Dzień pierwszego marca od pewnego czasu jest oficjalnym
świętem, zwanym Dniem Żołnierzy Wyklętych. Mamy zatem okazję by przedstawić
stanowisko redakcji w tej kwestii.
Swego czasu pewien herold patriotyzmu nekrofilskiego wielce
się dziwował, iż na Antysocjalu Żołnierze Wyklęci cieszą się wielkim
szacunkiem, natomiast zbrodniarzy pokroju Komorowskiego, Okulickiego czy
Chruściela, którzy wywołali Powstanie Warszawskie, nazywamy po imieniu. Zatem
wyjaśniamy to szanownym Czytelnikom dla memoriału a rzeczonym idiotom dla
nauki, jak by powiedział ksiądz Chmielowski.
Skutkiem decyzji „Bora” i reszty tych tępych zupaków była śmierć
na polu walki dwudziestu kilku tysięcy żołnierzy AK (a po upadku powstania niemal tyle samo zmarło
na skutek odniesionych ran) oraz około dwustu tysięcy cywilnych mieszkańców
Warszawy. Lewobrzeżna część miasta została zrównana z ziemią, bowiem Sowieci
pozostawili Niemcom ponad trzy miesiące spokoju na dokonanie tego zniszczenia. Efekt
tego powstania bezbłędnie przewidział dziadek Starego Niedźwiedzia już wieczorem
1 sierpnia 1944. Z zawodu był on mistrzem zecerskim, ale umiejętność logicznego
myślenia tego wysoko wykwalifikowanego robotnika to były za wysokie progi na
generalskie i pułkownikowskie nogi z Komendy Głównej AK.
Natomiast Wyklęci rzucili na szalę SWOJE życie i zdrowie.
Ich motywacje były różne. Niektórzy mogli wierzyć we wznowienie wojny przez
Aliantów, choć po Teheranie, Jałcie i Poczdamie wiara ta kłóciła się z
realiami. Inni uważali, że świadomość braku całkowitej bezkarności może nieco
przytłumić komunistyczny terror. Jeszcze inni nie wierzyli, że mogą wydostać
się poza żelazną kurtynę a ich zdaniem w Polsce czekała ich nieuchronna śmierć.
Zatem postanowili sprzedać swoje życie jak najdrożej, odsyłając do piekła jak
najwięcej komunistycznych kanalii.
Żołnierze Wyklęci swoje decyzje przypłacili śmiercią lub
przy wielkim szczęściu długoletnimi wyrokami. Represje dotknęły również ich
rodziny (brak możliwości nauki, blokada awansów zawodowych etc.), ale żadne miasto
nie zostało przez bezpiekę zburzone a sąsiedzi rodzin Wyklętych rozstrzelani. I
dlatego należy im się wielki szacunek. Dla patriotów - nekrofili to chyba zbyt trudne.
Ale jeszcze większe uznanie zespół Antysocjala ma dla tej
części Narodowych Sił Zbrojnych, która od tytułu wydawanego pisma nazywana była
Grupą „Szańca”. W marcu 1944 nie podporządkowała się decyzji scalającej NSZ z
AK i nie dała wkręcić w szaleństwo „Akcji Burza”. Podjęła decyzję o scalaniu
oddziałów partyzanckich w większe formacje. A gdy we Francji wreszcie powstał
drugi front, za strategiczny cel uznano przebicie się do sił alianckich. Zaś za
doraźny walkę zarówno z Niemcami, jak i z komunistycznymi bandytami pokroju Mykoły
Demko (ksywa „Mieczysław Moczar”) czy Stefana Kilanowicza (ksywa „Grzegorz
Korczyński”). Późniejszego generała tzw. Ludowego Wojska Polskiego i kata
Wybrzeża w roku 1970. Tego ostatniego dosięgła sprawiedliwość, bowiem wykopany
na ambasadora do Algierii, zatruł się. Była to nieznana wcześniej toksykologii unikalna
trucizna w postaci kilku magazynków UZI. Bowiem na bandycie tym, mającym w
dorobku również i zamordowanie na tle rabunkowym około setki Żydów, którzy
uciekli z lubelskiego getta, wykonano wydany w Izraelu wyrok śmierci. Jest to,
przynajmniej do tej pory, jedyny znany redakcji przypadek przysługi, którą to
państwo oddało Polsce.
Ale na największy szacunek zasługuje epopeja Brygady
Świętokrzyskiej, opisana już przez nas:
Panu pułkownikowi Antoniemu Szackiemu ps. „Bohun”, dowódcy
brygady, po podjęciu decyzji o zawarciu zawieszania broni z Niemcami, udało się
przedostać do 3 Armii Amerykańskiej generała George Pattona. Przedtem wyzwolili
przygotowany już do wysadzenia w powietrze obóz koncentracyjny dla kobiet w
Holiszowie a schwytanych esesmanów oczywiście rozstrzelali. Ocalone w ostatniej
chwili więźniarki na pamiątkę uszyły żołnierzom Brygady Świętokrzyskiej ze
swych obozowych pasiaków pamiątkowe serduszka:
 |
Opublikowane na FB ze zbiorów pana Leszka Żebrowskiego |
Generał Patton uznał żołnierzy pułkownika Szackiego za
formację aliancką a dowódcę i sztab brygady przyjął serdecznie. Widząc na
mundurach te serduszka, spytał o nie. Gdy się dowiedział o ich pochodzeniu,
pogratulował aż tak wysokich odznaczeń. A gdy wkrótce do 3 Armii przybyli
sowieccy oficerowie z żądaniem wydania im „faszystów", najwybitniejszy
amerykański dowódca z II Wojny Światowej pobił wszelkie rekordy lakoniczności
autorstwa Juliusza Cezara. Bowiem Sowietom odpowiedział jedynie:
Wypierdalać!
Patton osobiście dopilnował by żaden z żołnierzy Bygady
Świętokrzyskiej nie został wydany komunistom. Osiedlili się oni głównie w
Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i we Francji.
Pułkownik Antoni Szacki zmarł w Kalifornii w wieku 90 lat w
roku 1992. Jako jedyny dowódca dużej formacji podziemia niepodległościowego uratował
życie swoich żołnierzy, zasługuje zatem na szczególny szacunek. Z satysfakcją przyjęliśmy
fakt, że podczas ostatniej wizyty w Niemczech PAD znalazł czas na złożenie
kwiatów na grobach żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej, za co spotkał się z
oszczekaniem ze strony SLD, GW no Prawda czy POmiotu. Ani trochę nas to nie
dziwi. Z rzekomo socjaldemokratycznych lakierek zawsze komunistyczna słoma
wyłazi, potomkowie „żydokomuny” z KPP i UB zawsze będą sobą a Werwolf jedynie bardzo nieudolnie
pełni obowiązki Polaków. I stąd zapewne ten skrót PO.
Stary Niedźwiedź
Refael 72