niedziela, 27 października 2019

TVPiS, rzecz nie do wiary, nie udały sie zamiary

W tym roku, już po raz dwunasty, Telewizja Polska, Polskie Radio, Instytut Pamięci Narodowej i Narodowe Centrum Kultury organizowały konkurs na Książkę Historyczną Roku o nagrodę im. Oskara Haleckiego. W konkursie mogły brać udział prace traktujące o dwudziestowiecznej historii Polski, zarówno napisane przez żyjących obecnie autorów, jak i te uważane za pomnikowe, napisane wiele lat temu.
No i w czwartek wybuchła bomba. Organizatorzy, olewając vox populi, arbitralnie wycofali z konkursu zarówno "Wołyń zdradzony" Piotra Zychowicza, jak i w kategorii "pośmiertnej" pomnikowe "Wobec nadchodzącej drugiej wojny światowej" autorstwa wielkiego analityka Władysława Studnickiego, którego konsekwentnie zamilczali na śmierć komuniści, a obecnie czynią to postpiłsudczykowskie popłuczyny z Żoliborskiej Historycznej Grupy Rekonstrukcyjnej Sanacji.
W pierwszym przypadku
nadworny portal PiS "wPolityce" zamieszcza jakieś idiotyzmy, że książka Piotra Zychowicza jest hejtem na AK i wręcz sprzeczna z polską racją stanu. Można tam wyczytać brednie o "kalaniu pamięci Armii Krajowej". A przecież chodzi o o jej dowództwo, które  przygotowywało się kadrowo i sprzętowo do wystawienia Sowietom pod nóż swoich formacji zbrojnych na Kresach II RP i nie w głowie były im takie nieistotne sprawy jak ratowanie Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, mordowanych przez obłąkane kanalie spod znaku UPA. 
O książce tej Antysocjal pisał w czwartek, 11 lipca 2019. A zamieszczony tam ostatnio komentarz autorstwa czcigodnego Jarka Dziubka, filaru forum dyskusyjnego tego blogu od zawsze,  stał się ostatecznym powodem powstania obecnego wpisu.
W przypadku dzieła wielkiego Władysława Studnickiego przyczyny są analogiczne. W czerwcu 1939 trafnie przewidział on i opisał dalszy rozwój wypadków. Czyli zdradę zachodnioeuropejskich "sojuszników" i rozszarpanie Polski przez dwóch najkrwawszych bandytów, jakich zna historia ludzkości. Władze sanacyjne rzecz jasna książkę skonfiskowały, bowiem nie zostawiała ona suchej nitki na Piłsudskim, który swoją polityką "równego dystansu do Berlina i Moskwy" doprowadził Polskę na skraj przepaści. A operetkowy tercet Rydz, Beck i Mościcki (latrinengeneral Sławoj-Składkowski, robiący wtedy za premiera, nie miał nic do gadania) wielki krok naprzód. Tym razem rzekomą przyczyną usunięcia był "antysemityzm", bowiem w jednym z rozdziałów autor omawiał rolę międzynarodowej finansjery w przygotowaniach do wywołania wojny. A tak się jakoś składa, że w jej gronie nie dominowali Paragwajczycy ani Zulusi.  Wygląda na to, że Jacenty Kurski i spółka nieudolnie usiłują zwalić winę na rabina prowadzącego Jojne Danielsa, a tak naprawdę chodzi rzecz jasna o próbę cerowania cnoty piłsudczykowskich matołów.
Ale sama akcja nie wypaliła. Z grona jury w proteście przeciw temu gangsterskiemu numerowi, wycofały sie osoby o tak znanych nazwiskach, jak profesorowie Antoni Dudek, Andrzej Nowak czy Sławomir Cenckiewicz. I jak mawia lud, chałupa popłynęła. W piątek wieczorem poinformowano o odwołaniu tegorocznej edycji konkursu.
W swym komentarzu Jarek pisze też:
"Były czasy, kiedy się dziwiłem, jak to możliwe, że jeden z braci Kurskich jest związany z Gazetą Wyborczą, a drugi współtworzy film "Nocna Zmiana". Jak z jednej matki mogli się urodzić ludzie o tak rozbieżnych poglądach? Teraz już wiem, że to nie jest rozbieżność. Poglądy są właściwie te same, tylko chłopaki założyli inne szaliki i są pseudokibicami dwóch różnych klubów."
Drogi Jarku. A założenie tych tak różnych szalików w mojej ocenie najlepiej tłumaczy stary szmonces:
- Górą nasi!
- A którzy to nasi?
- No ci, co górą!
A kończąc tytułową parafrazę spiżowych strof Aleksandra hrabiego Fredry muszą dopisać, że Kurski sparciał im niestety.

Stary Niedźwiedź

wtorek, 15 października 2019

Powyborczo AD 2019

Oficjalne wyniki zostały przez PKW ogłoszone, czas zatem na kilka słów komentarza.
PiS osiągnął dobry wynik, znacznie zwiększając zarówno ilość otrzymanych głosów, jak i wynik procentowy, przy metodzie d'Hondta dający im samodzielną większość w sejmie. Sztuka godna docenienia, bowiem cztery lata temu samodzielną większość zawdzięczali głównie głupocie małego Lesia, który swoją szajkę zgłosił jako koalicję. Oraz trockistowskiemu hujwejbinowi Zandbergowi, który odruchowo atakował przede wszystkim konkurentów na lewicy, czyli czerstwych komuchów i pomniejszą gadzinę obyczajową, będącą z tymi ostatnimi w koalicji. Dzięki czemu kilkanaście procent głosów trafiło do szamba.
Obecna opozycja potrafiła wyciągnąć z tego wnioski i utworzyła trzy bloki, z których każdy był praktycznie pewny pokonania pięcioprocentowej poprzeczki. Natomiast w senacie, gdzie zasady zdobywania mandatów są zupełnie inne, ponad 47% głosów przełożyło się na 48 mandatów.
Przestępczość Organizowana, .Nowodebilni i pomniejsza swołocz dostali lanie. Shitynie marzył się front ludowy, jak przy eurowyborach. Ale ówcześni koalicjanci zrozumieli, że z bandytą nie zawiera się umów. Zakosiniak - Kłamysz poiął, że dalsze pojawianie się obok pedałów czy proskrobankowców gwarantuje zielonej agencji towarzyskiej zagładę, a jego dotychczasowy elektorat, wyznający tradycyjne wartości, nie kupi żałosnych pierduł, że w tej bandzie człowiek nie mający nic do gadania będzie rzekomo bronić konserwatyzmu obyczajowego. I do tego spadł mu z nieba zachlany zapiewajło, który rozsmakował się w politykierstwie. Wprawdzie o niecałych 9% z wyborów sejmowych czy aż 20% z prezydenckich w roku 2015 może tylko śnić, ale obecne 30 mandatów w porównaniu z 58 poprzednio (42 Kukiza i 16 PSL) to i tak dobry wynik, choć dla tej koalicji jest on dwukrotnie gorszy. Ale porażka zapiewajły jest tym większa, że chłopki roztropki na pewno z tej trzydziestki mają więcej mandatów, niż poprzednie 16.
Lewizna swój sukces zawdzięcza w znacznej mierze Shitynie, który tworząc przed eurowyborami front ludowy, odkopał to gnijące zombie z grobu. Oczywiście starzy polityczni gangsterzy łaskawie pozwolili Shitynie sfinansować swoje kampanie wyborcze, a po zdobyciu euromandatów kopnęli drobnego bandziora w tyłek. Nie chcieli być kojarzeni z tak chamskimi przewalankami, jak te Gawłowskiego czy Gnojmana. Do tego hujwejbini, pedały i ekoterroryści poszli po rozum do głowy i stara ludowa mądrość "kupą mości panowie, kupy nikt nie ruszy" dała temu paskudztwu aż 49 miejsc.
Shityna poniósł klęskę zdobywając 134 mandaty w porównaniu z poprzednimi 138 własnymi plus 28 nowodebili. Tyle bezczelnych kłamstw, własnych, szechterowego szmatławca, Polsratu i Pedałenu oraz zwykłego kurewstwa a la Jachira czy Janda i "apiat' gawno", jak mawiają mocodawcy Jonasza Kurwina - Mikke. Ale fakt, że niejaka Jachira została posłem, do reszty demaskuje poziom młodych, wydymanych, z wielgich miastów, nie wiedzących, ile to jest 6 razy 8, żoliborskich ćwierćinteligentów i innych jej wyborców. Zawsze uważałem was za durniów, ale teraz udowodniliście, że jesteście ostatnim bydłem, rechoczącym z zawartości trumien smoleńskich.
Wszystko wskazuje na to, że Shityna, tępa dzida, nie potrafiąca powiedzieć kilku słów bez wsparcia promptera i reszta wodzów tej szajki nie jest w stanie wyciągnąć wniosków z tej klapy i w przyszłości zwiększy agresję i pogardę w stosunku do tych,  których tzw. III RP niszczyła. Co oczywiście zaowocuje tym, że po następnych wyborach parlamentarnych Swetrzasty i spółka wyprzedzą szajkę Shityny.
No i kilka słów o Konfederatach. Swój sukces zawdzięczają głównie młodym wyborcom, nie interesującym się historią (w końcu nie jest to obowiązkowe) oraz małemu biznesowi, przerażonemu zapowiedziami płacy minimalnej za cztery lata w wysokości czterech tysięcy. A zatem nie oburzających się tym, co wygaduje putasowska szmata Jonasz Kurwin - Mikke o zsyłkach na Syberię jako niemal wczasach i rzekomej niewiedzy Hitlera o tym, co działo się w niemieckich obozach zagłady. Bo dla mojego pokolenia, którego członkowie rodzin ginęli w obydwu tych miejscach, to łajno w muszce zasługuje wyłącznie na splunięcie w mordę.
Tym nie mniej gratuluję Konfederatom pokonania poprzeczki z zapasem. I mam nadzieję, że pracy w sejmie nie rozpoczną od gówniarstwa a la Kurwin.
I na koniec zdradzę swoją niepewność w pewnej kwestii. To, że w obradach nowo wybranego sejmu nie  zabraknie małpiego cyrku i chamstwa, jest chyba oczywiste. Ale ciekaw jestem, czy w konkursie na idiotyzm kadencji zwycięży Śmiszek, Mieszkowski, czy Skrzeczyszyn. Bo w konkurencji łajdactwo kadencji walka rozegra się między Jachirą i Kurwinem. Im nikt nie podskoczy, nawet
starsza skrobankowa Nowicka.

Stary Niedźwiedź

P.S.
Zakosiniak - Kłamysz ma obecnie 25 posłów czyli o dziewięciu więcej. Zatem jak najbardziej może mówić o sukcesie, skoro swój stan posiadania zwiększył o 56%. Ale przegrany w bitwie pod Żytalitrem, zjechał z 42 na pięciu, czyli stracił 88%. Klęska porównywalna z tą autorstwa małego Lesia czy zagładą Unii Wolnoszczącej, z której największe kanalie się potopiły. Bo Chyży Rój doskonale pamiętał, co zrobił mu Benek Lewartow i nie był aż takim idiotą, by wyciągnąć ich z wody na swój pokład. 

SN

niedziela, 15 września 2019

Stracone złudzenia czyli cofam ten sęk

Tak się głupio składa, że ilekroć mam zamiar wypiąć się na krajową polityczną piaskownicę i napisać o czymś, co uważam za temat ciekawy a zarazem w Polsce mało znany, zawsze musi eksplodować jakiś granat w szambie.
Do niedawna nie raz na tym blogu chwaliłem pana Marka Jakubiaka. przede wszystkim za jego rzeczowe wypowiedzi w sprawach gospodarczych, pozbawione emocji, a co dopiero zacietrzewienia, charakterystycznego dla spięć między pobożnymi socjalistami (w polskim politycznym szpitalu psychiatrycznym robiącymi za prawicę) a szwabskimi agentami, neohitlerowcami, przestępcami i debilami, czyli POmiotem.
Gdy posłowie Jakubiak, Wilk i Liroy opuścili klub grajka, miałem nadzieję, że uda im się stworzyć jakiś byt na prawo od PiS, mający szansę przejść w wyborach nad pięcioprocentową poprzeczką. Ale jedno rozczarowanie goniło drugie.
Pan mecenas Wilk dołączył do sekty agenta w muszce, ostatnio chyba przejętego przez Rosjan, bowiem peany na cześć Putasa dyskwalifikują go zarówno jako człowieka myślącego, jak i Polaka.
Pan Piotr Marzec - Liroy po klapie Konfederacji w eurowyborach kieruje własnym bytem politycznym, którego nazwy nie chce mi się nawet guglować, Bowiem zdobycie przez nich w najbliższych wyborach ponad jednego procenta głosów byłby sukcesem.
Ale największym rozczarowaniem jest ostatni wyczyn pana Jakubiaka. Gdy napisał o tym portal braci Karnowskich, łudziłem się, że jest to jakieś przekłamanie w stylu Szmatławer Zeitung czy Pedałenu. Ale w TVP Info pokazano rozmowę z nim, co zobaczyłem na własne oczy i usłyszałem na własne uszy. W której na pytanie, czy konfederaci mogliby utworzyć rząd koalicyjny z POstKOmuną,  zieloną dziwką wzmocnioną (???) zapiewajłą, pedałami, trockistami, czerstwymi komuszymi dinozaurami i wszelką możliwą swołoczą, odpowiedział twierdząco. Dodając, że w w polityce dla interesu robi się różne rzeczy.
Nie negując jego kwalifikacji merytorycznych w obszarze biznesu, muszę z przykrością stwierdzić, że w kwestii elementarnych zasad (czy jak kto woli - moralności) zapukał tymi słowy w dno Rowu Mariańskiego, i to od spodu.
Nie chce mi się sprawdzać, co inni konfederaci o tym sądzą i z jakich to partyjek składa się ten labilny byt w chwili, gdy piszę te słowa. Ale jeśli nawet miałem pokusę, by w podzięce za budzące śmiech każdego inżyniera bajki premiera o milionie samochodów elektrycznych produkowanych w Polsce rocznie czy banialuki prezesa o płacy minimalnej za bodaj cztery lata w wysokości czterech tysięcy złociszy, to obecnie pokusę tę zdecydowanie odrzuciłem. I pozostanie wybrać najmniejsze zło, czyli 13 października zażyć lek przeciwko chorobie lokomocyjnej i odszukać na liście PiS kogoś, o kim się wie, że nie jest ani durniem ze szkoły Androniego Macierenki, ani mamelukiem Napoliona, jeszcze z czasów PC. Których dewizą jest sentencja "wierność jest moim rozumem".
Taki już zakichany los mojego pokolenia.

Stary Niedźwiedź

niedziela, 1 września 2019

Koniec wakacji

W sierpniu, po koniecznym przypomnieniu, co redakcja sądzi o patriotyzmie nekrofilskim i "Obłędzie 44", zrobiliśmy sobie wakacje. Jako że rozwój wydarzeń w polskiej politycznej piaskownicy budzi nasz coraz większy niesmak. Trzeba przy tym dodać, że przynajmniej 90% udziału w tym naparzaniu się w piaskownicy łopatkami i grabkami ma POstKOmuna plus tęczowe gumofilce, bełkoczące o swoim rzekomym związku z wartościami chrześcijańskimi. Do tych ostatnich dołączył, błaźniąc się w ten sposób sposób ostatecznie i nieodwracalnie, zapity grajek, który w ten sposób przegwizdał swoje 20% poparcia z ostatnich wyborów prezydenckich.
Nie sposób nie wspomnieć o wyczynie obecnego włodarza Warszawy z łaski słoików, żoliborskich yntelygentów i innych POżytecznych debili.



Okazało się (dla ludzi o IQ wyższym, niż ma go przemarznięty kartofel, nie było to żadną niespodzianką), że z bezpłatnych żłobków czy przejazdów komunikacją miejską dla uczniów, zawodowy oszust wycofał się w chwili ogłoszenia wyników wyborów samo(nie)rządowych. Ale ostatnia katastrofa ekologiczna w Warszawie udowodniła wszystkim zdolnym do myślenia, że ten, za przeproszeniem, prezydęt Warszawy, poza wyrzucaniem pieniędzy z miejskiego budżetu na pedalskie brednie, organizację "plaży" na asfalcie w ścisłym centrum tuż przy BARDZO ruchliwym skrzyżowaniu (i tym samym likwidację iluś niezwykle cennych, w  każdym ścisłym centrum, miejsc parkingowych),   czy też próby namawiania kilkuletnich dzieci do onanizmu, nie potrafi dokładnie nic. A przy okazji osobnik ów POtwierdził, do czego doprowadziłoby postulowane przez POstKOmunę rozbicie Polski na dzielnice i ubezwłasnowolnienie władz centralnych.
Nie sposób nie przypomnieć też stanowiska ekodebili z Green Pic na czele. Ci sami lewaccy terroryści, którzy skazali na zagładę Puszczę Białowieską i blokują budowę obwodnic miast bo czym są rozjeżdżani przez TIRy ludzie i niszczone wstrząsami budynki w porównaniu z kilkoma mrowiskami Mrówki Krzesławki Dręczypupy. Ale na temat trzech metrów sześciennych szamba, spływających w każdej sekundzie do Wisły, nabrali wody z gęby. Szkoda, że nie jest to woda nabrana prosto z Wisły poniżej punktu zrzutu tych kloacznych ścieków.
Najbliższe wpisy będą poświęcone wspominkom historycznym. A konkretniej, przypomnieniu kilku wybitnych pilotów myśliwskich, którzy na rozkładzie mieli wiele nieprzyjacielskich samolotów. Tyle tylko że oznakowanych nie swastyką, lecz czerwoną gwiazdą. Biorąc pod uwagę, że ich kraje zostały pierwsze napadnięte przez zbrodniarza wszechczasów Stalina, zdaniem redakcji nie sposób mieć do nich o to pretensji.

Stary Niedźwiedź
Refael 72

piątek, 2 sierpnia 2019

Powstanie Warszawskie

Felieton zamieszczony na starym Antysocjalu 1 sierpnia 2009 zawiera przemyślenia nt. Powstania Warszawskiego.
Autorem jest Stary Niedźwiedź.


Północ minęła niepostrzeżenie i Stary Niedźwiedź sprawdzający w necie czy świat który pożegnał dziesięć dni temu uciekając na Mazury jeszcze istnieje, zdał sobie sprawę że jest już 1 sierpnia Anno Domini 2009. Odkąd nauczyłem się myśleć w sposób  logiczny i cenić ten hojny dar Stwórcy, rocznica ta zawsze budzi we mnie nie tyle mieszane co wręcz negatywne uczucia. 
Z jednej strony przykład bohaterstwa młodych ludzi przez ponad dwa miesiące za pomocą pistoletów „vis” walczących z niemieckimi czołgami „tygrysami”, jak głosi znana do dzisiaj pieśń której autor Józef Szczepański ps. „Ziutek” poległ podczas powstania. A z drugiej dwieście tysięcy ofiar i zagłada lewobrzeżnej Warszawy która obecne przypomina wazę etruską. Czyli kilka procent to znalezione przez archeologów fragmenty oryginału a reszta to efekt mrówczej pracy konserwatorów zabytków którym chciało się odtworzyć mniej lub więcej wiernie oryginał.
Historia zna wiele bohaterskich obron miast czy twierdz przy znacznej dysproporcji między siłami strony atakującej a obrońcami. Dużo z nich zakończyło się śmiercią wszystkich czy prawie wszystkich defensorów i zdobyciem przez napastników owego miejsca. Ale przypadki gdy strona nieporównywalnie słabsza walkę rozpoczęła na własne życzenie są nieliczne.
Nie dziwi mnie postawa nasto- czy dwudziestokilkuletnich warszawskich żołnierzy AK którzy rwali się do walki. Wychowani w patriotycznej atmosferze dwudziestolecia międzywojennego, obficie w szkole karmieni przeklętą tradycją romantyczną, nie wyobrażali sobie aby można było postąpić inaczej. Ale od ich dowódców można było wymagać odrobiny realizmu. Po Katyniu żaden myślący człowiek nie mógł mieć już cienia złudzeń co do intencji Stalina. A jeśli któryś z panów sztabowców jeszcze takowe miał, los powstańców wileńskich którzy odebrali miasto Niemcom a następnie zostali przez czerwonoarmistów wyekspediowani na „białe niedźwiedzie” powinien być ostatecznym argumentem przeciw czynom samobójczym. Złudzeń tych nie miał wspomniany już kapral podchorąży „Ziutek”, autor nie tylko pieśni „Pałacyk Michla” ale i wiersza rozpoczynającego się od słów „Czekamy na ciebie, czerwona zarazo”, z oczywistych powodów zamilczanego do dzisiaj na śmierć. Kiedyś przez komunistów, obecnie przez lewacki sralon.
Ale powstanie się rozpoczęło a dalszy ciąg wydarzeń był taki jaki musiał być. Armia sowiecka która potrafiła w ciągu niecałych dwóch tygodni sforsować Dniepr i zająć Kijów nad jakże mikrą, w porównaniu z Dnieprem, Wisłą zatrzymała się na całe pięć miesięcy aby Niemcy odwalili za nich brudną robotę. W czasach komunistycznych na lekcjach historii serwowano nam jakieś kretyńskie argumenty mające uzasadnić to pięciomiesięczne zawieszenie broni na odcinku środkowej Wisły. Nie twierdzę że moja klasa licealna stanowiła elitę ale w dyrdymały te nie wierzył nieomal nikt.
Powstanie Warszawskie włącza się do panteonu takich polskich pomysłów jak wcześniejsze, zwane listopadowym i styczniowym. W odróżnieniu od tamtych nie było powodem znaczącego pogorszenia warunków bytowania pod zaborem rosyjskim bowiem nasz los był już wcześniej przesądzony przez idiotę wszechczasów czyli prezydenta Roosevelta oraz zbrodniarza wszechczasów tow. Stalina (inny wybitny przywódca socjalistyczny tow. Hitler był w porównaniu z nim jedynie utalentowanym amatorem). Tych którzy zarzucą mi że nie wymieniłem pewnego drania z nieodłącznym cygarem pragnę poinformować że mimo wszystko mam do niego cień słabości. Bo wcześniej próbował wylansować lądowanie alianckie nie we Włoszech lecz na Bałkanach aby wtargnąć do Europy Środkowej niejako „zabiegając” drogę sowieckim hordom i ratować co jeszcze się da. Jako że on w odróżnieniu od „syfilityka na wózku”, jak wspomnianego już prezydenta nazywało kilku znanych mi a obecnie już nie żyjących kombatantów, nie miał złudzeń odnośnie „wujaszka Józia”. Ale Wielka Brytania była już wówczas de facto gospodarczym bankrutem, całkowicie uzależnionym logistycznie od USA więc pomysł ten został skutecznie zwalczony. Nie dysponując wystarczającymi kwalifikacjami nie wdaję się w ocenę szans realizacji na pewno ambitnej idei Churchilla.
Zatem powstanie wbrew elementarnej logice wybuchło. A do listy naszych polskich sportów nie znanych w innych krajach, przybyła wówczas nowa konkurencja: palenie diamentami w piecu. 
Stary Niedźwiedź
Autor i jego cała linia przodków po kądzieli to rodowici Warszawiacy. Większość z nich nie doczekała końca wojny, właśnie przez tę zbrodnię jaką było wszczęcie Powstania.

czwartek, 11 lipca 2019

Wołyń zdradzony

Dziś mija 76 rocznica tak zwanej Krwawej Niedzieli, będącej kulminacją Rzezi Wołyńskiej. Podczas której między lutym 1943 a lutym 1945 kanalie z UPA oraz ukraińska ludność cywilna (tak, o tym zapominać nie wolno!) zamordowała na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej od 100 do 130 tysięcy Polaków.
Bliżej zainteresowanych tym tematem odsyłamy do najnowszej książki Piotra Zychowicza "Wołyń zdradzony". Ale jednocześnie uprzedzamy, że relacje nielicznych ocalałych podczas tych bestialskich mordów zawierają tak drastyczne szczegóły, że lektura tych fragmentów książki wymaga wyjątkowo mocnych nerwów i stalowej konstrukcji psychicznej.
Autor przypomina, że od trzydziestu lat Armia Krajowa jako całość (a więc i jej dowództwo) jest przez patriotów romantyczno-nekrofilskich kanonizowana a krytyka choćby poszczególnych posunięć tegoż dowództwa, a już zwłaszcza Powstania Warszawskiego, uważana jest przez nich za zdradę narodową. O Rzezi Wołyńskiej wspominano niechętnie i półgębkiem, bowiem narzucało się wówczas pytanie, co najpotężniejsza armia podziemna w Europie zrobiła by tym ludziom pomóc. A brutalna prawda jest taka, że zupale politykierzy z KG AK skoncentrowali się na przygotowaniach do kretyńskiej w samym swym założeniu Akcji Burza i nie chcieli się rozdrabniać na takie marginalne sprawy, jak dziesiątki tysięcy mordowanych Polaków. Pomocy udzielali im spontanicznie niektórzy dowódcy AK niższego szczebla. Ale ci, którzy to piekło przeżyli, zawdzięczają to najczęściej oddziałom polskiej kresowej samoobrony, desperacką odwagą nadrabiającym braki w uzbrojeniu.
Dodatkowo temat ten był do niedawna źle widziany, bowiem przy partii zdrady narodowej funkcje ambasadorów UPA pełnili Miron Sycz i Piotr Tyma, szczycący się wręcz  swymi bandyckimi przodkami. A po roku 2015 Napolion wpadł na kretyński pomysł, iż UPAina, wybrukowana pomnikami, ulicami czy placami Bandery, Szuchewycza i innych OUNowskich kanalii jest strategicznym sojusznikiem Polski. Ale czego sie spodziewać po kimś, kto chyba naprawdę wierzył w swoje "jagiellońskie" brednie. Stąd rozkaz, by prezydent Duda na początku swej kadencji zawiózł do Kijowa i wrzucił do UPAińskiego szamba bodajże pięć miliardów złotych. Prędzej Geniuś zobaczy własne uszy bez użycia lustra, niż zwrot tej "pożyczki". Na szczęście, w odróżnieniu od Androniego Macierenki prezes chrzestny jest reformowalny, bowiem juz po trzech latach zaczyna do niego docierać, że im bardziej liże postbanderowskie tyłki, tym bardziej ich właściciele plują Polakom w twarz. Ale ponieważ ma refleks szachisty korespondencyjnego (nie znających tej odmiany szachów informujemy, że jedna partia może trwać ponad rok) za jakieś głupie dziesięć lat być może zrozumie to, co dla księdza Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego (redakcja kłania mu się do ziemi) jest oczywiste od kilkudziesięciu lat.
A panu Piotrowi Zychowiczowi trzeba podziękować za to, że po raz kolejny zmusił rodaków do przemyślenia  pozornie oczywistego segmentu naszej historii.

Stary Niedźwiedź
Refael 72

czwartek, 27 czerwca 2019

Uczył lewak Marcina

Ile razy SN zamierza sięgnąć po tematykę inną, niż sprawy bieżące, zawsze wydarzy się coś, co wymaga komentarza, zatem wcześniejsze plany muszą być odłożone na potem.
Antybohaterem ostatnich aktualności jest stolec postawiony na odchodnym przez Przestępczość Organizowaną, czyli parobek Sorosa, utrzymujący że jest Rzecznikiem Praw Obywatelskich, a de facto będący jedynie Niedorzecznikiem Urojeń Zboczeńców i Bandytów.
Niedawno całą Polska wstrząsnęło brutalne zamordowanie przez zwyrodnialca dziesięcioletniej dziewczynki. Policja kolejny raz spisała sie doskonale i szybko zatrzymała to bydlę, które zresztą przyznało sie do tego czynu. Ale NUZiB natychmiast zapluł się w jego obronie i zmieszał policję z błotem za to iż owo bydlę było przesłuchiwane w kajdankach i w nocy. Sorosowego parobka natychmiast POparł chwast polskiej nadzwyczajnej kasty, z niejakim Zollem oraz bałwanem, nie odróżniającym prawa cywilnego od konstytucyjnego, na czele. Ostatnio twierdzi, że tak szybkie zatrzymanie zwyrodnialca to rzekomo pokazówka. No cóż, widocznie jego zdaniem morderca nie powinien być wykryty a sprawa po pewnym czasie umorzona.
Tenże NUZiB niedawno z entuzjazmem odniósł sie do zamiaru niejakiego Trzaskowskiego, by dzieci w szkołach były indoktrynowane przez zboczeńców z LGBT (ostatnio do tego skrótu przybyła jeszcze jedna litera, ale nie chce nam się sprawdzać, jakie zboczenie symbolizuje). Ale okazało się, że niedorzecznik zna się na wychowywaniu dzieci jeszcze mniej, niż trzoda chlewna na budowie mikroprocesora. Bowiem jak donosi prasa:

https://dzienniknarodowy.pl/syn-rzecznika-praw-obywatelskich-dokonal-rozbojow-uzyciem-noza-adam-bodnar-odmawia-komentarza-wideo/

nastoletni synalek owego indywiduum terroryzował nożem młodsze dzieci, by wymusić na nich okup. Widocznie NUZIB "wychowując" synalka korzystał ze wzorców (a może i pomocy) drugiej z wymienionych grup swoich ulubieńców.
Nie musimy tłumaczyć, jaki wyciek słynnej praczki z biura tego czegoś nastąpił po ostatnim orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego, kończącego wysiłki justytutek, by ukarać drukarza, który nie chciał wydrukować pedalskich materiałów propagandowych. Chyba trzeba będzie poczekać do jesieni i pomodlić się o to, by prezes zdecydował się wreszcie olać TSUE i wziąć za rozwydrzone mordy przestępców i lewackie kanalie z nadzwyczajnej szajki.
Swego czasu SN odwiedził pana mecenasa Jacka Wilka podczas jego dyżuru poselskiego i zapytał o szansę na wywalenie na zbitą mordę tego czegoś, bezczelnie twierdzącego, że jego działania mają cokolwiek wspólnego z obroną praw obywatelskich zwyczajnych ludzi. Pan poseł poinformował SN, że uzbieranie kwalifikowanej większości 276 głosów w obecnym sejmie jest nierealne.
Więc oby do jesieni!

Stary Niedźwiedź
Refael 72