wtorek, 22 listopada 2016

Dzień trepa czyli noc świrów

Za kilka dni przypadnie kolejna rocznica wybuchu Powstania Listopadowego. Data 29 listopada nosi też nazwę Dnia Podchorążego. To święto było i jest obchodzone w szkołach oficerskich zarówno w II jak i w III RP,  a nawet w PRL. Tym nie mniej dla osób znających historię Polski nie z lewicowych agitek czy z wypocin walczaków ze szkoły patriotyzmu nekrofilskiego, rocznica ta nie jest powodem do jakiejkolwiek dumy.
Powstałe na skutek uzgodnień dokonanych w roku 1815 między zaborcami Królestwo Polskie, popularnie zwane Królestwem Kongresowym lub Kongresówką, obejmowało terytorium 128.5 tys. km2. W roku 1815 jego ludność liczyła 3.2 mln a w piętnaście lat później już prawie 4 mln. Jej mieszkańcy znaleźli się w bez porównania lepszym położeniu niż Polacy z innych zaborów. Bowiem Kongresówka miała własną konstytucję oraz własne wojsko, pieniądz, administrację, szkolnictwo (z trzema uczelniami wyższymi włącznie) i sądownictwo. Od Rosji oddzielała ją granica celna, ale dzięki zabiegom księcia Franciszka Ksawerego Druckiego-Lubeckiego na tych cłach Królestwo Kongresowe per saldo wychodziło lepiej, niż Cesarstwo Rosyjskie.
W tej sytuacji było oczywiste że wszelka działalność nieformalna powinna ograniczać się co najwyżej do pracy organicznej, wspomagać działania oświatowe i kulturalne. Bowiem w realiach politycznych lat 1815-30 wybicie się na niepodległość było po prostu niewykonalne. Tym nie mniej już w roku 1819 major Walerian Łukasiński utworzył w Warszawie Wolnomularstwo Narodowe. Po secesji części uczestników z późniejszym generałem Ignacym Prądzyńskim, zrażonych brakiem realizmu i zbyt masońską ideologią, przekształcił je w również konspiracyjne Narodowe Towarzystwo Patriotyczne. Po aresztowaniu Łukasińskiego w roku 1822 kierownictwo tej organizacji przejął Seweryn Krzyżanowski. Towarzystwo wykazywało jakiś cień realizmu, bowiem walkę zbrojną o przywrócenie Polski w granicach po pierwszym rozbiorze gotowe było podjąć jedynie w sprzyjających warunkach międzynarodowych. Tym nie mniej wykazali się politycznym analfabetyzmem wchodząc w kontakt z dekabrystami ze Związku Południowego. Których program polityczny zasadzał się na jadowitym antypolonizmie (przy nich nawet Mikołaj I był Polakom życzliwy a już Aleksander I wręcz gorącym polonofilem) i zamordyzmie który doceniliby nawet Robespierre czy Lenin. Takie są smutne fakty których nie zmienią brednie wypisywane przez  Adama Mickiewicza na temat
„przyjaciół Moskali". A po rozpracowaniu konspiracji dekabrystów policje rosyjska i polska (żandarmeria wojskowa gen. Aleksandra Rożnieckiego doskonale współpracowała z "cywilną" policją Mateusza Lubowidzkiego) dotarły po nitce do Narodowego Towarzystwa Patriotycznego. Przywódcy zostali aresztowani i postawieni przed sądem sejmowym, złożonym z 42 senatorów. Po procesie, trwającym od czerwca 1827 do maja 1828 oskarżonych uniewinniono z zarzutu zdrady stanu i orzeczono jedynie krótkie wyroki więzienia. Senatorom udało się więc przepłynąć między Scyllą a Charybdą.
Oczywiście ci patrioci znaleźli natychmiast naśladowców. W Szkole Podchorążych Piechoty, jednej z trzech uczelni wojskowych kształcących w Królestwie Kongresowym oficerów, w roku 1828 uaktywnił się kolejny spisek pod kierownictwem podporucznika Piotra Wysockiego, instruktora w tejże szkole. W skład spiskowców wchodziło kilkadziesiąt osób, zarówno wojskowych, jak i cywilów. Wśród tych ostatnich najbardziej znani są Maurycy Mochnacki i Ludwik Nabielak.
Przełożeni ze szkoły wystawiali Wysockiemu opinię sumiennego wykonawcy, pozbawionego wszelako zdolności twórczych. Widocznie to samo można było powiedzieć o zdecydowanej większości spiskowców, skoro ich program polegał na rozpoczęciu walki z Rosją, a później JAKOŚ TO BĘDZIE. Czyli na Moskala poprowadzi ich JAKIŚ generał ale kto ma nim być, konspiratorzy nie mieli zielonego pojęcia. Tak samo na czele powstania stanie JAKIŚ polityk lub wojskowy. MOŻE Julian Ursyn Niemcewicz? A jak nie to MOŻE Józef Chłopicki? A MOŻE książę Adam Jerzy Czartoryski? W końcu na pewno KTOŚ się znajdzie.
Ten dopracowany w najdrobniejszych szczegółach plan plus pogłoski że policja jest już na tropie spiskowców a aresztowania bliskie i nieuchronne, spowodowały decyzję o wybuchu powstania wieczorem 29 listopada 1830. Trochę mi to przypomina bełkot Leopolda Okulickiego wmawiającego podczas narady w Komendzie Głównej AK że lud Warszawy, uzbrojony w kije i butelki, zaskoczeniem i furią ataku rozbije stacjonujące w Warszawie oddziały Wehrmachtu.
Grupa ponad dwudziestu spiskowców zaatakowała (najprawdopodobniej około godziny 18) Pałac Belwederski będący siedzibą w. ks. Konstantego, formalnie wodza armii Królestwa Kongresowego a de facto jej wielkorządcy. Zdobycie pałacu, chronionego przez kilku żołnierzy, nie sprawiło kłopotu, ale księciu udało się uciec i dołączyć do oddziałów rosyjskich i polskich, mających swój obóz we wtedy jeszcze podwarszawskim Wierzbnie. Jeśli wierzyć informacji którą znalazłem w „Końcu świata szwoleżerów" Mariana Brandysa, na biurku Konstantego leżał raport czołowego agenta policji Henryka Macrotta, ostrzegający właśnie przed planowanym atakiem na Belweder.
W tym samym czasie Wysocki przerywa zajęcia w podchorążówce. Podchorążowie pobierają karabiny i amunicję i pod jego dowództwem ruszają bić Moskala. Ale przede wszystkim wytrzasnąć choćby spod ziemi JAKIEGOŚ generała, który ich w bój poprowadzi. Bo bez generała gorzej jak bez ręki. Z Łazienek poprzez Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście podążają w kierunku Arsenału nawołując do przyłączenia się do nich.
Na Krakowskim Przedmieściu na wysokości Pałacu Namiestnikowskiego napotykają Jedynkę i Dwójkę. Czyli generała artylerii hrabiego Maurycego Haukego i jego szefa sztabu, pułkownika Filipa Meciszewskiego. Jadą oni konno od strony Pałacu Saskiego, towarzysząc podróżującym karetą żonie i dzieciom generała. Oczywiście Hauke zostaje wezwany do stanięcia na czele podchorążaków. Zdecydowanie odmawia, ich akcję nazywa głupotą i wzywa ich do powrotu do koszar. Generał się nie sprawdził, trzeba rozejrzeć się za jakimkolwiek innym, padają pierwsze strzały, Hauke i Meciszewski giną.
Zaraz potem bohaterowie napotykają na dorożkę, którą podróżuje Trójka. Dorożkarz zapytany o pasażera odpowiada że jest nim generał brygady Józef Nowicki. Któryś z młokosów, być może przygłuchy,  zrozumiał że jest nim powszechnie znienawidzony rosyjski generał Michaił Lewicki więc tak na wszelki wypadek strzela. Celnie. Z myśleniem podchorążym szło jak po grudzie ale strzelania się nauczyli.
Kolumna dociera w końcu do Arsenału. I tu dołącza wreszcie „lud Warszawy”. Tyle tylko że nie jest to, jak przez wiele lat wmawiała to propaganda lewicowa i patriotyczno-nekrofilska, dzielny proletariat plus ich żony i córki. Są to bywalcy pobliskich szynków plus córy, tyle tylko że nie ludu pracującego miast i wsi lecz Koryntu. Towarzystwo to od zawsze marzyło o dobraniu się do pobliskich magazynów Leona Newachowicza, który w Królestwie Kongresowym kupił od skarbu państwa monopol alkoholowy i tytoniowy a jego bojówki grasowały po knajpach i niszczyły spirytualia „bezakcyzowe”, więc nastrój w nich panujący trochę przypominał Chicago z czasów apogeum działalności bimbrowniczej Ala Capone. Dlatego lud nienawidził Newachowicza bez porównania bardziej niż Moskali. A tu nareszcie zaczęła się zadyma, więc jest okazja golnąć sobie i zapalić za friko. Ale warto przy takiej okazji mieć w garści jakieś żelazo. Więc początkowo ochlapusy plus panienki ruszyły na Arsenał, zaś po uzbrojeniu się przypuściły szturm na właściwy cel gniewu ludu, z pełnym zresztą sukcesem. Pamiętnikarze z tej epoki zgodnie piszą o szwendającym się tej nocy po Warszawie pijanym motłochu.
Pod Arsenałem pojawili się też żołnierze 5 Pułku Piechoty Liniowej. Próbuje ich powstrzymać Czwórka. Czyli generał brygady Ignacy Blumer. Usiłuje przypomnieć żołnierzom o ich obowiązkach i wykazać bezsens tej akcji. Dwa pchnięcia bagnetem plus jedna kula zrobiły to, co nie udało się Rosjanom, Austriakom i Prusakom.
Piątka to generał piechoty hrabia Stanisław Potocki. Tej nocy próbował zapobiec nieszczęściu (finał tej awantury był dla niego oczywisty). Napotkanym na mieście zbuntowanym oddziałom nakazywał maszerować do obozu Konstantego, domagał się od niego skierowanie na ulice miasta pułków kawalerii w celu stłumienia rozruchów w zarodku. Postrzelony, umiera następnego dnia w Pałacu Zamoyskich. Świadkowie twierdzą że odszedł z tego świata pogodzony ze śmiercią ale przygnębiony bo nie udało mu się zapobiec nieszczęściu.
Szóstką jest oczywiście generał brygady Stanisław Trębicki, zdaniem współczesnych najzdolniejszy polski oficer tamtej epoki, w wieku 24 lat „pełny” pułkownik a 36 lat – generał. W roku 1830 pełnił między innymi funkcję komendanta Szkoły Podchorążych Piechoty. Tej nocy dołączył do kolumny podchorążych, usiłując przemówić im do rozumu. Wedle jednych źródeł miało to miejsce na Nowym Świecie, inne utrzymują że już na Krakowskim Przedmieściu. Rzecz jasna  niezłomni patrioci, skoro generał wpadł im w łapy, zażądali
poprowadzenia na Moskala". Trębicki oczywiście odmówił, więc zabrali go ze sobą. Wlokąc w marszu na Arsenał aż do ulicy Długiej (inne źródła mówią o ulicy Bielańskiej). Po kolejnej odmowie objęcia dowództwa nad tym szaleństwem został zastrzelony.
I wreszcie Siódemka, czyli najwybitniejszy polski kawalerzysta XIX wieku, to generał brygady Tomasz Siemiątkowski. Tak jak i generał Hauke, miał mieszkanie służbowe w Pałacu Saskim. Widząc grupkę żołnierzy i cywilów planujących atak na pałac, podjechał do nich konno by ich odwieść od tego zamiaru. Rozmowa zamieniła się w kłótnię i któryś z powstańców strzelił do niego. Na tyle skutecznie że generał Siemiątkowski po przeniesieniu do swojego mieszkania zmarł w nim następnego dnia.
Po nieuchronnym upadku tego powstania car Mikołaj I doskonale rozegrał propagandowo ich śmierć. Na Placu Saskim stanął pomnik autorstwa Antonio Corazziego, upamiętniający wymienioną siódemkę jako oficerów „wiernych monarsze”. Zabieg w pełni się udał i jeszcze dzisiaj car Mikołaj ma pełne prawo chichotać w zaświatach widząc, jaki numer wyciął
„durakam Paliacziszkam". Bohaterowie walk o polską państwowość w epoce napoleońskiej, czyli wtedy gdy jak najbardziej miało to sens i tak niewiele zabrakło do pełnego sukcesu, stali się obrzydliwymi zdrajcami, zasługującymi wyłącznie na wymazanie ich nazwisk z pamięci narodu. Sam pomnik (po uprzednich przenosinach na inny plac jeszcze w XIX wieku) został rozebrany za niemieckiej okupacji Warszawy podczas I Wojny Światowej. Obecnie w Warszawie Piotr Wysocki jest patronem dużej arterii komunikacyjnej a Mochnacki czy Nabielak też mają swoje ulice, bynajmniej nie podrzędne. W końcu efektem ich działań była utrata autonomii czyli polskich konstytucji, administracji, szkolnictwa, sądownictwa i wojska. Taki sukces to nie w kij dmuchał, co najmniej patronat ulic należy im się jak psu buda. Bo wprawdzie kluczowe dla trwania narodu komponenty diabli wzięli ale przecież pozostała LEGENDA. A na sam dźwięk tego słowa każdy patriota-nekrofil przeżywa ekstazę. Ale ponieważ w gronie naszej redakcji do myślenia służy głowa a nie część ciała dostatecznie już obciążona  czynnościami fizjologicznymi, głównie związanymi z metabolizmem, pozwoliłem sobie przypomnieć te siedem osób, o których nieśmiało wspominają niekiedy niszowe media konserwatywne, głównie te internetowe. Bo jedyną zbrodnią, jaką każdy z nich w swoim życiu popełnił, była nieudana próba gaszenia pożaru.
Następny wpis poświęcony będzie europejskiemu kontekstowi Powstania Listopadowego. Z góry uprzedzam że po wszelakich „za waszą i naszą wolność” nawet smród nie zostanie.

Stary Niedźwiedź

sobota, 19 listopada 2016

Siedem życiorysów

W podręcznikach historii dla polskich szkół, traktujących o latach 1792-1864, wymieniane są różne postacie. Co się tyczy wojskowych, obszerniej czy zwięźlej mówi się oczywiście o dowódcach przegranych powstań, od Tadeusza Kościuszki poczynając, poprzez Józefa Chłopickiego czy Jana Skrzyneckiego a na Romualdzie Traugutcie kończąc. Ciepło opisywane są też na szczęście i takie osoby jak choćby książę Józef Poniatowski i Jan Henryk Dąbrowski, mające w dorobku wiele bezdyskusyjnych zwycięstw. Na tle wymienionych dyktatorów, legitymujących się głównie przegranymi (sukcesy wojenne generała Chłopickiego podczas walk w Hiszpanii nie mają specjalnego związku z Polską) można powiedzieć, że się im upiekło. Tak jak i innym polskim oficerom, którzy sławę zdobyli na polach bitew epoki napoleońskiej a pamięć rodaków była dla nich łaskawa.
Ale w latach między wojną z Rosją w obronie Konstytucji 3 maja a upadkiem Napoleona w polskich formacjach wojskowych służyło też kilka osób, których życiorysy warte są wydobycia z niepamięci. Omówię je tu pokrótce w sposób nieco tajemniczy, całkowicie wyjaśniając to w następnym wpisie.
Jedynka urodził się w roku 1775 w Saksonii, rodzina jego ojca wywodziła się z Flandrii. W roku 1790 jako niespełna piętnastoletni młody człowiek wstąpił do polskiego wojska. Jeszcze przed rozpoczęciem wojny z Rosją awansował na porucznika, zaś podczas tej wojny wziął udział w bitwach pod Nieświeżem i Izabelinem. Podczas Powstania Kościuszkowskiego walczył w obronie Warszawy awansując na kapitana. Po upadku powstania w roku 1798 wyjechał do Włoch i wstąpił do Legionów Polskich, w których walczył jako artylerzysta. W roku 1806 rozpoczął w stopniu pułkownika służbę w armii Księstwa Warszawskiego, rok później awansując do stopnia generała brygady. Dowodził różnymi formacjami piechoty w skali brygady i dywizji. Po odwrocie Napoleona spod Moskwy już w randze generała dywizji został dowódcą twierdzy Zamość, którą Rosjanie oblegli 15 lutego 1813. Kierował obroną do 23 listopada, kapitulacja nastąpiła ponad miesiąc po zakończeniu Bitwy Narodów pod Lipskiem. Z liczącego początkowo ok. 4 tys. żołnierzy garnizonu Zamościa 25 listopada twierdzę opuściło 2500. Kapitulacja nastąpiła na warunkach honorowych – oficerowie zachowali broń białą i konie a żołnierzenie tylko mundury, ale i tornistry oraz własność osobistą.
W wojsku Królestwa Kongresowego sprawował funkcję kwatermistrza generalnego oraz dowódcy korpusów saperów i artylerii, następnie objął kierownictwo Ministerstwa Wojny. W roku 1826 awansował do stopnia generała artylerii (czyli generała broni) i uzyskał polski indygenat. W roku 1829 został senatorem Królestwa Polskiego i uzyskał tytuł hrabiowski.
Na podkreślenie zasługuje to, że w okresie tym pobierał jedynie pensję kwatermistrza a korpusem artylerii kierował „w czynie społecznym”. A robił to tak dobrze że polscy artylerzyści stali się najlepszymi w Europie. Bez jego pracy organizacyjnej nowatorska w dziejach wojskowości szarża baterii Józefa Bema pod Ostrołęką, ratująca przed pogromem wojsko dowodzone przez durnia Skrzyneckiego, nie byłaby możliwa.
Dwójka urodził się w Krakowie w roku 1786. Ukończył Wydział Filozofii Akademii Krakowskiej (taką nazwę nosił wówczas Uniwersytet Jagielloński)  a w roku 1807 również i wiedeńską Akademię Inżynierów. Początkowo służył w armii austriackiej, uzyskując w roku 1809 stopień porucznika. Uzyskał zwolnienie ze służby i w roku 1810  wstąpił do wojska Księstwa Warszawskiego w stopniu kapitana artylerii. Przydzielony do wojsk inżynieryjnych, uczestniczył w fortyfikowaniu twierdz w Zamościu, Modlinie i Toruniu, przez pewien czas był nawet komendantem tej ostatniej.  Roku 1813 walczył w obronie Modlina, który skapitulował przed Rosjanami jako ostatni punkt oporu na terenie Księstwa Warszawskiego.
O jego wszechstronnym a nie tylko wojskowym wykształceniu najlepiej świadczy uzyskana w roku 1814 po powrocie do Krakowa nominacja na zastępcę profesora geometrii wykreślnej, mechaniki i matematyki stosowanej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ponieważ wniosek uniwersytetu o mianowanie go profesorem zwyczajnym władze zwierzchnie odrzuciły, powrócił do służby w armii Królestwa Kongresowego. Został wykładowcą Szkoły Artylerii i w roku 1821 awansował do stopnia pułkownika. Był wybitnym znawcą technik fortyfikacyjnych i matematyki stosowanej. Napisał monografię „O fortyfikacji polowej”, przetłumaczył na polski znaczące pozycje z zakresu wojskowości.
Trójka urodził się w Warszawie w roku 1766. Od roku 1783 służył w kawalerii narodowej wojsk koronnych, od roku 1785 w randze porucznika. W roku 1788 wziął udział jako ochotnik w wojnie rosyjsko-tureckiej, pod koniec tego roku wystąpił z wojska. W roku 1791 powrócił do służby czynnej w kawalerii narodowej w stopniu rotmistrza. Uczestniczył w wojnie z Rosją roku 1792, podczas której został ranny. Jak również i w Powstaniu  Kościuszkowskim, już w stopniu podpułkownika. Wziął udział w walkach pod Chełmem i w obronie Pragi, powtórnie został ranny.
Do służby w armii Księstwa Warszawskiego powrócił w roku 1806. W roku 1809 awansował na pułkownika i został komendantem kwatery głównej księcia Józefa Poniatowskiego. Podczas walk o Gdańsk w roku 1813 trafił do niewoli. Po powrocie z niej  w roku 1816 został sekretarzem generalnym Komisji Rządowej Wojny. W roku 1818 awansował na generała brygady. W Królestwie Kongresowym cieszył się powszechnym szacunkiem.
Rodzina Czwórki pochodziła z Irlandii. Jego ojciec ożenił się z Polką i zamieszkał na Podolu, nasz bohater urodził się tam w roku 1773. Podczas Sejmu Czteroletniego przedostał się przez granicę i został żołnierzem kawalerii narodowej. W tej formacji odbył kampanię 1792, brał udział w bitwie pod Zieleńcami. Po wybuchu Powstania Kościuszkowskiego dotarł do Warszawy i rozpoczął służbę w pułku ułanów. Podczas Insurekcji awansował na porucznika. Po jej upadku początkowo wrócił do Galicji a w roku 1797 wyjechał do Włoch, rozpoczynając służbę w Legionach Dąbrowskiego. Za okazaną odwagę awansował na polu bitwy pod Legnano na kapitana. W roku 1801 wraz z wieloma legionistami został wcielony do armii francuskiej i wysłany na San Domingo (Haiti) w celu tłumienia buntu Murzynów. W roku 1803 zasłynął przebiciem się wraz ze 112 polskimi żołnierzami z okrążenia przez 3 do 5 tys. powstańców. Podczas tego odwrotu nie zginął żaden z jego żołnierzy, co docenili nawet Francuzi, awansując go do stopnia podpułkownika. W roku 1804 udało mu się wrócić do Francji, w wojsku której kontynuował służbę. Trzy lata później wstąpił do armii Księstwa Warszawskiego, obejmując dowództwo 5 Pułku Grenadierów. W kampanii austriackiej roku 1809 wyróżnił się w bitwach pod Raszynem a zwłaszcza pod Górą Kalwarią, podczas której osobiście poprowadził do ataku na bagnety swój pułk, zdobywając szaniec przedmostowy i uniemożliwiając Austriakom przeprawę przez Wisłę. Co pozwoliło księciu Poniatowskiemu zdobycie Sandomierza i Zamościa a następnie zwycięską ofensywę z Galicji. Wódz naczelny odznaczył go za to Virtuti Militari a w rozkazach dziennych nie raz nazwał „nieustraszonym”, co w tamtych czasach naprawdę coś znaczyło. W roku 1812 ponownie wykazał się bohaterstwem podczas szturmu Smoleńska, za co cesarz awansował go na pułkownika i odznaczył Legią Honorową. W roku 1813 bronił Modlina. Twierdza ta najdłużej w Księstwie Warszawskim stawiała opór Rosjanom a gdy w grudniu czyli dwa miesiące po bitwie pod Lipskiem dowodzący obroną gen. Daendels skapitulował, Czwórka odmówił podpisania aktu kapitulacji.
W Armii Królestwa Kongresowego początkowo dowodził 8 Pułkiem Piechoty Liniowej, w roku 1818 awansował na generała brygady.
Piątka urodził się w roku 1776 niedaleko Buczacza. Służbę wojskową rozpoczął podczas Insurekcji Kościuszkowskiej zostając adiutantem księcia Józefa Poniatowskiego, po upadku powstania wyemigrował. Do służby w armii Księstwa Warszawskiego powrócił w roku 1806, obejmując dowództwo 2 Pułku Piechoty Linowej. W roku 1807 wyróżnił się podczas forsowania Narwi, a w kampanii 1809 podczas zdobywania Sandomierza i Zamościa. Już jako generał brygady wziął udział w wojnie roku 1812.
W wojsku Królestwa kongresowego w latach 1818-29 dowodził 1 Dywizją Piechoty a od roku 1829 w randze generała piechoty (czyli generała broni) całym Korpusem Piechoty.
Szóstka urodził się w Warszawie w roku 1792. Służbę w armii Księstwa Warszawskiego rozpoczął już w roku 1806 w 2 Pułku Piechoty Liniowej. Wielkie zdolności oraz odwaga spowodowały, iż już w styczniu 1807 awansował na podporucznika, a pod koniec tegoż roku na kapitana. Trzy lata później odznaczony wreszcie Virtuti Militari. Podczas kampanii moskiewskiej w roku 1812 czyli w wieku dwudziestu lat został awansowany przez cesarza do stopnia majora a rok później odznaczony Legią Honorową.
Do wojska Królestwa Kongresowego wstąpił w roku 1815. Rok później, już jako dwudziestoczteroletni pułkownik, został przydzielony do sztabu w. ks. Konstantego. W roku 1828 awansował do stopnia generała brygady. Nadzorował Szkołę Podchorążych Piechoty unowocześniając jej program nauczania. Zdaniem świadków tej epoki był najzdolniejszym polskim generałem, wręcz stworzonym na wodza naczelnego.
Siódemka urodził się w roku 1786 niedaleko Kalisza. Mając dwadzieścia lat wstąpił do świeżo formowanej Legii Poznańskiej. Wyróżnił się podczas oblężenia Gdańska awansując na kapitana. Ponownie wykazał się wielką odwagą w bitwie pod Frydlandem, za co rok później został odznaczony Virtuti Militari. W roku 1812 wraz z 14 Pułkiem Kirasjerów, wyróżnił się podczas zdobywania Smoleńska, za co otrzymał Legię Honorową i wkrótce awansował na majora. Podczas kampanii niemieckiej Napoleona w roku 1813 już jako pułkownik po raz kolejny dał dowody wielkich zdolności i odwagi. W przegranej przez Francuzów bitwie pod Dennewitz, poprowadzona przez niego szarża kawalerii uratowała od klęski korpus Neya i pozwoliła marszałkowi wycofać się z pola bitwy w jakim takim porządku. Za bitwę pod Düben odznaczony krzyżem oficerskim Legii Honorowej. Ranny pod Lipskiem, z resztą swego pułku przedarł się do Francji, gdzie w roku 1814 uczestniczył w ostatnich bitwach Napoleona przed abdykacją. W tym samym roku powrócił do Polski w składzie korpusu dowodzonego przez generała Wincentego Krasińskiego.
W armii Królestwa Kongresowego początkowo dowodził strzelcami konnymi gwardii. W latach 1817-20 wziął urlop zdrowotny, zaś po powrocie z niego został przydzielony do Sztabu Głównego. Od roku 1826 awansowany na generała brygady, pełnił obowiązki szefa Sztabu Głównego. W opinii sobie współczesnych uważany był poza wszelką dyskusją za najwybitniejszego polskiego oficera kawalerii dziewiętnastego wieku.
Dokończenie tych życiorysów i wyjaśnienie powodu tak tajemniczej narracji w następnym wpisie.

Stary Niedźwiedź

czwartek, 17 listopada 2016

Idealny polityk III RP


Opozycja miota się w poszukiwaniu jakiegoś pomysłu na Polskę, bowiem samo hasło „odsunąć od władzy PiS” nie wystarcza. Zaś "żeby było tak jak było" zaakceptuje głównie gromadka grafomanów, szmirusów i innych chałturników, żerujących na pieniądzach podatników. Użytecznym idiotom może to nie wystarczyć, skoro poparli wystruganego z banana bankstera i jego girlaski.
Nie mniej ważne jest znalezienie lidera, który jak sobie marzy konował z Chlewisk, połączyłby wszystkie nurty. Czyli był uznany za swojego lidera przez złodziei, aferzystów, łapowników, banksterów, pasożytów na spółkach Skarbu Państwa,  kryminalistów, narkomanów, pedofili, pederastów, feminazistki,  ekoterrorystów, starych esbeków, idiotów  i resztę soli ziemi III RP.
Redakcja postanowiła podać im pomocną dłoń i  wymienić co ważniejsze cechy takiego wodza nad wodzami. Po burzliwej dyskusji w gronie kolegium redakcyjnego  ustaliliśmy że ideał ten powinien być:

  • błyskotliwie inteligentny niczym Ryszard Petru
  • pracowity niczym Donald Tusk
  • prawdomówny niczym Ewa Kopacz
  • kryształowo uczciwy niczym Hanna Gronkiewicz-Waltz
  • opanowany niczym Stefan Niesiołowski
  • kimś o nieposzlakowanej przeszłości niczym Lech Wałęsa
  • porywającym mówcą na miarę Adama Michnika
  • żarliwym polskim patriotą na miarę Mirona Sycza
  • przykładnym ojcem i mężem na miarę Mateusza Kijowskiego


Jeśli ktoś z grona Czcigodnych czytelników zechcę tę listę idealnego demokraty "europejsa" na miarę Tusklandii uzupełnić o jakąś konieczną a przeoczoną przez nas zaletę, redakcja będzie wdzięczna za pomoc.

Stary Niedźwiedź
Flavia de Luce
Tie Fighter
Refael 72

niedziela, 13 listopada 2016

Chaj żywe Zakon i Spawedliwyst’

Powyższy okrzyk , po polsku oznaczający „Niech żyje Prawo i Sprawiedliwość”, mogli wydać wszyscy wyznawcy Bandery i UPA, gdy dowiedzieli się o ostatnich popisach patriotów rządzących Polską.
Jak donosi portal „wPolityce.pl”:


w jednej ze swoich cyklicznych audycji w Radiu Koszalin, regionalnej rozgłośni Polskiego Radia, Wojciech Cejrowski komentując film „Wołyń”, wypowiedział się o Ukrainie bez należytej czci, mówiąc:

„Ukraińcy to gwałciciele i rzeźnicy. (…) Jeżeli mój brat jest gwałcicielem i rzeźnikiem, a ja przez dziesiątki lat, po tym, jak dokonano rzezi wołyńskiej, twierdzę cały czas, że on jest bohaterem, to mnie czyni rzeźnikiem i gwałcicielem. Bo znaczy to, że mnie nie to przeszkadza, że on był rzeźnikiem i gwałcicielem.”

Wspomniany przez nas niedawno Piotr Tyma, czciciel pamięci banderowskich bandytów i prezes Związku UPAińców w Polsce, oczywiście zawiadomił prokuraturę o "znieważeniu Ukraińców i nawoływaniu do nienawiści rasowej”. Tyle portal braci Karnowskich.
Mniej spolegliwy w stosunku do „Dobrej Zmiany” portal „Kresy.pl” podał też i inną informację:


W sobotę 12 listopada kolejny odcinek tej cyklicznej audycji autorstwa Wojciecha Cejrowskiego i Andrzeja Rudnika został zdjęty z anteny. Zadecydował o tym w czwartek 10 listopada prezes zarządu Polskiego Radia Koszalin Piotr Ostrowski. Autorów oczywiście nie raczył poinformować ani o samej decyzji, ani o przyczynie jej podjęcia.
Drugi news jest znacznie poważniejszy. Jak informuje portal „Niezłomni.com”:


wyśmiany przez nas budowniczy dróg na UPAainie i nowy jej obywatel, czyli Sławomyr Zegarenko, dzięki "Dobrej Zmianie" ma w dorobku pierwszy i to duży  sukces. W czwartek 10 listopada minister infrastruktury i budownictwa Jerzy Szmit i zastępca ministra infrastruktury Ukrainy Jurij Ławreniuk podpisali umowę, na mocy której Polska udzieli banderowcom kredytu na budowę dróg w wysokości 68 mln € czyli niecałych 301 mln PLN. Można by pomyśleć, że polski budżet ma nadwyżkę przychodów nad wydatkami i nie wie, co z nadmiarem pieniędzy robić, skoro trzysta milionów poszło jak Sorosowi pod ogon strzelić.

Flavia de Luce

czwartek, 10 listopada 2016

Precz z Romanem Dmowskim czyli ul.Oszczerska w akcji

Co się tyczy nienawiści, jaką do każdej formy polskości żywią krajowe ekspozytury arcykanalii Sorosa czy Holocaust Industry, redakcji Antysocjala udowadniać tego nie trzeba. Ale ostatnio tym środowiskom udało się nas zaskoczyć. Nawet nie podłością czy bezczelnością, w tych dziedzinach rekordy tych środowisk są tak wyśrubowane, że ich pobicie jest niezmiernie trudne. Po prostu poraziła nas głupota tego pomysłu.
Postaci Romana Dmowskiego, mimo rozpaczliwych wysiłków komuny, nie udało się z pamięci Polaków wymazać. Nawet najbardziej zagorzali zwolennicy marszałka Józefa Piłsudskiego nie próbują negować olbrzymich zasług Dmowskiego dla odzyskania przez Polskę niepodległości, którymi były jego działania dyplomatyczne w latach 1918-19. Bo po prostu nie chcą z siebie zrobić idiotów. Ale faktu przypominania osoby współtwórcy odzyskania niepodległości nie mogą przeżyć „grantobiorcy” wymienionych łajdaków i przy każdej okazji próbują zwalczać wszelkie formy uhonorowania jego pamięci. Jak poinformował portal wPolityce.pl: 

http://wpolityce.pl/historia/314926-co-za-szczwany-plan-gazeta-michnika-ujawnia-sztuczke-za-pomoca-ktorej-chca-usunac-imie-dmowskiego-z-centrum-stolicy?strona=1

niejaki Jarosław Osowski w stołecznej mutacji GW no Prawda  w artykule pod znamiennym tytułem „Rondo antysemity do zaorania” podał, jak się pozbyć patrona najważniejszego ronda komunikacji miejskiej w Warszawie, położonego u zbiegu Alei Jerozolimskich i Marszałkowskiej, czyli dwóch najważniejszych i najruchliwszych arterii komunikacyjnych miasta.. Po prostu trzeba zlikwidować rondo, zastępując je skrzyżowaniem.
Nie jest istotne, że realizacja tego pomysłu oznaczałaby paraliż komunikacyjny centrum Warszawy. Czym są te utrudnienia dla tych, którzy z pracy na ul. Oszczerskiej do mieszkań położonych na przykład w pobliskiej „Zatoce czerwonych świń”, jak to osiedle nazwali starzy Warszawiacy, mają rzut beretem. A te miliony wyrzucone nawet nie w błoto, bo potencjalnie wydane na fabrykę korków komunikacyjnych? Przecież to drobiazg! Znacznie większą kasę zdążyła ukraść z budżetu stolicy Hajka Grundbaum (znana również pod ksywkami Bufetowa, Gronkowiec Walcujący czy Hanna Gronkiewicz-Waltz) ze swoim gangiem. I jak do tej pory, włos jej z głowy nie spadł.
Jak widać, w GW no Prawda po cięciach budżetowych i kadrowych zapanował niezły burdel. Jakiś gryzipiórek podsłuchał zapewne, o czym mówił redakcyjny kahał i napisał artykuł. A ktoś inny zaspał więc to poszło do druku. I sprawa się wydała. 
Tu trzeba dopowiedzieć, że podczas  kolegium redakcji Antysocjala Refael zwrócił uwagę na to, że w Łodzi nazwano rondem węzeł komunikacyjny de facto będący po prostu skrzyżowaniem, by uhonorować powstańców z roku 1863. Ale w tym przypadku intencje były dokładnie odwrotne, niż te, którymi kierowała się szechterowa szczujnia. 
W kwestii reakcji stołecznej mafii (ratuszem tego nie sposób dłużej nazywać) na polecenie z Oszczerskiej,   zdania były podzielone. Większość z nas uważała że Bufetowa tego polecenia Szechtera nie wykona, bo pod tyłkiem już jej się pali fest ognisko. Ale w tej materii Stary Niedźwiedź zgłosił wotum separatum. Bo skoro miała czelność wystąpić do Ministerstwa Finansów o 200 milionów złotych na „reprywatyzacje” w roku 2017, widać wyraźnie, że tak jak jej kazał Grzechu Skatina, konsekwentnie wyciera oplutą gębę i tłumaczy, że to deszcz pada. I przed ucieczką na UPAinę gotowa jest podpisać dowolne łajdactwo. A że uniknie kary, to praktycznie pewne. Zaś UPAiński finał jest tak naprawdę na rękę Napolionowi. Bo gdyby nawet została aresztowana, jakiś sąd orzekłby jej zwolnienie za kaucją w zawrotnej wysokości na przykład 10 tys. złotych. I Ziobro wraz z prezesem ośmieszyliby się.
Sądy w Polsce zdążyły już się sprostytuować i zbłaźnić do takiego stopnia, że nic im nie może zaszkodzić, więc nie mają żadnych zahamowań. A po dymisji Saakaszwilego stanowisko gubernatora Odessy czeka na tak doświadczonego "europejskiego" włodarza jak prezydent Bufetowa.
Gdy rok temu wierni wyznawcy żoliborskiego Napoliona już z uciechy skakali z trampoliny do nienapełnionego jeszcze wodą basenu, nasza redakcja tłumaczyła im jak komu mądremu, że bez odwszenia sądownictwa niewiele da się zrobić. Na razie rząd wygrał dopiero pierwszą bitwę, neutralizując Latający Cyrk Andrzeja Rzeplińskiego. Więc jej ucieczka byłaby dla Napoliona i Ziobry wybawieniem. Mogliby mówić, że chcieli jak najlepiej ale przecież z najmilszej ich sercom UPAiny nie ma niestety ekstradycji. Więc "sami wicie, rozumicie".

Stary Niedźwiedź
Tie Fighter
Flavia de Luce
Refael 72

piątek, 4 listopada 2016

Bratia zlodii, tikajmo

Jak wiadomo, dla Przestępczości Organizowanej czymś nienormalnym jest wyłącznie polskość, jak to w chwili nadmiernej szczerości wypaplał wiele lat temu jej herszt. Są w tej kwestii konsekwentni i od zawsze szkodzą polskiej racji stanu  na miarę swoich możliwości, od roku szczęśliwie znacznie mniejszych, niż w latach 2007-15. Ale już nawet nie probanderowskość lecz żarliwa banderofilia jest w tym środowisku rzeczą w pełni akceptowalną a nie powodem do wstydu. Nad patologiczną germanofilią tych zaprzańców, na użytek idiotów nazywaną obecnie proeuropejskością, nie będziemy się rozwodzić, bowiem nie mamy zamiaru obrażać inteligencji Szanownych Czytelników Antysocjala.
Pierwszymi z brzegu przykładami tej sympatii dla bandytów z OUN / UPA i ich współczesnych pogrobowców są kariery takich kanalii jak Miron Sycz i Piotr Tyma. Pierwszy z nich od wielu lat robił karierę polityczną w strukturach samorządowych a przez dwie kadencje był nawet posłem. Wywodził się z „dobrej” rodziny, bowiem jego ojciec, będący „striłciem” UPA, w roku 1947 usłyszał wyrok śmierci, niestety zamieniony na 15 lat więzienia. A sam poseł bez żenady mówił, że w domu wychowano go w nienawiści do polskości, co dla jego politycznych szefów widocznie było jedynie zaletą. Bowiem w roku 2013, czyli w 70 rocznicę Rzezi Wołyńskiej, z jego inicjatywy nie dopuszczono do uchwalenia przez sejm rezolucji nazywającej tę rzeź ludobójstwem. Na szczeblu samorządowym pięć lat wcześniej spowodował wycofanie się wojewody warmińsko mazurskiego z patronatu nad lokalnymi obchodami 65 rocznicy tej zbrodni. Mało tego, wywalczył nawet i to, że jak podaje portal pikio:
urzędnikom zakazano udziału w odbywającej się w budynku urzędu wojewódzkiego konferencji rocznicowej, zorganizowanej przez Towarzystwo Miłośników Wołynia i Polesia. PO doceniło zasługi Sycza, bowiem na kilka dni przed wygaśnięciem kadencji poprzedniego sejmu, za nieugiętą i konsekwentną walkę z polskością awansował na wicemarszałka województwa warmińsko-mazurskiego.
Zasługi Piotra Tymy, prezesa Związku UPAińców w Polsce są mniejsze, ograniczały się głównie do bezczelnych kłamstw odnośnie zbrodni UPA w Tusk Vision Network i Polsracie, a dopóki go tam lubiano, również i w TVP. Zatem doczekał się jedynie odznaczenia przez będącego już na wylocie chrabiego Bula Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Jeszcze do niedawna uważaliśmy, że ta banderofilia PO to po prostu efekt ich zoologicznego antypolonizmu. Ale ostatnio musieliśmy zmienić zdanie.
Pierwszą jaskółką było zaproszenie na Ukrainę przez tamtejszych oligarchów i apologetów UPA Leszka Balcerowicza z kilkoma pomagierami niższego sortu. Tłumaczyliśmy to sobie tym, że podobnie jak i Micheil Saakaszwili czy Wołodymyr Hrojsman, został przez Sorosa wystrugany z banana, by ułatwić temu sponsorowi Rewolucji Róż i Majdanu rozkradnięcie kolejnego kraju. A ponieważ nad Wisłą jest już tylko zgraną a do tego znaczoną kartą, przerzucono go nad Dniepr. Złośliwi internauci kwitowali to memami głoszącymi, że UPAińcy przesadzili, bowiem Polacy oczekiwali jedynie przeprosin, a na zemście za Wołyń nam nie zależało.
Ale ostatnio obywatelem tego kraju został pan Tik-Tak, czyli Sławomir Nowak. Na Ukrainie ma kierować budową dróg a jego pensja na tym odpowiedzialnym stanowisku odpowiada w przeliczeniu na nasze zawrotnej kwocie 1600 zł miesięcznie. Wszystkie domysły przecięła informacja, że konstytucja tego kraju nie przewiduje ekstradycji, tak jak jest i w Izraelu. Co przynajmniej dla nas wyjaśnia powody tej decyzji naszego sokoła stepowego.

DAWNIEJ SŁAWOMIR NOWAK, TERAZ JUŻ SŁAWOMYR ZEGARENKO fot. T. ĆWIKLAK


Takie stanowisko na pewno zgodziłby się sprawować nawet „honorowo” (Czytelnicy chyba nie wezmą nam za złe tego surrealistycznego dowcipu) bowiem poza pewnością, że nie obejmie go już akcja cela plus, nachapie się tam tak, że przekręty przy budowie tuskostrad będą w porównaniu z tamtejszymi prowizjami co najwyżej jałmużną.
A ponieważ nie każdy złodziej z PO może się wylegitymować przynależnością do rasy panów lub skręconą dostatecznie wielką kwotą pieniędzy (Eskimos lub Pigmej z kilkudziesięcioma milionami dolarów zapewne bez problemu zostaliby uznani za Żydów), nad Dniepr przetartym już szlakiem ruszy wkrótce istna pielgrzymka mołojców i mołodyć. A kolejny zjazd Parady Oszustów odbędzie się „na wychodźstwie” i będzie zapewne wyglądać podobnie

 

jak na dziewiętnastowiecznym obrazie Ilii Riepina, przedstawiającym Zaporożców piszących list do sułtana Mehmeta IV.
Jeśli ktoś nie załapie się na jarmułkę, pozostała jeszcze papacha.
Sienkiewiczowskie zawołanie „ludy ridnyje, spasajtes”, które pierwotnie miało być tytułem tego wpisu, Refael skonsultował z zaprzyjaźnionym Ukraińcem, pracującym w Polsce. Doradził on ten, który widnieje nad postem. A oznacza „Bracia złodzieje, uciekajmy!”.

Stary Niedźwiedź
Refael 72

Flavia de Luce
Tie Fighter