czwartek, 16 października 2014

Ebola – przypadek, celowe działanie i co dalej?



Od kilkunastu tygodni bombardowani jesteśmy informacjami o rozprzestrzenianiu się śmiercionośnego wirusa Eboli.  Skąd się w Afryce wziął ten wirus i czemu akurat teraz zaczął się rozprzestrzeniać oczywiście nie wiemy, choć istnieje pewna przesłanka, która rzuca nieco światła na zadane pytania. Otóż, dr Ciril Broderick na łamach „The Observer” opublikował artykuł w którym sugeruje, że obecna epidemia śmiercionośnego wirusa ma ścisły związek z obecnością amerykańskich baz wojskowych i na wpół tajnych laboratoriów badawczych na całym świecie, w tym i w Afryce. Dr Cyril Broderick zauważył, że obok jednostek chorobowych jako broń biologiczna zostały pomyślane organizmy genetycznie modyfikowane (GMO). W jego ocenie rząd Stanów Zjednoczonych odpowiada za szerzenie bioterroryzmu na światową skalę, do czego służą mu wspomniane już laboratoria na całym świecie, w tym także m.in. w Sierra Leone (obok Gwinei drugie epicentrum wybuchu epidemii). Ktoś by pomyślał, że to kolejna z szytych grubymi nićmi teorii spiskowych, ale czy aby na pewno? Zważywszy, że publikacje doktora Brodericka,  spotkały się z bardzo wrogim przyjęciem zarówno koncernów biotechnologicznych i farmaceutycznych, jak i samego Waszyngtonu, a światowe media głównego ścieku gremialnie tą informację przemilczały, to możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że coś na rzeczy jednak jest. Zresztą, niejako na potwierdzenie tych hipotez, Barack Obama w dniu 16.09.2014 oświadczył, że zamierza w rejonach objętych epidemią rozmieścić dodatkowe 3 tys. żołnierzy; w ramach walki z chorobą, rzecz jasna. Dla naszego pokojowego noblisty oczywiste jest, że z Ebolą powinna walczyć armia żołnierzy, a nie lekarzy. Idąc tym tropem, możemy powiązać te wydarzenia z polityką Stanów Zjednoczonych, będącą odpowiedzią na chińską nadaktywność gospodarczą i polityczną na kontynencie afrykańskim. Nic nie dzieje się przypadkiem, przynajmniej w świecie polityki, a dobór narzędzi jej realizowania, jak widać, może być zupełnie dowolny.
A tymczasem w Polsce, podobnie zresztą jak w całej zachodniej Europie; panuje przeświadczenie, że każdego chorego na Ebolę Europejczyka należy bezwzględnie importować do jego kraju i wobec iluzorycznego przygotowania na kontakt z wirusem, narazić miliony ludzi na śmiertelne zagrożenie. Udowodniła to na drodze dziennikarskiej prowokacji dziennikarka „Faktu”. Zgłosiła się do dwóch różnych szpitali z informacją, że jej matka wraca właśnie z jednego z krajów dotkniętych epidemią Eboli i ma wszystkie możliwe objawy tej choroby, na co usłyszała, że jak jej mamie się jeszcze pogorszy, to ma się z nią zgłosić do LEKARZA RODZINNEGO lub podejść na SOR. Pominę już drobny szczegół, iż nasze szpitale zakaźne nie posiadają podstawowych środków ochronnych; jak choćby  kombinezonów, które zabezpieczyłyby personel medyczny przed chorobą. Zakup wspomnianych kombinezonów może kosztować nawet 300-400 tys. zł. I, jak twierdzi prof. Horban, szpitali nie stać na taki wydatek. Cóż; są pilniejsze wydatki, co nasz rząd właśnie udowodnił, wysupłując lekką ręką 75 milionów złotych na integrację społeczności cygańskiej ze społeczeństwem polskim – to tak na marginesie.
Najwyraźniej jednak prowokacja dziennikarska odniosła przynajmniej częściowy skutek; bo, co prawda kombinezonów ochronnych jak nie było, tak nie ma, a minister Arłukowicz nadal nie wyszedł z bezpiecznego ukrycia, ale kiedy pojawiło się w Sieradzu pierwsze w Polsce podejrzenie zakażenia Ebolą, to zamiast do lekarza rodzinnego, pacjent trafił do karetki i pod eskortą policyjnych radiowozów przetransportowany został do szpitala specjalistycznego w Łodzi. Okazało się, że był to fałszywy alarm i człowiek ten nie jest chory na Ebolę, a co więcej, najprawdopodobniej zakpił on sobie ze wszystkich wprowadzając celowo lekarzy w błąd. Ufff, udało się… To znaczy ‘państwo znów zdało egzamin”…

Tie Fighter i Stary Niedźwiedź

niedziela, 12 października 2014

Satanizm. Religia, doktryna czy zbrodnia?


Jak wszyscy wiemy, istnieje całe multum religii. Monoteistycznych i politeistycznych, z silniej lub słabiej rozbudowanymi kościołem ziemskim i liturgią; uznające ludzi za równych sobie lub dzielące ich na lepszych i gorszych. Ale wszystkie one mają dwie cechy wspólne. Starają się ze swoich wiernych wydobyć najlepsze cechy człowieka oraz uświadomić mu, że nawet, gdy jego dobre lub złe uczynki nie zostaną w życiu doczesnym należycie ocenione, śmierć nie jest jedynie wulgarnym zamknięciem obiegu materii w przyrodzie. Bo istnieje COŚ JESZCZE, a w szczególności osąd ziemskiej wędrówki, połączony z nagrodą lub karą.
Ale poza wiarą, agnostycyzmem (NIE WIEM) i ateizmem soft (NIE WIERZĘ) oraz ateizmem hard (WIARA W NIEISTNIENIE BOGA POŁĄCZONA Z NIENAWIŚCIĄ DO NIEGO)), istnieją jeszcze parareligijne ideologie. Niektóre neutralne, inne po prostu podłe. Najlepszym przykładem tych ostatnich jest satanizm.
Afirmacja zła jest chyba równie stara jak cywilizacje ludzkie, a walka dobra ze złem pojawia się chyba we wszystkich religiach. W starożytnej Persji dobremu Ormuzdowi przeciwstawiał się bóg zła Aryman, Egipcjanie mieli antagonistę Ozyrysa w osobie Seta etc. Ale chyba najpaskudniejszą ideologią quasi-religijną jest satanizm.
Za początek współczesnego satanizmu można umownie przyjąć rok 1904, kiedy to w Kairze niejaki Aleister Crowley, po spędzeniu nocy w Komnacie Królewskiej Wielkiej Piramidy i odprawieniu w hotelu jakichś guseł, ogłosił się „księciem – kapłanem Bestią”. Biorąc pod uwagę, że już od lat eksperymentował z narkotykami, trudno to uznać za rzecz dziwną. W jego wypocinach, którymi obdarował świat, publikując je pod nazwą „magick”, jest też i taka złota myśl:
Każdy człowiek ma prawo wypełnić swoją własną wolę bez obaw, że może to kłócić się z wolą innych, albowiem, jeśli on znajdzie się we właściwym miejscu, inni ponoszą winę za wchodzenie mu w drogę. Czyń, cokolwiek zechcesz. Do tego sprowadza się całe prawo.”
A oto fragment, w którym zachęca do składania ofiar z ludzi:
 „By uzyskać możliwie największe duchowe działanie, należy odpowiednio wybrać ofiarę, która zawiera w sobie największą i najczystszą siłę. Dzieci płci męskiej o doskonałej niewinności są najbardziej zadowalającą i odpowiednią ofiarą ... Dla niemal wszystkich celów ofiara z ludzi jest najlepsza”
Podczas odprawiania swoich guseł był perfekcjonistą. Pewnego razu zabił swojego pomocnika, który jakiś detal rytuału odprawił nie tak, jak guru nakazał. Należał również do Templariuszy Orientu (O.T.O), pokracznej organizacji będącej mieszaniną masonerii, teozofii i satanizmu. W późniejszych latach grasował w Stanach Zjednoczonych, gdzie zainspirował powstanie wielu kółek magii seksualnej. Pod koniec życia zwariował do reszty i w roku 1947 zmarł w nędzy. Późniejsze wypociny LaVeya w znacznej mierze bazują na pomysłach Crowleya.
W roku 1948 w Satanch Zjednoczonych niejaki Herbert Sloane założył sektę o nazwie "OfitCultusSatanas" O ile nam wiadomo, nie przetrwała ona śmierci guru i w połowie lat 70 ubiegłego wieku rozleciała się, co niestety nie oznaczało końca tego „satanizmu klasycznego”. Drugą ważną datą jest rok 1966, kiedy to niejaki Anton LaVey założył „kościół szatana” i popełnił jego manifest ideologiczny, czyli tak zwaną „Biblię Szatana”, jak już wspomnieliśmy, w znacznej mierze zerżniętą z Crowleya. Ten nurt bywa niekiedy nazywany „satanizmem nowoczesnym”.
„Klasycy” nie negują istnienia Boga, tyle tylko, że na wszelkie sposoby podkreślają swoją nienawiść do Jego osoby i Jego nauczania. Szatana uznają za symbol swojego zbioru antywartości i oddają mu cześć za pomocą różnych, mniej lub bardziej odrażających i zbrodniczych rytuałów. Mordowanie zwierząt jest powszechnie znane i udowodnione, zdarzały się też przypadki zabijania ludzi. Lavejańcy w zasadzie mogą być uważani za nurt ateistyczny. A ich rytuały służą głównie cementowaniu wspólnoty, tak jak ma to miejsce choćby wśród masonów.
Wspólną cechą satanistów jest odrzucenie hamulców moralnych i afirmacja parszywego egoizmu, nie liczącego się ze „zwykłymi” ludźmi. Piętnowane przez chrześcijaństwo jako grzechy główne pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość, łakomstwo, gniew i lenistwo nie są dla nich niczym nagannym. Bowiem ich ideałem jest nie odmawiać sobie jakichkolwiek dostępnych w życiu przyjemności i „żyć pełnią życia”. Czyli nie liczyć się z niczym i z nikim, z wyjątkiem starszych rangą sekciarzy. Sekty te za fundament swojej doktryny przyjmują brak jakiegokolwiek rozliczenia po śmierci, więc jak w necie wypisują rożni degeneraci płci męskiej, żeńskiej i nijakiej, „żyje się raz” i nie ma sensu odmawiać  sobie czegokolwiek.
Podstawowymi wartościami i cechami są:
1. egoizm,
2. moralny relatywizm,
3. eugenika,
4. socjalny darwinizm,
5. kolektywizm (oczywiście w ramach „swoich”), w niektórych sektach zawadzający o niewolnictwo,
6. ostry podział na MY – „elita” i RESZTA SPOŁECZEŃSTWA – „bydło”.
Człowiek o już ukształtowanej osobowości i sensownym systemie wartości, nie stanowi dla satanistów atrakcji, bowiem nie rokuje żadnej nadziei na zwerbowanie do sekty. Dlatego w stosunku do dorosłych, lavejańcy i inne satanistyczne barachło czyni podchody w stosunku do jednostek bardzo słabych psychicznie, parszywych egoistów oraz osób z nieprawidłowo funkcjonującą limibiczną częścią mózgu, odpowiedzialną za zachowania emocjonalne oraz empatię. W szczególności pragnących dominować nad innymi, aby odbić sobie własne niepowodzenia życiowe. W myśl zasady, że skoro ja cierpiałem, to i inni muszą pocierpieć. Znacznie bardziej obiecującym źródłem nowych sekciarzy jest młodzież. Bo w sekcie prawie nic (poza brakiem pokory w stosunku do wyżej stojących w hierarchii) nie jest zakazane. Ćpajta ile chceta, pieprzta się kiedy chceta, gdzie chceta, z kim chceta i jak chceta. A jak wpadnieta, to się wyskrobta. Hulaj dupa. Jakiż kontrast z takimi kołtuńskimi pojęciami jak przyzwoitość czy odpowiedzialność, że o takiej żywej skamienielinie jak uczucie nie wspomnimy.
Jednym z najlepszych narzędzi do szerzenia trucizny satanizmu okazała się muzyka. O ile nie wiadomo jak traktować niewinne zdałoby się wstawki satanistyczne w utworach Beatlesów czy Rolling Stonesów i bardziej skłonić się ku zwykłym erystycznym wybrykom, to już w specjalnie dedykowanym satanizmowi black metalu, ta kryminogenna ideologia jest traktowana bardzo serio. Oczywiście trafiają się zespoły, które traktują ów satanizm jako element marketingu muzycznego, ale funkcjonuje w tym obszarze cała grupa muzyków, zespołów szczerze opętanych, którzy to muzycy wcale nie ograniczają swojej działalności do bluźnierczych tekstów, obrazoburczych koncertów, czy ekscesów podlegających paragrafom karnym. Część z nich traktuje swoją działalność jako swoistą misję „katechizacyjną”, odprawianą nad młodymi, słabymi psychicznie i nierzadko zagubionymi ludźmi.
Podczas muzycznych ceremonii relacjonowane są okultystyczne inicjacje, co ma na celu zobojętnienie odbiorców na tajemną symbolikę oraz systematyczne oswajanie ich z mrocznym światem, dostępnym do tej pory tylko dla wąskiego kręgu osób. Taki przekaz kierowany jest przede wszystkim do młodych słuchaczy muzyki, po to, by zachęcić ich do naśladowania swoich idoli.
Muzyka, równolegle ze szkolną seksedukacją negującą rolę rodziny, jest obecnie jednym z najbardziej znaczących elementów nacisku na psychikę młodego człowieka. Promowanie kultu siły witalnej oraz tego, co nazywamy cywilizacją śmierci, czyli pornografii, aborcji, seksualizacji czy eutanazji; wzmacniane jest przez wpływ muzyki. Już ojcowie współczesnego satanizmu, Anton Sandor La Vey i Aleister Crowley wskazywali na środki, prowadzące do osiągnięcia takiego stanu relatywizmu moralnego, z jakim obecnie mamy do czynienia. Muzyka w ich koncepcjach odgrywała ważną rolę.
Fascynacje muzyków Crowleyem widać doskonale na przykładzie Daryla Hall’a z amerykańskiego zespołu Hall And Oates, który w 1977 roku nagrał z Robertem Frippem z King Crimson płytę „Sacred Songs”. Została ona wydana w marcu 1980 roku a teksty jej piosenek nawiązują do ezoteryki i magii. Zmarły w 2002 roku dziennikarz muzyczny i fotograf, Timothy White, przeprowadził wywiad z Hall’em, opublikowany później w książce „Rock Lives”. Hall wyznał, że w 1974 roku rozpoczął poważną naukę ezoterycznej duchowości, zaczytywał się w książkach o kabale, wierzeniach starożytnych Celtów i tradycji druidów. Zainteresował się też w końcu życiem i okultyzmem Aleistera Crowleya. Wieńczący album „Sacred Songs” utwór pt. „Without Tears” oparty jest na książce Crowleya „Magic Without Tears”, opublikowanej w 1973 roku.
Istniejący w światowej muzyce satanizm nie wkroczył równolegle w skali masowej do Polski tylko dlatego, że od Zachodu dzieliła nas żelazna kurtyna. W PRL-owskim radiu próżno było szukać informacji o satanistycznym, okultystycznym czy antychrześcijańskim przekazie lub o nawróceniach muzyków. Dopiero po stanie wojennym zaczęły zachodzić widoczne zmiany. Komuniści postanowili przeszczepić na teren Polski satanizm (w postaci nieco karykaturalnej), by budować silny front antyklerykalny. Partyjni decydenci, obserwując szalejących w Jarocinie fanów, podjęli decyzję o promowaniu idei, których plon jest widoczny współcześnie. Satanizm w Polsce lat 80. nie był dobrze znany w muzycznych kręgach i stopniowo zagnieżdżał się wraz z nadejściem muzyki metalowej. Propagowano wówczas gatunki heavy metalu, jak black, thrash, czy speed metal, nie preferujące anarchizmu, czy antykomunizmu, ale atakujące duchowość, co dla PRL-owskiej propagandy wydawało się być idealne. Grupy te uzupełniało środowisko polskich muzyków, wzorujących się na zachodnich kapelach Venom, Mercyful Fate, Metallica i Bathory. Ocierali się oni o kosmopolityzm, promując dekadenckie wzorce. To właśnie na scenie we wspomnianym Jarocinie pojawiły się pierwsze kapele satanistyczne, jak KAT czy Test Fobii Kreon. Popularne stały się grupy Turbo, Omen, 666XHE, Szwadron S., Destroyer, Open Fire i Vader. Roman Kostrzewski, wokalista grupy KAT, propagował wśród fanów Biblię Satanistyczną La Veya, którą nagrał w formie solowego projektu. Lider tego zespołu stał się – i nadal pozostaje – guru satanistycznego środowiska muzycznego w Polsce, choć część mediów chrześcijańskich próbuje lekceważyć jego wpływ na tę scenę, nazywając go „komiksowym satanistą”.
Erozja cywilizacji europejskiej postępuje milowymi krokami, spotkaliśmy się z informacją, że w siłach zbrojnych Brytanii (swego czasu Wielkiej) satanizm jest już dozwolony.
Sataniści poczynają sobie coraz zuchwalej. Wymowną próbką są złote myśli Luciena Greavesa, niedorzecznika organizacji o nazwie The SatanicTemple. W wywiadzie dla „The Detroit Metro Times” powiedział, że homoseksualne „małżeństwa” są dla nich „sakramentem”, zaś aborcja zajmuje wysokie miejsce na liście priorytetów ich „wiary”. W stanie Michigan takie „małżeństwa” nie są do tej pory uznawane przez prawo stanowe, więc Greaves pragnie w tej kwestii udzielić gubernatorowi Rickowi Snyderowi „pouczenia”. Poza tym TST żąda umieszczenia podobizny szatana (z łbem kozła, czyli wersja standard) w budynku legislatury stanu Oklahoma. Próbowali też zorganizować na terenie campusu Uniwersytetu Harvarda rekonstrukcję „czarnej mszy”. Wobec licznych protestów, władze uniwersytetu na to nie zezwoliły, więc owa podniosła ceremonia musiała się odbyć w chińskiej restauracji. Znane są przypadki organizowania przez TST na grobach „różowych mszy”, mających prowadzić zdaniem tych debili do zmiany orientacji seksualnej osoby zmarłej. Niestety nic nam nie wiadomo o wyrokach więzienia dla degeneratów dopuszczających się takich profanacji. Wisienką na torcie wypocin niedorzecznika było stwierdzenie, że „ograniczenie aborcji narusza satanistyczne przekonania religijne”.
No i wreszcie nie sposób zauważyć, że postulaty satanistów, a już szczególnie lav ejańców, są zdumiewająco zbieżne z programem eurokomunistów, genderowców czy innych tolerastów. W roku 1988 wspomniany już LaVey wydalił z siebie coś o nazwie „PentagonalRevisionism“. Będący pięciopunktowym planem „zsatanizowania” społeczeństwa. Oto te postulaty:
1. Światem powinni rządzić silni a słabi służyć im lub zniknąć. Pełna analogia do nazizmu, eutanazizmu czy „opóźnionego aborcjonizmu”.
2. Wszystkie kościoły należy opodatkować. Oczywiście nie po to, aby zwiększyć wpływy do budżetu, lecz po to, żeby je zniszczyć.
3. Stworzenie państwa laickiego, opartego na prawie talionu. Brak tolerancji dla przekonań religijnych i karanie kleru za zabieranie głosu w sprawach publicznych.
4. Produkowanie androidów i akceptacja dowolnych manipulacji genetycznych na ludziach. Autor nazywa to „elegancką metodą przywrócenia niewolnictwa”. Czyli umożliwienie ludziom posiadania władzy nad kimś innym.
5. Odrzucenie takich zabobonów jak naród czy społeczeństwo. Masy ludzkie powinny być możliwie zatomizowane, a każdy tworzyć „własne środowisko życia”.
Jak widać, Magdalena Środa czy Slavoj Żiżek mogliby się pod tym programem podpisać. No, może z wyjątkiem tego talionu. Bo karać można co najwyżej ofiarę. Zaś przestępcy to każdy tolerasta co najwyżej pogrozi paluszkiem. I robiąc nieprzesadnie srogą minę, powie:
Żeby mi to było przedostatni raz!
A poza tym polityczna poprawność i satanizm idą rąsia w rąsię.

Stary Niedźwiedź i Tie Fighter

Bibliografia:



P.S.



Satanistyczne barachło musiało zdrowo zaboleć, skoro z lavejańskiej latryny już przypłynął tu troll. Czcigodnych Czytelników prosimy o wyrozumiałość, bo poza blogiem, mamy też inne obowiązki. Więc usuwanie nieczystości nie będzie się odbywać on line.



SN i TF

niedziela, 5 października 2014

Dewianci atakują od tyłu

Rozpoczęcie roku akademickiego i spiętrzenie zajęć biznesowych, spowodowało nieprzyzwoicie długą przerwę w działalności „Antysocjala”, za którą chcemy Szanownych Czytelników serdecznie przeprosić. Ale modyfikacja zajęć dydaktycznych w porządnej wyższej uczelni (nie mylić z jakimiś operetkowymi czy wręcz promującymi przestępstwa „wydziałami” uniwersyteckimi) wymaga odpowiedniego nakładu pracy, jeśli swoje obowiązki traktuje się serio. Bo nie jest się debilką, wylaną na zbity dziób już z trzech szkół.
A co się tyczy biznesu, ludzie mający choć cień pojęcia o realiach takowego, wiedzą że występują w nim takie spiętrzenia obowiązków, że właściciel firmy wychodzi z domu rano a wraca wieczorem. I musi uważać aby nie zasnąć przy stole podczas jedzenia kolacji lub w kabinie prysznicowej. Gdyż wizja leżącego brzuchem do góry kapitalisty, na okrągło żywiącego się krwią ludu pracującego miast i wsi, to bzdura godna grasującego w odwiedzanej przez nas części blogosfery pedała – eurokomunisty. Tak tępego i załganego, że nie jest w stanie zrozumieć, iż pomijając poważniejsze, dla jego ćwierćintelektu niedostępne argumenty, żaden człowiek nie może na okrągło jeść czerniny.
Ale nie mogliśmy nie odnieść się do mailowego apelu, który odebraliśmy. Chodzi o próbę łajdackiej modyfikacji dokumentów wydawanych polskim obywatelom przez administrację. Tak aby od tyłu (nie dziwota, w końcu to pedalska inicjatywa) umożliwić uznanie przez prawo polskie związków jednopłciowych za „małżeństwa".
Zamieszczamy link do strony umożliwiającej wyrażenie sprzeciwu wobec tej podłości: 

http://www.protestuj.pl/sejm-chce-przemycic-homomalzenstwa-do-polski---zaprotestuj-,26,k.html


Zaś inny link:



Umożliwia zapoznanie się z analizą prawną szykowanego łajdactwa, przygotowana przez dr Joannę Banasiuk i dr Jakoba Cornidesa.
Na użytek Czytelników nie lubiących przebijać się przez nieco hermetyczny język prawniczy, służymy krótkim streszczeniem.
Do tej pory polski obywatel, mający zamiar wziąć ślub za granicą, w kraju o innych regulacjach prawnych w tej materii, występował do urzędu stanu cywilnego o wydanie zaświadczenia, że w myśl polskiego prawa taki związek może zawrzeć. Tyle tylko że musiał podać dane odnośnie przyszłego małżonka. Co eliminowało konieczność uznania przez polskie prawo poligamii lub pedalskiego czy lesbijskiego ślubu, w który zamieszany był(a)by obywatel(ka) Polski.
Obecnie planuje się wprowadzenie możliwości wydawania zaświadczeń, określających wyłącznie stan cywilny obywatela. W uzasadnieniu można wyczytać jakieś dyrdymały, ale cel jest oczywisty. W ten sposób możliwy jest bez żadnych problemów ślub dewiancki lub poligamiczny za granicą, który z braku uchybień formalnych, miałby również moc prawną w Polsce. Na takiej samej zasadzie, na jakiej cztery kobiety przywiezione przez muzułmanina do Polski są uznawane w Polsce za jego żony. Bo w swoim kraju, w Paryżu czy w Londynie ożenił się z nimi, zgodnie z szariatem.
Nie wątpimy, że Czcigodni Czytelnicy włączą się do walki z tym łajdactwem.
A jeśli ktoś z nich westchnie melancholijnie, że i tak nic to nie da, służymy optymistycznym przykładem skuteczności takich protestów.
Łajdak o ksywie „Nergal” planował objazd Polski z prezentacjami swojego satanistycznego shitu. I okazało się że już w dwóch miastach, w tym w Poznaniu, planowane występy zostały odwołane, na skutek lawiny protestów ludzi, którym tak jak i nam, nie wolno bezkarnie paskudzić na głowy. Satanistyczne śmiecie ponoć bełkotały na swojej witrynie, że Polska jest drugim po Rosji krajem, w którym spotkało ich takie „prześladowanie”. Wcześniej główny antybohater tej afery płakał z powodu trafienie do rosyjskiego „dołka”. I pobyt tam nazwał piekłem. Jak widać, ciul jest zbyt tępy, by zrozumieć, że wiza turystyczna którą otrzymał, nie uprawnia do działalności zarobkowej, jaką jest koncert. A skoro nie podobało mu się piekło, taki z niego satanista, jak z pewnego lavejańca – zasrańca i dilera w jednej osobie, „terapełta uzależnień”. W co mogą uwierzyć jedynie jego fanki, o średniej inteligencji plasującej je miedzy Oligochaeta a Periplaneta americana.
I jeszcze drobna refleksja.
Swego czasu, w innej dyskusji na tematy „okołoobyczajowe”, Czcigodna Kira (pozdrawiamy!) wyraziła pogląd, że tematyka ta interesuje marginalne co do liczebności grupy. Bowiem uważa że zdecydowana większość Polaków po prostu olewa choćby problem dopuszczenia / zakazania cwelparad. Te masowe protesty, na tyle liczne że poznańskie centrum kultury studenckiej „Eskulap” odwołało ten występ, świadczą że jest inaczej. I dlatego podtrzymujemy swoje stanowisko, że demokracja nie jest tożsama z przyzwoleniem, by nieliczna chamska mniejszość bezkarnie paskudziła większości na głowy. A jeśli nie da się tego wyegzekwować po dobroci, pozostają rozwiązania na wzór baciarski, rodem z lwowskiego Łyczakowa czy Kliparowa:

O północy się zjawili jacyś dwaj cywili. Nic nikomu nie mówili, tylko w mordy bili. I tak rozpędzili ten bal, ten bal.

Nie ukrywamy, że w przypadku narkomańskich czy satanistycznych degeneratów, wprowadzenie w czyn tego scenariusza nie sprawiłoby nam przykrości.

Stary Niedźwiedź i Tie Fighter.