czwartek, 14 lutego 2013

Historia zatacza krąg

Swego czasu na stronie Niezależna.pl udało mi się przeczytać arcyciekawy dokument a raczej jego tłumaczenie na język polski, które na wszelki wypadek skopiowałem. Był to dobry pomysł bowiem obecnie owego tekstu na tej witrynie już nie ma więc nie mogę podać linku do niego. Pozostaje mi zatem zamieścić jego treść.

Ściśle tajne
KAA/OC113.    
Moskwa,3.IV.1947r.
Instrukcja NK/003/47
(Odpis dokumentu pochodzącego z kancelarii Bolesława Bieruta)
1. W gmachu ambasady nie należy przyjmować żadnych informatorów terenowych rekrutujących się z krajowców. Spotkania z tymi ludźmi organizują nasze służby specjalne w miejscach publicznych. Informacje przyjmuje ambasada za pośrednictwem naszych służb specjalnych.
2. Należy szczególnie zadbać o to, aby nie było żadnych kontaktów pomiędzy naszym wojskiem a ludnością cywilną kraju. Niedopuszczalne jest składanie wizyt w domach krajowców przez naszą kadrę oficerską, ani nawiązywanie kontaktów przez naszych żołnierzy szeregowych z miejscowymi kobietami, ludnością lub żołnierzami krajowców.
3. Przyśpieszyć likwidację krajowców związanych z KPP, PPS, Walterowców, KZMP, AK, BCh i innych ugrupowań, które powstały bez naszej inspiracji. Wykorzystać w tym celu fakt istnienia zbrojnej opozycji.
4. Dopilnować, aby do wszystkich akcji bojowych w pierwszej kolejności kierowano żołnierzy, którzy przed wstąpieniem do Armii Kościuszkowskiej przebywali na naszym terytorium. Doprowadzić do ich całkowitej likwidacji.
5. Przyśpieszyć zjednoczenie wszystkich partii w jedną organizację i dopilnować, aby wszystkie kluczowe stanowiska obsadzone były przez ludzi zatwierdzonych przez nasze służby specjalne.
6. Doprowadzić do połączenia całego ruchu młodzieżowego w jedną organizację, a stanowiska od szczebla powiatowego wzwyż obsadzić przez ludzi zatwierdzonych przez nasze służby specjalne. Do czasu zjednoczenia zlikwidować znanych przywódców harcerstwa.
7. Spowodować i dopilnować, aby delegaci wyznaczeni na zjazdy partyjne nie zachowali mandatów na okres kadencji wybranych przez siebie władz partyjnych. W żadnym wypadku delegaci nie mogą zwoływać posiedzeń międzyzakładowych. W razie konieczności zwołania takiego posiedzenia należy wyeliminować ludzi, którzy wykazali się aktywnością w wysuwaniu koncepcji i postulatów. Na każdy następny zjazd wybierać nowych kandydatów (ruchowo) tylko wytypowanych przez nasze służby specjalne.
8. Należy zwrócić baczną uwagę na ludzi wyróżniających się zmysłem organizacyjnym, umiejących sobie jednać popularność. Ludzi takich należy pozyskać, a w razie odmowy nie dopuszczać do wyższych stanowisk.
9. Doprowadzić do tego, aby pracownicy na stanowiskach państwowych (z wyjątkiem służb ścigania i pracowników przemysłu wydobywczego) otrzymywali niskie pobory. Dotyczy to w szczególności służby zdrowia, wymiaru sprawiedliwości oświaty i kierowników różnych szczebli.
10. Do wszystkich organów władzy i większości zakładów pracy wprowadzić ludzi współpracujących z naszymi służbami specjalnymi (bez wiedzy władz krajowych).
11. Należy zwrócić szczególną uwagę, aby prasa krajowców nie podawała sumarycznych ilości i rodzajów towarów wysyłanych do naszego kraju. Nie można też nazwać tego handlem. Należy dopilnować, aby prasa krajowa podkreślała ilość towarów wysyłanych przez nas do krajowców, ale wspominała, że to w ramach wymiany handlowej.
12. Wpłynąć na władze krajowców, aby nabywcy ziemi, parceli i gruntów nie otrzymywali aktów własności, a jedynie akty nadania.
13. Ukierunkować politykę w stosunku do rolnictwa indywidualnego tak, aby prowadzenie gospodarstw stało się nieopłacalne, a wydajność jak najmniejsza. W następnej kolejności przystąpić do kolektywizacji wsi. W razie wystąpienia silniejszej opozycji należy zmniejszyć dostawy środków produkcji dla wsi i zwiększyć powinność wobec państwa. Jeżeli to nie pomoże, spowodować, aby rolnictwo nie dawało pełnego pokrycia potrzeb żywnościowego kraju i oprzeć wyżywienie na imporcie.
14. Spowodować, aby wszystkie zarządzenia i akty prawne, gospodarcze, organizacyjne (z wyjątkiem wojskowych) nie były precyzyjne.
15. Spowodować, aby dla każdej sprawy powoływano kilka komisji, urzędów, instytucji społecznych, ale żadne z nich nie powinno mieć prawa podejmowania skutecznej decyzji bez konsultacji z pozostałymi (nie dotyczy przemysłu wydobywczego).
16. Samorządy w zakładach pracy nie mogą mieć żadnego wpływu na kierunek działania przedsiębiorstw. Mogą się zajmować jedynie sposobem wykonywania zleconych zadań.
17. Związki zawodowe nie mogą mieć możliwości sprzeciwu wobec poleceń dyrekcji. Obciążyć związki inną pracą, jak organizowanie wczasów, zaopatrzenia, działalności rozrywkowej i oświatowej, wycieczki oraz rozprowadzanie atrakcyjnych towarów, potwierdzanie opinii i decyzji władz politycznych.
18. Należy spowodować, aby awansowano tylko tych pracowników i kierowników, którzy wzorowo wykonują przydzielone im zadania i nie wykazują skłonności do analizowania spraw wychodzących poza te działania.
19. Krajowcom na stanowiskach partyjnych, państwowych i gospodarczych należy stworzyć warunki do działań, które będą kompromitować ich w oczach podwładnych i zamykać im powrót do środowisk, a których pochodzą.
20. Kadrze oficerskiej rekrutującej się z krajowców można powierzać odpowiednie stanowiska pod warunkiem, że są tam już nasze służby specjalne.
21. Otoczyć szczególnym nadzorem ilość amunicji do wszystkich rodzajów broni z każdego arsenału akcyjnego i ćwiczeń w ostrym strzelaniu, prowadzić swoiste rozliczenie.
22. Objąć szczególnym nadzorem wszelkie laboratoria i instytucje naukowo-badawcze.
23. Należy zwrócić szczególną uwagę na ruch racjonalizatorów i wynalazczy, rozwijać go i popierać, ale wszystkie odkrycia dokładnie rejestrować i zapisem przekazywać do centrali. Dopuszczać do realizacji tylko te wynalazki, które przydatne są w przemyśle wydobywczym, wstępnej obróbki i określone w specjalnej instrukcji. Nie mogą być realizowane te odkrycia, które mogłyby doprowadzić do wzrostu produkcji kosztem ograniczenia wydobycia surowców lub zaniechania zalecanych działań. W wypadku głośnych odkryć spowodować ich sprzedanie za granicę. Nie dopuszczać do publikacji zawierających wartości i opisy wynalazków.
24. Spowodować zakłócenia w punktualności transportów (z wyjątkiem transportu określonego w instrukcji NK55246).
25. Inspirować zwoływanie narad środowiskowych i problemowych, zbierać stawiane tam wnioski i propozycje, rejestrować wnioskodawców, a realizować linię określoną w instrukcjach.
26. Spopularyzować wywiady z ludźmi pracy na aktualne tematy produkcyjne, w których zawarta jest krytyka przeszłości lub lokalnego bałaganu, ale nie doprowadzać do likwidacji przyczyn krytykowanych zjawisk.
27. Wystąpienia publiczne władz krajowców mogą zawierać akcenty narodowe i historyczne, ale nie mogą prowadzić do zjednoczenia ducha narodu.
28. Zwrócić baczną uwagę, czy w odbudowywanych i nowych większych miastach i osiedlach nie budowano ujęć wodnych niezależnych od głównej sieci wodociągowej. Stare ujęcia wodne i studnie uliczne systematycznie likwidować.
29. Przy odbudowie i rozbudowie przemysłu dopilnować, aby ścieki przemysłowe spływały do rzek mogących stanowić rezerwaty wody pitnej.
30. Mieszkania w nowych osiedlach i odbudowywanych miastach nie mogą zawierać dodatkowych pomieszczeń pozwalających na hodowlę inwentarza lub gromadzenie żywności na dłużej i w większych ilościach.
31. Spowodować, aby prywatne przedsiębiorstwa i rzemieślnicy otrzymywali surowce i urządzenia nie pozwalające na produkcję artykułów dobrej jakości, a ceny tych produktów powinny być wyższe od podobnych wytwarzanych przez państwo.
32. Doprowadzić do maksymalnej rozbudowy administracji biurowej wszystkich stopni. Można dopuszczać krytykę działalności administracyjnej, ale nie wolno pozwolić na jej zmniejszenie ani sprawną pracę.
33. Należy dopilnować wszystkich planów produkcyjnych w przemysłach wydobywczych i w działach określonych odpowiednimi instrukcjami i nie wolno dopuścić do wykonania zaopatrzenia rynku krajowego.
34. Szczególnej obserwacji poddać Kościół i tak ukierunkować działalność oświatowo-wychowawczą, aby wzbudzić powszechny wstręt do tej instytucji. Objąć baczną uwagą i kontrolą kościelne drukarnie, biblioteki, archiwa, kazania, kolędowania, treści nauk religijnych oraz obrzędy pogrzebowe.
35. W szkolnictwie podstawowym, zawodowym, a w szczególności w szkołach średnich i wyższych doprowadzić do usunięcia nauczycieli cieszących się powszechnym autorytetem i uznaniem. Na ich miejsce wprowadzić ludzi mianowanych. Doprowadzić do zerwania korelacji między przedmiotami, do ograniczenia wydawania materiałów źródłowych, do usunięcia ze szkół średnich łaciny, greki, filozofii ogólnej, logiki i genetyki. W historii nie można podawać, co który władca chciał zrobić lub zrobił dla kraju, trzeba natomiast ukazywać tyranię królów oraz walki uciemiężonego ludu. W szkolnictwie zawodowym doprowadzić do wąskich specjalizacji.
36. Inspirować organizowanie imprez państwowych związanych z walką krajowców z zaborcami (z wyjątkiem zaboru rosyjskiego), szczególnie z Niemcami i walki o socjalizm.
37. W publikacjach krajowych nie dopuszczać opracowań traktujących o krajowcach przebywających w naszym państwie do rewolucji i w czasie II wojny światowej.
38. W razie powstania organizacji popierającej sojusz z naszym państwem, ale zmierzającej do kontroli działalności gospodarczej oficjalnych władz kraju, należy natychmiast podjąć działalność (niezależnie od władz kraju) obciążając te organizacje tendencjami nacjonalistycznymi i szowinistycznymi. Formy działalności: burzenie naszych pomników i cmentarzy, publikowanie ulotek wyszydzających nasz naród, naszą kulturę, sens zawartych układów. Do prac propagandowych angażować krajowców i wykorzystywać istniejącą nienawiść do nas.
39. Zadbać o budowę i rozbudowę mostów, dróg i licznych połączeń, aby w razie konieczności interwencji wojskowej można było szybko i z każdej strony dotrzeć do punktu oporu lub koncentracji sił opozycji.
40. Pilnować, aby aresztować przeciwników politycznych. Rozpracować przeciwników z autorytetem wśród krajowców. Likwidować w drodze tzw. zajść sytuacyjnych przypadkowych, zanim staną się głośnymi, lub aresztować ich wcześniej za wykroczenia kryminalne.
41. Nie dopuszczać do rehabilitacji osób skazanych w procesach politycznych. W razie konieczności rehabilitacji można ją przeprowadzić tylko pod warunkiem, że sprawa będzie uznana za pomyłkę sądową, bez wszczynania dochodzenia i stawiania przed sądem winnych pomyłki (sędziów, świadków, oskarżycieli, informatorów).
42. Nie wolno stawiać przed sądem ludzi na stanowiskach kierowniczych obsadzonych przez partię, którzy swą działalnością spowodowali straty lub wywołali niezadowolenie podwładnych. W sytuacjach drastycznych należy ich odwołać ze stanowiska i przenieść do innych miejscowości na stanowiska równorzędne lub wyższe. W skrajnych sytuacjach ulokować na stanowiskach niekierowniczych i traktować jako rezerwę kadrową do późniejszej wymiany.
43. Ogłaszać publicznie procesy ludzi ze stanowisk kierowniczych (wojsko, minister, główne zarządy, szkolnictwo) oskarżonych o działalność przeciw ludowi, przeciwko socjalizmowi, przeciwko industrializacji. Będzie to mobilizować czujność mas pracujących.
44. Dbać o wymianę ludzi na stanowiskach roboczych przez dopuszczanie do tych funkcji ludzi z awansów, mających najniższe kwalifikacje.
45. Spowodować napływ do szkół wyższych ludzi pochodzących z najniższych grup społecznych, którzy nie wykazują zainteresowań zawodowych, a tylko chęć zdobycia dyplomu.

 

Dokument ten zamieszczam nie tylko jako ciekawe świadectwo naszej najnowszej historii. Bowiem w kilku miejscach pojawił się felieton Jana Pietrzaka
http://cubee.nowyekran.pl/post/87501,ustawa-o-zbrojnej-pomocy-jan-pietrzak-felieton
co skłoniło mnie do zainteresowania się treścią tych aktów prawnych.

30 sierpnia 2011 r. wprowadzono ustawę
"O zmianie ustawy o stanie wojennym oraz o kompetencjach Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych i zasadach jego podległości konstytucyjnym organom Rzeczypospolitej Polskiej oraz niektórych innych ustaw."
http://www.bbn.gov.pl/portal/pl/475/3447/Ustawa_z_30_sierpnia_2011_r_o_zmianie_ustawy_o_stanie_wojennym_oraz_o_kompetencj.html
 
Zgodnie z jej obecną treścią:
 „W sytuacji szczególnego zagrożenia konstytucyjnego ustroju państwa, bezpieczeństwa obywateli lub porządku publicznego, w tym spowodowanego działaniami o charakterze terrorystycznym lub działaniami w cyberprzestrzeni, które nie może być usunięte poprzez użycie zwykłych środków konstytucyjnych, Rada Ministrów może podjąć uchwałę o skierowaniu do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej wniosku o wprowadzenie stanu wyjątkowego”

Natomiast 18 I 2013r. Premier Tusk skierował do Marszałka Sejmu Kopacz projekt ustawy
O udziale zagranicznych funkcjonariuszy lub pracowników we wspólnych operacjach lub wspólnych działaniach ratowniczych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej
http://orka.sejm.gov.pl/Druki7ka.nsf/0/5FA767215E79AE82C1257B0300317679/%24File/1066.pdf

W projekcie tym mowa jest o „wspólnych działaniach prowadzonych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej z udziałem zagranicznych funkcjonariuszy i pracowników.”
W szczególności projekt ten dotyczy
„Udzielania pomocy przez specjalną jednostkę interwencyjną, o której mowa w decyzji Rady 2008/617/WSiSW z dnia 23 czerwca 2008 r. w sprawie usprawnienia współpracy pomiędzy specjalnymi jednostkami interwencyjnymi państw członkowskich Unii Europejskiej w sytuacjach kryzysowych."
 
A porównując dokument sprzed ponad sześćdziesięciu pięciu lat z legislacyjnymi wyczynami (nie)rządu Donalda Tuska który jak widać coraz bardziej obawia się Polaków (czemu zresztą trudno się dziwić), nasuwa się pytanie czy w Berlinie w jakimś sejfie nie spoczywa analogiczny dokument do zacytowanego tu moskiewskiego. Oraz na myśl przychodzi znany pokoleniu pamiętającemu czasy PRL fragment oficjalnej piosenki tak zwanego Ludowego Wojska Polskiego. Który brzmiał:
Co ci przypomina, co ci przypomina
Widok znajomy ten?

Marek Jeden Taki

niedziela, 10 lutego 2013

Tolerastia - cz. I

Jakieś trzysta pięćdziesiąt lat temu książę Franciszek de la Rochefoucauld powiedział że nie ma większego głupca niż wykształcony głupiec. Obecnie trzeba dopowiedzieć że w tej elitarnej grupie pojawiła się elita elit, na blogu tym nazywana tolerastami.
Zacznijmy od kilku słów o etiologii tego schorzenia.
Choćby ludzie lewicy w rozpaczliwy sposób zaklinali deszcz i doszukiwali się źródła potęgi Europy gdzie indziej, cywilizacja białego człowieka została zbudowana na chrześcijańskim fundamencie. Gdy Cesarstwo Zachodniorzymskie na skutek swej słabości militarnej zaczęło się rozpadać pod naporem ludów przez Rzymian nazywanych barbarzyńcami, ci ostatni rzecz jasna zaczęli czerpać z organizacyjnego i cywilizacyjnego dorobku niegdysiejszego imperium. Ale w odróżnieniu od wielu innych znanych z historii podbojów wyżej postawionych cywilizacyjnie państw przez wojowniczych a zarazem prymitywniejszych zdobywców, nie próbowali na zdobytych lub swoich ale oderwanych od byłego imperium ziemiach kultywować dawnej religii. Stało się wręcz przeciwnie, miejsce germańskich, galijskich czy celtyckich bożków zajęło chrześcijaństwo. Zaakceptowane również i przez ludy takie jak Skandynawowie, nie mający wcześniej zbyt bliskich związków z Cesarstwem Rzymskim. Co więcej, Niemcy którzy po imponującej lecz krótkotrwałej dominacji państwa Karolingów stali się głównym europejskim mocarstwem, dokonali fuzji  chrześcijaństwa ze swoją doktryną państwową powołując tak zwane Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego. I prowadząc „Drang nach Osten już pod znakiem krzyża. A nie Odyna, Thora, Frei i reszty starogermańskiego zoo. Ruś, Bułgarzy czy Serbowie przyjęli chrześcijaństwo oraz „cyrylicę” z Bizancjum (ich władcy zrozumieli że czasy państw wojowniczych ale w stu procentach niepiśmiennych matołów się skończyły), Czesi i państwo Mieszka Pierwszego zrobili to w wersji łacińskiej. A po tych zamieszkujących między Łabą a Odrą którzy poszli w zaparte i do końca trzymali się swoich trójgraniastych i czworograniastych bałwnów, nie pozostał poza skąpymi wzmiankami w kronikach i nielicznymi wykopaliskami żaden ślad.
Cywilizacja chrześcijsńska odniosła bezprecedensowy sukces w skali już nie swojego kontynentu lecz całego globu. Opanowała oba kontynenty amerykańskie, skolonizowała Australię a pod koniec XIX wieku sprawowała bezpośrednią lub pośrednią (Chiny) kontrolę nad niemal cała Azją. Oczywiście ludzie postępu nie mają słów oburzenia przeciwko podbojowi przez Europejczyków tych ziem biadoląc nad upadkiem tak wspaniałych cywilizacji jak choćby aztecka, regularnie składająca swoim bożkom ofiary z ludzkich serc żywcem wyrywanych z piersi „dawców”. Czy z lekkością motyla prześlizgujących się nad zbrodniami takich zdobywców jak choćby Tamerlan, mający na sumieniu więcej ofiar niż inkwizycja przez cały czas swojego istnienia. Ale to byli poganie a takim wolno robić w zasadzie wszystko. Bo z definicji są wporzo, spoko i ciool.
Dżumą dwudziestego wieku były socjalizm oraz jego również nieślubna młodsza siostra czyli tolerastia. Socjalizm osiągnął zatrważające sukcesy zarówno w wersji radzieckiej jak i nazistowskiej. Gdyby te dwa reżimy potrafiły dojść do porozumienia, los świata a już na pewno Eurazji i Afryki byłby przesądzony. Ale doszło do II Wojny Światowej i wersję niemiecką na skutek połączonego wysiłku praktycznie całej reszty świata w końcu diabli wzięli. Radziecki przejściowo opanował wprawdzie wschodnią część Europy ale zapowiedzią jego klęski był paranoiczny system gospodarczy, tak beznadziejnie niewydolny że dla ludzi myślących już w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku stało się oczywiste że jeśli w ciągu kilkunastu – dwudziestu kilku lat nie opanuje on świata, jego klęska  jest nieuchronna.
Dlatego eurosocjaliści przyjęli inną strategie działania.
Pogodzili się z faktem że gospodarka kapitalistyczna jest jedynym znanym we współczesnym świecie wydolnym sposobem gospodarowania. Ale aby uzyskać nad nią kontrolę w warunkach tak zwanej mediokracji, i sterować nią poprzez system podatków oraz nakazów, koncesji i ingerencji w relacje pracodawca – pracobiorca, musieli zdobyć odpowiednio liczny elektorat który w warunkach mediokracji zapewni im stabilne rządy. Na robotników czyli oczko w głowie socjalistów z pierwszej połowy minionego stulecia nie mogli już liczyć. Bowiem do tychże robotników dotarło że uczciwą pracą można się w kapitalizmie czegoś dorobić. A w najzamożniejszych krajach Europy Zachodniej rodzina robotnicza mogła już sobie pozwolić na takie luksusy jak zakup i spłacenie w dającej się przewidzieć przyszłości domku lub mieszkania, wejście w posiadanie samochodu czy wyjazd na wakacje do Hiszpanii. Więc nie tędy wiodła droga do władzy.
Sprawdzonym rozwiązaniem okazał się wynalazek szwedzkich socjaldemokratów czyli kontrolowana hodowla menelstwa. Patent ten polega na płaceniu ludziom zasiłków za sam fakt że żyją, zamieszkują terytorium Królestwa Szwecji i do tego raczą oddychać, jeść, pić, pokarmy przetwarzać na metabolity i rozmnażać się. Ta nowa klasa społeczna doskonale wie komu zawdzięcza możliwość opieprzania się na koszt ogółu podatników. Więc przy okazji każdych wyborów karnie maszeruje oddać głos na swoich socjalistycznych dobrodziei. Więc interes sam się napędza co fachowo należy nazwać dodatnim sprzężeniem zwrotnym. Jedynie ludzie ciężko pracujący płacili coraz wyższe podatki na utrzymanie tego burdelu. I klęli w żywy kamień iż wzorem wielu wybitnych sportowców nie mogą dać drapaka z kraju mającego w herbie trzy korony. Bo Stefan Edberg (chyba najpiękniej grający tenisista lat dziewięćdziesiątych XX wieku) mógł się osiedlić w Londynie gdyż jego praca polegała na jeżdżeniu z turnieju na turniej po całym świecie a zatem miejsce stałego pobytu nie miało znaczenia. Natomiast lekarz  Svensson czy inżynier Johansson byli przypisani do swojego miejsca pracy.
Jak na zapobiegliwych gospodarzy przystało,  szwedzcy socjaldemokraci nie ograniczyli się do rodzimego menelstwa. Sięgnęli po ludzi których Dibelius (korzystając z okazji serdecznie go pozdrawiam) nazwał proletariatem zastępczym. Używając tego określenia w stosunku do zboczeńców, narkomanów oraz ludzi o innym niż biały kolorze skóry.
Zboczeńcom lewica ma do zaoferowania uznanie ich patologicznych zachowań za fizjologiczną normę. Z takimi konsekwencjami jak akceptacja „ślubów” jednopłciowych i zrównanie takich par w prawach z małżeństwami, czego najdrastyczniejszym przejawem jest prawo do adopcji dzieci. W końcu dewiantom należy się adopcja dziecka jak psu buda, choćby dlatego że w tej kołtuńskiej przyrodzie istnieją mechanizmy eliminacji śmieciowych genów, polegające choćby na tym że para jednopłciowa nie jest w stanie sprokurować dziecka. A nie każdego pedała (lesbijki mają dużo łatwiej) stać na wynajęcie „surogatki”.
Gwoli ścisłości muszę tu dopowiedzieć że również szwedzki kościół luterański ugiął się pod naporem sił postępu. Mając status „religii państwowej” a zatem i dofinansowanie z budżetu został kilka lat temu zaszantażowany przez rząd iż jeśli zboczeńcom nie będą udzielane śluby kościelne, dotacje diabli wezmą. I synod skapitulował przed tą groźbą, przedkładając pieniądze nad Pismo Święte. A ja od tej pory nie uważam tej instytucji za jeden z Kościołów Ewangelicko-Augsburskich. Bowiem ksiądz doktor Marcin Luter w sposób oczywisty dla każdego nastolatka przystępującego do konfirmacji przedłożył wyższość nauczania biblijnego nad ewentualnymi pomysłami kościoła ziemskiego. W ramach tej dygresji muszę jednocześnie wyrazić wielkie uznanie szwajcarskiemu Kościołowi Ewangelicko –Reformowanemu. Który nigdy nie uzależnił się od budżetowych pieniędzy więc postępactwo może mu skoczyć. Gdy niedawno próbowało ono i tam wymusić pedalskie śluby, superintendent szwajcarskich kalwinów wyraźnie dał do zrozumienia gdzie zboczeńcy mogą go pocałować. Bynajmniej nie miał na myśli ręki.
Ćpunom ludzie postępu mają do zaoferowania znaczną liberalizację (nic na to nie poradzą ale słowo to coraz częściej odbieram jako obelżywe) zwalczania narkomanii. Poprzez wprowadzenie do języka prawnego takich horrendów jak „niewielka ilość na własny użytek” oznaczającą praktyczną depenalizację handlu narkotykami.
A co się tyczy „białych inaczej”, sprowadzanie ich do Szwecji oznaczało jeszcze większą zmianę proporcji między popierającymi socjalizm nierobami a pracującymi frajerami na korzyść tych pierwszych. Bo przecież islamskim czy murzyńskim amatorom darmochy socjal należy się już za to że ich kraje były kiedyś koloniami. A fakt że akurat Szwecja nigdy nie posiadała zamorskich kolonii nie ma tu przecież nic do rzeczy.
Szwedzki wynalazek został z entuzjazmem zaadaptowany przez socjalistów brytyjskich, francuskich, holenderskich i innych krajów „starej” Unii. Dawniej (za umowną cezurę uważam przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego stulecia) do byłych metropolii przybywali mieszkańcy ich byłych kolonii aby PRACOWAĆ. Oczywiście jako w większości ludzie słabo wykształceni musieli podejmować najmniej atrakcyjne prace. Ale już ich dzieci, urodzone w kraju osiedlenia, po ukończeniu szkoły miały na rynku pracy znacznie lepsze perspektywy. Typowym przykładem jest saga rodzinna właściciela małej restauracyjki w której stołowali się moi znajomi podczas wakacji we Francji. Jego dziadek trudnił się zmywaniem naczyń w restauracji. Ojciec jako władający biegle francuskim a zarazem człowiek inteligentny i z poczuciem humoru, pracował też w restauracji, ale już jako barman. Lubiany przez klientów i obdarowywany napiwkami mógł sobie pozwolić na należyte wykształcenie syna i dopomożenie mu w zakupie własnej knajpki. A że żywią w niej smacznie zaś ceny są przystępne, interes kwitnie i w następnym pokoleniu zapewne rodzinie przybędzie kolejny lokal.
Przeciw takim imigrantom i prezentowanej przez nich postawie życiowej nie wypowiem jednego złego słowa. Co więcej, zawsze będę im okazywać swój szacunek. Tak samo jak i „żółtej” imigracji, w przytłaczającej większości przybywającej do Europy też po to aby pracować. A swoją pracowitością dającą „białasom” dobry przykład.
Ale zwiększanie przez lewactwo, jak to barwnie nazwał mój gastrolog, „masy kałotwórczej mediokracji” spowodowało że wśród ludzi o innym kolorze skóry poza jednostkami akceptującymi potrzebę stania się pożytecznymi członkami społeczeństwa, pojawiła się również zgraja pasożytów po prostu groźnych dla naszej cywilizacji. Ich wspólnym mianownikiem jest wojujący islam.
Toleraści w swej bezdennej tępocie roili sobie w swoich lewackich (a niekiedy i liberalnych) mózgownicach iż ludzie ci przekupieni darmochą nie tylko będą głosować na tych którzy im ją fundują ale też powoli przejmą ideały swoich dobrodziei oraz ich system wartości. A tu trafiła kosa na kamień.
Oczywiście darmocha jest przyjmowana. Bo jak powie każdy mułła, jeśli Allach ogłupił giaurów do tego stopnia że dają pieniądze wiernym za nic, należy dar Allacha uszanować. I prosić go aby ogłupił tolerastów  jeszcze bardziej. W wyborach (o ile w nich uczestniczą) głosują na lewicę. Ale umieją liczyć i potrafią korzystać z „bomby D” (D jak demografia). Wiedzą więc że korzystając z tej broni masowego rażenia, za kilka pokoleń w sposób jak najbardziej demokratyczny jakaś partia islamska wygra wybory, przejmie władzę, wprowadzi szariat i da białasom popalić za wszystkie czasy.
Drugim poza „wyborczym” powodem hołubienia przez eurolewactwo, „leberałów”, ludzi postępu i wszelką pomniejszą swołocz islamistów jest zoologiczna nienawiść „ludzi światłych” do chrześcijaństwa. Nie zawsze jest to wyartykułowane bez ogródek w stylu manii prześladowczej pewnego aktywnego w blogosferze narkomańskiego degenerata. Który potrafi wyjechać z oskarżeniami chrześcijaństwa przy każdej okazji, nawet podczas dyskusji o uboju rytualnym, uprawianym jak wiadomo przez Żydów i muzułmanów. Ale każdy samozwańczy „człowiek rozumny” na sam widok krzyża dostaje jednocześnie ataku epilepsji i rozwolnienia a w przypadku mężczyzn również i wzwodu do wewnątrz. Więc gotów jest poprzeć nawet i inną religię o ile tylko jest dostatecznie antychrześcijańska. A islam to kryterium na pewno spełnia. Dlatego w rzekomo świeckiej (a ściślej rzecz biorąc zoologicznie antychrześcijańskiej) Francji katolicyzm był rugowany z przestrzeni publicznej. W imię tak zwanych „tradycji republikańskich”. Ale w czasach kiedy w tym kraju pewnemu obywatelowi zakazano postawienia na własnej ziemi krzyża o wysokości kilku metrów, meczety wyrastały tam niczym grzyby po deszczu.

Takie były początki dżumy dwudziestego wieku. Którą nie jest AIDS lecz właśnie socjalizm, po kolejnej mutacji przybierający postać eurosocjalizmu oraz „tolerastia”. Stan obecny i potencjalne scenariusze dalszego rozwoju wydarzeń będą tematem następnego wpisu.

Stary Niedźwiedź

poniedziałek, 4 lutego 2013

To jaszcze matura czy już tylko chęć szczera?

Ponieważ zarówno WOŚP jak i próba przepchnięcia tylnymi drzwiami nadania pewnych praw (oczywiści e przy zerowych obowiązkach) związkom jednopłciowym były tematami typu tu i teraz, inne problemy którymi chciałem się zająć musiały odczekać swoje w kolejce. Ale ponieważ ten „partnerski” szwindel na pewno będzie powracać pod obrady sejmu niczym grypa każdej zimy, pozwalam sobie zamieścić przysłany przez Czcigodnego Pulsara link:
Korzystając z niego można poprzeć oczywistą prawdę iż rodzina składa się z matki, ojca i dzieci. Gorąco do tego zachęcam.
Pozwolę sobie też polecić ostatni wpis linkowanej u mnie Czcigodnej Flavii: 
http://flaviadeluce.blog.onet.pl/2013/02/04/jak-rozbroic-bombe-demograficzna/
Dotyczący tak palącego problemu jak groźba zapaści demograficznej.
A teraz czas na główny wątek czyli ciąg dalszy reformowania szkolnictwa średniego a w szczególności egzaminu maturalnego.
Jak niedawno pisałem, jeszcze w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia moja koleżanka podczas wieczornych rozmów przy kieliszku wina postawiłą tezę że warunkiem koniecznym przyjęcia Polski do eurokołchozu jest tak daleko posunięta destrukcja szkolnictwa na wszystkich szczeblach aby Polak nie stanowił na rynku pracy wielkiego zagrożenia dla ludzi wywodzących się ze „starej” Unii. Opinia ta została wtedy przez bezkrytycznych „federastów” zmieszana z błotem ale czas pokazał że Bożenka przepowiedziała rozwój wypadków trafniej niż Wernyhora. Kulminacją psujstwa były działania (ło)Buzka a dwoma perłami w koronie tego sabotażysty powołanie gimnazjów oraz likwidacja tak potrzebnego szkolnictwa zawodowego. Potem było jeszcze gorzej, przykładem może być likwidacja obowiązku zdawania matematyki czy obniżenie przez „długiego Romka” progu zdawalności matury. A pracownicy wyższych uczelni (zwłaszcza technicznych) z łezką w oku wspominali czasy gdy uczelnie mogły przeprowadzać egzaminy wstępne a więc przyjmować na pierwszy rok młodych ludzi legitymujących się jakimś minimum przyzwoitości odnośnie wiedzy z przedmiotów kierunkowych.
Do skarbnicy anegdot naszego wydziału przeszedł w czasach „nocy połobuzkowej” wyczyn studenta który twierdził że trójkąt istnieje jeśli długości jego boków wyrażone są liczbami dodatnimi. Wręczyłem mu linijkę, cyrkiel oraz kartkę papieru i poprosiłem o narysowanie trójkąta o długościach boków 1cm , 2 cm i 10 cm. Po minucie powiedział mi że trójkąt narysował tylko jeden z boków trochę wystaje.
Odrobina nadziei zagościła w naszych sercach odkąd matematyka wróciła na maturę. Ale pozostawionym w laboratorium egzemplarzu „Metra” z 22 stycznia b.r. znalazłem w artykule pod buńczucznym tytułem „Żarty się skończyły, egzaminy będą coraz trudniejsze” rozmowę z prof. Sławomirem Żurkiem z KUL, członkiem zespołu przygotowującego zmiany w egzaminie maturalnym. A jedna z informacji podanych przez pana profesora powaliła mnie na kolana. Powiedział on że wkrótce każdy uczeń będzie musiał zdać z przynajmniej jednego przedmiotu dodatkowego egzamin na poziomie rozszerzonym. A w następnym zdaniu dodał „Ale nie będzie tu progu zdawalności, czyli nawet jeśli dostanie zero procent, zda maturę”.
A więc po jakiego diabła te wygłupy i ten cały zespół?
Chyba ze chodzi jedynie o dobre wrażenie na użytek durniów. Co znakomicie koresponduje z osobą minister Szumilas oraz jej pryncypała. W końcu stwierdzenie „uczeń nie zna budowy geologicznej Andów” brzmi bez porównania lepiej niż powiedzenie że delikwent nie potrafi na globusie odnaleźć Ameryki Południowej.
A jak powiedziała swego czasu wspomniana już tu Bożenka, wszystkie te „reformy” szkolnictwa zasługują na swoją nazwę jedynie dlatego że kojarzą się z pewną częścią ciała. Młodszych Szanownych Czytelników muszę w tym miejscu poinformować że swego czasu „reformami nazywano ciepłe damskie majtki. Zaś tytuł jest trawestacją sloganu z początków PRL kiedy to do tak zwanego Ludowego Wojska Polskiego przyjmowano chętnych do służby zawodowej kierując się jedynie ich właściwą postawą ideologiczną. A zachętą do zgłaszania się był slogan „Nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera”.
Ciekaw jestem czy planowane jest zdanie matury poprzez wysłanie SMSa informującego że nadawca odczuwa taką potrzebę?

Stary Niedźwiedź

niedziela, 27 stycznia 2013

Non plus ultra!

tytytytułoccc
Żywa dyskusja na temat WOŚP spowodowała że z poślizgiem wstawiłem post dotyczący wydarzenia które bulwersuje mnie od pewnego czasu.
Jak podały media, rada miejska Amsterdamu ma zamiar wybudować na peryferiach miasta kontenerowe getto dla osób „uciążliwych” zaś do tej kategorii zaliczeni zostali ludzie prezentujący „postawy homofobiczne”.
Oczywiście skierowanie do takiego getta nie wymaga wyroku sądowego. Decyzja leży w gestii urzędników. Jeśli postawy homofobiczne” wykazują dzieci, do obozu rzecz jasna trafić ma cała rodzina.
A oto odsyłacze:




Oczywiście lewizna próbuje zdyskredytować te doniesienia i potraktować je jako kaczkę dziennikarską. Stara szulerska sztuczka, nie tak dano przerabiana gdy dwie kanalie (pardon, dzisiaj nazywa się taką ludzką mierzwę etykami) z Oksfordu opowiedziały się za „aborcją po urodzeniu”. Wtedy też próbowano wmówić że była to „prowokacja intelektualna” gdyż oburzenie ludzi o normalnej konstrukcji psychicznej przyjęło takie rozmiary że hucpiarze z Oksfordu po prostu się wystraszyli. Ale rzecznik prasowy Ambasady RP w Królestwie (jakże łatwo o pomyłkę w tym słowie) Holandii jest innego zdania uważając tę informację za całkowicie wiarygodną. Informacja pana rzecznika jest dla mnie na pewno znacznie bardziej godna zaufania niż szyderstwa zamieszczone na witrynie zoologicznych ateotalibów, dla niepoznaki nazwanej  "racjonalista.pl". Która jak głosi motto, nawiązuje do niejakiego Woltera, chyba najbardziej sprzedajnej intelektualnej ladacznicy osiemnastego stulecia.
Muszę przyznać że do niedawna byłem zwolennikiem pewnych ułatwień prawnych dla stabilnych związków jednopłciowych. Oczywiście a priori odrzucałem takie bzdury jak nadanie takiemu „stadłu” praw należnych małżeństwu czy możliwości adopcji dzieci. Miałem na myśli tego typu ułatwienia jak prawo do uzyskania informacji o stanie zdrowia podczas pobytu tej drugiej osoby w szpitalu czy odbioru korespondencji na poczcie.
Ale obecnie gdy „Homintern” przestaje odgrywać rolę biednej szykanowanej sierotki i jz bez żenady odsłania swoją odrażającą mordę, zmieniłem zdanie.
I nie ukrywam że z wielką satysfakcją odebrałem wynik ostatniego głosowania sejmowego. Wszystkie trzy projekty dotyczące „związków partnerskich” trafiły do kosza na śmieci. Choć nie da się ukryć że miejscem jeszcze bardziej godnym tych arcydzieł sztuki legislacyjnej byłby gwóźdź w sławojce.
Oczywiście mówienie że odrzucenie w pierwszym czytaniu tych bzdur szykanuje pary złożone z kobiety i mężczyzny to jedno gigantyczne pieprzenie w bambus. Podnoszone przez ludzi zawiedzionych tym że nie przeszła ich szulerska sztuczka podnosząca pary dewiantów na razie do rangi quasi małżeństw. A gdy ludzie tę ciemnotę kupią to za jakiś czas może przejdzie też i numer ze zrównaniem ich w prawach z małżeństwami. I stąd ten rozdzierający kwik który podnieśli europoseł Siwiec, profesor nienadzwyczajna Senyszyn, pierwsza w RP ciota z bandy Palikota i reszty tej zgrai.
Nawet w PO znalazło się grono osób które tak jak pan minister Gowin uznały ten bzdet za niekonstytucyjny, że o obrazie elementarnej przyzwoitości nie wspomnę. Jak widać nie ma ludzi idealnie dobrych lub złych. Posłom tym za to konkretne głosowanie należą się podziękowania.
A rozwydrzonym pedałom od dzisiaj trzeba powtarzać tytułową maksymę, po polsku brzmiącą „Ani kroku dalej!". I kierować się zasadą  zero "tolerastii".

Stary Niedźwiedź

niedziela, 20 stycznia 2013

Jak nie kręcił Owsiak z tyłu.



Aczkolwiek tematem mojego poprzedniego wpisu nie była „Wielka Orkiestra Świątecznej Przemocy” i jej dyrygent, temat ten zdominował dyskusję. Bowiem okazało się że w Polsce dyskusja na dowolny temat nie musi prędzej czy później zwekslować na aborcję. Jest i drugi temat, budzący nie mniejsze kontrowersje. Nie pozostaje mi zatem nic innego jak w „jednym kawałku” wyartykułować swój stosunek do tej imprezy i jej guru.
Rozumiem osoby które skłonne są dać się posiekać na kawałki w obronie tej akcji bowiem ktoś z ich bliskich lub oni sami podczas pobytu w szpitalu korzystali z aparatury zakupionej z pieniędzy zebranych podczas tej kwesty. Bo dla nich istotne jest jedynie to że pacjent został wyleczony a ów aparat w tym pomógł. Zaś już koszt jego pozyskania ich po prostu nie interesuje. W końcu nie musi.
Podobne stanowisko może też zająć lekarz. Dla niego również najważniejsze jest to że na oddziale szpitalnym na którym pracuje, pojawił się potrzebny aparat. I też ani trochę nie interesuje go sposób zakupu takowego.
Ale spoglądając na problem z większej odległości można zauważyć elementy których wymienione osoby nie potrafią lub programowo nie chcą dostrzec. Pozwolę więc sobie podzielić się z Szanownymi Czytelnikami kilkoma spostrzeżeniami odnośnie tej dyskusji.
Wyraziłem się z niesmakiem o próbach zapisania w podświadomości Polaków że wspieranie „orkiestry" jest ich obowiązkiem. Na co usłyszałem (a raczej przeczytałem) że jest to bujda na resorach. Tak się głupio składa że w piątek poprzedzający kulminację tego paroksyzmu robiłem drobne zakupy w Liedlu. Przy czynnych kasach czatowały dzieciaki z charakterystycznymi skarbonkami. Kasjerka wydając mi reszty poza bilonem i paragonem położyła przede mną czerwone serduszko a stojąc obok kasy dziewczynka podsunęła nieomal przed nos skarbonkę. Ponieważ nie cierpię terroryzmu (jeśli miała to być „propozycja” to dziwnie przypominała te składane przez Vita Corleone) , poprosiłem kasjerkę aby zabrała to serduszko bo tego nie zamierzam kupić. Była zdumiona, wręcz zgorszona ale jednak zabrała. Ale może uległem halucynacji. W końcu inni wiedzą lepiej ode mnie jak przebiegły moje zakupy w tym sklepie owego dnia. Dwie doby przed godziną zero.

Swego czasu Aleksander Dumas ojciec w jakimś salonie z wielką swadą opowiadał o przebiegu bitwy pod Waterloo. Obecny w towarzystwie jej uczestnik w pewnej chwili nie wytrzymał i zauważył że było inaczej a wie to gdyż brał w tej bitwie udział. Na co Dumas odpowieział:
-No to w takim razie był pan panie generale bardzo roztargniony!
Podniosłem też kwestię efektywności owej akcji. Gdyby TVP na obydwu swoich głównych kanałach w porze dobrej oglądalności dochód z dwóch reklam przeznaczyła na zakupy sprzętu medycznego, przy średniej cenie 50 tys. zł za jedną półminutową reklamę dałoby to 200 tys. zł dziennie. Zakładając że byłyby one emitowane przez 360 dni ( w końcu Boże Narodzenie i Wielkanoc wypada uszanować) otrzymamy kwotę 72 mln zł. Czyli po odliczeniu VAT jakieś 58.5 mln. A trwałoby to łącznie 720 minut czyli 12 godzin w ciągu roku. Zaś „orkiestra” zbiera rocznie po czterdzieści kilka milionów. W niniejszym oszacowaniu przyjmijmy 45. Uwzględniając że na sprzęt wydaje jakieś 68% tej kwoty (reszta to koszt własny plus „Przystanek Wódy w sztok”) na sprzęt medyczny przeznaczane jest rocznie około 30.6 mln.
Czyli co najmniej dwa razy mniej niż warty jest czas przeznaczany na popularyzację „orkiestry” w TVP. Bo w skali roku lansik trwa więcej niż ten tuzin godzin. O kosztach ponoszonych przez samorządy tu nie wspomniałem nie mogąc ich oszacować. Po ich uwzględnieniu stosunek poniesionych nakładów do zebranej kwoty stanie się jeszcze bardziej żałosny.
Nie sposób przy tej okazji nie wspomnieć że w roku 2010 (nowszych danych nie udało mi się znaleźć) organizacja Caritas zebrała w postaci wpłat i darów materialnych prawie 276.8 mln złotych a wydała 274.2 miliona. Bez lansiku, dzieciaków molestujących przecjodniów,  wystawianych w różnych miejscach skarbon. A i koszty własne liczące 2.6 mln w stosunku do wpływów są jakby "odrobinę" niższe bo poniżej jednego procenta. W TVP też jakoś poza programami religijnymi nie udało mi się usłyszeć o Caritas ani słowa. Ale przecież to dzieło "czarnych" więc zapewne telewizyjne dziennikarskie ladacznice dostały prosty i zrozumiały nawet dla najgłupszej z nich rozkaz. "O Caritas morda w kubeł".

Nie będę ukrywać że ubawił mnie postulat aby osoby którym nie podoba się ta owsiakowa kwesta, podpisały zobowiązanie że nigdy nie skorzystają ze sprzętu zakupionego w ramach tej akcji. Więc z kolei ja proponuję tym osobom aby podpisały zobowiązanie że nigdy nie skorzystają z pojazdu komunikacji publicznej jeśli podejrzewają że został zakupiony zbyt drogo lub z naruszeniem procedur przetargowych a ludzie z szajki MAK Donalda mieli z tej transakcji swoją działkę. Jeśli nie jeżdżą samochodami, niech do pracy czy na urlop maszerują pieszo. Tak samo nie powinni korzystać z tuskostrad, wybudowanych gorzej i znacznie drożej niż autostrady powstające w cywilizowanym świecie. Żart za żart.
Do samego guru mam wielką pretensje z powodu sławetnego kretyńskiego tekstu „róbta co chceta”. Małoletni wyznawcy proroka odebrali to jednoznacznie uzupełniając tę jego surę o następne, z których najważniejsze głoszą „srajta gdzie chceta” oraz „olewajta zgredów i ich pieprzenie”. Bo tak się głupio składa że powszechne zdziczenie czy wręcz schamienie obyczajów nastolatków dziwnie zbiegło się w czasie z pojawieniem się w telewizyjnej dwójce bełkoczącego pajaca w czerwonych portkach. Pewien kauzyperda guru próbował mi swego czasu wmówić że było to nawoływanie do „kreatywności”. Na moje pytanie czy objawem tejże „kreatywności” jest ubieranie się dziewczyn na obraz i podobieństwo „przydróżek” i wietrzenie tego co dawniej po prostu
się myło, usłyszałem że jestem kołtunem. Do takich określeń ze strony pos-tępactwa zdążyłem już się przyzwyczaić a wręcz uważam je za komplement. Bo oznacza ono że nie jestem takim moralnym śmieciem jak oni.
Ale ostatnia pochwała eutanazji z ust tego kpa przebrała miarkę. W czasach gdy TVP była jeszcze telewizją publiczną a nie już tylko nomen omen "dworacką", obejrzałem kilka filmów dokumentalnych o praktyce eutanazyjnej w Holandii. Istotnie Jest ona przeprowadzana „na życzenie”, szkoda tylko że rzadko kiedy osoba najbardziej zainteresowana jest pytana czy istotnie sobie tego życzy. Często rozstrzyga życzenie rodziny której już nie chce się dłużej męczyć ze staruszkiem lub płatnika emerytury, zgrzytającego zębami na samą myśl ile jeszcze taki piernik mógłby pożyć i "wyłudzić" od nich pieniędzy w formie emerytury. Tak więc coraz częściej zdarza się że holenderscy emeryci dają drapaka gdzie pieprz rośnie. Swego czasu opisałem historię małżeństwa z kraju tulipanów które na starość osiedliło się w małym miasteczku na Pojezierzu Pomorskim. Ale i tam u miejscowego lekarza rodzinnego (czyli mojego kolegi, w gronie  wędkarzy zwanego doktor Zdzisio) pojawiła się jakiś zasraniec z polskiej filii Nationale Eutanasien i z głęboką troską dopytywał się czy dla państwa van der Cośtam  życie nie jest ju ż tylko jednym wielkim pasmem cierpień. Zdzisio zrozumiał do czego gnojek pije i poinformował go że za minutę kończy się promocja na całość mordy eutanazisty. Więc radzi się pospieszyć bo jako były kick bokser ocierający się o kadrę narodową, nogę ma bardzo ciężką.
Historię państwa van der Cośtam, doktora Zdzisia i tego „łowcy skór” dedykuję wszystkim wierzącym w bociana, krasnoludki i to że „zalegalizowanej eutanazji będą towarzyszyły procedury, których przestrzeganie zagwarantuje poszanowanie woli chorego, odejście z honorami, szykanami etc.” Bo o ile holenderski emeryt przy swoich dochodach może dać drapaka przed eutanazją, przeciętnego polskiego na pewno nie byłoby stać na ucieczkę  do jakiegoś kraju w którym starym dziadom nie grozi uśpienie. Bo tak sobie życzy rodzina, płatnik emerytury lub na taki pomysł wpadnie z włąsnej inicjatywy jakiś duchowy spadkobierca doktora Mengele.
Zaś w sprawie samego guru, tym ostatnim przemyśleniem w moich oczach po prostu się podsumował.

Stary Niedźwiedź


P.S.
Po uwzględnieniu danych dostarczonych przez Czcigodnego Tie Fightera (bardzo Mu za nie dziękuję i pozdrawiam Go serdecznie),  okazuje się że na zakup sprzętu owsiakowi muzykanci przeznaczają aż jakieś  17% ogółu środków które w naturze lub w gotówce idą na to granie. Jeśli ktokolwiek z Szanownych Czytelników słyszał o odbywającej się współcześnie w krajach cywilizowanych imprezie charytatywnej o jeszcze bardziej beznadziejnej proporcji nakładów do efektów i jeszcze większym puszczaniu pary w gwizdek, byłbym wdzięczny za tę informację.

Stary Niedźwiedź

sobota, 12 stycznia 2013

Jeszcze Polacy czy już „polactwo” ?

W swym pierwszym tegorocznym wpisie linkowany u nas Czcigodny Zgryźliwy (którego korzystając z okazji serdecznie pozdrawiam) opisał swoje wrażenia z krótkiego świątecznego pobytu w Polsce. Nie są one niestety pozytywne.
http://niepokornizdaleka.blog.onet.pl/2013/01/02/rozczarowany-polska/
Bałagan zaczął się już na lotnisku w Modlinie. O możliwości dojechania do Warszawy koleją dowiedział się przypadkiem od współtowarzyszy podróży. A autobusie dojeżdżającym do dworca sprzedający bilety kierowca nie raczył mu powiedzieć że można nabyć bilet łączony na ten autobus plus pociąg. A gdy Zgryźliwy bogatszy o tę wiedzę poprosił o wymianę biletu, rzecz jasna spotkał się z odmową. Wymienił też przypadki pospolitej nieżyczliwości z pogranicza chamstwa z jaką spotkał się podczas robienia zakupów.
Autor nie generalizuje i nie rzuca na rodaków klątw, Po prostu wyliczył przypadki zachowań których w europejskich krajach znanych mu z dłuższego pobytu w zasadzie już się nie spotyka. Bo ludzie tam mieszkający są na tyle rozgarnięci iż zdaja sobie sprawę z tego ze to się po prostu w życiu społeczeństwa nie opłaca.
My tkwiąc w naszej rzeczywistości niektórych rzeczy zaczynamy już nie dostrzegać. Więc ta relacja, pochodząca od osoby przywykłej do wyższych standardów w życiu codziennym, jest cenna i warta przeczytania.
Wśród komentarzy arcyciekawy jest ten autorstwa Czcigodnego Jugglera (również przesyłam ukłony). 

Ponieważ wykracza on poza zakres tematu linkowanego wpisu, pozwolę sobie ku wygodzie Szanownych Czytelników załączyć go w całości:
 

Coś przewrotnie zauważę: masz rację co do naszej inercji i rezygnacji. Gdybyś taki kubeł pomyj wylał na jakąkolwiek inną nację, generalizując i wrzucając wszystkich do jednego worka z napisem „dzicz i malaria” / Polacy/ to by Cię komentatorzy zjedli. A tu proszę – wszyscy pokutnie kiwają główkami. To co się dzieje w Polsce z Polakami to skutek świadomej parszywej roboty mediów, rządzących, warunków życia i historii, a nie jakiejś hipotetycznej polskiej trzecioligowej mentalności.
Żyję tu więc widzę i drugą stronę medalu. Nie będę sie porównywał z innymi nacjami o innych doświadczeniach historii i warunkach życia ani pluł na swoich, żeby poczuć się jedynym sprawiedliwym w tej sodomie jak Kubuś z Gminnych et consortes, Bo to co naprawdę mnie wkurza to właśnie te kompleksy każące nam wiecznie się samoponiżać i czuć pariasem na mapie Europy. To właśnie z takim zapałem wciska Polakom lewactwo pisząc nam na nowo historię żeby naród skundlić i odebrać mu godność
Historia amputowała nam elity, ulokowała na wiecznym poligonie gnojącym naród od setek lat i tę specyfikę oraz jej skutki trzeba rozumieć ,bo jeśli już prawica też ma dla Polaków tylko pogardę to źle się dzieje i nie tędy droga.
Pozdrawiam
 

Do uwag Jugglera dorzucę jedynie swoje spostrzeżenie że sytuacja jest alarmująca. Telewizyjne i papierowe szmatławce ogłupiły rodaków w sposób piramidalny. Komunistyczna propaganda nie mogła nawet marzyć o takim sukcesie. Ale wtedy podział był jasny i każdy jako tako rozgarnięty człowiek wiedział gdzie jesteśmy my a gdzie oni. Obecnie tej granicy już tak wyraźnie nie widać. Wielu ludzi z pozoru inteligentnych i legitymujących się formalnym wykształceniem bez słowa protestu godzi się na codzienne okradanie a niekiedy i plucie przez rządzących w twarz. No bo ten rząd ma wiele wad ale jeśli nie on to przyjdzie Kaczor i ich zje.
Żeby było jasne, nie jestem fanem PiS, w ich szeregach też nie jestem w stanie doszukać się zbyt wielu ludzi kompetentnych do rządzenia a nadmiar populizmu i socjalizmu w ich programie bardzo mnie zniesmacza. Ale nie mogę zaprzeczyć że za ich rządów żaden idiota nie wkładał kija w szprychy pojazdu o nazwie polska gospodarka. A zupełnie nieuzasadnione zatrzymywanie się pociągu w miasteczku Włoszczowa czy dorsz za niecałe dziewięć złotych to mniej niż zero w porównaniu z przewalankami gangu MAK Donalda.
Ponieważ jak słusznie w oględnych słowach daje do zrozumienia Juggler, media reprezentują wrogą Polsce opcję a rządzący nie kierują się polską racją stanu, pozostało zacząć wszystko w pocie czoła naprawiać oddolnie. Piekielnie trudne to zadanie, zwłaszcza że do jego realizacji jest mniej ludzi niż sądzą hiperoptymiści. Ale w arsenale mamy zapomnianą a ongiś skuteczną broń o nazwie poczucie humoru. Za komuny tak w narodzie powszechne że satyrykom wystarczyło wypowiedzieć jedno słowo aby ludzie zrozumieli o co chodzi i zareagowali śmiechem. A obecnie takie choćby „młode wydymane z wielgich miastów” nawet po trzykrotnym przeczytaniu felietonu mistrza Jana Pietrzaka (o tak wysokiej półce jak Stanisław Michalkiewicz nie warto nawet wspominać) stwierdziłyby że ni ch…olery nie kumają o co tu biega.
Więc odkurzmy tę zapomnianą broń i zacznijmy ją stosować. A jako przykład pozwolę sobie przytoczyć scenkę z czasów późnego Jaruzela.
Do sklepu warzywnego położonego blisko mojego mieszkania późnym popołudniem w Wielki Piątek dostarczono cytryny (młodym nie pamiętającym tych czasów muszę wyjaśnić że za komuny cytrusy pojawiały się w przeciętnym sklepie raptem kilka razy w roku). Ustawiła się długa kolejka a ekspedientka, młoda i naprawdę ładna dziewczyna, sprzedawała towar nawet gdy godzina zamknięcia sklepu już minęła. I wtedy jakaś pani poprosiła o wymianę jednej z cytryn bowiem była ona zepsuta. Ekspedientka zirytowała się i wygłosiła tyradę że już dziesięć minut temu powinna zamknąć sklep. A skoro klienci marudzą to ona to zaraz zrobi a kolejka może ją pocałować w dupę. I wtedy starszy pan, na oko siedemdziesięcioletni kombatant (czarny beret, w klapie marynarki miniaturka Virtuti), rozładował atmosferę stwierdzając:
Propozycja jest co najmniej kusząca. To o której kończy pani pracę młoda damo?
Gruchnął wielki śmiech. A dziewczyna przeprosiła klientkę, wymieniła zgniły owoc i sprzedała resztę cytryn.

Stary Niedźwiedź

sobota, 5 stycznia 2013

Rok 2013 rokiem Edwarda Gierka czyli w grudniu obchodzimy sierpień 80.

Trzeba być niebywałym oszołomem albo cynicznym oszustem by propagować 10-letnią drogę do zadłużenia, które spłacono niedawno dzięki pracy 2 pokoleń. Logiczne jest natomiast porównanie epoki Tuska do epoki Gierka ze względu na łączące je podobieństwa. Obok zadłużania kraju mamy propagandę sukcesu i nasilenie podległości kraju wobec starszego brata.

SLD gloryfikując czasy Gierka przypomina nam mimowolnie o swoich bolszewickich korzeniach. Dla porządku przypomnę, że SLD jest kontynuatorką SDRP, a ta powstała po wyprowadzeniu sztandaru przy jednoczesnym przejęciu majątku PZPR. Ta ostatnia powstała ze zjednoczenia PPR i PPS. PPR została założona w 1943r. w Warszawie przez przybyłych z Moskwy zaufanych towarzyszy. To jest wiedza oficjalna i można uznać, że to wystarczy. Ale czy jest pamiętana i czy to już cała prawda historyczna o ostatnich kilkudziesięciu latach? Z ciekawym wywiadem ze śp. Prof. Pawłem Piotrem Wieczorkiewiczem spotkałem się na stronie Nowego Ekranu:

http://wyszperane.nowyekran.pl/post/84629,napiszmy-historie-polski-od-nowa

Nie wyobrażam sobie obchodów roku Gierkowskiego bez naświetlenia tła historycznego. Nie zapominajmy o tym, że w naszym kraju rządzi wroga agentura, gdy śledząc bieżące wydarzenia zastanawiamy się jak to wszystko możliwe. Nie po to jest utrzymywany medialny monopol byśmy byli świadomi prawdy ale by nas poddawać praniu mózgu o czym przypomina prof. Andrzej Zybertowicz