czwartek, 24 maja 2018

Nowe archiwum starego antysocjala.

Starzy (wysługą lat oczywiście) czytelnicy pamiętają stary onetowy blog funkcjonujący pod adresem  antysocjal.blog.onet.pl . Przyczyny przeprowadzki były wyjaśnione we wpisach inauguracyjnych antysocjalabis i nie będę ich tutaj powtarzać. Napomknę tylko, że wszystkie problemy z ładowaniem się stron zniknęły, gdy stary blog zrobił się "martwy". Nadal jednak można było przeglądać  stare wpisy. 
Niestety, możliwość przeglądania starych wpisów została utracona. Onet zlikwidował platformę blogową, i wszystkie wpisy usunął. Nie tylko nasze, po prostu domena  blog.onet.pl przestała istnieć.
Z zachowanych przez Starego Niedźwiedzia archiwów zamierzam odtworzyć najlepsze, w jego ocenie, felietony i zamieścić je pod adresem:


 https://staryantysocjal.blogspot.com  

Przez kilka dni link może być martwy, ale niedługo pojawią się archiwalne wpisy - w zależności jak czas mi pozwoli. 
Niektóre felietony będą miały wyłączone komentowanie - jaki jest sens komentowania dawno minionych wydarzeń społeczno-politycznych? 

poniedziałek, 21 maja 2018

Pani Janka - cz. 1.

Gdyby chcieć ocenić innego człowieka na podstawie porównania tego, jak mało sam od innych (lub jeśli kto woli - od życia) otrzymał  z tym, jak wiele sam innym ludziom dał, w kręgu znanych mi osób Pani Janka nie miałaby jakiejkolwiek poważnej konkurencji.
Urodziła się w Warszawie, w roku 1929, w jednej z jej niepięknych nadwiślańskich dzielnic. Podczas wojny, jeszcze jako dziecko, pomagała rodzicom w zdobywaniu żywności, co wówczas wiązało się z ryzykiem zastrzelenia przez Niemców. Wojnę szczęśliwie przeżyła i wtedy rodzice wydali ją za mąż za pana wozaka, właściciela dużej furmanki i dwóch silnych koni. Były to lata odgruzowywania Warszawy, zatem jej mąż, jak na ówczesne realia, zarabiał bardzo dobrze. Niestety, tak i inni ludzie pracujący w tym zawodzie, miał wielkie problemy z alkoholem, najoględniej to nazywając. A żona i trójka dzieci wielokrotnie padały ofiarami przemocy domowej. Pewnego razu założył się z kolegami, że wypije jakąś olbrzymią ilość wódki. Zakład wygrał, ale tej wygranej nie przeżył. A żal rodziny mieszał się z uczuciem ulgi, że domowe ekscesy wreszcie się skończą.
Pani Janka musiała zatem zarobić na utrzymanie swoje i dzieci. Nie mając żadnego formalnego wykształcenia zawodowego, zajęła się pracami porządkowymi w biurach lub w fabrykach, a jeśli taka okazja się trafiła, to i w domach prywatnych. Było jej naprawdę ciężko, jedno z dzieci zmarło bardzo wcześnie, wieku dorosłego dożyły córka i syn.
Ten ostatni ożenił się i dorobił dziecka, ale małżeństwo to nie wytrzymało próby czasu. Pomny swoich doświadczeń z dzieciństwa, awantur domowych nie urządzał, ale pociąg do alkoholu odziedziczył po ojcu, co stało się przyczyną rozwodu. Po nim powrócił do matki. W jej domu było spokojnie, ale wolny czas spędzał w gronie kolegów o takich samych zamiłowaniach. Pewnego razu po wyjściu od jednego z nich poczuł zawrót głowy, usiadł na schodach i już z nich nie wstał. Zmarł na wylew.
Córka Pani Janki wyszła za mąż za pana malarza pokojowego. Niestety zawód ten także nie zrzesza samych abstynentów. Z tego związku urodziły się dwie córki. Nie miały one łatwego dzieciństwa, bowiem w domu odbywały się imprezy towarzyskie, często przeciągające się do późnych godzin nocnych. Pani Janka wystąpiła wtedy do sądu o przyznanie jej opieki nad wnuczkami i takową uzyskała. Dziewczynki miały odtąd stabilny wikt, opierunek oraz spokój w jej domu, niezbędny do nauki w szkole. Obydwie zdały maturę.
Starsza wnuczka poszła do pracy i podjęła studia zaoczne, bowiem jak to i dzisiaj często się zdarza, na "bezpłatne" dzienne po prostu nie było jej stać. Studia ukończyła, wyszła za mąż za bardzo wartościowego pana, mają udanego i doskonale wychowanego synka, co zwłaszcza obecnie, w epoce mody na bezstresowe wychowanie i genderowe idiotyzmy nie jest niestety regułą, lecz wyjątkiem od takowej. Obydwoje pracują w dobrych zawodach, dorobili się własnego mieszkania. I ta rodzina była najjaśniejszym elementem w gronie najbliższych Pani Janki.
Druga z wnuczek związała się z dużo starszym od siebie panem po wielu przejściach, z którym ma dwóch synów. Niestety dzieje tego związku nie układały się równie dobrze, co jej starszej siostry.
Po osiągnięciu wieku emerytalnego Pani Janka podjęła dodatkową pracę w restauracji, by dorobić i wspomóc finansowo rodzinę córki.
Przeżyła nie tylko swojego syna, ale i córkę oraz zięcia. Córka zachorowała na nowotwór płuc. Początkowo wydawało się, że terapia odniesie sukces, ale przerwy między kolejnymi naświetleniami i chemiami, kapiącymi skąpo z łaski Narodowego Funduszu Zagłady, okazały sie na tyle długie, że guz przeszedł do kontrofensywy i nastąpiły przerzuty, z oczywistym skutkiem końcowym. Zięć wprawdzie ustatkował sie i podjął systematyczną pracę, ale jakiś czas potem zmarł, z tego co mi wiadomo, przyczyną śmierci był wylew.
Mając taki bagaż doświadczeń życiowych, Pani Janka była najpogodniejszą i najbardziej życzliwą ludziom i skłonną do pomagania im osobą, jaką w życiu poznałem. Mając już ponad osiemdziesiąt lat, chętnie opiekowała sie wnukami czy pomagała sąsiadom poprzez przejęcie kontroli nad dziećmi, gdy obydwoje rodzice musieli wyjść z domu. Jej mieszkanie porównałbym do bombonierki, bowiem zawsze lśniło czystością i panował w nim wręcz idealny porządek.
W domu moich Rodziców Pani Janka pojawiła się w końcu lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Ten wątek opiszę osobno, bowiem bez Jej pomocy, zwłaszcza w najtrudniejszych dla mnie chwilach, wszystko by sie w nim rozsypało. A Jej roli w życiu mojej rodziny nie da się przecenić, bo jest to po prostu niewykonalne.
Kilkoro z moich serdecznych przyjaciół jeszcze ze studiów (nasza ferajna zawiązała się formalnie na polibudzie pod koniec roku 1969, przybierając skromną nazwę Wunderteam, a więc liczy już 49 lat)  miało okazję poznać Panią Jankę podczas wakacji u mnie na Mazurach. Tam też spotkali sie z Nią czcigodny Dibelius i jego urocza małżonka.
Jako protestantowi nie wypada mi dociekać Boskich wyroków, a zwłaszcza ogłaszać, jak to ma w zwyczaju Kościół Rzymskokatolicki, że ktoś po śmierci NA PEWNO jest w niebie. Ale jeśli Pani Janki tam nie ma, to miejsce takowe chyba okazałoby się być pustostanem.

Stary Niedźwiedź

środa, 16 maja 2018

Koszmarna seria

Jak już wspomniałem w komentarzu pod poprzednim postem, obecna wiosna była dla mnie koszmarem. Bowiem miały miejsce (kolejność chronologiczna) następujące wydarzenia:
1. W poprzednim wpisie poinformowałem już, że w Święto Zmartwychwstania Pańskiego odeszła Milom. Tego wątku nie będę rozwijał, bowiem starzy (rzecz jasna wysługą lat zaglądania na tę witrynę) Czytelnicy wiedzą, jakim niezwykłym człowiekiem była i jakim zaszczytem była dla mnie Jej przyjaźń. 
2. W poniedziałek wielkanocny na ulicy pod moim domem, podczas przenoszenia z mojego samochodu do wehikułu Refaela, rozleciał się transporter, w którym podróżowała trójka jego braci mniejszych. Dwie kicie udało się złapać niemal natychmiast, ale kocurek Piotruś zaginął. Całą okolicę zaplakatowaliśmy ogłoszeniami ze zdjęciem Piotrusia, a gdy tylko praca mu na to pozwalała, Refael przyjeżdżał do Warszawy i patrolował okolicę szukając biedaka. Mieliśmy kilka fałszywych alarmów, a po upływie miesiąca powoli traciliśmy nadzieję na jego odnalezienie.
3. Poprzez wspólnych przyjaciół 25 kwietnia, już po wstawieniu poprzedniego wpisu, dowiedziałem sie, że 5 kwietnia zmarła pani Janka. Była to cudowna osoba, której cała moja rodzina, a w szczególności ja, bardzo dużo zawdzięczamy. Poświęcę jej jeden z najbliższych wpisów, gdy do tego dojrzeję. Bowiem muszę to zrobić najlepiej jak potrafię, wszelka rutyna byłaby w tym przypadku obelgą.
4. Gdy pojechałem na majowy długi weekend na Mazury, dowiedziałem się, że mój gospodarz, a zarazem serdeczny przyjaciel Wiesław przebywa w pobliskim szpitalu z rozpoznaniem nowotwór z przerzutami.  Gdy go odwiedziłem już chyba mnie nie poznał. W celu uniknięcia zatorów na drogach z Mazur do Warszawy wyjechałem dopiero 7 maja około godziny 9. A po przyjeździe dowiedziałem się telefonicznie, że o 10:15 Wiesław zmarł w szpitalu, nie doczekawszy przejazdu do hospicjum.
Stąd mój wyjątkowo podły nastrój, kompletny brak zainteresowania sprawami publicznymi i tak skandaliczne zaniedbanie obowiązków gospodarza na Antysocjalu. 
12 maja Refael po raz kolejny przyjechał do Warszawy, bowiem telefonicznie i poprzez media społecznościowe dowiedział się o znalezieniu trzech kotów, których rysopisy odpowiadały Piotrusiowi. Dwa zostały przygarnięte przez Panie, którym za okazaną dobroć w imieniu Refaela i swoim kłaniam się do samej ziemi. Trzeciego wolontariusze, którzy go znaleźli, przewieźli do schroniska stowarzyszenia Koteria. I to był właśnie Piotruś.
Z pozostałych dwóch jeden okazał się być "zaczipowany" i wrócił do swojego domu rodzinnego. Zaś drugi, z usposobienia wręcz anioł, a nie kot, został adoptowany przez Flavię i już zdobył sobie gorące uczucia jej i jej brzydszej połowy.
Mam zatem nadzieję, że ta koszmarna seria jednak się zakończyła.
A jeśli ktoś czuje się zgorszony stawianiem obok siebie ludzi i zwierząt, odpowiem jednym z bon motów Milom:
Posiadanie czynnego prawa wyborczego i brak ogona to grubo za mało, by móc taki byt uznać za człowieka.

Stary Niedźwiedź

środa, 25 kwietnia 2018

Work must go on

Tak długiej przerwy w działalności Antysocjala jeszcze nie było. Ale wiąże się ona z perypetiami osobistymi kolegium redakcyjnego, a nie z chęcią zakończenia działalności bez słowa pożegnania.
Sprawy osobiste od pewnego czasu nie pozostawiają Flavii i Tie Fighterowi czasu na choćby pobieżną lekturę sieci, a co dopiero na udział w redagowaniu kolejnych postów. Refael również zetknął się z problemami, o których rozmawia jedynie z trzema czy czterema najbliższymi sobie osobami. Zaś Stary Niedźwiedź chciałby jak najszybciej zapomnieć o ostatnich Świętach Wielkanocnych, najgorszych w jego życiu. Bowiem w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego zmarła na skutek choroby nowotworowej Milom.
W przysłanym przez jej córkę a podyktowanym Verze tydzień wcześniej pożegnalnym mailu przypomniała, że uczciwa praca, dobrze służąca innym ludziom, jest w życiu najważniejsza, będąc jednocześnie najdoskonalszą formą modlitwy. A człowiek tyle jest wart, ile na miarę swoich możliwości i bez popadania w autodestrukcję pomógł w życiu porządnym ludziom, godnym tej pomocy.
Ojciec metodyzmu biskup John Wesley może być dumny z pastor Małgosi.
Czas zatem powrócić do prozy życia w RP, wersja chyba 3.5 . Bo parafrazując klasyka, im bardziej Puchatek zaglądałby nad Wisłę, tym bardziej by tam tej mitycznej czwartej nie było. Notoryczne partactwo legislacyjne większości parlamentarnej i weta PAD, który miota się między Scyllą lojalności w stosunku do Napoliona a Charybdą przestrzegania prawniczej kindersztuby zniesmaczają do polityki w wydaniu krajowego podwórka (by nie powiedzieć krajowej piaskownicy) coraz więcej znanych mi ludzi o szeroko rozumianym prawicowym światopoglądzie, nie mylonym rzecz jasna z dziwną mieszanką pobożnego socjalizmu i patriotyzmu nekrofilskiego. Czcigodny Jarek Dziubek, który już pół roku temu zrezygnował z dalszego blogowania, najlepszym tego przykładem. Czcigodny Dibelius jeszcze chce dzielić się z czytelnikami swoimi spostrzeżeniami, ale udział tematyki stricte politycznej na jego blogu stopniowo maleje. Dlatego i na Antysocjalu postanowiłem przenieść nieco środek ciężkości w stronę spraw jeśli nawet związanych z polityką, to przynajmniej zabawnych.
A niewątpliwie do tej kategorii należy zaliczyć powstanie w Siedlcach przed wyborami samorzadowymi

http://prawy.pl/69570-w-siedlcach-powstal-wspolny-komitet-wyborczy-po-sld-i-wolnosci/

koalicji, której nie wymyśliliby nawet viribus unitis Przybyszewski, Witkacy i Mrożek. W jej skład wchodzą bowiem Przestępczość Organizowana, neokomuchy tow. Czarzastego (tego od afery Rywina) oraz … partia Wolność. Czyli ostatnia (o ile w ciągu mijającego miesiąca nie powstała jakaś jeszcze nowsza) wylinka starego komunistycznego agenta JKM.
Zasada działania tego szkodnika jest od jakichś trzydziestu lat prosta niczym budowa cepa. Tworzy kolejny program, zawierający obowiązkowo jakiś kompletny idiotyzm pokroju podatku półgłównego, wszelako na tyle oryginalny by zauroczyć nim swój główny target czyli grono pryszczatych małolatów, bardzo aktywnych w sieci. Gdy mimo wszystko sondaże przed kolejnymi wyborami sygnalizują poparcie powyżej 4%, guru wkracza do akcji. Czyli wygłasza złotą myśl aż tak bezdennie podłą lub bezgranicznie głupią, że „groźba” przekroczenia pięcioprocentowego progu zostaje zażegnana, praca setek wolontariuszy trafia do szamba, traktujący tego błazna serio ludzie o poglądach wolnorynkowych kolejny raz budzą się z ręką w wiadomym naczyniu i wszystko wraca do normy. Pryszczaci w końcu dorośleją i wypinaja się na tego kpa. A on dokonuje kolejnej wylinki, tumaniąc kolejne pokolenie.
Ostatnio chyba zdziadział, bo mniej się maskuje i jest największym w Polsce wielbicielem Putasa. Co już powinno ludzi zdolnych do samodzielnego myślenia zniechęcić do tej błazenady. Ale jak widać, „teren” na tyle przesiąkł mądrością guru, że ci „wolnorynkowcy” bez żenady weszli w sojusz z oberzłodziejami i komuchami.
Jak na razie, na tę inicjatywę oddolną zareagował jedynie tow. Czarzasty. Marzy mu się odebranie PiSowi choćby części elektoratu socjalnego i w ten sposób przeszwarcowanie się (czy raczej przeszwancowanie się) w przyszłych wyborach do parlamentu. Zakłada że Polacy mają krótką pamięć i ludziska zapomnieli już, że „wrażliwy społecznie” rząd małego Lesia zaczął działalność od cofnięcia dotacji dla barów mlecznych, ongiś filaru gastronomicznego emerytów czy studentów. Ale media państwowe praktycznie codziennie informują o kolejnych złodziejstwach szajki Tuska a socjalny target komuchów słowo „liberał” uważa za cenzuralny synonim popularnego określenia, oznaczającego dziecko prostytutki i nieznanego ojca. I dlatego tow. Czarzasty dał swoim siedleckim handlangrom dziesięć dni na wymiksowanie się z tej bzdury, grożąc partyjną dintojrą. Shityna rzecz jasna nie protestuje, bowiem każdy głos dający nadzieję na dorwanie się do siedleckiego koryta jest dla niego na wagę złota, Ale jest więcej niż ciekawe, jak stary oszust pogodzi bezczelnie wciskany kit o swoich rzekomo prawicowo – wolnorynkowych przekonaniach z sojuszem z lewakami i złodziejami.

Stary Niedźwiedź

sobota, 31 marca 2018

Życzenia

Czcigodni Czytelnicy
Przypominanie Wam, co wydarzyło się prawie dwa tysiąc lat temu i jakie skutki przyniosło światu i ludzkości, byłoby wielkim nietaktem w stosunku do chrześcijan. Zaś osoby podzielające konserwatywne i narodowe spojrzenie na świat a jednocześnie niewierzące, na pewno nie będą do nas żywić urazy za nawiązanie do wydarzenia, bez którego nie powstałaby cywilizacja białego człowieka, jeszcze nie tak dawno dominująca na naszej planecie.
Czego Wam zatem życzymy? Nie raz już na tym blogu przypominaliśmy, że zarówno rocznica Narodzenia Pańskiego, jak i Jego śmierci i zmartwychwstania, to przede wszystkim czas na oderwanie się od codziennej gonitwy i pomyślenie o kilku sprawach i wartościach ponadczasowych, determinujących nasz ziemski żywot. Niezależnie od tego, czy osoby te wierzą w to, że istnieje Coś Jeszcze, niż banalny obieg materii w przyrodzie.
Tymi myślami najlepiej podzielić się z osobami najbliższymi i w ich gronie spędzić ten dzień. Przedkładając wartość takiego sposobu spędzenia czasu nad sarmackie tradycje obżarstwa.
I niech święta tego niezakłócą Wam żadne smutne wydarzenia, odbierane w tym czasie szczególnie boleśnie.
Chrystus zmartwychwstał. Czyli również i nadzieja na bardziej sensowny przebieg naszego żywota doczesnego.

Stary Niedźwiedź
Refael 72

środa, 21 marca 2018

Justytutki

Jak podał nadworny portal PiS:

https://wpolityce.pl/polityka/386817-ujawniamy-liste-sedziow-ktorzy-jutro-zalic-beda-sie-na-polske-w-brukseli-w-wycieczce-wezma-udzial-min-zurek-zawistowski-i-marczynski

we wtorek do Brukseli wybrała się silna grupa ustępujących (a właściwie właśnie spuszczanych w ustępie) gwiazd procederu  sędziowskiego. Kogóż tam nie ma! Wedle wspomnianego portalu ta dwudziestka piątka to:
Wojciech         Buchajczuk
Dominik          Czyszkiewicz
Beata             Donhefner-Grodzicka
Maria             Ejchart-Dubois
Magdalena      El-Hagin
Monika           Frąckowiak
Katarzyna       Gajda-Roszczynialska
Katarzyna       Gopera
Paulina           Kieszkowska-Knapik
Marta             Kożuchowska-Warywoda
Tomasz           Marczyński
Dariusz           Mazur
Justyna           Metelska
Beata              Morawiec
Artur               Pietryka
Bartłomiej       Przymusiński
Dominika        Stępińska-Duch
Bartłomiej       Tkacz
Arkadiusz        Tomczak
Michał             Wawrykiewicz
Magdalena       Witkowska
Mirosław          Wróblewski
Dariusz            Zawistowski
Katarzyna        Zawiślak
Waldemar        Żurek
 
Są zatem i sędziowie Sądu Najwyższego i członkowie odchodzącej w niebyt Krajowej Rady Sądownictwa i tak zwane justytutki.
W dniu dzisiejszym zgraja ta od rana lamentowała w eurocyrku nad rzekomym upadkiem praworządności w Polsce. Ich bajdurzenia i łgarstwa najtrafniej zrekapitulować spiżowymi słowami Aleksandra hrabiego Fredry:

Burdelowy cech upada
Kurwom grozi tu zagłada
Przeto, najjaśniejszy panie
Sprawiedliwość niech się stanie!

Ale jak poinformował prof. Zdzisław Krasnodębski:

http://niezalezna.pl/220371-niezalezni-sedziowie-poskarzyli-sie-brukseli-mieli-wsparcie-w-europoslach-po-ale-cos-poszlo-nie-tak

poza polskimi europosłami pies z kulawą noga nie przylazł słuchać tych trenów. Olali ich równo nie tylko najjaśniejszy moczymorda Junkers czy wicekról Franca, nie pojawił się też i niejaki Verhofstadt. Więc nie można o nich nawet powiedzieć, że Guj z nimi.
A cała ta Justytucja nieuchronnie przypomniała nam podobną organizację, założoną przed wojną w Łodzi przez Menachema Bornsztajna, Pierwszego Prezesa Łódzkiej Dintojry, lepiej znanego jako Ślepy Maks. Organizacja ta nie miała oficjalnej nazwy, bowiem prezes Bornsztajn nigdy jej formalnie nie zarejestrował. Potocznie nazywana była Związkiem Zawodowym Złodziei.
Przynależność do związku osób trudniących się tym procederem była obowiązkowa, płacenie składek związkowych rzecz jasna też. Za to złodziej mający przymusową przerwę w uprawianiu swego fachu był pewny tego, że rodzina podczas jego pobytu z kratkami będzie wspomagana finansowo. Ot, takie sobie stypendium, tyle tylko że nie wolności (jak to nazwało kilka idiotek, kwestujących ostatnio na złodzieja a zarazem śmierdzącego lenia) lecz odsiadki.
I tu trzeba uznać przewagę Sądu Najwyższego. Bowiem należący do sędziowskiej szajki „łańcuchowi” złodzieje maja zagwarantowaną bezkarność a przy wyjątkowym niefarcie kradzież kończy się jedynie przejściowym obniżeniem apanaży.
Natomiast co się tyczy poziomu moralnego, justytutki wyraźnie ustępują ZZZ. Swego czasu pewien łódzki złodziej okradł niezamożną wdowę, mającą na utrzymaniu trójkę dzieci. Ograbiona poszła na skargę do Ślepego Maksa. Następnego dnia przed drzwiami jej mieszkania stały wszystkie skradzione rzeczy, zaś złodzieja odnaleziono w jednym z łódzkich cieków. Dlatego zdaniem redakcji porównanie „rodziny” Małgorzaty Gersdorf z syndykatem Menachema Bornsztajna mimo wszystko wypada na korzyść tego ostatniego.
A skoro mowa o takich organizacjach, nie sposób nie przypomnieć pewnego wyroku, wydanego przez Łukasza Siemiątkowskiego, zwanego Tatą Tasiemką. Znanego działacza Polskiej Partii Socjalistycznej, warszawskiego radnego z jej ramienia i jednocześnie Pierwszego Prezesa Warszawskiej Dintojry. Nie widzimy tu jakiejkolwiek sprzeczności w połączeniu tych funkcji, bowiem kradzież jest immanentnym składnikiem każdej bez wyjątku wersji socjalizmu.
Na wokandzie Wysokiej Dintojry stanęła sprawa o zniesławienie. Po jej rozpoznaniu ustalono, że istotnie było to pomówienie. Tata wydał wtedy salomonowy wyrok: w celu powetowania swoich strat moralnych pomówionemu zezwolono na pięciokrotne (niektóre źródła piszą o trzykrotnym)  kopnięcie oszczercy w dupę przed obliczem Wysokiej Dintojry.
A swoją drogą wielka szkoda, że obecne prawo RP ver. 3.5 nie przewiduje takiej kary. Bo jak musiałyby dzisiaj wyglądać tyłki goebbelsiątek Szechtera, Lisa Syfilisa, Polsratu czy TFałszN, gdyby w sprawach o oszczerstwo orzekał obecnie Tata Tasiemka. Że o właścicielach i szefach wymienionych szczujni nie wspomimy.

Stary Niedźwiedź
Refael 72

poniedziałek, 12 marca 2018

Pożar nie tylko w Leżajsku

Gdy w roku 2015 PiS zdobyło prezydenturę, wkrótce potem samodzielną większość w obydwu izbach parlamentu, a szajka Przestępczości Organizowanej plus zielonej agencji towarzyskiej została odcięta piłą od koryta, niektórzy sceptyczni komentatorzy, w tym i czcigodny Tie Fighter, podsumowali to krótko. Orzekli że o suwerenności nadal nie ma mowy, bo w polityce zagranicznej nastąpiła jedynie zamiana smyczy, na której trzymany jest rząd. Z niemieckiej na USraelską.
Przez niemal półtora roku mydlono nam oczy rzekomo znakomitymi relacjami polsko  - izraelskimi oraz szerzej rzecz ujmując, polsko – żydowskimi. Rząd odbył wyjazdowe posiedzenie w Izraelu, PAD systematycznie pali w Pałacu Prezydenckim chanukowe świece. Słyszeliśmy też banialuki o Izraelu jako rzekomym strategicznym partnerze Polski. Na czym mają polegać korzyści z takiego
partnerstwa”, redakcja nie ma bladego pojęcia. Bo poza odesłaniem do piekła bandyty Kilanowicza (ksywa „Grzegorz Korczyński”), nic nam nie wiadomo o jakiejkolwiek innej przysłudze, oddanej Polsce przez władze  Izraela od czasu powstania tego państwa. Jeśli któryś z Szanownych Czytelników wie o choćby drugim takim przypadku, bylibyśmy wielce zobowiązani za informację. 
No i co w końcu wyszło z tego „strategicznego partnerstwa? Ano dreck, panie oberlejtnant, jak by powiedział dobry wojak Szwejk.
Poza judaizmem Żydzi dorobili się i świeckiej religii, wyznawanej również i przez ich wszelkie lewactwo oraz żydowskich ateistów, niekiedy zwanej religią Holocaustu. Jej zasadnicze przykazania (prawdami nazwać tego nie sposób) brzmią następująco:
1. Tylko i wyłącznie Żydzi byli ofiarami masowych prześladowań na tle narodowościowym, rasowym oraz religijnym, zarówno podczas II Wojny Światowej, jak i wcześniej.
2. Wszystkie państwa świata mają obowiązek karać, najlepiej więzieniem, jakąkolwiek próbę dyskusji o tych wydarzeniach, nawet na gruncie naukowym. Bowiem każda taka próba to zbrodnia zwana „kłamstwem oświęcimskim”.
3. Straty poniesione przez inne narody, nawet jeśli liczone są w milionach zamordowanych, nie mogą być nazwane masowym ludobójstwem, bo pojęcie to zawłaszczył sobie
naród wybrany”. Zatem choćby przypominanie o tym, iż podczas I WŚ Turcy wymordowali za samo pochodzenie półtora miliona Ormian, a w czasie II WŚ Niemcy i Sowieci zabili co najmniej trzy miliony etnicznych Polaków, to zdaniem bezczelnych grandziarzy „negowanie Holocaustu”.
4. Obowiązująca dawniej definicja antysemity, jako człowieka nie lubiącego Żydów, została radykalnie zmieniona. Bo obecnie antysemitą może być nazwany każdy, kogo nie lubią Żydzi. A stosunek tej osoby do tego narodu nie ma najmniejszego znaczenia.
Parlament RP oraz PAD znowelizowali ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej. Poza kwestią penalizacji banderyzmu (akurat to skończyło się na w sumie mało istotnym jazgocie na UPAdlinie) karalne mają być wszelkie próby przypisywanie Państwu Polskiemu i Narodowi Polskiemu współuczestnictwa w niemieckich zbrodniach przeciwko ludzkości. Z penalizacji mają być zwolnione badania naukowe, oraz (co uważamy za idiotyzm) „działalność artystyczna”. Bo prezydentowi, rządowi i większości parlamentarnej naiwnie wydawało się, że gojom też wolno dbać o swój honor.
No i się zaczęło. Podczas uroczystości rocznicowych wyzwolenia obozu Auschwitz ambasador Izraela Anna Azari wygłosiła przemówienie, w którym zbeształa Polskę za tę ustawę,  w stylu rosyjskiego wielkorządcy „Kraju Przywiślańskiego”. Bo już radzieccy ambasadorzy z czasów PRL bardziej dbali o pozory i nawet gdyby pierwszy sekretarz PZPR dostał od nich w gębę, miałoby to miejsce w radzieckiej ambasadzie, a nie publicznie.
W każdym szanującym się kraju taki ambasador zostałby poproszony o spakowanie manatków i wyniesienie się z tegoż kraju do wszystkich diabłów. Ale wedle stawu grobla, izraelski ogon zamerdał amerykańskim psem i Departament Stanu „wyraził zaniepokojenie” niektórymi aspektami tej ustawy.
Niedawno owa Azari wrzuciła następny granat do szamba i zaczęła bredzić, że ostatnie kilka tygodni udowodniły jej, jak rzekomo łatwo jest w Polsce obudzić „demony antysemityzmu”.
Ta zakłamana osoba zdecydowanie  przecenia możliwości swoje i swoich dyplomatołków. Skoro  przez 28 lat Szechterowi i jego posługaczom udało się raptem doprowadzić do jednego publicznego spalenia kukły Żyda, a szmatom z TFałszN raz zorganizować statystów do odegrania farsy „wafel SS”, to ona jest bez szans.
Jak do tej pory, jedynie pan profesor Żaryn, senator z ramienia PiS, zachował się jak polski polityk. Bowiem w grzecznych słowach zasugerował ambasador Azari zakończenie jej misji w Polsce.
A niedawno, jak poinformował nadworny portal Androniego Macierenki:

http://niezalezna.pl/219313-pozar-w-budynku-w-ktorym-znajduje-sie-grob-slynnego-cadyka-elimelecha

W Leżajsku, w ostatni piątek po północy, wybuch pożar w budynku, w którym znajduje się grób Elimelecha Weissbluma, jednego z najważniejszych cadyków w dziejach chasydyzmu. 11 marca przypada rocznica jego śmierci i z tej okazji do Leżajska przybyło z całego swiata kilka tysięcy żydowskich wyznawców tego odłamu judaizmu. Przy grobie cadyka paliło się wiele świec i leżało mnóstwo „kwitełe”. Nie jest to żadne robienie sobie przez nas jaj, bowiem chasydzi właśnie tak nazywają kartki z prośbami o pomoc Jahwe w różnych sprawach, które składają na tym grobie. Gd wierzą w to, iż w rocznicę śmierci Elimelech zstępuję na ziemię by zabrać te podania do nieba.
Na szczęście straż pożarna zjawiła się  bardzo szybko i pożar ugasiła. Niewielkim uszkodzeniom uległa ściana i dach budynku, sam grób ocalał. Zdaniem strażaków źródłem pożaru były te „kwitełe”, które zajęły  się ogniem od świec.
TVP jak na razie nie wspomniała o żadnej histerycznej akcji GW no Prawda czy TFałszN. Zakładamy zatem (stan wiedzy na wieczór 12 marca), że przynajmniej na razie szczekaczki te nie próbują wkręcić Polaków w ów pożar. Bowiem wizyt na rzeczonych witrynach nie złożymy. Nie chcąc ryzykować zwymiotowaniem na ekran komputera.
A żeby nikt nie zrzucał nam rasizmu, antysemityzmu, antyfeminizmu, homofobii, nazizmu etc. (te określenia osoby o IQ jednokomórkowca na ogół serwują w pakiecie), mamy konstruktywną propozycję. Niech chasydzi pójdą z duchem czasu i wszystkie te prośby nagrają na krążek DVD. Na osobę przypadnie bez porównania więcej niż popularne 140 znaków, pożar nie grozi, a i bagaż do nieba będzie lżejszy.
A co się tyczy przyczyny pożaru, specjalistom ze straży pożarnej poddajemy pod rozwagę również i wariant B. Cadyk Elimelech żył w I RP w latach 1717 -1787, a zatem nie miał specjalnych powodów do niechęci do naszego kraju. Więc jeśli istotnie 11 marca zstąpił z nieba i zobaczył tę żydowską hucpę oraz aż tak załgane ataki na Polskę, mógł się zapalić ze wstydu.

Stary Niedźwiedź
Refael 72