piątek, 26 lutego 2016

Sto dni

Redakcji nie dziwi ani trochę to, że klub parlamentarny PiS swoje działania rozpoczął od neutralizacji trzeciej izby parlamentu, w której Przestępczość Organizowana posiadała przytłaczającą większość, czyli od wyrwania kłów jadowych Trybunalskiej Konstytutce.  Kierowanej przez „sędziego”, piszącego ustawy na zamówienie swoich partyjnych mocodawców, a do tego jeszcze udowadniającego, że jest dupą wołową a nie prawnikiem. Bo pieprzącego zleconą robotę w sposób tak skandaliczny, że przyznali to oficjalnie nawet jego kamraci. W cywilizowanym kraju takie zero po prostu przestałby być sędzią. Ale jesteśmy w fazie wychodzenia (oby to się udało!) z Tusklandii, czyli „ch… , dupy i kamieni kupy”. Więc ci godni następcy sędziego Laguny kasują miesiąc w miesiąc po dwadzieścia kilka tysięcy zł na rękę (a raczej na ryj) za ordynarną leserkę, bo tak zarządził ich szef o aparycji, manierach i mentalności menela. W przyzwoitej firmie właściciel nie zapłaciłby za taki strajk ani grosza. Niestety stan prawny III RP nie pozwala na wstrzymanie wypłat i udzielenie rady, aby po „strajkowe” zgłosili się pod właściwy adres, czyli do grandziarza Sorosa.
Rozumiemy więc, że jakiekolwiek działania konstruktywne mogły nastąpić dopiero po tej uwerturze. Ale w takim razie zadeklarowanie przez panią premier w jej expose pięciu dużych zadań na pierwsze sto dni było po prostu błędem taktycznym, czyli wyłożeniem piłki opozycji totalnej. Te pięć zadań normalnemu rządowi w zupełności wystarczyłoby na co najmniej rok. Rządowi pani Szydło udało się zrealizować (czy w całości, przekonamy się po pierwszych wypłatach) flagowy projekt „500 +". Nie skaczemy z tego powodu pod sufit, bowiem naszym zdaniem można było te same pieniądze celniej zadedykować dzieciom z niezamożnych rodzin. Ale w myśl jak dla nas nieco pokrętnej filozofii, mają to być pieniądze dla rodziców, a nie dla dzieci. Jak zwał, tak zwał. W dzielenie włosa na czworo, jak mają to we zwyczaju co poniektórzy reprezentanci prawicy histerycznej, wdawać się nie będziemy. W końcu w większości przypadków pójdą na odzież czy na żywność, a nie na alkohol, jak imputuje feminazistowska łachudra Środa. Której rzekoma empatia kończy się na beżowych bandziorach i sodomitach, więc oczywiście dla polskich dzieci takowej już nie starcza.
Drugi pozytyw to zwrócenie rodzicom prawa do decydowania, czy dzieci mają rozpocząć edukację szkolną w wieku siedmiu czy sześciu lat. W lutym została też uchwalona korzystna dla polskich dzieci ustawa, zakazująca ich odbierania z powodu biedy. Zakaz ten został wprowadzony do Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego. Organizacje pozarządowe przygotowały wcześniej dla ministerstwa raport, z którego wynikało, iż warunki bytowe były, w wielu przypadkach, jedyną podstawą do tego, by odebrać dziecko biologicznej rodzinie. Oczywiście krytycznie napisał o tym od zawsze antypolski „Szmatławer Zeitung”, powołując się na opinię prezesa Stowarzyszenia Sędziów Rodzinnych, który zakwestionował wyniki raportu. Jego zdaniem wszystkie wskazane przypadki były „bardziej skomplikowane”. Na złodzieju toga gore?
Cieszy nas również rozpoczęcie procedowania w parlamencie ustawy odkręcającej podwyższenie przez kon-Donka wieku emerytalnego. Jako że Chyży Rój uważa, że sowite emerytury w niesędziwym wieku należą się tylko takim osobnikom, jak złodziejka i pijaczka, łżąca że podczas strajków anno domini 1980 „Donald był z nami”. Kiedy powszechnie wiadomo, że w tym czasie przebywał na saksach w Norwegii, zapewne pierwszy a zarazem ostatni raz w życiu kalając swoje rączki uczciwą pracą.
Za plus trzeba też uznać upublicznienie projektu ustawy „marketowej”, mającej ukrócić zerową stawkę podatku dla zagranicznych wielkich sieci handlowych. Na błędy zwrócili uwagę zarówno polscy handlowcy, jak i wicepremier Morawiecki. Całe szczęście, że uwagi te chyba zostaną uwzględnione i projekt ustawy który trafi do sejmu, nie będzie już ich zawierał. Nie będzie to zatem kolejne łajdactwo w stylu kon-Donka, czyli "chcieliśmy (rzekomo) dobrze, a wyszło jak zawsze".
Tak samo za pozytywny symptom uważamy dyskusję w kwestii „frankowiczów”. Lepiej przygotować to przewalutowanie porządnie, niż po łebkach. Ale mamy nadzieję, że za jakieś góra dwa – trzy miesiące te dyskusje się skończą a w sejm zatwierdzi rozsądny projekt ustawy. Przypominamy że na Węgrzech banki też kwiczały jak zarzynane świnie, że do swojej działalności będą musiały dopłacać. Ale koniec końców znad Dunaju nie uciekły i widocznie dopłacają. Heroizm godny podziwu.
Czas też na kilka słów krytyki.
W sytuacji gdy budżet obciążony jest ponad pięćdziesięciomiliardowym deficytem, wsadzenie w mordy Sorosa i ukraińskich oligarchów czterech miliardów złotych uważamy za sabotaż. Rozumiemy, że tak kazał pani premier sam żoliborski Napolion. Ale chyba czas, by ten Geniuś przestał bałwanić,  wrócił do lokum, w którym przebywał podczas obydwu kampanii wyborczych i wreszcie się zamknął.
Drugi problem to
deklaracyjne podwórkowe kiwki w kwestii „uchodźców”. A zwłaszcza brak informacji o zdolności do przewidzenia realnego zagrożenia i podjęcia działań zaradczych. Mamy na myśli jakże realną groźbę wtargnięcia przez ukraińską (i być może również białoruską) granicę hord „uchodźców”. Ponieważ Makrela ma „prawo europejskie” w odbycie wtedy, gdy jest to jej na płetwę, może zamknąć granicę polsko – niemiecką i zostawić nas z tym syfem. Przypomnieć, że „uchodźcy” mają występować o azyl w pierwszym kraju eurokołchozu, na którego terenie się znajdą i śmiać się w kułak z wydymanych głupich Polaczków. Dlatego trzeba zadać jasne pytanie: Czy Straż Graniczna została w dostatecznym stopniu wzmocniona liczebnie, czy dysponuje dostateczną ilością amunicji i czy wydano jej rozkaz strzelania do agresorów, forsujących granicę na chama? Bo budowy płotu na tak długiej granicy raczej nie da się w krótkim czasie zrealizować, a poza tym, na pewno zabraknie na to środków. No cóż, trzeba było nie wywalać czterech miliardów w błoto, lub jak kto woli, na fantasmagorie, wyklute w chorym umyśle „jagiellończyka” spod znaku tryzuba.
A jak te sto dni widzą przedstawiciele innych niż PiS partii politycznych?
Przestępczość Organizowana, zgodnie z zapowiedzią Grzecha Skatiny i Niesiołka bis, czyli niejakiego Neumana, jest opozycją totalną. W kwestii 500+ przez dłuższy czas grzmiała, że budżetu na to nie stać. Po czym raptownie (czyżby generał Czempiński wytrzaskał Skatinę po gębie i tak kazał?) zmieniła zdanie i zażądała tych pięciu stów na każde dziecko. Ponieważ jedno z drugim wzajemnie się wykluczają, pozostaje pytanie, czy POpaprańcy łgali dawniej, czy teraz, czy i dawniej i teraz? Naszym zdaniem, prawdziwy jest ten ostatni wariant. A dla generała Czempińskiego mamy jakiś cień współczucia, skoro przez kilkanaście lat musiał się użerać z aż takimi debilami.
Uczeń Sorosa i Balcerowicza, Ryszard Petru, podsumował 100 dni rządu jako „chaos i koszmar” . Zaprezentował „czarną teczkę rządów PiS-u”, zawierającą listy do poszczególnych członków rządu. W listach tych żebrał o spotkanie i żalił się, że nie otrzymał żadnej odpowiedzi, z wyjątkiem listu od wicepremiera Morawieckiego, który poinformował zainteresowanego, iż nie ma
czasu na żadne spotkania z nim. Przypomina to scenę z „W pustyni i w puszczy”, w której dumny jak paw Kali przechwalał się:
Bwana Kubwa powiedzieć, że Kali być donkey!
W tym wypadku nasze współczucie dla WSIoków, które wystrugały z banana takie mniej niż zero, jest również zerowe. Mogli znaleźć mniejszego durnia, przynajmniej z uczciwie zdaną maturą. I jego wypromować na wodza jakiegoś operetkowego stowarzyszenia ekonomistów, którego jedynym walorem jest nieźle brzmiąca na pierwszy rzut oka nazwa.
Pan Marek Jakubiak przedstawiając stanowisko klubu Kukiz’15, powiedział że do akceptacji budżetu nie wystarczą sensowne wydatki. Bardzo niepokoi go deficyt budżetu wynoszący około 55 miliardów zł.
Wielki Victor Orban obejmując rządy, zastał sytuację finansowo – gospodarczą jeszcze gorszą, bowiem po rządach neokomuchów Węgry sytuowały się bliżej Grecji, niż Tusklandii. I w cztery lata potrafił spłacić Międzynarodowy Fundusz Walutowy, po czym zakończył wszelkie kontakty z tą organizacją. Tak samo ekspozytura bandyty i grandziarza Sorosa wyleciała z Węgier na zbitą mordę. Zobaczymy, jak to będzie w Polsce, ale nie jesteśmy wielkimi optymistami. Polityka Orbana była całkowicie niekoszerna, czego o polskiej, przynajmniej do tej pory w wykonaniu PiS lokajskiej względem starszych i mądrzejszych, nijak powiedzieć się nie da.

Stary Niedźwiedź
Flawia de Luce
Tie Fighter

sobota, 20 lutego 2016

Kto ja jestem? Cienki Bolek

Z powodów zdrowotnych (przypadłości chorobowe dotknęły całą redakcję), zaniedbaliśmy działalność blogową. A w sprawach publicznych ograniczaliśmy się do słuchania informacji o zwrocie w dostępności twardych dowodów działalności TW „Bolka”, w imitacji Państwa Polskiego o nazwie III RP kreowanego nieomal na Joannę d’Arc. Początkowo nie planowaliśmy zabrania głosu w tej sprawie. Ale w sobotnie przedpołudnie Stary Niedźwiedź miał przyjemność wypić herbatę w towarzystwie Flavii i do zmiany decyzji skłoniło nas obejrzenie w TVP rozmowy na ten temat z udziałem korespondentów prasy zagranicznej. Ludzi swobodnie posługujących się językiem polskim, a zatem zasiedziałych w Polsce. Którzy z racji swojej profesji, przynajmniej w teorii powinni wykazać się znajomością spraw polskich na poziomie przeciętnego jej mieszkańca oraz jako taką umiejętnością logicznego myślenia, na poziomie co najmniej absolwentów tych nieoperetkowych wydziałów uniwersytetów.
Niemka popisała się złotą myślą, że to Lech Wałęsa obalił Mur Berliński, zatem ewentualne wcześniejsze grzeszki w takim kontekście są pozbawione jakiegokolwiek znaczenia. No cóż, albo babsztyl nie słyszał o Ronaldzie Reaganie, albo też prasa niemiecka osiągnęła już takie dno, że o tym, co jej wolno pisać, a czego nie, decyduje nie tylko urząd kanclerski Rzeszy z kolejnym numerem, tak jak to wcześniej  miało miejsce za Hitlera. Widocznie rozkazy wydają niemieckim szmatławcom również nadludzie z Czerskiej. A niejaki Goebbels przewraca się w grobie, bo szkopskie pismaki tak tańczą, jak im starsi i mądrzejsi zagrają.
Francuz próbował cerować cnotę Bolka inteligentniej. Posłużył się argumentem, że o ocenie polityka rozstrzyga przebyta przez niego droga. I przytoczył dwa przykłady. Mitterranda, który pomimo grzeszków młodości, karierę polityczną zakończył jako szanowany prezydent. Oraz Petaina, swego czasu dzielnego obrońcę Verdun, a potem niemieckiego kolaboranta z Vichy, którego tylko sędziwy wiek uratował przed plutonem egzekucyjnym.
Podczas doraźnie zorganizowanej redakcyjnej telekonferencji, Tie Fighter przysłał nam link do arcyciekawej rozmowy z Grzegorzem Braunem, reżyserem dwóch filmów o tym antybohaterze.

http://www.pch24.pl/braun--w-sprawie-walesy-trwa-festiwal-hipokryzji,41344,i.html
 
I po lekturze zapadła decyzja o zabraniu głosu w tej sprawie.
O bredniach babsztyla jeszcze głupszego od Makreli (okazuje się, że wbrew pozorom, jest to możliwe), twierdzącego, że komunizm obalił Bolek samodzielnie, jedynie „z żonom i dzieciami”, oczywiście nie ma się co rozwodzić. Ale warto poświęcić kilka słów komentarza kolejnej historyjce z cyklu „ważne, jak kto kończy”. A cała działalność Lecha Wałęsy jako prezydenta oraz jako byłego prezydenta to jeden festiwal większych i mniejszych łajdactw.
Zaczęło się od naiwnych prób zniszczenia dokumentów na swój temat. Powszechnie wiadomo, że dostarczane z archiwów MSW (IPN jeszcze wtedy nie istniał) teczki wracały uboższe o wiele kartek, o ile w ogóle wracały.
Potem nastąpiło jakieś kretyńskie gaworzenie o „NATO bis”. Czyli desperackie próby pozostawienia Polski POZA strukturą NATO.
Kiedy wojska rosyjskie wreszcie wynosiły się z Polski w jasną cholerę, Bolek wyskoczył z pomysłem, aby na terenach byłych radzieckich baz powstały POZA POLSKĄ JURYSDYKCJĄ jakieś rzekomo biznesowe „organizacje”. Było to na szczęście za czasów rządu Jana Olszewskiego, który natychmiast storpedował ten pomysł, w cywilizowanym kraju wystarczający do wytoczenia Bolkowi procesu za zdradę stanu.
Gdy kutas w muszce, naszym zdaniem na polecenie swojego oficera prowadzącego, odpalił lustracyjną bombę pod balansującym na linie rządem Jana Olszewskiego, jedynym propolskim rządem w latach 1989 – 2015, w pierwszej chwili przerażony Bolek wysłał do PAP komunikat, że „kiedyś coś tam podpisał”. Ale po kilku godzinach wycofał takowy, gdy zapewne jego przyboczny kapitan (bynajmniej nie żeglugi wielkiej) Wachowski doliczył się, że łącznie ze zgrają Moczulskiego, szpicle plus komuchy mają w tym sejmie większość. I nastąpiła noc upiorów z 4 na 5 czerwca 1992. Głupi sikawkowy Walduś uwierzył, że naprawdę zostanie premierem i jedyny polski rząd w II połowie XX wieku został obalony.
O „wspieraniu lewej nogi” przez coś, co znajduje się między prawą a lewą, nie warto się rozwodzić. Ale już pisząc ten tekst, usłyszeliśmy z ekranu telewizora arcyważną wiadomość. Pan mecenas Marek Markiewicz, w kadencji 1991-93 poseł klubu „Solidarności”, poinformował że komisja sejmowa przygotowywała wniosek o postawienie przed Trybunałem Stanu Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka. Wniosek ten miał być gotowy w pierwszych dniach czerwca 1993. Ale gdy 28 maja sejm uchwalił wotum nieufności dla rządu haniebnej pamięci Hanny Suchockiej, już następnego dnia Bolek rozwiązał parlament. Co wówczas zapobiegło groźbie osądzenia tych zbrodniarzy.
Już jako były prezydent, Bolek jest upaprany w wiele podejrzanych lub wręcz haniebnych spraw. W filmie Grzegorza Brauna „Plusy dodatnie, plusy ujemne” wystąpił między innymi Henryk Lenarciak, dawny kolega Bolka ze stoczni, na stare lata klepiący biedę i dorabiający jako portier, by przeżyć. Wkrótce po emisji filmu został zwolniony z pracy, po czym zginął w „wypadku ulicznym”. Podczas procesu wytoczonego przez Bolka Krzysztofowi Wyszkowskiemu, na korzyść pozwanego zeznawał major Janusz Stachowiak, były oficer SB. Jak na III RP przystało, wkrótce potem "popełnił samobójstwo”.
Ale w naszym odczuciu, wisienką na torcie najohydniejszej podłości tego „bochatera” jest jego stosunek do ś.p. Anny Walentynowicz. Nigdy nie zapomnimy tej parszywej mordy, łżącej do kamery, że pani Ania szkodziła walce o odzyskanie niepodległości bardziej, niż SB. Wściekłości z powodu przyznania jej przez ś.p. Lecha Kaczyńskiego renty specjalnej, dzięki której mogła wreszcie wykupować zapisywane jej leki, oraz odznaczenia jej Orderem Orła Białego. Pewnie wolałby, żeby order ten dostała bohaterka z jego bajki, w rodzaju maskotki PO, ani chybi za picie wódki na terenie MKS i kradzież radia.
Przed kampanią reelekcyjną Bolka pani Ania wystosowała do niego list otwarty o treści:


"Na naszych oczach przeszłość ulega przekłamaniu, manipulacji, by ocalić prawdę ktoś musi zapytać o fakty, dopóki żyją jeszcze ich świadkowie. Lata wspólnej działalności nakładają na mnie obowiązek zadania kandydatowi na Prezydenta RP – Lechowi Wałęsie kilku pytań. Oświadczam, że biorę pełną odpowiedzialność za treść tych pytań i zawarte w nich sugestie. Życzę sobie przeprowadzenia dowodu prawdy przed sądem:
1. Czy pamiętasz, jak w styczniu 1971 r. przyznałeś, że na żądanie SB dokonywałeś identyfikacji uczestników zajść grudniowych z fotografii i filmu? Czy teraz możesz podać powody tych działań?
2. Dlaczego okłamałeś wszystkich, mówiąc o przeskoczeniu płotu, podczas gdy na strajk 14.08.1980 r. zostałeś dowieziony motorówką z Dowództwa Marynarki Wojennej w Gdyni?
3. Jak godziłeś swoją katolicką moralność z głośnymi przygodami, o które żona robiła ci publiczne awantury w 1980 r.?
4. 9 grudnia 1980r przyznano "Solidarności" pierwszą nagrodę – 30 tys. USD. Co zrobiłeś z tymi pieniędzmi?
5. Co zrobiłeś z 60 tys. USD nagrody szwedzkiej prasy, które miałeś przekazać na Panoramę Racławicką, lecz nigdy nie przekazałeś?
6. Czy mieszkanie na ul.Polanki 52 kupiłeś, czy otrzymałeś w darze i od kogo?
7. W jakiej kwocie Bagsik i inni biznesmeni finansowali Twoją pierwszą kampanię wyborczą? 8. Czy uważasz za właściwe, że głowa państwa lokuje pieniądze w bankach zagranicznych, wbrew polskiemu prawu?
9. Czy byłeś w 1981 r. informowany przez Prezydium MKZ, że M. Wachowski jest kapitanem SB?
10. Czy Wachowski posiada Twoje zdjęcia ze wspólnych orgii i dlatego nie reagowałeś na jego poczynania?
11. Czy SB szantażowała Cię ujawnieniem wszczętych postępowań karnych o kradzieże przed Sądem Rejonowym dla Nieletnich wymuszając płatną współpracę?
12. Za jakie zasługi w obozie w Arłamowie przyznano Ci prawo polowania z Kiszczakiem i 5-cio tygodniowy pobyt z całą rodziną, gdy innym odmawiano zwykłych widzeń?
13. Czy pamiętasz swoją wypowiedź na Kongresie USA "lokujcie swe kapitały w Polsce, bo na nędzy i głupocie można najlepiej zarobić". Czy nadal tak sądzisz?
14. Z jakiej obietnicy wyborczej wywiązałeś się?
15. Czy teraz potrafisz odpowiedzieć na pytanie A. Gwiazdy z I Zjazdu "Solidarności" – jak wygląda dogadanie się Polaka z Polakiem, gdy jeden jest zdrajcą?
16. Kiedy spełnisz publiczną obietnicę rozliczenia się z majątku i wskażesz jego prawdziwe źródła, bo Twoje książki przyniosły straty? Podobnie z obietnicą wyjaśnienia stosunków z SB?
17. Czy nie dosyć już kłamstw, krętactw, niekompetencji, pazerności, czy Ty naprawdę nie boisz się Boga, Lechu?
Gdańsk, dn. 25.09.1995r.
Anna Walentynowicz

 

Minęło od tego czasu ponad dwadzieścia lat, ale odpowiedzi na te pytania oczywiście się nie doczekaliśmy. I ze strony cienkiego Bolka na pewno się nie doczekamy. Bowiem jak podaje "onet":

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/walesa-do-pracownikow-sb-wybaczam-wam-walka-miedzy-nami-zakonczona/qq3861

Bolek zwrócił się do byłych SBków słowami:
"Zaryzykowaliśmy, udało się, walka między nami zakończona. Wykorzystajmy razem szansę na podbudowanie Ojczyzny".

Nie warto mu nawet w gębę splunąć.

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce
Tie Fighter

czwartek, 11 lutego 2016

Dyzma wystrugany z banana

Józef Stalin, duchowy ojciec wszelakich komunistycznych opryszków, w tym i peerelowskich Wojskowych Służb Informacyjnych, zwykł był mawiać, że o wszystkim decydują kadry. W przypadku obecnych WSIoków, przez mistrza Michalkiewicza zwanych z rosyjska „razwieduprem”, kłopoty z kadrami wciąż się pogłębiają. Bo poza mianowaniem liderem „spontanicznych protestów Polaków” alimenciarskiej szmaty, która porzuciła żonę i trójkę dzieci (z alimentami zalega na jakieś sto tysięcy złotych, a sam jest na utrzymaniu konkubiny), WSIoki mają na koncie dużo większą wtopę. Którą niewątpliwie jest wódz „nowoczesnej.p(r)l”, że już o jego czirliderkach vel „petrówkach” nie wspomnę. Czyli niejaki Ryszard Przerwa-Petru, potocznie znany jako „Swetru”.
Człowiek ten był (i nadal jest w Pols(r)acie czy Tusk Vision Network) przez ostatnie dwa miesiące lansowany w mediach z intensywnością godną familii Kimów w Korei Północnej. Zabierał głos w każdej bez wyjątku sprawie jako wyrocznia, nie tylko jako rzekomy finansista i ekonomista. Doszło do tego, że z pewnym niepokojem otwierałem konserwy, obawiając się, że i w nich zamiast mojego ulubionego tuńczyka też może być Petru.
Osobnik ten swego czasu rozpoczął studia na Wydziale Informatyki i Zarządzania Politechniki Wrocławskiej. Po roku z nich zrezygnował, jak głosi jego oficjalny życiorys. Sam będąc belfrem warszawskiej polibudy i ucząc właśnie informatyki, mam przeczucie graniczące z pewnością, że to z niego zrezygnowano. Bowiem informatyka stawia wymagania progowe odnośnie inteligencji i logiki, zbyt wysokie na Swetru nogi. Dlatego nasz bohater przeniósł się do Warszawy, gdzie ukończył Szkołę Główną Handlową. Jeszcze na studiach związał się z Mumią Demokratyczną, zostając asystentem Władysława Frasyniuka, potem robił za handlangra u Mengele polskich reform, czyli u Leszka Balcerowicza. Ten wepchnął go do bankowości i nawet zrobił szefem założonej przez siebie w roku 1994 operetkowej organizacji, zwanej  Towarzystwem Ekonomistów Polskich. Piękna nazwa, nieprawdaż? A ludzie nie interesujący się tą tematyką, mogą pomylić ją z tak poważną organizacją zawodową jak Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, którego tradycja sięga do XIX wieku.
Szerszej publiczności teczkowy Balcerowicza dał się poznać z klipów reklamowych, w których występował jako naganiacz namawiający ludzi do brania kredytów „frankowych”. Gdy teraz wypomniano to temu „finansiście”, bezczelnie odpowiedział, że się pomylił. O jakiejkolwiek pomyłce nie może być mowy, bowiem w tym czasie swój kredyt „przewalutował” na złotówki. Więc nazywając fakty po imieniu, bez dyplomacji i sięgania po eufemizmy, trzeba powiedzieć że ma krew na rękach. Bowiem niektórzy „frankowicze”, nie mogąc spłacić tych kredytów i realnie zagrożeni eksmisją na bruk, odebrali sobie życie.
Jego wszechstronna wiedza, głęboka niczym kałuża na sekundę przed wyschnięciem, najlepiej uzewnętrznia się na niwie historii. Oto jego najefektowniejsze wtopy:

https://www.youtube.com/watch?v=ock60FfNias
W rozmowie z dziennikarzem, wieszcząc bardzo szybki upadek PiS, powiedział że imperia upadają w chwili swej najwyższej potęgi, tak jak Cesarstwo Rzymskie. Dziennikarz, w przeciwieństwie do Swetru, musiał maturę zdać, a nie kupić. Bowiem zwrócił uwagę, że pomiędzy rokiem mniej więcej setnym a 476 jednak trochę czasu upłynęło.

http://www.fakt.pl/politycy/wpadka-ryszarda-petru-w-sejmie,artykuly,594852.html
Innym razem ten „ałtorytet” stwierdził, że zamach majowy miał miejsce w roku 1935, zaś słynny jednodniowy sejm z 1 lutego 1717 nazwał Sejmem Głuchym.

W Polsce nie sposób nie zetknąć się z tematyką religijną:
http://dzikikraj.interia.pl/mowatrawa/news-swieto-szesciu-kroli-wpadka-petru,nId,1949539
Zatem nowy mesjasz lemingów powiedział o Święcie Sześciu Króli. Czyżby Swetru nawet od biednych króli odruchowo naliczył lichwiarski procent?

http://telewizjarepublika.pl/kolejna-wpadka-petru-premiera-wielkiej-brytanii-nazwal-kamerunem,29392.html
Ostatnio w rozmowie z TW „Stokrotką” popisał się również wiedzą polityczną i zarazem geograficzną. Stwierdzając, że premierem Wielkiej Brytanii jest David Kamerun. Na drzewo bałwanie, banany prostować, niekoniecznie akurat w Kamerunie.


http://www.tygodniksolidarnosc.com/pl/14467/60/c/petru-nie-zna-wlasnego-projektu---to-ile-mamy-w-tej-ustawie----video-.html
Do tej pory „główna siła opozycji” ograniczała się do stu wniosków o przerwę w obradach, donosów do prokuratury na politycznie niepoprawne wypowiedzi posłów PiS i Kukiz’15 oraz skarżenia do Trybunalskiej Konstytutki kolejnych ustaw obecnego parlamentu. Ostatnio poza komicznym pięciopunktowym „planem” ratowania Polski, klub Swetru wypichcił też swój projekt ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Pewien dziennikarz był na tyle nietaktowny, że spytał geniusza o jakiś szczegół tego projektu. Guru zrobił karpia, bo nie miał o treści takowego zielonego pojęcia. Na jego szczęście obok przechodziła jedna z „petrówek”. Więc usłyszała pytanie:
- Kamila, jak mamy w tej ustawie?

 Rzekoma wiedza ekonomiczna tego Dyzmy polskich finansów również rzuca na kolana.

http://wpolityce.pl/polityka/279154-ryszard-petru-rubikon-trojanski-czy-lansowany-przez-media-i-wlascicieli-iii-rp-obronca-wielu-lobby-moze-szkalowac-polski-rzad-u-obcych
W swoich pięciopunktowym Programie Naprawy Polski udowodnił, że nie zna ustawy o NBP, a w szczególności nie ma cienia bladego pojęcia o zadaniach statutowych, nałożonych na tę instytucję.

http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz%2Fnowoczesna-moze-stracic-subwencje
Ale najdotkliwiej może się przejechać na swojej ignorancji, jeśli Państwowa Komisja Wyborcza zakwestionuje sposób, w jaki dwumilionowy kredyt bankowy znalazł się na koncie jego komitetu wyborczego. Swego czasu PSL wpadło w podobną pułapkę i zostało za to ukarane. Jeśli zatem „niezawiśli sędziowie” nie sprostytuują się po raz kolejny, dotacja budżetowa dla Swetru może zostać dotkliwie dla zainteresowanego obniżona. Obecnie wynosi ona 6.2 miliona złotych rocznie. Spotkałem się z opinią, za którą nie mogę oczywiście ręczyć, że obniżka winna być trzy razy taka, jak nierozliczona w sprawozdaniu wyborczym kwota. Jeśli to prawda, z ponad sześciu milionów pozostanie rocznie 200 tys. zł. Oczywiście banksterzy te dwa miliony umorzą swojemu wiernemu lokajowi. Ale aby ta zgraja miała  na bieżące wydatki, Soros i WSIoki będą musieli znowu rozsupłać sakiewki.
 

Najbardziej zadziwia mnie, że ludzie z pozoru inteligentni, traktują Swetru i jego bandę serio. Czyżby syndrom Dyzmy? Jeśli tak, pozwolę sobie sparafrazować słynną kwestię Żorża Ponimirskiego, w której zmienić musiałem jedynie nazwisko przedmiotu recenzji i nieco zmodyfikować obszar jego matołectwa.

<< Milczeć! Sapristi! Z was się śmieję! Z was! Elita! Cha, cha, cha… Otóż oświadczam wam, że wasz mąż stanu, wasz Cincinnatus, wasz wielki człowiek, wasz Ryszard Petru, to zwykły oszust, co was za nos wodzi, to sprytny łajdak, fałszerz i jednocześnie kompletny kretyn! Idiota, nie mający zielonego pojęcia nie tylko o ekonomii, lecz i o historii, geografii czy religii. To cham, bez cienia kindersztuby, bez najmniejszego okrzesania! Przyjrzyjcie się jego mużyckiej gębie i jego prostackim manierom! Skończony tuman, kompletne zero! Wulgarna figura spod ciemnej gwiazdy, o moralności rzezimieszka. Sapristi! Czy wy tego nie widzicie? Źle powiedziałem, że on was za nos wodzi! To wy sami wwindowaliście to bydlę na piedestał! Wy! Ludzie pozbawieni wszelkich rozumnych kryteriów. Z was się śmieję, głuptasy! Z was! Motłoch!…>>


I to by było na tyle.

Stary Niedźwiedź

czwartek, 4 lutego 2016

Chrzest Polski a bałwany różniaste

W tym roku przypada w miarę okrągła, bo 1050 rocznica chrztu Polski. Co oczywiście jest solą w oku tych wszystkich, którzy stają na głowie, by tylko pomniejszyć znaczenie decyzji Mieszka Pierwszego.
Bałwany „rodzimowiercze” próbują różnych sztuczek. Najbezczelniejsi wmawiają, że na długo przed rokiem 966 istniało rzekomo silne państwo polskie. Bajdurzenia takie można znaleźć choćby tam:

tak jak i wspaniałą mapkę:

Z której wynika, że już w VI wieku istniało jakieś lechickie czyli słowiańskie imperium, sięgające od Renu po Ural i od Bałtyku po Morze Kaspijskie. Pozostaje zatem zagadką, z kim wcześniej wojowali Rzymianie a później Karolingowie, skoro Germanie żadnych terytoriów w centralnej Europie nie zajmowali, nie istniało też w Panonii żadne państwo Awarów. Podążając linkami z tej witryny, dowiedzieliśmy się, że alfabet Etrusków ma słowiański rodowód, a zdaniem niektórych badaczy wywodzi się z Rusi. Wtedy nasza cierpliwość się wyczerpała i darowaliśmy sobie wertowanie tych bzdur. Zapewne wkrótce okaże się, że nazwa Etruskowie jest wynikiem przekręcenia słowa Ruskowie.
Tym, którzy przywołują Księstwo Wielkomorawskie Samona i jego nastpców z IX wieku, uprzejmie przypominamy, że z ziem polskich w jego skład wchodziło jedynie terytorium Wiślan i zapewne południowy Śląsk. A na początku X wieku Madziarzy położyli kres jego istnieniu.
Skoro zatem zdeprecjonowanie roli  chrztu za pomocą próby wyciągnięcia z cylindra za uszy pogańskiego państwa ogólnopolskiego kończą się jedynie zrobieniem przez królika kupy do cylindra jarmarcznego kuglarza, inni pomniejszacze znaczenia decyzji Mieszka stosują inną taktykę. Opowiadając o istnym raju na ziemi, czyli o krainach słowiańskich, miodem i mlekiem płynących, zamieszkałych przez ludzi niezdolnych do skrzywdzenia muchy, których istnieniu położyło kres to wstrętne chrześcijaństwo.
Gdy takie historyjki wypisują przedstawiciele sfer narkomańsko – satanistyczno – proskrobankowych, ani trochę nas to nie zaskakuje. W końcu rozumieją oni, że to właśnie tak znienawidzone przez nich chrześcijaństwo jest główną przeszkodą w zamianie Polski w „wolnościowe” szambo z powszechnie dostępnymi narkotykami, równie dostępnymi dla wszystkich chętnych dziewkami, otwarte na oścież dla każdego przybłędy o innym niż biały kolorze skóry. Posuwają się do różnych kłamstw, twierdząc na przykład, że pogańscy kapłani utrzymywali się z pracy własnych rąk, nie składali swoim bałwanom ofiar z ludzi, a nawet rzekomo dysponowali pismem, choć w tej sprawie „dowody są bardzo słabe”. No cóż, możemy równie dobrze napisać, że promieniowania X nie odkrył Wilhelm Roentgen, który za to odkrycie został laureatem nagrody Nobla z fizyki w roku 1901. Bo dokonał tego jeszcze w XVIII wieku wielki rosyjski uczony Łomonosow. Bowiem radzieccy uczeni odnaleźli jego list do narzeczonej, w którym napisał „przejrzałem cię na wylot, ty lafiryndo”.
Co się tyczy tej „pracy własnych rąk”, oraz „pacyfizmu” pozwolimy sobie przypomnieć zdobycie Arkony w roku 1168 przez koalicję duńsko – niemiecką, do której przyłączyli się też polscy książęta zachodniopomorscy. Po prostu zamieszkujący Rugię słowiańscy pogańscy piraci byli najgroźniejszymi opryszkami na Bałtyku i w końcu się doigrali. Nawet jeśli ówczesne relacje o wielkich skarbach zdobytych w „chramie” niejakiego Świętowita są przesadzone, pozwolimy sobie przypomnieć, że rozwój gospodarczy Pomorza Zachodniego przyspieszył w końcu XII wieku. A nie ulega wątpliwości, że wspomniani książęta przy podziale łupów nie byli równorzędnymi partnerami dla króla Danii.
No i ofiary z ludzi. Swego czasu, na blogu pewnej katoliczki za trzy öre, Flavia wyraziła się bez cienia nabożnej czci o poziomie cywilizacyjnym rekonstrukcji w Biskupinie i wspomniała o tych ofiarach. Poza atakiem satanistycznego śmiecia, perły w koronie blogu tej katoliczki, spotkała się z negacją składania ofiar również i ze strony rozhisteryzowanego niczym ciota notorycznego kłamcy, który potrafi nawet zarzucić „Antysocjalowi”  antypolonizm większy niż u Bismarcka i mieszanie z błotem polskiego katolicyzmu. Na informacje o odkryciach archeologicznych zareagował, niczym TW "Bolek" na dokumenty IPN. Na swoje szczęście grał praktycznie na własnym boisku i litościwa blogmasterka rzuciła mu się na ratunek, usuwając komentarze demaskujące jego łgarstwa.
Bajdurzenie, iż wcześniej na polskich ziemiach był cud, miód i ultramaryna nie dadzą się obronić, i nie da się ukryć, że to Mieszko scalił w jeden organizm państwowy ziemie polskie a proces ten zakończył i konstrukcję państwa umocnił jego wielki syn Bolesław.
Książę Mieszko po przyjęciu chrześcijaństwa ulokował się w hierarchii ówczesnej Europy na półce o nazwie „wasale cesarza”. To dzięki temu po pokonaniu w bitwie pod Cedynią margrabiego Hodona, afera skończyła się dywanikiem u cesarza, który uznał, że dwaj jego wasale wzięli się za łby. Nie było klecenia jakiejś quasi krucjaty z powodu przetrzepania Niemcom skóry przez pogan. A już Bolesław Chrobry poczynał sobie z cesarstwem jak równy z równym, nie raz solidnie wygarbował Niemcom skórę. I, co najważniejsze, swoją koronacją stworzył jakże ważny dla polskiej państwowości precedens. A Wieleci, Obodrzyce , Ranowie et tutti quanti? Niekiedy byli przez cesarza używani w roli pożytecznych idiotów, jak choćby podczas wojen cesarza Henryka z Bolesławem Chrobrym. Ale do końca XII wieku ich państwa uległy likwidacji, a w XV stuleciu zaginął też ślad po ich narzeczach.
 Zatem skoro  negować rolę chrztu jako siły sprawczej powstania państwa polskiego mogą jedynie nawiedzeni lub idioci, można też czepiać się samego Mieszka. Na zasadzie że sam chrzest może był i cacy, ale najważniejsza z uczestniczących w nim osób już be. Tą metodę przyjęła inna antypolska hołota w osobach senatorów Przestępczości Organizowanej, Barbary Zdrojewskiej i Jerzego Wcisło, których wypociny można znaleźć pod adresem:

Najlepszej odpowiedzi na te bzdury udzielił mistrz Jan Pietrzak:

Rozwijanie  słów Pana Janka byłoby zarówno nietaktem, jak i wyrazem megalomanii, godnej co najwyżej intelektualnych jarmarcznych wydrwigroszy.

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce

czwartek, 28 stycznia 2016

Referendum

Jak już o tym pisaliśmy, coraz bardziej irytują nas rządowe (czyli prezesowe) manewry w kwestii uchodźców.
Po pierwsze, z powodu narażania bezpieczeństwa kraju i jego obywateli. Po szwedzkich i niemieckich popisach dzikusów wielbiących pustynnego opryszka i pedofila, każdy domagający się wpuszczenia ich do Polski jest albo idiotą, albo sk****synem na niemieckim żołdzie. Tertium non datur.
Po drugie, z powodu złamania przedwyborczych obietnic. W tym przypadku nie ma wykrętu, że dopiero po objęciu władzy odkryto minę przygotowaną przez Przestępczość Organizowaną. O noszącej wszelkie znamiona zdrady stanu obietnicy Ewci Peron wszyscy wiedzieli, a zatem również i Napolion, udający wtedy niezłomnego patriotę.
Po trzecie, jak już pisaliśmy, oddzielenie prawdziwych chrześcijan od podszywających się pod nich dżihadystów, jest praktycznie nierealne. Zatem w tę wnikliwą selekcję uwierzyć mogą jedynie całkowicie bezkrytyczni fani PiS.
Po czwarte, argument „pacta sunt servanda” jest w tym przypadku wyjątkowo idiotyczny. A co by było, gdyby Kopara obiecała rewizję granicy polsko – niemieckiej? Albo sprzedała Szkopom Orlen za jednego eurocenta? Czy Geniuś też by tego „zobowiązania” dotrzymał?
Dlatego bardzo nas ucieszyła akcja klubu Kukiz’15, domagająca się referendum w kwestii przyjęcia tego kukułczego jaja:
 

Naszych Czytelników, podzielających punkt widzenia redakcji, bardzo prosimy o włączenie się do tej akcji. Polecamy skorzystanie z linku:
do strony, na której można pobrać formularz do zbierania podpisów. Są też podane adresy biur poselskich klubu, do których wypełnione formularze należy przesyłać. Można tam na bieżąco głosować za lub przeciwko przyjęciu tych „uchodźców”. W chwili pisania tego tekstu głosowało już ponad 107 tysięcy osób, a przeciwko wpuszczeniu tej szarańczy jest 96% ankietowanych.
W poprzedniej kadencji kilka obywatelskich projektów ustaw i petycji o zajęcie się przez parlament naprawdę ważnymi sprawami marszałkinie Kopacz i Kidawa – Błońska wyrzuciły do śmieci. Na co, jak najsłuszniej w świecie, ciskał gromy Napolion. Więc jesteśmy bardzo ciekawi, co nastąpi, jeśli do Sejmu trafi ponad pół miliona podpisów pod wnioskiem o referendum. Jeśli do referendum dojdzie, a Polacy raczą ruszyć cztery litery (o rozkład głosów nie ma co się martwić) , ten argument pomoże prezesowi, a w konsekwencji także rządowi wymiksować się z tej afery. I doczekamy się happy endu. Ale gdyby na rozkaz prezia do referendum nie doszło, okaże się on takim samym bucem jak Chyży Rój i jego ekipa. A jeśli do tego w Polsce pojawi się forpoczta 7 tysięcy dzikusów, do których dołączą ich „najbliższe rodziny” , czyli dalsze kilkadziesiąt tysięcy, trzeba będzie dojść do smutnej konstatacji, że zamienił stryjek Tusklandię na Kaczystan. A Czesi, że o Słowakach czy Madziarach nie wspomnimy, tak wyśmiewani przez walczaków, zbyt tępych, by obsłużyć nawet kalkulator czterodziałaniowy (a co dopiero cokolwiek zrozumieć z elementarza polityki), będą przy piwie robić sobie jaja z głupich Polaków, którzy swoim tchórzostwem rozwalili Grupę Wyszehradzką. Zaś sami skąpali się w gnojówce.

Flavia de Luce
Stary Niedźwiedź
Tie Fighter

sobota, 23 stycznia 2016

Pyszałek kontra walczaki

Minęła właśnie 153 rocznica wybuchu Powstania Styczniowego. Jak wszystkim  Szanownym Czytelnikom wiadomo, redakcja ocenia politykę i historię z punktu widzenia „księgowych”, jak ludzi myślących logicznie, zdolnych do chwili refleksji i zimnego bilansu zysków i strat nazywają romantyczne bałwany, całkowicie bezużytecznie, ale za to z wielkim hukiem bijące w przeszkody sztuczne i naturalne.
Wszyscy wiedzą iż po pierwszym wielkim narodowym fajerwerku, czyli po Insurekcji Kościuszkowskiej, Rzeczpospolita Polska zniknęła z mapy Europy. Warto na chwilę zatrzymać się nad efektami drugiego, wywołanego przez stu sześćdziesięciu młokosów, biegających z karabinami po Warszawie i szukających JAKIEGOŚ generała, który by ich „poprowadził na Moskali”. Musiał być koniecznie generał. A gdy mający takiego pecha, że się na niego napatoczyli, odmawiał im, był zabijany i szukano następnego. Wzniecone w ten sposób Powstanie Listopadowe, przyniosło sprawie polskiej gigantyczne korzyści. W końcu powstało tyle wspaniałych dzieł literatury romantycznej. Których przesłanie jest niemożliwe do zrozumienia dla czytelników innych narodowości, nie trutych od dziecka toksyną kultu seppuku. A że przy okazji
  • zlikwidowano konstytucję i parlament Królestwa Polskiego oraz polskie wojsko i polski system monetarny
  • w  sądownictwie zaczął obowiązywać rosyjski kodeks karny
  • rozpoczął się proces rusyfikacji szkolnictwa i administracji
  • zlikwidowano Uniwersytet Warszawski
  • uczestników powstania karano zsyłkami i wyrokami wieloletniego więzienia
  • majątki tychże uczestników oraz emigrantów skonfiskowano
  • wprowadzono wysokie cła na produkty polskie wwożone do Rosji, przy humorystycznie niskich na rosyjskie produkty wwożone do Kongresówki
to już sprawy trzeciorzędne dla „walczaków”. Uważających , że Polacy zawsze powinni WALCZYĆ, WALCZYĆ oraz WALCZYĆ. Nieistotne, czy za wolność "waszą", czy za "naszą". A efekty tejże walki nie mają jakiegokolwiek znaczenia, interesować się tym mogą jedynie jakieś godne pogardy liczykrupy.
Awantury „Wiosny Ludów” szczęśliwie Kongresówkę ominęły, Wojna Krymska chwalić Boga też nie stała się okazją do odegrania przez Polaków roli francuskich i brytyjskich użytecznych idiotów. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Rewolucyjne wrzenie rozpoczęło się na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych dziewiętnastego stulecia. I wtedy na arenie pojawił się chyba najbardziej kontrowersyjny polityk w historii Polski, czyli margrabia Aleksander Wielopolski.
Swój unikalny w gronie polskiej arystokracji tytuł odziedziczył wraz z ordynacją pińczowską po rodzie Myszkowskich, którzy uzyskali go od papieża Klemensa VIII. W roku 1846, będąc pod wrażeniem rzezi szlachty galicyjskiej, której dokonała chłopska tłuszcza, kierowana przez austriackich agentów pokroju Jakuba Szeli, po raz pierwszy wkroczył na arenę polityczną. Opublikował wówczas „List szlachcica polskiego do ks. Metternicha” sugerujący oparcie polityki polskiej o Cesarstwo Rosyjskie, jako przeciwwagę dla wrogich wtedy Polakom zarówno Królestwa Prus, jak i Cesarstwa Austriackiego. Oferta ta nie spotkała się z żadnym odzewem ze strony cara Mikołaja I. Przypomniał sobie o niej dopiero jego następca Aleksander II i w roku 1861, kiedy wrzenie w Królestwie Polskim trwało już na dobre, Wielopolski został mianowany dyrektorem Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Sprawując tę funkcję, zaczął ograniczać samowolę rosyjskich urzędników i zastępować ich Polakami. Opracował też plan znaczącego zwiększenia liczby polskich szkół podstawowych i średnich. Z drugiej strony był autorem „Ustawy o zbiegowiskach”, która po zatwierdzeniu przez gubernatora księcia Michaiła Gorczakowa stała się, przynajmniej zdaniem wielu historyków, podstawą prawną do ostrzelania przez wojsko demonstrantów na Placu Zamkowym 8 kwietnia 1861, w wyniku czego zginęło około stu demonstrantów. Należy tu jednak przypomnieć, że w prawie wszystkich krajach dziewiętnastowiecznej Europy, strzelanie przez wojsko do demonstrantów zdarzało się znowu nie tak rzadko, a do prawnej „podkładki” nikt wówczas nie przywiązywał nadmiernej wagi.
W wyniku sporów z rosyjską administracją ustąpił ze stanowiska i jesienią wyjechał do Petersburga. Udało mu się zdobyć aprobatę dworu dla swojej polityki ograniczonych reform, jako remedium na gorącą atmosferę polityczną w Kongresówce. Do Warszawy wrócił w czerwcu 1862, obejmując stanowisko naczelnika rządu cywilnego Królestwa Polskiego. Wiedząc że o przywróceniu stanu prawnego sprzed Powstania Listopadowego nie ma co marzyć, próbował zrobić to, co uważał za wykonalne. Kontynuował rozbudowę polskiego szkolnictwa, utworzył Szkołę Główną, będącą do facto uniwersytetem, wprowadził ustawę o samorządzie terytorialnym, będącą istotnym krokiem w dobrą stronę. Oczynszował też chłopów, Żydzi uzyskali prawa obywatelskie. Ale w zamian za to żądał od Polaków uznania status quo i zaprzestania działań konspiracyjnych. Stronnictwo „białych” zaproponowało mu współpracę, ale z tej oferty nie skorzystał. W efekcie Rosjanie nienawidzili go za przeprowadzone reformy, zaś Polacy za pychę i brak chęci do dialogu nawet z siłami umiarkowanymi, co zostało odebrane jako przejaw niesłychanej arogancji. „Czerwoni” dokonali w roku 1862 dwóch prób zamachu na jego życie.
Ale największym błędem Wielopolskiego była próba ugaszenia ognia benzyną, czyli zarządzona w styczniu „branka” do wojska osób uznanych za aktywnych lub potencjalnych rewolucjonistów. Co stało się bezpośrednim powodem rozpoczęcia Powstania Styczniowego.
Ponieważ nie udało się go stłumić w kilka tygodni, Wielopolski utracił zaufanie Aleksandra II. Został zdymisjonowany w lipcu 1863. Wyjechał do Drezna, gdzie spędził resztę życia, nie przejawiając jakiejkolwiek aktywności politycznej.
Najbardziej krewkie walczaki stawiają go w jednym rzędzie z Hieronimem Radziejowskim i Ksawerym Branickim. I tu mamy dla nich niemiłą niespodziankę. Marszalek Józef Piłsudski, cieszący się w tym gronie uwielbieniem, podczas wygłoszonego w roku 1924 odczytu o Powstaniu Styczniowym, powiedział:
„Wielkości, gdzie twoje imię? Największe imię to margrabia! Chciałem go kochać za wielkość, bo miał on dumę swojego narodu.” („Rok 1863” – broszurowa edycja odczytu z 20 stycznia 1924 r., cyt. za: „Józef Piłsudski – myśli, mowy i rozkazy”, red. B. Urbankowski, Warszawa 1989, s. 105 – 106).
Ale to nie nasz problem. Bowiem najbliższa jest nam ocena Normana Daviesa, który ma ten luksus, że nie jest obciążony bagażem ideowych wojenek polsko - polskich. Napisał:
„[…] był przeświadczony, że jest jedynym człowiekiem na świecie, który za pomocą wprowadzonych we właściwym czasie reform i przemocy potrafi zrekompensować wady swoich rodaków.” (cyt. za N. Davies, „Boże igrzysko”, Kraków 1996,T – II, s. 383).
A co osiągnęli powstańcy? Sięgnęliśmy po źródło w postaci publikacji:

http://www.instytuthistoryczny.pl/96-kalendarium/polska-zabory-1815-1914/k0120-zabor-rosyjski/represje-po-powstaniu-styczniowym-zabor-rosyjski/581-zr-represje-po-powstaniu-styczniowym
oraz
http://wpolityce.pl/historia/277963-powstanie-styczniowe-wolnosc-wyboru-rodzaju-smierci
 
Bezdyskusyjnym dorobkiem powstania było:
  • śmierć w walkach kilkudziesięciu tysięcy powstańców
  • stracenie przez Rosjan ok. tysiąca pojmanych
  • zesłanie na Syberię ponad 38 tysięcy
  • wyemigrowanie ok. 10 tys. uczestników powstania
  • konfiskata ok. 1600 majątków
  • likwidacja Rady Stanu, Rady Administracyjnej, Izby Obrachunkowej oraz Komisji Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego
  • reorganizacja na wzór rosyjski lokalnych władz administracyjnych, skarbowych, pocztowych, szkolnych i innych, podporządkowująca je odnośnym ministerstwom Cesarstwa
  • całkowite wyrugowanie języka polskiego z wyżej wymienionych instytucji
W drugim z linkowanych artykułów napisano też coś aż tak absurdalnego, że nie sposób tego nie zacytować jako deklaracji ideowej walczaków, w zasadzie powtórzonej w dniu wczorajszym przez Antka Policmajstra:
Wbrew pozorom ten zryw wolnościowy naszych przodków nie był bezsensowny. Represje zaborców odniosły odwrotny skutek. Polski patriotyzm zszedł do podziemia, rozwinął się w kierunku pracy organicznej, co umożliwiło odzyskanie niepodległość w 1918r.
Gdyby te bzdury mogli przeczytać Powstańcy Wielkopolscy z roku 1918, zabiliby je śmiechem. Bowiem ich przodkowie rozpoczęli pracę organiczną bez wcześniejszego dokonywania seppuku i stawali na głowie, aby polskie majątki ziemskie nie wpadły w niemieckie łapy. Konspiracyjne polskie szkolnictwo działało doskonale. I co najważniejsze, straty własne starali się minimalizować, a nie maksymalizować. A kiedy nadarzyła się stosowna okazja, wykorzystali ją wzorowo.

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce

niedziela, 17 stycznia 2016

POrozumienie POnad POdziałami

Redakcja „Antysocjala” nigdy nie domagała się rzeczy niemożliwych. Dlatego po ostatnich wyborach parlamentarnych nie ma zamiaru łapać zwycięskiego PiS za słówka i oczekiwać szybkiej realizacji obietnic wiążących się z dużymi wydatkami z budżetu. Tak więc nie będziemy ponaglać w kwestii sławetnych pięciuset złotych na dziecko, tym bardziej że od samego początku nie wierzyliśmy w to, że ktokolwiek porządnie policzył koszt realizacji tej obietnicy, zanim została ona ogłoszona. Co zresztą w pełni potwierdzają obecne manewry w tej sprawie. Znacznie bardziej zależy nam na znaczących ulgach przy kupowaniu leków przez seniorów. Oczywiście mamy na myśli realną pomoc dla emerytów zmuszonych do kupowania naprawdę drogich leków, a nie jakieś żonglerskie sztuczki w rodzaju refundacji kilku najtańszych, takich jak witamina C i aspiryna. Ale w przypadku obietnic, których efektem realizacji byłoby zwiększenie bezpieczeństwa Polaków, a ich realizacja prowadziłaby wręcz do oszczędności budżetowych, nie będzie zmiłowania.
O wyrzuceniu w błoto, a ściślej biorąc wepchnięciu w łapy ukraińskich grandziarzy czterech miliardów złotych, oraz banderowskich kretach w MSZ, wkrótce napisze Flavia. Dzisiaj zajmiemy się kolejny raz sprawą „uchodźców". W jakiś 90% uchodzących do Krainy Wiecznego Socjalu i Wiecznych Gwałtów.
Przed wyborami Napolion grzmiał niczym Katon, że Polacy nie życzą sobie żadnych islamskich imigrantów, co było (i nadal jest, o czym jakoś guru i jego podkomendni zapomnieli) szczerą prawdą. Poza zdziczeniem dżihadystowskiego bydła przytoczył również argument natury epidemiologicznej, przypominając o wysokim odsetku nosicielstwa AIDS i innych paskudnych chorób. W końcu w niektórych krajach Afryki seropozytywne jest już ponad dwadzieścia procent populacji. A o tych śmierdzących nierobach, chcących w Europie jedynie pobierać socjal, kraść i gwałcić białe kobiety, pozytywnie wypowiadają się głównie testy serologiczne plus nieliczna ale za to wyjątkowo wrzaskliwa zgraja kretynek, o których ostatnio pisała Flavia. Jakoś wtedy Geniuś nie zająknął się ani słówkiem, że zamierza honorować zobowiązania Ewci Peron, noszące wszelkie znamiona zdrady stanu. Co zresztą ani trochę nas nie dziwi, bowiem taka szczerość przed wyborami przyniosłaby PiSowi katastrofalne skutki. Ale po wyborach okazało się, że jednak te siedem tysięcy „gości” Makreli Polska przyjmie, co w końcu potwierdził minister Waszczykowski. Minister Błaszczak próbuje rżnąć głupa i gaworzy, że przyjęci będą jedynie chrześcijanie, kobiety z dziećmi oraz osoby nieletnie. A kandydaci będą dokładnie prześwietlani przez polskich oficerów w dotychczasowych miejscach pobytu, zanim zostaną wpuszczeni do Polski. W wywiadzie dla portalu „wPolityce” zaklina się, że te działania w niczym nie zagrażają bezpieczeństwu Polaków:

http://wpolityce.pl/polityka/278038-szesc-pytan-do-ministra-blaszczaka-rzad-kopacz-postawil-nas-w-trudnej-sytuacji-ws-uchodzcow-nie-zrobimy-niczego-co-zagroziloby-bezpieczenstwu-polakow?strona=1
 
Nie można nie odnieść się do tych bredni.
Po pierwsze, prześladowani w Iraku i Syrii chrześcijanie są wiernymi jednego z kilku kościołów chaldejskich (nie wszystkie uznają zwierzchnictwo Rzymu, stąd podziały). W kościołach tych liturgia sprawowana jest w języku aramejskim, którego znajomość w przypadku 99% wiernych można porównać z rozumieniem łaciny w gronie polskiej ludności wiejskiej sto lat temu. Zatem ich znajomość teologii chrześcijańskiej ogranicza się do „Ojcze Nasz” i ewentualnie jakiejś modlitwy maryjnej, oczywiście w języku arabskim. Wykucie tego na pamięć nie przekracza możliwości dżihadysty, nawet niepiśmiennego.
Po drugie, wiele wersetów Koranu usprawiedliwia dowolne mistyfikacje, mające na celu zwalczanie „niewiernych”. A ostatnio ISIS wydało dyrektywę:
Usprawiedliwiającą udawanie przez swoją europejską agenturę chrześcijan. Więc zupełnie nie wierzymy w skuteczność tej weryfikacji.
Po trzecie, znane są liczne przypadki terrorystów, którzy urodzili się już w Europie, a we Francji czy w Brytanii ukończyli szkoły. No i co? Ano dreck, panie oberlejtnant, jak mawiał Szwejk.
Zatem stan faktyczny jest taki, że PiS gra na zwłokę, w myśl nieśmiertelnej polskiej zasady „jakoś to będzie”. W tym roku przyjmie się tylko stu uchodźców, ostatnio mówiono już o czterystu. Ale skoro do końca 2017 ma być ich siedem tysięcy, to w przyszłym przyjdzie kolej na „brakujące” sześć tysięcy z ogonkiem, jak mawiał Nikodem Dyzma. A potem rzecz jasna nastąpi „łączenie rodzin”. I chałupa popłynie. O POpaprańcach, zielonej dziwce i banksterach lepiej nie mówić. Przyjmować, przyjmować, przyjmować! - wyją unisono. Swetru popisał się nawet pomysłem, żeby ten towar rozdzielać po parafiach. Ze swej strony proponujemy po bankach. Są strzeżone, solidnie zabezpieczone przed włamaniami, więc miłujących pokój śniadych aniołków nie spotka tam żadna krzywda ze strony polskiego ciemnogrodu.
A kto w tym parlamencie nie rżnie głupka i otwarcie żąda postawienia tamy zalewowi dzihadystowskiego bydła? Oczywiście narodowcy.
P
an Robert Winnicki, poseł klubu Kukiz’15, zgłosił w tej sprawie interpelację. Udzielona mu przez MSWiA odpowiedź zasługuje na kilka słów omówienia:

http://prawy.pl/z-kraju/12209-mswia-przyznaje-ze-istniala-mozliwosc-odmowy-przyjecia-do-polski-muzulmanskich-imigrantow

Najistotniejszy fragment odpowiedzi to stwierdzenie:
„W myśl art. 5 ust. 7 Decyzji Rady (UE) 2015/1523 z dnia 14 września 2015 r. istnieje możliwość odmowy relokacji wnioskodawcy, w przypadku wystąpienia uzasadnionych powodów wskazujących, że dana osoba może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego lub porządku publicznego. Analogiczny przepis prawa został zawarty również w Decyzji Rady (UE) 2015/1601 z dnia 22 września 2015 r.” napisał przedstawiciel resortu w odpowiedzi na interpelację Winnickiego.
Czyli jak z tego wynika, MOŻNA BYŁO odmówić, i to na podstawie „prawa” (a raczej lewa) unijnego! Po Paryżu i Kolonii (że nie wspomnimy o wyczynach na mniejszą skalę, typu zbiorowe gwałty beżowego i czarnego bydła na kilkuletnich dzieciach), prawna podkładka była oczywista. Ale z możliwości tej Napolion i jego drużyna nie skorzystali.
Klub Kukiz’15 domaga się przeprowadzenia w tej sprawie referendum:

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/ruch-kukiz-15-chce-referendum-w-sprawie-przyjmowania-uchodzcow/w88h7j

Wynik referendum jest oczywisty, żaden bukmacher nie byłby aż takim idiotą, aby za każdą złotówkę postawioną na odmowę przyjęcia dziczy, zapłacić choćby złotówkę i jeden grosz. Więc na pewno do niego nie dojdzie. Bowiem wprawdzie wzmocniłoby to legitymację rządu do odmowy, ale godziłoby w prestiż Napoliona. Który w tej sprawie zadryblował się na śmierć, choć ubzdurał sobie, że jest drugim Messim.
I żeby było jasne.
Popieramy wszelkie działania emancypacyjne polskiego rządu oraz odrąbywanie od koryta POpaprańczych i zielonych ryjów. Z zaciśniętymi zębami jesteśmy w stanie tolerować pojawienie się nowych ryjów, o ile będzie ich mniej a i ilość zadawanej paszy zmniejszy się w zauważalnym stopniu. Bo w całkowitą likwidację koryta przez pobożnych socjalistów, w polskim politycznym szpitalu psychiatrycnym robiących za prawicę, uwierzyć mogą co najwyżej najbardziej tępe internetowe cyngle PiS. A skoro już o wędrówkach ludów mowa, oczekujemy też na relokację złodziei z PO do ich bastionów wyborczych, czyli zakładów karnych. W których podczas każdych wyborów PO uzyskuje ponad 70% głosów. W tej ostatniej sprawie również nie ponaglamy, bowiem śledztwa powinny być prowadzone szczególnie porządnie, a akty oskarżenia sporządzone wyjątkowo starannie. Aby nie okazały się jedynie strzałami z kapiszonów, jak to już miało miejsce w latach 2005-2007, kiedy to szeryf Ziobro zaliczył wiele kompromitujących wpadek. Ale stanowczo protestujemy przeciwko zwaleniu na głowy rodaków tych „uchodźców”. Bo parafrazując ojca dyrektora, kał to nie żel do włosów.

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce
Tie Fighter