niedziela, 5 sierpnia 2012

Ta kompletnie nieszkodliwa marichujana

Swego czasu prowadziłem drobną polemikę z jakże mi bliskimi programowo „konslibami”. Bowiem chyba najistotniejsza różnica między nimi a konserwatyzmem w stylu Margaret Thatcher polega na podejściu do problemu narkotyków. U nich w tej kwestii dominuje liberalna składowa ich światopoglądu więc na ogół są zwolennikami legalizacji handlu nimi. A naczelnym argumentem jest eliminacja podziemia zarabiającego na narkotykach ciężkie pieniądze.
O ile nie przeszkadzałaby mi wizja dorosłych idiotów kasujących się za pomocą narkotyków, o tyle perspektywa zwiększenia się ilości zaćpanych na śmierć małolatów jest dla mnie nie do przyjęcia. Jeśli ktoś mówi że uważa to za niezbędny koszt ograniczenia zakresu działania przestępczości zorganizowanej, tak jak ofiary wypadków motoryzacyjnych są kosztem powszechności użytkowania samochodów, przynajmniej traktuje oponentów poważnie bo nie kłamie. Choć cenę uważam za zbyt wysoką. Ale gdy słyszę bajeczki o rzekomym zakazie sprzedaży legalnych narkotyków nieletnim, nie wiem czy się śmiać czy płakać. Bo obecnie małolaty nie mają cienia problemu ze zdobyciem tytoniu i alkoholu w teorii też dla nich niedostępnych. Ale żeby zejść z powodu marskości wątroby czy raka płuc, trzeba nad sobą popracować wiele lat. W odróżnieniu od znanych przypadków zaćpania się na śmierć w ciągu kilku miesięcy.
Forpoczty stylu „spoko” i „ciool” skupiły swój wysiłek na legalizacji „marichujany”. Słusznie uważając że gdy ten cel osiągną to potem już będą mieli z górki. "Ziele" wedle ich propagandy jest całkowicie nieszkodliwe bo nie uzależnia i nie powoduje żadnych trwałych negatywnych skutków. A jej aktywny składnik czyli THC jest stosowany w medycynie do leczenia niektórych nowotworów mózgu oraz „w leczeniu zaawansowanych stadiów AIDS”. W amerykańskiej agitce którą podesłał mi entuzjasta „ziela” podawali nawet że jaranie powoduje powstawanie w mózgu nowych komórek.
Zdumiony tą ostatnią wieścią zatelefonowałem do mojego przyjaciela, nauczyciela akademickiego uczelni medycznej. Bowiem mnie jeszcze w szkole uczono że w organizmie dorosłego człowieka żadna obumarła komórka mózgu nie może być zastąpiona nową. Przyjaciel uspokoił mnie że moja wiedza się nie zdezaktualizowała a studenta który by mu palnął taki idiotyzm wyrzuciłby z dwóją w indeksie za skrajne nieuctwo.
Nie neguję faktu że właściwie dawkowany pod kontrolą lekarską THC może zabijać w mózgu niektóre komórki nowotworowe nie uszkadzając zdrowych czy też że podobnie do morfiny, ma również i działanie uśmierzające ból. Ale już w tym „leczeniem zaawansowanych stadiów AIDS” (prawda jak to ładnie brzmi?) zawarte jest kolejne łgarstwo w żywe oczy. Bo zaawansowane stadium AIDS jak na razie zawsze kończy się zejściem pacjenta i co najwyżej można łagodzić jego cierpienia poprzez opiekę paliatywną. Równie dobrze można kłamać że morfina jest używana na przykład do leczenia zaawansowanego raka trzustki.
W nieprzesadnie licznym gronie bliskich znajomych znam dwa przypadki młodych ludzi którzy wkrótce po tym jak zaczęli palić marichujanę, z sensownych chłopaków stali się apatycznymi zwisowcami których ożywić jest w stanie jedynie wizja kolejnej balangi połączonej z jaraniem. Jeden uczy się w szkole na "zalki" i olewa domowe obowiązki w których dawniej uczestniczył bez zaganiania do nich, drugi nie skończył żadnych studiów i od chyba już siedmiu lat odpowiada że się „rozgląda” gdy znajomi rodziców pytają czy może podjął wreszcie jakąś pracę. A te obserwacje pasują mi jak ulał do opisanych nawet w „wikipedii” (pos-tępacka cenzura zaspała?) wyników badań Moore’a i współpracowników:
Badania prowadzone przez zespół: T.H.M. Moore, S. Zammit, A. Lingford-Hughes, T.R.E. Barnes, P.B. Jones, M. Burke, G. Lewis potwierdzają tą tezę. Przy przewlekłym stosowaniu (marihuany – dopisek SN) pojawiają się objawy zespołu amotywacyjnego: zaburzenia snu (spanie w ciągu dnia), zespół apatyczny z dominującym brakiem działania, ograniczenie kontaktów z ludźmi, zaburzenia pamięci i koncentracji uwagi, zaburzenia w przyswajaniu nowych wiadomości, myślenie porozrywane i magiczne, upośledzenie zdolności rozwiązywania problemów i planowania przyszłości, zanik zainteresowań, zaburzenia percepcji czasu, doznań, krytycyzmu, lęk.
Gdy podzieliłem się ze wspomnianym już entuzjastą marichujany tą wiedza, oczywiście zaczął się doszukiwać stu innych powodów popadnięcia owych młodych ludzi w apatię. Z ciekawszych przypominam sobie porzucenie przez dziewczynę, odkrycie skłonności homoseksualnych i uwiedzenie przez katechetę. Na szczęście nie wymienił plam na słońcu, fatalnej konfiguracji planet w chwili narodzin czy rzucenia uroku przez czarownika. A z dziewczyną było tak że istotnie jednego z nich gdy zaczął jarać,
rzuciła jego ładniejsza połowa. Mówiąc że nie interesuje jej mięczak który bez zażycia jakiegoś syfa nie potrafi poradzić sobie z samym sobą a do pracy ma dwie lewe ręce.
Ale niedawno „omlet” którego nijak nie można podejrzewać o moralny rygoryzm podał następującą wieść:
http://wiadomosci.onet.pl/swiat/atak-kanibala-sa-wyniki-badan-toksykologicznych,1,5174588,wiadomosc.html
Dla wygody Szanownych Czytelników przytoczę samo ważne:
„Pod koniec maja w Miami w USA doszło do makabrycznego zdarzenia - nagi mężczyzna zaczął zjadać twarz innego mężczyzny. Napastnik został zastrzelony przez policję. To wstrząsające wydarzenie w internecie zostało uznane jako początek "apokalipsy zombie", zwłaszcza, że pojawiały się inne podobne zdarzenia. W przypadku ataku w Miami początkowo mówiło się, że napastnik był pod wpływem środków odurzających - LSD lub kokainy. Władze opublikowały w końcu badania toksykologiczne napastnika, z których wynika, że jedyną substancją odurzającą w jego organizmie była... marihuana.”
Oczywiście marichujaniśći próbują ratować cnotę swojego bożka. Więc pos-tępactwo twierdzi że mogą istnieć inne niż marichujana substancje powodujące tak ekstremalne zachowania których dzisiejsza technika analiz chemicznych nie jest w stanie wykryć.
Wyobraźmy sobie że ktoś to samo powiedziałby o szaleńcu w którego organizmie stwierdzono wysoki poziom alkoholu. Czyli że jego atakowi furii nie jest jej winien nadużyty alkohol lecz jakieś nieznane nauce „złe mzimu”. Nie będę obrażał inteligencji Szanownych Czytelników opisem powszechnej reakcji na taką teorię. Więc dopóki ów rzekomy związek chemiczny nie zostanie zidentyfikowany, będę uważał pos-tępackie zaklinanie deszczu na temat całkowitej nieszkodliwości marichujany za gołosłowne.

Stary Niedźwiedź

43 komentarze:

  1. Kto chce dragów i tak je zdobędzie mimo prohibicji. Liczba jarających(nie tylko "szlugi") smarkaczy wzrasta nam mimo wszystko. Najbardziej rygorystyczne przepisy nie pomogą jeśli rodzice nie pilnują swoich pociech.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Anonimowy
      Pełna zgoda co do powinności spoczywające na rodzicach. W gronie moich bliskich znajomych zdecydowanej większości to się udało. A ich obecnie dorosłe dzieci w szkole czy na studiach zdecydowanie odmawiały zażycia jakiegoś łajna olewając etykietkę dziwaka.
      Ale obecnie w przypadku narkotyków masz dodatkowo barierę cenową. Wspomniany w tekście korespondent który próbował "nawrócić mnie" na marchujanę sam napisał że jeden skręt kosztuje dzisiaj około trzydziestu złotych (kwotę tę podaje na jego odpowiedzialność). Więc nie każdego małolata stać na jako tako regularne kupowanie.
      Pozdrawiam serdecznie
      P.S.
      Czy mogę prosić byś na przyszłość po wpisaniu komentarza nacisnął(eła) ENTER i wpisał(a)jakiś nick?

      Usuń
  2. Czcigodny Stary Niedźwiedziu,

    Jakkolwiek zgadzam się z Twoim punktem widzenia w mniej więcej 70%, tak chciałbym zauważyć kilka istotnych faktów.
    - obecnie małolatowi łatwiej kupić marihuanę niż alkohol;
    - efekt odurzający ma podobną intensywność jak alkohol;
    - alkohol jest wielokrotnie silniej i łatwiej uzależniający (mam na myśli uzależnienie fizyczne);
    - oczywiście marihuana jest szkodliwa, szczególnie w przypadku regularnego stosowania, ale alkohol znacznie bardziej;
    - nie słyszałem o przypadku "zaćpania na śmierć" marihuaną - chyba że wieźmiemy pod uwagę raka płuc (jeśli się mylę proszę o przykład takiego zdarzenia, bo chętnie poszerzę swoją wiedzę);
    - na marskość trzeba popracować, ale zapić się na śmierć można w jedną noc.

    Nie jestem fanatykiem legalizacji jakichkolwiek narkotyków, ale zastanawiają mnie takie sprawy:
    - czy w takim razie alkohol powinien być legalny? wolałbym żeby był i żebym mógł sobie czasem wypić Tequilę, rum, szkocką czy też Bikavera ;)
    - jak skutecznie uniemożliwić dostęp do alkoholu dzieciakom?
    - jeśli jest sposób na powyższe to dlaczego marihuana nie mogłaby być w ten sam sposób kontrolowana?

    Wydaje mi się, że obecnie dilera nie obchodzi komu sprzedaje narkotyki, a większość sprzedawców nie chce sobie robić problemów z koncesją. Nawet parę dni temu byłem zdumiony jak Pani przy kasie poprosiła mnie o dowód, gdy chciałem zakupić tequilę, a mam 26 lat. Oczywiście, że nie każdy sprzedawca alkoholu przestrzega prawa - nigdy nie będziemy mieli takiej gwarancji. Mamy natomiast 100% gwarancję, że diler narkotykowy nie przestrzega prawa.

    pozdrawiam serdecznie,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Pulsarze
      Zapicie się w jedną noc też nie jest aż tak łatwe jak piszesz. Po pierwsze, trudno pić dalej komuś kto tak się spił że spadł pod przysłowiowy stół. A po drugie, organizm jeszcze dysponuje takim mechanizmem obronnym jak odruch wymiotny. Zaś w przypadku narkotyków podawanych dożylnie (co oczywiście nie dotyczy marichujany) jeden "złoty strzał" i koniec zabawy.
      Społeczeństwa Francji, Włoch czy Hiszpanii doskonale sobie radzą z alkoholem a szklaneczkę wina do obiadu wypijają tam praktycznie wszyscy. Więc nie widzę najmniejszego powodu by alkohol delegalizować, wskazana jest jedynie akcja podnoszenia kultury jego spożywania. Bo alkohol może być traktowany jak narkotyk tylko wtedy gdy celem pijącego jest "zaszumienie we łbie" lub poprawa swojej samooceny czyli zmiana swojego odbioru rzeczywistości a w krańcowych wypadkach urwanie się filmu. Gdy do obiadu wypijesz szklaneczkę Bikavera lub wieczorkiem szkocką on the rock, robisz to dla smaku czy poprawy trawienia. I jako odpowiedzialny człowiek nie usiądziesz za kierownicą wiedząc o pewnym wydłużeniu się czasu reakcji organizmu. I jakże słusznych sankcjach gdy kontrola wykaże przekroczenie progowej wartości stężania alkoholu we krwi.
      I zechciej mi wyjaśnić co miałeś na myśli pisząc:
      "Wydaje mi się, że obecnie dilera nie obchodzi komu sprzedaje narkotyki, a większość sprzedawców nie chce sobie robić problemów z koncesją."
      Jeśli słusznie się domyślam (w kontekście Twojego wylegitymowania przy zakupie tequili oraz użycia słowa koncesja) że piszesz o sprzedawcach alkoholu i tytoniu to nie rozumiem dlaczego kontrola wieku kupujących miałaby spowodować kłopoty z koncesją. Przecież małolaty nie poskarżą się w organie administracji przyznającym owe koncesje że nie sprzedano im wódki czy papierosów.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Miałem na myśli to, że inny klient będący świadkiem zdarzenia zawiadomi stosowne służy o fakcie sprzedaży alkoholu nieletniemu albo sam może się okazać organem kontroli.

      Istotą mojej wypowiedzi jest właściwie fakt, że diler jest przestępcą i nie dba o to komu sprzedaje truciznę, a właściciel legalnego sklepu będzie się obawiać ewentualnej grzywny i utraty koncesji(tu prawo powinno być surowsze oczywiście).

      Nie twierdzę, że łatwo się zapić na śmierć, ale jedynie, że kilku osobom w historii ludzkości się ta sztuka udała - zapewne sprawa indywidualnych predyspozycji, ale to w sumie mało istotne. Co do możliwości zaćpania się np. heroiną - każdy wie, że wstrzykiwanie sobie chemii bywa niebezpieczne. Nie zamierzam bronić żadnych sztucznie wytworzonych narkotyków. Niektóre z nich prawdopodobnie niewiele się różnią działaniem na organizm od płynu do mycia podłóg.

      W przypadku marihuany sprawa jednak wygląda odrobinę inaczej. Jest to jednak roślina, w nieprzetworzonej formie, palona niemal jak tytoń. Była bardzo popularna wśród Meksykan, a powodem jej delegalizacji w USA była próba pośredniej walki z napływem imigrantów właśnie z Meksyku. Kokaina w prawdzie też jest produktem wytwarzanym z roślin, ale jest to już jednak bardziej przetwór roślinny - podejrzewam, że wciąż gdzieś w ameryce południowej żyją plemiona żujące liście koki jak tytoń i być może nawet im to specjalnie nie szkodzi. Oczywiście Kokaina w postaci proszku to już zwykły syf.

      Jakkolwiek zgadzam się, że kultura picia jest sprawą istotną tak nie przekonuje mnie jako argument w dyskusji, bo alkohol nadal pozostaje narkotykiem dla tych, którzy chcą jedynie "mieć banię". W przypadku odurzającej się dzieciarni jednak tak to wygląda.

      Ja też nie chcę by jakiś urzędnik mi mówił, że nie mogę się napić rumu, bo jest niezdrowy. Dlaczego jednak alkohol ma być legalny skoro dla wielu ludzi stanowi narkotyk? Przypomnę, że sam zawsze powtarzasz, że dopóki ktoś nie przedstawi Ci wiarygodnego sposobu na uniemożliwienie zakupu trawy przez nieletnich, dopóty nie dasz się przekonać do legalizacji marihuany. A co z alkoholem?

      Usuń
    3. Czcigodny Pulsarze
      Dziękuję za wyjaśnienie kwestii kontroli i koncesji. Choć ten argument nie eliminuje ewentualnego łatwego zakupu marichujany czy innych narkotyków w "legalnych" punktach sprzedaży. Bo obok całonocnego sklepu alkoholowego mieszczącego się blisko mojego mieszkania o dowolnej porze doby zawsze jest jeden czy dwóch pijaczków "pośredników". Którzy czekają na gratkę w postaci nieletnich chcących kupić alkohol za umiarkowaną prowizją, najczęściej w towarze. Zakupu dokonuje dorosły a sprzedawca nie ma obowiązku wychodzić ze sklepu i przejść za każdym klientem kilkudziesięciu metrów aby sprawdzić czy nie odstępuje on komuś zakupu.
      Zgadzam się z Tobą że alkohol jest narkotykiem dla tych którzy jak piszesz "chcą mieć banię". W krajach romańskich jest to kilka procent ogółu ludzi używających alkoholu, w Polsce niestety więcej. Ale w przypadku "zioła" ludzie którzy chcą zmienić coś w swojej psychice to sto procent. Bo nikt z zaprzysięgłych fanów nie próbuje nawet wmówić że daje ona doznania smakowe (jak dobre cygaro) czy podnosi smak potraw (jak właściwie dobrane wino). Słyszałem opowieści ćpunów że rzekomo daje nowe doznania w seksie czy podczas słuchania muzyki. Ale do słuchania muzyki z nazwyższej półki pokroju Mozarta, Beethovena czy Verdiego jakoś nikt nie potrzebuje żadnej "chemii". Więc jeśli jakas muzyka nie daje się słuchać "na trzeźwo", świadczy to jedynie o niej. Problemu zajarania przed pójściem z dziewczyną do łóżka przez litość nie rozwinę.
      To tak jak z siekierą i cyjankiem potasu. Siekiera jest do nabycia prawie w każdym wiejskim sklepie "spożywczo-przemysłowym" mimo że sporadycznie jest narzędziem przestępstwa. Cyjanku potasu nie kupisz (i słusznie!) w żadnej aptece
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    4. Drogi Niedźwiedziu,
      dalsza dyskusja jest chyba zbędna, gdyż żadne z nas nie pozbędzie się słusznych wątpliwości, a dla mnie temat jest akurat mało istotny. Najpierw chciałbym odzyskać ojczyznę z rąk złodziei i obcych agentów, a potem pomyślimy jak winno stanowić prawo w tych konkretnych kwestiach.

      pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    5. Czcigodny Niedźwiedziu,
      niestety, nawet niektóre osoby słuchający muzyki z najwyższej półki sięgają po to zielone gówno. Można jakoby wychwycić pojedynczy instrument np. trzecie skrzypce i słuchać ich na tle reszty orkiestry. Mój starszy przyrodni brat - wielki miłośnik muzyki klasycznej, zwłaszcza baroku, eksperymentował z substancjami legalnymi i nie, i choć nigdy nałogowcem nie został, to wystarczyło to, by tak rozwalić sobie serce i nerki by R.I.P. w wieku 54 lat, nawet niecałych.
      Za trzy dni pierwsza rocznica.

      Usuń
    6. @ Pulsar
      Czcigodny Pulsarze
      Pełna zgoda co do tego że są do załatwienia znacznie poważniejsze sprawy (poczynając od wymienionych przez Ciebie). Ale jeśli pozwolimy napaskudzić sobie na głowę i zwiększymy dostępność dzieciaków do "ziela" to może się okazać że jest już pozamiatane. Bo tak jak starszym menelom tylko "flaśka" w głowie, może się okazać że młodym będzie zależało głównie na balandze na której sobie zajarają i popieprzą się z byle kim. A potem tak jak to grozi obecnie innym krajom, zadziała bomba D(emograficzna). Czyli przyjdzie islam i wyrówna.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    7. @ Refael
      Najszczersze wyrazy współczucia. Okazuje się że nawet bez wpadnięcia w nałóg można się takim łajnem uśmiercić. Ale powiedz to entuzjastom pełnej dostępności.
      Nie znam rynku oprogramowania muzycznego (przyzwoity odtwarzacz krążków w laptopie zupełnie mi wystarczy do szczęścia) ale wydaje mi się że dla takich dociekliwych melomanów warto opracować program mogący wyekstrahować brzmienie poszczególnych instrumentów z ogółu dźwięków i je wzmocnić. Odpadłby jeden z powodów sięgania po zielone łajno.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  3. Szanowny Niedźwiedziu.
    Właściwie to nie mam co skomentować.Napisałeś wszystko.Co w tej sprawie jest najważniejsze,moim zdaniem.Odpowiedzieć należy na zasadnicze pytanie.Czemu ma służyć legalizacja narkotyków?
    Poprawi się tragiczna sytuacja rodzin dotkniętych tym problemem (w szczególności nieletnich dzieci)?
    Bo kto zechce ćpać,to zawsze znajdzie sposób na zdobycie narkotyków.Tu oczywiście żaden zakaz nic nie da.
    Co od ręki można załatwić.Zdecydowane działania przeciwko dilerom.Bo wg. mnie to takiego trudno nazwać człowiekiem.A tu nie specjalnie są potrzebne zmiany w obowiązującym prawie.Bo gdyby to ode mnie zależało.....Aż boję się napisać,co ja bym z takim zrobił.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Józefie
      Swego czasu w Nowym Jorku jazda metrem była połączona z olbrzymim ryzykiem a mojemu znajomemu będącemu na stypendium w tym mieście znajomi z pracy wytłumaczyli że zawsze jadąc metrem czy idąc nowojorską ulicą koniecznie musi mieć przy sobie osobny portfel z dwudziestodolarówką. Bo gdy napadnie go lump z nożem (na ogół narkoman) to zadowoli się taką kwotą za którą może sobie kupić "działkę".
      Potem nastał burmistrz Giuliani i wpadł na pomysł aby walczyć z tym z czym rzekomo nie da się wygrać. A w metrze zdarzył się przypadek że napadnięty człowiek zamiast portfela wyciągnął pistolet i zastrzelił narkomańskie gówno. I stał się cud, ilość napadów tego typu zmalała kilkukrotnie.
      Potem władzę w Nowym Jorku objęli demokratyczni toleraści (Giuliani za względu na stan zdrowie już nie kandydował) i "normalność wróciła".
      Nie będę obrażał Twojej inteligencji rozpisywaniem się jak to się ma do narkotyków. Zaś sens tej opowieści prędzej wytłumaczysz swojej kotce niż pos-tępackiemu dziadostwu.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  4. Szanowny Niedźwiedziu. Na temat narkotyków (oraz tytoniu) mam zdanie jednoznacznie negatywne, natomiast ich ewentualna legalizacja budzi we mnie uczucia ambiwalentne - z jednej strony myślę o wychowawczej roli prawa - to, co jest prawnie zabronione, zazwyczaj postrzegamy jako złe. Z drugiej strony, należy zawsze pamiętać o skutkach eksperymentu, jakim była prohibicja w USA, wprowadzona przecież w najszlachetniejszych intencjach. A efekt wszyscy znamy. Wyhodowanie mafii to najboleśniejsza ilustracja przysłowia o dobrych chęciach i piekle. Teraz też na pieniądzach z narkotyków tuczą się terroryści i inne szemrane typy. Obawiam się, że dobrego rozwiązania tego problemu po prostu nie ma, ale myślę, ze sprawa jest jednak do dyskusji. Pozdrawiam. mira

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodna Miro
      Wbrew temu co głoszą ludzie postępowi i tolerancyjni, przestępczość zorganizowana dysponuje tak wielkimi funduszami i możliwościami że po legalizacji handlu narkotykami spokojnie by spadła na cztery łapy, tak jak amerykańska doskonale przeżyła odkręcenie prohibicji. Przypomnij sobie "Ojca chrzestnego" gdzie jest napisane że już pod koniec lat czterdziestych ubiegłego weku "Cosa Nostra" kontrolowała wywóz śmieci, pralnie, związki zawodowe i zakłady bookmacherskie. Po prostu na alkoholu zrobili takie pieniądze że stali się ekonomiczną potęgą i to już jest nie do odkręcenia.
      Polscy gangsterzy mają przecież silną reprezentację w parlamencie i doskonale sobie "radzą" z budową autostrad czy bazy turystycznej a wycięcie kawału lasu pod wyciąg narciarski (zdaje się że w parku narodowym) to dla nich drobiazg.
      Dlatego argument o rzekomo śmiertelnym ciosie wymierzonym podziemiu poprzez legalizację narkotyków jest jak dla mnie zaledwie w części słuszny.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  5. Szanowny Stary Niedźwiedziu, oczywistością jest, iż stałe przebywanie pod wpływem maryśki wyniszcza organizm ludzki. Przede wszystkim odmóżdża. Podobnie jest z alkoholem. Ale wiem również, iż podobnie jak w przypadku alkoholu można od czasu do czasu niewielką ilość maryśki bez znacznego uszczerbku na zdrowiu przyjąć. Wszystko zależy od zdrowego rozsądku tych, którzy takie specyfiki przyjmują. Na pewno działają one w sposób uzależniający. Ale uzależnić można się również od wszystkiego. Począwszy od oglądania telewizji, poprzez wspomniany alkohol, narkotyki, aż po seks, czy pracę. Wiele z tych uzależnień prowadzi do tragedii.
    Dlatego moim zdaniem mądrym rozwiązaniem jest zezwolenie dorosłym na wolny dodtęp do marihuany z jednoczesnym karaniem śmiercią za umożliwienie dostępu do narkotyków osobom nieletnim w celach innych niż leczenie paliatywne. Co oczywiście nie nastąpi, dopóki kara śmierci w tej części Europy nie powróci do łask.
    Gdyby karę śmierci dla morderców udało się przeforsować w pakiecie z karą śmierci za udostępnianie narkotyków nieletnim przy jednoczesnym zezwoleniu na legalny zakup takowych przez osoby dorosłe, wydaje mi się, że byłoby to rozwiązanie miłe Twemu poczuciu sprawiedliwości.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Jarku,pełna zgoda.
      Nie napisałem,ale napiszę teraz.Łeb przy samej dupie obciąłbym.....
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. @ Jarek Dziubek
      Czcigodny Jarku
      Gdyby przedstawiona przez Ciebie idea związana z karą śmierci mogła być zrealizowana, w ewentualnym referendum zagłosowałbym za Twoją propozycją.
      Ale jest tu jeszcze i inny aspekt. Zwróć uwagę na opowieści o jakimś tajemniczym niewykrywalnym "eliksirze śmierci" którego nie wstydzą się głosić niektórzy toksykolodzy czyli ludzie z wyższym wykształceniem. Czyli jak wielkie musi być w kręgach "ludzi postępowych" przyzwolenie na jaranie marichujany czy wręcz traktowanie tej czynności jako swoistego parasakramentu tych wszystkich którzy żyją "ciool", seks oddzielili od uczuć a skrobankę sprowadzili do roli jednego z środków regulacji płodności.
      Z tym modelem życia, popularnym i w gronie polskiego "sralonu" i kręcących się przy nim celebrytów trzeba walczyć. Ale nie za pomocą gadania o szklance wody jak to robi polski KRK. Przypomnij sobie moją pierwszą opowieść o Milom. Ona miała pewność że jej córka nie sięgnie po jakieś łajno an i nie polezie do jakiejś speluny. Bo ma nieskończenie ciekawszy i przyjemniejszy pomysł na spędzenie sobotniej nocy.
      Przekonanie młodych ludzi że konserwatywny liberalizm czy konserwatyzm to nie zakaz przyjemności ale nakaz korzystania z nich w sposób odpowiedzialny to zadanie dla całego Twojego i mojego pokolenia. Obyśmy zdążyli.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  6. @Pulsar
    Jeżeli chodzi o alkohol to nasza cywilizacja stworzyła kulturę jego spożywania, dlatego jest on mniej niebezpieczny od narkotyków. Biały człowiek używa alkoholu od kilku tysięcy lat i nawet organizm jest lepiej przystosowany do jego metabolizowania niż organizm rdzennych ludów Syberii czy Innuitów, którzy popadają w alkoholizm bardzo szybko i wykańczają się w większym tempie niż biały alkoholik. Swobodny dostęp do narkotyków nie był chyba nigdy praktykowany w żadnej kulturze. Nawet u ludów pierwotnych o dostępie do używek decyduje szaman lub starszyzna plemienna, tak przynajmniej twierdzi WC. Narkotyki, głównie opium i jego przetwory, były swobodnie dostępne w Chinach w XIX w. i w wiktoriańskiej Wielkiej Brytanii, ale każdy chiński patriota walczył z narkomanią, bo widział jak ona niszczy jego kraj. W Europie i USA też w końcu wzięto się za opium, laudanum itp. W szkołach można często w zobaczyć napis "Historia jest nauczycielką życia", może pora wziąć sobie to do serca.

    P.S. Rozumiem, że tekst można rozpowszechniać pod warunkiem podania źródła?

    Pan Sowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny panie Sowa.

      Nic dodać nic ująć..Cokolwiek robimy,to zawsze musimy wiedzieć:
      Po co(na co),czemu to służy,etc......
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Panie Sowa,

      Pańska odpowiedź nawet do mnie przemawia, ale strasznie boję się każdego zakazu i wolę się 3 razy zastanowić nim zgodzę się, by czegoś zakazywano dorosłemu człowiekowi. Nie jestem zwolennikiem swobodnego dostępu do wszelkich narkotyków, ale w przypadku marihuany akurat nie jestem przekonany.

      pozdrawiam serdecznie,

      Usuń
  7. ponury grabarz6 sierpnia 2012 17:06

    Szanowny Stary Niedźwiedziu,
    do wszystkich tych argumentów które podali komentujący Twój wpis dodałbym jeszcze jeden. Wiele osób obeznanych w temacie twierdzi że w tym, co dilerzy sprzedają pod nazwą marihuana, sam narkotyk jest akurat jednym z mniej szkodliwych elementów. Znacznie groźniejsze dla zdrowia są ponoć różne syfiaste substancje dodawane dla wzmocnienia efektu lub też zwykłej oszczędności. Jestem w stanie w te opinie uwierzyć, bo czytałem gdzieś kiedyś że 98% nielegalnego alkoholu skonfiskowanego w czasach prohibicji w USA nie nadawało się według norm sanitarnych do spożycia. A zatem nawet jak już te małolaty dostaną w swoje łapska narkotyki, to niech będzie to chociaż czysta marihuana - jej efekty działania są przynajmniej znane współczesnej medycynie i nie spowoduje ona zgonu po jednorazowym zażyciu. Przypuszczam że syf dodawany przez dilerów to podobne substancje jak te w dopalaczach. A lekarze którym przyszło ratować (nie zawsze skutecznie) gówniarzy którzy takowe zażywali zgodnie przyznawali, że woleliby żeby jeden z drugim naćpał się "tradycyjnymi" prochami - przynajmniej wiedzieliby jak go leczyć.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Ponury Grabarzu
      Przyznam się że nie potrafię całkowicie zaakceptować lub odrzucić Twojego stanowiska.
      Oczywiście masz rację że "czysta" marichujana jest mniej szkodliwa niż to co sprzedają bydlęta zwane zwyczajowo "dilerami". Analogia z bimbrem dobra bo jak słyszałem swego czasu w Polsce nakryto bimbrownika który do swojego produktu dodawał kurzego łajna aby "miał moc". A śmieć młodocianego kretyna który sięgnął po to konopne łajno jest tragedią. Ale jeśli taki przypadek miałby odstraszyć wiele osób w szkole od takich eksperymentów, sam nie wiem jak się do tego odnieść.
      Swego czasu w "mojej" mazurskiej wsi popularny był tak zwany jaśniacek. Czyli koktajl złożony z pół litra denaturatu, butelki soku z czarnej porzeczki i torebki cukru wanilinowego (stara nazwa nazwa waniliowy od dłuższego czasu z przyczyn technologicznych nie ma sensu). Ale gdy po jego wypiciu największa moczymorda we wsi wyciągnęła kopyta, pijaczki przestraszyły się i przerzuciły na butelkowane wino marki "Byk". Też zapewne tragiczny syf ale być może jego produkcja spełnia choć minimalne wymogi technologiczne.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. ponury grabarz6 sierpnia 2012 19:49

      Szanowny Stary Niedźwiedziu,
      problem jest taki że aby odstąpić od picia tego syfu który opisałeś wystarczy dysponować inteligencją na poziomie szczura. Wszak jak szczurom podrzuci się trutkę, to próbuje jej tylko jeden, a pozostałe osobniki go obserwują. Jeżeli pokarm mu zaszkodzi, żaden inny szczur już go nie tknie. Gdyby któryś diler kiedyś przesadził z oszczędnością i sprzedał mieszankę tak toksyczną, że aż zabójczą, to być może kilku osobom by to przemówiło do rozsądku. Przynajmniej z najbliższej okolicy, tym którzy mogą mieć podobne źródła. Ale póki co chyba nic takiego w Polsce miejsca nie miało. Natomiast śledzenie gdzieś tam w różnych źródłach doniesień na temat substancji które dilerzy dodają i ewentualnych negatywnych konsekwencji ich zażywania wymaga już posiadania kilku zwojów więcej niż tenże szczur, co niestety dyskwalifikuje znaczną część populacji. Do czasu jak opisany powyżej przypadek faktycznie będzie miał miejsce, wielu może już zdążyć przenieść się do Krainy Wiecznych Łowów w sposób mniej spektakularny, konsekwentnie niszcząc sobie zdrowie czymś, czego składu chemicznego absolutnie nikt nie zna.
      Pozdrawiam raz jeszcze

      Usuń
    3. Czcigodny Ponury Grabarzu
      Podobno swego czasu ś.p. Marek Kotański powiedział że należy stworzyć modę na niepalenie marichujany tłumacząc że jest to obciach. Co miał mu za złe opisujący to ćpun, będący weteranem bojów o jej legalizację. Sam nigdy żadnego "ziela" czy innej "chemii" nie zażywałem wychodząc z założenia że nie trzeba skosztować gówna aby wiedzieć że jest nie tylko niejadalne ale i wstrętne. A opinię pana Kotańskiego uważam za merytorycznie wartościową.
      A skoro mowa o szczurach i liczbie zwojów w mózgu, palaczy tego syfu sytuuję pod względem inteligencji gdzieś w okolicy wymienionych przez Ciebie gryzoni. Tak jak i matołów zalewających pałę wódą bo szef ich nie szanuje a żona nie kocha. Bo nie pojmują że jeśli jutro będą mieli kaca giganta to żona jeszcze mniej będzie takiego lubić. A jeśli jest to dzień roboczy to szef może stracić cierpliwość i pijaka zwolnić z pracy. Więc do gatunku homo sapiens należą jedynie w świetle prawa.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  8. Szanowny Stary Niedźwiedziu,

    Czytam Waszego bloga od wielu miesięcy i z większością opinii zgadzam się w 100%. Jeżeli chodzi o narkotyki mam jednak nieco odmienne zdanie. Alkohol też jest narkotykiem, tyle że legalnym. Powoduje uzależnienia, choroby, zgony. Oczywiście nie mówię to o koneserach win czy osobach popijających od czasu do czasu mocniejsze alkohole w celach czysto smakowych. Wiele osób jednak pije w celach zgoła innych - odurzenie alkoholem jest często ważną motywacją, tak samo jak w wypadku spożywania narkotyków. Dlatego nie widzę zbytniej różnicy między alkoholem w tym kontekście a nielegalnymi narkotykami.
    Przychyliłbym się bardziej do zdania Jarka Dziubka: zalegalizować ale bardzo surowo karać za sprzedaż nieletnim (tak samo traktować alkohol). Prohibicja rodzi wiele problemów o których tu jeszcze nie wspomniano, ale są one przedstawione w tym wywiadzie:
    https://www.youtube.com/watch?v=q90jCS9DKQw&playnext=1&list=PLBB9A43253AABD3B2&feature=results_main

    Warto posłuchać, bo pokazuje problem z innej nieco perspektywy.

    Pozdrawiam serdecznie
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Michale
      Jak widzę, nie ma między nami sporu co do tego kiedy alkohol staje się narkotykiem a kiedy nim nie jest. Rzecz w proporcji między normalnym (tak jak we Włoszech czy w Hiszpanii) a patologicznym (Rosja podręcznikowym przykładem) spożywaniem. Bo jeśli za narkotyk uzna się każdą substancję która choćby u niewielkiej części konsumentów powoduje niekorzystne następstwa, do tej grupy będzie należeć również smalec ze skwareczkami. Który jedzony w nadmiernych ilościach powoduje miażdżycę i zatykanie naczyń krwionośnych.
      Gdyby projekt Jarka Dziubka miał być zatwierdzany na drodze referendum, na pewno bym go poparł. Bo po powieszeniu pierwszego dilera reszta tego gówna zniknęłaby sprzed szkół. Moje poglądy idą dalej bowiem rodzic małolata mającego kłopoty z uzależnieniem w mojej ocenie ma święta prawo zastrzelić dilera jak przysłowiowego wściekłego psa (przepraszam wszystkie psy za tą obecną w polszczyźnie metaforę). A za taki czyn nie powinna spotykać go żadna kara a co najwyżej nagroda.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  9. Drogi Niedźwiedziu,

    znów przyznaję Ci rację.

    Holandia już zapłaciła za legalizację tzw. miękkich narkotyków. Skutkiem tych rozwiązań prawnych są: narkoturystyka, liczne coffee shopy w pobliżu szkół (których ogólną liczbę jednak później znacznie ograniczono), oraz produkcja mocnej marihuany (powyżej 15 proc. THC), która w większym stopniu powoduje uzależnianie i reakcje psychotyczne.
    Czy my zawsze musimy wchodzić w to samo g..., w które ktoś już kiedyś wdepnął?

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Rzepko
      Wydaje mi się że jedynym pozytywem dotychczasowych rządów kon-Donka jest brak zgody na legalizację marichujany. To trochę jak z tym dowcipem że Lenin był dobrym człowiekiem. Bo gdy się golił przed chałupą w Poroninie i podeszły do niego małe dzieci to żadnego nie zarżnął mimo że miał brzytwę w ręce.
      Ale jeśli szefowa mu nakaże zalegalizować(albo zrobi to u siebie więc nie będzie można dłużej odstawać od "standardów europejskich"), nie mam cienia złudzeń.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  10. Szanowny Niedźwiedziu. Wiele racji, ale też wiele, tak myslę, niezrozumienia. Dla pokolenia starszego niż obecni trzydziestolatkowie, problem "prochów" niemalże nie istniał. To wraz z otwieraniem się na Zachód przyszły mody na różne dziwne i odjechane rzeczy w tym i na tego typu używki.
    A młodzi, cóż, wszędzie i zawsze są na świecie tacy sami. Szukają dobrej zabawy, mocniejszych wrażen, jakichś odlotów i zawalenia pały od czasu do czasu. Pewnie, że akurat to draństwo jest dużo, duzo niebezpieczniejsze od alkoholu czy papierochów. Pewnie że na tym procederze olbrzymie pieniądze robią najróżniejsze kartele narkotykowe, nie tylko południowoamerykańskie. Bo miedzynarodówka sprzedawców "białej smierci" jest chyba najbardziej zróżnicowana ideologicznie jak tylko można sobie wyobrazić. Ich wspólnym celem jest tylko i wyłącznie zarabianie ogromnych pieniędzy na głupocie szczególnie młodych ludzi.
    Jak młode, szukające rozrywek i ciekawych różnych doznań, niedoświadczone, naiwne łby przekonać żeby się tym świństwem nie zajmowały? Nie wiem. Wiem, że moim synom to nigdy do niczego nie było potrzebne. Ani większości ich kolegów. Wszystko zależy od wychowania młodych ludzi, od przekazanego im systemu wartości. Niestety, ale cała nasza cywilizacja psieje, to i społeczeństwa coraz bardziej chore. A ćpając wpada w pętlę niczym zadłużony w parabankach lichwiarskich...
    pozdrawiam ponuro

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodny Niedzisiejszy
      Na razie nie widzę innego sposobu jak poświęcenie przez rodziców odrobiny czasu na wychowanie swoich dzieci. Właśnie czasu a nie pieniędzy. Żeby póki jeszcze nie jest zbyt późno przekonać ich że istnieją rzeczy ważniejsze niż jakaś super wypasiona karta graficzna (bo koledzy się śmieją że na takiej obciachowej jaką ma to najwyżej jego stary może rysować w tym swoim AutoCAD'zie i zarabiać na chleb dla rodziny) czy tyleż modne co drogie i szpetne ciuchy. A niestety zbyt często się zdarza że rodzice nie znajdują czasu na rozmowę lecz łapią jakieś dodatkowe prace by sprostać wymaganiom rozwydrzonego bachora. I masz klasyczne dodatnie sprzężenie zwrotne.
      Jak piszesz Tobie się udało. I udało się też zdecydowanej większości moich znajomych, poza dwoma wspomnianymi przypadkami. Ale oni traktowali swoje pociechy jak istoty rozumne i zamiast jakiegoś "nie bo nie" każdą swoją decyzję uzasadniali. Mówiąc najprościej, zamiast zakazywać wchodzenia do wody, nauczyli młodzież pływać i unikać kąpieli w niebezpiecznych miejscach. Jak dla mnie jest to inwestycja życia każdego rodzica.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Szanowny Niedzisiejszy,jak zwykle,jasno i na temat.
      Jestem szczęśliwym ojcem kilkorga dzieci,o sporym rozrzucie wiekowym.Pierwsze wchodziły w tzw.trudny okres,kiedy modne było wąchanie butaprenu.Moje pobliskie miasto było wtedy chyba pierwsze w Polsce,gdzie odnotowano zgon szesnastolatki,która śmiertelnie się tym świństwem zatruła.A na ulicach zaczęło się pojawiać coraz więcej małolatów z błędnym wzrokiem.Byliśmy chyba wtedy w czołówce miast polskich w tej "dyscyplinie",a miasto wcale nieduże.Gdzie mu na przykład do takiej Warszawy.Praktycznie prowincja,a takie znane.
      A ze "postęp" jest nieunikniony,więc wraz z rozszerzaniem się obszaru wolności,zmieniały się też używki,a w bramach i pobliżu śmietników coraz więcej strzykawek.
      Ale nie pamiętam,żeby wtedy w szkołach na zebraniach rodziców,na sesjach rady miejskiej czy gminy,w mediach,etc. była dyskusja,że dobrze byłoby zalegalizować marihuanę,żeby uratować młodych ludzi przed ćpaniem jakiegoś groźniejszego świństwa.Jak teraz słyszę te pseudo argumenty za legalizacją tzw.miękkich narkotyków,to jedyna myśl jak mi się nasuwa,to ta,że jak Bóg chce ludzi ukarać,to im najpierw rozum odbiera.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  11. Szanowny Stary Niedźwiedziu,
    Na tym polega fenomen Palikota, że propaguje legalne jaranie trawki. Dla nienasyconej tym dobrem młodzieży w to graj!
    Oczywiście, przeciwna jestem nawet tzw. dopalaczom, które też uważam za rodzaj narkotyków.
    W niektórych krajach posiadanie narkotyków karane jest śmiercią i to jest chyba najlepszy straszak.
    A w naszym nieszczęśliwym kraju mamy warunki sprzyjające szerzeniu się różnego rodzaju nałogów, dlatego ze młodzież nie ma tu żadnych perspektyw. Im większe bezrobocie w kraju, tym częściej młodzi ludzie będą sięgać po alkohol i narkotyki.
    Trzeba to wszystko zahamować, ratować naszą młodzież. A inaczej nie da się tego zrobić, jak przez obalenie tego rządu.

    Pozdrawiam serdecznie

    PS Zdjęcia ze Lwowa doszły?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodna Pelargonio
      Odsunięcie od władzy obecnego (nie)rządu to zaledwie początek. Nie wolno mamic ludzi wizją powszechnej szczęśliwości dzień po zaprzysiężeniu nowego rządu lecz wytłumaczyć że nikt niczego Polakom nie da za darmo więc wszystko zależy od rzetelnej codziennej pracy. I żadnego romantyzmu, żadnych "polityk jagiellońskich" i tego typu oszukiwania samych siebie. Tylko i wyłącznie pozytywizm.
      Zdjęcia dotarły, pięknie za nie dziękuję.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Skoro o pozytywizmie mowa, to przytoczę taki ponury żart.

      Jakie są dwa wyjścia Polski z kryzysu?
      Normalne i cudowne. Normalne polega na tym, że przyjdzie Matka Boska i zrobi cud. A cudowne to takie, że sytuacja zmieni się tak, że uczciwą pracą można będzie dojść do bogactwa.
      pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    3. Czcigodny Refaelu
      Niestety kolejny wariant tego dowcipu jest jak najbardziej na czasie. Czyżby rację mieli ci sceptycy którzy twierdzą że Polacy potrafią się wznieść na wyżyny tylko w warunkach nadzwyczajnych i wtedy zadziwiają świat? Bo mało efektowna codzienna rzetelna praca nie jest polską specjalnością.
      Pozdrawiam niewesoło.

      Usuń
  12. Mieszkając w Holandii stykam się z ludźmi, którzy palą codziennie. Jest to znacznie bardziej powszechne niż w Polsce. Trawa jest tu kontrolowana przez państwo, dlatego palacze wydają na nią połowę pensji. Muszę przyznać, że ja też nie wierzę w kompletną nieszkodliwość trawska. Ale wierzę też, że alkohol jest znacznie bardziej szkodliwy, a mimo to jest legalny. I jest legalny z dobrych powodów, co udowodnił okres prohibicji w USA (polecam znakomity serial ,,zakazane imperium", wiele postaci jest autentycznych). Poza tym wolę mieszkać z palaczami niż alkoholikami. Wiem, że nie nasikają mi do łóżka. Ani nie obiją.

    W ogóle poziom bloga budzi ostatnio moje zdumienie. Propagowanie oczywistych bredni socjalizmu i podchodzenie z agresją do kontrargumentów nie pasuje do konserwatysty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Slavomirze
      Skoro jak sam przyznajesz palacze w Holandii wydają na "trawę" połowę pensji, potwierdzasz moją opinię om bez porównania większej od alkoholu szkodliwości tego łajna. Bo przeciętny Francuz, Włoch czy Hiszpan wydaje na alkohol (głównie wino) znacznie mniej.
      Jeśli socjalistycznymi bredniami nazywasz dostrzeganie zagrażającej dalszemu istnieniu Polski zapaści demograficznej to trudno. Wolę już być nazywany socjalistą niż wzorem pewnego libertaliba czekać aż władze przejmą islamiści i cywilizację białego człowieka diabli wezmą. Więc nie dziw się że w gronie nie tylko konserwatystów ale i wszystkich ludzi dla których Polska nie jest bzdetem taki skrajny liberalizm jest odbierany jako kompletna głupota lub sabotaż. A ja dziękuję Bogu za to że ta operetkowa sekta w dającej się przewidzieć przyszłości nie zaistnieje w polityce.
      Kłaniam się

      Usuń
    2. To zabawna uwaga, o szkodliwości trawy z powodu jej wysokiej ceny. Wysoka cena trawy jest spowodowana koncesyjną działalnością państwa. Nie każdy może założyć taki punkt i jest ich zazwyczaj 1-2 na średnie miasto. Cena grama tego szajsu to 7 euro, co przeciętnemu palaczowi wystarczy na jeden dzień. Za 14 euro można mieć niezłą flaszkę, albo 2 kraty taniego piwa.

      Czy gdyby państwo opodatkowało to mniej to czy szkodliwość się także zmniejszy?

      Ludzie więc wydają nawet do połowy swojej kiepskiej pensji (jak na tutejsze warunki) i spędzają dużo czasu by się zaopatrzyć. Po prostu lubią trawę i będą ją palić także nielegalnie. Też wydadzą połowę pensji i spędzą kilka godzin co kilka dni by dotrzeć do dilera (to jest zresztą dla mnie zagadką, jak ćpun rzucony do obcego kraju bez żadnych znajomości zawsze znajduje kogoś kto sprzeda mu działkę).
      Proponuję postawić na nich krzyżyk i zadbać o swój ogródek, a nie tym co ludzie palą, piją czy jedzą. W żaden sposób nie wpływają na naszą wolność (choć są mniej wydajni w pracy, ale to problem między nimi a właścicielami biznesu).


      Co do sytuacji demograficznej to przypomnę, że socjal ,,działa" tylko i wyłącznie w krajach z dużym odsetkiem muzułmanów. Oni i tak rozmnażają się bez zasiłków.

      Ja tam widzę w kolonizacji muzułmańskiej proces naturalny i nieodwołalny. Tylko głupcy próbują kijem zatrzymać przypływ morza.
      Młodzi muzułmanie jako zjawisko polityczne może być dla mnie użyteczne, ponieważ część moich podatków idzie na sfinansowanie socjalu i emerytur. Czy młodzi emigranci będą mieli ochotę utrzymywać białych emerytów w proporcji jeden do jednego? To raczej wątpliwe. I ja też nie mam ochoty utrzymywać ludzi na starość obcych ludzi, zwłaszcza takich którzy swoimi głosami ustanowili ten kretyński, marnotrawczy system (np. złodziejstwo w rodzaju progresywnego podatku dochodowego od cięższej pracy). W krajach muzułmańskich gdy islam opanowywał zgniłe chrześcijańskie reżymy w rodzaju Bizancjum czy Królestwa Jerozolimskiego podatki zawsze spadały, następował pokój i wszyscy oddychali z ulgą. Patrzę z sympatią na młode białe holenderskie małżeństwa bez dzieci.

      Usuń
    3. Skoro z taką nadzieją czekasz na zapanowanie w Europie islamu i już przebierasz nogami w oczekiwaniu kiedy wreszcie twoje marzenie się spełni to chociaż nie wygłupiaj się i nie udawaj na "Antysocjaslu" katolika. Bo już nikt ci więcej w tak bezczelne łgarstwo nie uwierzy.

      Usuń
    4. Tak jak myślałem, obelgi. Podałem pewne argumenty dlaczego pewne przejęcie władzy nad Europą mogłoby być dla mnie korzystne.
      Istotą katolicyzmu nie jest pragnienie by ,,Europa była biedna, ale chrześcijańska", czy kibicowanie jakiejś władzy dlatego, że wywiesza krzyż w sali sejmowej. Chrześcijanin może żyć pod obcą religijnie władzą.

      Usuń
    5. Jeśli los indonezyjskich chrześcijan czy egipskich Koptów niczego cię nie nauczył to stanowisz nieuleczalny przypadek islamofila biorącego swe wizje za rzeczywistość. A gdyby twoje oszczędności zostały przez islamską dzicz skonfiskowane na jakiś "zbożny" cel, na starość musiałbyś żebrać pod meczetem. Mam nadzieje że do tego nie dojdzie a Europa ocknie się z letargu i hordom nierobów przejadających socjal wypracowany przez etnicznych Europejczyków zafunduje one way ticket do ogniska rozpalonego z wielbłądziego łajna.

      Usuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń