Jak wszyscy wiemy,
istnieje całe multum religii. Monoteistycznych i politeistycznych, z silniej
lub słabiej rozbudowanymi kościołem ziemskim i liturgią; uznające ludzi za
równych sobie lub dzielące ich na lepszych i gorszych. Ale wszystkie one mają
dwie cechy wspólne. Starają się ze swoich wiernych wydobyć najlepsze cechy
człowieka oraz uświadomić mu, że nawet, gdy jego dobre lub złe uczynki nie
zostaną w życiu doczesnym należycie ocenione, śmierć nie jest jedynie wulgarnym
zamknięciem obiegu materii w przyrodzie. Bo istnieje COŚ JESZCZE, a w
szczególności osąd ziemskiej wędrówki, połączony z nagrodą lub karą.
Ale poza wiarą,
agnostycyzmem (NIE WIEM) i ateizmem soft (NIE WIERZĘ) oraz ateizmem hard (WIARA
W NIEISTNIENIE BOGA POŁĄCZONA Z NIENAWIŚCIĄ DO NIEGO)), istnieją jeszcze
parareligijne ideologie. Niektóre neutralne, inne po prostu podłe. Najlepszym
przykładem tych ostatnich jest satanizm.
Afirmacja zła jest
chyba równie stara jak cywilizacje ludzkie, a walka dobra ze złem pojawia się
chyba we wszystkich religiach. W starożytnej Persji dobremu Ormuzdowi
przeciwstawiał się bóg zła Aryman, Egipcjanie mieli antagonistę Ozyrysa w
osobie Seta etc. Ale chyba najpaskudniejszą ideologią quasi-religijną jest
satanizm.
Za początek
współczesnego satanizmu można umownie przyjąć rok 1904, kiedy to w Kairze niejaki
Aleister Crowley, po spędzeniu nocy w Komnacie Królewskiej Wielkiej Piramidy i
odprawieniu w hotelu jakichś guseł, ogłosił się „księciem – kapłanem Bestią”.
Biorąc pod uwagę, że już od lat eksperymentował z narkotykami, trudno to uznać
za rzecz dziwną. W jego wypocinach, którymi obdarował świat, publikując je pod
nazwą „magick”, jest też i taka złota myśl:
„Każdy
człowiek ma prawo wypełnić swoją własną wolę bez obaw, że może to kłócić się z
wolą innych, albowiem, jeśli on znajdzie się we właściwym miejscu, inni ponoszą
winę za wchodzenie mu w drogę. Czyń, cokolwiek zechcesz. Do tego sprowadza się
całe prawo.”
A oto fragment, w którym zachęca do składania ofiar z ludzi:
„By uzyskać możliwie największe duchowe
działanie, należy odpowiednio wybrać ofiarę, która zawiera w sobie największą i
najczystszą siłę. Dzieci płci męskiej o doskonałej niewinności są najbardziej
zadowalającą i odpowiednią ofiarą ... Dla niemal wszystkich celów ofiara z
ludzi jest najlepsza”
Podczas odprawiania swoich guseł był perfekcjonistą. Pewnego razu zabił
swojego pomocnika, który jakiś detal rytuału odprawił nie tak, jak guru
nakazał. Należał również do Templariuszy Orientu (O.T.O), pokracznej
organizacji będącej mieszaniną masonerii, teozofii i satanizmu. W późniejszych
latach grasował w Stanach Zjednoczonych, gdzie zainspirował powstanie wielu
kółek magii seksualnej. Pod koniec życia zwariował do reszty i w roku 1947
zmarł w nędzy. Późniejsze wypociny LaVeya w znacznej mierze bazują na pomysłach
Crowleya.
W roku 1948 w
Satanch Zjednoczonych niejaki Herbert Sloane założył sektę o nazwie "OfitCultusSatanas"
O ile nam wiadomo, nie przetrwała ona
śmierci guru i w połowie lat 70 ubiegłego wieku rozleciała się, co niestety nie
oznaczało końca tego „satanizmu klasycznego”. Drugą ważną datą jest rok 1966,
kiedy to niejaki Anton LaVey założył „kościół szatana” i popełnił jego manifest
ideologiczny, czyli tak zwaną „Biblię Szatana”, jak już wspomnieliśmy, w
znacznej mierze zerżniętą z Crowleya. Ten nurt bywa niekiedy nazywany
„satanizmem nowoczesnym”.
„Klasycy” nie
negują istnienia Boga, tyle tylko, że na wszelkie sposoby podkreślają swoją
nienawiść do Jego osoby i Jego nauczania. Szatana uznają za symbol swojego
zbioru antywartości i oddają mu cześć za pomocą różnych, mniej lub bardziej
odrażających i zbrodniczych rytuałów. Mordowanie zwierząt jest powszechnie
znane i udowodnione, zdarzały się też przypadki zabijania ludzi. Lavejańcy w
zasadzie mogą być uważani za nurt ateistyczny. A ich rytuały służą głównie
cementowaniu wspólnoty, tak jak ma to miejsce choćby wśród masonów.
Wspólną cechą
satanistów jest odrzucenie hamulców moralnych i afirmacja parszywego egoizmu,
nie liczącego się ze „zwykłymi” ludźmi. Piętnowane przez chrześcijaństwo jako
grzechy główne pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość, łakomstwo, gniew i lenistwo nie są dla
nich niczym nagannym. Bowiem ich ideałem jest nie odmawiać sobie jakichkolwiek
dostępnych w życiu przyjemności i „żyć pełnią życia”. Czyli nie liczyć się z
niczym i z nikim, z wyjątkiem starszych rangą sekciarzy. Sekty te za fundament
swojej doktryny przyjmują brak jakiegokolwiek rozliczenia po śmierci, więc jak
w necie wypisują rożni degeneraci płci męskiej, żeńskiej i nijakiej, „żyje się
raz” i nie ma sensu odmawiać sobie
czegokolwiek.
Podstawowymi wartościami i cechami są:
1. egoizm,
2. moralny relatywizm,
3. eugenika,
4. socjalny darwinizm,
5. kolektywizm (oczywiście w ramach „swoich”), w niektórych sektach
zawadzający o niewolnictwo,
6. ostry podział na MY – „elita” i RESZTA SPOŁECZEŃSTWA – „bydło”.
Człowiek o już ukształtowanej osobowości i sensownym systemie wartości, nie
stanowi dla satanistów atrakcji, bowiem nie rokuje żadnej nadziei na
zwerbowanie do sekty. Dlatego w stosunku do dorosłych, lavejańcy i inne
satanistyczne barachło czyni podchody w stosunku do jednostek bardzo słabych
psychicznie, parszywych egoistów oraz osób z nieprawidłowo funkcjonującą
limibiczną częścią mózgu, odpowiedzialną za zachowania emocjonalne oraz
empatię. W szczególności pragnących dominować nad innymi, aby odbić sobie
własne niepowodzenia życiowe. W myśl zasady, że skoro ja cierpiałem, to i inni
muszą pocierpieć. Znacznie bardziej obiecującym źródłem nowych sekciarzy jest
młodzież. Bo w sekcie prawie nic (poza brakiem pokory w stosunku do wyżej
stojących w hierarchii) nie jest zakazane. Ćpajta ile chceta, pieprzta się
kiedy chceta, gdzie chceta, z kim chceta i jak chceta. A jak wpadnieta, to się
wyskrobta. Hulaj dupa. Jakiż kontrast z takimi kołtuńskimi pojęciami jak
przyzwoitość czy odpowiedzialność, że o takiej żywej skamienielinie jak uczucie
nie wspomnimy.
Jednym z najlepszych narzędzi do szerzenia trucizny satanizmu okazała się
muzyka. O ile nie wiadomo jak traktować niewinne zdałoby się wstawki
satanistyczne w utworach Beatlesów czy Rolling Stonesów i bardziej skłonić się
ku zwykłym erystycznym wybrykom, to już w specjalnie dedykowanym satanizmowi black
metalu, ta kryminogenna ideologia jest traktowana bardzo serio. Oczywiście
trafiają się zespoły, które traktują ów satanizm jako element marketingu
muzycznego, ale funkcjonuje w tym obszarze cała grupa muzyków, zespołów
szczerze opętanych, którzy to muzycy wcale nie ograniczają swojej działalności
do bluźnierczych tekstów, obrazoburczych koncertów, czy ekscesów podlegających
paragrafom karnym. Część z nich traktuje swoją działalność jako swoistą misję
„katechizacyjną”, odprawianą nad młodymi, słabymi psychicznie i nierzadko
zagubionymi ludźmi.
Podczas muzycznych ceremonii relacjonowane są okultystyczne
inicjacje, co ma na celu zobojętnienie odbiorców na tajemną symbolikę oraz
systematyczne oswajanie ich z mrocznym światem, dostępnym do tej pory tylko dla
wąskiego kręgu osób. Taki przekaz kierowany jest przede wszystkim do młodych
słuchaczy muzyki, po to, by zachęcić ich do naśladowania swoich idoli.
Muzyka, równolegle ze szkolną seksedukacją negującą rolę
rodziny, jest obecnie jednym z najbardziej znaczących elementów nacisku na
psychikę młodego człowieka. Promowanie kultu siły witalnej oraz tego, co
nazywamy cywilizacją śmierci, czyli pornografii, aborcji, seksualizacji czy
eutanazji; wzmacniane jest przez wpływ muzyki. Już ojcowie współczesnego
satanizmu, Anton Sandor La Vey i Aleister Crowley wskazywali na środki,
prowadzące do osiągnięcia takiego stanu relatywizmu moralnego, z jakim obecnie
mamy do czynienia. Muzyka w ich koncepcjach odgrywała ważną rolę.
Fascynacje muzyków Crowleyem widać
doskonale na przykładzie Daryla Hall’a z amerykańskiego zespołu Hall And Oates,
który w 1977 roku nagrał z Robertem Frippem z King Crimson płytę „Sacred
Songs”. Została ona wydana w marcu 1980 roku a teksty jej piosenek nawiązują do
ezoteryki i magii. Zmarły w 2002 roku dziennikarz muzyczny i fotograf, Timothy
White, przeprowadził wywiad z Hall’em, opublikowany później w książce „Rock
Lives”. Hall wyznał, że w 1974 roku rozpoczął poważną naukę ezoterycznej
duchowości, zaczytywał się w książkach o kabale, wierzeniach starożytnych
Celtów i tradycji druidów. Zainteresował się też w końcu życiem i okultyzmem
Aleistera Crowleya. Wieńczący album „Sacred Songs” utwór pt. „Without Tears”
oparty jest na książce Crowleya „Magic Without Tears”, opublikowanej w 1973
roku.
Istniejący w światowej muzyce satanizm nie
wkroczył równolegle w skali masowej do Polski tylko dlatego, że od Zachodu
dzieliła nas żelazna kurtyna. W PRL-owskim radiu próżno było szukać informacji
o satanistycznym, okultystycznym czy antychrześcijańskim przekazie lub o
nawróceniach muzyków. Dopiero po stanie wojennym zaczęły zachodzić widoczne
zmiany. Komuniści postanowili przeszczepić na teren Polski satanizm (w postaci
nieco karykaturalnej), by budować silny front antyklerykalny. Partyjni
decydenci, obserwując szalejących w Jarocinie fanów, podjęli decyzję o
promowaniu idei, których plon jest widoczny współcześnie. Satanizm w Polsce lat
80. nie był dobrze znany w muzycznych kręgach i stopniowo zagnieżdżał się wraz
z nadejściem muzyki metalowej. Propagowano wówczas gatunki heavy metalu, jak
black, thrash, czy speed metal, nie preferujące anarchizmu, czy antykomunizmu,
ale atakujące duchowość, co dla PRL-owskiej propagandy wydawało się być
idealne. Grupy te uzupełniało środowisko polskich muzyków, wzorujących się na
zachodnich kapelach Venom, Mercyful Fate, Metallica i Bathory. Ocierali się oni
o kosmopolityzm, promując dekadenckie wzorce. To właśnie na scenie we
wspomnianym Jarocinie pojawiły się pierwsze kapele satanistyczne, jak KAT czy
Test Fobii Kreon. Popularne stały się grupy Turbo, Omen, 666XHE, Szwadron S.,
Destroyer, Open Fire i Vader. Roman Kostrzewski, wokalista grupy KAT,
propagował wśród fanów Biblię Satanistyczną La Veya, którą nagrał w formie
solowego projektu. Lider tego zespołu stał się – i nadal pozostaje – guru
satanistycznego środowiska muzycznego w Polsce, choć część mediów
chrześcijańskich próbuje lekceważyć jego wpływ na tę scenę, nazywając go
„komiksowym satanistą”.
Erozja cywilizacji europejskiej postępuje milowymi krokami, spotkaliśmy się
z informacją, że w siłach zbrojnych Brytanii (swego czasu Wielkiej) satanizm
jest już dozwolony.
Sataniści poczynają sobie coraz zuchwalej. Wymowną próbką są złote myśli
Luciena Greavesa, niedorzecznika organizacji o nazwie The SatanicTemple. W wywiadzie
dla „The Detroit Metro Times” powiedział, że homoseksualne „małżeństwa” są dla
nich „sakramentem”, zaś aborcja zajmuje wysokie miejsce na liście priorytetów
ich „wiary”. W stanie Michigan takie „małżeństwa” nie są do tej pory uznawane
przez prawo stanowe, więc Greaves pragnie w tej kwestii udzielić gubernatorowi
Rickowi Snyderowi „pouczenia”. Poza tym TST żąda umieszczenia podobizny szatana
(z łbem kozła, czyli wersja standard) w budynku legislatury stanu Oklahoma.
Próbowali też zorganizować na terenie campusu Uniwersytetu Harvarda
rekonstrukcję „czarnej mszy”. Wobec licznych protestów, władze uniwersytetu na to
nie zezwoliły, więc owa podniosła ceremonia musiała się odbyć w chińskiej
restauracji. Znane są przypadki organizowania przez TST na grobach „różowych
mszy”, mających prowadzić zdaniem tych debili do zmiany orientacji seksualnej
osoby zmarłej. Niestety nic nam nie wiadomo o wyrokach więzienia dla
degeneratów dopuszczających się takich profanacji. Wisienką na torcie wypocin
niedorzecznika było stwierdzenie, że „ograniczenie aborcji narusza
satanistyczne przekonania religijne”.
No i wreszcie nie sposób zauważyć, że postulaty satanistów, a już szczególnie
lav ejańców, są zdumiewająco zbieżne z programem eurokomunistów, genderowców
czy innych tolerastów. W roku 1988 wspomniany już LaVey wydalił z siebie coś o
nazwie „PentagonalRevisionism“. Będący pięciopunktowym planem „zsatanizowania”
społeczeństwa. Oto te postulaty:
1. Światem powinni rządzić silni a słabi służyć im lub zniknąć. Pełna
analogia do nazizmu, eutanazizmu czy „opóźnionego aborcjonizmu”.
2. Wszystkie kościoły należy opodatkować. Oczywiście nie po to, aby
zwiększyć wpływy do budżetu, lecz po to, żeby je zniszczyć.
3. Stworzenie państwa laickiego, opartego na prawie talionu. Brak
tolerancji dla przekonań religijnych i karanie kleru za zabieranie głosu w
sprawach publicznych.
4. Produkowanie androidów i akceptacja dowolnych manipulacji genetycznych
na ludziach. Autor nazywa to „elegancką metodą przywrócenia niewolnictwa”.
Czyli umożliwienie ludziom posiadania władzy nad kimś innym.
5. Odrzucenie takich zabobonów jak naród czy społeczeństwo. Masy ludzkie
powinny być możliwie zatomizowane, a każdy tworzyć „własne środowisko życia”.
Jak widać, Magdalena Środa czy Slavoj Żiżek mogliby się pod tym programem
podpisać. No, może z wyjątkiem tego talionu. Bo karać można co najwyżej ofiarę.
Zaś przestępcy to każdy tolerasta co najwyżej pogrozi paluszkiem. I robiąc
nieprzesadnie srogą minę, powie:
Żeby mi to było przedostatni raz!
A poza tym polityczna poprawność i satanizm idą rąsia w rąsię.
Stary Niedźwiedź i Tie Fighter
Bibliografia:
P.S.
Satanistyczne barachło musiało zdrowo zaboleć, skoro z
lavejańskiej latryny już przypłynął tu troll. Czcigodnych Czytelników prosimy o
wyrozumiałość, bo poza blogiem, mamy też inne obowiązki. Więc usuwanie
nieczystości nie będzie się odbywać on line.
SN i TF