Sytuacja na Ukrainie, a ściślej rzecz biorąc na Krymie,
rozwija się tak jak swego czasu przewidzieli to ludzie myślący logicznie, a w
tym gronie czcigodny Dibelius i moja skromna osoba.
W zamieszczonej w ostatnim wpisie analizie, nie pozbawionej
rzecz jasna typowego dla Dibeliusa sardonicznego poczucia humoru („uczciwe
zamiary Rosji”), autor zwrócił uwagę na fakt iż po rozpadzie ZSRR Rosja
dysponowała jedynie niewielkim kawałkiem wybrzeża Morza Czarnego. Sytuację poprawiła
aneksja Abchazji ale infrastruktura portu w Suchumi to grubo za mało jak na
rosyjskie potrzeby. Więc Putin sięgnął po Krym.
Aneksja Krymu była po prostu samograjem. Garnizon rosyjski
kilkukrotnie przewyższał liczebnie (że już o wyposażeniu w sprzęt nie wspomnę)
stacjonujące tam wojska ukraińskie a otoczenie ukraińskich baz i idące za tym pozbawienie
tych ostatnich jakichkolwiek możliwości działania było zadaniem z którego
zaplanowaniem i przeprowadzeniem poradziłby sobie bez problemu co zdolniejszy
lejtnant rosyjskiej armii. Zaś ponieważ Rosjanie stanowią grubo ponad 70%
ludności półwyspu, wynik niedzielnego referendum był z góry przesądzony.
Rosyjscy „szachiści” (jak ich nazywa maestro Michalkiewicz) takich pozycji z rozdziału „technika realizacji przewagi” nie
zwykli przegrywać.
Oczywiście Unia Europejska i USA podniosły wyjątkowo glośny zgiełk medialny. W nadziei że ich obywatele uwierzą w to iż w kwestii Ukrainy i Krymu ich głos ma znaczenie a car Putin musi się z nimi liczyć. No cóż, głupich nie sieją, sami rosną i wybierają sobie takich przywódców jak z wierzchu ciemny a w środku czerwony lokator Białego Domu czy fuehrerzyca od siedmiu boleści.
Oczywiście Unia Europejska i USA podniosły wyjątkowo glośny zgiełk medialny. W nadziei że ich obywatele uwierzą w to iż w kwestii Ukrainy i Krymu ich głos ma znaczenie a car Putin musi się z nimi liczyć. No cóż, głupich nie sieją, sami rosną i wybierają sobie takich przywódców jak z wierzchu ciemny a w środku czerwony lokator Białego Domu czy fuehrerzyca od siedmiu boleści.
W niedzielę wieczorem zajrzałem do kanału TVP Info. I
trafiłem na rozmowę jednego z dziennikarskich „znafcuf” polityki międzynarodowej
(pismacy to chyba najgłupsza grupa zawodowa w Tusklandii) z Leszkiem Millerem.
Nigdy nie byłem fanem tego człowieka ale nie sposób odmówić mu znajomości elementarza
politycznego rzemiosła, co powoduje że na tle motłochu pokroju kon-Donka i jego
szajki, wyróżnia się niczym jednooki wśród ślepców. I Miller nie mogąc słuchać
bredni przeprowadzającego ten wywiad kretyna, uświadomił jemu i co mniej
rozgarniętym słuchaczom kilka elementarnych prawd.
Zaczął od przypomnienia niedawnej wspólnej konferencji prasowej kanclerz Merkel i jej kundla. I uwypuklenia jej stwierdzenia że biznes rządzi się innymi kryteriami niż polityka. A oznacza to że Niemcy są zdani na łaskę i niełaskę Rosji bo bez rosyjskiego gazu jakieś 40% niemieckiej gospodarki musiałoby natychmiast zaprzestać działalności na czas nieokreślony.
Odnośnie sankcji, powiedział że w grę wchodzą operetkowe ruchy typu zakaz wjazdu na teren eurokołchozu, bez czego rosyjska elita władzy i rosyjscy oligarchowie świetnie się obejdą. I takie sankcje skwitują serdecznym śmiechem.
A na koniec Miller dodał że psim obowiązkiem każdego rządu jest troska o stan gospodarki swojego kraju. I podkreślił że na skutek rozpętanej przez Rosjan histerii w sprawie polskiej wieprzowiny, nasi rolnicy tracą dziennie około 12 milionów złotych. A Putin pogrywa z europejskimi producentami wieprzowiny jak ze smarkaczami. Antagonizując ich wspaniale więc na jakiekolwiek wspólne eurodziałania w tej sprawie nie można realnie liczyć.
Takie są zatem efekty „polskiej aktywności w sprawie Ukrainy”.
Swego czasu wolny świat miał przywódców z tej półki co ś.p. Ronald Reagan (najwybitniejszy amerykański prezydent XX wieku) czy Margaret Thatcher. A obecnie ich następcami są takie gwiazdy jak „burak” Obama czy fuehrerowa Merkel. Różnica jak między Żelazną Damą a plastelinowym garkotłukiem (pod żadnym pozorem nie mylić z godnym dużego szacunku zawodem kucharki!).
W międzyczasie zerknąłem na licznik wejść i okazało się że od chwili zamieszczenia 11 maja 2012 pierwszego wpisu na platformie Blogspotu, Antysocjal odwiedziło już ponad 200 tysięcy gości. Jak na platformę znacznie mniej popularna od Onetu, na którym notowałem ponad 200 tysięcy wejść rocznie, te obecne ponad 100 tysięcy to wynik całkiem przyzwoity. W końcu choćby nadęty błazen, silący się na bycie blogową wyrocznią elegancji, nie doczekał się przez całe siedem lat prowadzenia swojego ansztaltu takiej liczby gości co ja rocznie.
Oczywiście niektórzy zarzucają mi zamordyzm. Polega on na tym że nie toleruję lewackich bredni, obyczajowego zbydlęcenia i jawnego chamskiego trollowania. I tacy intruzi są traktowani zgodnie ze standardową procedurą. Czyli szpicrutą przez pysk plus kopniak poniżej pleców na pożegnanie. Swego czasu czcigodny Józef (pozdrawiam najserdeczniej) skomentował takie reguły gry uwagą że na moim blogu nie musi spoglądać pod nogi bowiem nie grozi mu wdepnięcie w ekskrement. Uważam to za elementarny obowiązek gospodarza. I dlatego właśnie przestałem odwiedzać witrynę na której lekturze często ciekawych wpisów towarzyszyła konieczność ekwilibrystycznego przeskakiwania miedzy kupami w części komentatorskiej.
A ponieważ Czcigodni Czytelnicy zagłosowali myszami i klawiaturami za Antysocjalem, dopóki starczy mi sił, będę ten blog prowadzić. Konserwatystom dla pokrzepienia serc, narodowcom i konslibom dla wymiany poglądów a socjalistycznemu, libertyńskiemu, genderowemu, narkomańskiemu i proaborcyjnemu bydłu na pohybel. Ze szczególnym uwzględnieniem zaćpanego kryminalisty i jego hołoty.
Stary Niedźwiedź
P.S.
Ćpun i kryminalista o ksywie "pkanalia" przysłał tu robić zadymę jednego ze swoich pomagierów czyli niejakiego "wnuczka" a ten ostatni od wczoraj intensywnie smrodzi gdzie tylko może. Dlatego nie chcąc dopuścić do tego aby "Antysocjal" zamienił się w taki silos obornika jak blog rzeczonej kanalii, zmuszony byłem zablokować opcję komentowania pod starszymi postami. Nie mam bowiem zamiaru wprowadzać moderowania komentarzy i sprawiać Szanownym Gościom mojej witryny takiego kłopotu jak uczyniła to swego czasu pewna była katoliczka.
Bieżący post będę oczyszczać na tyle często na ile pozwoli mi czas i z góry proszę o wybaczenie iż nie będzie to robione on line. Postanowiłem w trosce o elementarny komfort psychiczny Szanownych Gości usuwać te ekskrementy "wnuczka" ale tak by na blogu widać było ile razy on tu napaskudził. Te ślady to ikonka z napisem "Anonimowy" (chyba sam już zaczął się wstydzić nicku "wnuczek"?) a pod nią napis "Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga."
Takie są niestety skutki triumfu tolerastii w prawie państw należących do eurokołchozu. Bo w przyzwoitych krajach skazanych w procesach narkotykowych, nie "sadza" się ale ku pożytkowi zdrowej części społeczeństwa po prostu wiesza. Więc jego zleceniodawca od dawna już by nie zasmradzał powietrza.
Stary Niedźwiedź
Zaczął od przypomnienia niedawnej wspólnej konferencji prasowej kanclerz Merkel i jej kundla. I uwypuklenia jej stwierdzenia że biznes rządzi się innymi kryteriami niż polityka. A oznacza to że Niemcy są zdani na łaskę i niełaskę Rosji bo bez rosyjskiego gazu jakieś 40% niemieckiej gospodarki musiałoby natychmiast zaprzestać działalności na czas nieokreślony.
Odnośnie sankcji, powiedział że w grę wchodzą operetkowe ruchy typu zakaz wjazdu na teren eurokołchozu, bez czego rosyjska elita władzy i rosyjscy oligarchowie świetnie się obejdą. I takie sankcje skwitują serdecznym śmiechem.
A na koniec Miller dodał że psim obowiązkiem każdego rządu jest troska o stan gospodarki swojego kraju. I podkreślił że na skutek rozpętanej przez Rosjan histerii w sprawie polskiej wieprzowiny, nasi rolnicy tracą dziennie około 12 milionów złotych. A Putin pogrywa z europejskimi producentami wieprzowiny jak ze smarkaczami. Antagonizując ich wspaniale więc na jakiekolwiek wspólne eurodziałania w tej sprawie nie można realnie liczyć.
Takie są zatem efekty „polskiej aktywności w sprawie Ukrainy”.
Swego czasu wolny świat miał przywódców z tej półki co ś.p. Ronald Reagan (najwybitniejszy amerykański prezydent XX wieku) czy Margaret Thatcher. A obecnie ich następcami są takie gwiazdy jak „burak” Obama czy fuehrerowa Merkel. Różnica jak między Żelazną Damą a plastelinowym garkotłukiem (pod żadnym pozorem nie mylić z godnym dużego szacunku zawodem kucharki!).
W międzyczasie zerknąłem na licznik wejść i okazało się że od chwili zamieszczenia 11 maja 2012 pierwszego wpisu na platformie Blogspotu, Antysocjal odwiedziło już ponad 200 tysięcy gości. Jak na platformę znacznie mniej popularna od Onetu, na którym notowałem ponad 200 tysięcy wejść rocznie, te obecne ponad 100 tysięcy to wynik całkiem przyzwoity. W końcu choćby nadęty błazen, silący się na bycie blogową wyrocznią elegancji, nie doczekał się przez całe siedem lat prowadzenia swojego ansztaltu takiej liczby gości co ja rocznie.
Oczywiście niektórzy zarzucają mi zamordyzm. Polega on na tym że nie toleruję lewackich bredni, obyczajowego zbydlęcenia i jawnego chamskiego trollowania. I tacy intruzi są traktowani zgodnie ze standardową procedurą. Czyli szpicrutą przez pysk plus kopniak poniżej pleców na pożegnanie. Swego czasu czcigodny Józef (pozdrawiam najserdeczniej) skomentował takie reguły gry uwagą że na moim blogu nie musi spoglądać pod nogi bowiem nie grozi mu wdepnięcie w ekskrement. Uważam to za elementarny obowiązek gospodarza. I dlatego właśnie przestałem odwiedzać witrynę na której lekturze często ciekawych wpisów towarzyszyła konieczność ekwilibrystycznego przeskakiwania miedzy kupami w części komentatorskiej.
A ponieważ Czcigodni Czytelnicy zagłosowali myszami i klawiaturami za Antysocjalem, dopóki starczy mi sił, będę ten blog prowadzić. Konserwatystom dla pokrzepienia serc, narodowcom i konslibom dla wymiany poglądów a socjalistycznemu, libertyńskiemu, genderowemu, narkomańskiemu i proaborcyjnemu bydłu na pohybel. Ze szczególnym uwzględnieniem zaćpanego kryminalisty i jego hołoty.
Stary Niedźwiedź
P.S.
Ćpun i kryminalista o ksywie "pkanalia" przysłał tu robić zadymę jednego ze swoich pomagierów czyli niejakiego "wnuczka" a ten ostatni od wczoraj intensywnie smrodzi gdzie tylko może. Dlatego nie chcąc dopuścić do tego aby "Antysocjal" zamienił się w taki silos obornika jak blog rzeczonej kanalii, zmuszony byłem zablokować opcję komentowania pod starszymi postami. Nie mam bowiem zamiaru wprowadzać moderowania komentarzy i sprawiać Szanownym Gościom mojej witryny takiego kłopotu jak uczyniła to swego czasu pewna była katoliczka.
Bieżący post będę oczyszczać na tyle często na ile pozwoli mi czas i z góry proszę o wybaczenie iż nie będzie to robione on line. Postanowiłem w trosce o elementarny komfort psychiczny Szanownych Gości usuwać te ekskrementy "wnuczka" ale tak by na blogu widać było ile razy on tu napaskudził. Te ślady to ikonka z napisem "Anonimowy" (chyba sam już zaczął się wstydzić nicku "wnuczek"?) a pod nią napis "Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga."
Takie są niestety skutki triumfu tolerastii w prawie państw należących do eurokołchozu. Bo w przyzwoitych krajach skazanych w procesach narkotykowych, nie "sadza" się ale ku pożytkowi zdrowej części społeczeństwa po prostu wiesza. Więc jego zleceniodawca od dawna już by nie zasmradzał powietrza.
Stary Niedźwiedź
