niedziela, 24 czerwca 2018

Witamy na pokładzie Niedzisiejszego!

Od trzech dni siedzę już w swojej mazurskiej wsi. Ta zmiana klimatu, trybu życia oraz otaczających mnie widoków pozwoli mi (a przynajmniej taką mam nadzieję)  wygrzebać się z psychicznego dołka, spowodowanego odejściem w kwietniu dwóch bardzo bliskich mi osób. I postarać się odciążyć czcigodnych Niedzisiejszego i Refaela , od pewnego czasu biorących na swoje barki kierowanie Antysocjalem oraz jego archiwum, w którym Refael przypomina teksty ze starego, jeszcze „omletowego” Antysocjala, które uznał za najistotniejsze.


Wbrew insynuacjom różnych krytykantów, którym nadmiar narkotyków lub mieszanki patriotyzmu nekrofilskiego ze spijaniem każdej tombakowej myśli z ust Androniego Macierenki zamienił zawartość czaszek w substancję miękką a podatną (jak to medium nazywał Boy),  Antysocjal niemal zawsze był dziełem zbiorowym, a nie moją jednoosobową dyktaturą.
Witryna powstała na jesieni roku 2006 jako wspólne dzieło triumwiratu w składzie student ówczesnej poznańskiej Akademii Ekonomicznej Kot Behemot oraz licealiści Noka i Joey. Krytykowali oni, całkowicie zresztą słusznie, ówczesne paroksyzmy polskiego socjalizmu z pozycji Unii Polityki Realnej, w której strukturach młodzieżowych Noka i Joey aktywnie działali.. W tym czasie guru sekty jeszcze był w stanie się kontrolować, nie demaskował się jako kacapski agent i ograniczał się do w miarę subtelnego ośmieszania liberalizmu za pomocą wynalazków w rodzaju podatku półgłównego. Na witrynie debiutowałem wczesną wiosną 2007, wyśmiewając w stylu westernowym, czy raczej easternowym, postpezetpeerowskie kanalie po wybuchu afery „taśm Gudzowatego”.
Jeszcze w tym roku Kot Behemot oraz Joey ograniczyli do minimum swoją aktywność felietonową, ukazywały się zatem niemal wyłącznie teksty autorstwa Noki i mojego. A w lecie 2008, po zdaniu na studia, Noka zaproponował mi przejęcie obowiązków admina.
Moje jednoosobowe rządy trwały krótko. Bowiem już pod koniec tego roku do redakcji dołączył czcigodny Dibelius. I nasz debel starał się łączyć jego liberalizm, niewątpliwie wolny od mikusiowej paranoi a moim konserwatyzmem ze szkoły Żelaznej Damy. Oczywiście zdarzały nam się różnice zdań, jak choćby w kwestii depenalizacji handlu narkotykami. Dibelius był jej zwolennikiem, podnosząc takie argumenty jak choćby naturalne czyszczenie społeczeństwa z ludzkiego śmiecia, który sam by się eliminował z obiegu. Ja zaś byłem i jestem do dzisiaj zwolennikiem szkoły singapurskiej i sięgania po homeopatyczną zasadę leczenia podobnego podobnym, czyli handlarzy „konopii” konopnym stryczkiem.
Równolegle z naszym Dibelius prowadził wówczas również i własny blog, utrzymany w innym klimacie. Dominowały w nim nastroje refleksyjno-liryczne, tematami wpisów były najczęściej odwiedzane przezeń ciekawe i mało popularne miejsca lub wypowiedzi natury obyczajowej. Do polityki, przewodniego motywu Antysocjala, nawiązywał rzadziej.
Różniła nas również strategia postępowania z ludzkim pomiotem, infekującym nasze blogi. U Dibeliusa przeważała ciekawość biologa, pod mikroskop którego trafił nowy gatunek wszy, wcześniej entomologii nieznany. Swoimi odpowiedziami na takie popisy, zabarwione nie dla każdego widoczną nutką ironii, dla ludzi inteligentnych świadczącą o jego dezaprobacie dla tych bredni, prowokował te insekty do wygłaszania następnych. Dopiero po kompletnym skatalogowaniu takiego paskudztwa w drastycznych przypadkach usuwał to ze swojego bloga.
Natomiast ja wychodziłem z założenia, iż potencjalny Czytelnik nie może być zmuszany do lektury Antysocjala w stroju roboczym „szambonurka”. Zatem jak to ma miejsce na boiskach piłkarskich, pojawiała się jedna żółta kartka, zaś po niej czerwona. A w przypadku dokonujących wylinek i próbujących tu wrócić pod innym nickiem narkomańskich czy pedalskich insektów oraz odrażających kurewek z ich orszaku, zamortyzowanych w przynajmniej 300%, spuszczałem to to w klozecie.
W sierpniu 2012 Dibelius zakończył współredagowanie Antysocjala, ograniczając działalność autorską do własnego blogu. Wbrew nadziejom wymienionego szrotu a zgodnie ze swą deklaracją, nadal intensywnie komentował moje posty, niekiedy krytycznie ale zawsze życzliwie. Mniej więcej w tym samym czasie na blogu  zaczęły się niemal regularnie pojawiać komentarze Flavii i Tie Fightera.
Kolejny okres mojego adminowania solo trwał do roku 2014, kiedy to kolegium redakcyjne zasilili Flavia de Luce oraz Tie Fighter. Flavia miała już przykre doświadczenia z kilkoma bydlętami, atakującymi jej kolejne blogi i dała się namówić do współpracy obietnicą, że zgodnie z moimi zwyczajami wspomniane bydło będzie stąd usuwane kopniakami, których nie powstydziłby się kangur. Mogła zatem bez wdawania się w czynności szambelańskie skoncentrować się na satyrycznym sportretowaniu żałosnej grafomanki,  zalecającej spacery po łące podczas burzy z piorunami.  Dostało się też pewnej ptaszynie, czyli „nałucycielce” wylanej na zbity dziób bodaj z trzech szkół. Między innymi za tłumaczenie uczniom, że nie wszystkie narkotyki są złe. Zaś najwdzięczniejszą tarczą strzelniczą okazał się żałosny pedał, broniący „wolnej skrobanki”, twierdzący że kokaina nie jest narkotykiem i błaźniący się bzdurami plecionymi na wszystkie możliwe tematy, na ogół widziane poprzez własny otwór w wiadomej części ciała. Po sportretowaniu przez Flavię skrzyknął na pomoc chyba wszystkie łódzkie dark roomy, bowiem musiałem wtedy  usuwać z forum komentatorskiego kilkadziesiąt cwelnych wydalin.
Z kolei Tie Fighter koncentrował się na zagadnieniach ekonomicznych, przedstawianych z pozycji wolnych zarówno od socjalistycznej retoryki, jak i libertalibańskich bredni. Jego wielka zasługą było też przedstawienie najistotniejszych elementów programowych narodowców – realistów, którzy wyzwolili się szczęśliwie z rusofilskiej paranoi a la Jan Engelgard, nie tracąc rzecz jasna wrażliwości na niebezpieczeństwa, grożące szczególnie ze strony IV Rzeszy.
Niecały rok później do grona redakcji dołączył Refael, od lat systematycznie komentujący nasze wpisy.
W roku 2016 z przyczyn zdrowotnych, osobistych oraz ze względu na coraz większe zniesmaczenie otaczającymi nas realiami, działalność blogową zakończyła Flavia. Mniej więcej w tym samym czasie Tie Fighter musiał zmienić sposób zarabiania na rodzinę, co rzecz jasna jest elementarnym obowiązkiem każdego prawicowca płci męskiej. Nowa praca pozostawiała mu niewiele czasu na zajmowanie się dziećmi, a zaglądanie do sieci rzecz jasna spadło z planu. W obydwu przypadkach nie miało to nic wspólnego z jakimś rozstaniem się w gniewie, jak to próbowała tu wmówić pewna mentalna przekupka, konstruując intrygę na poziomie Maderaca czy Szajbus - Wielgus.
Przez prawie dwa lata prowadziłem zatem blog wespół w zespół z Refaelem, zamieszczając teksty naszego wspólnego autorstwa. Jak już wspomniałem, mój kryzys zaczął się w ostatnich dniach marca, gdy moje czarne przeczucia okazały się być prawdą, bowiem dowiedziałem się, że dni Milom, chorej na nieuleczalny nowotwór, są policzone. Zmarła w wielkanocną niedzielę, a pięć dni później odeszła również Pani Janka. Do tego jeszcze 7 maja na nowotwór zmarł Wiesław, mój przyjaciel a zarazem gospodarz z Mazur, od którego kupiłem działkę pod swoją letnią siedzibę.
I wtedy pomocną dłoń wyciągnął do Antysocjala czcigodny Niedzisiejszy, powszechnie znany w blogosferze również pod nickiem Zgryźliwy. Od wielu lat komentujący na kolejnych blogach wydarzenia bieżące, a już zwłaszcza idiotyzmy człowieków postępu z eurokołchozu i nie tylko z niego. Oraz bezlitośnie demaskujący politpoprawne, genderowe czy multikultowe łgarstwa w żywy kamień, którymi próbuje nam zrobić wodę z mózgu obłąkane lewactwo, gotowe zalać Polskę beżowymi czy czarnymi bandytami. Widocznie w swej głupocie liczące na to, że na bezkoziu i feminazistka czy ciota mogą robić za kozę.
Na dobry początek Niedzisiejszy sięgnął po arcyważne tematy, a te dwa jego wpisy już teraz na pewno można umieścić na medalowym pudle wszystkich opublikowanych w dziejach Antysocjala.
Zatem czcigodny Niedzisiejszy, Refael i Stary Niedźwiedź z radością witają Cię w kolegium redakcyjnym. Bowiem Twoje współautorstwo  przynosi zaszczyt każdemu prawicowemu blogowi w Polsce.

Stary Niedźwiedź

sobota, 23 czerwca 2018

"Uchodźcy" - czyli nowy proletariat zastępczy sił postępu

Światowe lewactwo i cały tzw 'postępowy świat' zdradzony niecnie przez ludzi ciężko pracujących i zarabiających na siebie, wciąż poszukuje zgodnie z marksistowską dialektyką, PROLETARIATU, który wziąłby na sztandary walki o 'lepszy świat", No i wziąłby oczywiście wszystkie możliwe granty i benefity jakie można od społeczeństw wyłudzić, za swą bezkompromisowa walkę o poprawę losu ciemiężonego "proletariatu".

Głównym zajęciem pacanów od budowy 'wspaniałego świata" jest bowiem możliwość moralnego szantażu coraz bogatszych społeczeństw, obłudną i zakłamaną do szpiku kości retoryką. Notabene społeczeństw coraz bogatszych, dzięki zbiorowemu odrzuceniu przez większość społeczeństw idiotycznych idei kolportowanych przez bandy patologicznych łgarzy, z tytułami często gęsto profesorskimi, któreż to profesury, doktoraty czy nawet magisteria, uzyskali od takich samych oszalałych łgarzy.

Gdy od skompromitowanych idei spadkobierców myśli Marxa, Lenina, Stalina, Mao Tse Tunga czy Pol Pota ( i pomniejszych Fideli) z coraz większym obrzydzeniem odwracali się ludzie ciężko pracujący na swoje utrzymanie, ci niczym Wańka Wstańka znajdowali sobie coraz nowsze grupy rzekomo upośledzone, aby wyciągać kasę od szantażowanych społeczeństw. Bowiem w każdym społeczeństwie większość stanowią (niestety) naiwni głupcy i leniwi ignoranci, którzy się na te różne obmierzłe plewy łapią.

Po zażartej obronie krzywdzonych kobiet - porzuciły je na dworcu w Kolonii w Sylwestrową noc. Po wściekłej obronie środowisk lubujacych się w seksualnych aberracjach, ustepują krok za krokiem swoim nowym panom spod znaku półksiężyca. Wciąż szukają nowych 'ofiar' dla uzasadnienia swojego istnienia i potrzeby wyłudzania pieniędzy podatników na swoich podopiecznych. Pieniędzy wyłudzonych moralnym szantażem, którymi to pieniędzmi oczywiście oni będa zarządzać.

Ostatnią zdobyczą załganego lewactwa jako nowego proletariatu zastępczego, są tzw 'uchodźcy'. Oczywiście każdy o intelekcie choć nieco wyższym od umysłowo upośledzonego, zapóźnionego w rozwoju gimnazjalisty wie, że z tymi uchodźcami to jest jak w dowcipie o rozdawaniu samochodów na Placu Czerwonym w Moskwie. Nie samochodów, a rowerów, nie rozdawaniu, a ich kradzieży i nie w Moskwie, a w Leningradzie. Ale co tam. Profesorowie od krzywizny banana i wyższości prokreacyjnej rodzin homoseksualnych nad hetero - zawsze znajdą równych sobie intelektem albo równie pazernych na kasę podatników. Normalny człowiek widzi przecież nie żadnych uchodźców, a miliony zdrowych bysiów, w wypasionych ciuchach, zdążających do socjalnego raju, gdzie za nieróbstwo dostaje się zasiłki, a za gwałt na tubylcach, śmieszne wyroki w zawieszeniu. Normalni ludzie widzą niemal samych młodych mężczyzn, którzy zamiast bronić swych rodzin, porzucają je dla bezproblemowego życia z dala od mordowanych bliskich. Lewactwo i tzw postępowy świat na tych samych obrazkach widzi starców, kobiety i dzieci. Na tę dolegliwość to żaden okulista nie pomoże. To problem dobrego psychiatry.

 Wszyscy normalni widzą wychodzących z okrętów Sorosa czarnoskórych młodzieńców z państw srodkowo-afrykańskich, gdzie żadnych wojen akurat nie ma. Ci z mózgami zainfekowanymi lewacką propagandą widzą uchodźców z Syrii czy Iraku. Nie przekonują ich nawet raporty ONZtowskich agend, które podają, że w odbieranych z sorosowskich statków "uratowanych" u wybrzeży libijskich tłumów ludzi, uchodźcy stanowią max 4% odebranych od przemytników ludzi.

Nikt z tych "humanitarnych" szaleńców nie spyta nawet dlaczego te staki agend sorosa nie są aresztowane w portach zaraz po przywiezieniu 'towaru'. Przecież współdziałają zupełnie jawnie z z najgorszą moralnie mafią przemytników ludzi. Za pomoc w handlu ludźmi w każdym kodeksie karnym należy się natychmiast dożywocie. Bo to ciężka zbrodnia.
Nikt z tych idiotów nie zada prostego pytania. Dlaczego rzekomo uratowani przez sorosowskie okręty imigranci, nie są odstawiani do najbliższego bezpiecznego portu, jak stanowi miedzynarodowe Prawo Morskie! Ci ludzie łamią te prawo! Z wybrzeża Libii pomocnicy handlarzy ludźmi, w myśl międzynarodowego prawa, powinni rozbitków odstawić do Trypolisu, Benghazi, Aleksandrii, czy Tunisu. Tak nakazują od setek lat obyczaje morskie i miedzynarodowe prawo! Łamiacy miedzynarodowe prawo powinni gnić we więzieniach, a nie chodzić w glorii obrońców rozbitków. Zapewne oni nawet nie odpowiedzą karnie, gdy zamiast do najblizszego portu popłyna na Sycylię i ich okręt zatonie i będa setki ofiar. Soros na cos te 18 miliardów dolców wydał. I nie wydał ich na pomoc prawdziwym uchodźcom w prawdziwych obozach dla uchodźców.

Zatem retoryka lewactwa dla ich wyznawców zmienia się wtedy na - imigrantów. Że przecież imigranci nas ubogacają. Nie podają co prawda w jaki sposób, ale z dogmatami wiary się przecież nie dyskutuje. Ubogacają imigranci najechane społeczeństwa i już. A może a jużci.
Nie przeszkadza tym miłosnikom ubogacania nawet fakt, że są to imigranci nielegalni. Tak jak złodziej mojego portfela staje się jego nielegalnym posiadaczem, tak imigrant przekraczający granice nielegalnie,bez wizy, bez paszportu, jest wg prawa każdego kraju na świecie - przestępcą. Koniec kropka.
Uchodźcy to są w krajach sąsiednich rozdzieranych konfliktami państw. Syryjski uchodźca jest uchodźcą w Turcji, Libanie czy Jordani. Nie w Grecji, bo Grecja nie graniczy z Syrią. Wiem, że lewactwo i porabąni filozofowie typu środy czy innej senyszyn nie uwierzą w takie geograficzne brewerie, ale nie każdy człowiek ma sprany mózg lewacką czy poprawnościową ideologią, to i chora retoryka lewackich guru i ich żydowsko-węgierskiego ( z pochodzenia) sponsora - przekonuje coraz mniejszą ilość osób.

Lewactwo i siły tzw postępu sa  jednak skończonymi idiotami. Bez urazy. Też czasem myślałem, że w tym intelektualnym szaleństwie jest jakaś głębsza myśl, jakaś idea. Nie ma. Niewielka część tych 'geniuszy' to drobne cwaniaczki, które za ochłapy z pańskiego stołu będą wciskać kit niezorientowanym i naiwnym. Ale to zdecydowana mniejszość tłumu religijnych oszołomów. Tak, religijnych. Bowiem ich niewzruszona wiara w w załgane lewackie miazmaty może byc porównywalna jedynie do fanatycznej wiary islamskich fanatyków. Stąd zapewne taki zadziwiający ideoloiczny mariaż tych dwóch zdawałoby się krańcowo odległych grup świrów.
Tymczasem ci idoci podkopują gałąź na której siedzą, bo ich nowi islamscy przyjaciele podziękuja im w niedalekiej przyszłości w sposób, jaki tylko oni potrafia podziękować.
A drugi fakt ich idiotyzmu powoduje niezmącona radość na mym licu i patrzenie z optymizmem w przyszłość bez tych obłąkanych degeneratów. Bowiem swoimi zidiociałymi dogmatami swej lewackiej, fanatycznej wiary powodują, że zyskują z roku na rok ich polityczni i ideologiczni wrogowie. Za kilka juz lat po lewackich i poprawnościowych degeneratach w Europie nawet smród nie pozostanie. Juz nie tylko Europa środkowo wschodnia, ale i Włochy dołączają do grona państw rządzonych przez prawicę. Lewactwo traci wpływy państwo za państwem, a najbliższe wybory do europarlamentu będa ich Waterloo.
Tylko najgłupszy z najgłupszych swą działalnościa przysparza popularności i powoduje dojście do władzy swergo politycznego wroga. Gdybym nie wiedział jak parszywą persona jest niejaki Soros, to pomyślałbym że to dywersant prawicy w szegerach obłąkanego lewactwa.

Zgryźliwy vel Niedzisiejszy

niedziela, 10 czerwca 2018

Nawalanie w Polskę.


Od 2015 roku trwa bezustanne walenie w Polskę. Nie w rząd PIS, a w Polskę. Póki rządy w Polsce sprawowała grupa kolesi, zainteresowanymi tylko i wyłącznie drenowaniem i demontażem Polski, okradaniem Polaków, ustawianiem swoich na intratnych stanowiskach i kundlizmem politycznym, gospodarczym i kulturowym niespotykanych rozmiarów wobec szeroko pojętej zagranicy - Polska była prymusem dla przywódców szeroko rozumianego Zachodu. Prymus był uprzejmie i grzecznie traktowany na salonach światowych, jak natrętny lizus, który jest zbyt głupi, aby pojąć, że za poklepywaniem przez możnych tego świata, po plecach, kryje się wzgarda i pusty śmiech z jelenia.

Zmiana rządów w Polsce, wywołała szok wśród państw bezczelnie i bezceremonialnie drenujących Polskę, a Polaków traktujących jak rezerwuar taniej i mało wymagającej siły roboczej, do najprostszych prac.
PIS nie zrobił zbyt wiele. Po prostu zahamował najbezczelniejsze rodzaje kradzieży. Karuzele VAT, przemyt tanich paliw, 'uszlachetnianie' oleju opałowego, aby stał się dieslem itp itd. Na stanowiska w spółkach skarbu państwa powstawiał ludzi nie uwikłanych w żadne koleżeńsko-sitwowe układy i tyle. Ludzie ci po prostu wykonują swoją pracę, nie pozwalają kraść, a gdy znajdą jakieś nieprawidłowości, natychmiast dają znać do odpowiednich służb. I tyle. Tylko tyle i aż tyle. Wystarczyło, żeby nagle budżet państwa miał najniższy deficyt od 20 lat. Aby dziesiątki miliardów złotych wróciło do budżetu, a nie rozeszło się po znajomych króliczka. Spółki skarbu państwa, z podobno trwale deficytowych, zaczęły przynosić wielomilionowe zyski. Polska ekonomia ma się świetnie, wzrost PKB około 5%. Firmy zagraniczne w 2016 roku utworzyły własnie w Polsce 280 tysięcy stanowisk pracy, najwięcej w Unii Europejskiej. Ba, co tam najwięcej. Aż 80% wszystkich nowo-utworzonych w Unii stanowisk pracy powstało w Polsce! I to stanowisk produkcyjnych, a nie w dystrybucji zachodnich dóbr. Bezrobocie jest najniższe w historii, mimo ponad miliona pracujących Ukraińców, po raz pierwszy pojawia się nadwyżka budżetowa i to mimo uruchomienia bardzo wielu programów socjalnych. 

Skończyło się dojenie Polski przez zagranicę, zagraniczne koncerny już nie mogą swobodnie i za aprobatą POprzednich rządów, transferować setek miliardów zysków do swych krajów. Mogą, ale po ich opodatkowaniu w Polsce. Po ilości płonących wysypisk zachodnich śmieci, można zobaczyć czym była dla Zachodu Polska, przy POprzedniej władzy. Jaśniej już pokazać nie można....

Takie zniewagi nie mogły umknąć uwadze możnych tego świata, nie mogły nie spowodować ich reakcji. Oczywiście cała wojna gospodarcza przeciw wyrastającej na europejską potęgę Polsce, nie mogła być prowadzona w oparciu o działa ekonomiczne. Należymy do tego samego tworu gospodarczego, muszą więc przestrzegać własnych reguł. Ale na krnąbrny tyłek zawsze jakiś bat się znajdzie. Uruchomiono histeryczną opozycję, która pod hasłami obrony, a to Trybunału Rzeplińskiego, a to w obronie sądu i synekury radcy prawnego TVN niejakiej Gersdorf, a to w obronie postkomunistycznej konstytucji, a to w obronie niepełnosprawnych, których Poprzednia władza traktowała jak śmieci, a nowoczesna opozycja chciałaby takich rozrywac przed narodzeniem. Itd itp.

Zagranica przy zadziwiającej bierności i spolegliwości pisowskiego rządu, zainstalowała w Polsce nieliczną, lecz wrzaskliwą i absolutnie bezkarną, grupę swoich aktywistów. Czasy gdy zdrajców i sługusów obcym, zwyczajnie wieszało się na rynkach miast ( ku przestrodze naśladowcom), odeszły na śmietnik historii. W tych kuriozalnych czasach, w jakich żyjemy, zdrajcy, szmalcownicy i sprzedawczyki spokojnie sobie po naszym kraju grasują, zupełnie bezkranie szczując przeciw własnemu(?) krajowi. Kara spotyka jedynie tych, którzy symbolicznie wieszają portrety zdrajców...

Walą w Polskę niestrudzenie potomkowie uratowanych z żydowskiego holokaustu. Oczywiście, że prym wiodą filie przedsiębiorstwa Holokaust Industry z Dolnego Manhattanu. Ci nie spoczną, póki nie okradną nas z setek miliardów dolarów. Ofiara im wierzga, zatem uruchomili wszelkie siły na całym swiecie, nie szczędząc srodków na walenie w Polskę z całych sił. Traktują to jako inwestycję, która im się zwróci z nawiązką. Wystarczy, że dojdą do władzy w Polsce euro-szmalcownicy. 

Do walenia w Polskę znaleźli sobie wygodny pretekst. Ustawę o IPN. Do czerwoności rozgrzał tych 'przedsiębiorów' punkt, w którym karani mają być sprawcy POMÓWIEŃ, jakoby rząd Polski czy polski naród byli sprawcami żydowskiego holokaustu. 
Tu akurat prawda historyczna nie ma dla tych cmentarnych hien i szakali żadnego znaczenia. Próby dyskusji z uruchomionymi przez Holokaust Industry wyrobnikami, mają sens duskusji ze ścianą. Z żelbetonową ścianą. Ich histeryczne zawodzenie i potępieńczy wrzask znamionują, że sporą kasę otrzymali na tę propagandę. Próby tłumaczeń, że państwo Polskie nie istniało po wrześniu 1939, że polskie państwo podziemne karało śmiercią szmalcowników, że najwięcej drzewek w Yad Vashem należy do Polaków, że Sendlerowa, że rodzina Ulmów, że Żegota itd itp. NIC. Jak głową o ścianę. Że to władze Francji kolaborowały z Hitlerem i organizowały wywózki Żydów do Auschwitz. Że jednostki SS tworzyły niemal wszystkie państwa okupowanej Europy, z WYJĄTKIEM Polski. Jak grochem o ścianę. Że w Auschwitz setki tysięcy żydowskich nieszczęśników pilnowało raptem kilkudziesięciu żołdaków, głównie Austryjaków i Ukraińców - jak grochem o ścianę. Że w gettach z wielkim zaangażowaniem, porządku i wywózki do niemieckich obozów zagłady pilnowała żydowska policja Judenrat - jak grochem o ścianę. Że to nie Polska i Polacy zniszczyli żydowskie mienie, a Niemcy, którzy na Polskę napadli - jak grochem o ścianę. Niemcy zbombardowali żydowską kamienicę, Polacy ją odbudowali, a teraz Polacy mają za tę kamienicę zapłacić cwaniaczkom z Manhatanu, którzy w 1939 odesłali statek St. Louis z tysiącem żydowskich uchodźców z amerykańskiej Hawany, z powrotem do okupowanej przez Niemców Europy, wprost do niemieckich obozów zagłady. Ale to Polacy są winnymi holokaustu. A teraz chcą za mienie od tych przez siebie odesłanych i zamordowanych przez Niemców, haraczu od Polaków. Draństwo tych pazernych bydlaków przekracza granice jakiejkolwiek moralności i etyki...

Zgryźliwy vel Niedzisiejszy

czwartek, 24 maja 2018

Nowe archiwum starego antysocjala.

Starzy (wysługą lat oczywiście) czytelnicy pamiętają stary onetowy blog funkcjonujący pod adresem  antysocjal.blog.onet.pl . Przyczyny przeprowadzki były wyjaśnione we wpisach inauguracyjnych antysocjalabis i nie będę ich tutaj powtarzać. Napomknę tylko, że wszystkie problemy z ładowaniem się stron zniknęły, gdy stary blog zrobił się "martwy". Nadal jednak można było przeglądać  stare wpisy. 
Niestety, możliwość przeglądania starych wpisów została utracona. Onet zlikwidował platformę blogową, i wszystkie wpisy usunął. Nie tylko nasze, po prostu domena  blog.onet.pl przestała istnieć.
Z zachowanych przez Starego Niedźwiedzia archiwów zamierzam odtworzyć najlepsze, w jego ocenie, felietony i zamieścić je pod adresem:


 https://staryantysocjal.blogspot.com  

Przez kilka dni link może być martwy, ale niedługo pojawią się archiwalne wpisy - w zależności jak czas mi pozwoli. 
Niektóre felietony będą miały wyłączone komentowanie - jaki jest sens komentowania dawno minionych wydarzeń społeczno-politycznych? 

poniedziałek, 21 maja 2018

Pani Janka - cz. 1.

Gdyby chcieć ocenić innego człowieka na podstawie porównania tego, jak mało sam od innych (lub jeśli kto woli - od życia) otrzymał  z tym, jak wiele sam innym ludziom dał, w kręgu znanych mi osób Pani Janka nie miałaby jakiejkolwiek poważnej konkurencji.
Urodziła się w Warszawie, w roku 1929, w jednej z jej niepięknych nadwiślańskich dzielnic. Podczas wojny, jeszcze jako dziecko, pomagała rodzicom w zdobywaniu żywności, co wówczas wiązało się z ryzykiem zastrzelenia przez Niemców. Wojnę szczęśliwie przeżyła i wtedy rodzice wydali ją za mąż za pana wozaka, właściciela dużej furmanki i dwóch silnych koni. Były to lata odgruzowywania Warszawy, zatem jej mąż, jak na ówczesne realia, zarabiał bardzo dobrze. Niestety, tak i inni ludzie pracujący w tym zawodzie, miał wielkie problemy z alkoholem, najoględniej to nazywając. A żona i trójka dzieci wielokrotnie padały ofiarami przemocy domowej. Pewnego razu założył się z kolegami, że wypije jakąś olbrzymią ilość wódki. Zakład wygrał, ale tej wygranej nie przeżył. A żal rodziny mieszał się z uczuciem ulgi, że domowe ekscesy wreszcie się skończą.
Pani Janka musiała zatem zarobić na utrzymanie swoje i dzieci. Nie mając żadnego formalnego wykształcenia zawodowego, zajęła się pracami porządkowymi w biurach lub w fabrykach, a jeśli taka okazja się trafiła, to i w domach prywatnych. Było jej naprawdę ciężko, jedno z dzieci zmarło bardzo wcześnie, wieku dorosłego dożyły córka i syn.
Ten ostatni ożenił się i dorobił dziecka, ale małżeństwo to nie wytrzymało próby czasu. Pomny swoich doświadczeń z dzieciństwa, awantur domowych nie urządzał, ale pociąg do alkoholu odziedziczył po ojcu, co stało się przyczyną rozwodu. Po nim powrócił do matki. W jej domu było spokojnie, ale wolny czas spędzał w gronie kolegów o takich samych zamiłowaniach. Pewnego razu po wyjściu od jednego z nich poczuł zawrót głowy, usiadł na schodach i już z nich nie wstał. Zmarł na wylew.
Córka Pani Janki wyszła za mąż za pana malarza pokojowego. Niestety zawód ten także nie zrzesza samych abstynentów. Z tego związku urodziły się dwie córki. Nie miały one łatwego dzieciństwa, bowiem w domu odbywały się imprezy towarzyskie, często przeciągające się do późnych godzin nocnych. Pani Janka wystąpiła wtedy do sądu o przyznanie jej opieki nad wnuczkami i takową uzyskała. Dziewczynki miały odtąd stabilny wikt, opierunek oraz spokój w jej domu, niezbędny do nauki w szkole. Obydwie zdały maturę.
Starsza wnuczka poszła do pracy i podjęła studia zaoczne, bowiem jak to i dzisiaj często się zdarza, na "bezpłatne" dzienne po prostu nie było jej stać. Studia ukończyła, wyszła za mąż za bardzo wartościowego pana, mają udanego i doskonale wychowanego synka, co zwłaszcza obecnie, w epoce mody na bezstresowe wychowanie i genderowe idiotyzmy nie jest niestety regułą, lecz wyjątkiem od takowej. Obydwoje pracują w dobrych zawodach, dorobili się własnego mieszkania. I ta rodzina była najjaśniejszym elementem w gronie najbliższych Pani Janki.
Druga z wnuczek związała się z dużo starszym od siebie panem po wielu przejściach, z którym ma dwóch synów. Niestety dzieje tego związku nie układały się równie dobrze, co jej starszej siostry.
Po osiągnięciu wieku emerytalnego Pani Janka podjęła dodatkową pracę w restauracji, by dorobić i wspomóc finansowo rodzinę córki.
Przeżyła nie tylko swojego syna, ale i córkę oraz zięcia. Córka zachorowała na nowotwór płuc. Początkowo wydawało się, że terapia odniesie sukces, ale przerwy między kolejnymi naświetleniami i chemiami, kapiącymi skąpo z łaski Narodowego Funduszu Zagłady, okazały sie na tyle długie, że guz przeszedł do kontrofensywy i nastąpiły przerzuty, z oczywistym skutkiem końcowym. Zięć wprawdzie ustatkował sie i podjął systematyczną pracę, ale jakiś czas potem zmarł, z tego co mi wiadomo, przyczyną śmierci był wylew.
Mając taki bagaż doświadczeń życiowych, Pani Janka była najpogodniejszą i najbardziej życzliwą ludziom i skłonną do pomagania im osobą, jaką w życiu poznałem. Mając już ponad osiemdziesiąt lat, chętnie opiekowała sie wnukami czy pomagała sąsiadom poprzez przejęcie kontroli nad dziećmi, gdy obydwoje rodzice musieli wyjść z domu. Jej mieszkanie porównałbym do bombonierki, bowiem zawsze lśniło czystością i panował w nim wręcz idealny porządek.
W domu moich Rodziców Pani Janka pojawiła się w końcu lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Ten wątek opiszę osobno, bowiem bez Jej pomocy, zwłaszcza w najtrudniejszych dla mnie chwilach, wszystko by sie w nim rozsypało. A Jej roli w życiu mojej rodziny nie da się przecenić, bo jest to po prostu niewykonalne.
Kilkoro z moich serdecznych przyjaciół jeszcze ze studiów (nasza ferajna zawiązała się formalnie na polibudzie pod koniec roku 1969, przybierając skromną nazwę Wunderteam, a więc liczy już 49 lat)  miało okazję poznać Panią Jankę podczas wakacji u mnie na Mazurach. Tam też spotkali sie z Nią czcigodny Dibelius i jego urocza małżonka.
Jako protestantowi nie wypada mi dociekać Boskich wyroków, a zwłaszcza ogłaszać, jak to ma w zwyczaju Kościół Rzymskokatolicki, że ktoś po śmierci NA PEWNO jest w niebie. Ale jeśli Pani Janki tam nie ma, to miejsce takowe chyba okazałoby się być pustostanem.

Stary Niedźwiedź

środa, 16 maja 2018

Koszmarna seria

Jak już wspomniałem w komentarzu pod poprzednim postem, obecna wiosna była dla mnie koszmarem. Bowiem miały miejsce (kolejność chronologiczna) następujące wydarzenia:
1. W poprzednim wpisie poinformowałem już, że w Święto Zmartwychwstania Pańskiego odeszła Milom. Tego wątku nie będę rozwijał, bowiem starzy (rzecz jasna wysługą lat zaglądania na tę witrynę) Czytelnicy wiedzą, jakim niezwykłym człowiekiem była i jakim zaszczytem była dla mnie Jej przyjaźń. 
2. W poniedziałek wielkanocny na ulicy pod moim domem, podczas przenoszenia z mojego samochodu do wehikułu Refaela, rozleciał się transporter, w którym podróżowała trójka jego braci mniejszych. Dwie kicie udało się złapać niemal natychmiast, ale kocurek Piotruś zaginął. Całą okolicę zaplakatowaliśmy ogłoszeniami ze zdjęciem Piotrusia, a gdy tylko praca mu na to pozwalała, Refael przyjeżdżał do Warszawy i patrolował okolicę szukając biedaka. Mieliśmy kilka fałszywych alarmów, a po upływie miesiąca powoli traciliśmy nadzieję na jego odnalezienie.
3. Poprzez wspólnych przyjaciół 25 kwietnia, już po wstawieniu poprzedniego wpisu, dowiedziałem sie, że 5 kwietnia zmarła pani Janka. Była to cudowna osoba, której cała moja rodzina, a w szczególności ja, bardzo dużo zawdzięczamy. Poświęcę jej jeden z najbliższych wpisów, gdy do tego dojrzeję. Bowiem muszę to zrobić najlepiej jak potrafię, wszelka rutyna byłaby w tym przypadku obelgą.
4. Gdy pojechałem na majowy długi weekend na Mazury, dowiedziałem się, że mój gospodarz, a zarazem serdeczny przyjaciel Wiesław przebywa w pobliskim szpitalu z rozpoznaniem nowotwór z przerzutami.  Gdy go odwiedziłem już chyba mnie nie poznał. W celu uniknięcia zatorów na drogach z Mazur do Warszawy wyjechałem dopiero 7 maja około godziny 9. A po przyjeździe dowiedziałem się telefonicznie, że o 10:15 Wiesław zmarł w szpitalu, nie doczekawszy przejazdu do hospicjum.
Stąd mój wyjątkowo podły nastrój, kompletny brak zainteresowania sprawami publicznymi i tak skandaliczne zaniedbanie obowiązków gospodarza na Antysocjalu. 
12 maja Refael po raz kolejny przyjechał do Warszawy, bowiem telefonicznie i poprzez media społecznościowe dowiedział się o znalezieniu trzech kotów, których rysopisy odpowiadały Piotrusiowi. Dwa zostały przygarnięte przez Panie, którym za okazaną dobroć w imieniu Refaela i swoim kłaniam się do samej ziemi. Trzeciego wolontariusze, którzy go znaleźli, przewieźli do schroniska stowarzyszenia Koteria. I to był właśnie Piotruś.
Z pozostałych dwóch jeden okazał się być "zaczipowany" i wrócił do swojego domu rodzinnego. Zaś drugi, z usposobienia wręcz anioł, a nie kot, został adoptowany przez Flavię i już zdobył sobie gorące uczucia jej i jej brzydszej połowy.
Mam zatem nadzieję, że ta koszmarna seria jednak się zakończyła.
A jeśli ktoś czuje się zgorszony stawianiem obok siebie ludzi i zwierząt, odpowiem jednym z bon motów Milom:
Posiadanie czynnego prawa wyborczego i brak ogona to grubo za mało, by móc taki byt uznać za człowieka.

Stary Niedźwiedź

środa, 25 kwietnia 2018

Work must go on

Tak długiej przerwy w działalności Antysocjala jeszcze nie było. Ale wiąże się ona z perypetiami osobistymi kolegium redakcyjnego, a nie z chęcią zakończenia działalności bez słowa pożegnania.
Sprawy osobiste od pewnego czasu nie pozostawiają Flavii i Tie Fighterowi czasu na choćby pobieżną lekturę sieci, a co dopiero na udział w redagowaniu kolejnych postów. Refael również zetknął się z problemami, o których rozmawia jedynie z trzema czy czterema najbliższymi sobie osobami. Zaś Stary Niedźwiedź chciałby jak najszybciej zapomnieć o ostatnich Świętach Wielkanocnych, najgorszych w jego życiu. Bowiem w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego zmarła na skutek choroby nowotworowej Milom.
W przysłanym przez jej córkę a podyktowanym Verze tydzień wcześniej pożegnalnym mailu przypomniała, że uczciwa praca, dobrze służąca innym ludziom, jest w życiu najważniejsza, będąc jednocześnie najdoskonalszą formą modlitwy. A człowiek tyle jest wart, ile na miarę swoich możliwości i bez popadania w autodestrukcję pomógł w życiu porządnym ludziom, godnym tej pomocy.
Ojciec metodyzmu biskup John Wesley może być dumny z pastor Małgosi.
Czas zatem powrócić do prozy życia w RP, wersja chyba 3.5 . Bo parafrazując klasyka, im bardziej Puchatek zaglądałby nad Wisłę, tym bardziej by tam tej mitycznej czwartej nie było. Notoryczne partactwo legislacyjne większości parlamentarnej i weta PAD, który miota się między Scyllą lojalności w stosunku do Napoliona a Charybdą przestrzegania prawniczej kindersztuby zniesmaczają do polityki w wydaniu krajowego podwórka (by nie powiedzieć krajowej piaskownicy) coraz więcej znanych mi ludzi o szeroko rozumianym prawicowym światopoglądzie, nie mylonym rzecz jasna z dziwną mieszanką pobożnego socjalizmu i patriotyzmu nekrofilskiego. Czcigodny Jarek Dziubek, który już pół roku temu zrezygnował z dalszego blogowania, najlepszym tego przykładem. Czcigodny Dibelius jeszcze chce dzielić się z czytelnikami swoimi spostrzeżeniami, ale udział tematyki stricte politycznej na jego blogu stopniowo maleje. Dlatego i na Antysocjalu postanowiłem przenieść nieco środek ciężkości w stronę spraw jeśli nawet związanych z polityką, to przynajmniej zabawnych.
A niewątpliwie do tej kategorii należy zaliczyć powstanie w Siedlcach przed wyborami samorzadowymi

http://prawy.pl/69570-w-siedlcach-powstal-wspolny-komitet-wyborczy-po-sld-i-wolnosci/

koalicji, której nie wymyśliliby nawet viribus unitis Przybyszewski, Witkacy i Mrożek. W jej skład wchodzą bowiem Przestępczość Organizowana, neokomuchy tow. Czarzastego (tego od afery Rywina) oraz … partia Wolność. Czyli ostatnia (o ile w ciągu mijającego miesiąca nie powstała jakaś jeszcze nowsza) wylinka starego komunistycznego agenta JKM.
Zasada działania tego szkodnika jest od jakichś trzydziestu lat prosta niczym budowa cepa. Tworzy kolejny program, zawierający obowiązkowo jakiś kompletny idiotyzm pokroju podatku półgłównego, wszelako na tyle oryginalny by zauroczyć nim swój główny target czyli grono pryszczatych małolatów, bardzo aktywnych w sieci. Gdy mimo wszystko sondaże przed kolejnymi wyborami sygnalizują poparcie powyżej 4%, guru wkracza do akcji. Czyli wygłasza złotą myśl aż tak bezdennie podłą lub bezgranicznie głupią, że „groźba” przekroczenia pięcioprocentowego progu zostaje zażegnana, praca setek wolontariuszy trafia do szamba, traktujący tego błazna serio ludzie o poglądach wolnorynkowych kolejny raz budzą się z ręką w wiadomym naczyniu i wszystko wraca do normy. Pryszczaci w końcu dorośleją i wypinaja się na tego kpa. A on dokonuje kolejnej wylinki, tumaniąc kolejne pokolenie.
Ostatnio chyba zdziadział, bo mniej się maskuje i jest największym w Polsce wielbicielem Putasa. Co już powinno ludzi zdolnych do samodzielnego myślenia zniechęcić do tej błazenady. Ale jak widać, „teren” na tyle przesiąkł mądrością guru, że ci „wolnorynkowcy” bez żenady weszli w sojusz z oberzłodziejami i komuchami.
Jak na razie, na tę inicjatywę oddolną zareagował jedynie tow. Czarzasty. Marzy mu się odebranie PiSowi choćby części elektoratu socjalnego i w ten sposób przeszwarcowanie się (czy raczej przeszwancowanie się) w przyszłych wyborach do parlamentu. Zakłada że Polacy mają krótką pamięć i ludziska zapomnieli już, że „wrażliwy społecznie” rząd małego Lesia zaczął działalność od cofnięcia dotacji dla barów mlecznych, ongiś filaru gastronomicznego emerytów czy studentów. Ale media państwowe praktycznie codziennie informują o kolejnych złodziejstwach szajki Tuska a socjalny target komuchów słowo „liberał” uważa za cenzuralny synonim popularnego określenia, oznaczającego dziecko prostytutki i nieznanego ojca. I dlatego tow. Czarzasty dał swoim siedleckim handlangrom dziesięć dni na wymiksowanie się z tej bzdury, grożąc partyjną dintojrą. Shityna rzecz jasna nie protestuje, bowiem każdy głos dający nadzieję na dorwanie się do siedleckiego koryta jest dla niego na wagę złota, Ale jest więcej niż ciekawe, jak stary oszust pogodzi bezczelnie wciskany kit o swoich rzekomo prawicowo – wolnorynkowych przekonaniach z sojuszem z lewakami i złodziejami.

Stary Niedźwiedź