Na naszej witrynie nie raz wyrażaliśmy swoje zdanie o urojeniach "hominternu", któremu ich dewiacja ewidentnie zablokowała procesy myślenia w kwestiach nie dotyczących bezpośrednio realizacji popędu płciowego. Chcąc na siłę udowodnić, że patologia jest fizjologią, związek jednopłciowy nazywają „rodziną”. I niestety już w wielu krajach udało im się zwyczajnych ludzi do tego stopnia ogłupić, że tamtejsze legislatury to zatwierdziły. A żeby takie „rodziny” upodobnić do rodzin bez cudzysłowu, metodą salami wywojowali z kolei prawo do „adopcji” dzieci. Co zamożniejsi posuwają się dalej i znajdują kobiety, które za odpowiednią opłatą godzą się na pobranie komórki jajowej, zapłodnienie jej spermą „geja”, a następnie implantowanie jej do swojej macicy i urodzenie dziecka. Symbolem tej rewolucji obyczajowej jest Anne Marie Casson, która została surogatką dla swojego syna, homoseksualisty. Pani Anne-Marie będzie zarówno matką, jak i babcią niedawno urodzonego dziecka. Zaś jego ojcem jest brat. Bardzo ciekawy eksperyment genetyczny, ciekawe tylko, czy nie pozostawi aby śladów w psychice dziecka? Oczywiście brytyjski sąd nie widzi nic złego w tym, by dziecko było wychowywane w tak „oryginalnej” rodzinie. Gdyby syn był heteroseksualny, groziłyby im prawne konsekwencje kazirodztwa. Przykład powyższy świadczy o tym, że konsekwencje te zarezerwowane są dla heteroseksualnych podludzi.
„Merdia” głównego ścieku nie mają monopolu na takie zatruwanie
ludzkich umysłów. W polskim internecie też nie brak wszelakiego postępactwa,
zawzięcie walczącego o zaszczytny tytuł „advocatus sodomitorum”. Pokroju choćby
(od)bytu, dla którego stosunek do pederastii jest miarą wszechrzeczy, czy rozkosznej
dzidzi piernik, stosunek do dewiacji uznające za miernik jakości społeczeństwa.
Więc tym bardziej zdumiała nas wiadomość podana w
poniższych linkach:
Stefano Gabbana i Domenico Dolce, dwaj bardzo znani projektanci
mody i właściciele topowej marki Dolce&Gabbana, są homoseksualistami. Ale
ich orientacja nie zaburza im procesów logicznego myślenia. Bowiem w wywiadzie
dla pisma „Panorama” czarno na białym powiedzieli, że rodziną jest wyłącznie
związek kobiety i mężczyzny. „Homoadopcje” uznali za zło, skrytykowali też „in
vitro”, stwierdzając że „prokreacja musi być aktem miłości”. W stosunku do
szulerskich sztuczek, czynionych by dziecku przekazać materiał genetyczny
homoseksualisty, użyli takich określeń, jak „wynajmowanie macicy” i „wybieranie
nasienia z katalogu”.
Po opublikowaniu tego wywiadu istnej miesiączki (w
odniesieniu do tego środowiska kolokwialnie zwanej „słynną praczką”) dostał(a)
podwójna sława, bo najbardziej znany muzyk wśród "gejów" i najbardziej znany "gej"
wśród muzyków, czyli Elton John. Piorunując projektantów zwłaszcza za opinie na
temat in vitro, które przecież pozwoliło parom homo na zrealizowanie marzenia o
posiadaniu dzieci. Ich pogląd w tej kwestii jest rzekomo równie anachroniczny
jak stroje autorstwa projektantów. Argument idiotyczny w świetle faktu, iż do
tej pory systematycznie ubierał(a) się w tej firmie. I wezwał(a) do bojkotu.
Pozostało mieć nadzieję, że w przypadku firmy Dolce & Gabbana
nastąpi analogiczny efekt, jaki w skali mikro miał miejsce w Polsce w
odniesieniu do piwa produkowanego przez pana Marka Jakubiaka. Po wyśmianiu
przezeń przygłupa, któremu obijany przez wiele lat łeb nakazał pochwalić
pedalstwo, pan Marek został okrzyknięty homofobem. Co znacznie zwiększyło
sprzedaż naprawdę dobrych piw, produkowanych w należących do niego browarach.
Obecnie można je dostać nawet w marketach, w których dawniej pojawiały się jedynie
piwa produkowane przez wielkie koncerny piwowarskie. No cóż, postęp postępem ale
business is business.
Musimy pogratulować panom Dolce i Gabbana zdrowego rozsądku,
elementarnej przyzwoitości i odwagi. Bo furiacki atak "hominternu" na nich jest
więcej niż pewny.
Stary Niedźwiedź i Flavia de Luce
