Hrabia Agenor Maria Gołuchowski herbu Leliwa, drugi ordynat na Skale Podolskiej, syn opisanego w poprzednim odcinku Agenora Romualda zwanego starszym i hrabianki Marii Karoliny z Baworowskich, urodził się we Lwowie 25 marca 1849. Tak jak i ojciec oraz młodszy brat Adam (wielokrotny poseł i marszałek sejmu krajowego Galicji), poświęcił się polityce, co oczywiście oznaczało działalność w strukturach państwa austro-węgierskiego. Za sferę swojej działalności obrał dyplomację.
Pracę w służbie dyplomatycznej rozpoczął w roku 1872, obejmując stanowisko attaché w ambasadzie w Berlinie. Po śmierci swojego ojca w roku 1875 niejako odziedziczył po nim fotel w Izbie Panów – wyższej izbie parlamentu austriackiego. Działalność dyplomatyczną kontynuował w latach 1883 – 87 na stanowisku radcy ambasady w Paryżu.
W roku 1885 poślubił tamże księżniczkę Annę Murat, prawnuczkę Joachima Murata, marszałka Francji, króla Neapolu i szwagra Napoleona Bonaparte. W małżeństwie tym urodzili się trzej synowie: Agenor Maria, III ordynat na Skale, Wojciech Agenor, senator II RP oraz Karol Maria Agenor.
Między 1887 a 1894 kierował przedstawicielstwem dyplomatycznym swojej monarchii w Rumunii, już w randze ambasadora. Ze swoich obowiązków musiał wywiązywać się więcej niż dobrze, skoro w roku 1895 został cesarsko – królewskim ministrem spraw zagranicznych, czyli jednym z trzech „superministrów” Austro - Węgier.
Gołuchowski Młodszy zdawał sobie sprawę ze słabości militarnej państwa kilkunastu narodów, nierzadko w stosunku do siebie zantagonizowanych, których dążenia niepodległościowe z czasem mogą jedynie narastać. Dlatego pozbawiony udziału państw trzecich konflikt zbrojny Austro – Węgier z Rosją uznał za niekorzystny z punktu widzenia polskiej racji stanu. Bowiem na wszelkich korektach terytorialnych galicyjscy Polacy mogli jedynie stracić część tego, co z takim trudem wywalczył dla nich jego ojciec. To spowodowało, że nie prowokował kolejnych zaognień relacji z państwem carów, a na Bałkanach, gdzie rywalizacja trwała od ponad stu lat, starał się w spornych kwestiach szukać kompromisów. Co po części mu się udawało, bowiem w ostatniej dekadzie XIX stulecia Rosja też nie tyle chciała co musiała sięgać w tym rejonie po rozwiązania traktatowe. Oczywiście zapewnień Rosji iż pragnie ona pokoju, nie traktował serio. W końcu był zawodowym dyplomatą państwa z ówczesnej europejskiej ekstraklasy a nie pułkownikiem artylerii konnej, do dyplomacji wziętym z łapanki.
W relacjach z II Rzeszą popierał ją tam, gdzie w żaden sposób nie kolidowało to z polskimi interesami. Dzięki temu zdobył sobie zaufanie kajzera Wilusia Drugiego, co pozwoliło mu w roku 1901 interweniować w Berlinie w obronie bitych we Wrześni polskich dzieci, niestety ze znikomym skutkiem.
Ale prawdziwą klasę jako Polak i dyplomata pokazał w roku 1903. Opis tej historii wymaga cofnięcia się do 30 stycznia 1889. Tego dnia w podwiedeńskim zameczku myśliwskim Mayerling, jak głosi wersja oficjalna, znaleziono zwłoki następcy tronu arcyksięcia Rudolfa i jego siedemnastoletniej kochanki baronówny Marii Vetsery. Wspomniana wersja oficjalna, nie stawiająca monarchii w najlepszym świetle, mówiła o podwójnym samobójstwie nieszczęśliwych kochanków. Temat wart osobnego wpisu. Ale samobójstwo było przynajmniej wówczas silnym przeciwwskazaniem do katolickiego pogrzebu. Franciszek Józef wysłał w tej sprawie do papieża Leona XIII sążnistą depeszę, osobiście przez siebie zaszyfrowaną , a ten udzielił zgody na katolicki pochówek Rudolfa. Przeciwko czemu protestowało wielu hierarchów, w tym ówczesny sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, kardynał hrabia Mariano Rampolla del Tindaro.
Gdy Leon XIII zmarł w roku 1903, Rampolla był murowanym faworytem konklawe. Jako człowiek o olbrzymich ambicjach już wcześniej wdał się w konszachty z prawosławną Rosją obiecując jej, że w przypadku wyboru zastąpi w liturgii na terenie jej zaboru język polski rosyjskim. Niektóre źródła sugerują też jakieś więcej niż podejrzane konszachty tego „katolika” z protestanckimi Prusami. Skutkiem tak bezczelnej prowokacji mogło być nawet kolejne antyrosyjskie powstanie, rzecz jasna z góry przegrane.
Gołuchowski wziął sprawy w swoje ręce, do spisku wciągnął też kardynała krakowskiego Jana Puzynę. Przypomniał cesarzowi zarówno o „zasłudze” Rampolli dla Domu Habsburskiego, jak i o stosowanym od XVII wieku prawie ekskluzywy. Oznaczającym iż arcykatolicki cesarz Niemiec, arcychrześcijański król Francji oraz arcykatolicki król Hiszpanii mogą zawetować podczas konklawe jednego z kandydatów do tronu papieskiego. Dla udającego się na konklawe kardynała Puzyny załatwił audiencję u cesarza, a ten ostatni upoważnił kardynała do zgłoszenia w imieniu Franciszka Józefa sprzeciwu wobec kandydatury Rampolli. Mówiąc językiem moich studentów, politykier z nadętym jak balon ego oraz jego szalikowcy mogli już sobie pójść na drzewo prostować banany. A nowym papieżem został Pius X, którego znani mi katolicy przedsoborowi darzą wielkim szacunkiem.
Działalność ministerialną hrabia Agenor Młodszy zakończył w roku 1906. Poświęcił się wtedy działalności parlamentarnej będąc przewodniczącym polskiego klubu w Izbie Panów. Podczas I Wojny Światowej próbował bronić polskich interesów, ale czasy najlepszej koniunktury dla Polaków w dualistycznej monarchii już minęły. De facto rządzące nią koła wojskowe były Polakom niechętne. Gołuchowskiemu nie udało się przeforsować kandydatury generała Tadeusza Jordana Rozwadowskiego na stanowisko namiestnika Galicji. A gdy na mocy Traktatu Brzeskiego (tego z lutego, a nie marcowego, zawartego z Sowietami!) Austria przekazała świeżo wystruganej z banana Ukrainie Chełmszczyznę, polscy parlamentarzyści obydwu izb ogłosili koniec jakiejkolwiek współpracy z rządem. Po kilku miesiącach nie było już z kim współpracować.
W II Rzeczypospolitej ograniczał się do debat politycznych w Warszawie i we Lwowie. Na brak większej aktywności składały się zarówno wiek i stan zdrowia, jak i brak zainteresowania jego doświadczeniami dyplomatycznymi zdobytymi na półce zdecydowanie wyższej od tej, na której lokowali się dyplomaci II RP.
Spośród jego orderów ograniczę się do wymienienia jedynie Orderu Złotego Runa. I przypomnienia, że w odróżnieniu od wersji hiszpańskiej, w wersji austriackiej miał on tylko jedną klasę a osoby nie będące głowami koronowanymi odznaczano nim bardzo rzadko.
Zmarł w pałacu Gołuchowskich we Lwowie 28 marca 1921. Pochowany został na Cmentarzu Łyczakowskim.
Stary Niedźwiedź
Pracę w służbie dyplomatycznej rozpoczął w roku 1872, obejmując stanowisko attaché w ambasadzie w Berlinie. Po śmierci swojego ojca w roku 1875 niejako odziedziczył po nim fotel w Izbie Panów – wyższej izbie parlamentu austriackiego. Działalność dyplomatyczną kontynuował w latach 1883 – 87 na stanowisku radcy ambasady w Paryżu.
W roku 1885 poślubił tamże księżniczkę Annę Murat, prawnuczkę Joachima Murata, marszałka Francji, króla Neapolu i szwagra Napoleona Bonaparte. W małżeństwie tym urodzili się trzej synowie: Agenor Maria, III ordynat na Skale, Wojciech Agenor, senator II RP oraz Karol Maria Agenor.
Między 1887 a 1894 kierował przedstawicielstwem dyplomatycznym swojej monarchii w Rumunii, już w randze ambasadora. Ze swoich obowiązków musiał wywiązywać się więcej niż dobrze, skoro w roku 1895 został cesarsko – królewskim ministrem spraw zagranicznych, czyli jednym z trzech „superministrów” Austro - Węgier.
Gołuchowski Młodszy zdawał sobie sprawę ze słabości militarnej państwa kilkunastu narodów, nierzadko w stosunku do siebie zantagonizowanych, których dążenia niepodległościowe z czasem mogą jedynie narastać. Dlatego pozbawiony udziału państw trzecich konflikt zbrojny Austro – Węgier z Rosją uznał za niekorzystny z punktu widzenia polskiej racji stanu. Bowiem na wszelkich korektach terytorialnych galicyjscy Polacy mogli jedynie stracić część tego, co z takim trudem wywalczył dla nich jego ojciec. To spowodowało, że nie prowokował kolejnych zaognień relacji z państwem carów, a na Bałkanach, gdzie rywalizacja trwała od ponad stu lat, starał się w spornych kwestiach szukać kompromisów. Co po części mu się udawało, bowiem w ostatniej dekadzie XIX stulecia Rosja też nie tyle chciała co musiała sięgać w tym rejonie po rozwiązania traktatowe. Oczywiście zapewnień Rosji iż pragnie ona pokoju, nie traktował serio. W końcu był zawodowym dyplomatą państwa z ówczesnej europejskiej ekstraklasy a nie pułkownikiem artylerii konnej, do dyplomacji wziętym z łapanki.
W relacjach z II Rzeszą popierał ją tam, gdzie w żaden sposób nie kolidowało to z polskimi interesami. Dzięki temu zdobył sobie zaufanie kajzera Wilusia Drugiego, co pozwoliło mu w roku 1901 interweniować w Berlinie w obronie bitych we Wrześni polskich dzieci, niestety ze znikomym skutkiem.
Ale prawdziwą klasę jako Polak i dyplomata pokazał w roku 1903. Opis tej historii wymaga cofnięcia się do 30 stycznia 1889. Tego dnia w podwiedeńskim zameczku myśliwskim Mayerling, jak głosi wersja oficjalna, znaleziono zwłoki następcy tronu arcyksięcia Rudolfa i jego siedemnastoletniej kochanki baronówny Marii Vetsery. Wspomniana wersja oficjalna, nie stawiająca monarchii w najlepszym świetle, mówiła o podwójnym samobójstwie nieszczęśliwych kochanków. Temat wart osobnego wpisu. Ale samobójstwo było przynajmniej wówczas silnym przeciwwskazaniem do katolickiego pogrzebu. Franciszek Józef wysłał w tej sprawie do papieża Leona XIII sążnistą depeszę, osobiście przez siebie zaszyfrowaną , a ten udzielił zgody na katolicki pochówek Rudolfa. Przeciwko czemu protestowało wielu hierarchów, w tym ówczesny sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, kardynał hrabia Mariano Rampolla del Tindaro.
Gdy Leon XIII zmarł w roku 1903, Rampolla był murowanym faworytem konklawe. Jako człowiek o olbrzymich ambicjach już wcześniej wdał się w konszachty z prawosławną Rosją obiecując jej, że w przypadku wyboru zastąpi w liturgii na terenie jej zaboru język polski rosyjskim. Niektóre źródła sugerują też jakieś więcej niż podejrzane konszachty tego „katolika” z protestanckimi Prusami. Skutkiem tak bezczelnej prowokacji mogło być nawet kolejne antyrosyjskie powstanie, rzecz jasna z góry przegrane.
Gołuchowski wziął sprawy w swoje ręce, do spisku wciągnął też kardynała krakowskiego Jana Puzynę. Przypomniał cesarzowi zarówno o „zasłudze” Rampolli dla Domu Habsburskiego, jak i o stosowanym od XVII wieku prawie ekskluzywy. Oznaczającym iż arcykatolicki cesarz Niemiec, arcychrześcijański król Francji oraz arcykatolicki król Hiszpanii mogą zawetować podczas konklawe jednego z kandydatów do tronu papieskiego. Dla udającego się na konklawe kardynała Puzyny załatwił audiencję u cesarza, a ten ostatni upoważnił kardynała do zgłoszenia w imieniu Franciszka Józefa sprzeciwu wobec kandydatury Rampolli. Mówiąc językiem moich studentów, politykier z nadętym jak balon ego oraz jego szalikowcy mogli już sobie pójść na drzewo prostować banany. A nowym papieżem został Pius X, którego znani mi katolicy przedsoborowi darzą wielkim szacunkiem.
Działalność ministerialną hrabia Agenor Młodszy zakończył w roku 1906. Poświęcił się wtedy działalności parlamentarnej będąc przewodniczącym polskiego klubu w Izbie Panów. Podczas I Wojny Światowej próbował bronić polskich interesów, ale czasy najlepszej koniunktury dla Polaków w dualistycznej monarchii już minęły. De facto rządzące nią koła wojskowe były Polakom niechętne. Gołuchowskiemu nie udało się przeforsować kandydatury generała Tadeusza Jordana Rozwadowskiego na stanowisko namiestnika Galicji. A gdy na mocy Traktatu Brzeskiego (tego z lutego, a nie marcowego, zawartego z Sowietami!) Austria przekazała świeżo wystruganej z banana Ukrainie Chełmszczyznę, polscy parlamentarzyści obydwu izb ogłosili koniec jakiejkolwiek współpracy z rządem. Po kilku miesiącach nie było już z kim współpracować.
W II Rzeczypospolitej ograniczał się do debat politycznych w Warszawie i we Lwowie. Na brak większej aktywności składały się zarówno wiek i stan zdrowia, jak i brak zainteresowania jego doświadczeniami dyplomatycznymi zdobytymi na półce zdecydowanie wyższej od tej, na której lokowali się dyplomaci II RP.
Spośród jego orderów ograniczę się do wymienienia jedynie Orderu Złotego Runa. I przypomnienia, że w odróżnieniu od wersji hiszpańskiej, w wersji austriackiej miał on tylko jedną klasę a osoby nie będące głowami koronowanymi odznaczano nim bardzo rzadko.
Zmarł w pałacu Gołuchowskich we Lwowie 28 marca 1921. Pochowany został na Cmentarzu Łyczakowskim.
Stary Niedźwiedź
