piątek, 18 stycznia 2019

Makaron rozgotowany czyli Bankier w SZantażu

Przymusowy pobyt w łóżku był okazją do odrobienia nie tylko zaległosci w lekturach, ale i do pogrzebania w sieci. Podczas tych czynności natrafiłem na do tej pory nieznany mi dalszy ciąg problemów Makarona z jego gorylem i nie tylko gorylem. Linki podaję w chronologocznej kolejnosci zamieszczenia tych artykułów:

https://niezalezna.pl/252142-bliski-wspolpracownik-macrona-uciekl-do-londynu-teraz-grozi-ze-zdradzi-sekrety-prezydenta

https://niezalezna.pl/252259-byly-wspolpracownik-macrona-pod-lupa-prokuratury

https://niezalezna.pl/252642-trwa-afera-wokol-bylego-wspolpracownika-macrona

https://wpolityce.pl/polityka/427995-macron-kontaktowal-sie-z-domniemanym-kochankiem

Gdy w lipcu 2017 ów malutki człowieczek został wybrany na prezydenta Francji, ś.p. Milom napisała mi w mailu, że jej to ani troche nie dziwi. Bo francuski "suweren" w jej ocenie jest znacznie głupszy od polskiego. Jako że gotów jest zagłosować nawet na, uczciwszy uszy, gówno na patyku. W zupelności wystarczy mu, że owo gówno nie nazywa się Le Pen. Bo już ani jego wiedza, ani kompetencje, ani trochę żabojadów nie interesują. Dodała też, że sławetna babunia jej zdaniem robi tylko za zasłonę dymną, bowiem delikwent wyglada jej nie tyle (albo nie tylko) na niedojrzałego smarkacza, który zdaniem znanego włoskiego psychiatry nigdy nie wydorośleje. Ale przede wszystkim na rozhisteryzowaną ciotę, z najwyższym trudem udającą meżczyznę.
W mediach, a zwłaszcza w sieci, po raz pierwszy zrobiło się głośno o niejakim Aleksandrze Benalli, Arabie będącym wiceszefem kancelarii prezydenckiej, gdy ten podczas majowych demonstracji w Paryżu przebrał się za policjanta i pobił dwoje uczestników manifestacji - dziewczynę i studenta. Sprawy nie udało się zatuszować, w sieci krążyły filmiki pokazujące jak pierwszy mąż Francji demonstrował swą męskość i krzepę, o ile rzecz jasna ktoś uzna bicie kobiety za przejaw męskości. Zatem Makaron musiał w lipcu ubiegłego roku wylać męża z roboty. Po utracie tej fuchy dzielny użytkownik pałki powinien zwrócić miedzy innymi dwa służbowe paszporty dyplomatyczne, ale obowiązek ten olał. 

Wedle doniesień agencji EFE i portalu śledczego Mediapart, Benalla używał tych paszportów podczas swoich podróży do kilku krajów afrykańskich oraz do Izraela. Francuski szef MSZ (rzecz jasna z makaronowej partii) po niewczasie powiadomił o tym prokuraturę. Sam Benalla twierdzi, że po zwolnieniu paszporty oddał, ale wróciły one do niego w połowie października, wraz z rzeczami osobistymi, które zostawił w Pałacu Elizejskim. Prokuratura ponoć wszczęła śledztwo w sprawie "bezprawnego użycia dokumentów" oraz "nadużycia władzy". Ciekawe, czy francuska prokuratura też ma swoją prokurator Kijanko, która każdej szumowinie nieba by przychyliła.
Niemiłą niespodzianką dla Makarona była reakcja francuskiego senatu. Którego komisja prawna zadała rządowi oraz kancelari prezydenta pytanie, dlaczego Benalla po zwolnieniu nadal mogł z tych paszportów korzystać. Biorąc pod uwagę, że w obu izbach francuskiego parlamentu makaronowy odpowiednik Nowośmiesznej ma bezwzględną większość (żabojady oszalały aż do tego stopnia), Chyży Rój musiał uśmiać się do łez z francuskiego patałacha, który nie potrafi zatuszować nawet takiego drobiazgu.
Makaron pod koniec grudnia oświadczył, że po zwolnieniu nie utrzymywał żadnej łączności ze swoim ulubieńcem. Ale po kilku dniach przyznał się, że kontaktował się z nim za pomocą komunikatora Telegram, stworzonego przez ROSJAN. Można zatem uznać za pewne, że Putas też zna treść tych pogawędek.
Założyciel wspomnianego już portalu śledczego Mediapart oświadczył, że kiedy tylko będzie to możliwe, portal ten opublikuje tę korespondencję, która istnieje a jej ujawnienia prezydent bardzo się boi. Niepotwierdzone jeszcze pogłoski mówia wręcz, że Makaron dla szpanu pokazywał swojemu ulubieńcowi kody odpalania rakiet z głowicami wodorowymi.
Obecnie Benalla uciekł do Londynu. Nadal odmawia zwrotu paszportów i grozi, że jeśli nie dadzą mu spokoju, zacznie ujawniać prezydenckie sekrety. Biorąc pod uwagę, że spiknął się z nim już w roku poprzedzającym wybory i towarzyszył mu wielokrotnie w prywatnych podróżach, nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, by wydedukować, o jakie sekrety może chodzić.
A skąd tytuł? W czasach mojej młodości modne były powiedzonka, które nabierały właściwego sensu po zamianie niektórych liter dwóch wyrazów. Takie jak Gra półSłówek, CHyży Rój, Kot Londona czy Kali NIE bać się JEleni. Nie zawsze było to do końca zgodne z ortografią, ale brzmiało zabawnie. Do tej serii należał też Bankier w SZantażu

Stary Niedźwiedź

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Cham w czerwonych POrtkach

Nowy Rok przywitał mnie silnym przeziębieniem, połączonym z gorączką, oraz innymi objawami, świadczącymi o tym, że "choruję na PESEL", czyli ma miejsce zmęczenie materiału. Przymusowe leżenie w łóżku wykorzystałem na lekturę książek, które znalazłem pod choinką. Szczególne miejsce zajęła ta autorstwa ś.p. pana generała Witolda Urbanowicza, zatytułowana po prostu "AS". Zawiera ona połączenie kilku pozycji, jakimś cudem wydanych w czasach tak zwanej PRL, a więc siłą rzeczy nie ma w niej choćby informacji o pierwszym zestrzeleniu w wykonaniu autora, którego ofiarą padł radziecki samolot dokonujący zdjęć nad terytorium Polski.
Tematyka tych pilotów myśliwskich z czasów II Wojny Światowej, choćby fińskich, rumuńskich czy węgierskich, o których polski czytelnik nie wie nic, wciągnęła mnie ze szczętem, co wkrótce znajdzie swoje miejsce w kolejnych wpisach. Ale wczoraj wieczorem studia te przerwała wiadomość o zamachu na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza podczas gdańskiej mutacji owsiakowej hucpy. Ciężko raniony nożem, zmarł dzisiaj w szpitalu.
Na organizatorach każdej masowej imprezy spoczywa obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa jej uczestnikom. I z tego obowiązku nikt i nic nie jest w stanie go zwolnić. Ale Owsiak od zawsze był stawiany ponad prawem i przyzwyczaił już sie do tego, iż wszyscy mogą mu "skoczyć". Ostatecznie utwierdziły go w tym cwele w sędziowskich togach, które podczas jego procesu z Matką Kurką, miały czelność poprosić o przedłożenia do wglądu dokumentacji finansowej WOŚP oraz pasożytujących na niej guzów nowotworowych o nazwie Złoty Melon i Mrówka Cała. Od tego bezczelnego żądania i olania go przez bełkoczącego kpa minęło już wiele lat i ów "wysoki" niczym najniższy z Pigmejów sąd widocznie POłapał się, jaka bezczelnością z jego strony było to żądanie, bowiem Owsiakowi za wypięcie się na ów sądowy nakaz żadna justytutka nie odważyła się nawet pogrozić palcem w bucie.
Dlatego takim szokiem dla błazna był proces, wytoczony mu przez pania profesor Krystynę Pawłowicz. Podczas takowego sąd obchodził sie z pieszczochem człowieków POstepu , jak ze zgniłym jajem i nie zwracał mu uwagi za numery, za które każdy inny zostałby wyrzucony z sali sądowej na zbitą mordę. Ale już na pewno wyrok, nakazujący przeprosiny za sugestię, że brak seksu zaszkodził pani profesor, oraz za chęć powołania "Komitetu Wypierdolenia Kryśki w Kosmos" był dla bydlęcia szokiem. Oczywiście do tej pory nie przeprosił.
Ale nadal wierząc, że to tylko wypadek przy pracy, a w wyższej instancji pachołki Gersdorf go uniewinnią, poczynał sobie po staremu. Wczorajsza żebranina została zatem zorganizowana z brakiem cienia troski o bezpieczeństwo uczestników tych redyków. W rezultacie na scenę w Gdańsku wtargnął osobnik, który dźgnał nożem prezydenta Gdańska. Wedle materiału filmowego, który wszyscy mogli obejrzeć, po tym ataku paradował po scenie przez około czterdzieści sekund, nie niepokojony przez "ochronę" (czyżby szkolił ją niejaki "Farmazon"?). Obezwładnił go dopiero pracownik techniczny obsługi sceny.
Gdy do Warszawy dotarła wiadomość o tym ataku, dyrygujący centralnym redykiem kiep w czerwonych portkach wygęgał o tym ze sceny. Po czym natychmiast dodał, że impreza będzie toczyć się dalej według planu. I zakończył słowami:
Kochani, schodzę do was. BĄDŹMY WESELI.
Ten fragment redyku pokazano w wiadomosciach TVP i słyszałem to na własne uszy. Żatem negować te słowa może co najwyżej zawodowy kłamca POkroju niejakiego Grabca lub pismaków z Szechter Beobachter.
Jaką kurwą ludzką trzeba być, by tak się zachować?
A wniosek z tego prosty. Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Przemocy, Złotemu Melonowi i Mrówce Całej od tej pory nie wolno zezwolić nawet na organiozację dyskoteki w remizie strażackiej w przysłowiowych Wilkowyjach.

Stary Niedźwiedź

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Oby ten 2019

Nie sposób roku 2018 nie zakończyć życzeniami na nastepny, który nastanie za niecałą godzinę. Oby ten Nowy Rok nie był gorszy od mijającego. Wprawdzie w propagandę sukcesu w wykonaniu Morawieckiego juniora, zapewniającego że "tu na razie jest ściernisko, ale będzie San Francisco" inżynierowi nie wypada bezkratycznie wierzyć, ale widać pozytywne symptomy. Mimo wszystko pobożni socjaliści, przy wszystkich wadach wyznawanej przez nich ideologii, nie są zapiekłymi w nienawiści wrogami Polski i Polaków, jak ewidentnie ma to miejsce w przypadku szajki volksdeutschów, której przewodzi Szityna, a z Brukseli wspomaga ją Chyży Rój. Wszystkim Czytelnikom życzymy, by nadal intensywnie użytkowali swoje mózgi i co najmniej z nieufnością podchodzili do opinii tzw. autorytetów, a już zwłaszcza tych z tytułami profesorskimi. Odkąd pewien dureń, nie odrózniający prawa cywilnego od konstytucyjnego, próbował wytoczyć panu prezydentowi Dudzie proces w trybie cywilnym za rzekomy delikt konstytucyjny, mozna tylko żałować, że aż takiemu nieukowi nie da się anulować wszystkich stopni i tytułów naukowych i zawodowych i cofnąć tumana na III rok prawa. To samo można powiedzieć o gównym ekonomie Przestępczości Organizowanej, który nie odróżnia procentów od punktów procentowych. A skoro takie coś skutecznie habilitowało się w SGH, chyba rację miał pewien Ślązak. Który pytany o pisownię skrótu nazwy tej uczelni, wytłumaczył (przytaczam w wersji fonetycznej):
S jak Zigmunt, G jak psiniec, H jak ciulik.

A w życiu prywatnym wszystkim szanownym Czytelnikom życzę:
- po pierwsze, zdrowia
- po drugie, zdrowia
- po trzecie, pogody ducha
- i po czwarte, jeszcze raz pieniędzy

Stary Niedźwiedź

niedziela, 23 grudnia 2018

Życzenia wciąż te same

Szanowni Czytelnicy

Święta Bożego Narodzenia mają co najmniej trzy składowe: religijną, polska i rodzinną, choć rozdzielanie tych dwóch ostatnich może sie wydać sztuczne.
Czym dla chrześcijan jest ta pierwsza, nikomu z naszych Gości tłumaczyć nie trzeba.
Są to również, przynajmniej w mojej ocenie, najbardziej polskie święta. Obchodzone nie tylko przez chrześcijan różnych konfesji czy ludzi niewierzących o prawicowym światopoglądzie. Nie ma nic przeciwko nim również i znany mi mahometanin, czyli wspomniany niegdyś na tym blogu dr inż. Idris A. Od wielu lat żonaty z Polką i jako człowiek inteligentny, mieszkający oczywiście w Polsce. Jak sam powiedział, choinkę, opłatek, życzenia i prezenty odbiera jedynie w warstwie kulturowej jako miłe elementy polskiej obyczajowości a wigilijne postne menu wręcz bardzo mu smakuje. Zatem całość w niczym mu nie przeszkadza, jak to usiłują wmówić ateotalibańskie debile i inne postępackie anencefale.
Zaś komponent rodzinny polega przecież na tym, by wykorzystać te wolne dni na nadrobienie zaległości w okazywaniu należnych uczuć tym wszystkim, na których nam zależy.
Tradycja utrzymuje, że w wigilijną noc nawet zwierzęta przemawiają ludzkim głosem. Co prawda rożne lewackie stwory czynią to przez cały rok, tym nie mniej i im życzę, by te dni spędzili po swojemu. Czyli jak to pokazał pan Sylwester Chęciński, godny następca Jana Długosza PRL czyli mistrza Barei, podzielili się jajeczkiem, zjedli golonkę i zaśpiewali "Padmoskowskije wiecziera".

A wszystkim Szanownym Czytelnikom życzę zdrowych, rodzinnych, ciepłych i szczęśliwych Świąt Narodzenia Pańskiego. Z środkiem ciężkości przesuniętym od żołądka w stronę serca.

Stary Niedźwiedź

czwartek, 13 grudnia 2018

Totalna Targowica, Justytutki i inny POstKOmunistyczny POmiot

W Warszawie ustawa o dekomunizacji nazw ulic była skutecznie sabotowana przez szajkę Gronkowca Walcującego, czyli samonierząd Prestępczości Organizowanej. W tej sytuacji wojewoda mazowiecki wydał rozporządzenie zastępcze, usuwające z nazw warszawskich ulic nazwiska odrażających komunistycznych kanalii i czyniac tychże ulic patronami osoby tak tego godne, jak choćby Zbigniew Herbert, Danuta Siedzikówna, Anna Walentynowicz, Zbigniew Romaszewski, Jacek Kaczmarski czy Grzegorz Przemyk.
Ale Przestępczość Organizowana wykazała, że jest godnym spadkobiercą nie tylko targowiczan, ale i czerwonych kanalii na żołdzie Stalina. Wezwała na pomoc tzw. justytutki i jedna z nich wydała "wyrok" przywracający warszawskim ulicom poprzednich patronów. Ludzkie panisko, koniec końców to coś mogło kazać przywrócić Placowi marszałka Józefa Piłsudskiego starą nazwę Adolf Hitler Platz, ale nie kazało. Dla Szmatławer Zeitung pewny kandydat na kolejnego "ludzia honoru" skoro dwóch największych poprzednich już zdechło.
W tej sytuacji każdego platfusa, a już na pewno zamieszanego w działalność ich warszawskiej szajki, nazwać muszę połączeniem przymiotnika "czerwona" z pewnym rzeczownikiem. Którego tu nie zacytuję, bowiem nie mam zamiaru obrażać takim porównaniem kobiet zarobkujących na poboczach tuskostrad. O czytanie blogów wprawdzie ich nie podejrzewam, ale gdyby tak sie stało, mogłyby nająć Konia Który Mówi i zawracać mi głowę procesem.

A co się tyczy łajdaków, którzy mają czelność zakładać na szyję łańcuchy z orłem, powiem krotko. Recep Tayyip Erdoğan potrzebny od zaraz, warunki do uzgodnienia. Bo on nie wahał się wsadzić do pierdla kilka tysięcy ich tureckich kamratów. A wszelkie France nawet nie próbowały nań szczekać, wiedząc dobrze, że usłyszałyby w odpowiedzi co najwyżej "fuck out!".

Stary Niedźwiedź

niedziela, 9 grudnia 2018

Kabaret w szpitalu psychiatrycznym

Ostatnio politycy specjalnej troski zafundowali Polakom solidną dawkę śmiechu.
Najpierw niejaka Gaciuk - Pechowicz (mam dla niej odrobinę wyrozumiałości, bowiem to jej mąż pozbawił tę bandę durniów dotacji budżetowej) doszła do odkrywczego wniosku, iż startując do eurokołchozowego parlamentu z listy Nowodebilnej, szansę na eurodiety i euroemeryturę ma równie wielkie, jak niejaki Rycho VI na nagrodę Nobla z ekonomii. A w tzw. Koalicji Obywatelskiej gangster Shityna zaoferuje jej miejsce  z końca listy, czyli
"niewchodzące". Więc wywinęła fikołka i przeflancowała się do Przestępczości Organizowanej, zabierając ze sobą szóstkę kamratów. Efekt jest taki, że liczebność nowodebilnej trzódki spadła poniżej piętnastki, a zatem przestała ona być klubem sejmowym i stała sie tylko kołem, i to niewątpliwie szóstym u sejmowego wozu. 
Rzekoma dochtór matematyki, ograna przez prymitywnego rzezimieszka niczym chłop na jarmarku w trzy karty, nazwała byłą kumpelę i pozostałe szczury, które uciekły z tonącej łajby, zdrajcami. Czyli nie  dosyć, że ten marny kabaret to byli mowiąc po sienkiewiczowsku Petru, Lubnauer i kamieni kupa. Do tego jeszcze Shityna ukradł teraz te kamienie. Niejaki Meysztowicz, ze zdziwieniem godnym dziecka, dotkniętego niedorozwojem mózgu, powiedział w wywiadzie, że sądził iż PO zależy na silnej Nowośmiesznej. No cóż, okazuje się że anencefalia nie jest wadą śmiertelną. Zawsze można z takową ułożyć sobie życie i zostać genderowcem lub członkiem kolejnej powołanej do życia przez komunistyczne służby wylinki, takiej jak poprzednio Ruch Podtarcia Palikota a obecnie właśnie Nowodebilna.
Pani dochtór rzekomo odbyła rozmowę z Kukizem w sprawie "wypożyczenia" jednego posła (a być może wkrótce potrzeba będzie już dwóch czy trzech), by uratować status klubu. Jeśli to prawda to wódz K'15 musiał wtedy być pod wpływem ducha. I to na pewo nie Ducha Świętego lecz takiego zwykłego, którego łacińska nazwę spiritus pisze się z małej litery. Plotki mowiły, że tym kołem ratunkowym miał być pan poseł Tomasz Rzymkowski, który dobrze się spisuje jako wiceszef komisji sejmowej d/s Amber Gold. Ale on sam jasno powiedział, że wolałby zrezygnować z mandatu posła, niż znaleźć sie w takim towarzystwie. Widocznie boi się, iż w celu dostosowania go do standardów trzódki Lubnauer, zostałby poddany obowiązkowej lobotomii.
A dzisiaj rozpoczęła się, za przeproszeniem, konwencja nowotworu Rycha VI, którego nazwy sam wódz nie jest pewny, ale ponoc zwie się Teraz! Impreza odbywa się w Praskim Centrum Koneser, co należy uznać za rozrzutność, bowiem w zupełnosci  wystarczyłoby zestawić kilka stolików w jakiejś knajpce. Wódz chce likwidować niemal wszystko, z 500+ na czele, czyli program w dużej części ściągnął od niejakiego Kononowicza. I jak sam powiedział, nie boi się iść pod wiatr i wie, jak wiele czeka go wyzwań. No coż, jak na razie jedynie sika pod wiatr, z oczywistymi tego konsekwencjami. A co się tyczy czekających go wyzwań, z racji deklarowanego przezeń wejścia do strefy euro, chyba najłagodniejsze brzmi "ty głupi ciulu!".
Wprawdzie do Wigilii jeszcze dwa tygodnie, ale skoro tak dziwne stwory już przemawiają ludzkim głosem, kierując się  chrześcijańskim miłosierdziem, mam dla nich dobrą radę. Załóżcie kabaret i ze śmiertelnie poważnymi minami ogłaszajcie widowni swój "program". Ludziska popłaczą się ze śmiechu i będą walić jak w dym. A z wpływów za biletry szybko spłacicie te dwie bańki z odsetkami.

Stary Niedźwiedź

niedziela, 2 grudnia 2018

Użyteczni idioci

W ostatni czwartek przypadła 188 rocznica nieszczęścia, jakim bez wątpienia (przynajmniej dla ludzi myślących) był wybuch Powstania Listopadowego. Ówczesne polskie elity nie potrafiły odkręcić awantury, wszczętej przez kilkudziesięciu konspiratorów oraz stu sześćdziesięciu podchorążych, podbechtanych do niej przez swojego instruktora porucznika Piotra Wysockiego, zagrożonego aresztowaniem. Do dzisiaj wielu rodaków ma ciepły stosunek do tej absurdalnej awantury, której efektem była utrata:
1. Własnej konstytucji i parlamentu (Rosja niczego takiego nie miała)
2. Polskiego wojska z polską komendą i polskim korpusem oficerskim
3. Polskiej administracji z polskim językiem urzędowym
4. Polskiego sądownictwa z polskim językiem urzędowym
5. Polskiego szkolnictwa, w skład którego wchodziły też trzy wyższe uczelnie i trzy szkoły oficerskie
Pożar ten próbowało ugasić kilku strażaków, oficerów o nieposzlakowanej przeszłości, bohaterów kampanii z roku 1792, Insurekcji Kościuszkowskiej i wojen napoleońskich. Którzy zrobili dla Polski nieporównanie więcej, niż wszyscy konspiratorzy czy "dyktatorzy" narodowych szaleństw, mających miejsce pomiędzy Kongresem Wiedeńskim a wybuchem Pierwszej Wojny Światowej. Byli nimi:
1. Generał artylerii i senator Królestwa Kongresowego hrabia Maurycy Hauke
2. Jego szef sztabu, pułkownik Filip Meciszewski
3. Generał brygady Józef Nowicki
4. Generał brygady Ignacy Blumer
5. Generał piechoty i senator Królestwa Kongresowego hrabia Stanisław Potocki
6. Generał brygady Stanisław Trębicki
7. Generał brygady Tomasz Siemiątkowski

o czym pisaliśmy dwa lata temu w cyklu artykułów poświęconych temu powstaniu.

https://antysocjalbis.blogspot.com/2016/11/dzien-trepa-czyli-noc-swirow-powstae-na.html

https://antysocjalbis.blogspot.com/2016/11/cui-bono.html

Wszyscy oni zostali tej nocy zastrzeleni przez młokosów, których nauczono posługiwania sie karabinem, natomiast myślenie szło im jak po grudzie. Ta ostatnia cecha dotyczy też i niejakiego Androniego Macierenki, który tych smarkaczy stawiał za wzór dzisiejszym słuchaczom szkół oficerskich.
Ale to trwające dziesięć miesięcy szaleństwo przyniosło też bardzo wymierne zyski, tyle tylko, że Wielkiej Brytanii i Belgii, a być może również i Francji oraz Prusom. Bowiem Rosja, zaangażowana w tłumienie powstania, musiała:
1. Zrezygnować ze zdobycia reszty dzisiejszego Uzbekistanu i wyjścia do granicy z Afganistanem, nad którym Anglicy nie mieli wówczas jeszcze kontroli.
2. Zrezygnować z "zaprowadzenia porządku" w Belgii.
3. Zaniechać przemarszu przez Prusy, który mógłby stać się zapalnikiem rozruchów w Wielkim Księstwie Poznańskim (sytuacja Polaków w Kongresówce było przedmiotem marzeń Wielkopolan).
Poza tym rozwijająca się w dużym tempie produkcja przemysłowa Staropolskiego Okręgu Przemysłowego wypierała z chłonnego rynku rosyjskiego znacznie droższe towary brytyjskie (wywiad przemysłowy księcia Franciszka Druckiego-Lubeckiego działał znakomicie). Zaś zboże z Kongresówki było znacznie lepsze i tańsze od brytyjskiego. Rosyjskie represje ekonomiczne po stłumieniu powstania były zbawienne dla wyspiarskiej gospodarki. Dlatego też listopadowych podpalaczy premier Charles Grey miał pełne prawo nazwać swoimi użytecznymi idiotami.
Co skłoniło mnie do przypomnienia tego aspektu? Otoż 28 listopada na mój mail wpłynął list fundacji Jeden Z Nas, pod którym podpisal się pan Jakub Bałtroszewicz. Pisze w nim, że partia rządząca nie może już liczyć na jego głos bowiem nie poparła ślepo i bezwarunkowo akcji Zatrzymaj Aborcję. Czyli nie raczyła popełnić wizerunkowego samobójstwa i zagwarantować Totalnej Targowicy powrót do władzy w przyszłorocznych wyborach. Kwintesencją tego markizmu-jurkizmu są jego słowa:

Jeżeli jesteście dobrą zmianą, na którą wszyscy czekaliśmy, to dlaczego w najważniejszej dla nas sprawie pozostajecie jak wszyscy inni? Tak potrzebna Polsce zmiana musi mieć swoje zakorzenienie w szacunku dla życia drugiego człowieka!

Czytelnicy Antysocjala na pewno nie moga uważać mnie za bezkrytycznego kibola PiS. Gdy partia ta lub wyłoniony przez nią rząd popełnia głupstwo, nie waham się tego wytknąć. Ale przy wszystkich swoich licznych zastrzeżeniach, jako realista, zdaję sobie sprawę z tego, że przy obecnym układzie sił (a już na pewno po sromotnej klęsce Pawła Kukiza pod Żytalitrem) na żaden lepszy rząd nie można liczyć. Za to o znacznie gorszy bardzo łatwo. Zatem wszystkich świętojebliwych talibów pytam:
Chcecie jednopłciowych "zwiąków partnerskich" i pedalskich adopcji, które POstępactwo uchwali z entuzjazmem nawet bez rozkazu fuehrerowej z Berlina czy jej pachołków z Brukseli? Naprawdę? No to róbcie tak dalej!

Stary Niedźwiedź