poniedziałek, 12 maja 2014

Generał Władysław Anders

Trollująca pod ostatnim wpisem Starego Niedźwiedzia ciota komunistka, próbowała opluć pamięć generała Władysława Andersa. Zapominając że parszywy kundel nie jest w stanie nasikać na wierzchołek himalajskiego ośmiotysięcznika, choćby zadarł łapę pionowo do góry. Ale summa summarum czerwony cwel oddał nam przysługę, przypominając o przypadającej 12 maja czterdziestej czwartej rocznicy śmierci Generała. Takiej rocznicy nie wolno zbyć milczeniem. Więc Stary Niedźwiedź przerwał publikowanie swojego „fińskiego” cyklu. Który na pewno będzie kontynuowany a wszystko wskazuje na to że złożą się nań jeszcze trzy odcinki.
Ta wielka postać jest dobrze znana każdemu człowiekowi który na hasło Polska nie reaguje atakiem histerii i nienawiści. Dlatego też w niniejszym felietonie postanowiliśmy skoncentrować się na mniej znanych elementach biografii tego wielkiego Polaka.

Władysław Albert Anders urodził się na terenie ówczesnego zaboru rosyjskiego 11 sierpnia 1892 w Błoniu, jako syn agronoma Alberta Andersa, administratora majątków ziemskich  i jego małżonki Elżbiety z domu Tauchert. Obydwoje rodzice byli głęboko osadzeni w tradycji i wierze Kościoła Ewangelicko – Augsburskiego. Rodzina ojca była pochodzenia niemieckiego, do Polski przybyła w XVIII wieku z Inflant i całkowicie się spolonizowała. Poza Władysławem państwo Andersowie mieli jeszcze trzech synów i córkę. Wszyscy trzej bracia Władysława Andersa byli w okresie międzywojennym oficerami służby stałej WP, zasłużonymi podczas walk „o niepodległość i granice” w latach 1919 – 1920 (dwaj odznaczeni Orderem Virtuti Militari).
Po ukończeniu gimnazjum realnego Władysław Anders zgłosił się do służby w armii rosyjskiej jako jednoroczny ochotnik. Ukończył ją awansując po zdaniu egzaminu do stopnia chorążego rezerwy. Następnie przestudiował sześć semestrów na Politechnice Ryskiej. Tam zastał go wybuch I Wojny Światowej.

Od września 1914 roku służył w 3 Noworosyjskim Pułku Dragonów, walczącym z Niemcami na rosyjskim froncie zachodnim. Wyróżnił się brawurowymi akcjami, z których najbardziej spektakularną, był wypad dowodzonego przez niego oddziału na tyły wojsk niemieckich na wieś Kuchcze (Polesie) w październiku 1915 r. Wykorzystując zaskoczenie, zaatakował kwaterujący tam batalion niemiecki, zadając mu duże straty. Awansowany za odwagę do stopnia podporucznika (1915), a następnie porucznika i rotmistrza. Był trzykrotnie ranny. W 1916 roku skierowany został na wojenny kurs Akademii Sztabu Generalnego w Piotrogrodzie. Ukończył ją z pierwszą lokatą. Na początku 1917 roku, na parę tygodni przed rewolucją lutową, otrzymał z rąk cara Mikołaja II patent oficera Sztabu Generalnego i tzw. złotą szablę. Odznaczony był wysokimi odznaczeniami rosyjskimi, między innymi orderami: św. Jerzego, św. Włodzimierza, św. Anny i św. Stanisława.
Brał udział w tworzeniu oddziałów I Korpusu Polskiego,  gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego Po kapitulacji korpusu przed Niemcami wrócił do kraju i wstąpił do Wojska Polskiego. Był szefem sztabu Armii Wielkopolskiej w Powstaniu Wielkopolskim 1919. W wojnie polsko-bolszewickiej 1920 dowodził 15 Pułkiem Ułanów Poznańskich. Był ranny podczas walk nad Berezyną.
W październiku 1921 odbył studia w Wyższej Szkole Wojennej (École Superieure de Guerre) w Paryżu i staż liniowy we Francji. Do kraju wrócił w 1924 i mianowany został szefem sztabu Generalnego Inspektora Kawalerii, gen. broni Tadeusza Rozwadowskiego. Od listopada 1925 pełnił funkcje Komendanta Wojskowego Miasta Stołecznego Warszawy. Podczas przewrotu majowego walczył po stronie wojsk rządowych. Po zakończeniu walk był przez kilka dni internowany ale szybko powrócił do służby.
W latach 1928–1939 dowodził najpierw Kresową a potem Nowogródzką Brygadą Kawalerii.
W kampanii wrześniowej jako dowódca tej ostatniej wziął udział w bitwie pod Mławą. Chaos w dowodzeniu i kilkakrotnie zmieniane przez Wodza Naczelnego rozkazy dla Nowogródzkiej Brygady Kawalerii spowodowały że jednostka ta nie wzięła udziału w bitwie nad Bzurą. Od 12 września 1939 dowodził Grupą Operacyjną Kawalerii swojego imienia. Stoczył ciężkie walki przeciwko Niemcom w okolicach Mińska Mazowieckiego i Tomaszowa Lubelskiegoa następnie udał się w kierunku Lwowa. Udało się mu przebić na południe. Wobec zaciskającego się pierścienia niemiecko-sowieckiego generał Anders zdecydował rozformować Grupę Kawalerii na mniejsze oddziały które miały przedostać się na Węgry. Przebijając się wraz z jednym z nich, 29 września w okolicach Sambora generał Anders, został dwukrotnie postrzelony przez Ukraińców, po czym dostał się do niewoli sowieckiej.
W kampanii wrześniowej 1939 roku ppłk Karol Anders był zastępcą dowódcy 1 pułku Ułanów Krechowieckich, ppłk Jerzy Edward Anders pełnił funkcję zastępcy dowódcy 5 pułku Ułanów Zasławskich, a kpt. Tadeusz Anders był adiutantem dowódcy 4 dywizjonu artylerii konnej. Wszyscy dostali się do niewoli niemieckiej, ale najmłodszemu Tadeuszowi udało się z niej zbiec. Przez Węgry i Francję przedostał się do Wielkiej Brytanii, a następnie służył pod rozkazami brata w Armii Polskiej na Wschodzie i w 2 Korpusie Polskim. Po zakończeniu wojny do 2 Korpusu wstąpili też Karol i Jerzy Andersowie.
Generał Anders przetrzymywany był w lwowskim szpitalu przy ul. Kurkowej, następnie w więzieniu popularnie zwanym Brygidkami. W lutym lutego 1940 wywieziony przez NKWD do Moskwy i osadzony w centralnym więzieniu NKWD na Łubiance. Podczas 22-miesięcznego pobytu w więzieniu był wielokrotnie przesłuchiwany i bezskutecznie namawiany (jeszcze w lwowskim szpitalu) do wstąpienia do Armii Czerwonej. Przebywając w sowieckich więzieniach, w bardzo ciężkich warunkach, podjął postanowienie że jeżeli uda mu się wyjść z więzienia i odzyskać władzę w nogach (był poważnie ranny), przejdzie na katolicyzm. Przyrzeczenia oczywiście dotrzymał.
W roku 1941 jako pragmatyk, popierał politykę generała Sikorskiego. Widząc w niej jedyną realną szansę na wyrwanie z sowieckich łagrów polskich żołnierzy i cywilów. Ale po ewakuacji latem 1942 wojska i ponad 20 tys. cywilów (niektóre źródła mówią o prawie 40 tys.), uratowanych z więzień i łagrów do Iranu, zmienił stanowisko. Uznał że dalsze paktowanie z diabłem straciło rację bytu. W roku 1943, po ujawnieniu sprawy Katynia, jego stosunki z generałem Sikorskim z chłodnych zmieniły się w lodowate. W czasie kryzysu politycznego po śmierci gen. Sikorskiego, sprzeciwiał się planom powołania na stanowisko premiera Mikołajczyka. Był kandydatem sił antypiłsudczykowskich na stanowisko Naczelnego Wodza. I zdecydowanym przeciwnikiem wywołania powstania w Warszawie w sierpniu 1944 r. 31 sierpnia stwierdził: „Wywołanie powstania w Warszawie w obecnej chwili było nie tylko głupotą, ale wyraźną zbrodnią.”
Od 2 października 1944 do 5 maja 1945 pełnił obowiązki (wobec wzięcia do niewoli gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego któremu jacyś obłąkani politykierzy powierzyli tę funkcję) Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych. Ostro skrytykował ustalenia konferencji w Jałcie.
Po zakończeniu II wojny światowej pozostał na emigracji, czynnie uczestnicząc w działaniach politycznych polskiego wychodźstwa i współorganizując Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczeń. Pomagający żołnierzom, nie mającym zamiaru wracać pod sowiecka okupację, znalezienia sobie jakiegoś miejsca w wolnym świecie. W którym mogliby się osiedlić i żyć. Pełnił wiele zaszczytnych funkcji w Polskim Rządzie na Uchodźstwie.
Stary Niedźwiedź spotkał się kiedyś z pytaniem ze strony młodego człowieka, jakie odznaczenie symbolizuje na mundurze Generała wstążka w barwach Virtuti Militari z ośmioma srebrnymi gwiazdkami. Wyjaśnił że jest to „Odznaka Honorowa za Rany i Kontuzje”, a gwiazdki oznaczają ilość ran. W przypadku gen. Andersa jest ich aż osiem. Trzy odniósł jeszcze podczas służby w armii rosyjskiej: kontuzja pod wsią Szylenin (XI 1914), kontuzja w rejonie Litoweża (VII 1915) i podczas akcji na Kuchcze (X 1915). Następne dwie rany odniósł podczas wojny polsko-bolszewickiej, w tym jedną ciężką pod Wistynami (VII 1920). Kolejne trzy wiążą się z walkami we wrześniu 1939 roku. Najpierw rana od bomby lotniczej (4. IX 1939), a następnie dwie podczas nocnej potyczki w rejonie Starego Sambora (29.IX 1939).
Władysław Anders był dwukrotnie żonaty. Najpierw z Ireną Jordan-Krąkowską, rozwiedzioną z rotmistrzem Prószyńskim (ślub w czerwcu 1925 roku), z którą miał syna Jerzego i córkę Annę. Wychowywał też pasierba Macieja Prószyńskiego (poległ we wrześniu 1939 roku, jako podporucznik, dowódca plutonu przeciwpancernego 15 pułku Ułanów Poznańskich). Drugi raz ożenił się po wojnie ze znaną śpiewaczką Renatą Bogdańską. Miał z nią córkę Annę Marię.

Zmarł w Londynie 12 maja 1970, dokładnie w 26 rocznicę rozpoczęcia bitwy pod Monte Cassino. Pochowany został, zgodnie z jego wolą, wśród swoich żołnierzy na Polskim Cmentarzu Wojennym pod Monte Cassino, we Włoszech.
Cześć Jego pamięci!

Stary Niedźwiedź i Tie Fighter

P.S.
Autorzy opracowując ten wpis, korzystali przede wszystkim z pamiętników Generała, wydanych pod tytułem „Bez ostatniego rozdziału”. Oraz opracowanej w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie doskonałej publikacji internetowej:
Będącej kopalnią ciekawych a mało komu znanych informacji o Władysławie Andersie.
SN & TF

26 komentarzy:

  1. Szanowni Autorzy,
    Dziękuję za przypomnienie doniosłej dla naszej historii postaci generała Andersa. Nie udało mu się powstrzymać wybuchu Powstania Warszawskiego, knowania idiotów lub agentów rosyjskich okazały się skuteczniejsze. Kontrowersje budzi jego decyzja o zaangażowaniu polskich sił w walce o Monte Cassino, w interesie sojuszników, którzy już nas wtedy zdradzili. Pomimo to patriota i dobry dowódca, wyszkolony w armii carskiej. Zastanawiam się skąd teraz weźmiemy dobrych dowódców patrząc na naszych rozlazłych spaślaków w generalskich mundurach?
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Dibeliusie
      Pytanie o sens zdobycia Monte Cassino było już stawiane wiele razy. W mojej ocenie jest kilka istotnych argumentów które przemawiają za szturmem na klasztor, zwłaszcza gdy za wzorzec działań wojennych które nie powinny mieć miejsca, przyjmiemy Powstanie Warszawskie.
      1. Zdobycie Monte Cassino było zadaniem trudnym ale wykonalnym, co potwierdziła praktyka. Wyzwolenie Warszawy (przy oczywistej dla każdego kto nie był politycznym analfabetą reakcji Stalina na jego wybuch) było całkowicie nierealne.
      2. Broniąca klasztoru doborowa niemiecka dywizja spadochronowa, poniosła podczas tych walk ciężkie straty, współmierne z tymi po stronie II Korpusu, wynoszącymi ok. tysiąca zabitych i trzech tysięcy rannych. Biorąc pod uwagę jedynie straty powstańców i strony niemieckiej (w znacznej mierze bandytów z jednostek pomocniczych o ukraińskiej czy "bałtyckiej" proweniencji i znikomej przydatności na froncie), bilans wygląda znacznie gorzej.
      3. Zdobycie klasztoru praktycznie otworzyło drogę na Rzym (zdobyty dwa tygodnie później) a zatem wyrządziło Niemcom bezdyskusyjną szkodę. Zrównanie lewobrzeżnej Warszawy z ziemią nie przyniosło Niemcom żadnej szkody.
      4. Walki o klasztor nie spowodowały żadnych strat ludzkich wśród polskiej ludności cywilnej. W Powstaniu zginęło dwieście tysięcy polskich cywilów.
      Zgadzam się z Tobą że po teherańskiej zdradzie moralny obowiązek wspomagania USA i Wielkiej Brytanii w dalszej walce nie był już czymś oczywistym. Dlatego w swej argumentacji posługuję się jedynie stratami zadawanymi Niemcom (z którymi były rachunki do wyrównania).
      Co się tyczy obecnych dowódców polskich sił zbrojnych, dla mnie symbolem tego towarzystwa jest kadłub chyba już rdzewiejącej korwety za kilkaset milionów złotych. A narzucającym się skojarzeniem armia rumuńska z okresu międzywojennego.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Od jakiegoś czasu polska kadra dowódcza kojarzy mi się tylko z jednym. Otóż, chyba w Ustce, były prowadzone jakieś manewry, które dowódcy przerwali z powodu mgły. Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Czcigodny Ridzie
      Przypomniałeś mi opowieść mojego byłego studenta jeszcze z czasów PRL. Odbywając po dyplomie służbę wojskową, podczas manewrów, też nad morzem, został wysłany na punkt obserwacyjny. I gdyby w zasięgu jego wzroku przeleciała rakieta, miał o tym poinformować przez radiostację. Bo wodzowie nie mieli żadnej pewności którędy ta wystrzelona rakieta poleci.
      Pozdrawiam ponuro

      Usuń
  2. Nieszczęsna ta Rzeczypospolita, bo i jakże inaczej być może kiedy sukno majestat przyoblekające - w różne; jedni i drudzy darli i drą strony.
    Nieszczęsna!

    (warszawianka)
    Generał PACgenerał CHŁOPICKI
    To my Bonapartowscy - myśmy tu przynieśli
    orły napolijońskie, pochwytane w lot.
    Każdy z nas za Cyncynnata się ma, za źródło cnót; -
    myśląc, że gdy obejmie godność, którą sobie
    nałoży sam - zdziwi pół świata.


    Generał PAC
    Naśmieszy pół świata.

    ____________________________________________________________________

    I tu, i tu - ordery.
    I tu, i tu - na ustach to samo matki imię.
    Tylko, na Boga! - czemu!?
    Nie - ramię w ramię.

    Wszak racja jedna!
    Rzeczy Pospolita

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Adamie
      Podczas II Wojny Światowej w polskim i polskojęzycznym obiegu funkcjonowały w zasadzie dwie racje stanu: polska i stalinowska. A obecnie masz ich więcej: niemiecką, amerykańską, rosyjską, żydowską i coraz bardziej rachityczną (w gronie uczciwszy uszy "elit" III RP) polską. A stada istot człekokształtnych łykają racje szajki reprezentującej Niemcy i są na tyle głupie że uważają się za "europejczyków". Bezkrytycznie używają "nadredaktora" do myślenia zamiast do sikania. No bo przecież może przyjść "Kaczor" i ich zjeść.
      Powtórka z czasów saskich w całej okazałości. Pozostaje modlić się o to by zakończenie było inne. I robić wszystko co w naszej mocy aby choć trochę Panu Bogu w tym pomóc.
      Pozdrawiam melancholijnie.

      Usuń
    2. Jak sam pokazujesz czcigodny Stary Niedźwiedziu - "w zasadzie". Pomińmy na chwilę w rozważaniach stalinowską trupę. Niestety - ale i na "zachodnim froncie" z jednością nie było najlepiej - a przecież nazwiska odznaczone najwyżej przez historię, zdawać by się mogły - gwarantem.

      "Po tych makach, szedł żołnierz i ginął"

      I to właśnie jest meritum odpowiedzialności - bo w każdym z nich biło serce. Bo to oni właśnie - byli jednością. Wobec wolnej Polski. I - wobec śmierci.

      Wartości świata - i świat wartości.

      Od tych, co czuli smak piasku w ustach, co szli by odpowiedzieć sierpowym oprawcy za lęk ich matek żon i dzieci - od nich, nie wymagam. Od tych, którym dane były generalskie szlify - wymagam.

      Pozdrawiam autorów.

      Usuń
    3. Czcigodny Adamie
      Niestety nie wszyscy z generalskimi szlifami zdali wówczas egzamin. Wokół generala Sikorskiego nie brakowało takich dla których najważniejsze było "dokopanie piłsudczykom". Powstał obóz karny na wyspie Bute ("Wyspa Węży"). Z kolei po Gibraltarze nastąpiły próby wychylenia wahadła w przeciwną stronę.
      Dlatego mam mnóstwo uznania dla takich generałów jak choćby Anders, Maczek czy Sosabowski. Walczących i na ile to było możliwe, nie wdających się w polityczne gierki.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  3. 12 maja przypadła też 79 rocznica śmierci Marszałka Józefa Piłsudskiego.
    Chwała Bohaterom Niepodległej
    Kłaniam się

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Jugglerze
      Nie mam wątpliwości że Marszałkowi należy się wdzięczna pamięć, choć niestety "wojna dwóch trumien" trwa w Polsce w najlepsze. W latach 1918-1920 trzej ludzie wielkiego formatu (jestem wyczulony na zapominanie o roli odegranej przez Ignacego Jana Paderewskiego) potrafili wznieść się nad dzielące ich animozje i razem pracować dla Najjaśniejszej. Dla tych którzy się dzisiaj na nich powołują, na ogół jest to niemożliwe.
      A do napisania kilku słów o Władysławie Andersie skłoniło nas miedzy innymi i to że postać ta nie budzi tak wielkich kontrowersji. Bo linia podziału przebiega miedzy Polakami a polskojęzycznym motłochem.
      Zechciej zajrzeć do poczty.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  4. A w mediach głównego ścieku o rocznicy śmierci generała Andersa ani słówka. Cisza jak makiem zasiał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez obaw. Ważne, że o urodzinach Michnika, czy Urbana prasa donosi regularnie. A jak Michnik wreszcie zdechnie, to będziemy obchodzić rocznice tego wydarzenia w charakterze święta narodowego.

      Oppressor.

      Usuń
    2. @ Oppressor
      Czcigodny Oppressorze
      Pozostaje mieć nadzieję że istnieje jednak jakiś próg odporności Polaków na plucie im w twarz. Bo jeżeli się mylę to wyjdzie na to że urodziłem się w PRL a umrę w Tusklandii. Bo mój krótki epizod życia w Polsce zakończył się 4 czerwca 1992.
      Pozdrawiam niewesoło i dziękuję za wizytę.

      Usuń
    3. @ TF
      Czcigodny Tie Fighterze
      Mamy o tyle czyste sumienie że myśmy choć w części swoje zrobili. A z "Antysocjala" pogoniliśmy czerwonego cwela. Ale niestety innych czerwonych cweli ze "sralonu merdialnego" nie możemy wyeksmitować.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  5. Zawsze coś pokręcę.Prawdziwi bohaterowie wolności to przecież zupełnie ktoś inny.I ci męczennicy też swoich ulic jeszcze nie mają.Co za skandal.
    Lista herosów we właściwym czasie znacząco ułatwi pracę prokuratorom
    http://niezalezna.pl/55023-komorowski-odznaczyl-40-dziennikarzy-wyborczej-za-walke-o-wolnosc

    Pozdrawiam kostycznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Jugglerze
      Bronislaw "Bul" Komorowski poniósł kolejną porażkę w swojej walce z polszczyzną. Po przegranej bitwie pod Ortogtafią, tym razem poległ w walkach pod Gramatyką. Przecież te odznaczenia zostały nadane za WALKĘ Z WOLNOŚCIĄ a nie za WALKĘ O WOLNOŚĆ.
      Pozdrawiam nie mniej zniesmaczony.

      Usuń
  6. Zatem dlaczego w takim razie powstanie warszawskie w ogóle wybuchło..?Trudno posądzać kadry o nieumiejętnośc przewidywań..Czyżby specjalnie chceli,by 200 tysięcy ludzi znikło ot tak..? wierzyć się nie chce..Chyba jakiś powód musiał być..? Maria.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowna Pani Mario
      Ci którzy podjeli decyzję o wybuchu Powstania Warszawskiego na pewno nie byli cynicznymi zdrajcami. Ale nie mogę się z Panią zgodzić co do ich rzekomej zdolnosci przewidywania skutków swoich działań. Skoro akcja "Burza" i losy Powstania Wileńskiego niczego ich nie nauczyły, zdolność do logicznego myślenia i umiejętność przewidywania efektów swoich działań były im całkowicie obce. Zupełnie tak samo jak tym którzy rozpoczęli Powstanie Listopadowe czy Powstanie Styczniowe, obydwa bezapelacyjnie przegrane w tej sekundzie w której się rozpoczęły. Bo wzniosłe hasła i szczytne idee jeszcze nigdy nie wygrały z tabliczką mnożenia.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Czcigodny Stary Niedźwiedziu - Pani Maria ma rację. Podzielam Twoją troskę o tragiczny los mieszkańców Warszawy. Nie - żołnierzy PW (choć w połowie byli jeszcze dziećmi) bo żołnierska to przypadłość wykonywać rozkazy. Zgodzić się jednak nie mogę z oceną jego (powstania) przydatności.

      Rząd i zachodnie dowództwo PSZ doskonale zdawało sobie sprawę czym jest w istocie nadchodząca od wschodu czerwona zaraza. Ich przypuszczenia - bez cienia wątpliwości potwierdziła późniejsza i trwająca ponad pół wieku bolszewicka okupacja terenów między Tatrami a Bałtykiem oraz Odrą i Bugiem - dodajmy z rządem umocowanym na Kremlu.

      Czas Powstania Warszawskiego był właśnie ostatnią chwilą. Ostatnią szansą aby Polskę od tej tragedii uchronić - bo zapewne jest Ci wiadomo o działaniach komunistów z Lublina.

      Zwracając uwagę na losy Warszawiaków - pamiętać jednak należy o losach tych - którym zakazano powrotu do ojczyzny tylko dlatemu - że odważyli się walczyć o niepodległość Polski na frontach zachodnich. Pamiętać też należy o losach tych - którzy pomimo grożących im represji ze strony marionetkowo bolszewickich władz, zdecydowali się jednak do Polski powrócić a potem - gnić w ubeckich kazamatach i w końcu zostać rozstrzelani. Pamiętać w tym kontekście należy również o preludium tego co stało się po traktacie jałtańskim - a mianowicie o losach tych co zostali bestialsko wymordowani w Katyniu, Ostaszkowie, Miednoje - i wielu wielu innych miejscach bolszewickiej kaźni.

      Przykro mi Staruszku - ale w tej kwestii protokół rozbieżności między naszymi poglądami pozostanie nienaruszony, co jednak wcale nie zmienia tego, że dziękując za możliwość gościny na Twoim blogu, moje ostatnie słowo będzie brzmiało: pozdrawiam.

      Usuń
    3. Drogi Adamie,

      Załóżmy optymistycznie, że Powstanie Warszawskie odniosłoby sukces. Niemcy zostaliby wypędzeni ze zrujnowanego miasta i co dalej? Czy można nieco naiwnie sądzić, że armia sowiecka obeszłaby Warszawę w swoim pochodzie na Berlin? Czy zostawiliby sobie za plecami wyspę polskiej niepodległości? Nie sądzę, raczej przetoczyliby się przez naszą Stolicę jak rozpędzony walec, nie zostawiając już kamienia na kamieniu i żywego ducha. Dopiero mówilibyśmy o katastrofie, wypadku realizacji takiego scenariusza. Wiem, że to tylko rozważania czysto teoretyczne, ale w mojej ocenie wysoce prawdopodobne.

      Serdecznie pozdrawiam, TF.

      Usuń
    4. Drogi T.F - z racji swojego dalekiego już od niewinności wieku, pozwolę sobie w swej odpowiedzi na pewien splot nazwijmy to: naiwności. Otóż jestem w stanie wyobrazić sobie dosłownie wszystko. Nawet stolicę Polski w Lublinie - i nie jest to z mojej strony jakakolwiek próba bycia złośliwym. Absolutnie!

      Ba! - powiem więcej. W swej naiwności potrafię nawet dostrzec twarde stanowisko Czerczila w negocjacjach ze Stalinem w sprawie powojennego statusu Polski jako suwerennego państwa należącego do kultury zachodniej, podobnie jak to - że któremukolwiek państwu na wschód i zachód od Wisły zależało wówczas (jak i dzisiaj) na tym, aby Polska nie była tylko buforem wysuszonej ziemi ale państwem - i to w dodatku silnym zarówno gospodarczo jak i militarnie.

      Pozostając w stanie błogiej naiwności, mogę się nawet pochylić życzliwie nad stwierdzeniem: że polityka i honor to syjamskie siostry, bo ten właśnie aksjomat zapewne - stał się podwaliną do zamachu na gen. Sikorskiego jak i to - że "porządek" powojennej europy istotnie powstał dopiero w dniach pomiędzy 4 a jedenastym lutego 1945r, a nie - już przed 4 lipca 1943r.

      Czy w związku z tym - nadal mogę pozostawać naiwnym sądząc, iż w 44r PPP zatraciło świadomość, że nie można już liczyć na rząd londyński? Że zbieżność wymienionych wcześniej dat jest przypadkowa?
      O tym - jak wyglądały ówczesne struktury Polskiego Państwa Podziemnego nie będę się rozpisywał choćby tylko z należnego szacunku dla wiedzy szanownych interlokutorów. Czy wiedział o nich również Stalin zatrzymując swoje wojska na wschodnim brzegu Wisły?

      Otóż (drogi T.F.) - Stalin doskonale wiedział, że nawet gdyby przeszedł jak walec przez Warszawę - to na swoich tyłach pozostawił by drugi klasztor Monte Casino, i tego właśnie - bał się jak ognia. On doskonale wiedział - że tylko zwycięzców się nie rozlicza, a przecież z pewnością miał w pamięci zarówno 17 września 39 roku jak i wiosnę roku czterdziestego.

      Oj - będziemy się spierać będziemy!, zwłaszcza że nalewka jaką szykuję na znaną Ci okoliczność - mocno już buzuje!

      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    5. Drogi Adamie,

      Czymże są różnice zdań wobec tak zacnego napitku w tak zacnym towarzystwie.

      Pozdrawiam nie mniej serdecznie.

      Usuń
  7. Zatem ponowię swoje pytanie: co sprawiło,ze jednak sie zdecydowali? Nie znam historii drobiazgowo,choć w życiu sporo musiałam się jej uczyć...Słyszałam tezę, że wrzało..że stolica aż wrze z chęci walki.I co? chcieli to wrzenie "skanalizować.."? Nawet jak generał powiedziałby NIE, i tak by poszli..więc jak..? Myślę,ze jeszcze wielu rzeczy nie wiemy, po prostu...
    Porównanie do powstania styczniowego mi nie pasuje: ten zryw wzbudził poczucie kim się jest, ze się jest Polakiem. Tak mnie uczono..wtedy życie ludzkie nie było tak cenione jak dziś. I wartośc wolności była ogromna....Nie należy porównywać dzisiejszego myślenia z myśleniem z tamtej epoki...bo i też ludzie z tamtej epoki postawieni tu ii teraz tez by inaczej funkcjonowali..pozdrawiam Maria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowna Pani Mario
      Jeśli chodzi o ocenę Powstania Styczniowego, oczywiście ma Pani rację pisząc:
      "wtedy życie ludzkie nie było tak cenione jak dziś. I wartośc wolności była ogromna..."
      Czyli innymi słowy, najważniejsza była idea a życie ludzkie było bardzo tanie.
      W tym samym czasie inne narody pozbawione własnej państwowości (Finowie, Czesi), pracowicie budowały substancję narodową zarówno w warstwie materialnej jak i duchowej. A gdy pod koniec XIX wieku rozpoczęła się próba rusyfikacji Finlandii (wcześniej mającej szeroką autonomię) nie wybuchło tam żadne powstanie. Ale zamachowiec - samobójca Eugen Schauman zastrzelił na ulicy generała gubernatora Bobrikowa i natychmiast potem siebie. I do rosyjskich urzędników dotarło że nie są bezkarni ani nieśmiertelni. Więc polecenia z Petersburga wykonywali znacznie mniej gorliwie.
      A wracając do Powstania Warszawskiego. W mojej ocenie ci młodzi lub wręcz bardzo młodzi żołnierze, wychowani byli w toksycznej atmosferze romantyzmu, gardzącego zimną oceną szans. Ale wiele razy udowodnili wielką dyscyplinę. Więc nie za bardzo wierze w to że wybuch powstania był nieunikniony. A co sie tyczy dowództwa, odpowiadając na Pani pytanie, muszę niestety napisać że powodem podjęcia tej okropnej decyzji były triumf myślenia życzeniowego nad realistyczna ocena sytuacji a w szczególności dziecięco naiwna wiara w to że ktokolwiek udzieli powstańcom znaczącej pomocy.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Czcigodny Stary Niedźwiedziu - kiedy zabraknie argumentów pojawiają się armaty?
      Ależ skąd! Odwrotnie!

      W kwestii zaś "myślenia życzeniowego", polecam lektury opisujące Bitwę Warszawską. Niektórzy zwą ją również "Cud Nad Wisłą". Co zaś się tyczy dziecięcej naiwności - powiem tak. Nasz rodzimy Winetou przez pół wieku uczył nas, że należy kochać czerwonych braci. Jak bardzo naiwną była jego wiara w sukces tej misji - pokazała historia.

      Pozdrawiam refleksyjnie (rzecz jasna)

      Usuń
  8. Dzięki za ten wpis. Moja wiedza patriotyczno-historyczna znacznie się poszerzyła.
    pozdrawiam autorów

    OdpowiedzUsuń