piątek, 6 marca 2015

Sędzia ****

Wydawać by się mogło, że „sądy” w Tusklandii nikogo już nie zaskoczą swoim „orzecznictwem”. Tym nie mniej ostatnio miało miejsce zdarzenie, o którym nie można na „Antysocjalu” nie napisać.
Poinformował nas o tym nasz stały czytelnik i komentator „Refael”, przysyłając następujący link:
i komentując całe wydarzenie gorzkimi słowami „Taki sąd to na kupie gnoju za rogatki wywieźć”.
Po zajrzeniu do innej informacji:
można pokusić się o krótkie zreferowania tego skandalu z serii „sędzia ****”.
Pomiędzy listopadem 2008 a lutym 2013 niemiecka gazeta „Die Welt” opublikowała zarówno w wersji papierowej, jak i elektronicznej, trzy artykuły. W każdym z nich użyty był zwrot „polskie obozy koncentracyjne”.
Pan Zbigniew Osewski, którego jeden dziadek zginął w niemieckim obozie w Iławie, zaś drugi był więźniem kilku obozów na terenie Niemiec, wniósł do polskiego sądu pozew przeciwko niemieckiej gazecie. Domagał się ukarania jej wydawcy grzywną w wysokości miliona PLN i zamieszczenia przeprosin w TVP oraz „GW” i „Rzepie”. Jego pozew poparła Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Ale Sąd Okręgowy w Warszawie pozew oddalił.
W uzasadnieniu wyroku sędzia Eliza Kurkowska (przepisałem to nazwisko ze szczególną starannością, by nie popełnić pomyłki) łaskawie przyznała, że „Sformułowanie to może i powinno budzić sprzeciw i oburzenie każdej osoby znającej historię, zwłaszcza Polaków”. I dodała, iż tożsamość i godność narodowa oraz prawo do poszanowania prawdy historycznej są dobrami osobistymi w myśl prawa cywilnego. Tylko po to, by zrekapitulować stwierdzeniem, że nie spełniono tu jednak zasady indywidualizacji naruszenia dóbr osobistych, bo inkryminowany zwrot nie dotyczył bezpośrednio ani powoda, ani jego bliskich. Odnosił się zaś do „nieoznaczonej grupy adresatów”, a w takim przypadku do uznania roszczenia nie wystarczy sama przynależność do danej grupy. Sędzia dodała też, że „Die Welt” już „przeprosił” za te sformułowania.
Jak widać, w oczach sędzi fakt śmierci jednego z dziadków powoda w niemieckim obozie oraz utraty zdrowia w takowych przez drugiego, nie jest wystarczającym powodem, by pan Zbigniew mógł się poczuć urażony niemieckim łgarstwem. Tak samo jak zapewne metaforyczna opaska na oczach nie pozwoliła dostrzec tej Temidzie od siedmiu boleści, że w „przeprosinach” za „polski obóz koncentracyjny”, pojawił się „polski obóz śmierci”!!!
Ciekaw jestem, czy uznanie takiego łajdactwa za przeprosiny to indywidualny wybryk sędzi Kurkowskiej, czy może zasada obowiązująca powszechnie w Tusklandii. Bo jeśli to drugie, to osoba zmuszona do przeproszenia „nadredaktora” za nazwanie niejakiego Ozjasza Szechtera człowiekiem szkodzącym II Rzeczpospolitej, powinien w przeprosinach nazwać tegoż Szechtera odrażającą żydokomunistyczną gnidą.
Na bramach niemieckich obozów koncentracyjnych widniał cyniczny napis „Praca czyni wolnym”. Nie będę obrażał inteligencji Szanownych Czytelników łopatologicznym tłumaczeniem, czym czyni niekiedy sędziowska toga.

Stary Niedźwiedź

niedziela, 1 marca 2015

Wolnomyśliciele w natarciu

W minionym miesiącu miały miejsce wydarzenia, które „toleraści” przemilczają. By nie skalać  się „zerojedynkowością” i nie urazić kruchszego od najbardziej filigranowej chińskiej porcelany ego jakiegoś bydlęcia. Nie mówiąc już o tym, że takie potępienie, nie poprzedzone dogłębną wiedzą o życiu tych bydląt, z definicji niemożliwą do zdobycia, nosiłoby wszelkie znamiona linczu. Co przecież przyzna każdy światły i kulturalny człowiek, nie skażony jakimiś prymitywnymi postulatami sprzed dwóch tysięcy lat. W rodzaju „Niech mowa wasza będzie tak-tak, nie-nie”.

Jak podaje portal Polonia Christiana, w nocy z 23 na 24 lutego br. zbeszczeszczony został kościół rektorski pw. Zmartwychwstania Pańskiego w Tajemnicy Emaus na Cmentarzu Kule w Częstochowie.


Na jego murach namalowano satanistyczne symbole (666, odwrócony krzyż . odwrócony pentagram) oraz napisy w rodzaju „ten kościół spłonie”, „szatan”, „zabić chrześcijan” etc.

Zadziwiająca jest reakcja „merdiów głównego ścieku. Jak napisał jeden z czytelników portalu:


Gdy swego czasu w podobny sposób sprofanowany został meczet w Kruszynianach, GW no Prawda, Tusk Vision Network, (rynsz)TOK FM i pomniejszy płaz przez co najmniej tydzień informował o tym na okrągło. I oczywiście z góry wiedział, że winni tej profanacji są polscy narodowcy. A Podlasie zostało ogłoszone regionem rasistowskim i ksenofobicznym. Ale teraz sza. Redakcja doskonale rozumie że kudy tam chrześcijańskiemu kościołowi do meczetu, że już o synagodze nie wspomnimy. Ale środki przekazu, od wielkich stacji telewizyjnych zaczynając a na skromnych blogach kończąc, w trosce o swą wiarygodność, nie powinny przekraczać pewnych granic stronniczości i głupoty.

Na początku lutego w Częstochowie miało miejsce inne bulwersujące wydarzenie.




Szesnastoletnia gówniara wraz z koleżanką w tym samym wieku i dwudziestodziewięcioletnim kolegą spacerując po częstochowskim Cmentarzu św. Rocha opluła kilkadziesiąt nagrobków. Koleżka sfilmował jej wyczyn w filmik został wstawiony na You Tuba.


Internauci szybko zidentyfikowali łajdaków i sprawa nabrała biegu. Matka gówniary umieściła na swoim profilu przeprosiny, rzekomo również w imieniu córki. Która oczywiście ma być zbłąkaną duszyczką, rzekomo wielce żałującą tego co uczyniła. Tyle tylko że ten kit zdementowała sama gówniara. Która na swoim fejsbukowym profilu pokazuje środkowy palec ludziom akceptującym elementarne zasady moralne, czyli ma się rozumieć „hejterom”

Policja przeprowadziła rewizję w domu „filmowca”, gdzie odnalazła kilka tysięcy pornosów i inne filmy „z opluwania” innych miejsc w Częstochowie. Jak widać, wschodząca gwiazda polskiej reżyserii i jego aktorka to „wolnościowcy” całą gębą.

Sprawa ma trafić do sądu. Pozostało mieć nadzieję że sędzia nie pogrozi jej palcem w bucie i nie ostrzeże:

Żeby mi to było przedostatni raz!

W połowie lat dziewięćdziesiątych w Częstochowie na jednym z osiedli mieszkaniowych uaktywniła się grupka młodocianych satanistów. Początkowo ograniczali się do odprawiania w pobliskim lesie czarnych mszy, połączonych z bestialskim mordowaniem zwierząt. Potem zdemolowali kilkadziesiąt nagrobków na sąsiadującym z osiedlem cmentarzu. I wtedy grono pełnoletnich mieszkańców osiedla, rozrabiaków, ale nie przestępców, postanowiło wziąć sprawy w swoje ręce. Bo taka podłość i dla nich była nie do zaakceptowania. Po namierzeniu uczniów La Veya spuszczono im taki łomot, że część czcicieli Szatana wylądowała na urazówce. I na długi czas wystarczyło. Dopiero zmiana pokoleniowa przyniosła nową rójkę tych insektów.

Ciekaw jestem, czy policja potrafi zidentyfikować tę hołotę a „wymiar sprawiedliwości” stanie na wysokości zadania. Bo jeśli nie, powtórka z rozrywki stanie się koniecznością.



Stary Niedźwiedź

piątek, 20 lutego 2015

Teoria z Tysiąca i jednej nocy



Mamy naukową rewelację roku. Szejk Bandar Al-Khaibari z uniwersytetu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich za pomocą szklanki obalił teorię Kopernika. Filmik z wykładem jest dostępny na youtube z tłumaczeniem. Gdyby nie owo tłumaczenie, po samej gestykulacji moglibyśmy odnieść wrażenie, że szejk tłumaczy, jak wypić tequilę. A on tłumaczy, że jesteśmy w błędzie, wierząc w teorię Kopernika:  
„Jeśli ktoś twierdzi, że Ziemia się kręci, to jeśli wylecimy samolotem z lotniska w Szardży (w Emiratach) i będziemy lecieć powiedzmy do Chin, a nasz samolot zatrzyma się nieruchomo w powietrzu, to według waszej teorii, Chiny będą się zbliżać do nas, tak czy nie? A jeśli polecimy w przeciwnym kierunku, nigdy nie dolecimy do Chin, bo Chiny też będą się przemieszczać, prawda?”*
Wcześniej szejk zasłynął wypowiedzią na temat lądowania na Księżycu, które – jego zdaniem – było wyreżyserowane przez Hollywood. Nie powiedział tylko, kto to wyreżyserował – czy może Stanley Kubrick? W końcu „Odyseja kosmiczna” mogła być dla niego wprawką przed pierwszym lądowaniem na Księżycu ze znanym aktorem Neilem Armstrongiem. Pozostaje zagadką, dlaczego nie zgarnął za ten film choćby nominacji do statuetki?
Wracając jeszcze do wykładu ze szklanką, to powrót do teorii geocentrycznej spotkał się w świecie nauki z entuzjazmem. Okazało się bowiem, że każdy może dokonać odkryć wiekopomnych. Jeden z polskich komentatorów, zainspirowany saudyjskim uczonym, napisał: 
„Silniki odrzutowe też kłamstwo. Wczoraj nażarłem się kapusty z grochem, miałem niezły odrzut, a nigdzie nie poleciałem”.

*http://wyborcza.pl/1,75477,17453196,Saudyjski_duchowny__Slonce_krazy_wokol_Ziemi_.html

Flavia de Luce

niedziela, 15 lutego 2015

Facet to Świnia?

Czcigodni Czytelnicy
Redakcja "Antysocjala" ma zaszczyt i przyjemność przedstawić Wam refleksje Adama Grudzińskiego na temat potworka legislacyjnego o nazwie "Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie". Zamieszczony obraz jest również autorstwa Adama.


W miarę jak ubywa mi lat (niedowiarkom przypominam znaną prawdę mówiącą o dziecinnieniu na stare lata), a więc - w miarę jak ubywa mi lat, coraz częściej skłaniam się ku nadaniu statusu aksjomatu pewnej myśli: że nie ma nic trudniejszego - jak namalowanie murzyna w ciemnościach. Nie inaczej też jest ze słynną już dziś konwencją (1), o przeciwdziałaniu przemocy zarówno tej wobec kobiet, jak i przemocy domowej bo tu - aby rozróżnić gdzie bardziej lub mniej znęcają się nad kobietami osobniki płci określanej niekoniecznie poprzez świadectwo obrazu zawartości rozporka, już tak łatwo nie jest.
Może być więc tak, że niekoniecznie kłótnia wyglądająca na zapasy dwóch lesbijek jest nią w istocie, albowiem według zaproponowanej nam definicji - w tym samym obrazie uczestniczyć mogą:
a. dwie kobiety
b. kobieta i mężczyzna
c. dwóch mężczyzn
Czy rację więc miał autor piosenki zespołu Big Cyc nadając jej tytuł: Facet to Świnia?( https://www.youtube.com/watch?v=ExTESo1tQ0k ) - skoro rola samca (wg. zapisów podmiotowej konwencji) nie jest jednoznacznie przypisana płci rzeczywistej, a jedynie reprezentatywnej? Cóż z resztą winna jest świnia - że jako taka, przypisywana jest (w odróżnieniu od knura) rodzajowi żeńskiemu?.
No nic!
Wróćmy jednak do meritum mojego wystąpienia. Już sama preambuła dokumentu swą teścią nie tyle zahacza o miano kuriozum, co jest nim w istocie. Weźmy choćby taki - jedej z jej fragmentów:
(...)uznając, że przemoc wobec kobiet jest przejawem nierównych stosunków władzy
między kobietami a mężczyznami na przestrzeni wieków, które doprowadziły do
dominacji mężczyzn nad kobietami i dyskryminacji kobiet, a także uniemożliwiły
pełne usamodzielnienie kobiet(...)

Jakby tylko sięgnąć pamięcią (historyczną) wstecz, te "stosunki" rzeczywiście były "nierówne", ale też wcale nie było tak, że były one nierówne z korzyścią dla mężczyzn, a wręcz odwrotnie. Skoro już mowa o "władzy" - na przestrzeni wieków to wcale nie mężczyźni byli największymi tyranami.

Czyżby autorzy tego wybitnego dzieła opierali swą wiedzę o islam? - bo jeśli tak?, to  istotnie. W obrazie kobiety można by dostrzec coś ułomnego. Czy jednak w krajach o kulturze niemahometańskiej można mówić o podobnym kobiet traktowaniu?

Ciekaw jestem - czy którakolwiek z czytelniczek Antysocjala pozostaje w odczuciu braku samodzielności? (pomijając rzecz jasna stan, w którym do osiągnięcia "nirwany" przydał by się jednak mężczyzna)

Z definicji pojęć jakie zawiera przedmiotowa konwencja - wybrałem sobie jedną - za to szczególnie obrazowo oddająca jeden z palących problemów. Art.3 pkt. c. konwencji odnosi się do płci:
„płeć społeczno-kulturowa” oznacza społecznie skonstruowane role,
zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za
odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn;

Normalnie - w życiu bym na to nie wpadł. Wprost genialne. Zaglądam do majtek - i co wnioskuję? Moje atrybuty (przynajmniej  dla szczupłego już grona osobistych wielbicielek) nie pozostawiają złudzeń. Jestem samcem. Czy jednak fakt, że z konieczności sam muszę uprać moje gacie - stawia minie w społeczno-kulturowej roli kobiety?

"Konwencja" - a istniejące prawo, i co z tego wynika.
Już sama ustawa zasadnicza definiuje w najprostszy z możliwych sposobów zasady równości wobec prawa wszystkich obywateli - a więc zarówno kobiet, mężczyzn jak i dzieci. Jeżeli zaś do tego sięgniemy po akty wykonawcze w postaci odpowiednich ustaw podległych - za nic w świecie nie odnajdziemy tam choćby nawet wzmianki mówiącej coś przeciwnego.
Na pytanie "i co z tego wynika" - odpowiedź jest (i może być) tylko jedna. Jest nią próba przemycenia do świadomości społeczeństw wzorców, jakie nijak mają się do cywilizacyjnych zasad ukształtowanych przecież nie bezpodstawnie, a mających głównie na celu odróżnienie nas ludzi od zwierząt. Tak! Zwierząt - bo to nie gdzie indziej jak u nich właśnie zachowania w dziedzinie seksualności są podstawowym źródłem agresji oraz dominacji jednej płci wobec przeciwnej.

Podświadomość i świadomość.
Ta pierwsza, to przecież nic innego jak zbiór obrazów utrwalonych na podstawie obserwacji świata zewnętrznego, oraz w pewnej części tych - jakie wynikają z instynktu. Świadomość zaś - to umiejętność opisu tego wszystkiego co zawarte jest w podświadomości oraz tego - co z owego opisu wynika.
Najprostszy z przykładów. Żelazko. Dziecko niekoniecznie (świadomość buduje się w całym okresie życia), ale dorosły człowiek doskonale wie jak ono wygląda. To zaś - że można się nim poparzyć - wynika już z doświadczeń podczas jego obsługi.

Homoseksualizm  - to wyraz którego wydźwięk, ma dzisiaj niezwykle negatywne zabarwienie, a przecież jego podstawa słowotwórcza to "homo" czyli człowiek, oraz "seksualizm" - czyli seks (płeć) + zachowania z niej wynikające. Czyżby więc owo "negatywne zabarwienie" brało się z lęku przed oceną seksualności człowieka jako takiej?

Oczywiście - a to za sprawą norm "społeczno - obyczajowych", czyli swoistego rodzaju kagańca jakiego to społeczeństwa postanowiły używać, aby (...).
Nie będę się tu rozpisywał co w owych trzech kropkach po słowie "aby" się zawiera. Każdy przecież jest świadomy choćby tylko tego, że było by mu (co najmniej)  głupio wychowywać murzynka, jeżeli obydwoje partnerzy związku posiadają inny od czarnego kolor skóry. 

"Prądem bohatera? - prądem?", "kobiety mnie biją", "ciemność widzę - ciemność!".
Film "seksmisja". Komedia? - czy też próba unaocznienia widzowi meandrów seksualności człowieka, i co z dewiacji może wynikać.
Żaden mężczyzna nie potrafi odebrać kobiecie roli jaką nagrodziła ją natura. Czegoś - co będąc najpiękniejszą rzeczą w świecie, spycha również na jej barki całą masę następstw jakie z niej wynikają. Tak to już jest (i nie za sprawą norm o których wyżej wspomniałem), że to kobiecie właśnie powierzone zostało wydanie na świat potomstwa. Wydanie - a także coś, co nazwane zostało macierzyństwem.

Mężczyzna - tyran?
W patologicznej formie z pewnością, ale też wiele można by mnożyć przypadków zgoła odmiennych - a różnice jakie się w tej kwestii pojawiają, wynikają li tylko z odmiennej formy przemocy choć psychika, zarówno dla jednej jak i drugiej płci odgrywa niepośrednią rolę. Tak na prawdę zaś - mężczyzna pozostaje dziś bardzo często ofiarą. Z jednej strony - brak w nim poczucia spełnienia tego do czego został powołany czyli dostarczenia rodzinie poczucia bezpieczeństwa. Z drugiej - psychiczna presja ze strony kobiety która swą biologiczną rolę zdążyła już spełnić. Gromadzenie w sobie złych emocji - nie może trwać wiecznie. W którymś momencie musi się skończyć jej rozładowaniem. Pojawiają się więc samobójstwa, walenie głową w mur - a w najgorszym przypadku, odpowiedź fizyczna na osobie partnerki. Odpowiedź - bo to ona właśnie bywa reakcją na postawione pytanie - "kiedy przyniesiesz pieniądze".

Kobieta - tyran?
Owszem - zwłaszcza jeżeli uda jej się zdobyć dominującą pozycję. Kariera, która zmusza ją do odsunięcia w trudną do określenia przyszłość tego - co w jej psychice zalega najgłębiej. Kobieta patrzy i wyciąga wnioski. Ci faceci - to zwykłe nieudaczniki. Nie potrafią kobiecie zapewnić tego co dla niej ważne. Trzeba więc ich tępić i to nie wprost proporcjonalnie ale do kwadratu ich beznadziejności. Tępić oczywiście psychicznie - albowiem siła ramion nie odpowiada tej - jaka do przemocy fizycznej była by niezbędna.

Pozwólcie proszę, że na zakończenie tego postu przywołam cytowany już fragment preambuły przedmiotowej konwencji:
(...)uznając, że przemoc wobec kobiet jest przejawem nierównych stosunków władzy
między kobietami a mężczyznami na przestrzeni wieków, które doprowadziły do
dominacji mężczyzn nad kobietami i dyskryminacji kobiet, a także uniemożliwiły
pełne usamodzielnienie kobiet(...)

No przecież to jest idiotyzm!
(albo ja - jestem idiotą)

Adam M. Grudziński.
___________________________________________________________________


piątek, 13 lutego 2015

Polska Żegluga Bałtycka, czyli jak zatopić polską firmę


Polska Żegluga Bałtycka to firma armatorska, która obsługuje połączenia promowe między Polską, Szwecja i Danią. W ostatnim czasie ma się coraz lepiej z uwagi na to, że rośnie liczna przewozów osób i towarów na Bałtyku. Sytuacja dla przedsiębiorstwa armatorskiego stawała się coraz korzystniejsza, bowiem trwa walka o przejęcie wygasłych połączeń promowych między Danią, a Niemcami.
Firma przetrwała największy kryzys, a w ubiegłym roku udało jej się wypracować 20 mln złotych zysku. Właścicielem wszystkich akcji PBŻ jest Skarb Państwa, który nie dokapitalizował jej nawet groszem. Jednakże od lat ’90 rządzący podejmują kolejne próby zatopienia – ups! – „s p r y w a t y z o w a n i a”. W tym celu posunęli się do kuriozalnego kroku – tym bardziej kuriozalnego, że firma przynosi zyski, inwestuje i ma pozycję na rynku. Otóż Skarb Państwa obniżył cenę akcji przedsiębiorstwa z 10 zł na 3,90, a tej korekty dokonano dokładnie w ostatnim dniu składania oferty. Wartość akcji – jak wiadomo – istotnie obniżono, a okres składania ofert przedłużono. Na liście podmiotów, które złożyły oferty wstępne, znajduje się na przykład konsorcjum Polen Line, a na jego czele enigmatyczna firma Swedish House (według KRS-u firma doradcza, mieszcząca się w Warszawie, na alei Szucha – żadnego numeru telefonu), której prezesem jest Jan Niezwiestny, dobry znajomy Aleksandra Kwaśniewskiego i Władymira Ałganowa, czyli rosyjskiego funkcjonariusza wywiadu, byłego pułkownika KGB i aktora afery Orlengate. Dodać należy, że Niezawiestny już wcześniej ostrzył zęby na PŻB – w latach ’90 złożył Ministerstwu Skarbu ofertę zakupu, ale bezskutecznie.
W obecnej sytuacji Polska Żegluga Bałtycka ma szansę na pozyskanie strategicznego inwestora; ten argument podnoszą też w swoim apelu do ministra związkowcy. Spółka liczy 600-osobową załogę i jest prawdopodobne, że jej zyski wypracowane w najbliższej przyszłości przekroczą środki uzyskane ze sprzedaży. Co to jest za interes? Ano działanie na szkodę Skarbu Państwa i obywateli. Tak nielogiczne działanie śmierdzi korupcją.
Związki zawodowe złożyły do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez ministra i wiceministra skarbu. A, jak powiedział Radiu Koszalin, poseł Czesław Hoc – ABW zaczęła już prowadzić czynności operacyjne. Co na to resort? Jego rzeczniczka twierdzi, że „po przeprowadzeniu szczegółowej analizy jej aktualnej sytuacji ekonomiczno-finansowej, z uwzględnieniem specyfiki rynku, na którym działa.”  *
Jest jeszcze „smaczek” a propos tej prywatyzacji. Niemiecki przewoźnik TT Line w tajemniczy sposób poznał ważne dane dotyczące PŻB; poznał informacje o przewozach i wynikach finansowych. Skąd te informacje otrzymał? Do udostępnienia tych danych doszło wtedy, gdy ministerstwo przeprowadzało prywatyzację armatora z Kołobrzegu. To oczywiste, że krasnoludki się tam nie zakradły. MS nie zabezpieczyło się przed wyciekiem danych, albo było to działania celowe. Pewne jest jedno – teraz na trasie ze Świnoujścia do Szwecji kursuje już prom TTLine.  **
Prywatyzatorzy zuchwali mają dziś miliony na koncie i zapewniony byt dla kolejnych pokoleń. Brylują w mediach jako „przedsiębiorczy ojcowie CUDU GOSPODARCZEGO RP”, którzy ostentacyjnie pogardzają „motłochem” i – rzecz jasna – jako sposób na rozwiązanie kryzysu proponują temu motłochowi zaciskanie pasa. Z roku na rok coraz większe. Proceder wyprzedaży za bezcen zapoczątkował Leszek Balcerowicz (dziś znany ekspert i doradca sąsiadów zza Buga), który bezrefleksyjnie aplikował Polakom cudowne rozwiązania autorstwa znanego spekulanta George’a Sorosa.
Dziś proces wyprzedaży trwa. Kolejną firmą sprzedaną za bezcen będzie operator telekomunikacyjny, należący do PKP, Telekom, który świadczy usługi transmisji danych oraz łączności do kierowania ruchem pociągów PKP. Jest to spółka rozwijająca się i dochodowa, a mimo tego PKP chce już do końca pierwszego półrocza 2015 chce zamknąć jej sprzedaż. Spółką zainteresował się… Zygmunt Solorz-Żak!  ***
Sprzedaży nie unikną nawet zasoby naturalne kraju. Na przykład Tatrzański Park Narodowy, a przynajmniej jego część. Podsekretarz stanu w MSW stwierdził, że „starostwo tatrzańskie nie wykazało, że jest stroną w postępowaniu. Próby wykazania, iż rząd naruszył ustawę o zachowaniu narodowego charakteru strategicznych zasobów naturalnych kraju, spotkały się z odpowiedzią: „sprzedajemy tylko ziemię pod słupami”. **** Zgodę na kupno wzmiankowanych gruntów otrzymał podmiot z Luksemburga.
Pytanie: ile jeszcze jest do sprzedania? Zdaje się, że coraz mniej, a lepkich rączek jest coraz więcej.

*

** 

***
http://www.rynek-kolejowy.pl/54875/pkp_sa_sa_chetni_do_prywatyzacji_tk_telekom.htm

****