piątek, 21 maja 2021

Janek cz.1

Do rozpoczęcia wspomnień o Janku zbierałem się bardzo długo. Waluś był po prostu dobrym kolegą i mądrym życiowo człowiekiem, z którym widywałem się góra pięć razy w roku. Natomiast z Jankiem spędziłem tysiące godzin na Jego pomoście, lub w Jego łódce, łowiąc karpie, leszcze i szczupaki. Zaprzyjaźniłem się z całą rodziną, zatem Jego odejście szczególnie mnie dotknęło.
Ale dopiero lekka reprymenda ze strony czcigodnego Piotra ROI wyrwała mnie z letargu i skłoniła do zainicjowania wspomnień o Janku.
Poznaliśmy się w lipcu 1986 w dosyć zabawnych okolicznościach. Wybrałem się na spławikowanie na ogólnodostępny pomost, postawiony przez nadleśnictwo nad moim ulubionym jeziorem. Obok pomostu stał merol a na miejscu zastałem już dwóch wczasowiczów, wyposażonych w sprzęt rodem z Pewexu. Młodszym czytelnikom należy się wyjaśnienie, że w PRL istniały sklepy o tej nazwie, w których można było nabyć towary lepszej jakości, niż w zwykłych sklepach, tyle tylko, że za banknoty z podobiznami amerykańskich prezydentów, lub za inne "prawdziwe" pieniądze. Ale sprzęt tych ludzi był zestawiony bezsensownie i ich połów ograniczał się do dwóch płotek.
Ledwie zdążyłem zmontować swój zestaw i go zarzucić, usłyszałem skrzypienie roweru i do pomostu dojechał nieznany mi wcześniej człowiek z dwoma wędkami z kijów leszczynowych, bez przelotek i kołowrotków, z grubymi żyłkami przywiązanymi do czubków tych wędek. Ubrany był w leśny roboczy drelich, na nogach miał gumiaki a na głowie berecik z antenką. Gdy odwiązał wędki od ramy roweru, a z bagażnika zdjął worek z nieznaną mi zawartością, dwóch wspomnianych wcześniej palantów podniosło wrzask, że na pomoście nie ma już miejsca. Wtedy powiedziałem, że obok mnie znajdzie się kawałek pomostu i dla niego. Podziękował, usiadł koło mnie i z owego worka wsypał do wody sporo śruty. Poczęstowałem go papierosem, on doradził mi, abym zwiększył grunt (głębokość, na której znajduje się haczyk z przynętą), po czym spojrzał w wodę i powiedział:
Jeszcze nie przyszli!
Po wypaleniu kolejnego papierosa i rozmowie na temat lokalnego rybostanu, ponownie spojrzał do wody i zakomunikował:
O, teraz już przyszli!
I się zaczęło. W ciągu pół godziny wyciągnął z wody jedenaście dużych leszczy, ja w tym czasie zaliczyłem pięć, również solidnej wielkości. Jeden z palantów próbował go pouczać, jak należy łowić leszcze i wtedy nie wytrzymałem i powiedziałem:
Ludzie, spójrzcie na połów tego pana i swoją nędzę i nie uczcie ojca dzieci robić.
Gdy mój współtowarzysz ładował już na rower worek pełen ryb, na robaka wziął mi okonek. I wtedy nowy znajomy spytał mnie, czy może go wziąć. Oczywiście zgodziłem się, on założył go na drugą wędkę, która była żywcówką. I po kilku minutach wyciągnął szczupaka około półtora kilograma.
Gdy zeszliśmy z pomostu, powiedział:
Fajnie było pana poznać. Janek jestem.
Również się przedstawiłem. I tak się rozpoczęła nasza znajomość.

Stary Niedźwiedź

wtorek, 13 kwietnia 2021

Waluś

Przy trasie E 7, ze dwadzieścia kilometrów na północ od Glinojecka, znajduje się zajazd "Pod sosnami", którego właścicielem był pan Walenty K., przez przyjaciół zwany Walusiem.
Pochodził z Żor i początkowo pracował w kopalni "na dole". Po pewnym czasie został kierowcą samochodu dostawczego. A gdy zakończył się okrągłostołowy kabarecik i nastąpiła tak zwana "transformacja ustrojowa", nabył ciężarówkę i woził na Śląsk kupowane w jednej z mazurskich składnic drewna okrąglaki, używane w kopalniach do podpierania stropów.
Gdy odziedziczył po zmarłej kuzynce działkę we wspomnianej miejscowości przy "szosie gdańskiej", przypomniał sobie, że w wojsku pracował jako kucharz. Wybudował zajazd i na początek oferował gościom kiełbasę i kaszanką z grilla oraz grochówkę i żurek, gotowane w wojskowej kuchni polowej. Serwowane porcje były bardzo smaczne, uczciwej wielkości a ich ceny przystępne, zatem na brak klientów nie narzekał. A zawsze parkujące obok zajazdu TIRy były dla przejezdnych najlepszym dowodem, że warto tam się zatrzymać na małe co nie co.
Biznes się rozwijał i z czasem pojawiły się tam i bardziej urozmaicone dania, jak pierogi czy kotlety lub pieczeń z frytkami i bukietem doskonałych surówek.
Waluś był człowiekiem ciekawym świata i kiedy już było go na to stać, wakacje spędzał we Francji czy w Hiszpanii. Nie ograniczał się do wylegiwaniu się na plaży, po kilka razy zwiedził Luwr, Wersal czy Prado. Był zatem, przynajmniej w mojej ocenie, jak najbardziej pozytywnym przykładem polskiego biznesmena w pierwszym pokoleniu.
Systematycznie odwiedzał gospodarzy, od których kupiłem ziemię pod swoją mazurską siedzibę. Znali sie doskonale z czasów handlu drewnem, bowiem Wiesław był wtedy kierownikiem składnicy drewna a Hania prowadziła w niej rachunkowość. Zatem i ja się z nim zakolegowałem. Ilekroć przyjeżdżał, przywoził z sobą surowiec, rozpalał grill i z wprawą zawodowca przygotowywał pyszności do piwa. A podczas wieczornych rodaków rozmów na najróżniejsze tematy, zawsze dawał dowody zdrowego rozsądku i mądrości życiowej.
Gdy kiedyś moja ś.p. Mama pochwaliła białą kiełbasę, za którą nie przepadała, ale tą zaserwowaną przez niego była zachwycona, Waluś tylko się roześmiał. I wytłumaczył, że kupuje ją w położonej blisko jego zajazdu masarni, ale na samym początku zastrzegł sobie, że jako poważny klient ma swoje wymagania. I skoro codziennie odbiera jej osiemdziesiąt kilogramów, musi ona spełniać jego standard. To samo dotyczyło też pieczywa z małej prywatnej piekarni. Nie raz widziałem gości, którzy na odchodnym wyjmowali z koszyczka i zabierali ze sobą kilka a czasem nawet kilkanaście kromek chleba.
Kilka razy do roku odwiedzał swoje rodzinne Żory. Zaglądał wtedy też do Czech i przywoził ze sobą pokaźny zapas rumu "Tuzemskego". Jest on wspaniały, ma moc 80%, zapewne receptura nie uległa zmianie od czasów Haszka. Ile razy wpadał do Wieśka i Hani, pytał, czy są reflektanci na ów trunek. Gdy działo to się w porze mojego pobytu w mojej letniej stolicy, nie przepuszczałem takiej okazji.
Ostatni raz Waluś zawitał w "mojej" wsi 7 lutego i przywiózł mi dwie butelki tego specjału. A ok. 20 lutego Hania poinformowała mnie, że jedzie na jego pogrzeb. Zaraził się covidem i był "leczony" zgodnie z zaleceniami, które na stronie rządowej opublikował chór wujów doradzający Matołuszowi. Czyli pobyt w domu, unikanie jak ognia leków, które mogłyby przeszkodzić wirusom w zdemolowaniu płuc i przetransportowanie do szpitala, gdy na ratunek jest już za późno.
A mnie pozostały już tylko bezsilna wściekłość na debili i kanalie od "walki z pandemią" w Polsce. Oraz opublikowanie tych kilku słów o Nim i uczczenie Jego pamięci odrobinką rumu.
Cześć Jego pamięci!

Stary Niedźwiedź

sobota, 10 kwietnia 2021

Bezprawie i Niesprawiedliwość

Dziś odbyła się 11 Rocznica Smoleńska. Przypomnę może pokrótce, że nasi rządzący zabronili spotkań rodzinnych od roku, zamknęli w domu ad mortem usrandum dzieci (również te wymagające specjalistycznej opieki i otrzymujące posiłki w szkole), zabronili wyść na spacery w większym gronie, a teraz zabronili również wyjazdów urlopowych. Jak się do owego reżimu dostosowuje wierchuszka PiS-u? Kaczelnika kilka już razy zdybano bez "nadziobnika", który to PiS uważa za święty atrybut. Jest on dla PiS jest większą świętością, niż dla ajatollahów włos z brody proroka. Teraz jednak sytuacja jest jeszcze gorsza, bo ludzie, zmuszeni siedzieć z czterech ścianach, popadają w coraz więcej chorób - mają depresje, neurozy, spadek odporności i coraz więcej problemów ze stawami i z kręgosłupem. Cierpią również dzieci, które nie mogą przytulić babci, ani bawić się normalnie z rówieśnikami na świeżym powietrzu, bo stało się ono Największym Wrogiem w PRL-u bis.

A jak tam wierchuszka PiS-u? Ważyły się losy Rocznicy Smoleńskiej, która - zgodnie z wprowadzonymi przez rząd obostrzeniami - powinna zostać kategorycznie skasowana. Tak się jednak nie stało. Grupa 20-30 osób, co prawda w nadziobnikach, ale bez zachowania przepisowego dystansu, paradowała w Warszawie na Placu Piłsudskiego. Postanowiłam fakt ten wyjaśnić z Sanepidem. Bez większych problemów dodzwoniłam się na ichnią infolinię i od miłej pani uzyskałam informację, że - w świetle obowiązujących obostrzeń - tegoroczne obchody są NIELEGALNE. Można to zgłosić do NFZu oraz na policję. Co być może uczynię, choć co do skutku nie mam złudzeń. Są przecież równi i "kaczensi". 

 

Flavia de Luce

niedziela, 4 kwietnia 2021

Życzenia na miarę czasów

Szanowni Czytelnicy
Za mną już wiele Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Bywały zarówno smutne, choćby te roku Pańskiego 1982, jak radosne, bo pełne nadziei na lepsze jutro, jak te w roku 1992, kiedy przez kilka miesięcy mogłem mówić, że na czele rządu stoi mój premier. Ale nigdy jeszcze podczas święta, które ze swej definicji powinno być radosne, nie czułem takiej irytacji z powodu głupoty zarówno rządzących, jak i tego, za przeproszeniem, "suwerena", pozwalającego sobie paskudzić na głowę nawiedzonemu durniowi, poruszanemu niczym kukiełka przez farmasterów i profstytutki.
Dlatego Wam wszystkim, jak też oczywiście i sobie, życzę:
Primo, dużo, dużo zdrowia, zarówno fizycznego, jak i zwłaszcza psychicznego.
Secundo, by durniowi i jego handlangrom nie udało się rozwalić gospodarki.
Tertio, byście te dni spędzili w rodzinnym gronie w ciepłej atmosferze i choć na krótko zapomnieli o szpitalu psychiatrycznym, w którym przyszło nam żyć.
Quatro, by Zmartwychwstały tchnął w łepetyny naszego "suwerena" tyle rozumu, byśmy nie musieli zaciskać zęby pod rządami jak nie szajki, to sekty. Ale obawiam się, że moje oczekiwanie byłoby zbyt wygórowane. Bo drugi aż tak wielki cud nie zdarzył się jeszcze od stworzenia świata. 
Ale może jednak nastąpi. A do tego czasu spróbujmy nie dać się!

Stary Niedźwiedź

środa, 24 marca 2021

Amber Covid

Każdy rozgarnięty człowiek musi sobie zadawać dwa pytania.

Po pierwsze, czy leczenie w Polsce chorych na Covid-19 prowadzone jest prawidłowo.

Po drugie, jak to jest z tą amantadyną i dlaczego wszelakie Horbany, Simony i zapatrzony w te "ałtorytety" pomniejszy płaz zwalczaja ją aż z taką furią.
Odnośnie pierwszego pytania, posłużmy sie wytycznymi ekonoma Niedzielskiego i jego Krzepickich, opublikowanych na stronie rządowej, zatem żaden szalikowiec Podatków i Sabotażu nie może udawać, że to fake news:


https://www.gov.pl/web/zdrowie/zalecenia-dotyczace-postepowania-u-osob-z-choroba-covid-19-leczonych-w-domu

W szczególności w punkcie czwartym jest napisane:

Nie zaleca się stosowania w leczeniu COVID-19 leków o potencjalnym działaniu przeciwwirusowym charakteryzujących się wątpliwą skutecznością lub o dowiedzionej nieskuteczności, w tym: amantadyny, chlorochiny, hydrochlorochiny, lopinawiru z rytonawirem, azytromycyny.


W ósmym podano wskazówkę:

Zaleca się stosowanie leków przeciwgorączkowych (najskuteczniejsze są niesteroidowe leki przeciwzapalne lub paracetamol) w przypadku gorączki >38,5 st. C.


A w dwunastym znajduje się kolejna dobra rada:


Zaleca się stosowanie leków przeciwkaszlowych u chorych z nasilonym kaszlem (utrudniającym mówienie i sen). W ciężkich przypadkach można rozważyć stosowanie preparatów z zawartością kodeiny.

Czyli albo chory ma tak łagodny przebieg infekcji, że organizm sam da sobie radę,  albo trzeba czekać, aż choroba rozwinie się do tego stopnia, że nieborak trafi do szpitala, w którym zaserwują mu tlen lub mechaniczną wentylację płuc. Oraz oczywiście remdesivir.Wedle firmy Gilead, która go produkuje, jest on rzecz jasna skuteczny i o kilka dni skraca czas choroby. Co innego wynika z badań prowadzonych pod patronatem WHO:


https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C84339%2Cwho-remdesivir-nie-skraca-hospitalizacji-ani-nie-zmniejsza-ryzyka-zgonu-z

Remdesivir jest stosowany w Stanach Zjednoczonych i wielu innych krajach, między innymi i w Polsce.


Czas odpowiedzieć na drugie pytanie.

https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/lek-remdesivir-walczacy-z-koronawirusem-ile-kosztuje-cena-wedlug-koncernu-gilead/hlhecfv

Z informacji portalu Businessinsider wynika, że terapia jednego pacjenta kosztuje co najmniej 2 tys.$, czyli po obecnym kursie ok.8 tys. zł, a tylko w jednej transzy w październiku ub. r. Niedzielski nabył 80 tys. fiolek tego leku po 400$ sztuka. Wydano zatem tylko wtedy 32 mln $, czyli około 120 mln zł. (dzisiejszy kurs). A za tę kwotę ponoć można wyleczyć maksymalnie 16 tys. pacjentów. Gdyby do leczenia użyto tej zabójczej amantadyny w wersji amantixu, który w aptece kosztuje niecałe 22 zł za 30 tabletek (z naddatkiem wystarczy na kurację jednej osoby), wydatek na te 16 tys. pacjentów wyniósłby 352 tys. zł. Czyli koszt byłby ponad 340 razy mniejszy. Nie mówiąc już o skuteczności terapii.

Wnioski pozostawiam Szanownym Czytelnikom. Bowiem nie zamierzam obrażać ich inteligencji wyważaniem otwartych drzwi.

Na tym kończę covidowy serial. Jak zdobyć amantadynę, już napisałem.

I pierwsza optymistyczna wiadomość. Na Mazurach sytuacja się poprawia. Oczywiście Niedzielski utrzymuje, że jest to zbawienny skutek restrykcji. Ale miejscowe media społecznościowe obnażają to łgarstwo. Po prostu mazurscy lekarze masowo leczą amantadyną, a bełkot rządowych Krzepickich mają poniżej pleców. Więc potrzeba hospitalizacji znika, zanim się pojawi.


Stary Niedźwiedź



 

czwartek, 11 marca 2021

Sen

Powinienem się cieszyć z tego, że siedzę sobie na Mazurach, jak u Pana Boga za piecem. I nie muszę patrzeć w Warszawie na łażących po moim ukochanym mieście opętanych koronaparanoją durniów (nie mylić z gatunkiem zagrożonym całkowitym wyginięciem, czyli prawdziwymi warszawiakami!). I na wyczyny pedalskiego POsługacza z ratusza, stającego na głowie, by przez miasto nie dało się przejechać samochodem i jak najwięcej pieniędzy podatników wyrzucić w błoto.

Ale tę radość zakłóca mi świadomość o wojence wypowiedzianej Mazurom i niszczeniu jej bazy turystycznej, drugiego po przyrodzie bogactwa tej ziemi. Przestałem przyjmować do wiadomości, że sekta dobrze chce , tyle tylko, że to jej nie wychodzi. Widać jak na dłoni, że głupota jest równie niebezpieczna, jak POdłość. O ile jest to tylko głupota, co już nie jest wcale takie oczywiste.

I znowu przyśniło mi się, że siedzę przed komputerem i na widelec po raz kolejny chcę wziąć robiące Matołuszowi wodę z mózgu profstytutki, ale nie bardzo wiem, jak zacząć. I wtedy zaszumiało, błysnęło i w pustym fotelu obok mnie pojawił się w bonżurce i z fajką w dłoni sam Aleksander hrabia Fredro. Spojrzał na mnie i z lekkim uśmiechem powiedział:

- Weny zabrakło? Tedy notuj waszmość.
I podyktował:

Zmierzch wieczorny. Szelma siwa
Przed kamerą głową kiwa.
Nos jak haczyk, okulary,
Coś tam bredzi Horban stary.
Łże jak z nut stara przechera
O szczepionce cud Pfizera,
Dzięki której świat nie zginie
I o złej amantadynie.
Wiatr na dworze, zawierucha,
A Matołusz szelmy słucha.

Gdy oderwałem wzrok od klawiatury, fotel znowu był pusty. I tylko w powietrzu unosił się zapach wyśmienitego tureckiego tytoniu.

Wielkie dzięki, panie hrabio!

Stary Niedźwiedź

poniedziałek, 22 lutego 2021

SzabesPiSdy i profstytutki.

Szanowni Czytelnicy

Od mniej więcej roku pan doktor Włodzimierz Bodnar , pulmonolog z Przemyśla, skutecznie leczy chorych na covid za pomocą amantadyny. Leku dostępnego na rynku od kilkudziesięciu lat, zatem dopuszczonego do użytku po odbyciu wszelkich badań wymaganych w przypadku wprowadzania do sprzedaży nowego leku. Zdaniem pana doktora Bodnara wyleczenie pacjenta z covid nie jest trudne, o ile terapię rozpocznie się dostatecznie wcześnie.

Ponieważ jej powszechne stosowanie rozbiłoby niczym bańkę mydlaną wtłaczaną nam do głów zgodnym chórem przez szczekaczki niemieckie, usraelskie oraz kurwizję teorię, że szczepionka (najlepiej Pfizera, bo koszerna) jest jedynym sposobem uniknięcia masowego pomoru, rzeczone merdia przypuściły na pana doktora Bodnara i rzeczony lek zmasowany atak. A tak zwane profstytutki wyją o jej nieskuteczności i tragicznych skutkach ubocznych zażywania. Oczywiście całkowicie gołosłownie. Bowiem do tej pory wiadomo już o kilkudziesięciu zgonach osób z grupy seniorów po zaszczepieniu, ale to przecież nieuniknione drobne straty podczas wdrażania świetlanej idei. Zaś fakt, że żaden z pacjentów pana doktora Bodnara nie poniósł szwanku na zdrowiu, jeśli amantadyna była stosowana pod nadzorem lekarza, jest bez znaczenia.

Nam szczęśliwie już się udało zdobyć ten lek w ilości wystarczającej do wyleczenia naszej trójki w razie nieszczęścia. I za swój obowiązek uważamy poinformowanie, jak to się robi.

Amantadyna występuje w polskich aptekach jako Amantix, czyli siarczan amantadyny, w opakowaniu 30 tabletek po 100 mg. W wersji pełnopłatnej kosztuje dwadzieścia kilka złotych.

Jest też w sprzedaży Viregyt-K czyli chlorowodorek amantadyny. 50 tabletek, też po 100 mg, kosztuje ok. 60 zł.

Receptę na Amantix ma prawo wystawić lekarz pierwszego kontaktu. Mnie szczęśliwie się udało, bo mam przyzwoitą i rozsądną panią doktor, olewającą łgarstwa szkodnika Horbana, że obecnie na grypę  rzekomo już nie pomaga. W dobie leczenia przez telefon można podać objawy grypowe typu gorączka, suchy kaszel i łamanie w kościach. Ale KONIECZNIE trzeba dopowiedzieć, że ze smakiem i węchem nie ma problemów. Aby lekarz uznał to za grypę, nie podejrzewał covida i nie nasłał jakichś antyterrorystów w strojach kosmonautów po wymaz. Amantix jest jeszcze dostępny w wielu aptekach.

Na Viregyt-K łajdak Niedzielski nałożył takie ograniczenie, że bez problemu mogą na 30% kupować go chorzy na Parkinsona. Natomiast na receptę pełnopłatną (te 6 dych za 50 kapsułek) wolno wykupić jedynie Viregyt z importu i jednocześnie NIEREFUNDOWANY. Takowy w zeszłym tygodniu był w całej Polsce dostępny jedynie w kilkunastu aptekach (trzy w Łodzi, cztery w Poznaniu, po jednej w kilku mniejszych miastach, w Warszawie ani śladu). Sytuacja się jedynie pogarsza a szukając w necie, gdzie jeszcze jest dostępny, trzeba pamiętać iż chodzi o ten NIEREFUNDOWANY.

Na Viregyt można dostać e-receptę w serwisach internetowych typu "dobra recepta" czy "super recepta" - link można wyguglować bez problemu. Ta recepta kosztuje ok. 60 zł, które trzeba zapłacić przez komputer i wypełnić formularz z podaniem objawów choroby (dokładnie to, co napisałem powyżej), nazwą leku, na który chce się dostać receptę, czyli Viregytem-K, oraz PESELu, e-maila i numeru telefonu. Ja na Viregyt dostałem bez najmniejszych problemów, po kwadransie przyszedł  SMS z kodem do e-recepty, zapewne dlatego, że ten nierefundowany jest niemal niedostępny (PiSdzielce czuwają!). Flavia prosiła o Amantix i dostała maila, że tego leku zdalnym e-lekarzom wypisywać NIE WOLNO!!! Zaproponowali jej Viregyt-K, a ona się zgodziła, bo mamy w Łodzi przyjaciela w osobie czcigodnego Refaela, który nam to czym prędzej wykupił i przysłał kurierem.

A my uważamy, że skoro jest to wykonalne, niezorganizowanie amantadyny to po prostu lekkomyślność. Taka jak wyprawa w XIX wieku do afrykańskiego buszu bez chininy.

 Dalej będzie ostrzej, zatem jeśli ktoś z Was odnosi się jeszcze do PiS z pobłażaniem, lepiej niech nie czyta.

Jak już pisaliśmy, amantadyna jako lek jest obecna na rynku od lat. Przeszła wszelkie testy wymagane aby lek został dopuszczony do użytku w normalnym trybie i nie było z nią problemów. Znane są też doskonale przeciwwskazania do jej stosowania. W odróżnieniu od szczepionki Pfizera, dopuszczonej do obiegu praktycznie bez poważnych testów, bo Makrela dostała taki befehl od swoich przełożonych a sama przekazała ten rozkaz tak zwanej, za przeproszeniem, European Medical Agency. A EMA strzeliła kopytami, odwrzasnęła: zum Befehl, Frau Fuehrerin! i zatwierdziła. Bo że tylko w Norwegii po jej podaniu zmarło  kilkudziesięciu staruszków z domów opieki, a o co najmniej jednym analogicznym przypadku w Polsce w gronie znajomych wiem z całkowicie pewnego źródła, niech nikt nam nie wmawia, że to fake news.

Zatem kompletnie gołosłowny bełkot chóru wujów przy premierze Matołuszu, czyli proFstytutek (to nie literówka!) o całkowicie bezpiecznej szczepionce i  rzekomej wielkiej szkodliwości amantadyny to bezczelne łgarstwa.  Jeśli ta ostatnia ma działania uboczne, to najgroźniejszym jest utrata farmasterskich "grantów" przez "nałukowców" pokroju Horbana czy Simona, którzy powinni być dożywotnio wywaleni na zbite pyski z zawodu lekarza.

Doktor Bodnar wyleczył już z covida około tysiąca osób. A rozkład Gaussa i zasady posługiwania się nim są takie same dla medycyny, jak dla innych dziedzin nauki, więc zabijam śmiechem opowieści, że to nie jest udokumentowane. Pani doktor z tutejszego NZOZ od lat do chwili obecnej (to znaczy dopóki "Dobra" Zmiana nie ograniczyła jej dostępności do hurtowni i aptek) leczy grypy z użyciem amantadyny z doskonałymi wynikami - pacjenci wychodzą nawet z ciężkich przebiegów szybko i łatwo. Zatem Horban mówiąc, że ten lek kiedyś pomagał przy grypach, ale teraz przestał, bo wirusy zmutowały, łże jak Urban. Pani magister z tutejszej apteki powiedziała mi, że ostatnio w wielu hurtowniach nie przyjmują zamówień na Amantix. Bo o Viregyt szczepionkowe sługusy już zadbały. I to jej śmierdzi na kilometr celowym odgórnym sabotażem.

 A Matołuszowi, Niedzielskiemu i ich kaczemu guru sekty życzymy jedynie skonsumowanego romansu z niejakim Śmiszkiem.

I jeszcze dwie uwagi osobiste.

Czcigodny Jarek Dziubek od lat tłumaczył na tych łamach, że PiS i PO to jedno zło.  Teraz nie pozostało mi nic innego, jak w grubo ponad 90 % przyznać Mu rację. Bo Podatki i Sabotaż to inne zło, ale równie groźne. Najwidoczniejsza różnica polega na tym, że tamci byli parobkami szkopskimi, a ci usraelskimi.

A czcigodnego Refaela muszę przeprosić za mój ostro wyrażony protest przeciwko jego uwadze, że to co wyczynia PiS to ludobójstwo. W świetle faktów takie określenie teraz jest już uprawnione.

Jeżeli wydaje się komuś, że jakiś pomysł jest na tyle kretyński, że zasługuje na umieszczenie obok wzorca metra w muzeum w Sevres, istnieje prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że wpadną nań Niedzielski, Dworczyk lub doradzający im chór wujów. Ci ostatni rekomendują chorym na covida samoobserwację przez 4 dni i leczenie wyłącznie paracetamolem. Odradzają stosowania jakichkolwiek leków przeciwwirusowych. Zapewne chodzi o to, żeby choroba zdążyła się rozwinąć i wywołać powikłania.

Przyłbice czy szaliki już nie wystarczą. Obowiązkowe i jedynie słuszne mają być maski chirurgiczne, w dodatku noszone przez cały dzień - w parku, podczas spaceru, na klatce schodowej, w pracy przez 8 h i podczas jazdy rowerem. Swego czasu jedna pani przy ministerstwie zdrowia w Kanadzie radziła, by nosić maseczki podczas stosunku seksualnego. Można się obawiać, że za jakiś czas jej radę wezmą sobie do serca Niedzielski & CO.

W Forbsie pojawiła się swego czasu informacja, że puszczanie wiatrów też może zarazić innych wirusem. Mamy nadzieję, iż "Dobra" Zmiana nie nakaże wychodzenia na ulicę z korkiem w czterech literach, a policjanci nie będą ludziom zaglądać do majtek i sprawdzać, czy zalecenie jest wdrażane.


Stary Niedźwiedź, Flavia de Luce