecka a nie arabska czy afgańska. Bo "kobiety z Syrii" w wieku rozrodczym to góra 3% tej masy nachodźców, czyli bandytów poniżej czterdziestki ze spuchniętym nabiałem.
      Rosja jest silna tylko i wyłącznie słabością tej eurozgrai debili i pedałów, jak arcycelnie nazwał te "elyty" czcigodny Dibelius. Jeden z doradców Trumpa powiedział że to nie państwo lecz wielka stacja benzynowa, bo poza paliwami nie ma światu dokładnie niczego do zaoferowania. Porównanie doskonałe, Polak ociągnąłby tę analogię dalej i dopowiedziałby jeszcze że na tej rosyjskiej megastacji też można bez problemu kupić wódkę czy skorzystać z usług prostytutek. Na szczęście istnieją Chiny a ich pomysł "Jedwabnego Szlaku bis" to dar z nieba. Kiedy usłyszałem że Antek Policmajster nie zgadza się na przekazanie terenów wojskowych na budowę "suchego portu" pod Łodzią, przez który przechodziłaby większość chińskiego eksportu do Europy, poprostu się zatrząsłem. Gdyby prezio Napolion był politykiem choć z drugiej ligi, powinien mu powiedzieć:
      - Słuchaj no, kretynie. Albo jutro publicznie to odszczekasz, albo pojutrze wylatujeszz MON na zbitą mordę!
      A wnioski? Na ile się da, grać na czas i nie wykonywać z własnej inicjatywy pustych i wrogich gestów.
      Dibeliusowi muszę przyznać rację że mniejszym złem są Niemcy, które chcą nas tylko okradać. Natomiast Putas poza eksploatacją gospodarczą dodatkowo w sposób dla wszystkich widoczny zdominować i upokarzać musi, bo inaczej się udusi.
      Robert słusznie wypunktował relacje z UPAiną i Litwą w których odgrywamy rolę cwela. Tu widać pełną ciągłość, Żoliborska Historyczna Grupa Rekonstrukcyjna Sanacji ze swoimi "jagiellońskimi" debilizmami jest chyba jeszcze głupsza od Przestępczości Organizowanej. Szaulisi udowadniają że zgrai ahistorycznych kretynów może napaskudzić na głowę każdy, kto tylko tego zapragnie. A na pytanie o szczyt impotencji, można zmodyfikować dowcipz epoki PRL i odpowiedzieć że jest nim 25 lat stosunków polsko - ukraińskich. Bo jak przypomniał Rafał Ziemkiewicz. pogłaszcz chama, to cię kopnie. Kopnij chama, to cię pogłaszcze.
      Bez spełnienia tych warunków nawet liderowanie w Grupie Wyszehradskiej wydaje mi się przerostem ambicji nad kindersztubą polityczną Napoliona, Dupy Wołowej i spółki.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    10. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

      Via Carpatia ma przebiegać przez Litwę, Polskę, Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię i Grecję. Gdyby ktoś w naszym rządzie wykazał się mądrością to stworzyłby drugi, podobny temu projekt.

      Druga trasa przebiegałaby przez Polskę, Czechy, Austrię i Włochy. To zamożniejsze państwa niż Rumunia czy Grecja, więc mogłoby to nawet potrwać nieco krócej.

      Należałoby też stworzyć boczne odgałęzienia - przez Serbię i Macedonię do Grecji na Via Carpatia oraz z Austrii do Słowenii na drugiej nitce.

      Rozważałbym nawet pociągnięcie trasy z Litwy do Łotwy i Estonii. Instynkt podpowiada mi też, że Białorusini bardzo by się ucieszyli, gdyby i oni mogli stać się częścią takiego projektu.

      Założenie jest proste: stworzenie pretekstu do nawiązania bliższej współpracy wszystkich wymienionych krajów, które jedynie poprzez współpracę gospodarczą, handlową, polityczną, a nawet militarną, mogą stanowić przeciwwagę dla dominacji niemieckiej i rosyjskiej w naszym rejonie, a także na Bałkanach.

      Wyobrażam sobie zaproszenie do Polski na dużą konferencję przywódców tych krajów i ich ministrów finansów oraz infrastruktury. Przedstawienie korzyści ze stworzenia tych międzynarodowych tras - turystycznych, handlowych i innych.

      Proponuję to z tego prostego powodu, gdyż Grupa Wyszehradzka musi być grupą czterech najbliższych sobie państw, ale może stać się też politycznym centrum o wiele większej organizacji, stanowiącej idealną przeciwwagę i szansę dla wielu krajów na pokojową współpracę i sojusze z państwami bez mocarstwowych ambicji.

      Podzieleni zawsze będziemy słabi, zdani na niełaskę Drang nach Osten i rosyjskiego imperializmu. A mimo ogromnych różnic w zamożności wymienionych przeze mnie krajów, łączy je wszystkie jedno - chęć znacznej części ich elit do tego, by nie musieć wybierać między kozackim batem, szwabieniem dzieci, ani truciem ich amerykańskimi truciznami.

      A Jedwabny Szlak to szansa, jaka może się już więcej nie powtórzyć.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    11. Czcigodny Robercie
      "A Jedwabny Szlak to szansa, jaka może się już więcej nie powtórzyć."
      Ta szansa spadła nam z nieba, wcześniej o tym nawet nie marzyłem. Gdy pan prezydent Duda zaraz po objęciu urzędu pojechał na konferencję "1+15" a pani premier Szydło zaczęła reanimować Wyszehrad po sabotażu zdrajców stanu Ryżego i Kopary Na Metr Głęboko, miałem nadzieję na to że dobra zmiana dostrzegła leżący na chodniku diament, schyli się i go podniesie. Ale po wyborach wyleźli z szafy Napolion i Antek więc oczywiście się zaczęło. Tym kutasom wydaje się że jeśli przez rok nie podejmą oczywistej decyzji to świat wstrzyma oddech i pokornie będzie na takową czekać, bo Polska jest supermocarstwem trzęsącym całym światem.
      Pozostało podziękować po raz nie zliczę który Panu Bogu że w tym czasie nie zapadła decyzja że ten "suchy port" będzie w Czechach. Bo wtedy miałbym problem jak tych dwóch nazwać.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    12. PS
      Czcigodny Robercie
      Z czysto ekonomicznego punktu widzenia masz rację. Ale obawiam się że gdyby ta druga trasa Polska - Czechy - Austria - Włochy stała się przedmiotem dyskusji, mogłaby powstać nie OPRÓCZ ale ZAMIAST tej "pierwotnej" Via Carpathia, której trasę podałeś. A z politycznego punktu widzenia Słowacji i Węgier nie można pominąć a dołączenie do V4 Rumunii i Bułgarii, tak by powstała grupa V6, to moje marzenie. Do tego projektu możnaby nawet na początku dopłacić, w odróżnieniu od topienia miliardów w banderowskim gównie. Które to miliardy Balcerek i Sławomyr Zegaranko ukradną jako fizyczni a docelowo podzielą się nimi umysłowi Soros, Poroszenko i inni miejscowi oligarchowie.
      Dodatkowe trasy Litwa - Łotwa - Estonia i Słowacja - Czechy same się narzucają. To z Białorusią też ale jedynie jako łącznik, by bandyta z Kremla nie miał możliwości zablokowania głównej magistrali.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  6. Oto jak wygląda polityka na przykładzie Francji i Rosji. Czy Macierewicz coś wiedział na ten temat że Rosja odkupi Mistrale od Egiptu za symbolicznego dolara? Artykuł ukazał się w komsomolskiej prawdzie 18.04.2017r.
    http://www.kp.ru/daily/26667/3689759/
    klawisz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Klawiszu
      Dzięki za ten link. Czyli Egipcjanie puszczą te okręty Putasowi w "lizing", to znaczy poliżą mu tyłek. A czyja to wina? Oczywiście tego durnego Buraka, który w czasach Starego Południa byłby zbyt tępy żeby na plantacji bawełny dochrapać się posady ekonoma. Swego czasu żartowano z Henry'ego Kissingera że tym się różni od Mojżesza że wyprowadził z Egiptu Rosjan a nie Żydów. A teraz dzięki Burakowi Obambo mamy powrót do punktu wyjścia.
      Pozdrawiam ponuro.

      Usuń