Dwa dni temu wraz z Flavią i jej brzydszą połową byliśmy w warszawskim teatrze Studio na monodramie "Oriana Fallaci". Skusiła nas postać bohaterki tego spektaklu, w naszym przekonaniu najwybitniejszej dziennikarki minionego stulecia. Spektakl nie zawiódł naszych oczekiwań, dobór fragmentów jej autobiograficznego "Kapelusza całego w czereśniach" został dokonany trafnie, zaś wykonanie pani Ewy Błaszczyk było wspaniałe. W naszym przekonaniu jest ona już blisko tej najwyższej półki, na której króluje maestra Anna Polony.
Po spektaklu nasza rozmowa zeszła na założoną przez panią Ewę Fundację "Akogo?", zajmującą się rozwiązywaniem problemów osób będących w stanie śpiączki. Fundacji udało się już wybudować Klinikę "Budzik", w której ze stanu śpiączki wyszło już kilkadziesiąt dzieci.
Ale ostatnio, gdy pani Błaszczyk przyjęła darowiznę na dalszą działalność od pana ministra Ziobry, zarówno "środowisko" szmirusów, jak i wszelka targowicka swołocz, wylali na nią całą Niagarę gnojówki. Bo nieważne jest, na co te fundusze zostaną wykorzystane. Wystarczy, że przekazał je ten zbrodniczy PiS, a ona te pieniądze przyjęła!
Załgane krowienty (słowo nie pochodzi od krowy, lecz od francuskiego "un cru qui vient", oznaczającego w dawnej gwarze teatralnej aktorską surowiznę bez warsztatu) jakoś same dotacjami z budżetu Ministerstwa Kultury nie gardzą. A niejaka Janda nawet drze się, że na swój chlewik o nazwie Och Teatr dostaje zbyt mało. Tak się niestety złożyło, iż moja kuzynka wraz z przyjaciółką nieopatrznie odwiedziły ten przybytek, bowiem dostały w prezencie bilety na jakiś "spektakl" tam grany. Wyszły po pół godzinie, bowiem za sceny leciały niemal wyłącznie obydwa "czasowniki posiłkowe" (te na literę P oraz J) oraz przecinek na literę K. Zatem jeśli pan wicepremier Gliński chce nadal dotować tę udającą teatr kupę prymitywizmu i wulgarności (ze zdecydowaną przewagą kupy), powinien być konsekwentny i dofinansować również "braminów" ze starych kamienic na warszawskiej Pradze Północ czy na łódzkim Bronxie. Stojąc po bramach wysławiają się dosyć podobnie, jak "aktorzy" Jandy, choć mimo wszystko trochę kulturalniej. Byliby w pełni zadowoleni, gdyby szef resortu kultury postawił im po "mamrocie" na twarz i by za to grzecznie podziękowali. A już na pewno nie darliby się, że to za mało.
Degeneracja większości tego środowiska (mam na myśli szmirusów a nie braminów) nie ogranicza się do Polski. Jak podaje portal braci Karnowskich:
https://wpolityce.pl/kultura/435142-aktora-mieli-pobic-rasisci-od-trumpa-teraz-szok-na-lewicy
hollywoodzkie szmirusy licytują się, kto bardziej rynsztokowymi słowami obrazi prezydenta Trumpa. A ostatnio pewien grajek, znany głównie z ogonów w serialach, ufny w swe atrybuty nadludzia (bo jest nie tylko Murzynem, ale i pedałem) sfingował napad na siebie i rzecz jasna oskarżył o to "rasistów od Trumpa". Którzy rzekomo mieli go pobić, oblać wybielaczem i założyć pętlę na szyję.
Oczywiście Demokraci (jak widać, jest to kryptokomunistyczna hołota, POrównywalna z polskimi targowiczanami) i cwelebryci zaczęli wyć, niczym wszystkie kojoty na prerii razem wzięte, wspomagane dodatkowo w tym koncercie przez pismaków z "Szechter Beobachter". Ale co się okazało? Policja podeszła do śledztwa profesjonalnie a nagrania z kamer monitoringu wykazały, że ustawką tą kierował osobisty trener tego oszusta. Do tego uczestnicy akcji przestraszyli się i zaczęli wzajemnie się sypać niczym Niesiołek, który za komuny podczas pierwszego przesłuchania wydał swoją narzeczona i kolegów. A nadludziowi grozi teraz odsiadka i grzywna. Ponieważ sprawy na pewno nie będzie rozpatrywał sędzia Stuleya, gnojek ma wszelkie szanse trafić "pod celę", zapewne ku niekłamanej radości innych osadzonych.
A morał z tego taki, że poza nieprzesadnie wysokim odsetkiem prawdziwych aktorów, na świecie do zawodu tego przyznają się przede wszystkim żałosne zera, od biedy potrafiące wykuć na pamięć czyjeś słowa i z bożą oraz suflera pomocą je wygęgać. Ale gdy próbują powiedzieć coś od siebie, to nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać nad ich matołectwem.
Stary Niedźwiedź
Po spektaklu nasza rozmowa zeszła na założoną przez panią Ewę Fundację "Akogo?", zajmującą się rozwiązywaniem problemów osób będących w stanie śpiączki. Fundacji udało się już wybudować Klinikę "Budzik", w której ze stanu śpiączki wyszło już kilkadziesiąt dzieci.
Ale ostatnio, gdy pani Błaszczyk przyjęła darowiznę na dalszą działalność od pana ministra Ziobry, zarówno "środowisko" szmirusów, jak i wszelka targowicka swołocz, wylali na nią całą Niagarę gnojówki. Bo nieważne jest, na co te fundusze zostaną wykorzystane. Wystarczy, że przekazał je ten zbrodniczy PiS, a ona te pieniądze przyjęła!
Załgane krowienty (słowo nie pochodzi od krowy, lecz od francuskiego "un cru qui vient", oznaczającego w dawnej gwarze teatralnej aktorską surowiznę bez warsztatu) jakoś same dotacjami z budżetu Ministerstwa Kultury nie gardzą. A niejaka Janda nawet drze się, że na swój chlewik o nazwie Och Teatr dostaje zbyt mało. Tak się niestety złożyło, iż moja kuzynka wraz z przyjaciółką nieopatrznie odwiedziły ten przybytek, bowiem dostały w prezencie bilety na jakiś "spektakl" tam grany. Wyszły po pół godzinie, bowiem za sceny leciały niemal wyłącznie obydwa "czasowniki posiłkowe" (te na literę P oraz J) oraz przecinek na literę K. Zatem jeśli pan wicepremier Gliński chce nadal dotować tę udającą teatr kupę prymitywizmu i wulgarności (ze zdecydowaną przewagą kupy), powinien być konsekwentny i dofinansować również "braminów" ze starych kamienic na warszawskiej Pradze Północ czy na łódzkim Bronxie. Stojąc po bramach wysławiają się dosyć podobnie, jak "aktorzy" Jandy, choć mimo wszystko trochę kulturalniej. Byliby w pełni zadowoleni, gdyby szef resortu kultury postawił im po "mamrocie" na twarz i by za to grzecznie podziękowali. A już na pewno nie darliby się, że to za mało.
Degeneracja większości tego środowiska (mam na myśli szmirusów a nie braminów) nie ogranicza się do Polski. Jak podaje portal braci Karnowskich:
https://wpolityce.pl/kultura/435142-aktora-mieli-pobic-rasisci-od-trumpa-teraz-szok-na-lewicy
hollywoodzkie szmirusy licytują się, kto bardziej rynsztokowymi słowami obrazi prezydenta Trumpa. A ostatnio pewien grajek, znany głównie z ogonów w serialach, ufny w swe atrybuty nadludzia (bo jest nie tylko Murzynem, ale i pedałem) sfingował napad na siebie i rzecz jasna oskarżył o to "rasistów od Trumpa". Którzy rzekomo mieli go pobić, oblać wybielaczem i założyć pętlę na szyję.
Oczywiście Demokraci (jak widać, jest to kryptokomunistyczna hołota, POrównywalna z polskimi targowiczanami) i cwelebryci zaczęli wyć, niczym wszystkie kojoty na prerii razem wzięte, wspomagane dodatkowo w tym koncercie przez pismaków z "Szechter Beobachter". Ale co się okazało? Policja podeszła do śledztwa profesjonalnie a nagrania z kamer monitoringu wykazały, że ustawką tą kierował osobisty trener tego oszusta. Do tego uczestnicy akcji przestraszyli się i zaczęli wzajemnie się sypać niczym Niesiołek, który za komuny podczas pierwszego przesłuchania wydał swoją narzeczona i kolegów. A nadludziowi grozi teraz odsiadka i grzywna. Ponieważ sprawy na pewno nie będzie rozpatrywał sędzia Stuleya, gnojek ma wszelkie szanse trafić "pod celę", zapewne ku niekłamanej radości innych osadzonych.
A morał z tego taki, że poza nieprzesadnie wysokim odsetkiem prawdziwych aktorów, na świecie do zawodu tego przyznają się przede wszystkim żałosne zera, od biedy potrafiące wykuć na pamięć czyjeś słowa i z bożą oraz suflera pomocą je wygęgać. Ale gdy próbują powiedzieć coś od siebie, to nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać nad ich matołectwem.
Stary Niedźwiedź

