środa, 18 grudnia 2013

Kilka słów o islamie

Z hasłem „islam” każdy z nas spotkał się już wielokrotnie. I co tu dużo ukrywać, skojarzenia ma zdecydowanie negatywne. Bo najważniejszymi są zamachy dokonywane przez „świętych męczenników” oraz widok kobiet na ulicy przebranych za namiot, jak kreacje te swego czasu kapitalnie nazwał linkowany u mnie blogger Niedzisiejszy (pozdrawiam serdecznie!). Zaś wiedza co bardziej rozgarniętego Polaka ogranicza się do tego iż wie o istnieniu takich odłamów islamu jak sunnici i szyici oraz znane mu są takie nazwiska jak Chomeini czy bin Laden.
Korzystając z faktu iż od pewnego czasu „Antysocjal” ma honor gościć Aleksandrę R, znającą znacznie lepiej od nas te zagadnienia, namówiłem ją na podzielenie się z nami swoimi wiadomościami na temat świata islamu. Dla ułatwienia, poprosiłem ją aby odniosła się do takich spraw jak:
Ważniejsze odłamy islamu.
Proporcje między talibami a ludźmi po prostu chcącymi spokojnie żyć.
Możliwość sterroryzowania ogółu muzułmanów przez talibów.
Rola „mordów honorowych” w ich obyczajowości.
Aleksandra była tak miła iż spełniła moją prośbę. Więc z przyjemnością publikuję jej uwagi.
I na koniec istotne ostrzeżenie.
Jeśli z blogu którego nazwy z litości nie podam, przybędzie tu jakiś ludzki szrot, chcący obrazić autorkę lub zrobić zadymę, najpierw przeciągnę przez ryj szpicrutą a dopiero potem sprawdzę czyja to była morda. Bo na „Antysocjalu” nie obowiązuje zasada im bardziej odrażające bydlę tym więcej mu wolno. A w skrajnym przypadku blogmaster pogrozi paluszkiem i pokornie poprosi żeby to było przedostatni raz.
Point de rêveries, putains!

Stary Niedźwiedź

Każdy z nas słyszał o islamie wiele razy, ale prawda jest taka, że massmedia są tak wiarygodnym źródłem informacji o nim jak o kościele katolickim. Masa uprzedzeń, dopasowywania faktów do hipotezy (którą jest “islam to zło”), braki w rzetelności.

Pomijając powstanie i zasady islamu – pięć filarów – o których każdy może poczytać w necie to islam jest inny w każdym kraju i czasem przedstawiciele jednej grupy szczerze nienawidzą innych. To, co się dzieje w Syrii to najlepszy przykład.
Przede wszystkim islam ma wiele odłamów . Nie jest monolitem. O ile wiem, są w nim 73 sekty (sektą nazywa się odłam islamu). Największa to sunnici, ok 70-90% wszystkich muzułmanów na świecie. Nazwa pochodzi od “sunny” czyli prawa. Sunnitami nazywają się ci, którzy kontynuowali dzieło “proroka” Mahometa (dlaczego w cudzysłowie wyjaśnię poniżej), wyznaczając jego najbliższych współpracowników jako nowych liderów (kalifów). Arabia Saudyjska to sunnici. Z sunnitów wywodzi się ruch wahhabizmu, który ma za zadanie “wrócić do źródeł”, zwalczając wszystko, co jest “naleciałością” (czyli inne odłamy... i inne religie). Wahabizm to Liga Muzułmańska i Osama bin laden. Wahhabizm to ten terroryzm, który najczęściej widzimy.

Drugim największym odłamem islamu są to szyici. Nazwa pochodzi od Shiatu Ali czyli następcy Alego. Rozdział od sunnitów nastąpił w wyniku sporu o władzę po śmierci kalifa Alego (zięcia “proroka”). Za wikipedią:
Szyici nie uznają trzech pierwszych kalifów. Rozdział od sunnitów dokonał się w wyniku sporu o władzę po śmierci kalifa Alego. Szyici nie uznali nowego kalifa. Prawowitymi następcami Mahometa dla szyitów są jedynie potomkowie Alego i córki proroka, Fatimy, to jest Alidzi. Szyici w większości dogmatów wiary jak i praktyk religijnych nie różnią się od sunnitów, jednak (z wyjątkiem zajdytów) uważają że pełni objawienia można dostąpić jedynie za pośrednictwem imama z rodu Alidów, który na końcu świata objawi się jako mahdi.
Pierwotnie szyizm był wyznawany głównie przez muzułmanów pochodzenia arabskiego, ale za panowania dynastii Safawidów (1501-1773) doszło do nieomal całkowitej szyizacji Iranu. W chwili obecnej wpływy szyizmu utrzymują się głównie na terytorium dawnej Persji (90-96%), Azerbejdżanu (85%), w Iraku (56-61%) i Libanie (ok. 30%). Najbardziej znanym szyitą w XX wieku był ajatollah Ruhollah Chomeini.
Znam kilka Polek konwertytek na islam, szyizm właśnie. Słyszałam kiedyś opinię, że jakby chcieć porównać islam do chrześcijaństwa to szyizm najbardziej przypomina katolicyzm, podczas gdy sunnizm to protestantyzm. Za chwilę napisze o świadkach Jehowy islamu czyli ruchu Ahmadiyya.
Wyznawcy szyizmu maję teoretycznie te same zasady co sunnici, ale można tu zauważyć elementy takie jak modlitwa za zmarłych czy swoisty kult świętych, przede wszystkim rodziny Alego. Nawet są oni przedstawiani.
 
Filozofia pokazywania tych ludzi “bez twarzy” ma służyć uwypukleniu ich świętości przy unikania wsadzania ich w ramy naszego ludzkiego postrzegania (wysoki czy niski, ładny czy nie). Szyici ekstremiści chodzą w tych procesjach z biczowaniem (Ashura) – dla upamiętnienia męczeńskiej śmierci Hussaina.

Ponoć wśród szyitów jest o wiele więcej ludzi kultury i nauki niż wśród sunnitów. To ten “intelektualny” odłam islamu.  
Po drodze mamy też sufich czyli różne odłamy mistyków (zwani są też fakirami czy derwiszami - to ci tańczący w upojeniu panowie), by dojść do sekty Ahmadiyya, która powstałą w XIX wieku i jest uznawana za heretycką. Ich założyciel Mirza Ghulam Ahmad, bowiem, uznał siebie za proroka. Nie takiego jak Mahomet, oczywiście nie, ale za kogoś, kto ma przypomnieć jego misję. jednocześnie jest drugim wcieleniem Mesjasza, czyli Jezusa. Przyszedł odwrócić ludzi od fałszywego islamu i walki o władzę.
Z powodu tego ogłoszenia się “prorokiem islamu” został potępiony przez innych muzułmanów. Nie może być przecież proroka po Mahomecie! Mirza Ghulam Ahmad ogłosił się dodatkowo KALIFEM (a kalifat został zakończony, teraz już nie ma kalifów w islamie). No więc Ahmadi (zwani też Quadiani – od miejscowości Quadian, gdzie urodził się “prorok II”) stali się wrogami numer jeden “prawdziwych muzułmanów”, publicznie oskarżono ich o herezję. Są prześladowani bardziej niż chrześcijanie. Ich meczety są palone, wielu wyznawców znalazło azyl poza granicami krajów muzułmańskich.
Centralnym punktem ruchu jest obecnie Londyn, a korzeń to Rabwah (Chenab Nagar) w Pakistanie. Pakistan to kolebka Ahmadiyya, po separacji subkontynentu (1947) większość przeniosła się do nowo powstałej islamskiej republiki. Nie wiedząc co ich czeka ze strony braci muzułmanów... Według konstytucji Pakistanu z 1974r nie wolno im nazywać się muzułmanami (złamanie prawa grozi oskarżeniem o bluźnierstwo), ich domy modlitwy nie są meczetami, nie wolno im publicznie głosić Koranu ani śpiewać azanu, wezwania na modlitwę. Podobnie jak świadkowie Jehowy to nie są dla nas chrześcijanie (choć sami siebie tak nazywają).

Działa to też w drugą stronę – kobieta z rodziny Ahmadi nie może wyjść za mąż za “muzułmanina”.

Jednocześnie Ahmadiyya głosi wolność w wyborze religii, publicznie potępia przemoc, postuluje kształcenie się, także kobiet. Jedyny pakistański noblista (i pierwszy muzułmanin noblista)  to Ahmadi, Abdus Salam.

Kobiety Ahmadiyya jakie widziałam żyją normalnym życiem – chodzą do szkoły, kształcą się, pracują... tyle, że ubierają się skromniej niż otaczające je “chrześcijanki”. Nie jedzą wieprzowiny, przestrzegają 5 filarów... W ruchu Ahmadiyya można dyskutować o islamie i Koranie. Nikt nie fechtuje orężem bluźnierstwa. Kalif z Londynu to taki Dalaj Lama tego odłamu islamu. Mają swoją telewizję i inne media, niezłą stronę internetową (http://www.alislam.org/). Ahmadiyya będąc 73. sektą, ostatnią, uważa siebie za tę najprawdziwszą, tę, którą przewidział Mahomet – że będzie wiele podziałów i walk, ale jedna grupa będzie prawdziwa i słuszna...

Czy islam jest groźny, czy jest zagrożeniem dla demokracji?

Zależy jak na to spojrzeć. Bo w pewnym sensie kościół katolicki też narzuca sztywne zasady – nie pozwala posłom głosować za aborcją czy eutanazją. Tyle, że islamska postawa w tym temacie to coś trochę innego. Kościół zawsze optuje za człowiekiem, islam – za grupą. Za wyidealizowaną ummą (wspólnotą islamską). Znalazłam kiedyś doskonały artykuł na ten temat, gorąco polecam. Dotyczy apostazji w islamie
Autor, który jest arabistą i politologiem, odwołuje się do wielu źródeł, w tym publikacji samych muzułmanów na ten temat. Podkreśla, że to nie religia jest powodem takich zachowań, ale rzeczywistość grupowego narcyzmu, któremu religia tylko pomaga. Zacytuję fragment.

W początkach kształtowania się islamu odejście od wiary stanowiło bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa całej społeczności, dlatego zrównanie apostazji z dezercją i karanie obu śmiercią miało swoje istotne uzasadnienie. Jednak współcześnie wartość praktyczna kary śmierci za porzucenie wiary w zasadzie niemal zanikła. Muszą więc istnieć jakieś inne, pozaracjonalne powody, dla których tak surowe traktowanie współwyznawców utrzymuje się w całym niemal świecie muzułmańskim.
(...)
Odmienność zachowania, ubioru, przekonań - wszystko to podważa sens wiary i stanowi zagrożenie dla poczucia własnej tożsamości. Konstatacja ta dotyczy zwłaszcza kultur charakteryzujących się wysokim poziomem unikania niepewności, który pozytywnie koreluje z tradycjonalizmem w podejściu do ról społecznych, lękiem przed sytuacjami dwuznacznymi, wiarą w ciągłe zewnętrzne zagrożenie, rytualizacją zachowań społecznych, monopolizacją prawdy, a także z myśleniem magicznym mającym tendencję do przechodzenia w stany paranoidalne, które objawiają się przede wszystkim myśleniem w kategoriach spiskowych. (...) nie jest przypadkiem, że akurat na obszarze Bliskiego Wschodu, a więc tam, gdzie dominuje islam, ten paranoiczny styl myślenia jest szczególnie rozpowszechniony. Składa się na niego przede wszystkim wiara w istnienie perfidnego wroga i wielkiego, wszechobejmującego spisku, który ma zniszczyć unikalny styl życia tych, którzy odrzucają zepsucie moralne Zachodu oraz ich prawo do decydowania o własnych losach. Nie może zatem dziwić, że w jednostkach wychowanych w atmosferze wszechobecnego spisku wytwarza się - jak to określa psychiatra Antoni Kępiński - ,,pogotowie urojeniowe'', czyli stała gotowość do reagowania nastawieniem urojeniowym na sytuacje emocjonalnie trudne. To właśnie ta stała postawa obronno-zaczepna wobec świata społecznego tworzy fasadę urojeniową, pod którą kryje się lęk idący w parze z agresją. A ponieważ paranoik czuje się stale zagrożony, więc jedyną obroną przed poczuciem poznawczej i emocjonalnej niepewności jest ,,droga prawdy''. Stąd zapał, z jakim jednostki przesiąknięte atmosferą zagrożenia i bezsilności poświęcają się Wielkiej i Jedynie Słusznej Idei, dla której gotowi są znosić największe poniżenia, a która dostarcza jednocześnie systemu wartości usprawiedliwiającego agresję w stosunku do tych, którzy tych wartości nie zaakceptowali. System taki musi być nienaruszalny, stabilny i niezmienny, bowiem tylko twarde trzymanie się celu i zasad chroni przed psychiczną dezintegracją. To właśnie ten lęk przed dezintegracją wymusza zwarcie szeregów, czyli, jak to określa Kępiński, ,,hiperintegrację'', a więc bezwzględne oddanie się we władanie jednej niepodważalnej ideologii i podporządkowanie jej całego życia. Na poziomie społecznym hiperintegracja wiąże się z daleko posuniętą kazuistyką w zakresie rozwiązań prawnych, represjami wobec mniejszości, penalizacją zachowań dewiacyjnych, ostrym przeciwstawieniem wiedzy elit ignorancji mas i autorytaryzmem społecznym. I nie przypadkiem charakterystyka ta odpowiada rysom psychologicznym, jakie dają się wyróżnić w przypadku osobowości autorytarnej: uległości wobec autorytetów, sztywności rozumowania, wartościowaniu w kategoriach ,,wszystko albo nic'', silnym uprzedzeniom do wszystkiego, co odmienne, konserwatyzmowi przekonań religijnych.
(...)
Russell wskazywał na to, że najważniejszym problemem dla istnienia [takiego] społeczeństwa jest umiejętne zharmonizowanie dwóch elementów: kontroli kolektywu nad jednostkami (by chronić społeczeństwo przed anarchią) oraz inicjatywy indywidualnej (która jako jedyna może zapewnić rozwój tego społeczeństwa). Islam rozwiązuje ten problem w typowo dogmatyczny sposób. Tworzy relacje podporządkowania i wikła jednostkę w sieć zależności przymuszając ją, by upodobniła się maksymalnie do innych członków wspólnoty.
To właśnie ta wewnętrzna logika islamu z jej ideałem jedności (jeden Bóg, jedna wspólnota, jeden język, jeden sposób życia) wymaga (pod)porządkowania, ujednolicania i wchłaniania tego, co budzi poznawczą i emocjonalną niepewność, a jednocześnie odrzucania tego, co odmienne. Jest przy tym symptomatyczne, że taki rodzaj monomanii jest charakterystycznym rysem pewnego typu fanatyków - a fanatyzm jest charakterystyczną cechą narcyzmu grupowego. (...) W psychiatrii mówi się w takich przypadkach o typach schizoidnych z cechami paranoidalnymi – cechuje ich podejrzliwość, nieufność, drażliwość, obraźliwość, skłonność do samowoli, despotyzm, egoizm.
Teraz już wiemy czym są ataki talibów i terrorystów: hiperintegracją grupy, stworzonej sposób nienaturalny (naturalne więzi mają naturalną integrację), o cechach narcystycznych, która objawia się przez paranoję i urojenia. Przypadek kliniczny.
Takie grupy istnieją nie tylko w świecie muzułmańskim, patrz zbiorowe samobójstwa członków sekty Moona (czy jak mu tam było) czy sekta scjentologów. Każde wyłamanie się z grupy zagraża jej istnieniu. Muzułmanie mawiają, ze są jak ściana, gdy wyjmie się jedną cegłę mur może runąć.

Czy fanatycy mogą narzucić swoją wolę ogółowi muzułmanów, tak jak to włoska mafia uczyniła ze społecznością włoskich imigrantów w USA? Nie sądzę. Zacytuję tu ks. Tomasza Halika z „Różnorodność pojednana”, zgadzam się z nim w tym temacie:

"Niedawne rozległe badania Instytutu Gallupa pokazały, że absolutna większość wierzących muzułmanów na całym świecie jednoznacznie potępia terroryzm zbrodniarzy z grup ekstremistycznych, którzy chcieliby usprawiedliwiać swoje działania, maskując cele polityczne religijną retoryką. Te same badania ujawniły ciekawą rzecz: ci, którzy obecne konflikty traktują jako religijne, przeważnie uważają je za nieuniknione, ci natomiast, którzy dostrzegają ich przyczyny polityczne i ekonomiczne, przeważnie widzą możliwość ich rozwiązania. A w dodatku jako religijne postrzegają je ci - zwłaszcza wśród muzułmanów - którzy sami żywej wiary nie praktykują.
Kiedy terroryści uznają samych siebie za bojowników islamu, to jedynie szukają usprawiedliwienia. Kiedy wojujący prawicowi fundamentaliści określają arabskich terrorystów jako bojowników islamu, to chcą w ten sposób usprawiedliwić swoją religijną i kulturową nietolerancję, a swoje polityczno-imperialne cele ukrywają, podając się za obrońców zagrożonej cywilizacji chrześcijańskiej, bohaterów kulturowej wojny przeciwko muzułmanom i liberałom. Kiedy Richard Dawkins i wojujący fundamentaliści "nowego ateizmu" widzą w arabskich terrorystach bojowników o islam, to chcą w ten sposób zdyskredytować każdą religię jako źródło zła i przemocy i uwiarygodnić samych siebie jako oświeconych obrońców swobód liberalnych przed ciemnym zabobonem chrześcijaństwa i wszelkiej religii"

Zapytałam kiedyś jedną konwertytkę dlaczego przyjęła islam (w głowie oczywiście “jak mogłaś przyjąć taką religię, jak mogłaś wyrzec się wolności jaką daje Chrystus?”). Ona odpowiedziała, że nie miała nigdy wcześniej żadnego doświadczenie kościoła czy wiary. Doszła na skraj. Islam uratował jej życie. “Gdyby nie islam już by mnie nie było” powiedziała. Uwierzyła, że jest coś więcej, że jakiś Bóg czuwa, że trzeba być mu oddanym. Jej życie płynie w rytmie modlitw, czuje się “ogarnięta”, spokojna. jest bardzo inteligentna i ma poczucie humoru. Brzydzi się terroryzmem i tym, że ktoś o niej może tak myśleć. Znam jeszcze Szweda, który przyjął islam – patrząc na Sodomę i Gomorę tego kraju trudno mu się dziwić. Chce żyć w czystości i porządku, mając jakieś wartości przed oczami. Nie dziwię cię nawróceniom ludzi “zachodu”. Zmęczył ich konsumpcjonizm, a nie spotkali Jezusa i dali się omamić fałszywemu prorokowi.

Takich ludzi jest trochę, ale najwięcej jest tych, którzy przyjęli tradycję z dobrodziejstwem inwentarza i nie wnikają. Podobnie jak ogromny procent katolików czy członków kościoła (luterańskiego a od kilku lat już tylko pseudoluterańskiego – dopisek SN) Szwecji. Z tego ostatniego (do niedawna nie wolno się było wypisać! Tak zresztą jak i z rosyjskiej cerkwi prawosławnej w czasach carskich.)

Cała rzesza ludzi chce spokojnie żyć, nawet nie zna Koranu, nie umie go przeczytać, po prostu chce mieć święty spokój. Bo islam w gruncie rzeczy jest bardzo mało wymagający. Kilka rytuałów i wspólnota. Bóg czuwa, będę dobrze żyć to będę w raju. Nie trzeba wierzyć w jakieś skomplikowane tajemnice (Trójca Święta!), nie trzeba nadstawiać drugiego policzka, nie trzeba przebaczać 77 razy. Koran wyjaśni każdy problem – dosłownie – a jak nie Koran to hadis (opowieści o życiu pierwszej wspólnoty, tyle, że jest problem z ustaleniem ich dokładnej liczby i weryfikacją autentyczności wielu z nich). Zresztą, narosła na tym gruba warstwa przesądów, wiary w “złe oko” odczynianie uroków (czym innym jest “masha Allah” dodawane po każdej pochwale pod czyimś kątem?

A dlaczego zasugerowałam powyżej, że Mahomet nie jest prorokiem?

Usłyszałam to w wywiadzie z “Synem Hamasu” (autorem książki i jej bohaterem) – otóż Mahomet nie jest prorokiem, z jednego prostego powodu. Nie otrzymał żadnego proroctwa.
Może i miał wizje (choć są tacy, którzy twierdzą, że był epileptykiem i drgawki po spotkaniach z “aniołem” w jaskini to były po prostu ataki epilepsji), ale nie ogłosił niczego nowego. Powtórzył Torę, pomieszał z Ewangelią (którą ponoć znał z ust jednej ze swych żon, która pochodziła a jakiejś heretyckiej sekty, odłączonej z chrześcijaństwa), podlał arabskimi wierzeniami (w którejś wersji Koranu pojawiły się “szatańskie wersety”, gdzie uznał trzy arabskie boginie za godne czci, potem się wycofał
 http://anty-islam.blogspot.se/2013/10/pochodzenie-allaha-corki-allaha.html )

Można by sporo jeszcze pisać o fałszu islamu, ale powstało kilka książek na ten temat.
Polecam Roberta Spencera “Koran dla niewiernych”

 Islam nie ma wyłączności na „mordy honorowe”. (choć przytoczony cytat z artykułu w Teofilu tłumaczy dlaczego są tak powszechne w tej kulturze). Jest to zjawisko spotykane w wielu krajach “południowych”. Włoska mafia zabija “zdrajców”, zwaśnione sycylijskie rody mordowały się wzajemnie. Hinduscy ojcowie zabijają swoje córki gdy one się „źle prowadzą”. Według Wikipedii przypadki zabójstw honorowych miały miejsce już w starożytnym Rzymie. Jego ślady można odnaleźć także w Starym Testamencie, np. w Księdze Kapłańskiej (21:9): „Jeżeli córka kapłana bezcześci siebie nierządem, bezcześci przez to swojego ojca. Będzie spalona w ogniu” (20:9) „Ktokolwiek złorzeczy ojcu albo matce, będzie ukarany śmiercią: złorzeczył ojcu lub matce, ściągnął śmierć na siebie" czy też w Księdze Wyjścia (21:17): „Kto by złorzeczył ojcu albo matce, winien być ukarany śmiercią.” Zabójstwa honorowe wiążą się z dawnymi tradycjami plemiennymi, więc potępianie ich przez autorytety religijne niewiele zmienia. Wywodzą się raczej z kultury plemiennej i patriarchalnej struktury społecznej niż wyłącznie z przykazań religijnych jako takich, mimo to, często usprawiedliwiane są motywami religijnymi. Prawo islamskie nie wyraża jasnej zgody na nie a w Koranie zaś nie ma żadnych treści usprawiedliwiających takie przestępstwo. Mimo największej liczby morderstw honorowych w Pakistanie, azjatyckim kraju muzułmańskim, muzułmanie utrzymują, iż morderstwa takie są sprzeczne z naukami islamu. Za to na przykład w Indonezji, kraju o największej populacji muzułmanów na świecie, zabójstwa honorowe należą do rzadkości.
We Włoszech mordy honorowe zostały potępione dopiero w 1981…

Aleksandra R

sobota, 14 grudnia 2013

SS czyli służby socjalne w Szwecji

Zacząć muszę od polecenia Szanownym Czytelnikom kolejnego doskonałego wpisu Dibeliusa w którym zajął się genderyzmem jako żałosną karykaturą religii. O ile kolejne posty jego autorstwa zawsze czytam z należną im uwagą, na zdominowaną przez chwast polskiej blogosfery sekcję komentarzy spoglądam rzadko i pobieżnie. Tym razem było warto. Gdy Dibelius zwrócił uwagę perle w koronie tej sekcji iż jej blog zapewne jest zawirusowany i podał symptomy, żałosna bałaganiara beztrosko odpowiedziała (pisownia oryginalna):
„Ten komunikat i mi sie przy wejsciu przez google chromepojawiał. Zignorowałam go kilka razy i ........ dorobiłam sie spamu reklamowego. Czyli nie poldcam Ci wchodzenia przez chrome.Nie wiem co to jest i jak se z tym poradzić.”
Pozostało mi zauważyć że nie tylko psy ale i blogi upodabniają się do swoich właścicieli. Skoro o „wyluzowanych babeczkach” pozytywnie mogą się wypowiedzieć głównie testy na choroby weneryczne, ta sama zależność dotyczy ich blogów i skanerów  antywirusowych. Piszę o tym aby ostrzec amatorów perwersyjnych wrażeń że od niektórych bloggerek można złapać coś paskudnego nie tylko w realu.
Ale wróćmy do meritum.
Informacje uzyskane od czcigodnej AleksandryR (do lukrowanych doniesień mediów głównego rynsztoku zawsze odnosiłem się z wielką nieufnością) potwierdzają w pełni te zasłyszane od mojego kolegi lekarza. Który przepracował w Szwecji około dwudziestu lat ale od niemal dziesięciu udziela się zawodowo w Norwegii.
Wiadomości te nie są optymistyczne. W odróżnieniu od choćby Francuzów czy Brytyjczyków, w swojej historii Szwedzi nie dorobili się posiadłości zamorskich. Więc nie mieli kompleksu winy w stosunku do ludów innej niż biała rasy ani jakiegoś moralnego (czy może pseudomoralnego) obowiązku przyjmować ich w swoim kraju. Ale od czego postęp? Socjaliści którzy z niewielkimi przerwami rządzą tym krajem od kilkudziesięciu lat, wymyślili sobie iż należy sprowadzać ich całymi garściami. Bo po pierwsze, powstanie społeczeństwo wielokulturowe więc to paskudne chrześcijaństwo (tak wstrętne sercu każdego socjalisty) zostanie „rozcieńczone” i osłabione. A po drugie, ci przybysze na pewno przy okazji każdych wyborów zagłosują na swoich socjalistycznych dobrodziei.
No i cel w jakimś stopniu już osiągnęli. Łączną ilość imigrantów, zarówno o białym jak i innym kolorze skóry można szacować obecnie na jakieś 20% ogółu ludności zamieszkującej kraj z trzema koronami w herbie. Wedle oficjalnych danych bezrobocie wśród tej ludności napływowej wynosi około 30% więc jest kilka razy wyższe niż wśród etnicznych Szwedów.
Przestępczość w grupie wojujących islamistów jest też znacznie wyższa od średniej krajowej, czego nie próbują ukrywać nawet statystyki policyjne. Ogólnoskandynawskie epicentrum przestępczości czy wręcz zwykłego bandytyzmu stanowi dzielnica Malmo, jak na ironię nosząca nazwę Rosengard. Istnieje duża szansa iż talibom uda się skutecznie sterroryzować ogół swoich rodaków i zacząć rządzić tymi zamieszkiwanymi przez muzułmanów dzielnicami. Czyli stanie się tak jak z amerykańskimi „małymi Italiami” w których de facto rządzi mafia a nie prawo i władze USA.
Uważny obserwator może dostrzec przejawy czegoś na kształt obywatelskiego nieposłuszeństwa. W którym uczestniczą nie tylko przeciętni obywatele ale i niektóre segmenty aparatu państwowego. Złożonego z ludzi na tyle rozgarniętych że są oni w stanie przewidzieć czym ta obłąkana polityka musi się zakończyć. Działania te są chaotyczne i nieskoordynowane ale dają się zauważyć.
Pierwszym takim symptomem, który nawet z Polski dostrzegłem bez żadnych trudności, było śledztwo po zabójstwie premiera Palmego. Prowadzone tak nieudolnie że nie mógł to być jedynie przypadkowy zbieg okoliczności. W oczy kłuło że policja popełnia wszelkie możliwe błędy aby nie zidentyfikować ani zamachowca ani tym bardziej jego mocodawców. Przypominało mi to do złudzenia analogiczne śledztwo w sprawie zabójstwa prezydenta Kennedy’ego. I słynny raport komisji Warrena, będący obrazą zdrowego rozsądku. Ponieważ przewodniczący tej komisji sędzia amerykańskiego Sądu Najwyższego nie mógł być aż takim durniem aby sam wierzyć w ten raport, pozostało inne wytłumaczenie. Jakaś nieformalna grupa wpływów doszła do wniosku że reelekcja przystojnego durnia może uczynić Stanom Zjednoczonym niepowetowane szkody. A ponieważ było pewne że głosami paniuś dla których liczyło się wyłącznie to że JFK to taki przystojny chłoptaś do reelekcji dojdzie, pozostało jedno rozwiązanie. W moim przekonaniu w Szwecji postąpiono tak samo, pokazując socjalistom żółtą kartkę. I z dla mnie w pełni wiarygodnej relacji wspomnianego lekarza, socjalistyczne rozpasanie w wyrzucaniu w błoto pieniędzy podatników przynajmniej na jakiś czas nieco złagodniało.
Innym symptomem tego oddolnego oporu jest niechęć do zatrudniania cudzoziemców. Spotkałem się z przypadkiem lekarza Araba który bezskutecznie wysyłał swoje CV do różnych szpitali, z każdego otrzymując grzeczna odpowiedź o braku wolnych etatów. Postanowił sprawdzić ile w tym prawdy i powysyłał ponownie ofertę, tym razem podpisaną europejskim nazwiskiem. Od razu dostał kilka zaproszeń na rozmowę kwalifikacyjną.
Ale najgorszą informacją z polskiego punktu widzenia są wyczyny służb socjalnych, w pełni zasługujących na skrót SS.
Służby te skoncentrowały swoje ataki (inaczej tego nazwać nie można) na białych dzieciach, wywodzących się głównie z rodzin polskich lub pochodzących z krajów byłej Jugosławii. Dzieci te są pod byle pretekstem porywane (inaczej tego się nie da nazwać) swoim rodzicom  i przekazywane do adopcji rodzinom szwedzkim. Oczywiście po to aby zostały wychowane w duchu szwedzkim i poczuły się rodowitymi Szwedami. Ma się rozumieć, funkcjonariusze SS nie śmią tak postępować z rodzinami islamskimi. Nie chodzi tu nawet o kolor skóry. Po prostu zbyt duża jest szansa na to iż ucięty łeb takiego esesmana zostanie wkrótce odnaleziony na jakimś śmietniku. Taki sam proceder daje się też zauważyć i w innych krajach europejskich jak choćby w Niemczech.
Ale ta zarówno łajdacka jak i desperacka próba przeciwdziałania zapaści demograficznej wśród rodowitych Szwedów, mentalnie sprostytuowanych przez cywilizację śmierci i parszywy hedonizm, na niewiele się zda. Bowiem w tym roku rząd Szwecji popełnił koncertowe samobójstwo:
http://www.exponerat.info/swedish-government-calls-for-ethnic-cleansing-of-the-native-swedes/
Czyli każdy mieszkaniec Syrii może odtąd liczyć na bezwarunkowe prawo do pobytu w Szwecji. Biorąc pod uwagę że Szwecja liczy niecałe dziesięć milionów mieszkańców a Syria ponad dwadzieścia jeden, wnioski są oczywiste. Nie można też nie uwzględnić faktu iż odróżnienie Syryjczyka od Jordańczyka czy Irakijczyka przekracza możliwości szwedzkich urzędasów imigracyjnych. Więc na Bliskim Wschodzie nastały złote żniwa dla producentów paszportów i policjantów takowe wydających.
No to będą Svensonowie mieli za swoje. W porównaniu z tym co ich czeka, Kircholm to było kameralne i wyjątkowo spokojne wesele. Ale ani trochę ich nie żałuję. W końcu sami tych idiotów wybrali w niewątpliwie demokratycznych wyborach.
I jak tu nie przyznać racji Milom twierdzącej że inteligencję dzielimy na wrodzoną, nabytą i postępową? Co najwyżej można zauważyć że inteligencja postępowa to oksymoron doskonały.

Stary Niedźwiedź

wtorek, 10 grudnia 2013

Mandela



Zacząć muszę od wyjaśnienia luźnego związku powyższego klipu filmowego z tematem wpisu Tie Fightera. Ale skoro czcigodna AleksandraR prosiła mnie o zamieszczenie któregoś z dzieł Jacka Kaczmarskiego, nie mogę tej prośbie odmówić. A klip ten o tyle koresponduje z tematem postu iż tak jak i Pompeje, RPA jest dzisiaj czymś zupełnie innym niż dawniej.
A teraz oddaję głos autorowi.

Stary Niedźwiedź

05.12.2013, zmarł Nelson Mandela.
Na wstępie pokuszę się o stwierdzenie że czasem w swojej ignorancji, a czasem wprowadzeni w błąd, ulegamy pewnej presji i wpisujemy się w pewien odgórnie narzucony trend, bez jakiejkolwiek refleksji. Tak samo sprawy się mają w przypadku Nelsona Mandeli. Który na drodze jakiegoś niepojętego spisku w kręgach władz liczących się krajów i w światowych mediach, został wykreowany na nie tylko legendę walki o wolność ale też i niemal męczennika.
No właśnie:
„Pogromca apartheidu” , „męczennik”, „wielki ojciec wyzwolonej ludzkości”, oraz „bezstronny mediator w wielu kwestiach”.
Pozornie wszystko jest w porządku i świat przełyka bezmyślnie zaserwowaną papkę, bez cienia refleksji i bez zbędnego zadawania pytań. Niestety trafiło na takiego który jeszcze potrafi samodzielnie myśleć i niekoniecznie przyjmuje do wiadomości to, co zostało przewidziane dla ogółu.
Zatem do rzeczy. Na początek pragnę przedstawić Szanownym Czytelnikom garść informacji, których nie znajdziecie w mediach ogólnoświatowych, a nawet specjalnie podrasowanych oficjalnych biografiach naszego „męża stanu”.
Z wielkim zażenowaniem śledziłem w czwartek kolejne monumentalne wystąpienia kolejnych wielkich tego świata. Lejących rzewne łzy nad truchłem człowieka który żadną miarą na te glorie nie zasłużył.  O ile większość ludzi mniej lub bardziej mgliście kojarzy osobę Mandeli, to już mało kto zadał sobie minimum trudu aby zgłębić  cały życiorys owego męczennika, wykreowanego światowej opinii publicznej na kolejny „autorytet”. Przeciętnemu zjadaczowi bagietek, otumanionemu medialną kanonadą, wystarcza w zupełności informacja że „walczył o wolność i równość”. Jednak prawda jest zgoła inna i postać Mandeli obrosła legendą, bazującą na kilku podstawowych kłamstwach.
Kłamstwo pierwsze polega na dotyczy właśnie rzekomego męczeństwa. Nikt oczywiście nie zająknie się że zarzuty postawione Mandeli obejmowały działalność terrorystyczną, mająca na celu obalenie legalnego rządu. Działalność terrorystyczna naszego gołąbka pokoju zorientowana była na naruszenie istniejącego porządku prawnego oraz akty przemocy które doprowadziły do śmierci tysięcy ludzi, wliczając w to czarnych którym ponoć poświęcał swoją walkę. Zresztą wśród ludzi którzy ucierpieli w wyniku działalności Mandeli, przytłaczającą większość stanowili właśnie czarni. Byli to ludzie nie godzący się na obalenie systemu gwarantującego im stabilność i względnie przyzwoity poziom życia, zwłaszcza w porównaniu z innymi krajami Afryki.
W swojej autobiografii „Długa droga do wolności” wspomina on wydanie rozkazu podłożenia bomby na Chuch Street w Pretorii. Bomba ta zabiła 19 osób i raniła ponad 200 – oczywiście głównie czarnych. Proces sądowy w wyniku którego nasz laureat został skazany, nigdy nie został zakwestionowany zarówno pod względem otwartości, rzetelności jak i bezstronności, a odbywał się wedle najlepszych kanonów prawa rzymskiego. Nelsona Mandelę obwiniać należy za masakry które wybuchły w RPA i niestety trwają do dziś. Aby zdać sobie sprawę z następstw nawoływań Mandeli i odzewu jego rewolucjonistów wystarczy spojrzeć na statystyki z pięciu lat ich aktywności, na przestrzeni lat 1984-89. W tych latach zniszczonych zostało 1770 szkół, 7187 domów Murzynów podejrzanych o niewspieranie ANC, 10318 autobusów, 152 pociągi, 12188 prywatnych samochodów, 1256 sklepów i fabryk, 60 urzędów pocztowych, 47 kościołów i 30 szpitali.   Nie jest on oczywiście jedynym terrorystą z krwią na rękach, nagrodzonym Pokojową Nagrodą Nobla. Ale to już dobitnie świadczy o komitecie noblowskim jak i samej nagrodzie.
Kłamstwo drugie zbudowano wokół całkowicie fałszywej teorii jakoby Mandela uchronił RPA od krwawej wojny domowej. Otóż próbowano w sposób sztuczny podsycić strach przed rozlewem krwi, mającym miejsce w tamtym czasie w innych krajach Afryki. Ale wszystko to oparto na fałszywej przesłance jakoby to biali zajęli ziemie tradycyjnie przynależne rdzennym mieszkańcom. Nic bardziej mylnego gdyż biali osadnicy byli na tych ziemiach pierwsi a czarni stanowili ludność napływową. Zresztą w państwie o ustabilizowanej strukturze i sprawnie działającym wywołanie wojny domowej przez przysłowiowych kilku obdartusów, łącznie stanowiących grubo poniżej 10% całej populacji, było zwyczajnie niemożliwe. Zatem można się pokusić o stwierdzenie, że „działał on w przeciwnym kierunku”.  To właśnie Mandela do spółki ze słowackim Żydem Joe Slovo założyli organizację pod nazwą Włócznia Narodu, będącą zbrojnym ramieniem Afrykańskiego Kongresu Narodowego. Organizacja ta była odpowiedzialna za liczne masakry ludności cywilnej, jak na ironię czarnej, przeciwnej demontażowi istniejącego systemu (apartheidu). Prawdziwy rozlew krwi nastąpił dopiero po wywalczeniu wolności i kosztował życie 20 tysięcy ofiar, poległych w poprzedzających wybory starciach pomiędzy czarnymi mieszkańcami  RPA .
Kolejnym kłamstwem jest to że z Mandeli próbowano zrobić „uosobienie pacyfizmu” . Tymczasem w RPA mają miejsce zbrodnie wypełniające znamiona czystek etnicznych, dotykające członków białej społeczności . Napady murzyńskich band na farmy białych stały się codziennością i spowodowały śmierć ponad 3000 białych rolników a do ucieczki zmusiły kolejne 800 000. Ludzie ci nie mogli liczyć na jakąkolwiek ochronę działających ponoć organów państwowych. Na porządku dziennym są morderstwa, gwałty i dyskryminacja ze względu na kolor skóry, tylko że tym razem prześladowani są biali.  Wszystkie te „osiągnięcia” rządów Mandeli są oczywiście przez media starannie ukrywane przed światową opinią publiczną. Podobnie przemilczano zrujnowanie odziedziczonej przez ANC (African National Congress) gospodarki. Mandela, cieszący się pełnią władzy i poparciem międzynarodowym,  doprowadził do opuszczenia kraju przez wielkie firmy i wyszkolonych fachowców. Pod jego rządami  gospodarka kraju doprowadzona została do ruiny i mimo posiadania rozlicznych bogactw naturalnych sprowadzona została już nawet nie do średniej afrykańskiej ale znacznie poniżej. Mandela był nieprzejednanym promotorem niejakiego Petera Mokaba który wsławił się powiedzeniem „Kill the farmer”, otwarcie nawołującym do mordowania białych. A którego imieniem nazwano stadion na którym rozgrywane były Mistrzostwa Świata w piłce nożnej, słynne zresztą z permanentnego okradania sportowców przez lokalne bandy.
W 1996 roku Mandela wprowadził ustawę, która umożliwia dokonanie aborcji już 12 letnim dziewczynkom, bez względu na przyczynę do 12 tygodnia ciąży, a później z przyczyn ekonomiczno społecznych, co w praktyce oznacza bez ograniczeń, jeśli uwzględnić warunki ekonomiczne i społeczne w jakich przyszło żyć znakomitej większości jego rodaków.
W ramach podsumowania posłużę się cytatem, który znacznie lepiej oddaje to co sam chciałbym napisać:
Republika Południowej Afryki poprzez działalność i rządy czarnych komunistów Mandeli została zdegradowana do poziomu kraju Trzeciego Świata pod każdym względem. Obietnice kraju płynącego mlekiem i miodem zastąpiła rzeczywistość biedy, korupcji, przestępczości, prześladowań i braku perspektyw. Przypomnijmy, że od 1994 roku, czyli czasu, w którym władzę przejął ANC, zamordowano w bestialski  tysiące białych. Państwowa dyskryminacja przeciwko tej społeczności obejmuje m.in. reformy ziemskie i akcje afirmatywne, czyli tzw. “pozytywną dyskryminację”. Wielu białych zostało bez pracy z powodu koloru skóry, około 10 procent Afrykanerów zostało zmuszonych do życia w prowizorycznych obozach. Wszystko to jest wynikiem rządów Mandeli i jego partii. To osiągnięcia ikony pokoju i pojednania, laureata Pokojowej Nagrody Nobla. Fałszywy autorytet Mandeli jest usilnie podtrzymywany do dziś i zapewne będzie utrzymywany na długo po jego śmierci. Takich ludzi nakazują nam wielbić i szanować.

Tie Fighter



niedziela, 8 grudnia 2013

Szalejące ateobydło - postscriptum

Śmieszą mnie ludzie którzy usiłują patologię i wynaturzenia kreować na nowoczesność i nadawać temu znamiona ideologii. Gender to nic innego jak sankcjonowanie patologii, dopuszczanie do łamania zasad i terror wynaturzonej seksualności, z której zrobiono jakiś patologiczny, wyjątkowo złośliwy nowotwór który toczy społeczeństwo dając szybkie przerzuty do mózgu. Zainfekowani źle skończą i to nie budzi wątpliwości u każdego kto ma choć trochę rozumu.
Pociesza mnie fakt, że wśród coraz większej liczby młodych ludzi to kurewstwo, bo nie ma co się czaić z nazywaniem tego inaczej, jednak i na szczęście nie zyskuje aprobaty.
"Poprawność polityczna " i jej pomiot "tolerancja" otworzyła bramy islamowi i w efekcie końcowym wydaliła gender.
Te świństwa nie mają nic wspólnego z tolerancją i szacunkiem które należą się każdemu człowiekowi ale pod warunkiem, że będzie wzajemna. WZAJEMNA.
Ludzie, którzy nadal wierzą, że homoseksualiści, genderowcy, lesbijki czy wszelkiej maści krzykliwe, skrajnie roszczeniowe towarzystwo to ciemiężona i pozbawiona wolności grupa, niech sobie zrobią lobotomię, bo to wstyd aż tak nie mieć rozumu.
Takiego terroru wynaturzeń, rozwiązłości schowanej pod szyldem "wolności", zboczeń i lżenia religii, która dla miliardów ludzi od tysiącleci stanowiła kręgosłup cywilizacji, odbywającego się bezkarnie za pośrednictwem wszystkich nośników informacyjnych, jeszcze nasza cywilizacja nie widziała.
To nie chrześcijaństwo, nie religia, nie prawica, nie zasady i stosowanie prawa jest winne rozkładowi zachodniej cywilizacji jak głoszą wyznawcy genderyzmu i ateotaliban, kolejna mutacja nowotworowa naszych czasów.
Ten wyjątkowo złośliwy rak zwany jest przez pomyłkę "tolerancją" i zamiennie "wolnością".
Znane od zarania wieków znaczenie "tolerancji" straciło jakikolwiek sens w rękach ludzi, którzy w ocenie każdego porządnego człowieka jawią się jako zwykła i znana od wieków patologia i niestety kojarzy się jako śmiertelne zagrożenie.
Nie wiem czy dożyję czasów kiedy "tolerancja" będzie znowu oznaczała WZAJEMNE poszanowanie praw drugiego człowieka, trzymanie się zasad obowiązującego prawa i poszanowanie wartości które od wieków były uznane za wartości ważne, uniwersalne dla człowieka np. Dekalog.
To co obejrzałam w filmie jest wstrętną patologią. Niczym ponadto.

EwaL 

czwartek, 5 grudnia 2013

Szalejące ateobydło




W swoim komentarzu czcigodny AS podesłał mi link do klipu filmowego pokazującego czym w praktyce jest „tolerancja” którą wycierają sobie nieustannie pyski zboczeńcy, genderówy, „wolnościowcy” oraz wszelka pomniejsza lewacka swołocz. A czcigodna AleksandraR wyraziła opinie że jest to dobry temat na kolejny wpis na „Antysocjalu”. Jej życzenie jest dla mnie rozkazem zatem przystępuję do pracy. Sam klip, jak szanowni Goście mogą się przekonać, pokazuje rozszalałe półnagie bydło atakujące wiernych osłaniających gmach katedry. I zachowujących zdumiewającą powściągliwość wobec wpychanych im przed oczy satanistycznych symboli, napisów w sposób wyjątkowo plugawy obrażających Zbawiciela czy palenia kukły papieża Franciszka.
Temat ten zdążyła już poruszyć i ów klip zaprezentować czcigodna Flavia. I sama będąc agnostyczką, stwierdziła że na miejscu tych atakowanych i opluwanych chrześcijan, sama przywaliłaby któremuś z tych tęczowych łobuzów.
Nie ukrywam że fakt ten skłonił mnie do zastanowienia się nad niektórymi aspektami lewackiej ofensywy w realiach polskich.
Kością niezgody jest penalizacja obrazy uczuć religijnych. Spotkałem się już z opiniami iż nie jest rzeczą konsekwentną z jednej strony popieranie istnienia tego paragrafu a z drugiej protestowanie przeciwko próbom wprowadzenia regulacji prawnych penalizujących „mowę nienawiści”. Czyli tłumacząc z euroklangoru na polski, karanie na przykład za nazwanie zboczeńca zboczeńcem, aborcji zabójstwem a o pewnej nacji wypowiadanie opinii nie będących padaniem plackiem przed takową.
Do zakazu obrazy uczuć religijnych mam podstawowe zastrzeżenie: jest on w polskich realiach przepisem całkowicie martwym. Zatem większość Polaków de facto nie jest w żaden sposób chroniona przed wyczynami cwelebrytów, drących Pismo Święte czy twierdzących iż jest Ono dziełem narkomanów. Czyli stan faktyczny jest następujący. Wrzaskliwa i bezczelna mniejszość nieustannie dokonuje coraz bardziej chamskich prowokacji, nierzadko za pieniądze podatników. I do tego zawsze może liczyć na obronę przez media głównego rynsztoku (mówienie w naszych realiach o „mainstreamie”  byłoby wielkim nadużyciem). Przykładem może być choćby „dzieło” jakiegoś śmiecia przedstawiające nagiego mężczyznę czochrającego się genitaliami o krucyfiks. To łajno było prezentowane w państwowym (czyli finansowanym z podatków) muzeum zaś dyrektorowi czy komisarzowi tej wystawy oczywiście włos nie spadł z głowy. Bo na chrześcijaństwo w Polsce można pluć bezkarnie. Nie muszę chyba przekonywać że symbole judaizmu czy islamu są przed takim gówniarstwem bezpieczne. W pierwszym przypadku osoby odpowiedzialne za taka „prowokację artystyczną” wyleciałyby z posady na zbitą mordę a w jakimkolwiek muzeum bez konieczności kupienia biletu mogłyby się pojawić co najwyżej jako operator mopa. A w drugim byłaby spora szansa iż łeb takiego „promotora sztuki” zostałby odnaleziony na jakimś śmietniku.
Wszyscy którzy czytali lub oglądali „Ojca chrzestnego” pamiętają zapewne wątek Amerigo Buonasery. Ów właściciel zakładu pogrzebowego starał się być wzorowym  obywatelem Stanów Zjednoczonych, wierzył w amerykańską demokrację, lojalnie wywiązywał się z wszystkich obowiązków obywatelskich. I tak było dopóki jego córka nie została brutalnie zgwałcona i skatowana przez dwóch łajdaków. A gdy okazało się że sąd wymierzył im za to karę więzienia w zawieszeniu, Buonasera poszedł szukać sprawiedliwości u Don Vito Corleone.
Oczywiście nie zamierzam kogokolwiek namawiać na zastąpienie wielce nadszarpniętego autorytetu „państwa prawa” (tym pojęciem szermuje już tylko pewien wysokonakładowy szmatławiec plus grupa idiotów która to czyta i traktuje serio) wiarą w czynienie sprawiedliwości przez jakichś "Dziadów" czy "Pershingów". Zresztą sama powieść Mario Puzo była ciągniętą za uszy próbą wybielenia Cosa Nostra poprzez przedstawienie jej w romantycznym a więc i z gruntu fałszywym świetle. Ale w Polsce mamy nieliche tradycje konspiracyjne. Poczynając od Państwa Podziemnego podczas II Wojny Światowej a kończąc na drugim obiegu literatury i prasy za Jaruzela. Wygląda wiec na to że nadchodzi czas aby znowu zacząć brać sprawy we własne ręce. Bo wprawdzie w Piśmie Świętym jest mowa o nadstawieniu drugiego policzka ale nigdzie nie ma tam wzmianki o nadstawianiu drugiego pośladka gdy jakieś bydlę kopnie w pierwszy.
A ateotalibańskie bydło naprawdę nie musi być nakłonione do okazania szacunku dla naszych wartości, jak to się wydaje dziecięco naiwnym idealistom. Wystarczy że wreszcie zacznie się bać. Bo jak mi powiedział w prywatnej rozmowie Czcigodny Refael, gdy ktoś obraża matkę, najpierw należy rozwalić mu mordę a dopiero potem sprawdzić komu.
Ze względów osobistych (zabieg medyczny) w piątek i w sobotę mogę mieć problemy z odpowiadaniem na bieżąco na komentarze Szanownych Czytelników. I z góry proszę o wybaczenie usterek korektorskich.

Stary Niedźwiedź