sobota, 14 grudnia 2013

SS czyli służby socjalne w Szwecji

Zacząć muszę od polecenia Szanownym Czytelnikom kolejnego doskonałego wpisu Dibeliusa w którym zajął się genderyzmem jako żałosną karykaturą religii. O ile kolejne posty jego autorstwa zawsze czytam z należną im uwagą, na zdominowaną przez chwast polskiej blogosfery sekcję komentarzy spoglądam rzadko i pobieżnie. Tym razem było warto. Gdy Dibelius zwrócił uwagę perle w koronie tej sekcji iż jej blog zapewne jest zawirusowany i podał symptomy, żałosna bałaganiara beztrosko odpowiedziała (pisownia oryginalna):
„Ten komunikat i mi sie przy wejsciu przez google chromepojawiał. Zignorowałam go kilka razy i ........ dorobiłam sie spamu reklamowego. Czyli nie poldcam Ci wchodzenia przez chrome.Nie wiem co to jest i jak se z tym poradzić.”
Pozostało mi zauważyć że nie tylko psy ale i blogi upodabniają się do swoich właścicieli. Skoro o „wyluzowanych babeczkach” pozytywnie mogą się wypowiedzieć głównie testy na choroby weneryczne, ta sama zależność dotyczy ich blogów i skanerów  antywirusowych. Piszę o tym aby ostrzec amatorów perwersyjnych wrażeń że od niektórych bloggerek można złapać coś paskudnego nie tylko w realu.
Ale wróćmy do meritum.
Informacje uzyskane od czcigodnej AleksandryR (do lukrowanych doniesień mediów głównego rynsztoku zawsze odnosiłem się z wielką nieufnością) potwierdzają w pełni te zasłyszane od mojego kolegi lekarza. Który przepracował w Szwecji około dwudziestu lat ale od niemal dziesięciu udziela się zawodowo w Norwegii.
Wiadomości te nie są optymistyczne. W odróżnieniu od choćby Francuzów czy Brytyjczyków, w swojej historii Szwedzi nie dorobili się posiadłości zamorskich. Więc nie mieli kompleksu winy w stosunku do ludów innej niż biała rasy ani jakiegoś moralnego (czy może pseudomoralnego) obowiązku przyjmować ich w swoim kraju. Ale od czego postęp? Socjaliści którzy z niewielkimi przerwami rządzą tym krajem od kilkudziesięciu lat, wymyślili sobie iż należy sprowadzać ich całymi garściami. Bo po pierwsze, powstanie społeczeństwo wielokulturowe więc to paskudne chrześcijaństwo (tak wstrętne sercu każdego socjalisty) zostanie „rozcieńczone” i osłabione. A po drugie, ci przybysze na pewno przy okazji każdych wyborów zagłosują na swoich socjalistycznych dobrodziei.
No i cel w jakimś stopniu już osiągnęli. Łączną ilość imigrantów, zarówno o białym jak i innym kolorze skóry można szacować obecnie na jakieś 20% ogółu ludności zamieszkującej kraj z trzema koronami w herbie. Wedle oficjalnych danych bezrobocie wśród tej ludności napływowej wynosi około 30% więc jest kilka razy wyższe niż wśród etnicznych Szwedów.
Przestępczość w grupie wojujących islamistów jest też znacznie wyższa od średniej krajowej, czego nie próbują ukrywać nawet statystyki policyjne. Ogólnoskandynawskie epicentrum przestępczości czy wręcz zwykłego bandytyzmu stanowi dzielnica Malmo, jak na ironię nosząca nazwę Rosengard. Istnieje duża szansa iż talibom uda się skutecznie sterroryzować ogół swoich rodaków i zacząć rządzić tymi zamieszkiwanymi przez muzułmanów dzielnicami. Czyli stanie się tak jak z amerykańskimi „małymi Italiami” w których de facto rządzi mafia a nie prawo i władze USA.
Uważny obserwator może dostrzec przejawy czegoś na kształt obywatelskiego nieposłuszeństwa. W którym uczestniczą nie tylko przeciętni obywatele ale i niektóre segmenty aparatu państwowego. Złożonego z ludzi na tyle rozgarniętych że są oni w stanie przewidzieć czym ta obłąkana polityka musi się zakończyć. Działania te są chaotyczne i nieskoordynowane ale dają się zauważyć.
Pierwszym takim symptomem, który nawet z Polski dostrzegłem bez żadnych trudności, było śledztwo po zabójstwie premiera Palmego. Prowadzone tak nieudolnie że nie mógł to być jedynie przypadkowy zbieg okoliczności. W oczy kłuło że policja popełnia wszelkie możliwe błędy aby nie zidentyfikować ani zamachowca ani tym bardziej jego mocodawców. Przypominało mi to do złudzenia analogiczne śledztwo w sprawie zabójstwa prezydenta Kennedy’ego. I słynny raport komisji Warrena, będący obrazą zdrowego rozsądku. Ponieważ przewodniczący tej komisji sędzia amerykańskiego Sądu Najwyższego nie mógł być aż takim durniem aby sam wierzyć w ten raport, pozostało inne wytłumaczenie. Jakaś nieformalna grupa wpływów doszła do wniosku że reelekcja przystojnego durnia może uczynić Stanom Zjednoczonym niepowetowane szkody. A ponieważ było pewne że głosami paniuś dla których liczyło się wyłącznie to że JFK to taki przystojny chłoptaś do reelekcji dojdzie, pozostało jedno rozwiązanie. W moim przekonaniu w Szwecji postąpiono tak samo, pokazując socjalistom żółtą kartkę. I z dla mnie w pełni wiarygodnej relacji wspomnianego lekarza, socjalistyczne rozpasanie w wyrzucaniu w błoto pieniędzy podatników przynajmniej na jakiś czas nieco złagodniało.
Innym symptomem tego oddolnego oporu jest niechęć do zatrudniania cudzoziemców. Spotkałem się z przypadkiem lekarza Araba który bezskutecznie wysyłał swoje CV do różnych szpitali, z każdego otrzymując grzeczna odpowiedź o braku wolnych etatów. Postanowił sprawdzić ile w tym prawdy i powysyłał ponownie ofertę, tym razem podpisaną europejskim nazwiskiem. Od razu dostał kilka zaproszeń na rozmowę kwalifikacyjną.
Ale najgorszą informacją z polskiego punktu widzenia są wyczyny służb socjalnych, w pełni zasługujących na skrót SS.
Służby te skoncentrowały swoje ataki (inaczej tego nazwać nie można) na białych dzieciach, wywodzących się głównie z rodzin polskich lub pochodzących z krajów byłej Jugosławii. Dzieci te są pod byle pretekstem porywane (inaczej tego się nie da nazwać) swoim rodzicom  i przekazywane do adopcji rodzinom szwedzkim. Oczywiście po to aby zostały wychowane w duchu szwedzkim i poczuły się rodowitymi Szwedami. Ma się rozumieć, funkcjonariusze SS nie śmią tak postępować z rodzinami islamskimi. Nie chodzi tu nawet o kolor skóry. Po prostu zbyt duża jest szansa na to iż ucięty łeb takiego esesmana zostanie wkrótce odnaleziony na jakimś śmietniku. Taki sam proceder daje się też zauważyć i w innych krajach europejskich jak choćby w Niemczech.
Ale ta zarówno łajdacka jak i desperacka próba przeciwdziałania zapaści demograficznej wśród rodowitych Szwedów, mentalnie sprostytuowanych przez cywilizację śmierci i parszywy hedonizm, na niewiele się zda. Bowiem w tym roku rząd Szwecji popełnił koncertowe samobójstwo:
http://www.exponerat.info/swedish-government-calls-for-ethnic-cleansing-of-the-native-swedes/
Czyli każdy mieszkaniec Syrii może odtąd liczyć na bezwarunkowe prawo do pobytu w Szwecji. Biorąc pod uwagę że Szwecja liczy niecałe dziesięć milionów mieszkańców a Syria ponad dwadzieścia jeden, wnioski są oczywiste. Nie można też nie uwzględnić faktu iż odróżnienie Syryjczyka od Jordańczyka czy Irakijczyka przekracza możliwości szwedzkich urzędasów imigracyjnych. Więc na Bliskim Wschodzie nastały złote żniwa dla producentów paszportów i policjantów takowe wydających.
No to będą Svensonowie mieli za swoje. W porównaniu z tym co ich czeka, Kircholm to było kameralne i wyjątkowo spokojne wesele. Ale ani trochę ich nie żałuję. W końcu sami tych idiotów wybrali w niewątpliwie demokratycznych wyborach.
I jak tu nie przyznać racji Milom twierdzącej że inteligencję dzielimy na wrodzoną, nabytą i postępową? Co najwyżej można zauważyć że inteligencja postępowa to oksymoron doskonały.

Stary Niedźwiedź

wtorek, 10 grudnia 2013

Mandela



Zacząć muszę od wyjaśnienia luźnego związku powyższego klipu filmowego z tematem wpisu Tie Fightera. Ale skoro czcigodna AleksandraR prosiła mnie o zamieszczenie któregoś z dzieł Jacka Kaczmarskiego, nie mogę tej prośbie odmówić. A klip ten o tyle koresponduje z tematem postu iż tak jak i Pompeje, RPA jest dzisiaj czymś zupełnie innym niż dawniej.
A teraz oddaję głos autorowi.

Stary Niedźwiedź

05.12.2013, zmarł Nelson Mandela.
Na wstępie pokuszę się o stwierdzenie że czasem w swojej ignorancji, a czasem wprowadzeni w błąd, ulegamy pewnej presji i wpisujemy się w pewien odgórnie narzucony trend, bez jakiejkolwiek refleksji. Tak samo sprawy się mają w przypadku Nelsona Mandeli. Który na drodze jakiegoś niepojętego spisku w kręgach władz liczących się krajów i w światowych mediach, został wykreowany na nie tylko legendę walki o wolność ale też i niemal męczennika.
No właśnie:
„Pogromca apartheidu” , „męczennik”, „wielki ojciec wyzwolonej ludzkości”, oraz „bezstronny mediator w wielu kwestiach”.
Pozornie wszystko jest w porządku i świat przełyka bezmyślnie zaserwowaną papkę, bez cienia refleksji i bez zbędnego zadawania pytań. Niestety trafiło na takiego który jeszcze potrafi samodzielnie myśleć i niekoniecznie przyjmuje do wiadomości to, co zostało przewidziane dla ogółu.
Zatem do rzeczy. Na początek pragnę przedstawić Szanownym Czytelnikom garść informacji, których nie znajdziecie w mediach ogólnoświatowych, a nawet specjalnie podrasowanych oficjalnych biografiach naszego „męża stanu”.
Z wielkim zażenowaniem śledziłem w czwartek kolejne monumentalne wystąpienia kolejnych wielkich tego świata. Lejących rzewne łzy nad truchłem człowieka który żadną miarą na te glorie nie zasłużył.  O ile większość ludzi mniej lub bardziej mgliście kojarzy osobę Mandeli, to już mało kto zadał sobie minimum trudu aby zgłębić  cały życiorys owego męczennika, wykreowanego światowej opinii publicznej na kolejny „autorytet”. Przeciętnemu zjadaczowi bagietek, otumanionemu medialną kanonadą, wystarcza w zupełności informacja że „walczył o wolność i równość”. Jednak prawda jest zgoła inna i postać Mandeli obrosła legendą, bazującą na kilku podstawowych kłamstwach.
Kłamstwo pierwsze polega na dotyczy właśnie rzekomego męczeństwa. Nikt oczywiście nie zająknie się że zarzuty postawione Mandeli obejmowały działalność terrorystyczną, mająca na celu obalenie legalnego rządu. Działalność terrorystyczna naszego gołąbka pokoju zorientowana była na naruszenie istniejącego porządku prawnego oraz akty przemocy które doprowadziły do śmierci tysięcy ludzi, wliczając w to czarnych którym ponoć poświęcał swoją walkę. Zresztą wśród ludzi którzy ucierpieli w wyniku działalności Mandeli, przytłaczającą większość stanowili właśnie czarni. Byli to ludzie nie godzący się na obalenie systemu gwarantującego im stabilność i względnie przyzwoity poziom życia, zwłaszcza w porównaniu z innymi krajami Afryki.
W swojej autobiografii „Długa droga do wolności” wspomina on wydanie rozkazu podłożenia bomby na Chuch Street w Pretorii. Bomba ta zabiła 19 osób i raniła ponad 200 – oczywiście głównie czarnych. Proces sądowy w wyniku którego nasz laureat został skazany, nigdy nie został zakwestionowany zarówno pod względem otwartości, rzetelności jak i bezstronności, a odbywał się wedle najlepszych kanonów prawa rzymskiego. Nelsona Mandelę obwiniać należy za masakry które wybuchły w RPA i niestety trwają do dziś. Aby zdać sobie sprawę z następstw nawoływań Mandeli i odzewu jego rewolucjonistów wystarczy spojrzeć na statystyki z pięciu lat ich aktywności, na przestrzeni lat 1984-89. W tych latach zniszczonych zostało 1770 szkół, 7187 domów Murzynów podejrzanych o niewspieranie ANC, 10318 autobusów, 152 pociągi, 12188 prywatnych samochodów, 1256 sklepów i fabryk, 60 urzędów pocztowych, 47 kościołów i 30 szpitali.   Nie jest on oczywiście jedynym terrorystą z krwią na rękach, nagrodzonym Pokojową Nagrodą Nobla. Ale to już dobitnie świadczy o komitecie noblowskim jak i samej nagrodzie.
Kłamstwo drugie zbudowano wokół całkowicie fałszywej teorii jakoby Mandela uchronił RPA od krwawej wojny domowej. Otóż próbowano w sposób sztuczny podsycić strach przed rozlewem krwi, mającym miejsce w tamtym czasie w innych krajach Afryki. Ale wszystko to oparto na fałszywej przesłance jakoby to biali zajęli ziemie tradycyjnie przynależne rdzennym mieszkańcom. Nic bardziej mylnego gdyż biali osadnicy byli na tych ziemiach pierwsi a czarni stanowili ludność napływową. Zresztą w państwie o ustabilizowanej strukturze i sprawnie działającym wywołanie wojny domowej przez przysłowiowych kilku obdartusów, łącznie stanowiących grubo poniżej 10% całej populacji, było zwyczajnie niemożliwe. Zatem można się pokusić o stwierdzenie, że „działał on w przeciwnym kierunku”.  To właśnie Mandela do spółki ze słowackim Żydem Joe Slovo założyli organizację pod nazwą Włócznia Narodu, będącą zbrojnym ramieniem Afrykańskiego Kongresu Narodowego. Organizacja ta była odpowiedzialna za liczne masakry ludności cywilnej, jak na ironię czarnej, przeciwnej demontażowi istniejącego systemu (apartheidu). Prawdziwy rozlew krwi nastąpił dopiero po wywalczeniu wolności i kosztował życie 20 tysięcy ofiar, poległych w poprzedzających wybory starciach pomiędzy czarnymi mieszkańcami  RPA .
Kolejnym kłamstwem jest to że z Mandeli próbowano zrobić „uosobienie pacyfizmu” . Tymczasem w RPA mają miejsce zbrodnie wypełniające znamiona czystek etnicznych, dotykające członków białej społeczności . Napady murzyńskich band na farmy białych stały się codziennością i spowodowały śmierć ponad 3000 białych rolników a do ucieczki zmusiły kolejne 800 000. Ludzie ci nie mogli liczyć na jakąkolwiek ochronę działających ponoć organów państwowych. Na porządku dziennym są morderstwa, gwałty i dyskryminacja ze względu na kolor skóry, tylko że tym razem prześladowani są biali.  Wszystkie te „osiągnięcia” rządów Mandeli są oczywiście przez media starannie ukrywane przed światową opinią publiczną. Podobnie przemilczano zrujnowanie odziedziczonej przez ANC (African National Congress) gospodarki. Mandela, cieszący się pełnią władzy i poparciem międzynarodowym,  doprowadził do opuszczenia kraju przez wielkie firmy i wyszkolonych fachowców. Pod jego rządami  gospodarka kraju doprowadzona została do ruiny i mimo posiadania rozlicznych bogactw naturalnych sprowadzona została już nawet nie do średniej afrykańskiej ale znacznie poniżej. Mandela był nieprzejednanym promotorem niejakiego Petera Mokaba który wsławił się powiedzeniem „Kill the farmer”, otwarcie nawołującym do mordowania białych. A którego imieniem nazwano stadion na którym rozgrywane były Mistrzostwa Świata w piłce nożnej, słynne zresztą z permanentnego okradania sportowców przez lokalne bandy.
W 1996 roku Mandela wprowadził ustawę, która umożliwia dokonanie aborcji już 12 letnim dziewczynkom, bez względu na przyczynę do 12 tygodnia ciąży, a później z przyczyn ekonomiczno społecznych, co w praktyce oznacza bez ograniczeń, jeśli uwzględnić warunki ekonomiczne i społeczne w jakich przyszło żyć znakomitej większości jego rodaków.
W ramach podsumowania posłużę się cytatem, który znacznie lepiej oddaje to co sam chciałbym napisać:
Republika Południowej Afryki poprzez działalność i rządy czarnych komunistów Mandeli została zdegradowana do poziomu kraju Trzeciego Świata pod każdym względem. Obietnice kraju płynącego mlekiem i miodem zastąpiła rzeczywistość biedy, korupcji, przestępczości, prześladowań i braku perspektyw. Przypomnijmy, że od 1994 roku, czyli czasu, w którym władzę przejął ANC, zamordowano w bestialski  tysiące białych. Państwowa dyskryminacja przeciwko tej społeczności obejmuje m.in. reformy ziemskie i akcje afirmatywne, czyli tzw. “pozytywną dyskryminację”. Wielu białych zostało bez pracy z powodu koloru skóry, około 10 procent Afrykanerów zostało zmuszonych do życia w prowizorycznych obozach. Wszystko to jest wynikiem rządów Mandeli i jego partii. To osiągnięcia ikony pokoju i pojednania, laureata Pokojowej Nagrody Nobla. Fałszywy autorytet Mandeli jest usilnie podtrzymywany do dziś i zapewne będzie utrzymywany na długo po jego śmierci. Takich ludzi nakazują nam wielbić i szanować.

Tie Fighter



niedziela, 8 grudnia 2013

Szalejące ateobydło - postscriptum

Śmieszą mnie ludzie którzy usiłują patologię i wynaturzenia kreować na nowoczesność i nadawać temu znamiona ideologii. Gender to nic innego jak sankcjonowanie patologii, dopuszczanie do łamania zasad i terror wynaturzonej seksualności, z której zrobiono jakiś patologiczny, wyjątkowo złośliwy nowotwór który toczy społeczeństwo dając szybkie przerzuty do mózgu. Zainfekowani źle skończą i to nie budzi wątpliwości u każdego kto ma choć trochę rozumu.
Pociesza mnie fakt, że wśród coraz większej liczby młodych ludzi to kurewstwo, bo nie ma co się czaić z nazywaniem tego inaczej, jednak i na szczęście nie zyskuje aprobaty.
"Poprawność polityczna " i jej pomiot "tolerancja" otworzyła bramy islamowi i w efekcie końcowym wydaliła gender.
Te świństwa nie mają nic wspólnego z tolerancją i szacunkiem które należą się każdemu człowiekowi ale pod warunkiem, że będzie wzajemna. WZAJEMNA.
Ludzie, którzy nadal wierzą, że homoseksualiści, genderowcy, lesbijki czy wszelkiej maści krzykliwe, skrajnie roszczeniowe towarzystwo to ciemiężona i pozbawiona wolności grupa, niech sobie zrobią lobotomię, bo to wstyd aż tak nie mieć rozumu.
Takiego terroru wynaturzeń, rozwiązłości schowanej pod szyldem "wolności", zboczeń i lżenia religii, która dla miliardów ludzi od tysiącleci stanowiła kręgosłup cywilizacji, odbywającego się bezkarnie za pośrednictwem wszystkich nośników informacyjnych, jeszcze nasza cywilizacja nie widziała.
To nie chrześcijaństwo, nie religia, nie prawica, nie zasady i stosowanie prawa jest winne rozkładowi zachodniej cywilizacji jak głoszą wyznawcy genderyzmu i ateotaliban, kolejna mutacja nowotworowa naszych czasów.
Ten wyjątkowo złośliwy rak zwany jest przez pomyłkę "tolerancją" i zamiennie "wolnością".
Znane od zarania wieków znaczenie "tolerancji" straciło jakikolwiek sens w rękach ludzi, którzy w ocenie każdego porządnego człowieka jawią się jako zwykła i znana od wieków patologia i niestety kojarzy się jako śmiertelne zagrożenie.
Nie wiem czy dożyję czasów kiedy "tolerancja" będzie znowu oznaczała WZAJEMNE poszanowanie praw drugiego człowieka, trzymanie się zasad obowiązującego prawa i poszanowanie wartości które od wieków były uznane za wartości ważne, uniwersalne dla człowieka np. Dekalog.
To co obejrzałam w filmie jest wstrętną patologią. Niczym ponadto.

EwaL 

czwartek, 5 grudnia 2013

Szalejące ateobydło




W swoim komentarzu czcigodny AS podesłał mi link do klipu filmowego pokazującego czym w praktyce jest „tolerancja” którą wycierają sobie nieustannie pyski zboczeńcy, genderówy, „wolnościowcy” oraz wszelka pomniejsza lewacka swołocz. A czcigodna AleksandraR wyraziła opinie że jest to dobry temat na kolejny wpis na „Antysocjalu”. Jej życzenie jest dla mnie rozkazem zatem przystępuję do pracy. Sam klip, jak szanowni Goście mogą się przekonać, pokazuje rozszalałe półnagie bydło atakujące wiernych osłaniających gmach katedry. I zachowujących zdumiewającą powściągliwość wobec wpychanych im przed oczy satanistycznych symboli, napisów w sposób wyjątkowo plugawy obrażających Zbawiciela czy palenia kukły papieża Franciszka.
Temat ten zdążyła już poruszyć i ów klip zaprezentować czcigodna Flavia. I sama będąc agnostyczką, stwierdziła że na miejscu tych atakowanych i opluwanych chrześcijan, sama przywaliłaby któremuś z tych tęczowych łobuzów.
Nie ukrywam że fakt ten skłonił mnie do zastanowienia się nad niektórymi aspektami lewackiej ofensywy w realiach polskich.
Kością niezgody jest penalizacja obrazy uczuć religijnych. Spotkałem się już z opiniami iż nie jest rzeczą konsekwentną z jednej strony popieranie istnienia tego paragrafu a z drugiej protestowanie przeciwko próbom wprowadzenia regulacji prawnych penalizujących „mowę nienawiści”. Czyli tłumacząc z euroklangoru na polski, karanie na przykład za nazwanie zboczeńca zboczeńcem, aborcji zabójstwem a o pewnej nacji wypowiadanie opinii nie będących padaniem plackiem przed takową.
Do zakazu obrazy uczuć religijnych mam podstawowe zastrzeżenie: jest on w polskich realiach przepisem całkowicie martwym. Zatem większość Polaków de facto nie jest w żaden sposób chroniona przed wyczynami cwelebrytów, drących Pismo Święte czy twierdzących iż jest Ono dziełem narkomanów. Czyli stan faktyczny jest następujący. Wrzaskliwa i bezczelna mniejszość nieustannie dokonuje coraz bardziej chamskich prowokacji, nierzadko za pieniądze podatników. I do tego zawsze może liczyć na obronę przez media głównego rynsztoku (mówienie w naszych realiach o „mainstreamie”  byłoby wielkim nadużyciem). Przykładem może być choćby „dzieło” jakiegoś śmiecia przedstawiające nagiego mężczyznę czochrającego się genitaliami o krucyfiks. To łajno było prezentowane w państwowym (czyli finansowanym z podatków) muzeum zaś dyrektorowi czy komisarzowi tej wystawy oczywiście włos nie spadł z głowy. Bo na chrześcijaństwo w Polsce można pluć bezkarnie. Nie muszę chyba przekonywać że symbole judaizmu czy islamu są przed takim gówniarstwem bezpieczne. W pierwszym przypadku osoby odpowiedzialne za taka „prowokację artystyczną” wyleciałyby z posady na zbitą mordę a w jakimkolwiek muzeum bez konieczności kupienia biletu mogłyby się pojawić co najwyżej jako operator mopa. A w drugim byłaby spora szansa iż łeb takiego „promotora sztuki” zostałby odnaleziony na jakimś śmietniku.
Wszyscy którzy czytali lub oglądali „Ojca chrzestnego” pamiętają zapewne wątek Amerigo Buonasery. Ów właściciel zakładu pogrzebowego starał się być wzorowym  obywatelem Stanów Zjednoczonych, wierzył w amerykańską demokrację, lojalnie wywiązywał się z wszystkich obowiązków obywatelskich. I tak było dopóki jego córka nie została brutalnie zgwałcona i skatowana przez dwóch łajdaków. A gdy okazało się że sąd wymierzył im za to karę więzienia w zawieszeniu, Buonasera poszedł szukać sprawiedliwości u Don Vito Corleone.
Oczywiście nie zamierzam kogokolwiek namawiać na zastąpienie wielce nadszarpniętego autorytetu „państwa prawa” (tym pojęciem szermuje już tylko pewien wysokonakładowy szmatławiec plus grupa idiotów która to czyta i traktuje serio) wiarą w czynienie sprawiedliwości przez jakichś "Dziadów" czy "Pershingów". Zresztą sama powieść Mario Puzo była ciągniętą za uszy próbą wybielenia Cosa Nostra poprzez przedstawienie jej w romantycznym a więc i z gruntu fałszywym świetle. Ale w Polsce mamy nieliche tradycje konspiracyjne. Poczynając od Państwa Podziemnego podczas II Wojny Światowej a kończąc na drugim obiegu literatury i prasy za Jaruzela. Wygląda wiec na to że nadchodzi czas aby znowu zacząć brać sprawy we własne ręce. Bo wprawdzie w Piśmie Świętym jest mowa o nadstawieniu drugiego policzka ale nigdzie nie ma tam wzmianki o nadstawianiu drugiego pośladka gdy jakieś bydlę kopnie w pierwszy.
A ateotalibańskie bydło naprawdę nie musi być nakłonione do okazania szacunku dla naszych wartości, jak to się wydaje dziecięco naiwnym idealistom. Wystarczy że wreszcie zacznie się bać. Bo jak mi powiedział w prywatnej rozmowie Czcigodny Refael, gdy ktoś obraża matkę, najpierw należy rozwalić mu mordę a dopiero potem sprawdzić komu.
Ze względów osobistych (zabieg medyczny) w piątek i w sobotę mogę mieć problemy z odpowiadaniem na bieżąco na komentarze Szanownych Czytelników. I z góry proszę o wybaczenie usterek korektorskich.

Stary Niedźwiedź

piątek, 29 listopada 2013

Diabłu świeczkę i Panu Bogu ogarek

Te kilka słów publikuję na „Antysocjalu” choć skierowane są do Erinti. Ale od czasu gdy zatraciła ona nie tylko poczucie miary ale i elementarną przyzwoitość, uwagi pod jej adresem muszę umieszczać na blogach osób trzecich. Niedawno musiałem skorzystać z blogu Flavii, teraz o gościnę poprosiłem Starego Niedźwiedzia. Bowiem praktyka dowiodła że na blogu Erinti cierpkie uwagi na temat rzekomo obowiązujących tam reguł mają taką szanse na opublikowanie jak krytyka sitwesów z The Holocaust Industry w gazetce bez napletka.
W mojej ocenie zjazd tego bloga z górki na pazurki rozpoczął się od karczemnej awantury wszczętej przez głupszą od własnego zadka genderówę o ksywie Julianne. Na jej bluzgi i kretyńskie zarzuty pod adresem konserwatystów odpowiedzieli inni czytelnicy którzy nie mogli ścierpieć tych bredni. Na porządnym blogu zadymiara dostałaby żółtą kartkę a następnie wyleciałaby na zbitą mordę. A Erinti zastosowała odpowiedzialność zbiorową. Najpierw zablokowała komentowanie. A potem przywróciła, ale komentarze są moderowane.
Czyli przez jedną idiotkę wszyscy dostali w skórę. O ile mi wiadomo, nazywa się to odpowiedzialnością zbiorową. Sam się z nią jeszcze w świecie realnym nie spotkałem, znam ją jedynie z opowieści dziadka i ojca. Ale to się działo w Generalnej Guberni.
Po przywróceniu komentowania z moderacją pojawiła się informacja że nie będą tolerowane wulgaryzmy ani aluzje czy ataki na innych komentatorów. Poza tym dyskusja jest jak najbardziej możliwa.
Sraty pierdaty, jak mawiali starsi ludzie.
Gdy w dyskusji na temat nauczania domowego znany mi z „Antysocjala” i korespondencji Refael napisał do niej:
„Z całym szacunkiem, ale jako osoba bezdzietna, w mojej opinii nie jesteś kompetentna do wypowiadania się na temat homeschoolingu. Jeśli chcesz dowiedzieć się na ten temat czegoś od osoby kompetentnej zapraszam Cię do pastora Pawła Bartosika http://www.pbartosik.pl, który swoje dzieciaki kształci w taki właśnie sposób.”
Nastąpiła histeryczna reakcja:
„Ooo czekałam na taki komentarz, naprawdę czekałam na argument typu nie możesz mówić bo.... Tak to jest argument nie do zbicia, faktycznie. Nie mam prawa mieć zdania o szkolnictwie bo nie mam dzieci. Super. Wiesz co? Cenzurować to możesz swój blog a ja będę pisać o czym mi się podoba.”
A gdy Refael sprecyzował:
„Nie napisałem, że NIE WOLNO ci pisać, tylko, że nie jesteś kompetentna. To ogromna różnica. Zresztą OK, czy masz jakieś poparcie z obserwacji dzieci homeschoolersów? Z iloma homescholersami rozmawiałaś?”
Dostał od rozhisteryzowanej dziewczynki bana. Jego pożegnanie, nie zawierające żadnych wulgaryzmów (wiem to z prywatnej rozmowy), oczywiście utknęło w moderacji.
Gdy pkanalia nałgał jak …. pkanalia (psy lubię więc ich nie obrażę) na temat rzekomej treści już wstawionego a potem dziwnym trafem usuniętego przez Erinti komentarza Starego Niedźwiedzia, było to bezdyskusyjne złamanie ponoć obowiązujących od niedawna zasad. Ale to obsmarowywanie gównem w niczym Erinti nie przeszkadzało. Za to gdy Stary Niedźwiedź nieco naiwnie chciał skorzystać z prawa do repliki (jej treść mi przysłał), jak się dowiedziałem z telefonicznej rozmowy, został przez Erinti zbesztany. No cóż, Orwell przewidział że są i będą równi i równiejsi.
Kilka razy pokonując wstręt zajrzałem na blog pkanalii jedynie jako zwiadowca aby wiedzieć co słychać w obozie wroga (na wojnie rzecz ważna). Jego ozdobą jest zdjęcie jakiejś nagiej kurewki (wystarczy spojrzeć na wulgarną gębę) w czepku zakonnicy z krucyfiksem na sposób satanistyczny (czyli do góry nogami) w tyłku. Odwiedzanie takiego bloga dla przyjemności jest dowodem że osoba która to robi pozbawiona jest choć odrobiny dobrego smaku. A jeśli do tego wciska kit że jest chrześcijanką, należy popukać się w czoło i poprosić aby takie bzdury opowiadała Julianne lub Kirze. Ale gwoździem programu był pewien komentarz. Pkanalia zauważył że w sejmie zamiast gadających posłów wolałby striptiz na rurze o ile nie byłaby to posłanka Pawłowicz. Na co Erinti odpowiedziała że to byłby hardcore.
Pani profesor prawa Krystyna Pawłowicz jest bodaj czy nie najbardziej godnym szacunku posłem tej kadencji. Niedawno miałem przyjemność słuchać w radiu jej prelekcji i nie zapomnę wrażenia jakie zrobiła na mnie jej głęboka wiedza połączona z umiejętnością przedstawiania trudnej tematyki w sposób przejrzysty i zrozumiały dla każdego śmiertelnika (no, może z wyjątkiem dwóch pereł w koronie blogu Erinti). Dlatego takie prostackie podśmichujki bardziej przystoją jakiejś „blacharze” niż osobie z doktoratem. I żeby było śmieszniej, członkini elitarnego klubu akademickiego do którego należy również pani profesor Pawłowicz. Gdy o tym powiedziałem Staremu Niedźwiedziowi, nie chciał mi uwierzyć. Ale po naocznym obejrzeniu stwierdził że przeżył kolejne rozczarowanie.
Gdybym ja pozwolił sobie na taki numer, mój ś.p. Ojciec, jeden z „żołnierzy wyklętych”, pewnie wstałby z grobu żeby strzelić mnie w gębę. Erinti twierdzi że dwie osoby z jej rodziny podczas wojny walczyły w AK. Więc na jej miejscu bym uważał.
A co się tyczy pkanalii, swego czasu zawarłem z nim zawieszenie broni aby uniknąć awantur na dwóch blogach które obydwaj odwiedzaliśmy. Niedawno zaprzestałem wizyt na blogu „terapeutki” której wisiało reklamowanie u niej ćpania a za swoją misję uważała szukanie porozumień ponad podziałami poprzez mieszanie honoru z moralnym gnojem. A teraz opuszczam blog Erinti więc rozejm uważam za zakończony. Najbardziej porażający jednak był dla mnie relatywizm Erinti w traktowaniu poszczególnych gości, bowiem z jednej strony wywala z bloga w sposób brutalny Refaela (pozdrawiam) za rzekome dyktowanie jej co może, a czego nie może na swoim blogu, a jednocześnie w odpowiedzi skierowanej do mnie stwierdza, że wprowadziła moderację pod wpływem uwag licznych gości zażenowanych ponoć poziomem dyskusji. No cóż, jedni jak widać mogą sobie pozwolić na krytyczne uwagi odnośnie prowadzenia bloga, a inni już nie. Skądś to już znamy. Chciałbym jednak poznać nicki tych, których uwagi Erinti jednak przyjmuje i skonfrontować je z ich rzeczywistym wkładem w dyskusję, zwłaszcza od strony merytorycznej. Jeśli sądzisz Droga Erinti, że Twój blog zdominowany przez mega kretynkę Julianne, której wypociny urągają przecież Twojej inteligencji, czy kolejne bluźnierstwa człowieka deklarującego się jako satanista i obrażającego póki co naszą wspólną wiarę, nadadzą twojemu blogowi jakiś szczególny walor, to niestety muszę Cię rozczarować, bowiem zmieni to tylko twój blog w miejsce kolejnej klęski tego co przyzwoite, tradycyjne i normalne, na rzecz wszystkiego tego, czego uczciwy człowiek powinien się wystrzegać i brzydzić. Co się z Tobą stało? Na przestrzeni kilku miesięcy zmieniłaś się nie do poznania. Z osoby która w sposób bezkompromisowy była gotowa bronić swoich przekonań i wartości, stałaś się osobą gotową kupczyć tymi wartościami w imieniu jakichś bliżej niezdefiniowanych celów, wywodzącymi się raczej z ideologii gender, niż uniwersalnych wartości płynących z dziesięciu prostych zasad, które powinny być bliskie każdemu przyzwoitemu człowiekowi. Może zamiast kierować się bliżej niezdefiniowaną tolerastią, powinnaś wziąć przykład z Szanownej Flavii (pozdrawiam), która jako agnostyczka, potrafiła się zdobyć na obronę tego co dobre, kosztem dokonania bardzo trudnego wyboru, bez oglądania się na statystyki odwiedzin na swoim blogu.
Staremu Niedźwiedziowi dziękuję za udostępnienie łamów „Antysocjala”. Bo pomijając może przydługi wywód, Erinti by czegoś takiego nie opublikowała, no chyba że podpisałbym go nickiem Julianne, antydogmatyk, pkanalia, albo Kira.
P.S.
Proszę Szanownego Gospodarza, aby w drodze wyjątku umożliwił komentowanie absolutnie wszystkim i bez żadnych ograniczeń, bowiem swój wpis kieruję nie tylko do Ciebie Szanowna Erinti, ale również do innych blogmasterów i komentatorów, którzy stoją wobec podobnych wyborów i nie do końca wiedzą, którą ścieżkę wybrać.


Tie Fighter

niedziela, 24 listopada 2013

Wolność versus "wolnosciowcy"

W swoim pierwszym komentarzu na „Antysocjalu” pan Adam Grudziński, którego od niedawna mam honor gościć a jego blog linkować na mojej witrynie, powiedział kilka ważkich słów o pojęciu „wolność”. I posługując się fredrowska „Małpą w kąpieli” przypomniał że nie jest ono tożsame z jakimś (uczciwszy uszy) „róbta co chceta”.
Temat ten haniebnie zaniedbałem w swoich rozważaniach, koncentrując się na najbardziej splugawionej „tolerancji”. Której wraz z „empatią” i „feminizmem” (czyli bez cudzysłowu feminazizmem) poświeciłem swój tryptyk o politpoprawizmie czyli dochodzącym z piekła chichocie łajdaka Gramsciego. Więc czas nadrobić tę zaległość.
Dla chrześcijanina sprawa jest prosta. Pan Bóg dał człowiekowi wolną wolę czynienia dobra bądź zła. A w odpowiednim czasie za swoje ziemskie uczynki każdy człowiek będzie rozliczony. Przez Sąd przed którym żadna cwana papuga nie udowodni że czarne jest białe. I nawet na telefon od Donka do Sędziego nie ma co liczyć. Oczywiście jakiś „filozof etyk” w rodzaju wyjątkowo zakłamanego kaszalota z profesorskim tytułem czy „moralistka” pokroju pewnej zidiociałej babci klozetowej, uwielbiającej odmieniać słowo „moralność” przez wszystkie przypadki, mogliby wyjechać z zarzutem ze postępowanie chrześcijanina jest interesowne. Ale dla mnie bojaźń Boża nie jest czymkolwiek nagannym. Więc takie zastrzeżenia nadają się do umieszczenia w miejscu które owa babcia, przynajmniej w teorii, powinna odpowiednio często traktować jakimś wc-czyścidłem.
W trudniejszej sytuacji są agnostycy a zwłaszcza ateiści. Ci ostatni będąc przekonani że po śmierci jedynie zamkną obieg materii w przyrodzie, zmuszeni są do sporego wysiłku aby własnymi siłami stworzyć sobie jakiś sensowny kodeks moralny, nie będący jedynie ordynarną kopią "filozofii Kalego", a następnie stosować się do jego nakazów. Jeśli im się to uda, nie widzę powodów aby nie uważać ich za porządnych ludzi. Bo im po prostu jest trudniej. I w tym „trudniej” proszę nie doszukiwać się jakiejś mojej deprecjacji czy ironii. Bo uważam to jedynie za powód do szacunku dla takich ludzi.
A więc „wolność” jako osamotnione pojęcie nie ma większego sensu. Bowiem może stać się uzasadnieniem do nieograniczonego szkodzenia sobie i innym. Słowo to staje się wartością dopiero w połączeniu z sensownym kodeksem moralnym oraz odpowiedzialnością. Gdy odpowiedzialność pozwoli nam przewidzieć skutki takiego czy innego postępowania zaś kodeks moralny spowoduje odrzucenie tego co jest naganne, choćby nawet w danych warunkach nie groziło sankcjami karnymi, można korzystać z wolności.
Podawanie przykładów w stylu konieczności zwrócenia emerytce portmonetki która wypadła jej z torebki podczas robienia zakupów, byłoby wyważaniem otwartych drzwi a część Szanownych Czytelników mogłaby się obrazić za aż tak skrajną łopatologię. Zatem pozwolę sobie sypnąć jedynie garść antyprzykładów. Wszystkie pochodzić będą z grona najgorszego ludzkiego chłamu jakim bez wątpienia są istoty człekokształtne same siebie nazywające „wolnościowcami”.
Ładne kilka lat temu na „Antysocjalu” próbował grasować entuzjasta „zliberalizowania” przepisów regulujących ruch drogowy. Wzorem pewnego kretyna w muszce wył ze zgrozy na samą myśl o obowiązku zapinania pasów przez osoby jadące samochodem. Ale to jeszcze mały Pikuś. Za „socjalizm” (wolnościowy szrot socjalizmem nazywa wszystko co nie jest ich umiłowaną anarchią) uważał potrzebę zdawania egzaminu na prawo jazdy oraz zakaz prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu czy narkotyków. „Łaskawie” godził się dopiero na ukaranie bydlęcia które w takim stanie spowodowało wypadek komunikacyjny, połączony z utratą życia lub uszczerbkiem na zdrowiu osób w nim uczestniczących. Odpowiedziałem że ostatnie przypadki wskrzeszenia zmarłego czy przywrócenia żyjącemu utraconej części ciała o jakich słyszałem, miały miejsce prawie dwa tysiące lat temu w szczególnych okolicznościach. Na co usłyszałem że czym to jest wobec idei WOLNOŚCI. Przez szacunek dla Szanownych Czytelników musiałem takie coś dożywotnio wywalić z „Antysocjala”.
Inna podobna śpiewka dotyczyła narkotyków. Wyjeżdżano z argumentacją że dorosły człowiek wie co robi więc powinien móc kupić co tylko mu się podoba. A poza tym legalizacja handlu rzekomo będzie zabójczym ciosem w gangi. Zaś jako przeciwnik narkomanii powinienem się cieszyć z tego ze ten i ów szybko się zaćpa i „problem sam się rozwiąże”. Tacy „teoretycy” , uzbrojeni jedynie w wulgarny pseudoliberalizm a o problemie narkomanii wiedzący tyle co przeciętny mieszkaniec Mongolii o żegludze dalekomorskiej, nie pomyśleli rzecz jasna o tym jakie piekło narkoman może zgotować swojej rodzinie. A zwłaszcza o nieletnich którym taka legalizacja otworzyłaby bramę do piekła. Oczywiście usłyszałem „pieprzenie w jointa” iż narkotyki byłyby sprzedawane jedynie pełnoletnim. Na która to brednię odpowiedziałem że tytoń też teoretycznie sprzedawany jest dorosłym. Tyle tylko że nieletni nie mają obecnie cienia problemu ze zdobyciem papierosów. Więc z narkotykami byłoby identycznie. I dlatego w kwestii handlu narkotykami jestem entuzjastą modelu singapurskiego. Bo w tym kraju handel śmiercią, wobec perspektywy ukarania również śmiercią za takowy, został ograniczony niemal do zera. Zadając kłam bredniom jakoby było to niemożliwe.
W tej kwestii niedawno na mojej witrynie miało miejsce nawrócenie. Ponieważ ów Gość nie upoważnił mnie do podania swojego nicka, powiem tylko że skutecznie wyleczył się ze swojego narkoliberalizmu. A cudownym lekarstwem okazała się konieczność przebywania przez niezbyt długi czas w towarzystwie narkomana i znoszenia jego brewerii.
Na koniec zaś kolej na trzecią cześć „wolnościowego” zbydlęcenia czyli sprawy związane z seksem.
Wbrew łgarstwom „wolnościowego” pomiotu jakoby „katole” marzyły o zaglądaniu innym pod kołdrę, nie mam najmniejszego zamiaru tego robić. I wręcz przeciwnie, żądam aby przestrzeń publiczna była wolna od epatowania takimi widokami ludzi którzy tego sobie po prostu nie życzą. Przy czym jeśli na ulicy czy w parku chłopak spontanicznie pocałuje dziewczynę, człowiek dobrze wychowany po prostu uda że tego nie widzi. A już na pewno nie będzie się na to gapić. Ale pchanie łap do wnętrza garderoby drugiej osoby w miejscu publicznym to już zwykłe chamstwo. A już szczególnie odrażające są żądania zboczeńców by inni ich „zobaczyli”. Czyli tłumacząc z pedalskiego na polski, zaakceptowali i dodatkowo wyrazili swój podziw dla tego „w pełni normalnego” sposobu zaspokajania potrzeb seksualnych. Człowiek o fizjologicznej a nie patologicznej konstrukcji psychicznej sprawy intymne załatwia w gronie dwojga osób. I tak powinno zostać. Wielka Margaret Thatcher zakończyła proces depenalizacji homoseksualizmu. Ale po ulicach brytyjskich miast nie śmiały się za jej rządów szwendać jakieś „parady” zaś pederaści byli z brytyjskich sił zbrojnych usuwani z mocy prawa. Bo Żelazna Dama wiedziała gdzie kończy się tolerancja.
Ostatnim gorącym tematem wiążącym się z pokracznie pojmowana „wolnością” jest aborcja. Która zawsze jest złem, tyle tylko że w niektórych, możliwych do zdefiniowania przypadkach, jest tym mniejszym złem. I dlatego w zasadzie akceptuję obecnie obowiązującą w Polsce ustawę, regulującą tę kwestię. A z obrzydzeniem odrzucam wszelkie postulaty zalegalizowania „aborcji na życzenie” i pokraczne moralne fikołki w rodzaju twierdzenia że poczęte dziecko nie jest człowiekiem. Czy drugie bezczelne kłamstwo jakoby to dziecko było „częścią ciała kobiety” a zatem może ona z nim uczynić co jej się żywnie spodoba. Nieukom którzy tak twierdzą polecam zapoznanie się ze słowem genom. Ale o tej sprawie była już obszerna dyskusja pod trzecią częścią „Chichoty Gramsciego” z 7 listopada b.r. A jedyny uczestnik dyskusji który bronił owego rzekomego „prawa” odniósł jeszcze mniejszy sukces niż sprzedawca łyżew w saharyjskiej oazie.

Stary Niedźwiedź