W swym pierwszym tegorocznym wpisie linkowany u nas Czcigodny Zgryźliwy (którego korzystając z okazji serdecznie pozdrawiam) opisał swoje wrażenia z krótkiego świątecznego pobytu w Polsce. Nie są one niestety pozytywne.
http://niepokornizdaleka.blog.onet.pl/2013/01/02/rozczarowany-polska/
Bałagan zaczął się już na lotnisku w Modlinie. O możliwości dojechania do Warszawy koleją dowiedział się przypadkiem od współtowarzyszy podróży. A autobusie dojeżdżającym do dworca sprzedający bilety kierowca nie raczył mu powiedzieć że można nabyć bilet łączony na ten autobus plus pociąg. A gdy Zgryźliwy bogatszy o tę wiedzę poprosił o wymianę biletu, rzecz jasna spotkał się z odmową. Wymienił też przypadki pospolitej nieżyczliwości z pogranicza chamstwa z jaką spotkał się podczas robienia zakupów.
Autor nie generalizuje i nie rzuca na rodaków klątw, Po prostu wyliczył przypadki zachowań których w europejskich krajach znanych mu z dłuższego pobytu w zasadzie już się nie spotyka. Bo ludzie tam mieszkający są na tyle rozgarnięci iż zdaja sobie sprawę z tego ze to się po prostu w życiu społeczeństwa nie opłaca.
My tkwiąc w naszej rzeczywistości niektórych rzeczy zaczynamy już nie dostrzegać. Więc ta relacja, pochodząca od osoby przywykłej do wyższych standardów w życiu codziennym, jest cenna i warta przeczytania.
Wśród komentarzy arcyciekawy jest ten autorstwa Czcigodnego Jugglera (również przesyłam ukłony).
Ponieważ wykracza on poza zakres tematu linkowanego wpisu, pozwolę sobie ku wygodzie Szanownych Czytelników załączyć go w całości:
Coś przewrotnie zauważę: masz rację co do naszej inercji i rezygnacji. Gdybyś taki kubeł pomyj wylał na jakąkolwiek inną nację, generalizując i wrzucając wszystkich do jednego worka z napisem „dzicz i malaria” / Polacy/ to by Cię komentatorzy zjedli. A tu proszę – wszyscy pokutnie kiwają główkami. To co się dzieje w Polsce z Polakami to skutek świadomej parszywej roboty mediów, rządzących, warunków życia i historii, a nie jakiejś hipotetycznej polskiej trzecioligowej mentalności.
Żyję tu więc widzę i drugą stronę medalu. Nie będę sie porównywał z innymi nacjami o innych doświadczeniach historii i warunkach życia ani pluł na swoich, żeby poczuć się jedynym sprawiedliwym w tej sodomie jak Kubuś z Gminnych et consortes, Bo to co naprawdę mnie wkurza to właśnie te kompleksy każące nam wiecznie się samoponiżać i czuć pariasem na mapie Europy. To właśnie z takim zapałem wciska Polakom lewactwo pisząc nam na nowo historię żeby naród skundlić i odebrać mu godność
Historia amputowała nam elity, ulokowała na wiecznym poligonie gnojącym naród od setek lat i tę specyfikę oraz jej skutki trzeba rozumieć ,bo jeśli już prawica też ma dla Polaków tylko pogardę to źle się dzieje i nie tędy droga.
Pozdrawiam
Do uwag Jugglera dorzucę jedynie swoje spostrzeżenie że sytuacja jest alarmująca. Telewizyjne i papierowe szmatławce ogłupiły rodaków w sposób piramidalny. Komunistyczna propaganda nie mogła nawet marzyć o takim sukcesie. Ale wtedy podział był jasny i każdy jako tako rozgarnięty człowiek wiedział gdzie jesteśmy my a gdzie oni. Obecnie tej granicy już tak wyraźnie nie widać. Wielu ludzi z pozoru inteligentnych i legitymujących się formalnym wykształceniem bez słowa protestu godzi się na codzienne okradanie a niekiedy i plucie przez rządzących w twarz. No bo ten rząd ma wiele wad ale jeśli nie on to przyjdzie Kaczor i ich zje.
Żeby było jasne, nie jestem fanem PiS, w ich szeregach też nie jestem w stanie doszukać się zbyt wielu ludzi kompetentnych do rządzenia a nadmiar populizmu i socjalizmu w ich programie bardzo mnie zniesmacza. Ale nie mogę zaprzeczyć że za ich rządów żaden idiota nie wkładał kija w szprychy pojazdu o nazwie polska gospodarka. A zupełnie nieuzasadnione zatrzymywanie się pociągu w miasteczku Włoszczowa czy dorsz za niecałe dziewięć złotych to mniej niż zero w porównaniu z przewalankami gangu MAK Donalda.
Ponieważ jak słusznie w oględnych słowach daje do zrozumienia Juggler, media reprezentują wrogą Polsce opcję a rządzący nie kierują się polską racją stanu, pozostało zacząć wszystko w pocie czoła naprawiać oddolnie. Piekielnie trudne to zadanie, zwłaszcza że do jego realizacji jest mniej ludzi niż sądzą hiperoptymiści. Ale w arsenale mamy zapomnianą a ongiś skuteczną broń o nazwie poczucie humoru. Za komuny tak w narodzie powszechne że satyrykom wystarczyło wypowiedzieć jedno słowo aby ludzie zrozumieli o co chodzi i zareagowali śmiechem. A obecnie takie choćby „młode wydymane z wielgich miastów” nawet po trzykrotnym przeczytaniu felietonu mistrza Jana Pietrzaka (o tak wysokiej półce jak Stanisław Michalkiewicz nie warto nawet wspominać) stwierdziłyby że ni ch…olery nie kumają o co tu biega.
Więc odkurzmy tę zapomnianą broń i zacznijmy ją stosować. A jako przykład pozwolę sobie przytoczyć scenkę z czasów późnego Jaruzela.
Do sklepu warzywnego położonego blisko mojego mieszkania późnym popołudniem w Wielki Piątek dostarczono cytryny (młodym nie pamiętającym tych czasów muszę wyjaśnić że za komuny cytrusy pojawiały się w przeciętnym sklepie raptem kilka razy w roku). Ustawiła się długa kolejka a ekspedientka, młoda i naprawdę ładna dziewczyna, sprzedawała towar nawet gdy godzina zamknięcia sklepu już minęła. I wtedy jakaś pani poprosiła o wymianę jednej z cytryn bowiem była ona zepsuta. Ekspedientka zirytowała się i wygłosiła tyradę że już dziesięć minut temu powinna zamknąć sklep. A skoro klienci marudzą to ona to zaraz zrobi a kolejka może ją pocałować w dupę. I wtedy starszy pan, na oko siedemdziesięcioletni kombatant (czarny beret, w klapie marynarki miniaturka Virtuti), rozładował atmosferę stwierdzając:
Propozycja jest co najmniej kusząca. To o której kończy pani pracę młoda damo?
Gruchnął wielki śmiech. A dziewczyna przeprosiła klientkę, wymieniła zgniły owoc i sprzedała resztę cytryn.
Stary Niedźwiedź
http://niepokornizdaleka.blog.onet.pl/2013/01/02/rozczarowany-polska/
Bałagan zaczął się już na lotnisku w Modlinie. O możliwości dojechania do Warszawy koleją dowiedział się przypadkiem od współtowarzyszy podróży. A autobusie dojeżdżającym do dworca sprzedający bilety kierowca nie raczył mu powiedzieć że można nabyć bilet łączony na ten autobus plus pociąg. A gdy Zgryźliwy bogatszy o tę wiedzę poprosił o wymianę biletu, rzecz jasna spotkał się z odmową. Wymienił też przypadki pospolitej nieżyczliwości z pogranicza chamstwa z jaką spotkał się podczas robienia zakupów.
Autor nie generalizuje i nie rzuca na rodaków klątw, Po prostu wyliczył przypadki zachowań których w europejskich krajach znanych mu z dłuższego pobytu w zasadzie już się nie spotyka. Bo ludzie tam mieszkający są na tyle rozgarnięci iż zdaja sobie sprawę z tego ze to się po prostu w życiu społeczeństwa nie opłaca.
My tkwiąc w naszej rzeczywistości niektórych rzeczy zaczynamy już nie dostrzegać. Więc ta relacja, pochodząca od osoby przywykłej do wyższych standardów w życiu codziennym, jest cenna i warta przeczytania.
Wśród komentarzy arcyciekawy jest ten autorstwa Czcigodnego Jugglera (również przesyłam ukłony).
Ponieważ wykracza on poza zakres tematu linkowanego wpisu, pozwolę sobie ku wygodzie Szanownych Czytelników załączyć go w całości:
Coś przewrotnie zauważę: masz rację co do naszej inercji i rezygnacji. Gdybyś taki kubeł pomyj wylał na jakąkolwiek inną nację, generalizując i wrzucając wszystkich do jednego worka z napisem „dzicz i malaria” / Polacy/ to by Cię komentatorzy zjedli. A tu proszę – wszyscy pokutnie kiwają główkami. To co się dzieje w Polsce z Polakami to skutek świadomej parszywej roboty mediów, rządzących, warunków życia i historii, a nie jakiejś hipotetycznej polskiej trzecioligowej mentalności.
Żyję tu więc widzę i drugą stronę medalu. Nie będę sie porównywał z innymi nacjami o innych doświadczeniach historii i warunkach życia ani pluł na swoich, żeby poczuć się jedynym sprawiedliwym w tej sodomie jak Kubuś z Gminnych et consortes, Bo to co naprawdę mnie wkurza to właśnie te kompleksy każące nam wiecznie się samoponiżać i czuć pariasem na mapie Europy. To właśnie z takim zapałem wciska Polakom lewactwo pisząc nam na nowo historię żeby naród skundlić i odebrać mu godność
Historia amputowała nam elity, ulokowała na wiecznym poligonie gnojącym naród od setek lat i tę specyfikę oraz jej skutki trzeba rozumieć ,bo jeśli już prawica też ma dla Polaków tylko pogardę to źle się dzieje i nie tędy droga.
Pozdrawiam
Do uwag Jugglera dorzucę jedynie swoje spostrzeżenie że sytuacja jest alarmująca. Telewizyjne i papierowe szmatławce ogłupiły rodaków w sposób piramidalny. Komunistyczna propaganda nie mogła nawet marzyć o takim sukcesie. Ale wtedy podział był jasny i każdy jako tako rozgarnięty człowiek wiedział gdzie jesteśmy my a gdzie oni. Obecnie tej granicy już tak wyraźnie nie widać. Wielu ludzi z pozoru inteligentnych i legitymujących się formalnym wykształceniem bez słowa protestu godzi się na codzienne okradanie a niekiedy i plucie przez rządzących w twarz. No bo ten rząd ma wiele wad ale jeśli nie on to przyjdzie Kaczor i ich zje.
Żeby było jasne, nie jestem fanem PiS, w ich szeregach też nie jestem w stanie doszukać się zbyt wielu ludzi kompetentnych do rządzenia a nadmiar populizmu i socjalizmu w ich programie bardzo mnie zniesmacza. Ale nie mogę zaprzeczyć że za ich rządów żaden idiota nie wkładał kija w szprychy pojazdu o nazwie polska gospodarka. A zupełnie nieuzasadnione zatrzymywanie się pociągu w miasteczku Włoszczowa czy dorsz za niecałe dziewięć złotych to mniej niż zero w porównaniu z przewalankami gangu MAK Donalda.
Ponieważ jak słusznie w oględnych słowach daje do zrozumienia Juggler, media reprezentują wrogą Polsce opcję a rządzący nie kierują się polską racją stanu, pozostało zacząć wszystko w pocie czoła naprawiać oddolnie. Piekielnie trudne to zadanie, zwłaszcza że do jego realizacji jest mniej ludzi niż sądzą hiperoptymiści. Ale w arsenale mamy zapomnianą a ongiś skuteczną broń o nazwie poczucie humoru. Za komuny tak w narodzie powszechne że satyrykom wystarczyło wypowiedzieć jedno słowo aby ludzie zrozumieli o co chodzi i zareagowali śmiechem. A obecnie takie choćby „młode wydymane z wielgich miastów” nawet po trzykrotnym przeczytaniu felietonu mistrza Jana Pietrzaka (o tak wysokiej półce jak Stanisław Michalkiewicz nie warto nawet wspominać) stwierdziłyby że ni ch…olery nie kumają o co tu biega.
Więc odkurzmy tę zapomnianą broń i zacznijmy ją stosować. A jako przykład pozwolę sobie przytoczyć scenkę z czasów późnego Jaruzela.
Do sklepu warzywnego położonego blisko mojego mieszkania późnym popołudniem w Wielki Piątek dostarczono cytryny (młodym nie pamiętającym tych czasów muszę wyjaśnić że za komuny cytrusy pojawiały się w przeciętnym sklepie raptem kilka razy w roku). Ustawiła się długa kolejka a ekspedientka, młoda i naprawdę ładna dziewczyna, sprzedawała towar nawet gdy godzina zamknięcia sklepu już minęła. I wtedy jakaś pani poprosiła o wymianę jednej z cytryn bowiem była ona zepsuta. Ekspedientka zirytowała się i wygłosiła tyradę że już dziesięć minut temu powinna zamknąć sklep. A skoro klienci marudzą to ona to zaraz zrobi a kolejka może ją pocałować w dupę. I wtedy starszy pan, na oko siedemdziesięcioletni kombatant (czarny beret, w klapie marynarki miniaturka Virtuti), rozładował atmosferę stwierdzając:
Propozycja jest co najmniej kusząca. To o której kończy pani pracę młoda damo?
Gruchnął wielki śmiech. A dziewczyna przeprosiła klientkę, wymieniła zgniły owoc i sprzedała resztę cytryn.
Stary Niedźwiedź