piątek, 11 października 2013

Samobój z empirowymi skojarzeniami

Swego czasu cesarz Napoleon powiedział że zna trzy poziomy kłamstwa. Łgarstwo pospolite, krzywoprzysięstwo przed sądem oraz statystykę. Moja przyjaciółka Milom, z wykształcenia właśnie statystyk, dopowiedziała że obecnie pojawiły się dwa kolejne poziomy, wyższe od wymienionych, za życia cesarza jeszcze nieznane. A mianowicie reklamy telewizyjne oraz GW no Prawda. Zaś w przypadku tego ostatniego czyli najwyższego poziomu należy stosować ie zasadę ograniczonego zaufania lecz niczym nieograniczonego braku zaufania.
Dlatego gdy owo coś ze źle ukrywaną radością podało rzekomą wypowiedź arcybiskupa Józefa Michalika, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, zacząłem od sprawdzania bardziej wiarygodnych źródeł. Niestety potwierdziły one że w wypowiedzi padły też słowa:
<<Wielu tych molestowań udałoby się uniknąć, gdyby relacje między rodzicami były zdrowe - mówił abp Michalik. Tłumaczył, że "często niewłaściwa postawa wyzwala się, kiedy dziecko szuka miłości".- Dziecko lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze drugiego człowieka wciąga.>>
Ostatnio media bardzo nagłaśniają przypadki pedofilii wśród księży katolickich. Na marginesie pozwolę sobie dopowiedzieć że w przypadku krzywdzenia dzieci przez osoby nie będące duchownymi są bez porównania mniej gorliwe. A już a w przypadku „nadludzi” z Hominternu "merdia" wykazują wręcz zdumiewającą dyskrecję. Zatem wypowiedź przewodniczącego KEP została odebrana jednoznacznie jako wyjątkowo niezdarna obrona czarnych owiec w gronie duchownych KRK. Jak do tej pory, wszyscy pytani przeze mnie znajomi będący katolikami tak właśnie te słowa zrozumieli i nie kryli swojego oburzenia. Bowiem jak powiedział mój przyjaciel katolik, gdyby słowa te chcieć traktować serio, oznaczałoby to że skoro kilkunasto lub kilkuletnie dziecko skutecznie uwodzi dorosłego mężczyznę to ten ostatni jest opóźniony w rozwoju umysłowym. I to na tyle że stoi poniżej poziomu cynicznego uwodziciela. Zatem seminarium duchowne może praktycznie ukończyć każdy idiota i nikt się na nim nie pozna w trakcie nauki.
Pośpiesznie zwołana konferencja prasowa połączona z „odkręcaniem” tej wypowiedzi definitywnie upewniła mnie że słowa te naprawdę zostały wypowiedziane. Zaś Tomasz Terlikowski którego na pewno nie można posądzać o niechętny stosunek do Kościoła Rzymskokatolickiego, powiedział:
<<Ta wypowiedź obraża ofiary i jest dla nich krzywdząca. Ona obraża ogromną rzeszę uczciwych księży i może budzić obawy rodziców, którzy słyszą, że to dzieci są winne, a nie zboczeńcy, którzy się do nich dobierali. Ta wypowiedź w końcu szkodzi Kościołowi>>
Zatem zupa się wylała a wielki niesmak pozostał. I nie ma co udawać że stało się inaczej.
Gdy zwiedzający pałace watykańskie wspomniany już cesarz Napoleon zagroził że zniszczy Kościół Rzymskokatolicki, oprowadzający go kardynał Ercole Consalvi dał próbkę refleksu, inteligencji  i poczucia humoru z najwyższej półki ripostując:
-Sire, my to czynimy od tysiąca ośmiuset lat ale bez jakichkolwiek rezultatów!
Swego czasu sadziłem że ktoś kto zostanie hierarchą Kościoła Rzymskokatolickiego tak wysokiego szczebla (w końcu stanowisko przewodniczącego KEP to nie jakieś biskupstwo pomocnicze na zapadłej prowincji Trzeciego Świata) automatycznie musi być człowiekiem naprawdę inteligentnym i do końca kontrolującym to co mówi. Kolejne złudzenie prysło.
Jako wierny innego kościoła chrześcijańskiego nie mam żadnego mandatu aby czegokolwiek wymagać od kapłana KRK. Więc mogę jedynie wyrazić żal z powodu faktu że osoba zajmująca tak eksponowane stanowisko najzwyczajniej do niego nie dorosła swoimi kwalifikacjami. Co w specyficznych polskich warunkach religijnego monopolu KRK bije niestety we wszystkich chrześcijan.

Stary Niedźwiedź

wtorek, 8 października 2013

FLAVIA MA GŁOS - Zanim wyzioniesz ducha

 
Wszędzie reklamują maraton "Biegnij Warszawo". Reklamuje go "Wyborcza", reklamuje go Tomasz Lis (który upublicznił zdjęcie wykonane podczas treningu z kryptoreklamą napoju izotonicznego, czyli - a jakże! - bardzo niezdrowego, Powerade). Mało mówi się o tym, że bieganie nie jest najzdrowszym ze sportów i mogą je uprawiać tylko ludzie naprawdę zahartowani. Mało mówi się o tym, że intensywne bieganie może być niekorzystne dla ścięgien czy stawów. A osoby z nadwagą nie powinny brać się za bieganie, żeby nie obciążać kolan. A mimo tych logicznych wniosków, bieganie wciąż jest najbardziej reklamowaną formą aktywności. Ba, organizuje się nawet maratony reklamowane przez celebrytów, w które włączają się
sponsorzy. Włączają się włodarze i "tuzy" dziennikarstwa. Dziś media obiegła wiadomość, że uczestnik maratonu wyzionął ducha przy mecie, a kilka osób trafiło do szpitala. Nasuwa się pytanie: czy ktoś weryfikował przed startem aktualność badań uczestników? Obawiam się, że nie. A maratony są bardzo eksploatujące i mogą się na nie zdecydować JEDYNIE wyczynowcy. Maratony są reklamowane z intencją propagowania zdrowia? Ależ nic podobnego. Wystarczy poczytać, ile kosztuje wpisowe takiego maratonu, ile jest sponsorów, ile jest "gwiazd" powiązanych ze sponsorami oraz ilu celebrytów przyszło, żeby się
polansować. Tu nie chodzi o krzewienie ducha sportowego, tylko o ...o to, co zawsze ;) $$$ Gdyby
zapytać rozsądnego i nie przekupionego lekarza o to, jaka jest optymalna forma aktywności, na pewno nie wymieniłby biegania. A gdyby go zapytać, czy amator może wziąć udział w maratonie, najpewniej popukałby się w czoło.
Dlatego mam radę, by ludzie dobierali formę aktywności u specjalistów, zamiast słuchać porad z telewizji. I niech nikogo nie zwiedzie widok Tomasza Lisa nie bieżni, popijającego Powerade.

FLAVIA MA GŁOS - Bez wspomagania nie chcę żyć








Założę się, że znalazłabym wielu obrońców metamfetaminy, której zażywanie skutkuje takimwyglądem, jak powyżej. Nie da się ukryć, że żyjemy w dobie relatywizacji narkotyków, w dobiecoraz większego zblazowania młodzieży i w dobie, w której mnóstwo ludzi dotykają problemy psychiczne. Człowiek, który twierdzi, że musi wziąć ecstasy, żeby mieć fajne doznania, po prostu wymaga terapii. Ludzi, którzy nie potrafią nic przeżyć bez zażycia "wspomagacza", trzeba porządnie kopnąć w tyłek i wysłać do dobrego specjalisty na psychoterapię. A nie hamletyzować:a może to jednak nie jest takie groźne? A może nawet lepsze niż landrynka?

1. Marihuana jest niegroźna, mimo THC, które wywołuje poważne zaburzenia percepcji. Istnieje ryzyko wystąpienia stanów psychotycznych, ale to wciąż małe piwo w porównaniu z kostkączekolady.
2. Metamfetamina powoduje obumieranie komórek nerwowych, ale dlaczego by sobie jej nie zafundować w czasie sesji egzaminacyjnej, prawda? Przecież jesteśmy wolnymi ludźmi (nawet jeśli po zażyciu przestaniemy nimi być).
3. Być może ktoś się zdziwi, ale spotkałam się z opinią o tym, że heroina nie jest narkotykiem. I  rzecz jasna, nie jest bardziej groźna od landrynki. Mimo że powoduje drgawki, biegunkę i spowalnia perystaltykę jelit.

Zastanawia mnie jedno: co się stało z tym światem, że jest taki popyt na te substancje? Dlaczego ludzie nie potrafią się bez nich obyć - nie potrafią normalnie przeżywać, normalnie czuć, normalnie się bawić i cieszyć życiem. Wstrząsające dla mnie było wyznanie dziewczyny, która stwierdziła, że wraz z chłopakiem biorą ecstasy, żeby się normalnie kochać. Co spowodowało takie upośledzenie wrażliwości u dzisiejszych młodych ludzi? Dlaczego remedium na tępotę uczuciową i niedostatki wychowania, mają być substancje silnie uzależniające? Czy chcemy tego, czy nie - tacy pacjenci będą kosztować podatników. I nie da się abstrahować od tego, jakie skutki społeczne ma zwiększenie użytkowników tego syfu. Im więcej zrelaksowanych marihuanistów, tym więcej przymulonych i aspołecznych jednostek. Dlatego kompletnie nie rozumiem ludzi którzy bagatelizują szkodliwość takich używek i nie dostrzegają konsekwencji. Konsekwencji których nie ponosi tylko uzależniony (pal lich z nim!), ale jego otoczenie.

poniedziałek, 7 października 2013

FLAVIA MA GŁOS - 'Sprawa dla reportera' - program niewygodny dla establishmentu i beneficjentów systemu



Zachęcam do obejrzenia zamieszczonego odcinka programu "Sprawa dla reportera" Elżbiety Jaworowicz. To, że pani Jaworowicz udaje się utrzymać w ramówce program od 27 lat uważam za ewenement. Bo program jest solą w oku naszych wykształciuchów, polityków i urzędników, czyli tych, którzy są beneficjentami obecnego patologicznego systemu. Program jest niewygodny, bo - jak twierdzą czytelnicy portalu Tomasza Lisa - jest taki "nieelegancki" i nierzetelny. Rzetelny byłby wtedy, gdyby pokazywał "ludzkie" oblicze urzędnika, SB-eka, albo gdyby autorka przedstawiła poszkodowanych jako zagrożenie dla zdrowej tkanki nowoczesnego narodu. Na portalu Tomasza Lisa można przeczytać następującą wypowiedź "eksperta" o programie: "Jaworowicz daje ludziom nadzieję, ale z drugiej strony podważa wiarę w obowiązujące prawo, kwestionuje autorytet państwa. To często działanie na skróty i forma populizmu. Nie podoba mi się taki model dziennikarstwa, w którym wyręcza się wymiar sprawiedliwości i na wizji osądza kto jest dobry, a kto zły ". * I to jest samo sedno! Program jest ANTYPAŃSTWOWY, bo zamiast uprawiania prorządowej i prosystemowej agitki, przedstawia realne problemy zwykłych Kowalskich. Dramaty, na które gros tych ludzi sobie nie zapracowało. Bo ekspert nawet słowem nie zająknął się o tym, że mamy prawo wyjątkowo absurdalne i nieprzyjazne szaremu obywatelowi, którego jedynym marzeniem jest godnie żyć i nie myśleć o tym, że nazajutrz rano może pójść z torbami. Albo przeżyć na jawie koszmar, jak Józef K z "Procesu" Franza Kafki. Sam fakt, że przyzwoity i pracujący człowiek może stać się kryminalistą i być nękany przez urzędników, świadczy o naszym państwie nie najlepiej. A że Jaworowicz na wizji osądza? Każdy normalny człowiek, któremu propaganda nie namieszała w głowie, bez problemu oceni, kto jest poszkodowanym, a kto kanalią. Pani redaktor doprawdy nie musi niczego sugerować. To jest program interwencyjny, a nie talk show. A nawet w talk show, którego istotą jest neutralność, nie stoi u nas na najwyższym poziomie - wystarczy wspomnieć program Tomasza Lisa, który to ustawia program pod tezę i często organizuje lincz na jedną ze stron. No, ale on nie jest "antypaństwowy" i nie burzy idyllicznej wizji Zielonej Wyspy, więc jego stronniczość jest OK. Ale już programy Elżbiety Jaworowicz są szkodliwe. Ciekawe tylko, dla kogo? Absolutnym skandalem było dla mnie to, co zrobiła "Gazeta" w sprawie pana Mariana Wantoły, słynnego animatora. Pani Jaworowicz zrobiła o nim program, w którym opowiadał o niedogodnościach mieszkaniowych - na przykład o tym, że musi nosić węgiel albo o tym, że nie stać go na remont. Pani Jaworowicz wysunęła bardzo niewygodną tezę: ludzie zasłużeni dla kultury i edukujący kolejne pokolenia dzieci, żyją wyjątkowo skromnie. No to "GW" wysmażyła tekst o tym, że pan Marian był TYLKO (sic!) animatorem, a nie jedynym twórcą "Reksia" oraz że wcale nie ma tak złych warunków, bo jedyną niedogodnością jest wspólna łazienka na piętrze. Dziennikarze wspomnianej gazety uważają, że nie jest tak źle, skoro jest gaz i nie ma grzyba na ścianie! Po prostu ręce opadają na tych "propaństwowych" sługusów systemu, którzy uważają, że najbardziej zasłużonym dla naszej kultury postaciom wystarczy bieżąca woda i gaz. Urządzono nagonkę na Elżbietę Jaworowicz, za której sprawą internauci wpłacili 30 tysięcy dolarów dla pana Mariana. Nawet jeśli słynny animator nie żył w tak skrajnej biedzie, jak inni mieszkańcy kamienicy, to czy nie warto pomóc mu chociażby w sfinansowaniu remontu? Sam za darmo uczył biedne dzieci rysunku, dlaczego więc pismacy wpychają nosy do portfeli internautów, którzy z wdzięczności i z sentymentu dla słynnej kreskówki, postanowili trochę zasilić budżet pana Wantoły. No, ale przecież lepiej, gdyby te pieniądze dostała gwiazda TV - jakoś nikt nie robi afery z powodu niebotycznych zarobków miernot. Ale panu animatorowi się nie należy, bo ma gaz i bieżącą wodę. Fakt, że pani Jaworowicz zdarzały się wpadki i prawda, że ma teatralny styl, który nie każdemu musi przypaść do gustu. Ale nawet jeśli nie każdemu literalnie pomoże, to nagłośni sprawę i zwróci uwagę na absurdy prawa czy na omnipotencję urzędniczą. Bez względu na to, czy lubimy jej styl, czy nie, musimy przyznać, że taki program jest potrzebny. Potrzebny, by wyleczyć z samozadowolenia nasze elity i zwrócić uwagę na to, z jakim murem musi się zderzyć zwykły człowiek, któremu redaktorzy z pewnego portalu radzą, że wystarczy wysłać kreatywne CV, a firmy stoją przed nim otworem (kto wie, może i wczasy pod palmami na emeryturze?).Nie każdemu jesteśmy w stanie pomóc, ale samo nagłaśnianie takich spraw jest plusem. Oczywiście, że najbardziej liczy się realna pomoc - taka, na jaką zdobyli się internauci, wpłacający pieniądze na konto słynnego animatora. Takie akcje są godne najwyższego szacunku. Ale udawanie, że takich przypadków nie ma, zamykanie na nie oczu i wpychanie wszystkich do jednego worka pt. "roszczeniowość" jest po prostu cyniczne. Mam nadzieję, że nie dojdzie do takiego odhumanizowania obywateli, że losy takich ludzi będą nazywać "propagandą antydemokratycznej opozycji". Chociaż różne portale i różne gazety robią wiele w kierunku przetrącenia kręgosłupów.

FLAVIA MA GŁOS - Stefan Kisielewski i Adam Michnik (1988)



Michnik przypadkiem wyznaje Stefanowi Kisielewskiemu, dla kogo pracuje.

FLAVIA MA GŁOS - Polska urzędnikami stoi

Czy Polska przestanie być kiedyś państwem urzędników? Armia rośnie, pieniążki na flotę samochodową też. Pałacyki w każdym mieście. Ten skecz kabaretowy doskonale oddaje sytuację przeciętnego obywatela - dla urzędnika jest podczłowiekiem, który musi się spowiadać z każdej głupoty.

{
Klip filmowy załączony przez Flavie publikuję poniżej jako osobny wpis. Bowiem edytor bloggera nie chciał wstawić tej filmowej ramki plus kilku słów tekstu jako jednego postu.
SN
}

FLAVIA MA GŁOS - Kabaret Hrabi - Urząd Skarbowy