sobota, 31 października 2020

Nareszcie jestem wolnym człowiekiem

W ostatnią niedzielę, tak jak zapowiadałem, uciekłem wreszcie z domu wariatów. I siedzę sobie na Mazurach w towarzystwie kuzynki, jej narzeczonego, dwóch kotów i jednego psa. Bracia mniejsi znają się od ponad dwóch lat i potrafią bezkonfliktowo koegzystować pod jednym dachem, w końcu to znacznie wyższa półka, niż menażeria z cyrku przy ulicy Wiejskiej.

Pierwsze dni upłynęły nam na logistyce. Czyli na zakupie i ułożeniu takiej ilości drewna opałowego, by było czym palić w kominku do maja, oraz na dostosowaniu internetu mobilnego do wymogów pracy zdalnej. Ale teraz możemy już rozkoszować się spacerami lub jazdą na rowerze bez tych cholernych maseczek. I widokiem ludzi zdrowych na umyśle i nie skaczących sobie do gardeł z powodu rzekomo źle założonej maski lub zbyt małych odstępów w kolejce do sklepowej kasy.

Śmieć z warszawskiego ratusza stwierdził, że obecnie wszyscy jesteśmy kobietami. W jego przypadku można co najwyżej mówić o bezczelnej kurwie na usługach szajek pedalskiej i feminazistowskiej. Warto pamiętać o złożeniu mu stosownych życzeń 8 marca.

Niejaka Lempart, chyba najbardziej odrażająca z feminazistowskich ropuch, popisała się ostatnio stwierdzeniem, że jeśli ktoś odczuwa potrzebę niszczenia fasad kościołów, to niech to robi. Ów wyrób kobietopodobny, zachęcając do łamania prawa, wywołuje wilka z lasu. Na tej samej zasadzie ktoś może mieć nieodpartą potrzebę dania jej w mordę. Czy też wtedy pochwali dewizę "róbta co chceta"? Żeby było jasne, nie nawołuję do tego, bo przecież nie należy sobie brudzić rąk dotykając czegoś takiego.

Policja podczas ataków na obiekty sakralne czy pomniki zachowuje się niczym banda ciot. Czyżby przeczuwała zmianę władzy i chciała się wkupić w łaski następców Podatków i Socjalizmu? W tej sytuacji bronić wartości muszą kibice i narodowcy, a z tego moralnego obowiązku wywiązują się wzorowo.

W internecie dostępny był film nakręcony w Poznaniu, gdzie około setki kibiców Lecha broniło katedry przed atakiem pół tysiąca ateobydła. Gdy do szarży ruszyło około dwudziestu doborowych Lechitów. bydło wzięło nogi za pas. Jeśli oglądał to z jakiejś chmurki imć pan hetman polny Stanisław Leśniowolski, zapewne sie uśmiechał. Bo on pod Newlem na czele tysiąca dwustu polskich kawalerzystów rozgonił ponad czterdzieści tysięcy Moskali. Zatem proporcja sił była zbliżona.

Z relacji czcigodnego Tie Fightera wiem, że w Częstochowie ateobydło nosiło się z zamiarem wtargnięcia na Jasną Górę. Ale sam widok kibiców Rakowa skutecznie ich do tego zniechęcił. W końcu kanalia Soros zwykłym ciurom sztucznych szczęk nie zafunduje.


Stary Niedźwiedź

piątek, 23 października 2020

Moskal mu jedyny czyli ucieczka z domu wariatów

Szanownych Czytelników znowu muszę przeprosić za kolejną długą przerwę w działalności Antysocjala. Wynika ona z bezmiaru absurdu, który nas otacza i coraz bardziej daje mi się we znaki.

O wyrobie napoleonopodobnym, który już ewidentnie okazuje się być dla obozu rządzącego carem i bogiem w jednej osobie, nigdy nie miałem dobrego zdania. Ale wtopa z "piątką dla zwierząt" nie jest jedyną. Choćby kompromitująca doszczętnie jego, a zatem również Podatki i Socjalizm, kwestia wyboru nowego Rzecznika Praw Obywatelskich świadczy o stanie umysłu starego pierdoły (schyłkowego cysorza Franciszka Józefa Czesi też tak nazywali). Od pięciu lat było przecież wiadomo, kiedy kończy się kadencja sorosowego śmiecia, którego można było co najwyżej nazwać Niedorzecznikiem Urojeń Pedałów. A wybroczyny umysłowe niejakiej Spurek, dawniej zastępcy tego niedorzecznika a obecnie eurooślicy, mocno sugerują, że ponad połowę dotychczasowego personelu tego urzędu trzeba wylać na zbite mordy. A tu nic i szajka Bodnara nadal za nasze pieniądze obraża rozum ludzki i elementarną przyzwoitość.

Premier Matołusz bardzo podpadł Ślązakom, przedstawiając ich jako niemal główne źródło rozprzestrzeniania się koronaświrusa po Polsce. W rozmowach z czcigodna Flavią kilku z nich skarżyło się, że gdy w lecie próbowali zarezerwować noclegi nad morzem, właściciele odmawiali rezerwacji po dowiedzeniu się, skąd pochodzą potencjalni letnicy. Szkopski agent Gorzelik zaciera ręce, jego przełożeni z BND cieszą się z darmowego użytecznego idioty, a w najbliższych wyborach tzw. Ruch Autonomii Śląska uzyska doskonały wynik.

Niejaki Michał Moskal, czyli gnojek szefujący biuru nadpremiera, dla jaj nazywanego wicepremierem, w mediach zbeształ pana Ardanowskiego za rzekoma nieznajomość "zwierzęcego" kretyństwa. Wygląda zatem na to, że tak jak to już kiedyś było z niejakim Misiewiczem i Andronim, ów Moskal też coś wsadził w tyłek kaczelnika i kręci nim jak marionetką.

A ostatnio słychać coraz bardziej idiotyczne pomysły na sukces w walce z tzw. pandemią. Swego czasu narzucono godziny, w których lokale gastronomiczne maja prawo przyjmować konsumentów. Widocznie ktoś ubzdurał sobie, że wirus pracuje wyłącznie na nocnej zmianie, a za dnia odsypia. Obecnie mówi się już o ich zamknięciu. Kolejna pogłoska utrzymuje, że seniorzy maja dostać zakaz wychodzenia z domów. Do tej pory śmiertelność w tej grupie wiekowej spowodowana była głównie wstrzymaniem udzielania im pomocy medycznej pod pretekstem pandemii. A jako oficjalną przyczynę zgonów oczywiście kłamliwie podawano covid. Jeśli ten "koszarniak" istotnie nastąpi, z braku ruchu starsi ludzie będą padać na zawały czy wylewy a kurwizja będzie łgać o wzroście liczby zmarłych z powodu koronaświrusa.

Dlatego nie mam zamiaru czekać na to, co świr wymyśli i zmykam na Mazury. Tam żaden kutas nie zabroni mi spacerować lub jeździć na rowerze po lesie bez maski a ludzie we wsi jeszcze nie skretynieli. Gdy już tam się znajdę, w przyszłym tygodniu wznowię działalność, W szczególności odniosę się do linkowanego przez czcigodnego Klawisza raportu smoleńskiego. Który już zgrałem na dysk, ale bieżąca gonitwa nie pozwala mi na spokojne przestudiowanie tego ponad godzinnego filmu.

A obłąkanemu pierdole, który w jakimś wywiadzie powiedział, że są rzeczy ważniejsze od gospodarki, życzę językiem ostatnich warszawskich Mohikanów:

A Moskal ci jedyny w kaczą dupę!

Stary Niedźwiedź

środa, 30 września 2020

Choroba szalonych kaczek czyli miałeś debilu polską wieś


Za kilka godzin rozpocznie się nowy rok akademicki, czas zatem zakończyć wakacyjne dolce far niente i powrócić do obowiązków. Wprawdzie polityka w krajowej piaskownicy budzi moje coraz większe obrzydzenie, ale ostatnich brewerii kaczelnika nie sposób zostawić bez komentarza. Oczywiście mam na myśli jego "piątkę dla zwierząt".
W sposób kłamliwy, ponad dotychczasowe standardy obecnej siły przewodniej, wmawia się ludziom, jakoby ustawa ta miała na celu zmianę losu zwierząt futerkowych. Ale wystarczy posłuchać komentarza  rolnika pana Jacka Słomy (człowieka z wyższym wykształceniem a nie chłopka roztropka z niepełnym podstawowym!):

www.youtube.com/watch?v=R5uAsN0Hy_M

Z jego wypowiedzi wynika, że kwestia zwierząt futerkowych to mniej niż jedna strona całości, liczącej takowych ponad trzydzieści. Zaś główne nurty to likwidacja produkcji wołowiny i drobiu "hallal" i "kosher", z powodzeniem eksportowanej przez polskich rolników do krajów muzułmańskich, bądź na użytek ortodoksyjnych Żydów.
Drugi skandal to nadanie samozwańczym organizacjom "ekologicznym" lub "ochrony zwierząt" prawa do wtargnięcia do czyjegoś domu i zabranie właścicielowi nawet psa czy kota, bo zdaniem tych kanalii, nie mogących się wykazać jakimikolwiek kwalifikacjami merytorycznymi, zwierzętom tym rzekomo dzieje się krzywda. A jeśli właściciel zwierzęcia nie wpuści tych kanalii do swojego mieszkania,  mogą one powrócić w asyście policji i zabrać zwierzę siłą.
Pan Jacek przytacza przykłady dobitnie świadczące o tym, że ustawę tę opracowali kompletni ignoranci, o zootechnice wiedzący jeszcze mniej, niż trzoda chlewna o architekturze renesansu.
Gdy to legislacyjne łajno było klepane w sejmie, kilkanaście osób z PiS zachowało twarz i nie poparło tego idiotyzmu, tak zresztą jak i przystawki "Zjednoczonej Prawicy" (sama ta nazwa też zresztą jest kompletnym absurdem). Żoliborskiemu debilowi nie dało nic do myślenia nawet to, że gniot przeszedł dzięki POmiotowi, który rzucił mu ołowiane koło ratunkowe. I mamy dyscyplinowanie przystawek oraz rekonstrukcję rządu, z którego wypadł między innymi minister rolnictwa pan Ardanowski. Który głosował przeciwko temu debilizmowi, gdyż jako człowiek mający pojęcie o rolnictwie przedłożył elementarną przyzwoitość nad wierność obłąkańcowi. Czego o przytłaczającej większości ciurów kaczelnika nie da się nijak powiedzieć. A już pomysł wejścia kaczelnika jako wicepremiera do rządu premiera Matołuszka jest rodem z oddziału zamkniętego szpitala psychiatrycznego. Bo Witkacy czy Mrożek czegoś takiego by nie wymyślili.
Bardzo ciekawa hipotezę o przyczynach tego szaleństwa podał Rafał Ziemkiewicz:

https://www.youtube.com/watch?v=ADOGhZAWv5o

Wynika z niej, że w Pobożności i Socjalizmie pojawiła się tak zwana młodzieżówka, czyli nowa siła. Nie związana ani z "pierwszą brygadą" ze stażem w Porozumieniu Centrum, ani z sektą smoleńską cadyka Androniego. Jej twarzą jest dwudziestosześcioletni Michał Moskal, szef biura kaczelnika. Jego wypowiedzi, jakoby należało poluzować "wojnę kulturową" z pedalstwem i genderowymi szaleńcami ewidentnie świadczą o tym, że wobec perspektywy rozsypania się domku z kart po odejściu Napoliona ze sceny politycznej, młodziaki te grają na przyszłą sztamę z lewicą i Targowicą. I robią to w sposób znacznie bardziej cyniczny, niż miały zwyczaj pogrywać  stare pierniki z Porozumienia Centrum czy Androni i jego sekta. I udało im się ze szczętem ogłupić "starego Prohazkę". Do tego stopnia, że wraz z odsetkami za zwłokę zwrócił na złotej tacy polską wieś zielonej agencji towarzyskiej.  Zapominając, że tylko dzięki niej z najwyższym trudem zachował rok temu większość bezwzględną w sejmie a prezydent Duda nieznacznie pokonał Rafała Gówiennego.
Zatem cała nadzieja w prezydencie, że wyjdzie z butów Adriana i zawetuje to łajno. Ale weto można odrzucić z "pomocą" POmiotu. A wtedy nie pozostanie chyba nic innego, jak zarejestrować jakąś organizację rzekomo troszczącą się o los zwierząt, wtargnąć do mieszkania kaczelnika i zabrać mu kota. Bo chyba tylko to ma szansę przywrócić kretynowi kontakt z rzeczywistością.

Stary Niedźwiedź
 
PS
Czcigodnemu Jarkowi Dziubkowi serdecznie dziękuję za prywatną rozmowę i podesłany pierwszy z powyższych linków, które stały się ostatecznym impulsem do napisania tego tekstu.
 
SN

piątek, 31 lipca 2020

Przeklęta rocznica

Stanowisko Antysocjala w kwestii zarówno romantycznych narodowych seppuku ogólnie, jak i Powstania Warszawskiego w szczególności, jest od ponad dwudziestu lat niezmienne. Osoby zainteresowane nim mogą je znaleźć w naszym archiwum:

https://staryantysocjal.blogspot.com/2018/08/powstanie-warszawskie.html

Wpis ten powstał na jeszcze "omletowym" pierwszym Antysocjalu  1 sierpnia 2009. I jestem pewny tego, że stanowisko to nigdy nie będzie musiało ulec modyfikacji. Współczucie dla młodych ludzi, którzy przez ponad dwa miesiące tak nadaremnie ginęli i nie mniejsze dla cywilów, których żaden tępy zupal z Komendy Głównej AK o zdanie nie pytał,  miesza się z wściekłością z powodu czynienia patronami ulic zbrodniarzy w rodzaju Komorowskiego ("Bora"), Okulickiego ("Niedźwiadka") czy Chruściela ("Montera"). Bo nawet zwykła głupota może być zbrodnicza, a co dopiero skretynienie.
Czcigodny Refael podesłał dwa linki:

https://m.demotywatory.pl/5014254

oraz

https://m.demotywatory.pl/5014247

świadczące szczęśliwie o tym, że mimo rozpaczliwych wysiłków "patriotów" a la Androni Macierenko, wiele osób z młodszego pokolenia używa swoich szarych komórek i spuszcza w wiadomym urządzeniu hurra pseudopatriotyczny bełkot.
I to stwarza jakąś nadzieję na opuszczenie przez Polskę oślej ławki na lekcjach historii i zaprzestanie odgrywania roli głupkowatego osiłka Europy.

Stary Niedźwiedź

środa, 29 lipca 2020

Wspomnienia z Atlantydy

Od końca kwietnia, korzystając z przywileju bycia emerytem, siedzę sobie na Mazurach. Oddycham świeżym powietrzem, a dokonując zakupów w pobliskim miasteczku, zakładam maskę pro forma, głównie jako dowód szacunku dla personelu tamtejszych sklepów. Bowiem w całej gminie do tej pory nie odnotowano ani jednego przypadku "koronaświrusa". A do Warszawy coraz mniej chce mi się wracać. Zmusi mnie do tego chyba tylko niechęć do odśnieżania zimą posesji i utrzymywania "ścieżek życia" dom - drewutnia, by móc napalić w kominku, oraz samochód - wyjazd na drogę.
Skąd ta niechęć do powrotu? Mając wiele czasu na rozmyślania, zadałem sobie z pozoru banalne pytanie, w jakim właściwie mieście spędziłem ostatnie kilkanaście lat? I co ono ma wspólnego z Warszawą mojego dzieciństwa, młodości i wieku dojrzałego?
Nieżyjący już aktor i piosenkarz Andrzej Bogucki, starszym Czytelnikom zapewne znany ze swoich jeszcze przedwojennych przebojów "A mnie jest szkoda lata" i "Czy ty wiesz, moja mała" ma w dorobku również znaną z czasów odbudowy stolicy piosenkę "A tu jest Warszawa". Jej pierwsza zwrotka głosiła:

Niedowiarki, czcze umysły
plotą nam rozprawy,
że na lewym brzegu Wisły
nie ma już Warszawy.

Ale historia zakpiła z urzędowego optymizmu dalszej części tej piosenki. Ruiny i gruzowiska, będące dziełem Niemców (a nie żadnych mitycznych hitlerowców !!!), a powstałe jedynie dzięki bezcennej pomocy Sowietów, którzy na odcinku środkowej Wisły urządzili pięciomiesięczne zawieszenie broni, oczywiście zniknęły. A ruiny stadionów sportowych, tworzące się za rządów Gronkowca Walcującego i Rafała Gówiennego przez zaniechanie jakichkolwiek konserwacji, by przygotować tereny dla developerów, to oczywiście skala mniejsza o kilka rzędów wielkości. Ale co się tyczy inteligencji i elementarnej przyzwoitości większości mieszkańców, są to niewątpliwie żałosne ruiny.
Za epicentrum tej atrofii mózgów trzeba uznać Żoliborz. Nie mam tu oczywiście na myśli jednostkowego przypadku Kaczelnika Państwa, noszącego inny kibolski szalik. Lecz całe hordy idiotów, używających "nadredaktora" do myślenia, zamiast do sikania. Jadających w modnej knajpie śniadania, złożone z jajecznicy z dwóch jajek (niestety nie własnych) z malinami i rukolą oraz podłej lury, zwanej kawą, za niecałe 40 zł. Na stole każdego głąba obowiązkowo leży szmatławiec z Oszczerskiej i tablet, rzecz jasna z otwartym jakimś szkopskim "serwisem informacyjnym". Zakupy robiących w modnym sklepie, w którym przykładowo sześciopak jajek kosztuje trzynaście złotych. A w księgarniach dopytujących się z wypiekami na twarzy, czy przypadkiem nie wyszła nowa książka paszkwilantki Tokarczuk,  AAAAdama lub jego parobków.
O okolicach Wilanowa, a zwłaszcza o osiedlu, przez niedobitki starych warszawiaków (a nie żadnych warszawian!) zwanych Zatoką Czerwonych Świń, nie ma nawet co wspominać. Podczas ostatnich wyborów Gówienny miał tam wynik porównywalny z aresztami śledczymi i zakładami karnymi, czyli matecznikami najwierniejszego elektoratu POmiotu. Bo te świnie umieją myśleć logicznie i POmiot uważają za znacznie cenniejszego sojusznika, niż wypierdki po komunie z pedałem udającym wisienkę na torcie.
Ale matołki z umownej okolicy Placu Wilsona nie przeważyłyby szali. O bilansie decydują korpoludki i tak zwane słoiki. Nie mam nic przeciwko ludziom, przyjeżdżającym do Warszawy w poszukiwaniu pracy (choć ostatnio w rankingu miast oferujących sensowne zatrudnienie spada ona na łeb, na szyję).  Zastanawiam się tylko, dlaczego ludzie z umownej prowincji, z którymi na tejże prowincji można rozmawiać sensownie, po przyjeździe do Warszawy i uzyskania w niej prawa głosu również i w wyborach samorządowych, aż tak kretynieją.
W felietonach prezentowanych na jeszcze onetowym Antysocjalu, a obecnie dostępnych w archiwum, wspominałem warszawiaków z dziada pradziada, w rodzaju Siefowej z knajpy Kawalerska:

https://staryantysocjal.blogspot.com/2020/01/curling-kawalerska-i-jajeczko.html

czy pani Wiele:

https://staryantysocjal.blogspot.com/2020/01/pani-wiele.html

 
Nie zapomnę też pana Jurka, portiera i szatniarza w prywatnej szkole , w której swego czasu uczyłem. Był to prawdziwy "praski rodak" o niebywałym poczuciu humoru. Gdy po sześciu godzinach wykładów przychodziłem pobrać klucz do sali, w której miałem gadać przez kolejne dwie, kilka zamienionych z nim słów i jakis jego żart na tyle poprawiały mi humor, że zmęczenie malało. Obawiam się, że z racji wieku, obecnie pomaga świętemu Piotrowi.
Wspomnienie pani Wiele zakończyłem gorzką refleksją:
     Od razu przed oczami stanęła mi scena kończąca „Lalkę”, czyli wg mojej ocenie najlepszą polską powieść napisaną w dziewiętnastym stuleciu. Gdy na pytanie doktora Szumana kto tu zostanie chóralnym „My!” odpowiedzieli mu Maruszewicz i Szlangbaum.
   Umierają ostatni prawdziwi warszawiacy, to samo dzieje się, głównie we Wrocławiu, z ludźmi posługującymi się cudownym lwowskim "bałakiem" i przechowującymi w swoich sercach wspomnienia o tym skradzionym. ale kto wie, czy nie najbardziej polskim mieście. Podobno broni się jeszcze Kraków.
   Czy jesteśmy ostatnim pokoleniem posiadającym jakieś korzenie a po nas pozostaną już tylko Młodzi Wydymani z Wielkich Miast?
    Tfu!

 
Odnośnie Krakowa, będę bardzo wdzięczny czcigodnemu Jarkowi Dziubkowi za informacje z pierwszej ręki. Bo warszawskie Okopy św. Trójcy niestety padły. Ale dopóki ludzie będą wychodzić z budynku "na pole" a podczas śniadania smarować masłem "wekę", resztki nadziei pozostaną. Na detoks Polaków z "europejskiego" i "postępowego" (niczym pewien rodzaj paraliżu) zaczadzenia. Bo tak bardzo bym chciał zakończyć żywot w mieście, w którym się urodziłem. Czyli też w Warszawie, a nie w jakimś parszywym Lemingradzie, Słoikowie czy innej Pedalskiej Wólce.

Stary Niedźwiedź

wtorek, 21 lipca 2020

Wielka wtopa rzekomego prawa i rzekomej sprawiedliwości - dodatek

W poprzednim wpisie podałem link do strony sejmowej, zawierającej odsyłacze do wszystkich głosowań sejmowych z 15 lipca. Zaś dzięki tweetowi posła Krzysztofa Bosaka wiadomo już, które głosowania (36, 46 i 56) dotyczyły kandydatury księdza Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego. Początkowo sądziłem, że brak informacji o meritum poszczególnych głosowań był efektem kosmicznego bałaganu w sejmowej kancelarii. Ale obecnie zastanawiam się, czy tak skandaliczna fuszerka nie została popełniona na polecenie marszałek Witek, próbującej tak nieudolnie cerować cnotę kaczelnika i jego pomagierów. Daremny trud, bowiem po tej wtopie z cerowaniem nie poradziłby sobie nawet najlepszy żaglomistrz.
Interesujący się szczegółami szanowni Czytelnicy mogą sami zapoznać się z takowymi. Dla wygody tych, którym nie chce się w sieci grzebać, lub w miejscu, w którym spędzają wakacje, szkopska lub francuska hołota nie zapewnia zasięgu, służę tymi szczegółami. Wyselekcjonowanymi arbitralnie, bowiem podaję jedynie, jak głosowały osoby o co bardziej znanych nazwiskach.

W pierwszym głosowaniu jak należy zachowali się:

CYMAŃSKI TADEUSZ za   
EMILEWICZ JADWIGA za   
GOWIN JAROSŁAW za   
KAMIŃSKI MARIUSZ za   
PŁAŻYŃSKI KACPER za   
SIARKOWSKA ANNA MARIA za   
SOŚNIERZ ANDRZEJ za   
ZIOBRO ZBIGNIEW za   

Natomiast kaczelnikowe "wicie, rozumicie" ponad elementarną przyzwoitość przedłożyli:

ARDANOWSKI JAN KRZYSZTOF pr.   
BŁASZCZAK MARIUSZ pr.   
BOCHENEK RAFAŁ pr.    
DWORCZYK MICHAŁ pr.   
DZIEDZICZAK JAN pr.   
GLIŃSKI PIOTR pr.   
GOSIEWSKA MAŁGORZATA pr.   
GRÓBARCZYK MAREK pr.   
HORAŁA MARCIN pr.   
KACZYŃSKI JAROSŁAW pr.   
KALETA SEBASTIAN pr.   
KOWALCZYK HENRYK pr.   
KRUPKA ANNA pr.   
KUCHCIŃSKI MAREK pr.   
LICHOCKA JOANNA pr.    
MACIEREWICZ ANTONI pr.   
MORAWIECKI MATEUSZ pr.   
MOSIŃSKI JAN pr.   
MÜLLER PIOTR pr.   
PIECHA BOLESŁAW pr.   
POLACZEK JERZY pr.   
SASIN JACEK pr.   
SCHREIBER ŁUKASZ pr.   
SELLIN JAROSŁAW pr.   
SUSKI MAREK pr.   
SZEFERNAKER PAWEŁ pr.   
ŚNIADEK JANUSZ pr.   
TCHÓRZEWSKI KRZYSZTOF pr.   
TERLECKI RYSZARD pr.   
WASSERMANN MAŁGORZATA pr.   
WITEK ELŻBIETA pr.

W dalszych turach zmiany w tych gronach były minimalne. Sebastian Kaleta był już w obydwu za kandydaturą księdza Tadeusza. A Tadzio Cymbalski ośmieszył się ze szczętem, bowiem w drugim głosowaniu był przeciw, zaś w trzecim wstrzymał się od głosu.
Widać, że do grona starych pierników, ze stażem jeszcze w Porozumieniu Centrum, słuchających Kaczelnika Państwa niczym wachmistrz Soroka Kmicica, dołączyło pokolenie, jak ich nazywam, młodych wiceministrów. Takich, jak choćby Horała czy Szachermacher.
Co się tyczy narcyza Gówina, a w dużo mniejszym stopniu i Emilewicz, tym razem zachowali się przyzwoicie. Do pani Emilewicz nie mam tak wielkich zastrzeżeń, ale po demolce nauki polskiej i warcholskim udupieniu wyborów w regulaminowym terminie, Gówina mam za mega szkodnika. Zatem to głosowanie muszę uznać za wypadek przy pracy, nie zmieniający mojej oceny tego zakochanego w sobie a skrajnie niekompetentnego błazna.
Bardzo ciekawe jest głosowanie "Kapiszona" Ziobry, a z opóźnionym zapłonem i jego zastępcy Kalety. Czyżby kaczelnikowi znudził się kompromitujący go szajs, produkowany przez panazbysiowych "prawników" i obydwaj już czują, że są na wylocie? Bo takie wyjaśnienie uważam za najbardziej prawdopodobne.
I to tyle w temacie tej wtopy. Obawiam się, że na kolejną nie przyjdzie nam bardzo długo czekać, co ani trochę mnie nie cieszy. Bo nie podzielam dewizy "im gorzej, tym lepiej". POzostawiając ją temu, co stanowi totalną opozycję a Gówienny spławia Wisłą do rehitleryzowanego Gdańska.

Stary Niedźwiedź

niedziela, 19 lipca 2020

Wielka wtopa rzekomego prawa i rzekomej sprawiedliwości

Do połowy ubiegłego tygodnia pełniłem obowiązki gospodarza, goszcząc dwie osoby z grona moich przyjaciół. A więc siłą rzeczy nie poświęcałem uwagi wydarzeniom na krajowej scenie politycznej. Ograniczałem się do pobieżnego przejrzenia tytulów w internetowych serwisach informacyjnych, ciesząc się z rozdzierającego kwiku targowickiej hołoty i wspierających ją kretynów.. Dopiero czcigodna Flavia zwróciła mi uwagę na skandal związany z wyborem przez sejm trzech członków Rady d/s Pedofilii. Używam i będę używać tej skróconej nazwy, nie chcąc przepisywać tasiemcowatej oficjalnej.
W środę sejm wybrał po długich i ciężkich męczarniach tę trójkę z pośród dziesiątki wytypowanej przez sejmową komisję sprawiedliwości i praw człowieka. Piszę o tych męczarniach, bowiem ustawa przewidywała, że w pierwszym podejściu głosuje sie kolejno na każdego z kandydatów, a wybór wymaga uzyskania 3/5 głosów obecnych posłów przy obecności ponad połowy ich liczby. Oczywiście nikt nie pokonał tej poprzeczki, zatem w kolejnych głosowaniach do wyboru wystarczyła zwyczajna większość bezwzględna.
Z ciekawości wszedłem na sejmową stronę:

http://sejm.gov.pl/Sejm9.nsf/agent.xsp?symbol=listaglos&IdDnia=1795

zawierającą linki do wszystkich głosowań przeprowadzonych 15 lipca br.  I tu mną zatrzęsło.
Z linków tych wynika, że w tej sprawie odbyły się aż 34 (słownie: trzydzieści cztery) głosowania. Przy każdym napisano, ilu posłów ogółem było za, ilu się wstrzymało, ilu było przeciw a ilu nie głosowało. Poniżej podano te same informacje dla każdego klubu i koła. Można było nawet ściągnąć PDF z informacją, jak głosował każdy wymieniony z imienia i nazwiska poseł. Natomiast NIGDZIE nie podano, NAD CZYJĄ KANDYDATURĄ GŁOSOWANO!!!
Czyli w sejmowej kancelarii mamy nie mniejszy burdel, niż w gronie pisowskich układaczy prawa.
Wobec wspomnianego mechanizmu zwykłej większości w dalszych turach Podatki i Socjalizm bez problemu przepchnęły trójkę swoich kandydatów. Ale by ten cel osiągnąć, musieli utrącic kandydaturę księdza Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego.
Będąc chrześcijaninem innej konfesji, nie dysponuję wiedzą o wystąpieniach i poglądach na istotne sprawy poszczególnych hierarchów i księży Kościoła Rzymskokatolickiego, o ile te wystąpienia lub osoby je głoszące nie są w Polsce powszechnie znane. Ale z grona duchownych tego kościoła ksiądz Isakowicz - Zaleski jest dla mnie niekwestionowanym numerem jeden, a jego słów zawsze słucham z największą uwagą. Bo jest to człowiek wielkiej wiary, ogromnej mądrości i dobroci oraz trzymający się prawdy do tego stopnia, że może być wzorem dla wszystkich duchownych chrześcijańskich w Polsce. Dla przytłaczającej większości niestety wzorem niedościgłym.
Za komuny szykanowany i maltretowany fizycznie i psychicznie, cudem przetrwał pobicia przez ścierwo z SB. Po okrągłostolikowym kabarecie organizował konwoje z pomocą humanitarną do krajów byłej Jugosławii, Albanii, Czeczenii i Ukrauny. Pomaga niepełnosprawnym, będąc założycielem i prezesem Fundacji im. Brata Alberta. Przypomina o męczeństwie Polaków na Kresach i zbrodniach bandytów z OUN / UPA. Za te zasługi ksiądz kardynał Franciszek Macharski nadał mu tytuł kanonika honorowego archidiecezji krakowskiej.
Ale gdy ksiądz Tadeusz zaczął badać powiązania duchownych tej archidiecezji z komunistycznym aparatem terroru a księcia kościoła na krakowskiej stolicy zastąpił kamerdynał Stasiu, zaczęły się problemy. Bowiem kapciowy i jego totumfaccy stawali na głowie, by prawdę zamieść pod dywan a księdza Isakowicza - Zaleskiego zakneblować. Co na szczęście im się nie udało w całości. Ale zakaz opublikowania pracy o pedałach w polskim KRK okazał się skuteczny.
Od siebie dodam, że mnie jako protestanta ujął sposób udzielania Eucharystii przez księdza Tadeusza podczas odprawiania przezeń nabożeństwa w rycie ormiańskim. Do patery z komunikantami miał przymocowany mały pucharek z winem, a brzeżek opłatka maczał w winie przed podaniem przyjmującemu sakrament. Czyli można udzielać Komunii pod dwoma postaciami, tak jak nakazał Zbawiciel? Można! Zatem oferowanie wiernym jakiejś "półkomunii na sucho" jest ignorowaniem tego nakazu,
a rzekoma niemożność udzielania tej prawdziwej z przyczyn technicznych, to jak dla mnie kompletna bzdura.
Kandydaturę księdza Tadeusza o dziwo zgłosiła zielona agencja towarzyska, a motorem tej akcji był Kukuś. Wytrzeźwiał, czy co, u licha? Poparło ją koło konfederatów. Ale jak podał na tłiterze Krzysztof Bosak, w decydującym głosowaniu za księdzem Tadeuszem padły 63 głosy PiS, 28 PSL/Kukuś, 11 Konfederacji i o dziwo, aż 10 z POmiotu. Przeciw było aż 140 ciurów Kaczelnika, 118 z Targowicy i rzecz jasna 49 lewaków. Wstrzymało się 10 pisiaków i jeden platfus. W swojej wypowiedzi ksiądz podaje, że jego kandydaturę poparło 96 posłów. Rozbieżności tej nie potrafię wyjaśnić, bowiem jak już napisałem, bezprecedensowy burdel na sejmowej witrynie nie pozwala tych danych zweryfikować.
Po tym głosowaniu, jak informuje Der Dziennik, ksiądz Isakowicz - Zaleski odniósł się do sprawy na swoim profili na Facebooku. Cytuję za Dziennikiem i na jego odpowiedzialność, bowiem Pejs Zbuka i Cukerszwanca programowo olewam.

"Sojusz ołtarza z tronem w pełnej krasie. Nie miałem złudzeń, co do wyniku głosowania, bo wierchuszka Prawo i Sprawiedliwość musiała odwdzięczyć się władzom polskiego Kościoła za ustawiczne poparcie polityczne. A dla władz tych niezależna i sprawnie działająca komisja państwowa ds. pedofilii to śmiertelne zagrożenie. Będzie tak jak w sprawie molestowań kleryków przez abp. Juliusza Petza w Archidiecezji Poznańskiej czy lustracji w Archidiecezji Krakowskiej - czyli "zamiatanie pod dywan" doprowadzone do perfekcji.
Jeżeli mnie coś dziwi, to fakt, że znaczna część posłów PiS głosowała razem z posłami PO i Lewicy. Z tego wynika, że tzw. "wojna kulturowa" to kolejna ściema dla zamydlenia oczu maluczkim. Ale do czasu. Mane, tekel, fares.
PS. Bardzo dziękuje 96 posłom z różnych ugrupowań za poparcie. Bardzo to sobie cenię".

Stare powiedzenie głosi, że gdy nie wiadomo, jak się zachować, trzeba zachować się przyzwoicie. Ale zdaje sobie z tego sprawę ze dwadzieścia kilka procent posłów PiS. I tak więcej, niż myślałem.
Swego czasu dewiza SS głosiła "wierność jest moim honorem". Było to o tyle groteskowe, że honor był ostatnia rzeczą na świecie, o którą można było kanalie w czarnych mundurach podejrzewać. Z kolei dewizą zdecydowanej większości parlamentarzystów Podatków i Socjalizmu jest sentencja "Kaczor jest moim rozumem". Też idiotyczna, bo szukanie u nich rozumu to strata czasu.

Stary Niedźwiedź


PS
Udało mi się ustalić, które głosowania dotyczyły kandydatury księdza Isakowicza - Zaleskiego. Z tweeta Krzysztofa Bosaka wynika, że miały one numery 36, 46 i 56. Wkrótce podam nazwiska co bardziej znanych PiSdzielców, którzy tę kandydaturę utrącili.

SN