poniedziałek, 16 marca 2015

Homoseksualiści a "geje"

Na naszej witrynie nie raz wyrażaliśmy swoje zdanie o urojeniach "hominternu", któremu ich dewiacja ewidentnie zablokowała procesy myślenia w kwestiach nie dotyczących bezpośrednio realizacji popędu płciowego. Chcąc na siłę udowodnić, że patologia jest fizjologią, związek jednopłciowy nazywają „rodziną”. I niestety już w wielu krajach udało im się zwyczajnych ludzi do tego stopnia ogłupić, że tamtejsze legislatury to zatwierdziły. A żeby takie „rodziny” upodobnić do rodzin bez cudzysłowu, metodą salami wywojowali z kolei prawo do „adopcji” dzieci. Co zamożniejsi posuwają się dalej i znajdują kobiety, które za odpowiednią opłatą godzą się na pobranie komórki jajowej, zapłodnienie jej spermą „geja”, a następnie implantowanie jej do swojej macicy i urodzenie dziecka. Symbolem tej rewolucji obyczajowej jest Anne Marie Casson, która została surogatką dla swojego syna, homoseksualisty. Pani Anne-Marie będzie zarówno matką, jak i babcią niedawno urodzonego dziecka. Zaś jego ojcem jest brat. Bardzo ciekawy eksperyment genetyczny, ciekawe tylko, czy nie pozostawi aby śladów w psychice dziecka? Oczywiście brytyjski sąd nie widzi nic złego w tym, by dziecko było wychowywane w tak „oryginalnej” rodzinie. Gdyby syn był heteroseksualny, groziłyby im prawne konsekwencje kazirodztwa. Przykład powyższy świadczy o tym, że konsekwencje te zarezerwowane są dla heteroseksualnych podludzi.

„Merdia” głównego ścieku nie mają monopolu na takie zatruwanie ludzkich umysłów. W polskim internecie też nie brak wszelakiego postępactwa, zawzięcie walczącego o zaszczytny tytuł „advocatus sodomitorum”. Pokroju choćby (od)bytu, dla którego stosunek do pederastii jest miarą wszechrzeczy, czy rozkosznej dzidzi piernik, stosunek do dewiacji uznające za miernik jakości społeczeństwa.
Więc tym bardziej zdumiała nas wiadomość podana w poniższych linkach:
Stefano Gabbana i Domenico Dolce, dwaj bardzo znani projektanci mody i właściciele topowej marki Dolce&Gabbana, są homoseksualistami. Ale ich orientacja nie zaburza im procesów logicznego myślenia. Bowiem w wywiadzie dla pisma „Panorama” czarno na białym powiedzieli, że rodziną jest wyłącznie związek kobiety i mężczyzny. „Homoadopcje” uznali za zło, skrytykowali też „in vitro”, stwierdzając że „prokreacja musi być aktem miłości”. W stosunku do szulerskich sztuczek, czynionych by dziecku przekazać materiał genetyczny homoseksualisty, użyli takich określeń, jak „wynajmowanie macicy” i „wybieranie nasienia z katalogu”.
Po opublikowaniu tego wywiadu istnej miesiączki (w odniesieniu do tego środowiska kolokwialnie zwanej „słynną praczką”) dostał(a) podwójna sława, bo najbardziej znany muzyk wśród "gejów" i najbardziej znany "gej" wśród muzyków, czyli Elton John. Piorunując projektantów zwłaszcza za opinie na temat in vitro, które przecież pozwoliło parom homo na zrealizowanie marzenia o posiadaniu dzieci. Ich pogląd w tej kwestii jest rzekomo równie anachroniczny jak stroje autorstwa projektantów. Argument idiotyczny w świetle faktu, iż do tej pory systematycznie ubierał(a) się w tej firmie. I wezwał(a) do bojkotu.
Pozostało mieć nadzieję, że w przypadku firmy Dolce & Gabbana nastąpi analogiczny efekt, jaki w skali mikro miał miejsce w Polsce w odniesieniu do piwa produkowanego przez pana Marka Jakubiaka. Po wyśmianiu przezeń przygłupa, któremu obijany przez wiele lat łeb nakazał pochwalić pedalstwo, pan Marek został okrzyknięty homofobem. Co znacznie zwiększyło sprzedaż naprawdę dobrych piw, produkowanych w należących do niego browarach. Obecnie można je dostać nawet w marketach, w których dawniej pojawiały się jedynie piwa produkowane przez wielkie koncerny piwowarskie. No cóż, postęp postępem ale business is business.
Musimy pogratulować panom Dolce i Gabbana zdrowego rozsądku, elementarnej przyzwoitości i odwagi. Bo furiacki atak "hominternu" na nich jest więcej niż pewny.

Stary Niedźwiedź i Flavia de Luce

piątek, 13 marca 2015

Galeria Nadludzi

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie komentarz pewnego dochtóra nauk wszelakich, który sugeruje interlokutorowi, że nie ma żadnej wiedzy na temat antypolonizmu dużej grupy Żydów, mieszkających obecnie w Polsce. Komentator, który wątpi w antypolonizm współczesnych Żydów, najwyraźniej przeoczył ostatnią słynną apostrofę do „polskiego chama”, która wyszła spod klawiatury niejakiego profesora Jana Hartmana. 
Który to znalazł okazję, żeby dać upust swojej zoologicznej nienawiści do Polaków, a przy okazji również zdradzić, co planują zrobić z naszym krajem inny reprezentanci Narodu Wybranego („wyślemy wasze dzieci w świat”; „będziemy szturmować wasze szkoły”). Ale przecież to nie jest nienawiść do Polski – gdzie tam! Stosowanie zasady zbiorowej odpowiedzialności to zapewne przywilej każdego „Nadczłowieka”. Gdyby jakiś profesor powiedział – przypuśćmy – o tym, że Nadludzie trzęsą mediami – to ani chybi spotkałby się z elaboratem na trzy strony komentatora Anty. Który tropi „nietolerancję”, jak nikt inny i jest gotów wytknąć ją przy każdej okazji – no, chyba że ktoś „przejedzie się” po heteroseksualnym Polaku. Wtedy jest cacuś-glancuś i żółwik.
Zacznę od antypolonizmu postaci mniej znanej, ale odznaczonej za swoją parszywą działalność przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Ową odznaczoną jest Alina Cała, która stwierdziła kiedyś, że „Polacy są w pewnym sensie odpowiedzialni za śmierć 3 milionów ŻYDÓW”. I która nie widzi niczego nagannego w rozmywaniu winy Niemców stwierdzeniem, że „Holocaust to projekt europejski”, bowiem Niemcy w zasadzie jedynie „stworzyli warunki”. *
Jeśli chodzi o żydowskie tuzy nauki, to swego czasu karierę zrobiła „metafizyczna” Barbara Engelking, której coś się pozajączkowało i powiedziała w studiu „Stokrotki” Olejnik, że my wszyscy ponosimy METAFIZYCZNĄ odpowiedzialność za śmierć milionów Żydów. Okazało się, że śmierć goja to nic specjalnego, ale śmierć Żyda jest „metafizyczna”. Jej wypowiedź „wypłynęła” w okresie narodowej ekspiacji, którą wywołały paszkwile Grossa.


Trudno też czuć szacunek do Adama Michnika, który opowiada na spotkaniu z Żydami w Australii, że jego pobratymcy szykują w naszym kraju ekspansję. Tak samo trudno czuć szacunek do jego „wychowanków”, piszących dla „Gazety” takie teksty, jak ten o Żołnierzach Wyklętych z 2014 roku, autorstwa Klausa Bachmanna (nazwisko warto zapamiętać): „W ten sposób walczący z przekonania, zwykli rabusie, ludzie bez wyjścia i nadziei znajdują się w jednym wspólnym worku ofiar komunistów. Chodzi o to, aby za pomocą słów wytrychów tworzyć sztuczne, ale historycznie ugruntowane antagonizmy. W ten sposób w kraju bez komunistów będziemy mieli radykalnych, niezłomnych antykomunistów, którzy będą mogli walczyć z wyimaginowanymi komunistami, to znaczy tymi, którzy nie powołują się na mgliste dziedzictwo „wyklętych” i sami nie roszczą sobie pretensji do tego, że ktoś ich wyklął.” *** Od mistrzów na pewno uczył się redaktor Onetu, Mateusz Zimmermann, który w swoim tekście stawia znak równości między UPA i Armią Krajową. Szkoda, że nikt szczególnie na ten tekst nie zwrócił uwagi: „Na plebanii i w cerkwi akowcy znaleźli broń i amunicję. Zginął pop Łemcio, którego miejscowi Polacy podejrzewali (skądinąd słusznie) o współpracę z OUN i UPA. "Bili go kołkami i cepami, potem wciągnęli na cmentarz i zastrzelili".****
 Zastanawiam się, na jakiej planecie trzeba żyć, żeby nie zauważyć niechęci, jaką darzą Polskę i Polaków Żydzi? Którym zresztą wolno zdecydowanie więcej. Bo okazuje się, że nawet niewinny żart z Szewacha Weissa wywołał taką burzę, że nawet Władysław Bartoszewski obudził się z letargu i podniósł larum. A żart był naprawdę przedni. Weiss mówi do Tuska: „Słuchaj. My wyślemy do was zdrowe i soczyste pomarańcze z Hajfy, a wy nam dacie stare zrujnowane kamienice” J Oczywiście autorzy tego dowcipu MUSIELI wystosować przeprosiny do środowisk żydowskich.

Nawet Żydzi polskiego pochodzenia, robiący kariery w Hollywood, niespecjalnie za swoim krajem przepadają. Sam reżyser nagrodzonej Oscarem „Idy” przyznał, że Helena Wolińska, czyli stalinowska prokurator, była dla niego „miłą oraz uroczą staruszką” (doprowadziła do skazania i zamordowania generała „Nila”), a czyny, jakich się dopuściła, zostałyby jej na takim „cywilizowanym” Zachodzie przebaczone. Poza tym – zdaniem reżysera – każdy może kiedyś zbłądzić. O ile jest Żydem! 
 *http://www.rp.pl/artykul/310528.html
**http://niezalezna.pl/62575-blumsztajn-przywroci-czterech-spiacych-nie-zapomnijmy-o-wdziecznosci-dla-poleglych-soldatow
***http://www.prawy.pl/z-kraju/4586-gazeta-wyborcza-o-zolnierzach-wykletych-to-zwykli-rabusie
****http://wiadomosci.onet.pl/pawlokoma-strach-odwet-pojednanie/7c5j4
  
Flavia de Luce






poniedziałek, 9 marca 2015

Trzysta tysięcy

Ponieważ licznik wejść na „Antysocjal bis” wskazał przed chwilą jubileuszowe trzystutysięczne, pozwolę sobie podzielić się kilkoma refleksjami na temat mojej działalności na obydwu „Antysocjalach”.
Na tę witrynę, działającą na platformie „onetu”, trafiłem przypadkiem na początku roku 2007. Prowadzili ją dwaj poznańscy działacze młodzieżówki ówczesnego UPR, licealista „Noka” i student ekonomii „Kot Behemot”. Zacząłem komentować, po jakimś czasie przesłałem Noce mój pierwszy tekst, wykpiwający w konwencji Dzikiego Zachodu pożar w pospezetpeerowskim burdelu. Który wtedy wybuchł po opublikowaniu przez Aleksandra Gudzowatego szczerych opinii Józefa Oleksego o swoich partyjnych kamratach. Tekst spodobał się i został opublikowany.Po nim poszły następne.
W połowie roku 2008 Noka zaproponował mi przejęcie prowadzenia witryny. Bowiem studia, plany osobiste oraz działalność w UPR nie pozostawiały mu już czasu na administrowanie blogiem. Propozycję przyjąłem i od połowy 2008 samodzielnie administrowałem witryną. W tym czasie zacząłem się oddalać od ideologii liberalnej. Bowiem dla mnie najważniejsza jest polska racja stanu, zaś mój konserwatyzm nie jest aksjomatem, a jedynie wyborem ideologii, która w moim przekonaniu najlepiej służy temu celowi w warstwie politycznej. Zaś w kwestiach religijno – moralnych doskonale pasuje do mojego protestantyzmu. Muszę oddać Noce sprawiedliwość, że gdy był jeszcze administratorem naszej witryny, bez oporów zamieszczał moje krytyczne uwagi pod adresem brewerii JKM. Ale gdy zapewne nastoletni komentatorzy zaczęli domagać się sprzedaży na giełdzie akcji Rafinerii Gdańskiej (wraz z jedynym w Polsce terminalem, mogącym odbierać znaczące ilości ropy z tankowców), zapaliło się czerwone światełko. Bowiem na moje stwierdzenie, że wtedy tę rafinerię wykupiłby Gazprom, usłyszałem że …nie byłoby w tym nic złego, bo przecież jest to prywatna firma!!! I wtedy zrozumiałem, że z ortodoksyjnym liberalizmem nie jest mi po drodze.
Od dłuższego czasu zwracałem uwagę na zwięzłe, a jakże pełne treści komentarze Dibeliusa, będące swoistymi limerykami. Więc zaproponowałem Mu stała współpracę i od jesieni 2008 do tejże pory roku 2012 witrynę prowadziliśmy wspólnie.
Korzystając z okazji, musze podkreślić olbrzymie zasługi Dibeliusa dla „Antysocjala”, najlepiej widoczne w dziedzinie uporządkowania nazewnictwa i stworzenia kanonu terminologii, który będzie na tej witrynie obowiązywać już zawsze, a już na pewno tak długo, jak długo będzie istnieć odrażający socjalistryczny twór oficjalnie noszący nazwę Związek Socjalistycznych Republik Europejskich. A de facto będący IV Rzeszą. Biorąc to pod uwagę, czcigodny Dibelius na pewno nie miałby nic przeciwko temu, aby jedna z jego klasyfikacji się zdezaktualizowała i z chęcią by ją wtedy zaktualizował. Mam na myśli tę, która społeczeństwa krajów europejskich dzieli na trzy grupy: pasożytnicze elity, pasionych socjalem beneficjentów systemu oraz donatorów. Z których podatków utrzymywany jest ten chlew.
Porażająco trafne jest też spostrzeżenie Dibeliusa, że eurolewactwo pozostało bez swojego niegdysiejszego elektoratu, jakim kiedyś byli robotnicy. Więc musiało sobie stworzyć „proletariat zastępczy”. Złożony ze zboczeńców, narkomanów, proaborcjonistów, ekoterrorystów, genderówców i tolerastów. Padających na twarz przed żądaniami „hominternu”, wylewających krokodyle łzy nad losem biednych przestępców. I znacznie mniej roztkliwiających się nad losem ofiar tychże przestępców. Że już o osobach leciwych, dzieciach z ubogich rodzin czy dzieciach nienarodzonych nie wspomnę. Bo sztandarowa oferta dla tych ostatnich obejmuje aborcję i eutanazję.
Trzecia ważka klasyfikacja Dibeliusa pierwotnie dotyczyła katolików. Autor podzielił ich na głębokich, powierzchownych oraz „front katechetyczny”. Nie kryjąc szacunku dla pierwszych, zrozumienia dla drugich i dezaprobaty dla trzecich. Moim zdaniem żadna ze znanych mi religii nie jest wolna od obecności w gronie jej wiernych wszystkich tych grup, choć proporcje między nimi mogą być inne.
Głównym powodem naszego przyjaznego rozstania się była ciekawość Dibeliusa odnośnie zachowań ludzkich i przyczyn tychże zachowań. Był i jest gotów rozmawiać z niemal każdym człowiekiem i studiować nawet najbardziej skurwioną psychikę. Niczym Kazimierz Moczarski, który w stalinowskim więzieniu rozmawiał z Juergenem Stroopem, likwidatorem warszawskiego getta. Aż takich zbrodniarzy na jego blogu oczywiście się nie znajdzie, ale choćby pomniejszej pkanalii nie brakuje. Co oczywiście nie oznacza, że Dibelius idzie na jakiekolwiek kompromisy w dziedzinie etyki. Artykułuje zawsze swoje stanowisko, tyle tylko że czyni to w sposób subtelny i ironiczny, czego co tępsza hołota po prostu nie zauważa. 
Mam w tej kwestii inny pogląd. Blog traktuję nie jak laboratorium, lecz jak salonik, którego progu ludzki szrot nie ma prawa przestąpić. I nie mam zamiaru tracić czasu na dogłębne studiowanie mentalnych wymiocin debili i łajdaków w oczekiwaniu, że z raz na sto powiedzą coś, co nie jest ani podłością, ani idiotyzmem.
Od września 2012 przez jakiś czas prowadziłem blok w pojedynkę. Na forum komentatorskim moją uwagę zwróciły spostrzeżenia Tie Fightera. Nawiązaliśmy korespondencję, a wkrótce miałem przyjemność poznać jego i jego rodzinę w realu. Podczas kilku długich rozmów przy kropelce tego, co ofiary "marychujany" i butaprenu nazywają „narkotykiem”, zapoznałem się z poglądami narodowców w dziedzinie ekonomii i organizacji państwa. I uznałem że w polskich realiach stanowią doskonałe uzupełnienie konserwatyzmu ze szkoły Żelaznej Lady. A od pewnego czasu tworzymy triumwirat uzupełniony o Flavię. Która na swoich blogach miała już nieprzyjemność wojować z łachudrą bez honoru, tradycyjnie trollującą pod zmienionymi nickami, ćpunem – satanistą z odsiadką w dorobku oraz obłąkaną ciotą - akrobatką, potrafiącą na cały świat patrzeć przez swój odbyt.
Obecnie tworzymy zatem triumwirat. W warstwie religijnej w pełni ekumeniczny, bo złożony z agnostyczki, katolika i protestanta, zaś wspólnym mianownikiem jest Septalog. W kwestiach politycznych i ekonomicznych jest to synteza thatcheryzmu i ideologii narodowej, z grubsza w proporcji 3:1. Nie bez kozery używam określenia „thatcheryzm”. Bowiem polski „sralon merdialny” oraz postępaccy degeneraci w blogosferze, z oślim uporem konserwatystami nazywają ludzi świętszych od papieża w kwestiach wiary, zaś w polityce i gospodarce będących socjalistami czystej wody.

Stary Niedźwiedź

piątek, 6 marca 2015

Sędzia ****

Wydawać by się mogło, że „sądy” w Tusklandii nikogo już nie zaskoczą swoim „orzecznictwem”. Tym nie mniej ostatnio miało miejsce zdarzenie, o którym nie można na „Antysocjalu” nie napisać.
Poinformował nas o tym nasz stały czytelnik i komentator „Refael”, przysyłając następujący link:
i komentując całe wydarzenie gorzkimi słowami „Taki sąd to na kupie gnoju za rogatki wywieźć”.
Po zajrzeniu do innej informacji:
można pokusić się o krótkie zreferowania tego skandalu z serii „sędzia ****”.
Pomiędzy listopadem 2008 a lutym 2013 niemiecka gazeta „Die Welt” opublikowała zarówno w wersji papierowej, jak i elektronicznej, trzy artykuły. W każdym z nich użyty był zwrot „polskie obozy koncentracyjne”.
Pan Zbigniew Osewski, którego jeden dziadek zginął w niemieckim obozie w Iławie, zaś drugi był więźniem kilku obozów na terenie Niemiec, wniósł do polskiego sądu pozew przeciwko niemieckiej gazecie. Domagał się ukarania jej wydawcy grzywną w wysokości miliona PLN i zamieszczenia przeprosin w TVP oraz „GW” i „Rzepie”. Jego pozew poparła Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Ale Sąd Okręgowy w Warszawie pozew oddalił.
W uzasadnieniu wyroku sędzia Eliza Kurkowska (przepisałem to nazwisko ze szczególną starannością, by nie popełnić pomyłki) łaskawie przyznała, że „Sformułowanie to może i powinno budzić sprzeciw i oburzenie każdej osoby znającej historię, zwłaszcza Polaków”. I dodała, iż tożsamość i godność narodowa oraz prawo do poszanowania prawdy historycznej są dobrami osobistymi w myśl prawa cywilnego. Tylko po to, by zrekapitulować stwierdzeniem, że nie spełniono tu jednak zasady indywidualizacji naruszenia dóbr osobistych, bo inkryminowany zwrot nie dotyczył bezpośrednio ani powoda, ani jego bliskich. Odnosił się zaś do „nieoznaczonej grupy adresatów”, a w takim przypadku do uznania roszczenia nie wystarczy sama przynależność do danej grupy. Sędzia dodała też, że „Die Welt” już „przeprosił” za te sformułowania.
Jak widać, w oczach sędzi fakt śmierci jednego z dziadków powoda w niemieckim obozie oraz utraty zdrowia w takowych przez drugiego, nie jest wystarczającym powodem, by pan Zbigniew mógł się poczuć urażony niemieckim łgarstwem. Tak samo jak zapewne metaforyczna opaska na oczach nie pozwoliła dostrzec tej Temidzie od siedmiu boleści, że w „przeprosinach” za „polski obóz koncentracyjny”, pojawił się „polski obóz śmierci”!!!
Ciekaw jestem, czy uznanie takiego łajdactwa za przeprosiny to indywidualny wybryk sędzi Kurkowskiej, czy może zasada obowiązująca powszechnie w Tusklandii. Bo jeśli to drugie, to osoba zmuszona do przeproszenia „nadredaktora” za nazwanie niejakiego Ozjasza Szechtera człowiekiem szkodzącym II Rzeczpospolitej, powinien w przeprosinach nazwać tegoż Szechtera odrażającą żydokomunistyczną gnidą.
Na bramach niemieckich obozów koncentracyjnych widniał cyniczny napis „Praca czyni wolnym”. Nie będę obrażał inteligencji Szanownych Czytelników łopatologicznym tłumaczeniem, czym czyni niekiedy sędziowska toga.

Stary Niedźwiedź

niedziela, 1 marca 2015

Wolnomyśliciele w natarciu

W minionym miesiącu miały miejsce wydarzenia, które „toleraści” przemilczają. By nie skalać  się „zerojedynkowością” i nie urazić kruchszego od najbardziej filigranowej chińskiej porcelany ego jakiegoś bydlęcia. Nie mówiąc już o tym, że takie potępienie, nie poprzedzone dogłębną wiedzą o życiu tych bydląt, z definicji niemożliwą do zdobycia, nosiłoby wszelkie znamiona linczu. Co przecież przyzna każdy światły i kulturalny człowiek, nie skażony jakimiś prymitywnymi postulatami sprzed dwóch tysięcy lat. W rodzaju „Niech mowa wasza będzie tak-tak, nie-nie”.

Jak podaje portal Polonia Christiana, w nocy z 23 na 24 lutego br. zbeszczeszczony został kościół rektorski pw. Zmartwychwstania Pańskiego w Tajemnicy Emaus na Cmentarzu Kule w Częstochowie.


Na jego murach namalowano satanistyczne symbole (666, odwrócony krzyż . odwrócony pentagram) oraz napisy w rodzaju „ten kościół spłonie”, „szatan”, „zabić chrześcijan” etc.

Zadziwiająca jest reakcja „merdiów głównego ścieku. Jak napisał jeden z czytelników portalu:


Gdy swego czasu w podobny sposób sprofanowany został meczet w Kruszynianach, GW no Prawda, Tusk Vision Network, (rynsz)TOK FM i pomniejszy płaz przez co najmniej tydzień informował o tym na okrągło. I oczywiście z góry wiedział, że winni tej profanacji są polscy narodowcy. A Podlasie zostało ogłoszone regionem rasistowskim i ksenofobicznym. Ale teraz sza. Redakcja doskonale rozumie że kudy tam chrześcijańskiemu kościołowi do meczetu, że już o synagodze nie wspomnimy. Ale środki przekazu, od wielkich stacji telewizyjnych zaczynając a na skromnych blogach kończąc, w trosce o swą wiarygodność, nie powinny przekraczać pewnych granic stronniczości i głupoty.

Na początku lutego w Częstochowie miało miejsce inne bulwersujące wydarzenie.




Szesnastoletnia gówniara wraz z koleżanką w tym samym wieku i dwudziestodziewięcioletnim kolegą spacerując po częstochowskim Cmentarzu św. Rocha opluła kilkadziesiąt nagrobków. Koleżka sfilmował jej wyczyn w filmik został wstawiony na You Tuba.


Internauci szybko zidentyfikowali łajdaków i sprawa nabrała biegu. Matka gówniary umieściła na swoim profilu przeprosiny, rzekomo również w imieniu córki. Która oczywiście ma być zbłąkaną duszyczką, rzekomo wielce żałującą tego co uczyniła. Tyle tylko że ten kit zdementowała sama gówniara. Która na swoim fejsbukowym profilu pokazuje środkowy palec ludziom akceptującym elementarne zasady moralne, czyli ma się rozumieć „hejterom”

Policja przeprowadziła rewizję w domu „filmowca”, gdzie odnalazła kilka tysięcy pornosów i inne filmy „z opluwania” innych miejsc w Częstochowie. Jak widać, wschodząca gwiazda polskiej reżyserii i jego aktorka to „wolnościowcy” całą gębą.

Sprawa ma trafić do sądu. Pozostało mieć nadzieję że sędzia nie pogrozi jej palcem w bucie i nie ostrzeże:

Żeby mi to było przedostatni raz!

W połowie lat dziewięćdziesiątych w Częstochowie na jednym z osiedli mieszkaniowych uaktywniła się grupka młodocianych satanistów. Początkowo ograniczali się do odprawiania w pobliskim lesie czarnych mszy, połączonych z bestialskim mordowaniem zwierząt. Potem zdemolowali kilkadziesiąt nagrobków na sąsiadującym z osiedlem cmentarzu. I wtedy grono pełnoletnich mieszkańców osiedla, rozrabiaków, ale nie przestępców, postanowiło wziąć sprawy w swoje ręce. Bo taka podłość i dla nich była nie do zaakceptowania. Po namierzeniu uczniów La Veya spuszczono im taki łomot, że część czcicieli Szatana wylądowała na urazówce. I na długi czas wystarczyło. Dopiero zmiana pokoleniowa przyniosła nową rójkę tych insektów.

Ciekaw jestem, czy policja potrafi zidentyfikować tę hołotę a „wymiar sprawiedliwości” stanie na wysokości zadania. Bo jeśli nie, powtórka z rozrywki stanie się koniecznością.



Stary Niedźwiedź